Jakie haki mają służby? Dlaczego dawni komuniści i SB, dziś wspierają środowiska LGBT?


Czy po do dziś niewyjaśnionych okolicznościach śmierci ks. Franciszka Blachnickiego niemieckie służby nie dysponują hakami na Gontarczyków, za pomocą których trzymają ich na krótkiej smyczy i od lat przydzielają im zadania? Czy to tylko zbieg okoliczności, że politycy PO wywodzący się z finansowanego przez Niemców KLD afiszują się z kimś takim jak Joanna Gontarczyk vel Lange, uwiarygodniając tę ciemną postać z kilkudziesięcioletnim stażem, jeżeli chodzi o antypolską działalność?

Niedługo musieliśmy czekać, aby porównanie czerwonej zarazy do tej tęczowej, które padło z ust abpa Marka Jędraszewskiego potwierdziły namacalne fakty. Otóż ujawniono w ostatnich dniach, że pokazująca się u boku prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego działaczka równościowa, Jolanta Lange, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum, to nie kto inny jak Joanna Gontarczyk, zarejestrowana w latach 80. przez służbę bezpieczeństwa jako TW „Panna”. Dodać należy, że współpracę z komunistyczną bezpieką podjęła na zasadzie dobrowolności, a o jej przydatności przekonał esbeków jej własny mąż, Andrzej Gontarczyk, zarejestrowany kilka lat wcześniej jako TW „Yon”. Posiadający rodzinę w RFN Gontarczykowie w ramach akcji „łączenia rodzin” rzuceni zostali przez SB właśnie na odcinek niemiecki z zadaniem dotarcia do ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu Światło-Życie i prowadzącego w Carlsbergu radykalnie antykomunistyczną Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów. Wysłał ich tam nie kto inny jak udzielający się dzisiaj w telewizjach jako „ekspert” i krytyk raportu o likwidacji WSI Aleksander Makowski, pułkownik Służby Bezpieczeństwa, wielce zasłużony w tropieniu solidarnościowego podziemia i umieszczaniu w jego strukturach agentów.

Rzeczywiście Gontarczykom udało się wkraść w łaski Czcigodnego Sługi Bożego Kościoła katolickiego, ks. Franciszka Blachnickiego, którego inwigilowali infiltrując jednocześnie działalność ChSWN. Gontarczykowie byli ostatnimi osobami, które widziały ks. Blachnickiego żywego. Kapłan najprawdopodobniej został przez nich otruty i zmarł kilka godzin po rozmowie, a nawet, jak twierdzili świadkowie, po kłótni z Gontarczykami, która miała wybuchnąć po ujawnieniu ich podwójnej roli. W 1988 roku „Panna” i „Yon” zostali ostrzeżeni przez centralę o dekonspiracji i w wielkim, panicznym pośpiechu zostali ewakuowani przez Budapeszt do Warszawy. Wkraczający do ich opuszczonego mieszkania niemiecki kontrwywiad zastał tam cały porzucony przez nich dobytek.

W III RP czekały Gontarczyków nowe zadania i pewnie dlatego na konferencji prasowej ówczesny rzecznik rządu i Goebbels stanu wojennego Jerzy Urban uwiarygadniał małżeństwo komunistycznych agentów informując, że do Polski wrócili: Działacze emigracyjnych struktur politycznych powiązanych z tzw. rządem londyńskim i Solidarnością Walczącą. Już w latach 90. Joanna Gontarczyk przybrała feministyczne i tęczowe barwy podejmując inicjatywy ustawodawcze na rzecz wprowadzenia małżeństw homoseksualnych. Pełniła też funkcję sekretarza generalnego Demokratycznej Unii Kobiet oraz z list SLD bezskutecznie starała się dostać do sejmu. W 1997 roku towarzysz prezydent Aleksander Kwaśniewski (TW „Alek”) za wybitne zasługi w działalności społecznej odznaczył TW „Pannę” Srebrnym Krzyżem Zasługi. Oto ścieżka kariery, którą podążają czerwoni, przybierając tęczowe barwy.

Problemy zaczęły się, kiedy premier i towarzysz z PZPR Marek Belka w 2004 roku powołał Joannę Gontarczyk na stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Administracji Publicznej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. To wtedy działacze niepodległościowi z Solidarności Walczącej i co odważniejsi dziennikarze dogrzebali się do haniebnej przeszłości TW „Panny” oraz jej męża „Yona”. Po opublikowaniu przez tygodnik „Wprost” informacji o przeszłości pary płatnych komunistycznych szpicli Gontarczyk odeszła z zajmowanego stanowiska, ale jak przystało na zasłużonego dla komunistów agenta nie pozwolono jej odejść w stan spoczynku. Po zmianie nazwiska na Lange, przyjęte po przodkach folksdojczach, którzy w czasach niemieckiej okupacji podpisali folkslistę, już jako podstarzała nowalijka ze zmienionym nazwiskiem rozpostarła tęczowy sztandar propagując kolejną zarazę. Ta „działalność społeczna” Joanny Lange identycznie jak w czasach czerwonej zarazy ma służyć moralnej destrukcji narodu. Kiedyś przedstawiciele „czerwonej zarazy” twierdzili , że komunizm nie jest ideologią, bo ma naukowe podstawy. Dzisiaj z kolei słyszymy, że nie ma ideologii LGBT, a bzdury o płci kulturowo-społecznej, czyli gender to zdaniem marksistów prawdziwa nauka.

Nie wiem, jak pod rządami PiS-u działa polski kontrwywiad, ale chyba każdy średnio rozgarnięty człowiek już dawno zadałby sobie następujące pytania: czy po do dziś niewyjaśnionych okolicznościach śmierci ks. Franciszka Blachnickiego niemieckie służby nie dysponują hakami na Gontarczyków, za pomocą których trzymają ich na krótkiej smyczy i od lat przydzielają im zadania? Czy to tylko zbieg okoliczności, że politycy PO wywodzący się z finansowanego przez Niemców KLD afiszują się z kimś takim jak Joanna Gontarczyk vel Lange, uwiarygodniając tę ciemną postać z kilkudziesięcioletnim stażem, jeżeli chodzi o antypolską działalność? Kiedy niemiecki kontrwywiad zrezygnował z tropienia osób, które przecież w 1988 roku próbował aresztować pod zarzutem szpiegostwa? Co służby niemieckie wiedzą o prawdziwych przyczynach śmierci wielkiego kapłana i polskiego patrioty? Przypomnę, że oficjalny komunikat mówił o zatorze płucnym.

Warto w tym miejscu przytoczyć fragment artykułu „Śmierć proroka”, który ukazał się cztery lata temu w „Gościu Niedzielnym”:

— W czasie agonii i po śmierci z ust ks. Blachnickiego wydobywała się obficie spieniona wydzielina, którą wycierano ligniną. Wywoływało to podejrzenie, że śmierć mogła być spowodowana otruciem. Ponieważ jednak nikt formalnie nikogo o nic nie oskarżył, nie było podstaw, aby przeprowadzić sekcję zwłok. Lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci był zator płuc, który połączony z zaawansowaną cukrzycą spowodował zgon. W ramach śledztwa IPN z dokumentacją medyczną sporządzoną przez doktora Fritscha oraz jego zeznaniami zapoznało się dwóch wybitnych ekspertów: prof. dr hab. Władysław Nasiłowski, b. kierownik katedry medycyny sądowej, oraz prof. dr hab. Zofia Olszowy, specjalista toksykolog. W swej opinii napisali, że „brakuje przesłanek przemawiających za możliwością działania trucizny”. Zaznaczyli jednocześnie, że w razie podejrzenia zatrucia „istotne rozpoznawczo może być jedynie badanie sekcyjne i badanie toksykologiczne materiału pobranego ze zwłok, których w tej sprawie nie dokonano”. W tej sprawie IPN przesłuchał także Gontarczyków. Lektura protokołów ich przesłuchań nie pozostawia wątpliwości, że kłamali. Oboje na przykład twierdzili, że w Carlsbergu znaleźli się przypadkowo. Tymczasem z cytowanej już dokumentacji jasno wynika, że zostali tam przysłani przez wywiad PRL. Co ważniejsze, oboje zaprzeczają, aby 27 lutego 1987 r. rozmawiali z ks. Blachnickim, chociaż w aktach śledztwa są zeznania osób, które nie mają wątpliwości, że do takiej rozmowy doszło i miała ona burzliwy przebieg.

Po tym wszystkim co opisałem chyba każdy z niedowierzaniem zastanawia się, jak to wszystko jest możliwe? Jak ktoś taki jak TW „Panna” Joanna Gontarczyk vel Lange może w poczuciu bezkarności nadal funkcjonować w życiu publicznym? Jak to możliwe, że małżeństwo komunistycznych łotrów i zdrajców nadal żyje w luksusie uwłaszczone na państwowym majątku, który w ramach nagrody i rekompensaty za utracony po ucieczce z Niemiec majątek otrzymali od MSW? Czy nowy szef MSWiA Mariusz Kamiński jest władny cofnąć tamtą decyzję i wyrzucić parę komunistycznych płatnych kapusiów i wyjątkowych łotrów na bruk? Przecież ci łajdacy śmieją się nam Polakom w twarz i zamiast zapaść się pod ziemię i zniknąć nam z oczu towarzyszka Lange kontynuuje swoją działalność, tym razem już po stronie tęczowej zarazy. Dlaczego w ciągu czterech lat rządów Zjednoczonej Prawicy pomimo niekwestionowanych sukcesów czujemy, że życie traci sens, jeżeli chodzi o kwestie dochodzenia do prawdy i pociągania winnych do odpowiedzialności? A przecież to św. Jan Paweł II mówił:

— Za każdym czynem stoi konkretny mężczyzna lub kobieta, nazwisko, imię, data urodzenia, kolor oczu… indywidualna odpowiedzialność za każdy czyn. Gdy przestanie się dochodzić do prawdy, życie traci sens.

Zbliżają się wybory, które zadecydują o dalszych losach Polski. Nie po raz pierwszy widzimy, że obóz beneficjentów III RP gotów jest zawrzeć pakt nawet z diabłem, aby tylko powrócić do władzy i odwrócić wszystko to, co stało się w ciągu ostatnich czterech lat. Tak naprawdę nie wiemy, kto w tej walce o powrót do koryta jest bardziej zdeterminowany, totalna opozycja czy wywierający na nią nacisk jej zagraniczni mocodawcy działający w myśl zasady „kto płaci, ten wymaga”? 13 października musimy zmobilizować się jeszcze bardziej niż podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście w nadziei, że jeśli chodzi o dochodzenie do prawdy i wymierzanie sprawiedliwości winnym PiS będzie bardziej odważny, zdeterminowany i konsekwentny.

Mirosław Kokoszkiewicz  /  Kokos26

Źródło: polskaniepodlegla.pl , 27 września 2019.
Ilustracja tytułowa: fot. pixabay.com

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) – Bloger, stały publicysta ogólnopolskich tygodników: Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) na Facebook’u  >   >   >   TUTAJ.


Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  
>  >  >  > TUTAJ .

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.10.01..
Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz