Pralnia dziewic, albo czy arcybiskup Ryś jest agentem CIA?


Nie wychodzę z domu, nie mogę czytać, szczególnie przy sztucznym świetle, więc znowu zacząłem oglądać seriale. Wczoraj co prawda rwało się zasilanie przez ten wicher, ale wieczorem prąd już był i mogłem obejrzeć „Kryminalne zagadki Las Vegas”. Powiem tak – seria bez Gilla Grissoma jest fatalna, ale czasem znajdzie się tam coś, co można od biedy uznać za inspirację. No i tak było właśnie wczoraj. Pokazywali faceta, który najpierw była alfonsem, a potem przeszedł duchową metamorfozę i został kaznodzieją ratującym prostytutki i kierującym je na drogę cnoty. Używał do tego narzędzi zbiorowej manipulacji, zwanych także psychologią. Kiedy okazało się, że kilka dziewczyn zostało zamordowanych, policja postawiła mu zarzuty, a on wtedy rozłożył ręce i powiedział – kochani, to prawda, zawiniłem, nie jestem prawdziwym kaznodzieją, zostałem nim po to, żeby wskoczyć na wyższy stopień alfonserki i stręczyć te nawrócone, czyste już dziewczyny bardzo bogatym klientom. To rzeczywiście nieładnie z mojej strony, ale jeśli idzie o morderstwa to niestety nie ja je popełniłem. Interes, który prowadziłem można nazwać pralnią dziewic, ale nic ponadto nie mam na sumieniu.

Prostota tego wyznania urzekła mnie przyznam otwarcie i zaraz, być może niesłusznie, skojarzyłem to z linkiem, który jeden z czytelników przysłał mi w niedzielę. Oto on 

Mamy tu sytuację, która w mojej subiektywnej ocenie przypomina tę z serialu. Tyle tylko, że głównym rozgrywającym na Polskę jest arcybiskup Ryś. W terenie zaś werbunkiem zajmują się gwiazdy telewizyjne, kreatorzy trentów, psychologowie i pisarze ze służb, a utrwalaniem przekonania o słusznym wyborze drogi zajmują się mentorzy, rekrutowani wprost z najbardziej zasłużonych gwiazd telewizji i sceny. Mnie szczególnie uderzyły dwa nazwiska – Jerzy Trela i Beata Pawlikowska.

Nie chcę tu szczegółowo omawiać zasad tego przedsięwzięcia, bo każdy je sobie zinterpretuje na swój własny sposób. Ja jestem tylko ciekaw co w tej grupie robią ludzie tacy, jak ta dwójka, wymieniona przeze mnie powyżej. Rozumiem, że tam są potrzebni aktorzy, albowiem jest spore ciśnienie na autentyzm i zwykły człowiek, nawet bardzo zaangażowany w to co robi, może po prostu nie dorosnąć do stawianych wymagań. Aktor zaś, z dobrym warsztatem i doświadczeniem, zagra wszystko. Aż żal, nie nie ma wśród tych ludzi Jana Peszka. No, ale jest Jerzy Trela, znany komunista i jest Beata Pawlikowska była żona Cejrowskiego, osoba, po której można spodziewać się wszystkiego, tylko nie tego, że zajrzy kiedyś do kościoła.

Popatrzyłem na to wszystko i pomyślałem, że to musi być po prostu jakaś amerykańska werbownia, którą arcybiskup Ryś uwiarygadnia swoim nazwiskiem. Pytanie – dlaczego? Dlaczego hierarchia uczestniczy w tego rodzaju eventach i dlaczego je firmuje? Przecież nikt nie traktuje serio tego doradzania papieżowi, a cała ta historia z mentorami, którzy będą prowadzić zgłaszające się do tego projektu dzieci z daleka zalatuje stręczycielstwem. Do tego jeszcze mamy to CNT, czyli Centrum Twórczości Narodowej, które ma pomóc młodym ludziom w dochodzeniu do wielkości, do której są przeznaczeni.

Ja wiem, co się tu zaraz stanie, pod tym tekstem – rozpocznie się dyskusja tradycjonalistów z tymi, którzy uważają, że papież Franciszek nie jest wcale taki zły. Proszę Państwa chciałbym tego uniknąć i zwrócić uwagę na coś innego – tego rodzaju postawy i inicjatywy, w mojej ocenie skrajnie szkodliwe, choć ponoć firmowane przez papieża, nie mogą być unieważnione bez wyraźnego sprzeciwu wiernych. Ten sprzeciw zaś, nie może się, mam wrażenie, wyrażać w tym, że część wiernych ucieka to jakichś innych, lepszych form praktyki religijnej. Dlatego piszę wprost o tym co myślę na temat takich inicjatyw. Uważam je za szkodliwe oszustwo prowadzące wprost do zgorszenia dużych grup młodzieży.

Skąd taki kategoryczny sąd? Wynika on z faktu, że wśród tych mentorów, którzy mają się opiekować dziećmi znajdują się osoby zajmujące ważne miejsca w hierarchiach medialnych i sprzedażowych. A napisane jest – nie będziesz służył Bogu i mamonie. Jeśli więc do inicjatyw papieskich angażowani są osobnicy tacy jak „ekskluzywny menel” czy pisarka Pawlikowska, o aktorach już nie wspominając, to w zasadzie nie ma o czym gadać.

Wielokrotnie pytano mnie, a było to nie tak dawno przecież, dlaczego przez długi czas nie chodziłem do kościoła i nie praktykowałem. Otóż problem był taki, że ja nie wierzyłem w autentyczność tych sugerowanych przeżyć. Nie brał mnie ani mistycyzm rzekomych nawróceń, ani wizje, ani w ogóle nic, co tradycyjnie wiąże się ze sferą nadprzyrodzoną. Nie ruszały mnie nigdy żadne grupowe ekscytacje. Lubiłem za to architekturę sakralną, lubiłem obrazy i wyposażenie świątyń, ale to z kolei, było przez wielu księży uważane za przeszkody na drodze do ku czemuś lepszemu i większemu. Całe szczęście napisane jest – ostatni będą pierwszymi, nie martwię się więc za bardzo.

Uważam jednak, że uzależnienie Kościoła od organizacji zewnętrznych będzie postępować do momentu, w którym hierarchia nie zrozumie, że mówić to za mało. Pokazywać to też za mało. Nawet transferować pieniądze do Afryki to za mało. Jedynym słowem, że trzeba powrócić do twórczości. Tej zaś nie ma, albowiem zastąpili ją aktorzy i pisarze, których najłatwiej wykreować z niczego właściwie. I najłatwiej ocenić. A jak się ich wręcz wypożyczy od jakiejś innej organizacji, to można się w ogóle nie kłopotać o ocenę, albowiem mają oni powszechnie ważny certyfikat.

Obejrzałem ostatnio fragment filmu „Polowanie na Czerwony październik” i jeden amerykański oficer powiedział tam – ja jestem z CIA, ja tylko piszę książki. Uśmiałem się jak pszczoła, może się bowiem okazać niebawem, że jestem jedynym w Polsce autorem „niezrzeszonym”. To by dopiero był numer.

Widać wyraźnie, że wymienieni ludzie kogoś zastępują. Kogo? Mam na myśli tych wszystkich aktorów, moderatorów, mentorów i pasterzy. Oni zastępują kapłanom świętych. Sami kapłani nie mogą już być wzorem dla wiernych i nie mogą im opowiadać o postawach, albowiem jest to zbyt kłopotliwe. Wynajmują więc do tego ludzi, nie ważne kim są ci ludzie, ważne, żeby byli znani i rozpoznawani. To oni stanowią dziś główny nurt w komunikacji pomiędzy hierarchią a wiernymi, szczególnie młodymi wiernymi. I to, w mojej ocenie, prowadzi do zgorszenia.

Czuję się trochę lepiej, ale to nie jest jeszcze właściwa forma.

Zapraszam
do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl 
do sklepu FOTO MAG,
do księgarni Przy Agorze
i na stronę www.prawygornyrog.pl

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024
i
pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

*

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  1 października 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Fundacja Twórczości Narodowej. Fot. za: Aleteia, 27.09.2019 / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.10.03.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski