Nie idźcie tą drogą……


Obecne władze  w trosce o jakość debaty publicznej chcą uregulować dostęp do zawodu dziennikarza wprowadzając obowiązek uzyskania przez publikujących uprawnień przed specjalną komisją. Koncesjonowanie dostępu do jakiegokolwiek zawodu eliminuje przede wszystkim działanie wolnego rynku, nawet tego szczątkowego.

Izabela Brodacka Falzmann
Fot. naszeblogi.pl

Za ponurych czasów komuny nie można było na przykład nie mając uprawnień artysty plastyka zorganizować prywatnej wystawy obrazów czy rzeźb. A kto był według komunistycznych kryteriów artystą? Przede wszystkim absolwent Akademii Sztuk Pięknych. Wśród studentów  Akademii Sztuk Pięknych rejestrowano wówczas zdecydowaną nadreprezentację potomstwa czerwonej burżuazji, a lista przyjęć była podobno ustalana na wiele lat przed egzaminem.

Istniał jednak Inny sposób uzyskania uprawnień artystycznych, w tym uprawnień do korzystania z przywilejów przysługujących członkom Związku Artystów Plastyków. Najistotniejszym  z nich było prawo do organizowania wystaw, ale liczyły się również stypendia, zapomogi, przydział pracowni oraz ulgowe wczasy w domach pracy twórczej.

Aby zostać artystą należało przedstawić swoje prace specjalnej komisji działającej przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Członkami tej komisji byli przede wszystkim urzędnicy a ich rozumienie sztuki pozostawiało niestety wiele do życzenia. Poza tym w pracach tej komisji uczestniczyli wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych. Trudno oczekiwać aby beneficjenci niemałych przywilejów artystycznych  ochoczo dopuszczali do swego ekskluzywnego grona niepożądanych konkurentów.

Osobiście kibicowałam kiedyś rusznikarzowi amatorowi, który wykonywał tak doskonałe repliki  średniowiecznych kusz, że zamawiały je wszystkie znane muzea (w tym Wawel)  przechowujące oryginały w sejfach. Otóż znajomy stawał wielokrotnie bez powodzenia przed ministerialną komisją  i wreszcie zmuszony był postarać się o protekcję. Muzea chciały zamawiać kusze tylko u niego (to działanie wolnego rynku ) ale nie miały do tego prawa. To działanie państwa, które w obłudnej trosce o poziom artystyczny muzeów uniemożliwiało im nabycie najlepszej z możliwych kuszy tylko dlatego, że jej twórca nie posiadał certyfikatu.

Zwolennicy liberalizmu uważają wszelkie regulacje reglamentujące dostęp do poszczególnych zawodów za relikt średniowiecznych praw cechowych które teoretycznie miały gwarantować wysoki poziom usług, a tak naprawdę chroniły rzemieślników przed konkurencją.  Konkurencja odgrywa podobną rolę jaką odgrywają zwierzęta drapieżne w środowisku naturalnym . Istnienie na danym terenie drapieżników powoduje selekcję gatunku będącego ich pożywieniem, giną sztuki chore słabe bez szans na pozostawienie zdrowego potomstwa. Brak naturalnego wroga powoduje natomiast nadmierny rozrost i degenerację populacji danego gatunku gdyż naturalny wróg, będący ogniwem w łańcuchu pokarmowym, to ważny element doboru naturalnego. Poza tym ewolucja ( jeżeli w nią w ogóle wierzyć) to ulepszanie, a ulepszanie to nieuchronne zmiany. Poprawić gatunek mogą tylko osobniki odbiegające od średniej czyli posiadające korzystne w walce o byt cechy uzyskane drogą mutacji.

Podobnie jest w życiu społecznym – ludzie nie odbiegający od średniej kultywują swój fach czy swoją sztukę na ustalonym spetryfikowanym poziomie. Tak zwany przewrót kopernikański czyli  zmiana paradygmatu w nauce też  jest prawie zawsze dziełem indywidualisty, który potrafi zobaczyć więcej niż wyuczone formułki.

Istnieją jednak zawody do których  reglamentowanie dostępu wydaje się być konieczne z punktu widzenia odpowiedzialności. Należy  do nich zawód lekarza. Nieuprawniony uzdrowiciel jest karany przez sąd niezależnie od opinii o nim  pacjenta i efektów kuracji. Podobnie jest z farmaceutą czy prawnikiem, przewodnikiem górskim czy nawet nauczycielem. System nie może ponosić odpowiedzialności za szkody spowodowane przez samozwańczych uzdrawiaczy i przewodników. Absurdalny jest natomiast przepis ( nie wiem czy nadal aktualny) że właścicielem apteki może być tylko absolwent farmacji. Dla właściciela apteki ważniejsze jest posiadanie kapitału niż wykształcenia kierunkowego, a w swojej aptece może przecież zatrudniać fachowych farmaceutów.

Najmniejszego sensu nie ma również reglamentowanie dostępu do zawodu aktora? Doskonały aktor jakim jest Daniel Olbrychski przez wiele lat nie potrafił czy nie chciał sformalizować swoich aktorskich uprawnień. Do studiów aktorskich czyli do zawodu aktora dopuszczają w trakcie egzaminu młodych ludzi podstarzali amanci i  pomarszczone divy, którzy musieli zrezygnować z ról Romea i Julii na rzecz dydaktyki. Zblazowani i znudzeni zabawiają się każąc kandydatowi odgrywać krzesło, kałużę czy jajecznicę ze szczypiorkiem.

Podobnie nie ma sensu reglamentowanie dostępu do zawodu dziennikarza. Na studiach dziennikarskich można nauczyć się stawiania przecinków ale od tego przecież  jest w redakcji korekta. Nie można nauczyć się odwagi, prawdomówności, empatii, oraz wyczucia problematyki społecznej. Nadawanie uprawnień dziennikarskich przez specjalną komisję to powrót do wzorców sowieckich gdzie pisarz musiał ukończyć Akademię Literatury. Jak wiadomo pisarstwu sowieckiemu nie bardzo to pomogło.

 Nikt nie ośmieli się obecnie podważać sensowności systemu kształcenia  wyrobników nauki instytucjonalnej (jakby powiedział Kuhn – normal science) . Rewolucje w nauce rzadko są jednak dziełem  tych którzy po mistrzowsku posługują się wyuczonym paradygmatem. Można mnożyć przykłady – wykształcenia formalnego nie posiadał jak wiadomo Stefan Banach, a odkrywca podwójnej spirali Watson wybierał do współpracy zwykłe pielęgniarki zamiast profesorów z wysokim indeksem Hirscha.

Nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do wspinania się po szczebelkach drabiny naukowej. Każda hierarchia to rodzaj społecznej gry, a każda gra ma swoje reguły i aby w niej uczestniczyć musimy je zaakceptować. Jednak przyznawanie patentów na artystę i dziennikarza czyli  patentowanie przez wszechwładne państwo wszystkiego co się rusza zupełnie mija się z celem.

Izabela Brodacka Falzmann

Wybrane komentarze:

06-10-2019 [08:38] – Marek1taki | Link: „Zwolennicy liberalizmu
Zwolennicy liberalizmu uważają wszelkie regulacje reglamentujące dostęp do poszczególnych zawodów za relikt średniowiecznych praw cechowych które teoretycznie miały gwarantować wysoki poziom usług, a tak naprawdę chroniły rzemieślników przed konkurencją.”
Bardzo dziękuję za te słowa. Obecnie w zawodzie lekarza te mechanizmy systemu cechowego przejawiają się w reglamentacji zdobywania specjalizacji, w ograniczeniach  wykonywania zawodu przez system podspecjalizacji – zwł. onkologicznych.
Do tego dochodzą ograniczenia przez system refundacji przymusowo ubezpieczonych (ale też przez przywileje dla sieci medycznych analogicznie jak dla sklepów wielkopowierzchniowych).
Istotnym a niezauważanym ograniczeniem prawa wykonywania zawodu lekarza jest narzucenie biurokracji, która zajmuje czas na leczenie ale też ogłupia. Zwyczajnie dekoncentruje – jak każda monotonna czynność. Klikanie w komputerkach narzucone przez MZiOS nie jest niczym innym niż nakładanie prezerwatyw przez testerki w zakładach Stomil, które były mi pokazywane w ramach zajęć studenckich z medycyny pracy.
I kolejna sprawa to indoktrynacja pacjentów i lekarzy, i troska o ukształtowanie relacji pacjent-lekarz w kategoriach walki klas.

06-10-2019 [10:31] – izabela | Link: Wydaje mi się, że musza być
Wydaje mi się, że musza być jasne reguły dopuszczające do zawodu lekarza. Nie może to być uzdrowiciel ” z Bożej łaski”. To samo dotyczy nauczyciela czy instruktora. Namnożyło się ostatnio samozwańczych instruktorów jeździectwa i proszę mi uwierzyć po 5 minutach rozpoznaję, że daną osobę uczył ktoś niefachowy. Nie jestem bynajmniej zwolenniczką  reglamentacji dostępu do różnych zawodów ale poprawianie złych nawyków jest bardzo trudne i czasochłonne. To samo dotyczy narciarstwa czy pływania. Wiem to z autopsji- pływam dobrze i na długich dystansach ale nauczyłam się sama. Kiedy zgłosiłam się do sekcji pływackiej ( jako uczennica czyli sto lat temu) trener powiedział:” nie jestem w stanie wyplenić wszystkich twoich narowów, nie da się z ciebie zrobić zawodnika”i mnie nie przyjął. 

06-10-2019 [14:28] – Marek1taki | Link: Ma Pani rację. Lekarze się
Ma Pani rację. Lekarze się boją. Są straszeni od zawsze. „Za komuny” byli straszeni prokuratorem. Teraz są straszeni przez ekspertów wykładającym jak występują przeciw kolegom, którzy popełnili błąd, błąd domniemany albo się potknęli o procedurę. Na konferencjach lekarskich występują też eksperci praw, którzy potrafią zacząć wykład słowami „Widzę, że towarzystwo się nie boi ale to się zmieni.” albo „Ci lekarze, którzy przegrali w sądzie sprawę o odszkodowanie też myśleli, że ich to nie spotka.”, albo tylko zasypują casusami jak np. ten:
Do pediatry zgasza się matka z 3-letnim dzieckiem, którego dotąd nie potrafiono wyleczyć. Pediatra przepisuje lek dla dzieci 5-letnich i starszych (wg procedury). Dziecko zdrowieje. Nie występują żadne objawy uboczne. Matka wytacza sprawę o odszkodowanie za narażenie na ryzyko poniesienia utraty zdrowia (prawnicy mogą mnie tu poprawić). Sprawę wygrywa. Sąd zasądza odszkodowanie w wysokości nie tylko nieadekwatnej do zysku z leczenia pacjenta lub miesięcznych zarobków lekarza ale w kwocie rujnującej go finansowo.
Uzasadnieniem jest doktryna prawna, która opiera się na prawach niezbywalnych. W tym wypadku na prawach niezbywalnych pacjenta, które skutkują ograniczeniem wolności wyboru leczenia. Efektem jest przymus stosowania metod wybranych przez ekspertów i urzędników oraz wyższe koszty leczenia i ubezpieczeń.
Powstaje pytanie czy chorzy chcą się u lekarza leczyć czy z nim sądzić? Czy przerzucać koszty leczenia i ubezpieczenia na innych? Czy może nie chcą się leczyć u lekarza tylko u urzędnika?
Lekarze reagują adekwatnie do sytuacji, która jest organizowana. Nie ma w tej planowanej rzeczywistości miejsca dla doktora Leśkiewicza, bo ma być zastąpiony administratorami systemu zbierającymi dane. Średni wiek specjalistów w Mazowieckiej OIL – o i l pamiętam – jest w przedziale 55-61 i to nie jest wyjątek. W tej sytuacji  biurokratyzacja i cyfryzacja marnuje czas pracy lekarzy a zwłaszcza lekarzy starszych, którzy nie mają już elastyczności dostosowania się do kolejnej w życiu reformy. Przyszłością są więc młodzi. Trzeba ich tylko wyprodukować na miarę totalnego systemu.

06-10-2019 [15:57] – izabela | Link: Młodzi po kosztownych
Młodzi po kosztownych ufundowanych im studiach medycznych wyjeżdżają do Anglii. Braki kadrowe liczone są w tysiące ale nikt nie ośmieli się powrócić do komunistycznego nakazu pracy.  To może jak w USA nazwać go kredytem na studia który trzeba spłacić albo odpracować.Jak się zwał tak się zwał. Fundujemy również bezpłatne studia prawnikom, którzy specjalizują się w obdzieraniu nas ze skóry przy każdej okazji.

06-10-2019 [09:27] – Trotelreiner | Link: 1.Polecam Pani książkę Pana
1.Polecam Pani książkę Pana Targalskiego [między innymi] Resortowe dzieci—media.
2.W „tymkraju” już nie ma dziennikarzy!!! Są tylko funkcjonariusze medialni,którzy za pieniądze napisza wszystko…czego zażądają od nich szefowie,a od szefów …szefowie szefów.
Studia dziennikarskie….robione zaocznie na prywatnych „uczelniach” za szmal…i wynagrodzenie w naturze…i nie ma tu różnicy płeć!
Nawet bracia bliźniacy panowie K. to przykład moralności…zatrudniają „lwicę lewicy”,a udają świętoszków…to wyjątkowa gazeta…a juz portal…to śmietnik!
W Krakowie poznałem Hajdarowicza…tego od Grasia pod śmietnikiem…człowieka Sorosa i grupy Bilderberg…wiem na jakich „zasadach” dostał gazetę Lisicki, Karnowscy
i Chrabota…
Wspomniała Pani o Olbrychskim…to żaden aktor…pieszczoch komuny i Wajdy…to samo Łomnicki,Pszoniak etc. jedna klika spod tęczowej flagi.
PS.Wielkim dziennikarzem i publicystą był kiedyś Wiesław Górnicki…autor kilku książek o USA i „wielkim świecie”…okazał sie agentem SB,jeździł z Jaruzelskim jako tłumacz i oficer przyboczny….awansował z podporucznika rezerwy…do pułkownika w ciągu trzech miesięcy…podobno „popełnił strzał w skroń” na własna prośbę…we własnym gabinecie…do dziś na ten temat…OMERTA.
PPS.Panie Werner,Pieńkowska,Łaszcz i Walter…to też po studiach…w służbach…naszych,czyli tych zagranicznych.
Tego sie juz nie da naprawić…dzieci,wnuki…Resort DALEJ TRZYMA WŁADZĘ!

06-10-2019 [10:32] – Lech Makowiecki | Link: W latach siedemdziesiątych
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych uprawianie zawodu muzyka czy piosenkarza możliwe było tylko po ukończeniu studiów muzycznych (lub przynajmniej szkoły muzycznej II stopnia). Reszta traktowana była jako „amatorzy”, którym przysługiwała stawka 150 zł za koncert. Furtką dla „amatorów” był egzamin przed państwową komisją Ministerstwa Kultury. Dostawało się ministerialną legitymację piosenkarza czy muzyka kat. B (stawka rosła do 400zł), z czasem – kat. A (700zł) lub – „za zasługi” – kat. S (2,5 tys. zł za koncert; posiadała ją m.in. Maryla Rodowicz i … Jacek Kaczmarski) … Miałem  to „szczęście” zdawać taki egzamin przed piętnastoosobową komisją (zapamiętałem tylko przewodniczącego – prof. Aleksandra Bardiniego i aktorkę – Alinę Janowską). Na egzaminie praktycznym trzeba było wykonać 4 zróżnicowane piosenki i wyrecytować dwa wiersze (dykcja!). Teoria obejmowała zakres średniej szkoły muzycznej (plus solfeż itp.). Pomimo, że zaprezentowałem repertuar autorski, sam sobie akompaniowałem i wygłosiłem własne wiersze – Bardini był na „nie”… Główny zarzut? Byłem świeżo upieczonym magistrem inżynierem, a moje studia kosztowały ludową ojczyznę tak dużo, że powinienem pójść nie na estradę, lecz do stoczni! Udało mi się wybronić dopiero na egzaminie ustnym. Większość komisji była za mną, więc  i profesor wyraził łaskawie zgodę. W tym samym czasie niejaki Czesław Niemen trzy razy podchodził do egzaminu (przewodniczący – aktor Rudzki) i trzy razy oblewał… A to za hippisowskie szatki, zbyt długie włosy, „arogancję”, „wycie” itp.) Dziś Czesław Niemen wygrywa we wszystkich rankingach na powojennego polskiego piosenkarza!!! Czyli komisja baaardzo się pomyliła…
PS Dziś takich egzaminów nie zdałby Muniek Staszczyk (dykcja!) czy Robert Gawliński i Edyta Górniak (brak matury)… Czy o to naprawdę nam chodzi??? Z drugiej strony trzeba jakoś uregulować sprawy emerytalne artystów estradowych i in. Dzięki zdobytym wtedy uprawnieniom (i regularnemu płaceniu składek) dostaję dziś emeryturę… Rządy PO-PSL nie dość, że podniosły twórcom podatki, to zupełnie nie zauważały potrzeb emerytalnych artystów…

06-10-2019 [13:16] – maks jamnicki | Link: Wśród studentów ASP
Izabela : „Wśród studentów ASP rejestrowano wówczas zdecydowaną nadreprezentację potomstwa czerwonej burżuazji…” . Oni nie uważali siebie za „czerwoną burżuazję”, ale za słusznie osadzonych na lukratywnych stanowiskach reprezentantów narodu :). Meandry  psychiki ludzkiej, nikt nie chce czuć się świnią. A dzieci swoje za „bardzo uzdolnione”, którym trzeba dać  „dobry start”. Kruczków było wiele, w każdej dziedzinie. Przykłady z życia, dzieci nomenklatury a inne :
1/ Aspirant na „artystę”, na ASP, syn red.nacz. gazety, oczywiście PZPR, przyjęty na ASP jako „wolny słuchacz” na rok pierwszy. Jak już wszyscy się do niego przyzwyczaili, a po pierwszym roku ktoś z innych  wypadł z takich czy innych względów, zalicza hurtem poprzedni rok i już jest gładko normalnym studentem na drugim. Kto się oprze rektorowi?
2/ W innym mieście dziewczyna podchodzi do egzaminów…. 7 razy, pracuje w szatni w muzeum, jej chłopak po pomaturalnej szkole leśnej, pracujący w zawodzie, z czegoś trzeba żyć, próbuje 4 razy. Razem chodzą całe lata na, znakomite zresztą, ognisko plastyczne w centrum tego miasta. Chyba prowadzący je,  znakomity zresztą artysta-pedagog , ma na tyle dobre przełożenie na ASP, że …dostają się w jednym roku. Ona za 7-mym podejściem ona za 4-tym !!!. Kiedyś założą rodzinę, on na tej uczelni, już w nowych czasach zostanie profesorem a ona plastykiem-scenografem, też z wykładami na tej samej ASP. Obydwa przypadki 1 i 2  znam z autopsji. Pozdrawiam.
P.S. Pomysł z regulacją dostępu do zawodu dziennikarza idiotyczny, ale jak pamiętam pojawiał się już za rządów PiSu, chyba w 2007 r?, nawet wiem kto pilotował ale uciekło mi nazwisko, pracował na jakiejś uczelni i wykładał dziennikarstwo, znane wtedy po prawej stronie nazwisko.  To jakieś idioten-lobby, coś sobie ktoś wymyślił.  Poczekajmy do wyborów, niech, daj Boże, najpierw wysoko wygrają a potem kontynuują rządy. Bo to pewne nie jest.

*

Źródło: NASZEblogi.pl, 6 października 2019.

  • Na zdjęciu: Autorka felientonu. Fot. Inter.

Więcej felientonów pani Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu   >   >    TUTAJ .

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2019.10.08.
Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann