Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese. Część XVI. „Złoto Wrocławia”


Przeczytaj:         Część I.          Część II.          Część III.          Część IV.          Część V.          Część VI.          Część VII.          Część VIII.      Część IX.     Część X.      Część XI.     Część XII.    Część XIIICzęść XIV. Część XV.

Próba rozwiązania tajemnicy.

Straty materialne, dóbr kultury i ludnościowe poniesione przez Polskę w latach wojny

This image has an empty alt attribute; its file name is AR-304049931.jpg
1. Płonący Zamek Królewski po niemieckich bombardowaniach 17 września 1939 r. Fot. za: en.wikipedia.org

Druga wojna światowa doprowadziła Polskę do utraty aż 38%. majątku narodowego, gdy np. Francja straciła 1,5% swojego majątku, a Wielka Brytania 0,85%. Jak wynika z opublikowanego w 1947 r. sprawozdania Biura Odszkodowań wojennych straty polskiego kolejnictwa pochłonęły 84% stanu jego posiadania, straty poczty i telekomunikacji obliczona na 62% energetyki 65%, przemysłu tekstylnego 70 %, górnictwa węglowego 42%. Zniszczeniu uległo 65% polskich fabryk, 986 tys. gospodarstw domowych na wsi i 1 mln 982 w miastach. Ogromne straty poniosło polskie rolnictwo, rabowane przez sześć lat ze zboża, zwierząt rzeźnych, ziemniaków i tym podobnych. Za zabicie tucznika bez zezwolenia niemieckie władze okupacyjne karały śmiercią. Straty w zabitych i pomordowanych w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosiły w Czechosłowacji 15 osób, w ZSRR 40 osób, w Grecji 70, Jugosławii 108, w Polsce 222 obywateli. Według danych Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej (Londyn, czerwiec 1945) przez Światowy Związek Polaków z Zagranicy „Informator Polski” w rozdziale „Struktura ludnościowa” (str. 19), w 1939 r. Polska miała 35 mln 339 tys. mieszkańców, w tym: 24 mln 400 tys. osób narodowości polskiej (69%), a w 1946 r. osób narodowości polskiej było już tylko 20 mln 520 tys. z ogólnej liczby 23 mln 911 tys. obywateli polskich mieszkających w nowych granicach Polski. Ubyło więc 3 mln 880 tys. osób narodowości polskiej. Takie są straty ludnościowe Polski w czasie II wojny światowej.

To jeszcze nie wszystko, gdyż pozostaje jeszcze sprawa zagarnięcia przez Niemców polskich dóbr kultury.

Przygotowania do grabieży polskich dóbr kultury rozpoczęte zostały w Niemczech jeszcze przed wybuchem działań wojennych i agresją na Polskę w 1939. Plan systematycznej grabieży państwowych i prywatnych zbiorów sztuki, których spisy zostały sporządzone przez niemieckich historyków sztuki na podstawie naukowych kontaktów przedwojennych i częstych wizyt w muzeach i kolekcjach polskich, został zrealizowany poprzez powołanie kilku organizacji, które 1 września 1939 przekroczyły granice Polski razem z regularną armią niemiecką.

Po zakończeniu kampanii wrześniowej grabież dzieł sztuki, konfiskat oraz tysięcy zwykłych rabunków (dokonywanych odrębnie przez wojsko i funkcjonariuszy nazistowskich) została usankcjonowana odpowiednimi przepisami prawnymi okupanta, łamiącymi ustalenia IV konwencji haskiej z 1907 r. zakazującej takich praktyk. Grabież ta była realizowana przez specjalnie utworzone do tego celu organy. Ocenę i procedurę rabunku zabytków kultury polskich z muzeów, bibliotek, zamków, dworów i mieszkań prywatnych prowadziły instytucje SS-Ahnenerbe (w ramach Einsatzgruppen), HaupttreuhandstelleOst (HTO), oraz ekipy rzeczoznawców, niemieckich historyków sztuki, ekspertów i kustoszy z SS-Komando Paulsen (pod kierownictwem profesora prehistorii Petera Paulsena). Działania tych organizacji koordynował minister Rzeszy Arthur Seyss-Inquart oraz Otto Wächter (w zastępstwie Seyss-Inquarta). Przy rządzie III Rzeszy funkcjonował specjalny Pełnomocnik do Rejestracji i Zabezpieczenia Dzieł Sztuki i Zabytków Kultury.

HeatherPringle, kanadyjska dziennikarka, w książce „Plan rasy panów” w jednym z podrozdziałów opisała kradzież przez Niemców dzieł sztuki z polskich muzeów. Podrozdział ten zatytułowała „Złodzieje”. Autorka o kradzieży ołtarza Wita Stwosza napisała:

„Peter Paulsen podlegał bezpośrednio trzydziestosześcioletniemu standartenführerowi SS Franzowi Sixowi, który uzyskał tytuł doktora w dziedzinie politologii i przez wiele lat był przywódcą bojówek. Six przedstawił założenia: Paulsen miał się udać z niewielkim zespołem naukowców i trzema wozami meblowymi do Krakowa, dawnej stolicy Polski, aby tam znaleźć i zabrać ołtarz wykonany przez Wita Stwosza, jeden z najcenniejszych dzieł sztuki w Polsce, a następnie przywieźć go do Berlina. (…) Paulsen wyjechał z Krakowa 1 października 1939 r. z trzema wozami meblowymi i skrzyniami. Władze polskie w Krakowie ukryły wcześniej ołtarz, podejrzewając, że wkrótce pojawi się ktoś, by go zabrać. Sześć lat wcześniej wydano zawrotną sumę na renowację nastawy ołtarzowej, również przeprowadzoną w celu uczczenia rocznicy śmierci twórcy, władze więc chciały ją za wszelka cenę ocalić. Retabulum pocięto na trzydzieści dwa duże fragmenty, starannie zabezpieczono w skrzyniach i wywieziono do kryjówek poza miastem. Paulsen chyba dokładnie wiedział, gdzie szukać, gdyż już kilka dni po przyjeździe do Polski odkrył, gdzie ukryto skrzynie”.

O kradzieży polskich bibliotek: „Aby zapełnić półki nowej biblioteki SS, Paulsen i jego współpracownicy wywieźli z Warszawy zbiory Biblioteki Sejmowej oraz około czterdziestu tysięcy tomów z Głównej Biblioteki Judaistycznej przy Wielkiej Synagodze, mieszczącej się przy ulicy o nazwie Thomackie” Dalej: „Na przykład po wielu starciach Paulsen i Sievers zdobyli jeden z najcenniejszych zabytków z Biblioteki zamojskich – „Kodeks supraski”, jedenastowieczny rękopis z najstarszym obszernym tekstem w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Dwaj oficerowie starannie zapakowali pergaminowy rękopis i wysłali do berlińskiego magazynu RSHA”.

Polska część kodeksu, wywieziona do Niemiec w latach wojny, odnalazła się w 1962 roku w USA. W lipcu 1968 wróciła do Polski na statku „Batory”.

W zakończeniu autorka napisała: „W piętnaście miesięcy naukowcy z Głównego Urzędu Powierniczego Wschód ograbili pięćset zamków, rezydencji, domów i mieszkań, sto dwie biblioteki, piętnaście muzeów, trzy galerie sztuki i dziesięć zbiorów numizmatycznych. Zagrabili srebra księcia Radziwiłła, perły oraz złotą i srebrną biżuterię Karla Albrechta von Habsburg-Lothringena, rysunki Dürera z Muzeum Lwowskiego oraz cenne zbiory z Muzeum Etnologicznego i Przyrodniczego w Płocki. W zamku gołuchowskim zdobyli skarby bezcenne – kolekcję waz, z których najstarsze pochodziły z VII w. przed Chrystusem, włoską fontannę z XI w., portret Kopernika oraz dziesiątki cennych płócien, między innymi pędzla francuskiego mistrza epoki nowożytnej, Jeana FrancoisMileta. Do 28 marca 1941 r. zapełnili złupionymi skarbami olbrzymi magazyn. W sumie było to około tysiąca stu obrazów, pięćset mebli, trzydzieści pięć skrzyń z kosztownościami zagrabionymi w kościołach oraz dwadzieścia pięć zbiorów przedmiotów z drogich metali” (HeatherPringle, „Plan rasy panów”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2009).

W 1942 r. przebywający w Szwajcarii polscy działacze ruchu oporu dowiedzieli się, że ołtarz ukryto w Norymberdze lub w pobliżu tego miasta. Wiadomość przekazali władzom amerykańskim, które rozpoczęły poszukiwania w 1945 r., po zajęciu Norymbergii. Amerykanie znaleźli nastawę i wysłali do Krakowa w 1946 r. Po trwającej jedenaście lat renowacji retabulum ponownie umieszczono w Kościele Mariackim.

Najcenniejsze dzieła sztuki przejęte przez Niemców w czasie II wojny światowej na terenach okupowanej Polski, zostały włączone do specjalnego katalogu zatytułowanego „SichergestellteKunstwerke im Generalgouvernement”.

Mimo że w czasie II wojny światowej Polska utraciła olbrzymie ilości dóbr kultury zrabowanych przez niemieckie władze okupacyjne – szacuje się, że do dziś nie odzyskaliśmy około 500 tys. dzieł sztuki, 40 km archiwaliów i prawie 50 mln książek.

Łączna wartość szkód i strat poniesionych przez Polskę w latach wojny, w przeliczeniu na dzisiejszy kurs dolara wynosiłby gigantyczną kwotę 634 mld dolarów USA.

Skarby odnalezione przez Amerykanów

Gen. Eisenhauer ogląda złoto znalezione przez 3. Armię gen. Pattona. Fot. furtherglory.com

4 kwietnia 1945 roku do Turyngii wkroczyła amerykańska III Armia pod dowództwem gen. George’a S. Patona. W Merkers dwie Francuzki, które były na przymusowych robotach, powiedziały żołnierzom, że w kopalni soli Niemcy ukryli złoto. Rzeczywiście, na głębokości 630 metrów odkryto wielki skarb. Znajdowały się tam między innymi worki z banknotami (550 worków) o wartości miliarda marek. W dalszych pomieszczeniach znaleziono 7 tys. ponumerowanych skrzyń zawierających 8527 sztabek złota (około 100 ton!), prócz tego zgromadzone złote monety oraz sprasowany złom: złoto i srebro. Dokonano także makabrycznego odkrycia, otóż w kilkunastu workach znajdowały się złote mostki, protezy i plomby, wyrwane ze zwłok zamordowanych w obozach koncentracyjnych ludzi.

Znaleziono także mniejsze skrzynie z drogimi kamieniami (brylanty, perły). W podziemnych sztolniach odnaleziono także: obrazy, rzeźby oraz bezcenne książki, m.in. dzieła Rafaela, Rembrandta, Renoira, Moneta, Tycjana i innych mistrzów. W kopalni Merkers Amerykanie zabezpieczyli złoto o wadze ponad 100 ton. Oprócz tego odnaleziono ogromną ilość worków wypchanych dolarami, markami, funtami i inną walutą. Znajdowała się tutaj biżuteria, dzieła sztuki, a także około 400 ton dokumentów Biura Patentowego Rzeszy o wartości trudnej do oszacowania. Skarb został zdeponowany we Frankfurcie w sejfach lokalnego oddziału Reichsbanku.

2. Oddział Reichsbank we Wrocławiu (Die Filiale der Reichsbank in Breslau). za: welt.de Quelle: Public Domain. Reichsbank schował około 220 ton złota pod koniec wojny w kopalni soli w Turyngii, Merkers (Rund 220 Tonnen Gold versteckte die Reichsbank gegen Ende des Krieges im thüringischen Salzbergwerk Merkers)

Dzięki tym skarbom, zrabowanym okupowanym państwom i ludziom wysyłanym na śmierć, jeszcze w ostatnich dniach wojny miały zostać rozwiązane finansowe problemy Niemiec. Według zeznań przed Trybunałem w Norymberdze, naziści zabierali ludziom w obozach śmierci złote zęby i przetapiali je w sztaby, które były wykorzystane na zbrojenia.

W maju 1945 r. podobny warty fortunę skład kolejowy, przybyły z Budapesztu, zatrzymali amerykańscy żołnierz w Tunelu Tauryjskim w Austrii. 24 wagony wypełniało po brzegi to, co Niemcy zrabowali eksterminowanym Żydom i innym ofiarom hitlerowskiej okupacji. Były tam klejnoty i obrazy, futra i perskie dywany, perły i porcelana, cenne znaczki pocztowe i srebrne zastawy, meble i aparaty fotograficzne, złote zegarki, świeczniki, numizmaty i obrączki.

Trzecia armia gen. Pattona odkryła w 1945 roku 100 ton nazistowskiego złota ukrytego w kopalni soli na południowy zachód od Gotha w 1945 r. Fot. za: dailymail.co.uk

Dziś szacuje się wartość tego istnego sezamu (czysto materialną, nie wspominając o sentymentalnej dla dawnych właścicieli i ich rodzin) na kilka miliardów dolarów! A to przecież zaledwie ułamek nazistowskich łupów, które odnajdowano w czasach powojennych w sztolniach, podziemiach, tajnych skrytkach oraz bankowych sejfach.

Utracone skarby

Juan Domingo Peron swój sukces zawdzięczał w niemałym stopniu popularności swej pierwszej żony, aktorki, EvyDuarte Peron (1919-1952), która była uwielbiana przez Argentyńczyków. Uwielbiana też była przez nazistów i cieszyła się u nich wielkim zaufaniem. Otrzymała ona fundusze ze skarbu nazistów wywiezionego z Niemiec przez Martina Bormanna pod koniec wojny, i umieściła setki milionów w swojej fundacji „Evita Peron Fundacja” i na szwajcarskich kontach bankowych. Pieniądze te służyły do wspomagania zbrodniarzy wojennych, takich jak Josef Mengele, Heinrich Dorge, HjalmarSchacht (który pracował dla Hermana Absa w Rzeszy), Rudolf Freude, Otto Skorzeny, i inni. Jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej naziści na rozkaz Bormanna wysłali na pokładzie sześciu okrętów podwodnych do Argentyny 550.000 uncji złota, 3500 uncji platyny, 4638 karatów diamentów, setki dzieł sztuki, i miliony marek w złocie, funtach, dolarach, frankach szwajcarskich („Wyścig szczurów”, William F. Wertz, Jr).

1 uncja = 28,35 gr. 1 kg = 35,28 uncji. Łatwo więc obliczyć, że wywieziono tylko do Ameryki Łacińskiej około 15,5 tony złota, a ile wywieziono do Hiszpanii, Portugalii, Szwecji, Turcji i Szwajcarii? A ile zostało schowanych w różnego rodzaju skrytkach?

Silvano Santander, ówczesny  publicysta i poseł argentyński, stwierdził w 1955 r., że w czasie upadku III Rzeszy do jego kraju trafiło bogactwo o wartości 8 mln amerykańskich dolarów.

„Lista Grundmanna”

5. Günther Grundmann (1892-1976). Fot. za: labiryntarium.pl

Günther Grundmann (1892-1976), niemiecki profesor, malarz, historyk sztuki, konserwator zabytków. Doktor honoris causa Politechniki Wrocławskiej (przed wojną) oraz Uniwersytetu w Hamburgu. Autor książek i artykułów o sztuce Śląska. Twórca „listy Grundmanna”.

Günther Grundmann rozesłał do 250 kolekcjonerów pismo z prośbą o podanie spisu cennych egzemplarzy z ich zbiorów. Otrzymał odpowiedź od 160 osób, które zgłosiły: 552 obrazy, 90 rzeźb, 373 meble, 11 tek grafik i tysiące sztuk rzemiosła artystycznego. Należy wnioskować, że 90 osób miało zamiar samodzielnie zabezpieczyć swoje kolekcje. We wszystkich przewidywaniach dotyczących przyszłości po wojnie zakładano, że Śląsk pozostanie w granicach Niemiec. Na terenie Dolnego Śląska było mnóstwo miejsc nadających się do ukrycia skarbów: naturalne jaskinie, sztolnie i wyrobiska górnicze oraz zamki i pałace. Günther Grundmann przygotował wiele takich miejsc i zorganizował transport. W latach 1942 – 1945 udokumentowano 207 transportów.

This image has an empty alt attribute; its file name is k9ufgq9jt9xhpjrqeuqx.jpeg
6. Gdy Armia Czerwona zaczęła wchodzić na niemieckie terytorium, SS podjęło zakrojoną na szeroką skalę operację z udziałem około 260 ciężarówek w celu ukrycia nazistowskiego złota, kosztowności przechowywanych przez miejscową ludność i skarbów zrabowanych w całej okupowanej przez nazistów niemieckiej Europie. Fot. za: thefirstnews.com – Bundesarchiv, Bild 183-H02648 / CC BY-SA 3.0 DE.

Najważniejszą jest jednak tzw. „lista Grundmanna”. Był to zaszyfrowany spis miejsc ukrycia dzieł sztuki. Lista ta jest lekturą obowiązkową wszelkich poszukiwaczy skarbów odkrywców oraz miłośników tajemnic. Stąd też, zainteresowanie postacią jej autora poza środowiskiem profesjonalnych znawców sztuki. Lista ta została odnaleziona w ruinach urzędu konserwatora. Rozszyfrował ją historyk sztuki prof. Józef Gębczak. Na liście jest 80 miejsc składowania skarbów. Lista kończy się datą 21 czerwca 1944 r., a wiadomo, że Grundmann pracował przy zabezpieczaniu zabytków do połowy lutego1945 r. We wszystkich znanych z tej listy miejscach zaraz po wojnie była komisja rewindykacyjna Ministerstwa Kultury i Sztuki pod przewodnictwem Witolda Kieszkowskiego, dyrektora Naczelnej Dyrekcji Muzeów. Wiele skrytek było opróżnionych lub ze śladami grabieży. Zabezpieczono to co pozostało. W niektórych miejscach znaleziono skarby kultury zagrabione na terenach okupowanych przez Niemców, były to zatrzymane w tym regionie transporty jadące w głąb Rzeszy. Takim miejscem była między innymi Biblioteka Schaffgotschów w Cieplicach. W sierpniu 1945r. odkryto w niej 19 skrzyń ze skarbami katedry na Wawelu, katedry warszawskiej, Wilanowa, Łazienek, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Czartoryskich.

Niemiecki urzędnik ukrywał bezcenne dzieła. Czy znamy już wszystkie skrytki?
7. W 1942 r. Niemcy zdecydowali o ukryciu najcenniejszych dóbr kultury przed wrogiem. Zadanie skatalogowania wartościowych dzieł i znalezienia dla nich odpowiednich skrytek powierzono dolnośląskiemu konserwatorowi zabytków Güntherowi Grundmannowi. Wikimedia Commons, Fot: Bundesarchiv.

Inną znaną miejscowością była Przesieka, gdzie znaleziono obrazy Matejki i 60 skrzyń różnych zbiorów śląskich i z Polski. Wykaz 80 sekretnych obiektów z „listy Grundmanna” można znaleźć w dostępnej literaturze, cztery z nich znajdują się na terenie obecnych Niemiec, a jedna miejscowość leży w Czechach. Postać Günthera Grundmanna oceniana jest niejednoznacznie, gdyż z jednej strony ratował niemieckie dzieła sztuki przed zniszczeniem wykonując swoje obowiązki zawodowe, a z drugiej usiłował wywieźć polskie skarby

Aż do kapitulacji Niemiec wierzono, że te skarby bezpiecznie przetrwają atak Armii Czerwonej i po zakończeniu działań wojennych wrócą do swoich właścicieli. Potwierdza to fakt, że większość skarbów zarekwirowanych przez polskie władze po wojnie nie była nawet odpowiednio ukryta. Całe zbiory dzieł sztuki znaleziono w piwnicach kościołów, zamków, pałaców, w bunkrach i porzuconych sztolniach. Wygląda na to, że ich właściciele nie próbowali głębiej ukrywać swoich skarbów, ale tylko w celu jak największej ochrony przed operacjami wojskowymi.

Spis, odnaleziony po wojnie w gruzach Urzędu Konserwatorskiego we Wrocławiu rozszyfrował Józef Gębczak, polski historyk sztuki. Po wojnie wszystkie miejsca z listy Grundmanna odwiedziła polska komisja rewindykacyjna Ministerstwa Kultury i Sztuki pod przewodnictwem Witolda Kieszkowskiego (tzw. Komisja Kieszkowskiego) – dyrektora Naczelnej Dyrekcji Muzeów. Skrytki w części nie były już kompletne. Przypuszcza się, że po 21 czerwca 1944, Grundmann wykonał jeszcze ok. 100 dodatkowych skrytek, których spis nie dochował się do naszych czasów.

Wątki dotyczące poszukiwania omawianych dzieł sztuki przeplatają się z informacjami o obiektach, których przeznaczenia do tej pory nie poznaliśmy lub po prostu ich nie spenetrowano, podziemnymi fabrykami takimi jak np. Riese (Olbrzym) w Walimiu i okolicach.

Prof. Stanisław Lorentz

W praktyce okazywało się, że oprócz kolekcji wyszczególnionych w liście, w składnicach znajdowano inne dzieła, nierzadko też te zrabowane z terenów Polski czy Związku Radzieckiego, które prawdopodobnie pochodziły z transportów kierowanych w głąb Rzeszy, a zatrzymywanych właśnie na Dolnym Śląsku. Przykładem może być odkrycie dokonane w sierpniu 1945 r. w Bibliotece Schaffgotschów w Cieplicach koło Jeleniej Góry – znajdowało się tam bowiem 19 skrzyń z polskimi dobrami kultury pochodzącymi z Katedry Wawelskiej, Wilanowa, Łazienek Królewskich, krakowskiego Muzeum Narodowego czy Muzeum Czartoryskich. Kolejne składnice, w których odnajdowane polskie dobra, znajdowały się m.in. w Przesiece koło Jeleniej Góry czy Morawie niedaleko Świdnicy.

19 maja 2016 r. prof. Alina Kowalczyk – córka prof. Stanisława Lorentza, wybitnego historyka sztuki, wygłosiła wykład „Lorentz poszukuje skarbów. Świdnica w 1945 r.”. Stanisław Lorentz w czasach II wojny światowej i tuż po niej zasłużył się m.in. w akcji ratowania dóbr kultury polskiej i najcenniejszych zabytków.

Prof. Stanisław Lorentz nadzoruje w Przesiece załadunek odnalezionych dzieł sztuki
8. Prof. Stanisław Lorentz nadzoruje w Przesiece załadunek odnalezionych dzieł sztuki (Odkrywca). Fot. za: turystyka.wp.pl

Uczestniczył w czynnościach zabezpieczenia i rewindykacji dzieł znalezionych na poniemieckim Śląsku w tzw. skrytkach Grundmanna i składach. Był organizatorem polskich wypraw rewindykacyjnych na Śląsk. Świdnica, jak wynika ze wspomnień członków tych wypraw, była ważnym celem dla eksploratorów. Prof. Jan Zachwatowicz, jeden z członków wyprawy rewindykacyjnej kierowanej przez Stanisława Lorenza, tak wspominał rolę Świdnicy po latach:

„Jechaliśmy na Śląsk, przede wszystkim do Świdnicy. Było to duże centrum niemieckie, a od kolejarzy mieliśmy wiadomości, że pociągi dochodziły właśnie do Świdnicy i tam były rozładowywane”.

W czerwcu i lipcu 1945 r. grupa rewindykacyjna prof. Lorentza wysłała na Wawel z niemieckich składnic w Świdnicy, Prudniku i Dusznikach niemal sto ciężarówek wyładowanych dziełami sztuki, w większości zrabowanymi w Warszawie.

Wielu znawców tematu uważa jednak, że wiemy tylko o części kryjówek, w których zdeponowano cenne dzieła.

Sprawa kapitana Klose

Po wojnie Herbert Klose, ur. 7.10.1919 r. w Kotwitz pow. Milicz (protokół z przesłuchania), nie wyjechał na Zachód jak inni Niemcy. Ściągnął mundur, ożenił się ze znajomą Niemką z Sędziszowej i zamieszkał w dużym gospodarstwie rolnym u podnóży góry Wielisławka, trzy kilometry od Nowego Kościoła. Wśród miejscowych uchodził za weterynarza.

9. Herbert Klose. Fot. za: geoexplorer.pl

Gdy w 1953 roku aresztowała go bezpieka, miał przy sobie fotokopię dokumentu uprawniającego go do wykonywania zawodu weterynarza. Według śledczych, którzy go przesłuchiwali, papier został sfałszowany – był to fotomontaż, mający ułatwić kapitanowi wtopienie się w tłum zwyczajnych autochtonów. Podczas przesłuchania zeznał, że wyjechał do Berlina na wyższą szkołę weterynarii. Jesienią 1939 r. przerwał naukę i rozpoczął pracę jako technik weterynarii. Kłamał!

Klose podczas przesłuchania 6 lutego 1953 r. w sprawie miejsca urodzenia również podał nieprawdę W województwie dolnośląskim znajdują się dwie miejscowości o tej nazwie. Kottwitz to polskie Kotowice w gminie Siechnice, w powiecie wrocławskim. Druga to wieś Kotowice (niem. Kottwitz) położona w województwie dolnośląskim w powiecie trzebnickim, w gminie Oborniki Śląskie. Następna to Kottwitz Kr. Freystadt (Kożuchów, w województwie lubuskim, historycznie na Dolnym Śląsku). Oficerowie UB prowadzący przesłuchanie nie zwrócili uwagi na to kłamstwo.

Zeznał, że do szkoły podstawowej poszedł w 1926 r. w Lilienthal, którą ukończył w 1932 r. Lilienthal to dzisiejszy Lelików (Lelikowo) przysiółek wsi Potasznia, w powiecie milickim w gminie Milicz. Wątpliwe, by tam wówczas była szkoła podstawowa.

Druga miejscowość to Lilienthal, która w 1939 należała do Rzeszy i znajdowała się w okręgu administracyjnym Breslau (St.Kr.). W Rzeszy Niemieckiej miejscowość nazywała się Lilienthal (Breslau Lilienthal). Dziś miejscowość nazywa się Poświętne (Wrocław Poświętne) i należy do Polski.

Gmina Lilienthal jest również w Niemczech i należy do powiatu Osterholz w Dolnej Saksonii.

Następna sprawa do zdjęcie Klosego, prawdopodobnie wykonane po jego aresztowaniu w lutym 1953 r. Na tym zdjęciu Klose wygląda na człowieka, który ma już ponad 50 lat. Herbert Klose urodził się 7.10.1919 r., więc w 1953 r. miał 34 lata.

Natomiast jeżeli zdjęcie zostało wykonane w 1961 r. (podpis: KPMO Złotoryja 14/61) to miał wówczas 42 lata, ale na zdjęciu również wygląda na starszego.

Skrytka w pobliżu Śnieżki

AndreyNizovsky w książce „Skarby Trzeciej Rzeszy” o Herbercie Klose pisał: Jedną z najbardziej tajemniczych historii związanych ze „złotem Wrocławia” jest przypadek byłego niemieckiego kapitana Herberta Klose. W 1944 r. Był oficerem prezydium policji we Wrocławiu. Został aresztowany w 1953 r. przez Służbę Bezpieczeństwa. Klose przyznał, że osobiście uczestniczył w ukrywaniu złota w dolnośląskich górach.

W listopadzie 1944 r. wraz z SS StandartenfuhreremOllenhauerem, zgodnie z instrukcjami dowództwa, szukał miejsc odpowiednich do organizowania kryjówek. Około 20 listopada schodząc ze stoków Śnieżki – głównego szczytu Sudetów, w końcu znaleźli miejsce odpowiednie dla nich. W połowie grudnia 1944 r. (około 15 dnia) Klose otrzymał od Ollenhauerarozkaz przygotowania do ewakuacji „Złota Wrocławia”. W piwnicy policji znajdowało 56 skrzyń złota (waga skrzyń od 50 do 200 kg) i dokumentów prezydium wrocławskiej policji. W banku wrocławskim zdeponowano również skarbiec z banku z Częstochowy. Było tego wszystkiego dużo, więc i skrytek musiało być kilka.

Pod kierunkiem Klose skrzynie te zabrano na lotnisko i załadowano na pokład samolotu transportowego. Samolot wystartował, ale w okolicach Wrocławia został ostrzelany przez radzieckie myśliwce i odniósł wiele obrażeń. Aby uniknąć katastrofy, piloci musieli zawrócić. Na lotnisku niektóre skrzynie zostały rozładowane – uszkodzony samolot z powodu przeciążenia po prostu nie mógł dotrzeć do celu, druga część pozostała na pokładzie. Wyładowane skrzynki ze złotem znów znalazły się w piwnicach policjanta w Prezydium. Jednak nie na długo.

Biały Jar
Biały Jar. Szlak do schroniska Strzecha Akademicka i dalej do Samotni. Fot. za: polska-org.pl

Wczesnym rankiem mały transport, składający się z 3-4 ciężarówek i jednego samochodu, ruszył z budynku prezydium policji. Kierownikiem konwoju był Ollenhauer, jego asystenci Klose i porucznik Alfred Steinberg (a na tyłach ciężarówek znajdowały się skrzynie ze złotem – około 1,5 tony. Konwój udał się na południowy zachód u podnóża Sudetów. W miejscowości wypoczynkowej Karpacz pudła były przeładowane na sankach, oficerowie wsiedli na konie. Z jakiegoś powodu Ollenhauerzabrał broń Klose i Steinbergowi. Oddział przeniósł się w kierunku schroniska górskiego „Samotnia”. Niestety, Klose nie osiągnął ostatecznego celu podróży: gdzieś w okolicy „Samotni” spadł z konia i na chwilę stracił pamięć. W związku z tym nie był w stanie wziąć udziału w końcowej fazie operacji.

Wiele lat później bardzo stary kapitan Klose wielokrotnie udzielał wywiadów reporterom, a nawet wystąpił we wrocławskiej telewizji. Porównując zeznania Klosego przekazane mu podczas dochodzenia i jego przemówienia do reporterów, badacze tajemnic Trzeciej Rzeszy doszli do wniosku, że kapitan albo kłamał, albo tak naprawdę nie pamiętał, co mu się przydarzyło w 1945 roku. W rozmowach z reporterami Klose chętnie potwierdził to, co ankieterzy mimowolnie „podpowiedzieli” mu w zadanych pytaniach, i nie zawsze było możliwe zrozumienie jego myśli. Występując w telewizji, Klose potwierdził, że wziął udział w akcji o schronienie „złota z Wrocławia” gdzieś w pobliżu Śnieżki. Według niego stało się to na przełomie października i listopada 1944 r.

Z protokołu przesłuchania Klosego z 7 lutego 1953 r. wynika jednak, że po raz pierwszy zadanie to postawiono przed nim dopiero 15 listopada 1944 r. Pierwszego dnia Klose i Ollenhauerspędzili w okolicach Wrocławia, następnie szukali odpowiednich miejsc wzdłuż drogi prowadzącej do Suszycy, a następnie skręcili u podnóża Sudetów i dotarli do Śnieżki, gdzie w końcu znaleźli odpowiednie miejsce. Następnego dnia wrócili w okolice Wrocławia i gdzieś tam Klose spadł z konia i otrzymał wstrząs mózgu, z którego był leczony przez ponad dwa tygodnie. W protokole kolejnego przesłuchania jest napisane: „Podczas objazdu wokół Wrocławia spadłem z konia, złamałem rękę i leżałem w szpitalu. Opuszczając szpital, spotkałem OberleutnantaAlfreda Steinberga, który powiedział mi, że w pobliżu Śnieżki ukryto złoto.”

Ten sam wypadek został przedstawiony w dwóch różnych wersjach. Pierwsza wersja: Klose spadł z konia w okolicach „Samotni”. Druga wersja: Klose spadł z konia w okolicach Wrocławia.

Najwyraźniej Klose próbował ukryć prawdę o złocie i jego udziale w tej akcji. Z niektórych jego zeznań wynika, że w ogóle nie brał udziału w przechowywaniu złota, od innych, które wziął, ale nie zna miejsca schronienia, ponieważ do niego nie dotarł. Wygląda na to, że podczas przesłuchań Klose wyznał tylko to, czego chciał. Tymczasem polski kontrwywiad podejrzewał byłego kapitana, że wiedział o wiele więcej niż powiedział. W programie telewizyjnym Klose próbował wyobrazić sobie siebie jako prostego oficera Wehrmachtu, rozbrojonego przez Ollenhauera z powodu nieufności do niego i twierdził, że nie znał prawdziwych celów operacji. Jednak dokumenty śledztwa mówią: „Materiały sprawy wskazują, że Klose został mianowany szefem sabotażu i grupy sabotażowej przez Abwehrę, która była podporządkowana SS” (innymi słowy „wilkołak”). Możliwe, że w rzeczywistości Klose był zaufanym oficerem SS, zaprzysiężonym dochowania tajemnicy „złota Wrocławia”.

Nie ma wątpliwości, że Klose był blisko Śnieżki wraz z Ollenhauerem w listopadzie 1944 r. Podczas zwiadu, który potwierdził podczas przesłuchania 7 lutego 1953 r.: „Z Jelenie Góry pojechaliśmy do Karpacza, a stamtąd w kierunku Śnieżki. O ile było to możliwe, podróżowaliśmy samochodem, a potem szliśmy. Wspięliśmy się na górę, a potem zeszliśmy, a Ollenhauerpokazał miejsca, które z jego punktu widzenia najlepiej nadają się do budowy kryjówek. Mogę dziś pokazać te miejsca”. Wynika z tego, że Klose znał miejsca wybrane przez Ollenhauera.

Według Klose jechali, gdy było to możliwe, a następnie szli wzdłuż linii kolejki linowej w kierunku szczytu Śnieżki, co oznacza, że mogli zostawić samochód w dolinie Złotego Potoku, który przepływa przez wąwóz zwany Białym Jar (niem. „Seifengrube”). Obszar ten znany jest z obfitych opadów śniegu w zimie, a wiele miejsc, w tym płaskowyż na zboczach Śnieżki, jest niedostępnych nawet dla uprzęży dla koni o tej porze roku, a jedyna utwardzona droga prowadząca na płaskowyż jest przejezdna tylko w dolnym odcinku. Od górnej krawędzi jaru na wysokości około 1350 m n.p.m. rozchodzą się w dół głębokie bruzdy szczelinowe, odsłaniające jasną zwietrzelinę granitową, od której jasnoszarej barwy wywodzi się nazwa jaru. Dno jaru leży na wysokości około 1150-1200 m n.p.m.

Niewątpliwie w takich warunkach Ollenhauernie mógł pozwolić, aby sanie ze złotem utknęły gdzieś w zaspach śnieżnych lub wpadły w lawinę. Gdyby akcja miała miejsce w środku zimy, jak wynika z pierwszych spowiedzi Klose, to z miejsc możliwego schronienia złota konieczne byłoby natychmiastowe wykluczenie terytoriów niebezpiecznych z punktu widzenia lawin. Jednak w swoim telewizyjnym występie Klose twierdził już, że nie była to zima, ale jesień.

Kolejny interesujący fakt ujawnił wywiad telewizyjny z Klose (zachowały się telewizyjne reportaże z lat 1972–74 o sprawie złota Wrocławia, Herberta Klose). Były kapitan powiedział, że zostawili ciężarówki w pobliżu wodospadu, a stamtąd wraz z Ollenhauerpojechali konno w góry. Jaki był cel tej przejażdżki? Można założyć, że oficerowie poszli do Białego Jaru, aby upewnić się, że droga prowadząca przez wąwozy nadaje się do poruszania saniami. Droga ta została zbudowana na początku XIX wieku i służyła do transportu rudy z działających tam kopalń. Przez wiele dziesięcioleci nikt z niej nie korzystał, gdyż droga jest zaśmiecona kamienistymi gruzami i dość problematyczne jest wspinanie się po niej z dużym obciążeniem na saniach. Duża ilość śniegu uniemożliwiła wspinaczkę na szczyt Białego Jaru. W konsekwencji sanie nie mogły pójść dalej niż środek wąwozu.

Należy również pamiętać, że zimowy dzień jest krótki, a grupa Ollenhauera miała do dyspozycji tylko kilka godzin świetlnych. Transport ze złotem opuścił budynek policji-prezydium we Wrocławiu wczesnym rankiem. Z powodu trudnych warunków na zimowych drogach, zatłoczonych żołnierzami i uchodźcami, konwój samochodów przejechał co najmniej trzy godziny 140 km z Wrocławia do Karpacza. Następnie należało ponownie załadować pudła z ciężarówek na sanki, dostarczyć je na miejsce, ukryć ładunek w skrytce, ukryć i wrócić. Wynika z tego, że grupa Ollenhauera po prostu nie mogła wspiąć się wysoko w góry, a skarb został ukryty gdzieś w dolnej części Białego Jaru.

Stare wyrobiska górnicze

Ta wersja miał być wspierana przez starą kopalnię, która miała działać na terenie Białego Jaru w latach 1827–1832. Prace rozwojowe prowadzone były przez dwa szyby („Gustav” i „Heinrich”), każdy o głębokości około 40 m, oraz dwa sztolnie. Jedna to „Święta Barbara”, która miała długość około 60 m, druga bez nazwy była znacznie krótsza. Ta kopalnia jest idealnym miejscem na skrytkę. Długość jego rozwoju pozwala swobodnie pomieścić ładunek wraz z saniami (ze starych planów wynika, że wysokość sztolni osiągnęła około 2 m). Warunki w kopalni gwarantowały bezpieczeństwo papierów wartościowych niemieckich banków i dokumentów policyjnych.

11. Organy Wielisławskie. Po wojnie Herbert Klose nie wyjechał na Zachód jak inni Niemcy. Ściągnął mundur, ożenił się ze znajomą z Sędziszowa i zamieszkał w dużym gospodarstwie rolnym u podnóży góry Wielisławka, trzy kilometry od Nowego Kościoła. Foto: Stanisław Bulza.

Głównym jednak problemem jest znalezienie wejścia do kopalni, która najwyraźniej została zasypana rumorem podczas jej wysadzania. Grupy poszukiwaczy wielokrotnie przeczesywały ten obszar, ale bezskutecznie. Sceptycy twierdzą, że jeszcze w latach 50. XX wieku złoto mogło być potajemnie eksportowane przez władze NRD na polecenie Klose. Optymiści twierdzą, że tak nie jest: w latach 80. XX w. przeszukania w tym obszarze były prowadzone przez specjalną grupę zadaniową złożoną z oficerów sił inżynieryjnych. W końcu stosunkowo niedawna grupa entuzjastów wydała oświadczenie, że znaleźli wymagane wejście do kopalni, a rozwiązanie tajemnicy wrocławskiego złota było tylko kwestią czasu.

Biały Jar zimą. Zdjęcie zrobione kilka dni po tragedii 20 marca 1968 r. Fot. za: polska-org.pl

20 marca 1968 r. w lawinie w Białym Jarze zginęło 19 osób. Większość stanowili młodzi uczestnicy wycieczki z Kujbyszewa w Rosyjskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Prócz nich pod śniegiem zginęło kilku obywateli Niemieckiej Republiki Demokratycznej oraz Polacy, w tym młody pilot wycieczki z Warszawy, który prowadził grupę Ukraińców. Nigdy wcześniej ani później tyle osób w Polsce nie zginęło jednocześnie w wypadku lawinowym.

Klose się mylił, gdyż w Białym Jarze nie było starych wyrobisk górniczych. Jesienią 2008 r., grupa geologów z Politechniki Wrocławskiej, po uzyskaniu zgody dyrekcji Karkonoskiego Parku Narodowego, spenetrowała Biały Jar. Okazało się, że nie było tam jakichkolwiek śladów działalności górniczej. Rozwiązanie zagadki nastąpiło w momencie, gdy porównali plan czeskiej kopalni z XIX w. ze współczesnymi materiałami turystycznymi – gdyż w kopalni Kovarna od kilku lat funkcjonuje podziemna trasa turystyczna.

Pierwsze wzmianki o działalności górniczej w kopalni Obří důl w Karkonoszach pochodzą już z 1456 r.

Największe prace wydobywcze przebiegały w kopalni Obří důl w latach 1952-1959. Wtedy wykuto tu niemal 7 kilometrów korytarzy. Siedem kopalń karkonoskich uwzględnionych jest na mapie Jirika z Rasne z 1569 r. W kopalni wydobywano arsenopiryt i piryt miedziowy oraz rudy miedzi, później jeszcze rudy wolframu.

Innym razem w czasie przesłuchania Klose zeznał, że wraz z mjr Uhlenhan wytypowany był przez prezydenta policji we Wrocławiu do wyszukania kilku miejsc ukrycia złota znajdujące go się w banku wrocławskim oraz w posiadaniu prywatnych osób. Podczas pobytu w Sędziszowej mjr Uhlenhan miał się wyrazić, że góra Willenberg i góra Spizberg oraz zamek Grodziec – podówczas rezydencja hrabiego von Dirksena, byłego ambasadora III Rzeszy w Londynie, Tokio i Moskwie, są dobrymi miejscami na ukrycie skarbu. Oba miejsca znajdują się w powiecie złotoryjskim, bardzo blisko Sędziszowej.

W końcu Klose odmówił przesłuchującym go oficerom dalszych zeznań, i powiedział, że to oficerowie UB wmówili mu „Złoto Wrocławia”, z którym on nie miał nic wspólnego.

Dziennik Egona Ollenhauera

Pamiętnik SS standartenführer Egona Ollenhauera, kluczowej postaci w wydarzeniach, które wciąż są owiane tajemnicą. Fot. za: thefirstnews.com

Wspomniany wyżej Egon Ollenhauer jest autorem wojennego dziennika, w którym zidentyfikowano jedenaście lokalizacji skarbu II wojny światowej ukrytego na Śląsku w ostatnich miesiącach wojny, w celu ukrycia go przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Dziennik został ręcznie napisany i jest trudny do rozszyfrowania. SS Standartenführer Egon Ollenhauer jest kluczową postacią w wydarzeniach, które wciąż są owiane tajemnicą.

Dziennik zawiera szczegółowe listy każdego z jedenastu skrytek skarbów. Mówi się, że zawiera 28 ton złota z oddziału Breslau w Reichsbank. Inne zawierają złote monety, medale, biżuterię i inne kosztowności zdeponowane przez bogatych mieszkańców Wrocławia na miejscowej policji nazistowskiej w celu ich przechowywania. W dzienniku opisano jedną skrzynkę zawierającą 47 dzieł sztuki o znaczeniu międzynarodowym, które prawdopodobnie zostały skradzione ze zbiorów we Francji, w tym dzieła Botticellego, Rubensa, Cezanne’a, Carravagio, Moneta, Dürera, Raffaela i Rembrandta.

Jena ze stron pamiętnika E. Ollenhauera. Fot. za: thefirstnews.com

Kolejna skrytka ze skarbem ma zawierać przedmioty religijne zgromadzone przez Ahnenerbe Himmlera, który zbierał przedmioty sakralne z całego świata, próbując znaleźć dowody na teorie rasowe Hitlera.

Dziennik należy do fundacji SchlesischeBrücke (Polsko-Niemiecka Fundacja Śląski Pomost) którą założył biznesmen Dariusz Franz Dziewiatek z Opola.Dziewiatek mówi, że otrzymał dziennik wojenny od 1100-letniej chrześcijańskiej loży z Quedlinburger w Niemczech.

Fundacja twierdzi, że autentyczność pamiętnika została sprawdzona przez pięć instytucji w Niemczech, w tym Wydział Historii Sztuki Uniwersytetu w Getyndze, a testy te pokazują, że pamiętnik jest prawdziwy.

Według rosyjskiego historyka wojskowości Konstantina Zalessky, który napisał kilkanaście książek o nazistowskich Niemczech, po prostu było zbyt wiele niespójności z tą historią. „Sam dokument nie został opublikowany; dostarczono kilka zdjęć jego stron. Trzeba zachować ostrożność przy takich rzeczach. Osoby, które przesłały te dokumenty, twierdzą, że zostały zweryfikowane podczas pięciu badań, ale nie wiemy, kto je przeprowadził – powiedział Zalessky, rozmawiając z rosyjską gazetą Zvezda. Historyk zwrócił uwagę na całun tajemnicy wiszący nad tym, jak dziennik trafił do loży masonów i kim naprawdę jest ten oficer Egon Ollenhauer.Według historyka jego nazwiska nie można znaleźć w żadnych dokumentach historycznych.

Dariusz Franz Dziewiatek jest niewiarygodny. Ma jakąś sprawę sądową w Opolu. Wyjechał do Niemiec. Ma obywatelstwo niemieckie.

Quedlinburg

Quedlinburg, miasto w środkowych Niemczech w kraju związkowym Saksonia-Anhalt, w powiecie Harz, położone nad rzeką Bode, na północ od gór Harzu. Po II wojnie światowej Quedlinburg znalazł się w założonym w 1945 kraju związkowym Saksonii-Anhalt, okręgu Halle (Salle) na terenie NRD.

Ilustracja
Dawne opactwo z kościołem św. Serwacego. Fot.: pl.wikipedia.org

Założone w 922 przez Henryka I Ptasznika, zyskało na znaczeniu gdy Otton I Wielki wybudował tu palatium królewskie – rezydencję władców Saksonii.

W mieście znajduje się Kolegiata św. Serwacego w Quedlinburgu (niem. Stiftskirche St. Servatius) – trójnawowa bazylika w stylu romańskim wzniesiona w XI-XII w.

Pierwotnie w miejscu obecnej świątyni stała kaplica królewskiego palatium, która stała się miejscem ostatniego spoczynku pierwszej pary królewskiej Niemiec: Henryka I Ptasznika i jego żony Matyldy.

Renowacja budynku Logenhaus Zur Beständigen Freiheit N. 987 na Starym Mieście w Quedlinburgu. Po lewej stronie budynek przed renowacją. Prawdopodobnie w tym budynku, który uniknął zniszczeń podczas II wojny światowej, znaleziono dziennik
Egona Ollenhauera. Fot. za:
freemasonsfordummies.com

W latach 1938-40 przeprowadzono rekonstrukcję romańskiego chóru. W okresie 1938-45 kościół pozostawał zajęty przez oddziały SS Heinricha Himmlera, który uważał się za powtórne wcielenie króla Henryka I Ptasznika(Heinrich der Vogler). Propaganda nazistowska rozpowszechniała informacje o odnalezieniu zaginionych przez wieki szczątków króla Henryka I, które ponownie złożono do grobu. Powojenne badania domniemanego szkieletu Henryka I wykazały fałszerstwo.

Zamek Wewelsburg. Fot. za: wikimedia.org

Himmler w listopadzie 1933 roku wydzierżawił zamek Wewelsburg, aby przekształcić go w siedzibę SS. Był to zamek – kaplica, pomnik nazizmu. Zamek ten miał być czymś na kształt arturiańskiego Camelotu. Centralnym miejscem w zamku była wielka sala spotkań przywódców Czarnego Zakonu SS z dębowym stołem na dwanaście miejsc, przeznaczonych dla najwyższych dowódców SS, którzy najwyżej byli wtajemniczeni. Ściany były przyozdobione herbami owych dowódców (wobec faktu, że część dowódców SS nie posiadała herbów rodowych, Himmler kazał je dla nich sporządzić). Poniżej sali biesiadnej, w okrągłym pomieszczeniu wykutym w skale znajdowała się krypta grobowa, nazwanym „królestwem umarłych”. Przy budowie tego pomieszczenia zginęło około 1000 więźniów, którzy pochodzili z pobliskiego obozu. Każda z zamkowych sal dla rycerzy SS upamiętniała jakiegoś germańskiego bohatera i umeblowana była zgodnie z duchem czasów owego bohatera. Po wojnie zamek został uznany za miejsce zła.

Ilustracja
Wizerunek Henryka Ptasznika w anonimowej kronice z czasów Henryka V.
Fot.:
pl.wikipedia.org

Sam Himmler mieszkał w apartamentach poświęconych królowi z dynastii saskiej, Henrykowi I Ptasznikowi, gdyż wierzył w reinkarnację i uważał się za wcielenie Henryka I Ptasznika (875-936), monarchy, założyciela domu Saksonii. Henryk Ptasznik został obrany królem w 919 r. Zmusił książąt szwabskiego i bawarskiego do uznania swego zwierzchnictwa. W 923 r. odzyskał Lotaryngię. Od 933 r. rozpoczął walkę ze Słowianami połabskimi. W 929 roku Henryk podbił ziemie Głomaczów, Milczan, Stodoran oraz Czechy pod panowaniem Wacława, narzucając im trybut. W 932 roku narzucił trybut także Łużyczanom. Próbował nawiązać sojusz z plemieniemWkrzan. Poselstwo Thankmara spotkało się z niepowodzeniem, a jego posłowie zostali pobici. Prawdopodobnie plemię to nie było zainteresowane układami z Niemcami, bliżej im było do porozumienia z sąsiednimi Polanami.

Himmler czcił jego pamięć i w tysiącletnią rocznicę jego śmierci złożył ślubowanie, że będzie kontynuował jego „misję cywilizacyjną na Wschodzie”. Himmler często medytował nad grobem Henryka. Uważał, że grób ten jest „świętym miejscem, do którego my, Niemcy, udajemy się na pielgrzymkę”. Hitler na temat reinkarnacji wypowiadał się następująco: „Tym, co leży w naturze człowieka, jest poczucie wieczności, i poczucie to zakorzenione jest głęboko u każdego. Dusza i umysł migrują, natomiast ciało powraca do natury”.

1100-lat chrześcijańskiej loży z Quedlinburger w Niemczech, to 1100 rocznica koronacji Henryka Ptasznika I. Właśnie w tym roku przypada rocznica. Oczywiście loża nie ma 1100 lat. Jej początki są związane z lożą „Złotych Łusek” powstałej 6 czerwca 1846 r.

Ciąg dalszy sprawy „Złoto Wrocławia”

W latach 70. XX w. podjęto kolejne śledztwo przeciw Herbertowi Klose. Starano się rozwiązać zagadkę szwagra Klose, ppłk SS Herberta Straussa, ps. „Wolf”, i jego miejsca pobytu, ale bez rezultatu.

W 1973 r. Dionizy Sidorski i Adam Wielowiejski zrobili reportaż „Kim jesteś kapitanie?”. Reportaż nigdy nie publikowany w polskiej telewizji z powodu wstrzymania emisji.

W 2006 r. na polecenie ówczesnych władz, UOP wznowił akcję poszukiwawczą zaginionego „Złota Wrocławia”. Akcja, która miała kryptonim „T”, miał na celu sprawdzenie wiarygodności doniesień o ukrytych skarbach na terenie Dolnego Śląska. Działaniami tymi było zainteresowane Ministerstwo Finansów i jego szef wicepremier Grzegorz Kołodko i minister Ochrony Środowiska Stanisław Żelichowski. Poszukiwania, którymi kierował Jan Lesiak nie doprowadziły do odnalezienia „Złota Wrocławia”.

Herbert Strauss

Klose podczas przesłuchania zeznał, że został skierowany do Ollenhauera przez prezydenta policji w celu szukania miejsca na ukrycie skarbu.W listopadzie 1944 r. Klose wraz z SS Standartenfuhrerem (pułkownik) Ollenhauerem, zgodnie z instrukcjami dowództwa, szukał miejsc odpowiednich do organizowania kryjówek. Około 20 listopada schodząc ze stoków Śnieżki – głównego szczytu Sudetów, w końcu znaleźli miejsce odpowiednie dla nich. W połowie grudnia 1944 r. (około 15 dnia) Klose otrzymał od Ollenhauerarozkaz przygotowania do ewakuacji 56 skrzyń złota (waga skrzyń od 50-do 200 kg) i dokumentów prezydium wrocławskiej policji.

Zapytany przez śledczego o Herberta Straussa, zaprzeczył, że go zna. Na pytanie śledczego, że Herbert Strauss jest jego szwagrem, Klose potwierdził, ale był wystraszony, i nic więcej nie powiedział.

Jeżeli SS Standartenfuhrer (pułkownik) Egon Ollenhauer był Herbertem Straussem SS- Obersturmbannführerem (podpułkownik) to cała akcja ukrycia „Złota Wrocławia” prowadzona była przez SS, więc Herbert Klose musiał należeć do SS. W akcji ukrycia skarbów nie mogli brać udziału przypadkowi ludzie, gdyż musieli to być ludzie zaprzysiężeni, czyli z SS.

Podczas przesłuchania Klose wyparł się również pobytu w Belgii. Widziano go tam w mundurze SS.

Jeżeli nazwisko Herberta Straussa zostało dobrze zapisane w protokole przesłuchania Klose, to był SS- Obersturmbannführerem. Może też wystąpić zbieżność nazwisk.

Ppłk SS Herbert Strauss ps. „Wolf” miał być szwagrem Herberta Klosa. Nazwisko Straussa figuruje na liście członków SS i NSDAP. Numery członków SS od 7 000 do 7 999. Podana jest udokumentowana najwyższa ranga, jaką uzyskali członkowie SS. Wszystkie pozycje są nadal uzupełniane.

Herbert Strauss ur. 30.07. 1903 r. SS- Obersturmbannführer, numer NSDAP 239 490, numer SS 7 602.

Herbert Strauss ur. 30.07.1903 w Karschau-Strehlen (Karszów gm. Strzelin). Data śmierci/zaginięcia: 01.07.1941. Miejsce śmierci/zaginięcia: Särkitunturi-Salla (Finlandia). Służył w 6 SS-Diwision „Nord” (6. DywizjaGórska SS „Nord”) , 14/ SS-Infanterie-Regiment 6. (https://forum.axishistory.com/viewtopic.php?t=195976).

Z tych informacji jednak nie wynika, że rzeczywiście poniósł śmierć lub zaginął. Tak więc najwyraźniej dotarł do SS-Ostubaf der Allgemeine-SS i SS-Hstuf w Waffen-SS.

Nie ma więcej informacji o jego przedwojennej działalności w Allgemeine-SS.

Obersturmbannführer– stopień paramilitarny w III Rzeszy w SA i w SS, który odpowiadał stopniowi podpułkownika(Oberstleutnant) w siłach zbrojnych Rzeszy (Wehrmacht).

Allgemeine SS (niem. Ogólna SS) – organizacja powstała w roku 1934, podczas rozbudowy struktur Schutzstaffel der NSDAP (SS), jako samodzielna formacja w ramach NSDAP z Heinrichem Himmlerem jako Reichsführerem SS.

W 1934 jednostki administracyjne SS przyjęły nazwę Allgemeine SS (zwane także Heimat SS oraz Schwarze SS), w celu odróżnienia ich od SS-Totenkopfverbände (załogi obozów koncentracyjnych) i SS-Verfügungstruppe (późniejsze Waffen SS).

6 Dywizja SS Mountain „Nord”

6 Dywizja SS Mountain „Nord” (6. SS-Gebirgs-Division „Nord”) była niemiecką jednostką Waffen SS w nazistowskich Niemczech w czasie II wojny światowej, utworzona w lutym 1941 jako SS KampfgruppeNord (SS Grupa bojowa na północ). Nowo utworzony oddział został przeniesiony na pozycje w Salii w północnej Finlandii. Tam właśnie zginął lub zaginąłSS- Obersturmbannführer Herbert Strauss.

Żołnierze 6. Dywizji Strzelców Górskich SS „Nord” na nartach na froncie fińskim. Fot: commons.wikimedia.org

Dywizja była jedyną jednostką Waffen-SS, która walczyła w kole podbiegunowym kiedy stacjonowała w Finlandii i północnej Rosji od czerwca do listopada 1941 r. Walczyła w Karelii do zawieszenia broni w Moskwie we wrześniu 1944 r., kiedy to opuściła Finlandię. Walczyła w operacji Nordwind w styczniu 1945 r., gdzie poniosła ciężkie straty.Na początku kwietnia 1945 r. dywizja została zniszczona przez siły amerykańskie w pobliżu Budingen w Niemczech.

Obszar działalności: Finlandia i północna Rosja (czerwiec 1941 r. – listopad 1944 r.)

Alfred Steiberg

Klose po wyjściu ze szpitala dowiedział się od por. Alfreda Steinberga, że „złoto wraz z dokumentami archiwalnymi, bronią i sprzętem wojskowym zostały ukryte w pobliżu Śnieżki”.

Całością prac związanych z ukryciem złota i zasobów archiwalnych kierować miał niejaki Wolf, kapitan weterynarii, oraz mjr Uhlenhan. Jeżeli nazwisko por. Alfreda Steinberga w protokóle przesłuchania zostało dobrze zapisane, to był SS-Hauptsturmführem (kapitan) i jego nazwisko figuruje na liście członków SS i NSDAP. Może wystąpić zbieżność nazwisk.

Numery członków SS od 13 000 do 13 999. Podana jest udokumentowana najwyższa ranga, jaką uzyskali n/w członkowie SS. Wszystkie pozycje są nadal uzupełniane.

Alfred Steinberg ur. 23.10.1911, numer NSDAP 297 625, SS-Hauptsturmführer – awans w 9.11.1936 r. SS-Hauptsturmführerd.R. Waffen SS – awans 9.11.1942 r.

Hauptsturmführer– w III Rzeszy stopień paramilitarny w Sturmabteilung (SA) i w Schutzstaffel (SS), który odpowiadał stopniowi Hauptmanna (kapitana) w Wehrmachcie.

Młyn w Wielisławce i masoneria

Sam młyn i jego zabudowania datowane są na XIX w., jednak w źródłach historycznych wzmianki o nim sięgają XVI w. Na przełomie XVI i XVII w. w Wielisławce funkcjonowała kopalnia złota, srebra i miedzi (stąd też mnóstwo sztolni i korytarzy wzdłuż i wszerz góry). Młyn służył wówczas jako zakład przeróbczy kopalni. Kruszono w nim skały, aby pozyskać z nich cenne kruszce.W tym okresie wydobywano z Wielisławki więcej złota niż w kopalni Aurelia w Złotoryi.Metoda odzysku złota niestety nie była „ekologiczna” – zanieczyszczała rtęcią środowisko wodne. Trujące odcieki spływały w dół Kaczawy, zabijając ryby w stawach w Nowym Kościele. Nie zdziwi chyba nikogo, że prowokowało to kłótnie i walki pomiędzy właścicielami kopalni i właścicielami stawów rybnych.

Z czasem wydobycie w tym miejscu stało się nieopłacalne i obiekt przerobiono na młyn zbożowy napędzany wodą z Kaczawy. Znajdujące się tu wcześniej koło wodne zostało zastąpione nowoczesną turbiną Francisa, która napędzała najpierw młyn, a od 2000 r. Małą Elektrownię Wodną. Podobno w Młynie w czasach II Wojny Światowej często przebywał Herbert Klose – szef konwoju ciężarówek z depozytami wrocławskimi. Osiedlił się on w Sędziszowej i jak głosi legenda, pilnował ukrytych w tutejszych podziemiach skarbów…Był to jeden z największych młynów w okolicy. Funkcjonowała tutaj piekarnia, rzeźnia a nawet oberża (https://mlynwielislaw.pl/historia).

Nad wejściem do młyna znajduje się symbol masoński. Nad symbolem jest królewska korona, poniżej przeplatające się cyrkiel z kątownicą. Pod nimi znajduje równoramienny krzyż w kole. Napis po bokach: z lewej strony Jeremiasz, a z prawej Gebauer. Data 1719 r. Całość jest zamknięta w owalnej tarczy, którą po bokach podpierają dwa gryfy. Nauki masońskie są nazywane „sztuką królewską” (Ars Regia), stąd właśnie korona. Natomiast dom został wybudowany w 1827 r. Data jest na zworniku (kliniec) portalu. Prawdopodobnie portal pochodzi ze starszego obiektu, w którym mieszkali górnicy i była kruszarka.

Wielu historyków wychodzi z założenia, że początki wolnomularstwa sięgały okresu średniowiecznych cechów rzemieślniczych: kamieniarzy, budowniczych i architektów. Według źródeł francuskich określenie „masoneria” pochodzi od słowo „francs-mestiers”, co oznaczało „wolne zawody”. Nazywano ich też „mularzami” (archaiczna forma wyrazu murarze), ale termin ten wyszedł później z użycia.

Nad wejściem do młyna symbol masoński. Foto: Stanisław Bulza.

Dokument „Charte de Cologne”, który był własnością loży masońskiej w Amsterdamie, stwierdza istnienie loży już w 1519 r. 24 czerwca 1717 r. (dzień św. Jana Chrzciciela) została założona w Londynie loża masońska o nazwie Wielka Loża Anglii. Rozwój masonerii był zdumiewająco gwałtowny. W ciągu kilku lat w Anglii powstało mnóstwo lóż, w Szkocji i w Irlandii proces ten był wolniejszy. W Ameryce, po utworzeniu pierwszej loży w Bostonie w 1730 r., w Kalkucie w 1730 r., w Paryżu w 1725 r., i w Madrycie w 1728 r., loże stały się ośrodkami życia politycznego i intelektualnego. W latach 1730-1750 masoneria podbiła cały kontynent europejski: istniały loże w Hadze, Amsterdamie, Brukseli, Lizbonie, Hamburgu, Berlinie i Wiedniu. Także i później powstawały nowe ośrodki, zwłaszcza w Anglii, we Francji, Niemczech i w Polsce w 1739 r.

Pierwsza loża we Wiedniu powstała 17 września 1742 roku pod nazwą „Trzy Armaty”. 22 kwietnia 1784 r., została założona „Wielka Loża Krajowa Wiedeń” (loża narodowa). Rok później w jej skład wchodziło pięćdziesiąt dziewięć lóż, podzielonych na siedem lóż prowincjonalnych. O loży „Jeremiasz Gebauer” nie ma żadnych informacji.

Pierwsza loża na ziemiach niemieckich powstała w Hamburgu w 1737 r. Nazywała się „Societe des accepts macons de la ville de Hamburg” (Towarzystwo wolnych masonów miasta Hamburga), a z czasem przemianowała się na Absalom. Kolejnym znaczącym wydarzeniem w początkach wolnomularstwa niemieckiego było powstanie w Berlinie loży „Pod Trzema Globami” (Zu den drei Weltkugeln), która w 1744 roku stała się lożą-matką ukierunkowującą swoją działalność na kraje wschodnioeuropejskie. Następnie pojawiły się loże: w Dreźnie, Lipsku, Brunszwiku, Frankfurcie nad Menem i innych miastach.

Kopalnia złota w Wielisławce

Co działo się w Wielisławce przed 1719 r. Pisze o tym Krzyszof Maciejak, „Górnictwo złota w Górach Kaczawskich i na ich przedpolu”. „Wiadomość o nadaniu kilku osobom prawa do górniczej eksploatacji złota, srebra. ołowonośnej rudy w rejonie Rzeszówka, Schönhauser, Wielisławki, Sędziszowej i Różanej  (1 km na północ od Wielisławki) pochodzi z 22 września 1693 r. Trzy dni później  wystawiono cesarskie świadectwo dla pięciu przedsiębiorców górniczych na poszukiwanie bogactw na terenie księstwa jaworskiego. Prowadzone przez nich badania na Wielisławce oraz w Rzeszówku wykazały obecnośćżyły okruszcowanej złotem, srebrem i ołowiem. Przedsiębiorcy złożyli wniosek o wydanie koncesji na wydobycie rudy na ich koszt (nie wiadomo jednak, czy informacje o aptekarzu Wichcie oraz koncesji z 22 września dotyczyły tego samego gwarectwa). Ponoć dość szybko z kopalni na Wielisławce pozyskano blisko 100 kg srebra (Dziekoński 1972). Jednak radość gwarków nie trwała długo, gdyż cenny urobek… skradziono.

W tym czasie ponownie dochodziło do konfliktów, tak z właścicielami okolicznych wsi jak i z górniczym nadzorem. W 1693 r. w dwóch pismach gwarkowie z Wielisławki zwracali się do Kamery Śląskiej o wstawiennictwo przy uwolnieniu górników, którzy zostali zatrzymani w Nowym Kościele za wygłaszanie „nienawistnych mów”. Za ich oswobodzeniem miał przemawiać fakt, że gwarectwo dysponowało pewnym zasobem zmielonej rudy, z której można otrzymać „markę złota, albo i więcej”. Natomiast 25 lutego 1694 r. w Jaworze odnotowano informację o innym konflikcie. Interesanci, zapewne górnicy, wnieśli prośbę o pouczenie Elisy Eleonory von Gellhorn z Pomocnego i nakazanie jej urzędowo, żeby na ich terenie w Rzeszówku, przy kopaniu i budowie instalacji górniczych, a także poza tą miejscowością „nie szkodziła” (CDS, t. XXI str. 248-964, vide Wutke 1901).

W Świerzawie utworzono wówczas urząd górniczy, któremu podlegały także rejonyChełmca pod Jaworem. Nie miał on niestety zbyt dobrej opinii. Śląska Kamera 7 lipca 1695 r. nakazała mistrzowi górniczemu Brenerowi „zaprowadzenie lepszych porządków. Nowo tworzone gwarectwo 15 lipca 1695 r. zwróciło się z zapytaniem do nadrzędnego inspektora górniczego, wyznaczonego przez austriackiego cesarza, czy może daćświerzawskiemu urzędnikowi von Eichlot, opiniującemu tereny pod kopalnię, jeden kuks (udział), „żeby mógł uczestniczyć w umowie gwareckiej i żeby mógł ich wspomagać”. Odpowiedź nie tylko pozwalała na rozpoczęcie prac górniczych, ale wręcz aprobowała „łapówkę” dla urzędnika, albowiem przez to „będzie onw przyszłości dbał o sprawy gwarectwa”.

Z 1710 r. pochodzi informacja, że do Świerzawy przybył wyższy urzędnik górniczy Koburg (CDS, t. XXI str. 264-989, vide Wutke 1901). Następnego roku, 31 sierpnia 1710 r., w Wiedniu cesarzowa Eleonora Magdalena Teresa wydała Johannesowi Bernardowi von Koburg tymczasowe zezwolenie na poszukiwanie i wydobycie złota, srebra, miedzi, ołowiu i innych kruszców m. in. w kopalniach: Alt Schönau, przy Wielisławce, na Starej  Górze, w Różanej przy jaskini, w Sędziszowej, Rzeszówku, Nowym Kościele, Konradowie z zastrzeżeniem, że ma zachowywać się zgodnie z miejscowym prawem (CDS t. XXI str. 264-991, vide Wutke 1901). Dokument ten dawał „w sposób wolny i bez przeszkód w różnych miejscach Śląska” prawo poszukiwania m.in. złota, srebra, miedzi i ołowiu.

Po kilku wiekach eksploatacji oraz wielu próbach uruchomienia kopalń wzgórze Wielisławka jest podziurawiona sztolniami jak sito. Już Lütke i Ludwig (1838) pisali o „dużej liczbie labiryntowo przecinających się, wciąż otwartych korytarzy”. O intensywności prac świadczą liczne ślady w formie zapadniętych szybików oraz hałd, a także zasypanych wejść do sztolni. Po dawnym zakładzie przeróbczym, w którym złotonośną rudę rozdrabniano i mielono, a następnie poddawano amalgamacji, pozostały ruinygórniczego młyna. W 1711 r. urywają się informacje na temat prac górniczych na Wielisławce”. (Krzyszof Maciejak, „Górnictwo złota w Górach Kaczawskich i na ich przedpolu”). Loża zapewne powstała za Johannesa Bernarda von Koburg.

W latach 1392-1527 Księstwo Świdnicko-Jaworskie znajdowało się pod panowaniem Czech, a następnie pod panowaniem Habsburgów. Do wybuchu wojny trzydziestoletniej (1618-1648) było to najpotężniejsze i najbogatsze księstwo na Śląsku. Ze względu na burzliwe dzieje przechodziło pod zwierzchność Czech, Węgier, Austrii i Prus. 7 listopada 1741 – Stany śląskie złożyły królowi pruskiemu Fryderykowi II hołd we Wrocławiu.

Ilustracja tytułowa: Pod koniec wojny Reichsbank ukrył około 220 ton złota w kopalni soli w Turyngii. [picture alliance / CPA Media Co]. Fot. za: welt.de

[ć.d.n.]

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

2019.10.21
Avatar

Autor: Stanisław Bulza