Zychowicz zdradzony oblicza kupony


Tak mi się głupio zrymowało, bo ileż można trzymać ten wysoki poziom wpisów i dyskusji. Konkurs, jak wiadomo już od wczoraj, został odwołany. Wszyscy się na siebie poobrażali, a w sieci pojawiły się głosy, że cała ta afera jest przez to, że Piotrek Gursztyn nie lubi Zychowicza. Jeśli tak jest rzeczywiście, to ja się Piotrkowi nie dziwię, powiem od razu. Nie wiem czy jego książka o rzezi Woli dostała jakąś nagrodę i czy została wypromowana tak mocno i gwałtownie jak te brednie Zychowicza, ale mam wrażenie, że nie. Nie została wypromowana nawet w połowie tak silnie, choć wszyscy dookoła wołali i wołają nadal, że temat jest ważny i powinien być dyskutowany. Nie będzie dyskutowany, albowiem środowiska akademickie, tak naprawdę pożądają sukcesu rynkowego. Ten zaś idzie za tematami podejmowanymi przez media.

Zychowicz o tym wie i dlatego z jednej strony szykuje się na medialnego następcę Wieczorkiewicza, a z drugiej ogrywa standardy, które są przez media wszystkich nurtów najmocniej eksploatowane. Do tego jeszcze mieli to wszystko na twitterze i drapuje się w szaty autora udręczonego przez złych krytyków i wredną publiczność. Wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli cokolwiek wspólnego ze sprzedażą i marketingiem, wiedzą, że takiej hucpy nie można wykonać tak po prostu, trzeba mieć zaplecze, wspomaganie i jakieś gwarancje. Jeśli ktoś próbuje robić takie numery sam z siebie, albo jest szykanowany i prześladowany tak zwyczajnie, dla poglądów, może liczyć wyłącznie na obojętność i pogardę. Zainteresowanie publiczności zdobywa się poprzez media, a zainteresowanie środowisk poprzez jakiś przymus, bądź zachęty, których środowiska nie mogą tak po prostu odrzucić.

Przeczytałem wczoraj wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka i dziwię się zawartym w niej treściom. Nie rozumiem bowiem kto i po co nominuje do nagród książki Zychowicza. Nie rozumiem, po co profesorowie z jury, w ogóle się nimi zajmują i dlaczego wystawiają im jakieś laurki, albo je krytykują? Nie rozumiem dlaczego profesor Nowak odniósł się negatywnie do decyzji o wycofaniu książki, podkreślając jednocześnie jej słabość. Jak to? To do nagrody „Historyczna książka roku” można zgłaszać dzieła słabe, wtórne i głupie? Nikt z jury nie wyjaśnia wydawcom, że może by się jednak opamiętali? Widocznie nie, a obecność Zychowicza na rynku to po prostu środowiskowy przymus. On tam musi być i nie ma ludzkiej siły, która by go z rynku wymiotła. Jeśli ktoś próbuje to robić Zychowicz i popierające go środowiska, które się moim zdaniem od razu demaskują, sięgają po argumenty ostateczne – prześladowania, cenzura, blokowanie niewygodnych treści, reduktio ad Tuskum et ad Hitlerum…wszystko jest dozwolone, byle tylko utrzymać Zychowicza na topie. To jest, przepraszam bardzo, dyskusja osób kulturalnych i wykształconych? To jest dyskusja historyków? To nawet nie jest magiel, bo dziewczyny z magla nie obnażały się aż tak bezwstydnie.

Na naszej ostatniej konferencji pojawili się prawdziwi historycy i odbywały się tam prawdziwe dyskusje. One się jednak nie nadają jako wzór do naśladowania, albowiem media nie kupią omawianych w nich tematów. A przez to postaci, które odzywają się w obronie Zychowicza, nie staną się sławne, rozpoznawalne i nie będą mogły hipnotyzować publiczności zza swoich złotych okularów. I tu jest pies pogrzebany. Im się zdaje, że kupią w ten sposób publiczność. No to w przyszłym roku zrobimy taki eksperyment. Zgłosimy do nagrody jakieś wspomnienia, jeszcze nie wiem jakie, i wystartujemy w kategorii „nagroda publiczności”.

Kiedy ostatni raz głosowaliśmy tutaj, a było to głosowanie sms-ami, na mój tekst zagłosowało 700 osób. Pamiętam to dokładnie, bo drugie miejsce to było chyba 120 albo 130 sms-ów. Zychowicz zebrał w tym roku 400 głosów publiczności przy stałym jego jojczeniu na twitterze. Powinniśmy w przyszłym roku wciągnąć tę nagrodę nosem. Zapowiadam to już teraz, żeby jury miało czas zmienić regulamin na bardziej „demokratyczny”, bardziej „uczciwy” i promujący „właściwe” książki.

W poprzednim, opisanym tu konkursie, a było to lata temu, nie dostaliśmy nagrody, bo o jej przyznaniu, prócz publiczności, decydowało jury. A ono uznało mnie za niegodnego. Teraz w regulaminie napisane jest wyraźnie, że wygrywa ta książka, która zdobędzie najwięcej głosów. Nie martwcie się, znajdziemy takie wspomnienia, które rzeczywiście zasługują na nagrodę publiczności. Liczę się jednak z tym, że po tej deklaracji regulamin zostanie zmieniony.

Nie mogę się też nadziwić postawie prof. Cenckiewicza, który swego czasu skontaktował mnie z Anną Baszanowską, co skutkowało tym, że wydaliśmy książkę Jana Baszanowskiego „Handel wołami w Polsce”. Ja nie prosiłem prof. Cenckiewicza o wsparcie sprzedaży tej książki, w mojej ocenie ważnej i potrzebnej, ale wysłałem mu jeden egzemplarz. Pozostało to bez odzewu. Ja oczywiście rozumiem dlaczego. Dlatego, że problematyka omawiana w tej pracy, nie przysporzy nikomu medialnej chwały, nie można zdobyć uznania popularyzatorów historii omawiając zagadnienia dotyczące eksportu wołowiny.

Historycy więc, na polecenie i pod przymusem mediów, działają w bardzo zawężonych spektrach. Ich wypowiedzi zaś mogą dotyczyć tylko kwestii określanych jako „najważniejsze”. A to znaczy w praktyce działań agenturalnych, zdrady i cierpień Polaków w czasie II wojny światowej i po niej. Nic więcej nie wchodzi w grę, bo nikt w gremiach decydujących o kształcie propagandy produkowanej na rynek wewnętrzny nie rozumie innych tematów.

Jeśli mamy tak zawężone pole działania i widzenia pokusa, by rozpocząć dziką i dewastacyjną eksploatację wskazanych przez media obszarów jest nie do zwalczenia. I to właśnie robi Zychowicz. A jakby tego było mało domaga się za to nagród, oklasków, uznania i chwały. Jeśli zaś tego nie otrzymuje, za pomocą nacisków z zewnątrz, wywraca cały konkurs.

Nie wmówicie mi, że odwołanie tego konkursu było samodzielną decyzją jury. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Konkurs powinien się odbyć, a nagroda powinna zostać wręczona. Czy ktokolwiek wyciągnie jakąś nauczkę z tej przygody? Przypuszczam, że nie. Nie sądzę też, by sponsorzy zmienili sposób patrzenia na polską historię i otworzyli się na inne niż wymienione wyżej problemy.

Dalej będziemy demaskować agentów i pisać o zbiorowych gwałtach w czasie powstania warszawskiego. Kapłanem tego dziwnego obrządku będzie Piotr Zychowicz, który – obstawiam w ciemno – w ciągu najbliższych lat przeobrazi się w profesora belwederskiego.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  26 października 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa za TVP.INFO / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.10.26.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski