Mandat społeczny do patrzenia rządowi na ręce …


Coś na prawo od PiS

Jedenastu posłów Konfederacji to zbyt mało, by utworzyć nawet klub poselski. Ale obecność w parlamencie środowiska krytykującego rządzących za zaniechanie realizacji prawicowych postulatów może okazać się korzystna dla Polski, a nawet dla… samej partii rządzącej.

Warto zwrócić uwagę na swoiste prawicowe, antysystemowe przebudzenie niemałej liczby Polaków – liderzy Konfederacji określili nawet uzyskanie przez ich partię 1,25 miliona głosów mianem najlepszego wyniku uzyskanego przez ideową prawicę w III RP. Ugrupowanie, w skład którego wchodzą narodowcy, konserwatywni liberałowie spod znaku Janusza Korwin-Mikkego oraz środowisko „Pobudki” Grzegorza Brauna jeszcze w majowych wyborach do europarlamentu dało się poznać szerszej publiczności jako formacja zajmująca się tematami określanymi przez lewicowe media mianem „radykalno-populistycznych”. Wtedy do sukcesu zabrakło niewiele.

W wyborach do polskiego parlamentu partia zmieniła retorykę na bardziej „ekspercką”, zaprzestając efekciarskich i wzbudzających kontrowersje metod poszukiwania rozgłosu na rzecz budowania wokół siebie aury zwolenników obniżania podatków, wiernych również pewnym nieprzemijającym wartościom społecznym i obyczajowym – mowa między innymi o prawie do życia czy prawie rodziców do wychowywania swych dzieci po swojemu.

Postawić PiS pod ścianą

Z pewnością na niezły wynik Konfederacji złożyły się także działania samego PiS-u, którymi znaczna część prawicowo-katolickiego elektoratu mogła (i powinna!) czuć się rozczarowana. Tak więc, przekraczając próg wyborczy, Konfederacja uzyskała potężny mandat społeczny do patrzenia rządowi na ręce i rozliczania PiS-u z możliwych przecież kolejnych zdrad chrześcijańskich ideałów. Taka pozycja startowa jest jednak dla Konfederacji zarówno korzystna, jak i niebezpieczna.

Otóż, ugrupowanie to może w przyszłości rosnąć w siłę, jednak jego los trudno uznać za przesądzony. Wiele zależy od determinacji w kwestii przestrzegania „umowy” z wyborcami, którzy 13 października postawili na Konfederację ideową, ale wolną od ekscentrycznych szaleństw – co w żadnym wypadku nie oznacza ugrzecznienia czy centrowania przekazu tej partii. Można się bowiem spodziewać, że wyborcy stawiający na siłę „na prawo od PiS”, są niezwykle zmobilizowani do rzetelnej oceny osób zapowiadających między innymi konieczność walki z aborcją, homoseksualną propagandą, demoralizacją najmłodszych, próbami ograniczania wpływu rodziców na wychowanie dzieci, biurokracją, nadmiernymi podatkami, socjalnym rozdawnictwem oraz potrzebę ochrony kraju przed konsekwencjami żydowskich roszczeń spod znaku ustawy 447.

Oczekiwania owego ponad miliona wyborców nie dotyczą jednak widowiskowych happeningów czy spektakularnych „masakr” (jak w internetowym żargonie określa się ciętą, a niekiedy wręcz brutalną ripostę), ale wytrwałości i skuteczności. Dla osiągnięcia tych celów być może niektórzy posłowie Konfederacji będą musieli przemienić się ze złotoustego publicysty w ideowego, ale jednak polityka. Prócz mocnych słów przyjdzie też potrzeba przedstawiania konkretnych projektów poprawy polskiego życia publicznego – po to, aby postawić pod ścianą posłów PiS i w końcu powiedzieć im: sprawdzam! Do tej pory czynić to mogli jedynie obywatele dzięki inicjatywie ustawodawczej. Ale zorganizowanie jej jest przecież o wiele trudniejsze niż złożenie w Sejmie projektu poselskiego.

Funkcjonowanie w Sejmie niewielkiej, ale ideowo-merytorycznej formacji odwołującej się do haseł prawicowych i antysystemowych, pozwoli Konfederacji nie tylko zmniejszyć ryzyko powtórzenia losu „ugrupowań buntu” z poprzednich kadencji, ale i poszerzyć swoje wpływy. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że PiS, kontynuując politykę „przesuwania” się do „centrum” kosztem słabnącej i atakowanej z lewej strony przez SLD Platformy, zostawi nieco miejsca na prawicy. Jeśli politycy Konfederacji chcą za cztery lata walczyć o podium, a nie jedynie o przekroczenie progu wyborczego, muszą zagospodarować tę płaszczyznę.

Na obecności Konfederacji w parlamencie skorzystać może jednak także i PiS. Wszak bez prawicowej konkurencji zbudowanie centrowego oblicza formacji Jarosława Kaczyńskiego (a to przecież jasny cel prezesa PiS) jest niemożliwe. Rządzące ugrupowanie nie odpuści jednak walki o zaufanie prawicowego elektoratu, co zrodzi zdrową i zawsze pożyteczną rywalizację. Na owym sporze skorzystać zaś może cały kraj, ponieważ Polska prawicowa to Polska katolicka i dostatnia, czyli lepsza.

Obronić kraj przed Sodomą

To o tyle ważne, że do Sejmu – po czterech latach chwalebnej nieobecności – wróciła skrajna lewica. Wśród jej posłów znaleźli się postkomuniści, antyklerykałowie, neomarksiści i aktywiści LGBT. Co gorsza, koalicja postępowych radykałów uzyskała bardzo wysokie poparcie wśród ludzi młodych – szczególnie w wielkich miastach. Istnieje więc ryzyko, że za kilka lat jeszcze bardziej wzrośnie zainteresowanie przeprowadzeniem w Polsce znanej z krajów zachodnich nieobyczajnej rewolucji.

Można oczywiście żywić nadzieję na uniknięcie tego fatalnego scenariusza, gdyż – wedle sondaży – nieco więcej osób w wieku 18–29 lat poparło Konfederację niż SLD, a w owej grupie PiS pokonał KO. Nie wolno jednak spoczywać na laurach i, poklepując się po ramieniu, mówić, że jakoś to będzie. Oto bowiem strumień zagranicznych funduszy nieustannie wspiera w Polsce ruchy lewicowe, które z jednej strony czekają tylko na sygnał do ataku (jak w przypadku „czarnych marszów” czy walki z projektem Stop pedofilii), a z drugiej nieustannie urabiają młode pokolenie w zgodzie z neomarksistowskimi założeniami. O ile jednak młodych wyborców SLD można uznać za osoby życiowo zagubione, o tyle lewicowa koalicja zyskała również poparcie ludzi dojrzałych.

Widać więc wyraźnie, że perspektywa czerwono-tęczowo-zielonej rewolucji nad Wisłą wcale nie jest odległa. Nie mamy dekady czy nawet kilku lat na przygotowanie się do obrony. Tym bardziej cieszy fakt, że w polskim Sejmie znajdą się dwa ugrupowania zabiegające o sympatię prawicowego wyborcy. PiS nie będzie już mógł pozwolić sobie – jak dotychczas bywało – na bezkarne ignorowanie postulatów środowisk katolickich i konserwatywnych.

A lista skarg, zażaleń i spraw do pilnego naprawienia jest naprawdę długa: od ochrony życia poczętego, poprzez zakazanie in vitro, walkę z demoralizującą dzieci i młodzież postępową wersją „edukacji” seksualnej serwowanej uczniom przez „edukatorów” czy zablokowanie promowania dewiacyjnych zachowań seksualnych w mediach (także w serialach telewizji publicznej!), po zahamowanie płynącego z zagranicy finansowego strumienia skierowanego do skrajnie lewicowych organizacji pozarządowych.

W razie zwlekania w tych sprawach podczas kolejnej kadencji, wyborcy PiS-u mogą stracić cierpliwość i skierować swoje sympatie ku Konfederacji. Istnieje jednak poważne ryzyko, że cztery lata bierności doprowadzą nie tylko do utraty władzy w kraju przez formację Jarosława Kaczyńskiego, ale do przejęcia jej przez skrajną lewicę i ustawowego zadekretowania nad Wisłą „sodomy i gomory”. Jest się więc przed czym bronić! I powinny się tym zajmować wszystkie partie w jakikolwiek sposób odwołujące się do chrześcijaństwa.

Michał Wałach

Artykuł został opublikowany w 71. numerze magazynu „Polonia Christiana”

Aby zamówić, kliknij TUTAJ.

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-11-12)


Msza trydencka w Sejmie. Z inicjatywy posłów Konfederacji

W ramach dzisiejszej inauguracji obrad nowej kadencji parlamentu, w sejmowej kaplicy, została odprawiona Msza Święta w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego (NFRR).

Była to prawdopodobnie pierwsza od dziesięcioleci tradycyjna forma Mszy Świętej odprawiona w budynku parlamentu.

O Mszy Świętej poinformował poseł Grzegorz Braun:

Tuż przed samą liturgią zdjęcia zamieścił Maciej Korwin-Dębała:

Natomiast o godzinie 8.30 odbyła się ogólnosejmowa Msza Święta w nowym rycie.

Nadzwyczajna Forma Rytu Rzymskiego, potocznie zwana trydencką, wyłoniła się z długiej historii przemian, które zachodziły w liturgii Eucharystii, poczynając od starożytności i średniowiecza. Ten porządek celebrowania Mszy obrządku łacińskiego został ogłoszony w 1570 roku przez Piusa V, po soborze trydenckim konstytucją apostolską Quo primum, i obowiązywał powszechnie aż do roku 1970, kiedy to Paweł VI wprowadził Nowy Mszał Rzymski. Liturgia Mszy trydenckiej przebiega w wielu momentach w odmienny sposób, modlitwy są dłuższe, wierni o wiele więcej przebywają w postawie klęczącej. Msza jest sprawowana po łacinie, przodem do ołtarza i tyłem do wiernych.

Nczas.com / Twitter.com / Kresy.pl

Za: Kresy.pl (12 listopada 2019)


Źródło: BIBLIOTEKA portal niezależny , 12 listopada 2019.

Tytuł zewnętrzny pochodzi od red. PCO.

*

*

, 2019.11.12.
  Podziel się:
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci