„Oj Wacuś, Wacuś będziesz wisiał za cóś…”


7 listopada 1939 roku to dzień, który większość podhalańskich górali chciałoby zapomnieć lub o którym nigdy nie słyszeli. Ich przodkowie skrzętnie tę datę przed nimi ukrywali. W ten dzień część działaczy przedwojennego Związku Górali przyjechało z delegacją do powoli rozgaszczającego się na Wawelu generalnego gubernatora podbitej przez nazistowskie Niemcy Polski – Hansa Franka. Górale złożyli mu tam hołd, który powtórzyli kilka dni później w Zakopanem.

Wizytę na Wawelu złożyli przedwojenny lider Stronnictwa Ludowego na okręg nowotarski – Wacław Krzeptowski oraz Karolina Gąsienica-Rój, Maria Siuty-Szwab, Stefan Krzeptowski oraz Józef Cukier. Nazistowskiemu dygnitarzowi wręczyli oni w dowód uznania za pokonanie polskiej armii złota ciupagę.

Niecały tydzień później – 12 listopada – Frank udał się z rewizytą do Zakopanego. Tu przygotowano dla niego wielką “pompę” i witano pod bramą honorową ustawioną na dzisiejszej ulicy Kościuszki (w trakcie wojny Adolf Hitler Strasse). W imieniu górali Hansa Franka przywitał ponownie Wacław Krzeptowski, który złożył podziękowanie za „oswobodzenie Górali od ucisku polskich władz” i wręczył mu pamiątkową odznakę góralską. Kolaborujący z Niemcami działacze góralscy zaczęli bowiem lansować tezę, że mieszkańcy Podhala nie są wcale Polakami! Jako że góralski krzyżyk niespodziany ma być podobny do swastyki, uznano, że Podhalanie to zaginione germańskie plemię.

Ponieważ trzeba było tą tezę jakoś zakorzenić w społeczeństwie, 29 listopada 1939 r. Wacław Krzeptowski zwołał zebranie przedwojennego Związku Górali, które zaakceptowało ideę Goralenvolk i wystosowało memoriał „o potrzebach ludności góralskiej”.

Należy podkreślić, że nie wszyscy działacze Związku Górali, w tym przedwojenny przewodniczący Henryk Walczak, poparli tę decyzję. Formalnie utworzono Goralenverein pod prezesurą Krzeptowskiego jako kontynuację Związku Górali.

[Tekst jest fragmentem artykułu „Minęło 80 lat od dnia, o którym większość podhalańskich górali chciałoby zapomnieć”[8.11.2019]. Przeczytaj cały artykuł na portalu: wiadomości24.com.


Oj Wacuś, Wacuś będziesz wisiał za cóś

Hans Frank I Wacław Krzeptowski. Fot. NAC

Odsłonięcie w Zakopanem pomnika Józefa Kurasia, słynnego „Ognia” po raz kolejny udowodniło, że nie ma już chyba ani jednego przywódcy polskiego antykomunistycznego zbrojnego powstania, który byłby i w obecnych czasach tak znienawidzony przez antypolskie środowiska i na temat którego działalności nawet dzisiaj gotowi się stawiać „świadkowie historii” z Podhala, by pluć na polskiego bohatera. Wygląda na to, że Józefowi Kurasiowi w III RP przypadła rola „przeklętego” wśród „wyklętych”.

Jednak jego bohaterska walka i śmierć będą dla mnie tylko pretekstem do poruszenia sprawy dla nas, jako Polaków bardzo wstydliwej, ale wyjaśniającej w dużym stopniu niechęć części Podhalan do legendarnego „Ognia”.

Oto szczycimy się często tym, że w Polsce nigdy podczas okupacji nie doszło do masowej kolaboracji z niemieckim okupantem i nie wydaliśmy na świat kogoś w rodzaju Vidkuna Quislinga.

Niestety jeżeliby szukać jakiegoś przykładu największej polskiej kolaboracji z niemieckim okupantem to nasze oczy muszą się zwrócić właśnie na Podhale.

Już 7 listopada 1939 roku wjeżdżającego z wielką pompą do udekorowanego swastykami Krakowa, Hansa Franka, witał znany na Podhalu działacz ludowy, Wacław Krzeptowski w otoczeniu uroczyście wystrojonych góralek i górali.

Wiernopoddańcze przemówienie Krzeptowskiego przeszło do historii, jako „Hołd Krakowski”. Już pięć dni później przybyłego do Zakopanego Hansa Franka Krzeptowski i jego zwolennicy witali pod udekorowaną symbolami hitlerowskimi bramą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Tak oto narodziła się na Podhalu idea Goralenvolk oraz rozpoczęła historia zdrady polegająca na współpracy z wrogiem i okupantem oraz na kłamstwie twierdzącym, że nasi górale to w prostej linii germanie.

W 1942 roku powstał Komitet Góralski w Zakopanem, którego przywódcą został Wacław Krzeptowski. Członkowie tego komitetu mieli stanowić bazę, w oparciu, o którą zbudowany zostanie przyszły rząd „państwa góralskiego” z „goralenführerem” Krzeptowskim na jego czele. W lutym 1942 roku Wacław Krzeptowski udał się do Ochotnicy i Tylmanowej by tam po głównych niedzielnych nabożeństwach zapowiedzieć utworzenie „Legionu Góralskiego SS” (Goralische Freiwilligen SS Legion), który będzie walczył u boku armii niemieckiej. Towarzyszyli mu w trakcie tych przemówień miejscowi kolaboranci, Jan Hamerski z Ochotnicy i Jan Barnaś z Tylmanowej.

Dzisiaj ocenia się, że niemieckie kenkarty dobrowolnie wzięło, czyli przynależność niemiecką zadeklarowało około 20 procent mieszkańców Podhala, co daje w przybliżeniu 30 tysięcy osób. Kolaboracyjny Komitet Góralski, swego rodzaju samorząd wraz ze współpracownikami i donosicielami to kilkaset osób najaktywniej zaangażowanych w kolaborację z okupantem niemieckim.

I teraz wrócimy do „Ognia”. Otóż jeszcze pod pseudonimem „Orzeł”, działając w Konfederacji Tatrzańskiej zwalczał on zaciekle rodzimych zdrajców z goralenvolk, za co ci z kolej w akcie zemsty dopomogli swoimi donosami Niemcom w straszliwym mordzie dokonanym na ojcu, żonie i maleńkim dziecku Józefa Kurasia, których spalono w ich własnej chałupie. To po przeżyciu tej traumy Józef Kuraś przyjął pseudonim „Ogień”, a na całym Podhalu coraz popularniejsza stawała się prorocza przyśpiewka na temat Wacława Krzeptowskiego, „Oj Wacuś, Wacuś będziesz wisiał za cóś”.

Wstydliwa historia kolaboracji na Podhalu przestaje być powoli tematem tabu, a niechęć wielu rodzin czy wręcz całych rodów góralskich do „Ognia” nie wynika bynajmniej z „terroru i strachu”, jaki siał w okolicznych wioskach i miasteczkach, ale ze zwykłego palącego ich do dziś wstydu.

Żywa jest na Podhalu pamięć o góralach i góralkach, którzy za przynależność do Goralenvolk otrzymali od żołnierzy Kurasia publicznie karę w postaci chłosty wykonywanej wyciorami od karabinów na gołe tyłki bez oglądania się na wiek czy płeć ukaranych.

Ogien_Jozef_Kuras_mjr_foto-inter_thumb.jpg

Ból szybko minął, ale wstyd i hańba trwają do dzisiaj i towarzyszą kolejnym pokoleniom, co ułatwia twórcom „czarnej legendy” o „Ogniu” pozyskiwać kolejnych świadków jego „bandytyzmu” i „antysemityzmu”.

A co się stało z Wacławem Krzeptowskim?

Ukrywającego się w szałasie na Polanie na Stołach, zdrajcę pojmał oddział dywersyjny Armii Krajowej „Kurniawa” dowodzony przez por. Tadeusza Studzińskiego „Kurzawę” i po odczytaniu mu wyroku, spełniając proroctwo z góralskiej przyśpiewki, powiesił dnia 20 stycznia 1945 roku. Przy powieszonym odnaleziono list o treści:

“Ja niżej podpisany Wacław Krzeptowski urodzony 1897 roku dnia 24 czerwca w Kościeliskach przekazuję cały swój nieruchomy i ruchomy majątek uwidoczniony w księgach hipotecznych w Zakopanem na rzecz oddziału partyzanckiego Kurniawa grupy Chełm AK z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadośćuczynienie dla narodu polskiego za błędy i winy popełnione przeze mnie wobec polskiej ludności Podhala w okresie okupacji niemieckiej od roku 1939 do 1945. Kościelisko, 20 stycznia 1945, 22.30″

Józef Kuraś niemal dokładnie o dwa lata przeżył kolaboranta, Wacława Krzeptowskiego. Ranny w zasadzce i odwieziony do szpitala w Nowym Targu popełnił samobójstwo 22 lutego 1947 roku. Co stało się z jego ciałem do dzisiaj nie wiadomo.

????????????????

„Ciało w dziwny sposób zniknęło. Dlaczego miał nie mieć grobu? Jeśli był bandytą, niech ludzie plują na grób bandyty. Widać jednak nie. W tym życiu i śmierci musiało tkwić coś autentycznego, co było groźne. Trup mógł pewnego dnia ożyć”

Ks. Józef Tischner

Artykuł opublikowany w listopadowym numerze miesięcznika „Zakazana Historia”

Dla Wirtualnej Polonii nadesłał autor:
Mirosław Kokoszkiewicz

Polecam moje książki, “Polacy, już czas” ozdobioną rysunkami śp. Arkadiusza “Gaspara” Gacparskiego i, „Jak zabijano Polskę”

Sprzedaż: http://www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6

Za: WirtualnaPolonia.com – http://wirtualnapolonia.com/2013/11/07/oj-wacus-wacus-bedziesz-wisial-za-cos/#more-30561 – 2013.11.07

*

*

, 2019.11.10.
Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz