Prymat bezkarności. Szkice krytyczne z historii politycznej i gospodarczej III RP.


Jeśli Bóg pozwoli, napiszę i opublikuję  osiem tekstów pod wspólnym tytułem „Szkice krytyczne z historii politycznej i gospodarczej III RP”. Będą to następujące teksty:

  1. Prymat bezkarności
  2. 13 grudnia 1981
  3. Gierek vs Jaruzelski
  4. Młodzi trockiści
  5.  Rozpad Związku Sowieckiego
  6.  Zmierzch hegemonii globalnej
  7. Wojna oligarchów 
  8.  Upadek III RP.

Prymat bezkarności. Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP

W 2019 roku Polska przeżywa kolejny przełom historyczny, chociaż wielu ludzi jeszcze nie chce tego zauważyć. Ponieważ ów przełom wpisuje się w geopolityczne i geoekonomiczne trzęsienie ziemi, po którym nic nie będzie stało na dotychczasowym miejscu, niechęć do zrozumienia obecnej sytuacji jest podyktowana znaczną dozą bezradności. Dlatego w wielu głowach lęgną się jak białe myszki spekulacje, które nie mają z obecną sytuacją nic wspólnego. Są to przede wszystkim spekulacje polityczne, którym od dawna Polacy oddają się z wielkim zaangażowaniem. 

Nadal więc odbywa się taniec chocholi, nie milkną wulgarne spory polityczne, a oszukańcze  wypowiedzi polityków i usługujących im mediów skutecznie zaciemniają rzeczywisty obraz sytuacji.

Od wielu lat obserwuję ewolucję stworzonego po 1989 roku „systemu politycznego” (dokładniej: konglomeratu zagranicznych i krajowych interesów, które kryją się za tym eufemizmem) opartego na kolonizacji i niszczeniu Polski. Często mówi się o tym mimochodem, aby za chwilę zająć się innymi, najczęściej drugorzędnymi lub pozornymi problemami. Państwo, które powołane zostało do zapewnienia suwerenności, rozwoju sił wytwórczych oraz spójności społecznej, zostało tak przekształcone, że działa wbrew tym podstawowym funkcjom państwa. Co się dzieje, że tak łatwo przeskakujemy od procesów niebezpiecznych dla egzystencji narodowej do wizji powszechnego dobrobytu, od horroru do sielanki?

Sytuacja polityczna i ekonomiczna w Polsce powoduje, że egzystencja narodowa jest pod wieloma względami zagrożona, czyli jako państwo narodowe znikniemy. Sprawa jest tak krytyczna, że nie potrzebne są żadne wyjaśnienia.    

Na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej sprawy są zupełnie jasne. Politycy kierują społeczeństwem i gospodarką. Dobrze wykształceni, doświadczeni oraz uczciwi politycy dobrze kierują społeczeństwem i gospodarką, dzięki czemu społeczeństwo i gospodarka znajdują się na drodze rozwoju, zaś  kryzysy są skutecznie przezwyciężane. Za tym idą radosne chwile sukcesów, zwycięstw, a nawet wielkich triumfów. Politycy słabi pod względem wiedzy, kultury i moralności są skłoni do ustępliwości wobec wrogów, a sprzedajni politycy  zawsze cynicznie przyczyniają się do porażek i klęsk narodowych. Na pasmo porażek oraz klęsk narodowych kładą pozorne sukcesy, fałszywe zwycięstwa i bezzasadne obietnice powszechnego dobrobytu.

Na poziomie mniej infantylnym, opartym na  wiedzy i doświadczeniu historycznym, sprawy okazują się znacznie bardziej złożone. Nie można ich omówić na pięciu stronach formatu A4. Ale to wymaga wysiłku zarówno piszącego, jak też wysiłku czytającego, co dzisiaj przekracza możliwości większości Polaków. Niedawno miałem w ręku reprint 3 tomu Wielkiej Historii Powszechnej zatytułowanego „Dzieje rzymskie”, który liczy sobie 879 stron, napisanego przez Ludwika Piotrowicza. Zapewne u wielu Czytelników niniejszego tekstu pojawią się pytania: komu jest potrzebna wiedza o historii Rzymu? Komu w ogóle jest potrzebna historia? Komu jest potrzebna współczesna historia polityczna i gospodarcza Polski, której fragmenty właśnie tutaj przedstawiam? Problem polega na tym, że zazwyczaj nie potrafimy na takie pytania odpowiedzieć, po czym zamykamy umysły na kłódkę.        

Można było łatwo przewidzieć, że stworzony  w 1989 roku układ polityczny nie będzie trwał w nieskończoność. Wreszcie nadeszła pora, aby zawalił się wskutek popękanych i zgrzybiałych fundamentów. Liście naiwności  wreszcie zaczęły opadać, a na horyzoncie ukazały się ogołocone z fałszywych interpretacji oceny tzw. transformacji ustrojowej. Niektórzy nie mogą w to  uwierzyć. Nie wszyscy chcą zauważyć, co się obecnie dzieje. „Zapomniane sprawy” wydostają się na światło dzienne; szokujące ordynarnym cynizmem polityków, prawników, pracowników administracji i służb specjalnych. Z  zakamarków pamięci i archiwów uwalniają się wydarzenia, które doszczętnie rujnują z trudem zbudowany obraz rozwoju III RP. To największa porażka obecnie funkcjonującego układu politycznego, stojącego na krawędzi upadku. To powinno być zachętą do bardziej uważnego i krytycznego przypatrzenia się jego historii. Przede wszystkim warto zauważyć, że historia odbiega  od stereotypowych poglądów na temat ustroju społeczno-gospodarczego, systemu politycznego, zarządzania państwem, polityki ekonomicznej itp. Poglądy te nie dotyczą  „mrocznych” zjawisk politycznych, z którymi mamy w Polsce do czynienia. Są  mało przydatne do analizy sytuacji w Polsce, lecz wprowadzają ludzi w błąd.

Pytanie,  jaki obrót przyjmą sprawy polskie, pozostaje bez odpowiedzi. To, że „elity polityczne” (termin wymaga ostrożnego  stosowania) nie są przygotowane na wydarzenia  stojące za progiem, a nawet niechętnie podejmują się szukania na nie odpowiedzi, nie rokuje dobrze na przyszłość.

Rozeznanie współczesnej historii politycznej i gospodarczej Polski jest wysoce niezadowalające. Nie jest to przypadek, bowiem współczesna historia polityczna i gospodarcza została wyrugowana z uniwersytetów i bibliotek. Jej miejsce zajęły głównie wytwory propagandowe, przesiąknięte ideologią neoliberalizmu oraz prymitywną apologetyką rzekomego wzrostu gospodarczego. Na to poszło rządowe i zagraniczne finansowanie „standardów nauczania”, etatów i druków rządowych, fundacji non-profit, forum dyskusyjnych etc.

W tym chorobliwym klimacie krzyżują się sprzeczne i tendencyjne poglądy, przestarzałe podziały i schematy myślenia. Ale łączy je wspólny mianownik: podtrzymywanie obecnego układu politycznego w Polsce. Reszta raczej się nie liczy. Dlatego ładunek tendencyjności jest przygniatający; fałszywe głosy zagłuszają rzeczowe wypowiedzi. Wszystko nie ma większego znaczenia, nic nie jest traktowane poważnie. Zjawiska stały się niezrozumiałe, ale za to optymistyczne i radosne.

Dlatego w celu zrozumienia, co się obecnie dzieje w Polsce, konieczne wydaje się rozdzielenie dwóch części problemu. W pierwszej części nieodzowne jest oczyszczenie stajni Augiasza, w tym przypadku wyzbycie się złudzeń i nałożenie szkieł korekcyjnych umożliwiających poznanie konturów współczesnej historii. Bez tego niemożliwe jest zrozumienie, co się w Polsce rzeczywiście działo przez ostatnie kilka dziesięcioleci.  Dzięki temu w drugiej części problemu łatwiej będzie można zobaczyć, na czym polega dokonujący się obecnie przełom historyczny i jakie mogą być jego konsekwencje, a może także, czy są szanse wyjścia z opresji.

Aby w tym kierunku posunąć się choćby o kilka kroków, konieczne jest wydobycie na światło dzienne i uporządkowanie konkretnych wydarzeń i procesów. Oznacza to, że należy oderwać się od pozbawionego związku z konkretnymi zjawiskami „abstrakcyjnego” rozpatrywania otaczającej rzeczywistości. Łatwo można zlekceważyć lub zaciemnić różnicę między jednym, a drugim podejściem. Może się wydawać, że chodzi o subtelności metodologiczne, które dotyczą rozterek piszącego, a które dla czytającego nie mają większego znaczenia.

Nic podobnego. Chodzi o zasadniczą zmianę dotychczasowego, powszechnie akceptowanego punktu widzenia. Powszechnie przyjmowany punkt widzenia jest wynikiem połączenia dwóch  charakterystycznych dla marksizmu i neoliberalizmu wzorców abstrakcyjnego myślenia. W marksizmie stosowana była „naukowa” zasada „od konkretu do abstrakcji”, a ponieważ konkrety były nagminnie upraszczane i fałszowane, dla odbiorców ideologii komunistycznej przyrządzony był pasztet błędnie kojarzonych z rzeczywistością abstrakcji. W neoliberalizmie dominowała „naukowa” zasada „od jednostki do ogółu”, w której abstrakcyjne uogólnienia miały równie iluzoryczne uzasadnienie. Te fałszywe abstrakcje i uogólnienia nie tylko stały się tworzywem dla narzucanych społeczeństwu  koncepcji społecznych i gospodarczych, lecz także zasadniczo zmieniły sposób myślenia wielu ludzi, odrywając ich od respektowania rzeczywistości i popychając w stronę abstrakcyjnych spekulacji i wypowiedzi.

Przyjmowany obecnie punkt widzenia umożliwia tendencyjne, silnie zideologizowane interpretacje historii politycznej i gospodarczej. Dotyczy to zarówno zwolenników, jak i przeciwników III RP, a także ludzi sceptycznych wobec jednych i drugich (zwłaszcza odżegnujących się od polityki). Choroba jest wyjątkowo groźna, ponieważ jest to choroba umysłowa.

Potrzebny jest zatem taki punkt widzenia, który odrzuca „abstrakcyjne” myślenie, którego podstawą jest mistyczno-ideologiczna frazeologia. To właśnie  składający się na tę frazeologię zbiór abstrakcji i uogólnień, symulujący związek z rzeczywistymi wydarzeniami, procesami i ludźmi, a w istocie rzeczy narzucający fałszywe widzenie świata  i  tendencyjne zapatrywania na rzeczywistość,  stanowią dzisiaj „aparat pojęciowy” dominującego w Polsce punktu widzenia. Owa frazeologia służy różnym celom; najczęściej forsowaniu zasad neoliberalizmu, ukrywaniu i realizacji wątpliwych interesów ekonomicznych, ukrywaniu albo usprawiedliwianiu nikczemnych zachowań, czasem politycznej autopromocji i zjednywaniu opinii publicznej, a czasem walce politycznej i forsowaniu rozlicznych aberracji .

Po II Wojnie Światowej nigdy nie udało się w Polsce oddzielić myślenia opartego na wiedzy i doświadczeniu historycznym od kreującego fałsze i mity myślenia ideologicznego. Chyba zapomniano, że Polska dysponuje bogatym dorobkiem analiz historycznych, w tym z historii gospodarczej, trzymających się konkretów i rzetelności naukowej. Teraz w polityce i sporach publicznych dominują „skrzydlate słowa”, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.

Kilka przykładów. Doktrynalne kategorie, takie jak „prywatyzacja”, „deregulacja” i „liberalizacja”, przedstawiane jako uzasadnione naukowo „zasady ekonomiczne” nadal stanowią uzasadnienie ekspansji gospodarczej i politycznej. Takie popularne nazwy, jak „gospodarka wolnorynkowa”, „wspólnota europejska”,  „demokracja”, „ humanitaryzm” należą do określeń dotyczących rzeczy martwych, ale dobrze służą tworzeniu podziałów w społeczeństwie oraz doraźnej walce politycznej. Toteż nie można się dziwić, że jest w Polsce tak wielu załganych demokratów, załganych europejczyków, załganych patriotów, a nawet załganych katolików, którzy nawet  cieszą się popularnością i uznaniem.

Zgromadzono arsenał fałszywych, stanowiących pociski bojowe  abstrakcji, którymi zabija się środowiska niepodległościowe: populizm, nacjonalizm, antysemityzm, etc. Warto zauważyć, że podobnie jak wcześniej,  abstrakcje te są wykorzystywane do krytyki „niedopuszczalnych ”  zachowań, która unika precyzyjnych  kryteriów oceny zachowań, a w konsekwencji konkretnych ludzi i grup społecznych.  Prowadzi to nieuchronnie do wulgaryzacji życia politycznego;  ukazuje prymitywizm polityków posługujących się tymi mętnymi abstrakcjami, zrzuca z piedestału „elity polityczne”; powoduje, że pojęcie „systemu politycznego” zatraca jakikolwiek sens. Ponadto zaraża wulgaryzmem publicystów, nauczycieli, artystów i kapłanów, którzy w ślad za politykami pogrążają się w bagnie niedomówień i insynuacji.       

Wszelka polemika na poziomie mistyczno-ideologicznej frazeologii jest pozbawiona sensu, ponieważ strony łączy identyczne myślenie.  

Zdrowy punkt widzenia nie może polegać na stosowaniu abstrakcyjnego języka, oderwanego  od rzeczywistych realiów społecznych i ekonomicznych. Określenia powinny być dopasowane do konkretnych procesów i rzeczywistych wydarzeń. To jest test podstawowy. Dopiero po przeprowadzeniu tego testu można przyjąć zdrowy punkt widzenia, który obejmuje rzeczową analizę i ocenę przebiegu procesów i wydarzeń historycznych, punkt widzenia będący jaskrawym przeciwieństwem doktrynalnego uniwersalizmu , a także wszelkich akrobacji językowych.

Wymóg hronostrategii,  konkretności oraz niesprzeczności w wymiarach czasu i przestrzeni stanowią podstawę zdrowego punktu widzenia.  

Problem przemian ustrojowych              

Wydawałoby się, że po trzydziestu latach funkcjonowania III RP zdołano zgromadzić dostatecznie dużo obserwacji i doświadczeń, aby oddalić się od naiwnych  wyobrażeń i zbliżyć się do poznania rzeczywistości. Tak się jednak nie stało. Odzyskiwanie kontaktu z rzeczywistością zaowocowało obnażaniem  słabości  rządów i faktów kompromitujących prominentów, zagęszczeniem nieprzyjaznej atmosfery wobec partii i koterii politycznych, wzmożonym krytycyzmem  opinii publicznej. To jednak niewiele.

Równolegle nasilał się proces zaniku świadomości społecznej i ekonomicznej, a nawet te pojęcia znikły z pola widzenia. Nie potrafiono odpowiedzieć na proste pytanie: co jest kluczowym czynnikiem lub fundamentem obecnego ”systemu politycznego” (brakuje adekwatnego terminu) w Polsce? Dopiero po dobrze uzasadnionej odpowiedzi na to pytanie można rozpatrywać kolejno konkretne aspekty i procesy życia politycznego, społecznego i gospodarczego, coraz lepiej poznając i oceniając otaczającą rzeczywistość.

Oczywiście nasze wyobrażenia o rzeczywistości nie są wcale nasze, lecz są zaimplantowane przez obecny „system polityczny”. Totalitaryzm nie polega na stosowaniu fizycznych środków przemocy, zwłaszcza bez potrzeby. Polega na narzucaniu określonej ideologii jako jedynej i jedynie obowiązującej w danym kraju. W wersji soft pozornie jest mniej groźny: kto jedzie wolniej niż my, jest idiotą, kto jedzie szybciej od nas jest szaleńcem. Tymczasem niszczy on życie społeczne i gospodarcze bardziej skutecznie.

Wielu komentatorów życia politycznego i gospodarczego  dzieli się z nami  spostrzeżeniami i osobistymi doświadczeniami, z których wyłania się ponury obraz bezprawia w różnych dziedzinach funkcjonowania państwa i gospodarki. To jedna strona medalu. Z drugiej strony mamy bulwersujące przejawy bezkarności, zwłaszcza w przypadkach nadużyć materialnych i politycznych na wielką skalę i o wysokiej szkodliwości społecznej. W sądownictwie panuje przekonanie, że przestępstwa uderzające w ogół społeczeństwa lub duże grupy społeczne czy zawodowe są mniej dolegliwe społecznie, aniżeli przestępstwa wymierzone przeciwko osobom fizycznym.

Zgodnie z moimi wieloletnimi obserwacjami i doświadczeniem, po 1989 roku ukształtowana została w Polsce czarna strefa bezkarności, czyli obszar szczególnego rodzaju uprzywilejowania i zarazem degeneracji władzy politycznej: swobody dokonywania czynów szkodliwych społecznie, które w praworządnym państwie  uznawane byłyby za przestępcze lub zbrodnicze i spotykałyby się ze skutecznie egzekwowanymi karami. Z tego lakonicznego określenia (które później zostanie uzupełnione) wynika, że bezkarność obejmuje trzy podstawowe elementy: legalizację, tolerowanie i zaniechanie karania czynów szkodliwych społecznie. Zwracam uwagę na te elementy bezkarności dlatego, aby nie dopuścić do błędnego przedstawienia sytuacji.

Jest jeszcze czwarty element bezkarności: maskowanie jej nagłaśnianiem sporadycznych i drugorzędnych przypadków nadużycia władzy, aby zachować przynajmniej pozory praworządności. Chociaż maskarada z polityków czyni klaunów, czasem przynosi efekty.   

 Często pomijany jest czynnik zasadniczy – legalizacja bezkarności . Jest to element najbardziej niebezpieczny, bowiem promuje i chroni działania kryminalne. To bynajmniej  nie oznacza, że legalizacja bezkarności obejmuje wszystkich albo stanowi przejaw nadmiernej „liberalizacji”. Jest to raczej przekraczający wszelkie zasady moralne instrument sprawowania i monopolizowania władzy politycznej.

Wszystkie trzy czynniki mają rozbudowane usprawiedliwienie „teoretyczne”. I tak na przykład, legalizację bezkarności usprawiedliwia dzisiaj twarde trzymanie się koncepcji prawa pozytywnego; tolerowanie bezprawia podciąga się pod zasady liberalizacji życia społecznego – gospodarczego, zaś zaniechanie karania uznaje się za przejaw wielkoduszności wobec przeciwników politycznych. Każdy, kto uważnie przygląda się polskiej scenie politycznej, bez trudu znajdzie przypadki  potwierdzające nagminny charakter tych uzasadnień. Nie ulega wątpliwości, że są to uzasadnienia powierzchowne, bezwartościowe i oszukańcze.

Wyjaśnienie przyczyn i mechanizmu funkcjonowania strefy bezkarności jest warunkiem koniecznym zrozumienia tego, co przeżywaliśmy w Polsce w ostatnich trzydziestu latach. Może się wydawać, że jest to zagadnienie systemu prawnego i jego funkcjonowania, który w związku z tym należy usprawnić. Lecz jest to przede wszystkim zagadnienie „systemu politycznego”, który żywi się nadużywaniem władzy politycznej; w tym sensie jest przede wszystkim systemem pasożytniczym. Każdy system pasożytniczy polega na takiej deformacji życia społeczno-gospodarczego, aby mogło ono stanowić pole eksploatacji. Pasożytnictwo jest niedocenianym dzisiaj zagadnieniem społeczno-ekonomicznym. 

Bezkarność władzy

W latach 1989-2019 ten rzadko odsłaniany publicznie  czynnik „przemian społeczno-gospodarczych” był bez wątpienia istotnym (jeśli nie najważniejszym) przejawem aktywności ośrodków władzy i podporządkowanych im organizacji. Na tym tle śmieszne są wygłaszane deklaracje i hymny na chwałę demokracji. Rozbójnictwo w systemie demokratycznym oznacza, że system nie jest demokratyczny. Oczywiście bezkarność władzy nie zrodziła się w latach III RP, lecz była wcześniej  fragmentem „systemu komunistycznego” (do tego określenia również należy podchodzić ostrożnie).

Fenomenem, który został zlekceważony, była instytucjonalizacja bezkarności władzy. Bezkarność została zinstytucjonalizowana. Elementy instytucjonalizacji bezkarności były obecne w „systemie komunistycznym”, w którym łamanie norm prawnych i moralnych dawało dużą przewagę polityczną nad legalnymi, czasem nieudolnymi lub skorumpowanymi rządami.

W myśleniu mistyczno-ideologicznym rodzi się nawet „cnota bezkarności”. Najlepiej widać to wśród wyznawców  terroru i anarchii,  uznanych przez nich  za pożądane formy zdobywania i sprawowania władzy. „System komunistyczny” był dzieckiem anarchii i terroru, co tutaj można zaledwie zasygnalizować.  Myślenie rewolucyjne polega na burzeniu ładu społecznego.  

Pokonanie  „systemu komunistycznego” nie może polegać na  abstrakcyjnej „walce z komunizmem”, lecz na wskazaniu kryminalnej przeszłości organizatorów komunistycznych przewrotów oraz wielopokoleniowego łańcucha następców. Brakuje wielu konkretnych wydarzeń, nazwisk i czynów. Za wskazaniem powinny iść surowe kary za przestępczą działalność, a nie werbalne potępienie „systemu komunistycznego”, czy tylko pryncypialna krytyka zbrodni komunistycznych.

To, czy komuś podoba się ideologia komunistyczna, czy się nie podoba, jest kwestią drugorzędną. Czy ktoś uznaje siebie za komunistę, czy za anty-komunistę nie ma większego znaczenia, jeśli z tych przekonań nie wynikają konkretne czyny. Dziś obserwujemy w Polsce zalew anty-komunistów, którzy poza głoszeniem anty-komunizmem niewiele mają do powiedzenia i dokonania; anty-komunizm traktują jako sposób na zdobycie popularności. Zapominają, że   cały sekret powodzenia nie polega na tym, aby walczyć ze starym, ale na budowaniu nowego. Wypierają tych, którzy rzeczywiście walczyli o niepodległość Polski.

Toteż okazało się, że na odstrzał wystawiane są króliki, zaś wilki i lisy są poza zasięgiem strzału. Powstałe w taki sposób skojarzenie królika z komunistą jest pogwałceniem zdrowego rozsądku.

Nie ma też uzasadnionych powodów, aby organizatorów komunistycznych przewrotów wyróżniać spośród innych nurtów kryminalnych, nadając im w sposób zamierzony lub niezamierzony cechy „heroiczne” lub przeciwnie – demonizując. Historia dostarcza wielu dowodów na to, że tworzyli oni nie „system komunistyczny”, lecz głównie tworzyli środowisko kryminalne. Gdy taki system upada, środowisko zostaje.

Zinstytucjonalizowana bezkarność jest niezwykle silnym czynnikiem destrukcji społecznej i bezwzględnym zaprzepaszczeniem szans rozwoju społeczno- gospodarczego. Wówczas prawo ulega schizofrenii. Ma bowiem zachowywać pozory praworządności, a zarazem zwalniać od odpowiedzialności karnej tych wszystkich, którzy są ponad prawem. Tak więc ci, którzy niszczą i demoralizują społeczeństwo, działają przeciwko interesom narodowym, idą na żołd wrogów ojczyzny, rozkradają majątek publiczny, zadłużają państwo i gospodarkę, demontują obronę narodową, pchają do władzy obce elementy, mogą się czuć jak „ryba w wodzie”. Nie będę tutaj przytaczał zapisów konstytucyjnych, które taką bezkarność de facto gwarantują, bo  przecież są one ogólnie dostępne i znane, a tym bardziej ubolewał deklaratywnym traktowaniem tych zapisów. Nie będę tutaj omawiał licznych faktów represji wobec tych, którzy przeciwstawiają się temu zakłamaniu i oszustwu.

Zanim przejdę do ukazania szokującej skali bezkarności w sferze gospodarczej (w III RP jest to najbardziej cyniczny, zbrodniczy i złowieszczy aspekt bezkarności władzy), powinienem zarysować ogólny mechanizm degradacji władzy politycznej, który pogłębia i rozszerza jej początkową bezkarność. Otóż bezkarność wymusza ograniczenie przestrzeni upowszechniania wiedzy o funkcjonowaniu ośrodków władzy politycznej, ale także zwalczanie  „nadmiernej dociekliwości” społeczeństwa w sprawach publicznych. Mobilizuje do kreowania fałszywego wizerunku wspomnianych ośrodków jako „obiektywnych”, „sprawiedliwych” i … „patriotycznych”. To ostatnie nie byłoby czymś szczególnie bulwersującym i wymagającym bezwzględnego potępienia, bo to się wszędzie może zdarzyć, gdyby nie fakt, że oznacza równię pochyłą, na której znajduje się przypisująca sobie przywilej bezkarności władza polityczna, sięgająca w końcu swego „cyklu życia” po najbardziej zbrodnicze metody działania. 

Może szczęśliwie, z upływem czasu, taka sytuacja wymusza obiektywną ocenę moralnych, politycznych i ekonomicznych skutków bezkarności przez społeczeństwo, chociaż jest to proces niepewny i długofalowy (taki proces można obecnie zaobserwować w Polsce). Przeciwdziałanie temu procesowi jest ważnym elementem samoobrony władzy; odbywa się dzięki natężeniu manipulacji świadomością społeczną, powodując nieuchronną degradację wiedzy, kultury i moralności. Dotyka to jednak nie tylko społeczeństwo, lecz przede wszystkim poraża ośrodki władzy politycznej, skoncentrowanej na dalszym dyskontowaniu bezkarności,  zafascynowaniu grą pozorów oraz  skupionej na własnym bezpieczeństwie. Dochodzi zatem do głębokiej prymitywizacji myślenia i aktywności politycznej. 

To nie są kwestie drugorzędne. Prowadzą one do całkowitej degeneracji władzy politycznej oraz jej dramatycznego upadku moralnego. Ten ostatni motyw jest zazwyczaj skrzętnie pomijany lub podejmowany tylko emocjonalnie. Biorąc pod uwagę szkodliwy wpływ zdegenerowanej władzy politycznej na społeczeństwo (o czym napiszę później, przedstawiając konkretne fakty i wydarzenia), bez żadnych zastrzeżeń można powiedzieć, że bezkarność władzy jest zapowiedzią upadku państwa. Z kolei tolerowanie bezkarności jest ewidentnie postawą samobójczą.

Czy jednak można twierdzić, że bezkarność władzy politycznej stanowiła kluczowy czynnik systemu politycznego? Wszak nie tylko  w żadnych oficjalnych deklaracjach i oświadczeniach, lecz również w tekstach i wypowiedziach opozycyjnych trudno znaleźć ślady takiego stanowiska. Są jedynie potwierdzenia pośrednie, dotyczące zaniechania egzekwowania prawa wobec przestępstw dokonanych przez poprzednie rządy, co raczej wskazuje na ciągłość praktyki politycznej, lecz nie uzasadnia nadawaniu bezkarności rangi fundamentu „systemu politycznego”. Zatem przypomnijmy dwa oświadczenia tego rodzaju. Pierwsze, będące zakamuflowaną formą gwarancji bezkarności dla rządów komunistycznych, jest powszechnie znane. To słynna wypowiedź z expose’ premiera Tadeusza Mazowieckiego:

Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania.

Druga to wypowiedź prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego:

Nie będzie żadnej zemsty i odwetu, negatywnych emocji ani osobistych rozgrywek czy odgrywania się, żadnego kopania tych, którzy upadli, a także jesteśmy gotowi zapomnieć i przebaczać.

Każdy dorosły człowiek powinien odczytać sens tych i podobnych deklaracji. Są to deklaracje bezkarności.

Bezkarność władzy politycznej nie tylko wywołuje nieodwracalne szkody społeczne i gospodarcze, lecz również powoduje szczególny deficyt instytucjonalny. Oznacza on brak skutecznych instytucji, które mają zasadnicze znaczenie dla rozwoju społecznego i gospodarczego. W warunkach bezkarności władzy politycznej niemożliwe jest  wykorzystanie odpowiednich dla rozwoju społecznego i gospodarczego ram prawnych i organizacyjnych. Oczywiście formalnie takie ramy prawno-organizacyjne istnieją, lecz są to zazwyczaj normy i ograniczenia zewnętrzne wobec władzy politycznej, czyli de facto wzmacniające jej poczucie bezkarności. Analfabetyzm ekonomiczny polskich prawników powoduje, że nie są w stanie dostrzec tego oczywistego faktu. Często stają się więc świadomymi lub nieświadomymi promotorami bezkarności władzy politycznej; chętnie przejmują przywództwo polityczne w państwie oraz organizacjach partyjnych, a także nie uchylają się od stosowania środków represyjnych wobec osób odkrywających lub piętnujących nadużycia władzy, a nawet wobec ofiar tych nadużyć.

O społecznych skutkach bezkarności władzy politycznej można napisać wiele. Bezkarność przeobraża władzę polityczną w tkanką rakową społeczeństwa, powoduje jej rozzuchwalenie, jest przyczyną i skutkiem ogólnego rozprężenia i prowadzi do regresu społecznego. W skrajnych przypadkach władza polityczna staje się promotorem lub cichym sojusznikiem sił wzmagających rozkład rodziny i społeczeństwa. W naszej analizie więcej miejsca poświęcimy jednak ekonomicznym skutkom sygnalizowanej bezkarności (co nie umniejsza jej szkodliwości społecznej).

Muszę stanowczo powiedzieć: problem bezkarności władzy politycznej nie jest wyłącznie problemem wymiaru sprawiedliwości, lecz w obecnych realiach jest najważniejszym problemem ustrojowym.

Przeczytaj: Część 2. 13 grudnia 1981 r. [LINK]

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Prof. dr. hab. Artur Śliwiński. Fot. za: You Tube – Media Narodowe.

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.11.22.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński