13 grudnia 1981. Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP [2.]


Jeśli Bóg pozwoli, napiszę i opublikuję  osiem tekstów pod wspólnym tytułem „Szkice krytyczne z historii politycznej i gospodarczej III RP”. Będą to następujące teksty:

  1. Prymat bezkarności [LINK]
  2. 13 grudnia 1981
  3. Gierek vs Jaruzelski
  4. Młodzi trockiści
  5.  Rozpad Związku Sowieckiego
  6.  Zmierzch hegemonii globalnej
  7. Wojna oligarchów 
  8.  Upadek III RP.

13 grudnia 1981.
Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP

Jednym z najpoważniejszych błędów w badaniach historycznych jest późniejsze datowanie początkowego punktu nowej epoki. To zaś powoduje, że istotne przyczyny i procesy przeobrażeń politycznych i gospodarczych pozostają poza polem widzenia, a na ich miejsce podstawione zostaną wydarzenia, które są raczej skutkiem, aniżeli przyczyną tych przeobrażeń. Ułatwia to ludzka słabość, ponieważ  wcześniejsze wydarzenia łatwo ulatują z pamięci, a więc mogą wydawać się nieaktualne i mało istotne. Jeżeli na domiar złego są to wydarzenia niechętnie ujawniane albo celowo ukrywane, otrzymujemy fikcyjny,  upiększony albo uczerniony obraz przemian.

Tak też było w Polsce wielokrotnie po II Wojnie światowej, a ostatnim przykładem jest wyznaczenie daty 1989 roku jako momentu  przełomu ustrojowego (początku jakoby „transformacji ustrojowej”). Błędne daty nie tylko zniekształcają rozumienie historii, lecz wprowadzają zamęt do współczesnych zapatrywań. W tym szczególnym przypadku chodzi o nadanie najwyższej rangi wydarzeniom drugorzędnym i ukrycie tych najważniejszych wydarzeń i procesów, które wycisnęły silne piętno na współczesności. Błąd w ustaleniu warunków wyjściowych może wzrastać wykładniczo, co właśnie się stało.

Chociaż ogłoszenie „końca komunizmu” w Polsce przez aktorkę w telewizji publicznej jest niewiarygodne i śmieszne, większość polityków i ekonomistów, a nawet niektórzy poważni historycy, przyjęli teatralne oświadczenie za dobrą monetę. Na tym poziomie zatrzymała się opinia publiczna.

Tymczasem konieczne jest cofnięcie się w czasie o całą niemalże dekadę, aby uchwycić najistotniejsze i nagminnie lekceważone wydarzenie (ponadto nazwane niezbyt konkretnie i precyzyjnie). Tym wydarzeniem  był „stan wojenny” dokonany przez juntę wojskową w grudniu 1981 roku (nie był to stan wojenny, więc cudzysłów  jest zupełnie na miejscu). Ale w badaniach historycznych i w polityce utrwalił się fałszywy pogląd, że mieliśmy do czynienia  z tym wyjątkowym fenomenem „stanu wojennego”. Było to zresztą zgodne z intencjami sprawców tego wydarzenia, którzy nieprzypadkowo, chociaż w sposób mało przekonywujący, wypromowali „stan wojenny”. Jakby przewidując kontrowersje wokół fałszywej  diagnozy, generał Wojciech Jaruzelski w słynnym oświadczeniu telewizyjnym z 13 grudnia 1981 roku zarzekał się w imieniu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, iż „Nie zmierzamy dowojskowego zamachu, do wojskowej dyktatury”. To niestety, wbrew oczywistym faktom, zostało kupione przez opinię publiczną.

Kontrowersja bynajmniej nie jest mało istotna. Określenie „stan wojenny” zapowiada kontynuację dotychczasowego systemu rządów i legalne zastosowanie wyjątkowych środków wobec bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Oczywiście sama deklaracja o kontynuacji systemu rządów nie wystarcza, konieczne jest uwzględnienie faktu  wprowadzenia dyktatury wojskowej.

              Legalność „stanu wojennego” jest wielce problematyczna.  Natomiast określenie zamach stanu wiele problemów wyjaśnia. Zamach stanu stanowi podważenie ciągłości rządów i wprowadzenie dyktatury. W cechujących  państwa komunistyczne warunkach ustrojowych uchwycenie tej różnicy mogło być jednak trudne, ponieważ dochodzi tu motyw ideologiczny: radykalne zmiany polityczne i instytucjonalne nie muszą podważać ideologicznych podstaw systemu rządów albo mogą je podważać w nieznacznym stopniu. Każda ideologia zakłada różne warianty i scenariusze.  Ten motyw nie został oficjalnie podważony. Uznanie, że był on decydujący lub nadrzędny (i gwarantował  ciągłość rządów), nie daje się dzisiaj utrzymać.

Wielu  krytykom „stanu wojennego” można postawić zarzut, iż niedostatecznie uwzględnili niektóre elementy ówczesnej sytuacji w Polsce, skupiając uwagę na narastającym konflikcie między władzą polityczną i ruchem „Solidarność”. Lekceważąc fakty historyczne, „stan wojenny”  zaczęto przedstawiać werbalnie,  jako ideologiczny konflikt między władzą komunistyczną i opozycją komunistyczną, co wydaje się mocno zawężać  zrozumienie historii. W ten sposób dyskusje, polemiki i zarzuty dotyczące sytuacji w Polsce przeszły z poziomu analizy konkretnych procesów i wydarzeń do poziomu  sporu ideologicznego. Na  owa „walka ideologiczna” ukazywała rzeczywisty charakter ówczesnych konfliktów politycznych, ekonomicznych, a nawet międzypokoleniowych? Na ile  była podyktowana rozbieżnymi zapatrywaniami światopoglądowymi, a na ile była raczej instrumentem propagandy, manipulacji czy gry politycznej ?

Najważniejszym zastrzeżeniem wobec zideologizowanego podejścia do „stanu wojennego” jest przypomnienie, iż tak chytrze zmanipulowany przewrót wojskowy  zaowocował dwustronnymi represjami.

Junta woskowa szła po trupach. I do czego doszła?

Internowanie przeciwników dotyczyło nie tylko aktywistów ruchu „Solidarność”, lecz dotychczasowego kierownictwa politycznego oraz sporego odłamu działaczy partii komunistycznej. W słynnym przemówieniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981  zawarta została informacja o internowaniu  kilkudziesięciu przywódców partyjnych, w tym o internowaniu Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza. Bagatelizowanie represji wobec opozycji partyjnej jest mało sensowne. Oczywiście w obozie komunistycznym nie brakowało ostrych konfliktów, kończących się fizyczną eliminacją przeciwników, zsyłkami i pokazowymi procesami sądowymi. Ale zamach stanu nie był kolejną erupcją konfliktów wewnątrzpartyjnych, lecz inspirowanym z zewnątrz wprowadzeniem dyktatury wojskowej.

Nie wygląda na to, aby Jaruzelski bronił komunizmu przed ideologicznymi herezjami Gierka.           

Zamach i kwestie gospodarcze

Drugim  zastrzeżeniem jest pomijanie ekonomicznej argumentacji wprowadzenia „stanu wojennego”, która w oświadczeniu Wojciecha Jaruzelskiego wysunięta została na pierwszy plan i odpowiednio udramatyzowana. „Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy. Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem”. Ogólnie biorąc, w tej sprawie  oświadczenie Jaruzelskiego było chaotyczne i emocjonalne. Jednak ekonomiczne uzasadnienie przewrotu odwołuje się do rzeczywistej sytuacji i z pewnością ma duży ciężar gatunkowy. Tym bardziej, że dodatkowo zostało wzmocnione katastroficzną wizją skutków utrzymania istniejącego stanu rzeczy: ”Dalsze trwanie obecnego stanu prowadziłoby nieuchronnie do katastrofy, do zupełnego chaosu, do nędzy i głodu”.

Jak wyglądały polityka gospodarcza i stan gospodarki narodowej przed zamachem wojskowym? Jest to jedno z centralnych pytań, na które nie ma przekonywującej odpowiedzi. Od odpowiedzi na to pytanie w dużym stopniu zależy ocena zamachu stanu i dokonującej tego zamachu junty wojskowej. Pytanie dotyczy tego, z czym mieliśmy do czynienia. Dlatego kolejny szkic z historii politycznej i gospodarczej III RP Gierek vs Jaruzelski poświęcę tej odpowiedzi.      

Oczywiście nie wolno zapominać, że główną przyczyną zamachu stanu były naciski przywódców Związku Sowieckiego, ale wszystko wskazuje na to, że kryzys ekonomiczny w Polsce nie był im na rękę, ponieważ kryzys jest czynnikiem destabilizującym sytuację polityczną, a pośredni destabilizującą również wpływy sowieckie w Polsce. Władze sowieckie nie były wówczas przygotowane do „zarządzania chaosem”. Umocnienie tych wpływów polegało na tradycyjnym poszukiwaniu odpowiedzialnego za powstanie kryzysu „kozła ofiarnego”.  Duża część oświadczenia generała była właśnie poświęcona krytyce Gierka i jego współpracowników za niepowodzenia gospodarcze. Nie stawiał natomiast zarzutów bezpośrednio skierowanych przeciw  „Solidarności”, ale jedynie twierdził,  że gospodarkę uczyniono areną walki politycznej i rozmyślnie torpedowano poczynania rządowe.

Ostro uderzył w poprzednią ekipę rządzącą, którą wręcz obwinia za wywołanie kryzysu. Mówił o kilkudziesięciu osobach „na których ciąży osobista odpowiedzialność za doprowadzenie w latach siedemdziesiątych do głębokiego kryzysu państwa,- czy za nadużywanie stanowisk dla osobistych korzyści”. Ten fragment oświadczenia nie świadczy dobrze o znajomości realiów gospodarczych w latach 70-tych, bowiem przyczyny kryzysu były znacznie bardziej złożone, ale argumentacja wydaje się dostosowana do sytuacji. Zrzuca odium niezadowolenia społecznego na wcześniejsze władze polityczne i zapewnia sobie wystąpienie w roli obrońcy interesów społecznych. Jest tylko jedna rzecz, której zabrakło w poszukiwaniu winy: prawdziwych dowodów.

Identyczną argumentację można zauważyć niemal przy wszystkich wcześniejszych zamachach wojskowych. Porównując uzasadnienia zamachu czarnych pułkowników w Grecji z kwietnia 1967 roku z przypomnianymi uzasadnieniami Jaruzelskiego, można dojść do wniosku, że pierwszy z tych zamachów był pierwowzorem drugiego.  

Na marginesie warto zaznaczyć, że w latach siedemdziesiątych ub. wieku sytuacja gospodarcza Polski nie groziła katastrofą, a tym bardziej nie była  katastrofalna. Takie jednostronne spojrzenie na przebieg procesów społeczno-gospodarczych zawsze  prowadzi do demagogii. Z taką demagogią mieliśmy do czynienia w uzasadnieniu omawianego zamachu wojskowego, ale także w latach późniejszych.      

W przemówieniu gen. Jaruzelskiego argumentacja ekonomiczna była zdecydowanie bardziej wyeksponowana, niż argumentacja ideologiczna. Nie ulega wątpliwości, że dokonanie zamachu stanu poprzedzały poważne trudności gospodarcze, jednak obciążanie winą za trudności poprzednie kierownictwo partyjne i rządowe z jednej strony, a strajkujących robotników z drugiej, było powierzchowne i kłamliwe. Z pewnością trudności te w znacznym stopniu ułatwiły dokonanie zamachu, umożliwiając pokonanie oporu ze strony niezadowolonej i mocno zaniepokojonej z tej sytuacji części kierownictwa politycznego oraz niektórych odłamów opinii publicznej. Trudno nie zauważyć fali protestów wobec wprowadzenia „stanu wojennego” ze strony działaczy partyjnych PZPR (często składających z tego powodu legitymacje partyjne).

Zamach i kwestie ideologiczne

 W ideologii komunistycznej klasa robotnicza była uznana za przodującą (nadrzędną). Nie będziemy przytaczać wypowiedzi  gloryfikujących znaczenie klasy robotniczej w systemie komunistycznym, a z drugiej strony fałszu ukrytego za przypisywaniem cech proletariackich partiom komunistycznym, a zwłaszcza ich przywódcom. Wojskowy zamach stanu w Polsce był jaskrawą kompromitacją  ideologicznej fikcji „kierowniczej roli klasy robotniczej”, chociaż dla wielu komentatorów ówczesnych wydarzeń był raczej odpowiedzią władzy  na   zasługujący na pacyfikację  „bunt robotniczy”. Tak czy inaczej, przewrót przerwał wcześniejsze, schizofreniczne nastawienie władz komunistycznych do klasy robotniczej. Antyrobotniczy charakter przewrotu  nie sposób było zasłonić rzeczowymi argumentami.

W kolejnych latach nie pojawiły się żadne ideologiczne uzasadnienia tej komunistycznej herezji, ani też odwrócenie wrogiego nastawienia do klasy robotniczej. Dlatego „system komunistyczny” obdarty z podstawowych pryncypiów ideologicznych nie może być  traktowany poważnie, lecz raczej jako czynnik łagodzący szok zamachu wojskowego.              

                                                ***

Przedstawione wyżej zastrzeżenia dowodzą, że miał miejsce zamach stanu. Wątpliwości nie budzi podstawowy fakt, czyli utworzenie junty wojskowej, złożonej głównie z generalicji Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Kolejne miesiące po zamachu potwierdziły załamanie wcześniejszego systemu rządów.   Najważniejszym i na ogół   niedocenianym faktem było całkowite podporządkowanie PZPR juncie wojskowej, czyli de facto pozbawienie partii komunistycznej jej kierowniczej roli. Znowu pojawia się pytanie o pryncypia ideologiczne. Kierownicza rola partii komunistycznej stanowiła podstawę zarządzania państwem i gospodarką, a zarazem fundament ideologii komunistycznej.

Polska była wówczas państwem partyjnym, państwem  kontrolującym i decydującym o wszystkim, co dało się kontrolować w ramach systemu totalitarnego. To zostało nieodwracalnie pogrzebane. 

Nie należy tracić z pola widzenia kolejnych faktów „zawłaszczania władzy”, w tym opanowania przez juntę mediów, służby bezpieczeństwa, związków zawodowych, a także objęcie kontrolą średnich i wielkich przedsiębiorstw (casus komisarzy wojskowych).

Odrębnym i wymagającym wnikliwej analizy jest stosunek junty wojskowej do  armii. Nazwa „Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego” , a także samo określenie „stan wojenny” sugerują, że pomiędzy juntą wojskową a polskim wojskiem możliwe jest stawianie znaku równości, a przynajmniej przypisywanie armii głównej roli w organizacji i przeprowadzeniu zamachu. Z licznych analiz wynika jednak, że podobne skojarzenia są fałszywe.

Niezaprzeczalnym faktem, którego nie muszę tutaj omawiać, ale powinienem przypominać, jest przeprowadzenie zamachu na zlecenie Związku Sowieckiego. Wojskowa struktura organizacyjna i charakterystyczny dla tej struktury nakazowy system zarządzania były szczególnie pożądane dla osiągnięcia skuteczności zamachu. To nie oznacza, że można było liczyć na szczególne zaangażowanie ideowe wojska. W tych kalkulacjach była to wielka niewiadoma. Ponieważ nie jest to zagadnienie drugorzędne i pozbawione konsekwencji dla późniejszej tzw. transformacji ustrojowej, warto później poświęcić mu więcej uwagi.

Na przeszkodzie rozumienia ówczesnej sytuacji stoi niedostatek wiedzy o specyfice zamachów wojskowych, zwłaszcza kiedy chodzi o  zamachy  w krajach bloku komunistycznego (z wyjątkiem zamachu stanu w Rosji zwanego „Rewolucją Październikową”, o który podrzucono polskiemu społeczeństwu obfitą literaturę propagandową).

Wojskowy zamachu stanu

W sporach nad przebiegiem tzw. transformacji ustrojowej w Polsce dwie ważne kwestie zostały niemal całkowicie zignorowane. Pierwszą z nich jest zaniechanie zbadania anatomii „systemu komunistycznego” w Polsce, unikanie diagnozy powojennego ruchu komunistycznego, dokonania sekcji zwłok ginących odmian komunizmu oraz identyfikacji odmian nowo powstałych.

Walka z „systemem komunistycznym” nie jest szczęśliwym pomysłem. Prawdziwa walka toczy się między ludźmi, dlatego raczej należy mówić o walce z komunistami i konkretnymi formacjami komunistycznymi. To zmienia postać rzeczy. Jakże łatwo walczyć z systemem, podczas gdy jego beneficjenci pozostają bezkarni. W taki sposób powstał rozległy obszar niedomówień, niekiedy złożonych ze zbyt łagodnych, a niekiedy zbyt ostrych oskarżeń, na ogół oderwanych od rzeczywistości. Często jednak  umożliwiających fałszowanie historii. Nad niektórymi zbrodniarzami komunistycznymi została rozciągnięta zasłona milczenia, zaś w wielu innych przypadkach „przydzielano” uczestnictwo w zbrodniach  komunistycznych osobom, które z tymi zbrodniami nie miały nic wspólnego. Często posługiwano się insynuacjami. Może dlatego „walka z komunizmem” nabrała nadzwyczajnego impetu, będąc w istocie rzeczy manipulowaniem emocjami społecznymi. 

Analizując skład i zachowania członków junty wojskowej powstaje pytanie, czy mieliśmy do czynienia z komunistami, czy z komunistycznymi najemnikami (gotowymi służyć każdemu, nawet szatanowi) ? Czy komunizm członków junty był autentyczny, czy był szatą odziewaną w celu zyskania uznania starych komunistów i zdobywania kolejnych stopni wojskowych?  Nie są to  pytania błahe, ponieważ bez rozeznania natury i charakteru  przeciwników żadna walka nie może być traktowana poważnie. Jak wytłumaczyć dość częstą lekkość odrywania się od ideologii  i przechodzenia do obozu jej przeciwników?          

Wystarczy zapoznać się z ustawą lustracyjną, aby zauważyć, na czym polegała późniejsza manipulacja. Z jednej strony, z lustracji wyłączono  najbardziej odpowiedzialne za zbrodnicze represje polityczne przybyłej ze Związku Sowieckiego garstki komunistów i licznej agentury sowieckiej, a dalej niektóre środowiska kreujące i wykorzystujące totalitarne metody sprawowania władzy. Z drugiej strony zastosowano zasadę sztywnej odpowiedzialności zbiorowej. Ten sposób uprawiania polityki pozwalał stworzyć wrażenie „walki z komunizmem”, a zarazem korzystać z usług dotychczasowych specjalistów od inwigilacji społeczeństwa, represji politycznych i zbrodni politycznych. 

Rządy junty Jaruzelskiego utorowały drogę dla tak pojmowanej „walki z komunizmem”. 

Antykomunizm wyrażający sprzeciw wobec zniewolenia Polski , wyrażający sprzeciw wobec ogromu zbrodni komunistycznych i konieczność ich rozliczenia, dystans wobec „transformacji” ideowych komunistów w ideologów globalizacji, sprzeciw wobec instytucji korzystających z totalitarnych metod sprawowania władzy, sprzeciw wobec bezmyślnego powielania obcych schematów ideowych, to nurt przeciwstawny gołosłownej  „walce z komunizmem” jako politycznym narzędziem manipulacji społecznej.

Są zatem dwa biegunowo różne „antykomunizmy”.        

Należy odróżniać potępienie zbrodniarzy  komunistycznych od potępienia zbrodni komunistycznych. W pierwszym przypadku potępienie wynika z ujawnienia sprawców tych zbrodni oraz obejmuje żądanie napiętnowania i ukarania tych sprawców. Z czymś takim w III RP mieliśmy do czynienia w znikomym stopniu, nad czym warto się zastanowić. W drugim przypadku potępienie zbrodni komunizmu staje się łatwe. Może wynikać z wielu powodów, ale wyklucza ukaranie złoczyńców, a nawet umożliwia przygarnięcie ich do swego łona, do czego wielu polityków dochodziło  „w imię wzajemnego zrozumienia”, „jedności narodowej” lub  „w duchu miłości chrześcijańskiej”. Dobrze wiem, o czym mówię.  

Jak wielokrotnie zaznaczyłem, zamach stanu był  zlecony przez Związek Sowiecki w celu – co najmniej – uniemożliwienia uwolnienia się Polski spod jego imperialnych wpływów. Nie można pomijać motywacji ideologicznych, lecz wtedy należałoby się dokładnie przyjrzeć, jakie miały one wówczas znaczenie w Związku Sowieckim. Przecież niebawem w tym imperium dochodzi do ideologicznego krachu. Tym zajmę się później.

Stawianie znaku równości między motywacjami imperialnymi i motywacjami ideologicznymi  jest pozbawione logiki, jeżeli nie stanowią one spójnej całości. Otóż takiej spójnej całości nie było. Kierownictwo Związku Sowieckiego musiało wiedzieć, że wprowadzenie zamachu stanu w Polsce podważy szereg ideologicznych pryncypiów, kompromitując już nadwątlony system władzy komunistycznej, a przede wszystkim podstawowe pryncypium:  kierowniczą rolę partii komunistycznej. Opanowanie struktur partyjnych PZPR przez juntę wojskową było ważnym i niemożliwym  do zlekceważenia fragmentem przygotowań do zamachu stanu, a następnie do pacyfikacji tych struktur. Zachowały się raporty partyjne, z których wynika, że wysocy funkcjonariusze partyjny o wprowadzeniu „stanu wojennego” dowiadywali się z ekranu telewizyjnego. Zostali podporządkowani komisarzom wojskowym.

Czy warto uciekać od faktu, że internowanie opozycji politycznej objęło również wcześniejszych przywódców partyjnych, w tym Edwarda Gierka? Jak w ideologiczną narrację „stanu wojennego” wpisać śmierć internowanego Zdzisława Grudnia, a następnie Piotra Jaroszewicza?

Wystarczyło kilka lat, aby pozbyć się wszelkich wątpliwości, że względy ideologiczne nie tylko po stronie polskiej, lecz także po stronie sowieckiej były mniej znaczące, aniżeli na ogół sądzono pod wpływem komunistycznej indoktrynacji.

Podsumowanie

 Zastąpienie określenia „zamach stanu” bardziej alarmującym określeniem „stan wojenny” kamufluje istnienie i działalność junty wojskowej, która nie tylko „wyparła” i sprowadziła partie komunistyczną do funkcji dekoracyjnych, lecz dokonała wielostronnych przeobrażeń politycznych i gospodarczych.

Przede wszystkim jednak wywołuje nowe pytania, bez których nasza dociekliwość pozostaje mizerna. Do takich pytań należą m.in. pytania o formowanie się i charakter wojskowej frakcji politycznej w systemie władzy komunistycznej oraz zdobycia przez nią „punktów strategicznych”, bez których zamach stanu byłby skazany na porażkę. Fakt inspiracji zamachu wojskowego  ze strony Związku Sowieckiego nie tłumaczy wszystkiego. Dlaczego inne frakcje polityczne okazały się tak słabe lub tak bezwolne? Co działo się ze służbą bezpieczeństwa, związkami zawodowymi, mediami, a także z administracją państwową?

I oczywiście nie mniej ważne pytanie, co działo się z Solidarnością?

I wreszcie najważniejsze z pytań: co działo się w latach 1981- 1989 z juntą wojskową? Zniesienie „stanu wojennego” w roku 1983 nie było odejściem junty wojskowej od władzy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że była ona aktywnym podmiotem nie tylko zamach stanu, lecz tzw. transformacji ustrojowej.

                                                            ***

Głębszych przyczyn, które doprowadziły do dyktatury wojskowej można szukać w konfliktach wewnątrz-partyjnych. Wcześniej skrystalizowały się dwie opcje. Pierwszą z nich była opcja rozwiązania problemu legitymizacji władzy poprzez poprawę sytuacji ekonomicznej społeczeństwa w ramach ówczesnej sytuacji geopolitycznej, w tym usiłująca  stawiać próbie granice dla wpływów politycznych i gospodarczych Związku Sowieckiego. Druga z nich była opcją zachowania władzy dzięki ograniczeniu istniejących wówczas swobód obywatelskich i wprowadzenia dyktatury. W istocie rzeczy porażka pierwszej opcji zawęża możliwości utrzymania władzy do wprowadzenia dyktatury. Taka „logika dziejów” wydaje się zapowiadać obecne przemiany polityczne w Polsce, tj. od ograniczonej wolności obywatelskiej do dyktatury policyjnej. Nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, że podobnie jak w latach osiemdziesiątych ub. wieku, tak i obecnie wizja powszechnego dobrobytu jest nierealistyczna. Tylko analfabetyzm ekonomiczny sprawia, że jest to słabo zauważalne.         

W obydwu opcjach motywy ideologiczne były słabe i powierzchowne. Najważniejszym reliktem komunizmu nie były uroczystości, deklaracje czy sztandary, lecz zatrważająco niski poziom kultury politycznej ludzi władzy pochodzących „z awansu społecznego”. To przekładało się na karygodne nadużywanie władzy, utrzymywanie rozbudowanego systemu dozoru policyjnego, bezwzględne niszczenie przeciwników politycznych, brak kultury osobistej i skrupułów moralnych.         

Ci, którzy posługują się ogólnikowym pojęciem systemu komunistycznego nie są w stanie zrozumieć, że między abstrakcyjnie pojmowanym „systemem komunistycznym”, a realiami politycznymi rozciągała się wielka przepaść, wypełniona pasmem ostrych i brutalnych konfliktów wewnętrznych, które nie dają się sprowadzić do konkurencji o władzę, lecz odzwierciedlają szarpanie się w obliczu niemożliwej do przezwyciężenia trudności  zharmonizowania ideologii i realnych problemów społeczno-ekonomicznych. Ideologiczna determinacja w latach 80-tych ub. wieku były raczej rzadko spotykana. Działanie w systemie komunistycznym najczęściej traktowano jako akceptację istniejącej konwencji uczestnictwa w brutalnej grze politycznej. Warto to przypomnieć tym bardziej, że współcześnie w podobny sposób traktowany jest neoliberalizm i dzisiejsze rozgrywki polityczne.

Sądzę, że wielu polityków w Polsce zdaje sobie sprawę, że nie można kontynuować procesu destrukcji społecznej i rujnowania gospodarki narodowej w ramach swobód obywatelskich i demokracji. Zapewne dobrze wiedzą, że dopóki istnieje fasadowa demokracja i pozory tworzenia zgromadzeń i mobilizacji społecznej, przekształcenie  krytyki politycznej i niezadowolenia aktywnych warstw społeczeństwa w proces obalenia władzy jest możliwy do powstrzymania, lecz nie na zawsze..    

Czynnikiem zaostrzającym ówczesne konflikty polityczne był widoczny i dolegliwy dla rządzących proces marginalizacji wpływu ideologii komunistycznej. Biorąc pod uwagę fakt, że od zakończenia wojny i ustanowienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej minęło 35 lat, proces marginalizacji ideologii komunistycznej stał się praktycznie nieodwracalny. To przestało działać. O odrodzeniu tej ideologii nie mogło być mowy, o czym wszyscy wiedzieli. Obydwie wspomniane wyżej opcje polityczne zepchnęły na margines wątły nurt komunistyczny, sprowadzając go do rozmiarów niewielkiej, prawie niezauważalnej sekty ideologicznej.

                                                     ***

Na koniec warto odnotować fakty łatwo uciekające z pamięci. Oczywiście nie wszyscy o nich potrafią zapomnieć. Zamach stanu był nie tylko przewrotem politycznym. Był kolejną erupcją bezwzględnego, niszczącego ludzi i cały naród  bezprawia; wymownym świadectwem braku zahamowań, gdy chodzi o wykonanie antypolskich zaleceń sowieckiego okupanta.

To bezprawie byłoby niemożliwe bez poczucia bezkarności,  ugruntowanego przez półwieku wśród rządzących w „systemie komunistycznym”. Tym razem poczucie bezkarności o kazało się iluzoryczne z powodu przetasowań politycznych w Związku Sowieckim, co wygenerowało nowy scenariusz „przemian ustrojowych” w Polsce. Nie jest to jeszcze dostatecznie konkretne i udokumentowane stwierdzenie. O tym jeszcze napiszę więcej. Jak pisał kiedyś jeden w wybitnych fizyków: „czas jest po to, aby nie wszystko działo się jednocześnie”, więc trzeba się trzymać chronologii wydarzeń.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Wojciech Jaruzelski, wówczas generał i I sekretarz PZPR, ogłasza stan wojenny. Fot. Telewizja Polska, za: dzieje.pl / wybór zdjęcia wg.pco

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.12.04.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński