Młodzi trockiści. Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP [4.]


Jeśli Bóg pozwoli, napiszę i opublikuję  osiem tekstów pod wspólnym tytułem „Szkice krytyczne z historii politycznej i gospodarczej III RP”. Będą to następujące teksty:

  1. Prymat bezkarności
  2. 13 grudnia 1981
  3. Gierek vs Jaruzelski
  4. Młodzi trockiści
  5.  Rozpad Związku Sowieckiego
  6.  Zmierzch hegemonii globalnej
  7. Wojna oligarchów  
  8.  Upadek III RP.

Młodzi trockiści.
Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP

Jeżeli po omówieniu wydarzeń z 13 grudnia 1981 roku przyjąć, że były punktem zwrotnym w powojennej historii Polski, nadal pozostaje problem, jak uporać się  z oficjalnym ogłoszeniem rzekomego  „przełomu ustrojowego” w 1989 roku. W dwóch wcześniejszych „Szkicach …” odkrywałem może mało oryginalną, lecz  niechętnie przyjmowaną do wiadomości, że przełomem był wojskowy zamach stanu, a nie oficjalna wersja „okrągłego stołu”. Co pewien czas słychać było  krytyczne uwagi, że przełom „okrągłego stołu” miał przede wszystkim znaczenie teatralne, ale nawet to nie ułatwia ustalenia głównych aktorów (a tym bardziej reżyserów spektaklu). Z pewnością wielu uczestników tego spektaklu nie wiedziało, w co się pakują (firmując przedsięwzięcie, które zafundował im nieoczekiwany bieg wydarzeń).

Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON) – organ administrujący Polską w czasie stanu wojennego. Powstała w nocy 12/13 grudnia 1981, a rozwiązała się 21 lipca 1983. Kierowana przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego WRON miała charakter pozakonstytucyjny, posiadała cechy junty wojskowej. 14 grudnia 1981 r. Fot. za wikipedia.org

Druga  część  „Szkiców…” została poświęcona  identyfikacji jednego z głównych aktorów tego spektaklu. Nie była to bynajmniej, jak wówczas naiwnie sądzono i nadal naiwnie się sądzi, „strona rządowa” lub „strona komunistyczna”. Niechęć do zajrzenia za kulisy „okrągłego stołu” z pewnością sprzyjała akceptacji  stereotypów wypranych z elementów personalnych. Być może nie wszystkim Czytelnikom odpowiada rozstanie się z tym, w gruncie rzeczy niejasnym określeniem, gdy przed oczami pojawia się bardziej konkretny i wyrazisty wizerunek nielicznej junty wojskowej, która po zniesieniu rzekomego „stanu wojennego” dotrwała do 1989 roku . Przez cały okres rządów junta była otoczona wianuszkiem „upadłych aniołów” z kręgu zdemontowanych struktur „systemu komunistycznego”, co tylko  powiększało zamieszanie i sprzyjało realizacji przygotowanego za kulisami  scenariusza rzekomego „przełomu ustrojowego” dla zdezorientowanej publiczności. Prawie cała dekada lat osiemdziesiątych ub. wieku nie poszła jednak na marne. Wzmocniła bowiem siłę junty wojskowej, a zarazem poważnie osłabiła gospodarkę narodową.   

Kim była druga strona „okrągłostołowych negocjacji”? Opozycja antykomunistyczna? Solidarność? Jak w wielu podobnych przypadkach, takie ogólniki nie dają odpowiedzi, lecz raczej służą manipulacji politycznej. Niestety,  udało się przemycić do opinii publicznej niezbyt wyrafinowaną i pozbawioną historycznego uzasadnienia interpretację wydarzeń z 1989 roku według czarno-białej segregacji ideologicznej: komuniści-antykomuniści. Zastanawia dynamika, z jaką po 1989 roku wpisywały się w enigmatyczny antykomunizm różne, często skrajnie przeciwstawne organizacje, środowiska i penetrujące je agentury.  Powinno to budzić obawy i niepokój społeczny. Niepokoić powinno również enigmatyczne pojmowanie, czym faktycznie byli i skąd się wzięli polscy (sic!) komuniści.        

W ośmioletnim okresie rządów junty wojskowej wyszło na jaw, że nie czuła się ona spadkobiercą komunizmu, lecz raczej zasobów materialnych, kadrowych i politycznych, umożliwiających sprawowanie dyktatu politycznego, a także zwyrodniałej praktyki politycznej.  Jej „komunistyczna” ideowość spadła do zera, co wyjaśniam w poprzednich dwóch Szkicach. W latach 1981-1989 prowadziła  działalność, za którą „starzy komuniści” najchętniej przeprowadziliby czystkę kadrową, skazując przywódców junty na śmierć, a jej zwolenników wysyłając do gułagu. Potwierdzeniem tej oceny jest ostry konflikt z niechętnymi dyktaturze wojskowej i uznanymi za „beton” frakcjami partyjnymi o charakterze narodowym.  

Każe to przypuszczać, że zapewnienia o trzymaniu się socjalizmu miały   deklaratywny charakter, bardziej obliczony na zminimalizowanie znaczenia zamachu stanu, aniżeli wyrażały szczere „wyznanie ideowe”. Problem mentalności junty wojskowej omówimy przy innej okazji. Zapewne jednak Czytelnika bardziej interesuje, kim byli jej główni partnerzy.

Tutaj konieczne jest przypomnienie, iż nie uwzględniamy chwilowo uwarunkowań zagranicznych, których znaczenie jest nie do przecenienia. Chodzi przede wszystkim kolejno o stosunki ze Związkiem Sowieckim oraz Stanami Zjednoczonymi, a także o trzęsące obydwoma imperiami siły zakulisowe. Zostawienie na pewien czas tych uwarunkowań na uboczu z konieczności upraszcza i zniekształca przestawiony niżej zarys sytuacji, wywołując może zbyt przesadne wrażenie samoistnej degeneracji ośrodków władzy politycznej w Polsce, a nie poddania się także płynącej z zewnątrz zgniliźnie moralnej i politycznej. Przed takim odbiorem poniższych analiz warto się bronić, ale nie warto bagatelizować faktów historycznych.

Zbrodnie III RP nie wynikają z natury i kultury Polaków

Drugą stroną porozumienia i teatralnych „okrągłostołowych negocjacji” nie była enigmatyczna, rozkojarzona i bezkrwista opozycja antykomunistyczna. To powinno być jasne. Nie warto szerzej wyjaśniać, że coś takiego jak „opozycja antykomunistyczna” nie ma racji bytu. Rację bytu mają konkretni ludzie i konkretne organizacje polityczne, zazwyczaj wspomagane przez entuzjastów, lepiej lub gorzej zorientowanych w sytuacji. Ci ludzie i organizacje nie tworzyły jednolitego ruchu politycznego. Niektóre organizacje miały charakter internacjonalistyczny, a inne – narodowy. Jedne dążyły do niepodległości Polski, inne do włączenia Polski w orbitę wpływów amerykańskich lub niemieckich.   

Z czasem antykomunistyczne barwy przybrało wielu polityków, publicystów i naukowców, którzy w okresie komunistycznym utracili intratne stanowiska partyjne i rządowe, przegrywali w rozgrywkach wewnątrzpartyjnych;  z różnych powodów rzucali legitymacje partyjne etc. To wtedy, gdy nad ekipą Edwarda Gierka zaczęły gromadzić się czarne chmury,  oportunizm przybrał na sile.

Wspominam o tym dlatego, że pojęcie antykomunisty jest bardziej pojemne, niż można sądzić bez analizy faktów. O kogo konkretnie chodzi? Ponadto nie jest to główny  problem, a przypisywanie mu pierwszoplanowego znaczenia, spycha ważniejsze problemy na podrzędne miejsce.

Zasadniczy problem nie polega na odróżnieniu komunistów od antykomunistów, lecz na jasnym rozgraniczeniu zwolenników niepodległości Polski i ich przeciwników. Komuniści są głównie przeciwnikami niepodległości, ale należy pamiętać, że przeciwników niepodległości nie brakuje również wśród ludzi deklarujących swój antykomunizm.    

Czyli mistyczna „opozycja antykomunistyczna” realnie nie istniała i nie istnieje, natomiast istniało i ma się dobrze myślenie mistyczno-ideologiczne, w którym takie ogólnikowe terminy, jak „opozycja antykomunistyczna”, okazują się potrzebne i żywotne, co umożliwia odwrócenie uwagi opinii publicznej od rzeczywistych problemów, układów politycznych i manipulacji opinią publiczną.  Co się faktycznie kryje pod  terminem „opozycji antykomunistycznej” w Polsce? Na to pytanie spróbujemy przy okazji częściowo odpowiedzieć.

Drugą stroną porozumienia „okrągłego stołu” był odrodzony u schyłku lat sześćdziesiątych ub. wieku nurt skrajnie komunistyczny, a mianowicie frakcja trockistowska  (powojenne pokolenie trockistów). Nie mam tutaj możliwości omówienia mocno powikłanej historii ruchu trockistowskiego w Polsce i w świecie, jednak konieczne wydaje się przypomnienie kilku podstawowych faktów historycznych. Najważniejszym faktem, moim zdaniem,  jest to, że ruch trockistowski zrodził się i rozwinął właśnie jako skrajnie rewolucyjny nurt komunistyczny, zachowujący w swych programach  najważniejsze koncepcje ideologiczne Lwa Trockiego.

Do głównej koncepcji „permanentnej rewolucji” stanowiącej najważniejszy punkt sporny w ramach światowego komunizmu, trzeba koniecznie dodać wrogie stanowisko Trockiego wobec stalinizmu i Związku Sowieckiego, które zostało przejęte przez większość odłamów trockizmu w Europie i na obydwu kontynentach  Ameryki. Koncepcja „permanentnej rewolucji” jednoznacznie wskazuje na czysto destrukcyjny charakter trockizmu, zaś   najważniejszym i obfitującym w poważne konsekwencje geopolityczne składnikiem tej koncepcji było dążenie do hegemonii globalnej  (komunizmu, ale tylko do pewnego momentu), co wiązało się z bezwzględnie antynarodowym i antypaństwowym nastawieniem trockistowskich aktywistów.

 W jakim stopniu odrodzona w Polsce frakcja trockistowska kontynuowała to stanowisko? Historia dostarcza wielu przykładów, iż trockizm stanowił silną, niepodważalną, bezpośrednią motywację do działalności politycznej w przedwojennej Polsce, zaś po II Wojnie Światowej rzadko wyrażaną otwarcie. Jak zwykle, okoliczności i względy taktyczne uzasadniały zaciemnianie tego stanowiska. Określenie „młodzi trockiści” stosuję dlatego, że pojawienie się tej frakcji  było początkowo odbierane w kręgach partyjnych jako dziecinna zabawa rozpieszczonych dzieci wpływowych działaczy partyjnych, lub jako „wydarzenia studenckie”. Gdy „młodzi trockiści” przestali być młodzi, okazało się, że jest inaczej.  

Antynarodowy charakter ideologii trockistowskiej przekłada się bezpośrednio na politykę antypolską, a równolegle na jawną wrogość do Związku Sowieckiego. Ponieważ trockistowska krytyka stalinizmu i Związku Sowieckiego zbiega się z innymi – w tym niepodległościowymi – nurtami krytyki polityki Józefa Stalina (zwłaszcza „kultu jednostki”), doszło do poważnego nieporozumienia, jakoby frakcja trockistowska w Polsce była sojusznikiem sił niepodległościowych.   

Już można częściowo sprostować  rozpowszechnioną później opinię na temat rzekomego „przełomu ustrojowego” z 1989 roku. Sprostowanie polega na zakwestionowaniu pierwszorzędnej roli ruchu „Solidarność” w przeprowadzeniu tego „przełomu” lub używając górnolotnych zwrotów „ budowania nowej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej”. Przecież ruch „Solidarności” został wcześniej gruntownie i brutalnie spacyfikowany przez juntę wojskową. Na ten temat łatwo znaleźć opracowania i wypowiedzi faktycznych przywódców spacyfikowanej „Solidarności”, które uzupełniają to lakoniczne stwierdzenie.  Obydwie strony negocjacji „okrągłego stołu” – junta wojskowa i frakcja trockistowska -były de facto bliskimi sobie grupami wywodzącymi się z najwyższych kręgów  władzy komunistycznej, które z łatwością porozumiały się ponad społeczeństwem i przeciwko interesom narodowym (o tym szerzej napiszę w następnych „ Szkicach…”). Do wspólnego dzieła wyobcowana ze społeczeństwa junta wniosła funkcjonujące instytucję państwowe oraz brak  zainteresowania sprawami narodowymi, zaś trockiści dodali specyficznie pojmowany „antykomunizm”, zredukowany do ostrej krytyki Stalina i ustroju sowieckiego. Silnym atutem trockistów były rozliczne powiązania ze światowym ruchem trockistowskim, który właśnie przeżywał renesans (co wymaga również szerszego omówienia).

Był to sojusz dwóch frakcji władzy sowieckiej, de facto najbardziej obciążonych  historią zbrodni komunistycznych. Rozpoczyna on nową epokę bezkarności władzy politycznej, której przysługuje nazwa III RP.

W ówczesnych kombinacjach politycznych, którym nadano później rangę „wydarzenia światowego”, tj. upadku komunizmu w Polsce (podobnie , jak październikowemu zamachowi stanu w 1917 roku  w Rosji nadano rangę wielkiej Rewolucji Październikowej), nie chodziło bynajmniej o nieokreślone bliżej środowisko ideowe,  lecz o zorganizowaną i przygotowaną do objęcia władzy grupę ludzi głównie pochodzenia żydowskiego, jawnie deklarującą orientację trockistowską.

Te uwagi ułatwiają rozeznanie sytuacji. W punkcie wyjścia, czyli w marcu 1989 roku, po kilku latach przygotowań do działalności politycznej daje o sobie znać skupiona wokół Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego młodzież trockistowska, sama nazywająca się „komandosami”, zaś na drugim planie ujawniają się działający na wpół jawnie  opiekunowie polityczni  i wychowawcy tej młodzieży pełniący wysokie funkcje państwowe i naukowe.  Nie jest konieczne ścisłe ustalenie, jakie były przekonania wspomnianych opiekunów i wychowawców. Można domniemywać, że wśród nich największe znaczenie miały osoby ze środowiska syjonistycznego, które po 1967 roku „odwróciły się” od  Związku Sowieckiego. Ten aspekt przeobrażeń politycznych w łonie ówczesnej władzy politycznej dotyczy ówczesnych zależności między Polską i imperium sowieckim. Jest to jeden z najbardziej trudnych do wyjaśnienia aspektów historii trockizmu i syjonizmu w Polsce. 

Fot. Październik 1979, Warszawa, Polska, Głodówka członków Komitetu Obrony Robotników w kościele św. Krzyża, z przodu od lewej: Jan Lityński, Jerzy Markuszewski, Antoni Macierewicz, Adam Michnik, z tyłu: Joanna Gwiazda, Anka Kowalska, Jacek Bierezin. Fot. Janusz Krzyżewski/Ośrodek KARTA

W późniejszych latach ważną rolę w propagowaniu koncepcji trockistowskich odegrał Komitet Obrony Robotników, który zyskał nadzwyczaj silne poparcie zagraniczne.  Warto jednak zauważyć, że składał się  on z dwóch odłamów  „opozycji politycznej”. Poza dominującymi w KOR  trockistami znajdowała się „grupa aktywistów”, wśród których wymienia Andrzej Sowa wymienia Antoniego Macierewicza, Piotr Naimskiego, Jakuba Karpińskiego i Ludwika Dorna. Z perspektywy historycznej grupę tę można uznać za mniej rewolucyjny i odrzucający retorykę antynarodową,  syjonistyczny odłam KOR-u. 

Na marginesie warto zauważyć, że chociaż światowy ruch trockistowski  (podobnie jak syjonistyczny) był sensu stricte ruchem żydowskim, to nie można utożsamiać tero ruchu z narodem żydowskim. Niepotrzebne uogólnienia prowadzą  do odrzucanego tutaj myślenia mistyczno-ideologicznego, które uniemożliwia konkretną analizę historyczną, a w istocie rzeczy przekreśla znaczenie historii.  Trockizm nie stanowi jedynego przejawu aktywności politycznej Żydów, co obecnie jest szczególnie dobrze widoczne. Oceniając z perspektywy historycznej  środowiska żydowskie w Polsce należy uwzględnić, że tworzyły one różne własne orientacje ideologiczne, polityczne i religijne, wśród których trockizm nie cieszył się szerokim poparciem. I odwrotnie, trockiści znajdowali się w różnych ugrupowaniach politycznych; nie tylko w ugrupowaniach komunistycznych, lecz także w ruchu syjonistycznym (BUND) czy w socjalistycznym (PPS). 

Interesujący  może być fakt, że współcześnie wśród Żydów znaczny wpływ i rosnącą popularność mają przeciwne trockizmowi, natomiast bliższe syjonizmowi,  ugrupowania religijne. Na tle naszkicowanej pobieżnie różnorodności, trockizm stanowi największe zagrożenie dla  życia narodowego i państwowego, nie tylko w Polsce, lecz w świecie. Jego dopuszczenie do władzy politycznej w Polsce stało się główną przyczyną upadku politycznego, kulturalnego i gospodarczego Polaków, a zarazem przeniesienia ich do „wirtualnej rzeczywistości” politycznej i gospodarczej. 

Symbolem tego upadku i fałszu jest nadanie imienia Jacka Kuronia jednej z reprezentacyjnych sal konferencyjnych Sejmu RP.

Nadal istnieje szereg niejasności. Jakie były twarde punkty porozumienia junty wojskowej z frakcją trockistowską? Twarde, ponieważ ich sojusz trwał niemal przez trzydzieści lat (dopiero obecnie się rozpada). Skoro reżyseria „okrągłego stołu” miała na celu stworzenie fałszywego uzasadnienia dla przebudowy dotychczasowego układu politycznego, wybielenia oraz zapewnienia na przyszłość bezkarności obydwu stron porozumienia, trudno liczyć na to, że wszystkie karty zostaną wyłożone na stół. Niemniej jeden z tych twardych punktów możemy ustalić. Jest nim wzajemna gwarancja lojalności i wspólnej obrony przed naruszeniem zawartego porozumienia. Jak głęboko jednak sięgała owa lojalność? Czy obejmowała gwarancję bezkarności za zbrodnie popełnione na środowiskach walczących o niepodległość Polski w okresie komunistycznym? Kogo usuwała poza granice obszaru bezkarności? Czy była fundamentem późniejszej bezkarności w sferze gospodarczej? 

Nie wiadomo, co konkretnie obejmował „pakiet gwarancyjny”, możemy jedynie z wysokim prawdopodobieństwem stwierdzić, że dotyczył podziału wpływów i wzajemnego respektowania interesów (nie mając dostatecznego rozeznania, czyje konkretnie interesy były chronione). Nie możemy ustalić, co w tym pakiecie pochodziło z wpływów i uwarunkowań zewnętrznych, chociaż wiadomo, że bez gwarancji zewnętrznych porozumienie junty i trockistów byłoby słabe i kruche. Co za tym idzie, wszelkie modyfikacje gwarancji zewnętrznych muszą podważać stabilność układu. Te ostrożne uwagi mogą wydawać się nieistotne, lecz są one niezbędnym  wprowadzeniem do konkretnych ustaleń. Warto wiedzieć, czego się nie wie. To koniecznie wymaga zainteresowania się układem sił zewnętrznych, aby nie wpaść w pułapkę „fałszywej suwerenności” . Polska tkwi w tej pułapce od ponad siedemdziesięciu lat.

Lepiej natomiast widać słabe i silne strony obydwu partnerów porozumienia. Mają one niemałe znaczenie, gdyż dla jednej i drugiej strony słabe strony stanowiły swoiste pola minowe, zaś silne dawały szansę zachowania i umocnienia własnej pozycji politycznej i biznesowej. Otóż nietrudno dojść  do wniosku, że porozumienie między juntą wojskową i frakcją trockistowską było oparte na wzajemnej niewystarczalności i słabości stron. Bo oto przed nimi stale pojawiało się widmo klęski: odrodzenie narodowe. 

Pacyfikacja „Solidarności” nie mogła być traktowana inaczej, aniżeli tylko jako przejściowe osłabienie tego zagrożenia, które  nie daje dostatecznych szans na przyszłość. Popularne obecnie wśród upojonych sukcesami działaczy politycznych w Polsce bagatelizowanie sił narodowych, widoczna gołym okiem irytacja przywódców politycznych wobec dążeń i protestów narodowych, żenujące próby strojenia się w szaty polskich patriotów, to wszystko nie eliminuje poczucia zagrożenia. 

Nie twierdzę, że widmo odrodzenia narodowego było głównym powodem   chorego  w gruncie rzeczy sojuszu. Ale z pewnością nie był to czynnik bez znaczenia. „Okrągły stół” był przemyślaną próbą eliminacji środowisk niepodległościowych z polityki państwowej, co jednak się niezupełnie udało.

31.08.1980, Stocznia Gdańska, Porozumienia Sierpniowe n/z Anna Walentynowicz z doradcami strajku w Stoczni Gdańskiej, od lewej: Bronisław Geremek, Tadeusz Kowalik, Jerzy Stembrowicz, Andrzej Wielowieyski, Jan Strzelecki, Bohdan Cywiński, Tadeusz Mazowiecki. Fot. Fotonowa / Arch. A. Friszke

 Zagrożenie ze strony środowisk niepodległościowych  musiało tkwić obydwu stronom porozumienia głęboko w pamięci, skoro po pięćdziesięciu latach eliminowania dążeń niepodległościowych ujawniło się w postaci dziesięciomilionowego ruchu „Solidarność”. Dla junty wojskowej przyjmowało ono postać nieuchronnych rozliczeń za przeprowadzony zamach stanu i  zbrodnie „stanu wojennego”. To znany problem zachowania bezkarności, który nęka  każdą juntę wojskową. Problem ten wielokrotnie odżywał kiedy już wydawało się, że metody pacyfikacji społeczeństwa są skutecznym i uniwersalnym sposobem zachowania status quo. Zapewne był to najsłabszy punkt junty wojskowej, który stwarzał wobec niej możliwości stosowania presji i szantażu ze strony „partnera” oraz czynników zewnętrznych. Później doszły inne słabości.

Zagrożenie ze strony środowisk niepodległościowych jeszcze mocniej odczuwała frakcja trockistowska, co miało silnie uzasadnienie historyczne. Trockiści nastawieni skrajnie antynarodowo sami nieuchronnie wzmagają to zagrożenie. Posunięcia taktyczne i propagandowe, wyrażające różnego rodzaju „zatroskanie” o przyszłość Polski, pochylanie się nad polską tożsamością narodową i religijną, obawy związane z narastaniem patologii społecznych, stawanie w obronie Kościoła etc. zużywały się szybko ( jak mydło w czasie kąpieli). Po trzydziestu latach przekonują one jedynie półgłówków.

W istocie rzeczy wymóg bezwarunkowej wrogości  wobec narodu i państwa mógł być kontynuowany jedynie w ramach zmasowanego ataku na państwa narodowe w skali światowej. To jest pięta achillesowa trockistów, ponieważ są oni przywiązani do kieratu „rewolucji światowej”, z którego nie mogą się wydobyć. Gdy okoliczności podważają realizm dążeń do hegemonii globalnej, stają się fanatykami idei, która prowadzi ich ku przepaści. Renesans światowego trockizmu wynikał z dążeń do hegemoni globalnej światowej oligarchii finansowej. W ślad za tymi dążeniami powstała obfita literatura historycznych fałszów o „zmierzchu państw narodowych”, historycznej konieczności globalizacji, wielokulturowości, etc. Trockizm w Polsce uzyskał w ten sposób wsparcie „intelektualne”.

Czasy się jednak zmieniają.

Walka z odrodzeniem narodowym i państwowym, czyli bezwzględny wymóg ideologiczny trockizmu, pośrednio usprawiedliwia dotychczasowe zbrodnie komunistyczne, a także promuje każde inne, które podważają lub osłabiają byt narodowy i państwowość. W ostatecznym rachunku są one przecież  czynnikiem niszczącym życie narodowe.

Nie ma większej zbrodni, niż niszczenie narodów.

Nowa młodzieżowa generacja trockistów pod bezpośrednim kierownictwem Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego nie była obciążona tymi zbrodniami, lecz nie mogła zerwać ciągłości historycznej: ideowej i pokoleniowej. Nie mogła pozwolić na to, aby obciążające ich duchowych i rzeczywistych rodziców  zbrodnie komunistyczne zostały odkryte  i napiętnowane, zaś sprawcy ukarani. Histeryczny atak KOR-u na demonstrantów Zjednoczenia Grunwald w marcu 1981 roku, żądających ukarania sprawców komunistycznych zbrodni na Polakach, najlepiej świadczy o wspomnianej ciągłości historycznej. Jeszcze pamięć o tych sprawcach zbrodni nie została zamknięta w niedostępnych zasobach archiwalnych, by  dało się je łatwo zatuszować albo puścić w niepamięć. Nie chodzi o zwykłe przestępstwa kryminalne, lecz o dokonanie holocaustu na polskiej inteligencji, o zbrodnie zwyrodniałych katów narodu polskiego, o niszczenie życia narodowego.

Sposobem na osłabienie presji sił niepodległościowych było przekształcenie frazeologii komunistycznej w frazeologię liberalną. Umożliwiło to trockistom „odstawienie tematu na bok”, ale temat trockistowskich  zbrodniarzy komunistycznych  wraca jak upiór każdej nocy. 

                                                ***

Słabości junty wojennej i grupy trockistowskiej wydają się ewidentne. W normalnych  warunkach historycznych  szanse za utrzymanie władzy politycznej nad czterdziestomilionowym narodem byłyby znikome. Zapewne Bronisław Geremek nie wyrażałby głośno radości, że „tak łatwo poszło”, gdyby nie działanie sił zewnętrznych.

Gen. Czesław Kiszczak i prof. Bronisław Geremek dobrze rozumieli się w realizacji dalekosiężnych planów w stosunku do Polski. Fot. Inter.

Czynnikiem, któremu przypisuję duże znaczenie jako „silnej stronie” trockistów, było utrwalenie komunistycznego przywileju bezkarności. Występuje fundamentalna różnica między praworządnością i bezkarnością. Korzystanie z tego przywileju – ograniczania lub łamania norm moralnych i prawnych –  sprawia, że skuteczność w sferze politycznej i gospodarczej wzrasta,  im większy jest przywilej bezkarności.      

Ekonomia a ideologia trockistowska

U późniejszych uzurpatorów, „reprezentantów” i „przywódców” Polski odkrywamy słabość, która  jest niemożliwa do przezwyciężenia. Do końca  „steruje” ich zachowaniami. Jest nią niejako wrodzona  niekompetencja w sprawach ekonomicznych. Jeżeli korzyści ekonomiczne można czerpać z bezkarnego przywłaszczania cudzego majątku, z gangsterskich procedur bankowych, z handlu szkodliwymi dla zdrowia i życia produktami, z korupcji politycznej etc., przestawienie prawa i polityki na rozwój społeczno-ekonomiczny  jest po prostu niemożliwe.

Przewaga myślenia ideologicznego (szczególnie trockistów) nad myślą o rzeczywistości  społecznej i ekonomicznej prowadzi  do degradacji myśli ekonomicznej, a zatem pozbawiła ich elementarnych zdolności uprawiania polityki gospodarczej. Należy uważnie odróżniać ideologów od ekonomistów, chociaż ci pierwsi  legitymują się niekiedy tytułami profesorskimi z ekonomii.  

Różnica między ideologami i ekonomistami jest kolosalna. Ideolodzy popędzają masy ludzkie do realizacji forsowanych przez siebie celów, sprzecznych z interesem publicznym i na ogół niejawnych. Jakie były rzeczywiste cele tzw. terapii szokowej? Podobna „twórcza destrukcja” ma charakter ideologiczny, toteż koliduje  z działalnością  ekonomistów (naukowców, praktyków), których głównym  zadaniem jest  rozpoznać rzeczywistość społeczno-gospodarczą w celu przygotowania realistycznej i skutecznej polityki gospodarczej. Ekonomiści w Polsce zostali wyrugowani przez ideologów.   

Garstka trockistowskich ideologów posługujących się liberalnymi hasłami i czczą obietnicą powszechnego dobrobytu okazała się poważnym zagrożeniem dla bytu narodowego Polaków, zwłaszcza gdy sięgnęła   po najważniejsze stanowiska rządowe. Strzeżcie się ideologów przebranych za ekonomistów.

Ekonomia interesuje się rzeczywistością społeczną. Na  rzeczywistość społeczną składają się złożone i wielowarstwowe procesy ekonomiczne, polityczne, kulturowe itp., których nie należy nierozważnie ignorować. Poznanie tych procesów jest uchronieniem rządów od ślepoty.

Ucieczka od polityki gospodarczej była jedynym możliwym rozwiązaniem w tej schizofrenicznej sytuacji. Pod względem polityki gospodarczej  junta wojskowa w latach 1981-1989  okazała się wzorcowym przykładem słabości wszelkich junt wojskowych. Być może właśnie ta słabość doprowadziła generała Jaruzelskiego do paktowania z szatanem. Delikatnie mówiąc, jest to fenomen „demontażu społecznego podziału pracy”:  sektor obrony narodowej zostaje cynicznie wykorzystany do przewrotu politycznego i przejściowo zyskuje dominację nad pozostałymi sektorami (z którymi junta wojskowa nie bardzo wie, co robić).  Ów „demontaż”  zerwał dotychczasowe więzi społeczne i gospodarcze oraz skierował  armię polską na tory autodestrukcji. To, co stało się z sektorem obrony narodowej w Polsce jest powszechnie znane. Został on praktycznie pogrzebany.

Zamach wojskowy był  ostrym wtargnięciem w obszar życia społeczno- gospodarczego, który można było przejściowo kontrolować przy pomocy komisarzy wojskowych i służb informacyjnych, ale którego nie można było zrozumieć i rozwijać. To są sprawy proste, które nie wymagają komentarza.

Spotkanie rządu z Solidarnością: Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz, 16.02.1990 (Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta )

Co do trockistów, sprawy przybrały gorszy obrót. Grupa ta przejęła bezpośrednio kontrolę nad polską gospodarką narodową, obsadzając najważniejsze sektory  gospodarcze, w tym zwłaszcza sektor finansowy. Wywołała potężną falę demagogii neoliberalnej, na której budowała swoją „mądrość ekonomiczną” wedle zaleceń MFW. Szybko jednak okazało się, że ambicje kierownicze grupy trockistowskiej nie mają żadnego pokrycia w zainteresowaniach, doświadczeniu i kompetencjach gospodarczych.

Trockiści nigdy nie dysponowali doświadczeniem ekonomicznym, może z wyjątkiem negatywnych doświadczeń z wprowadzeniem „komunizmu wojennego” w pierwszych latach istnienia Rosji sowieckiej.  Chodziło również  o wspomnianą wcześniej  niezdolność kierowania gospodarką narodową. Skoro niniejsze szkice dotyczą historii, warto przypomnieć, że Trocki i jego następcy gotowi byli wrzucić Rosję „w ogień rewolucji światowej”, zaś ich koncepcje ekonomiczne były  pozbawione realizmu, gdyż w ten sposób podcinali gałąź, na której bezprawnie usiedli. Zaskakująco podobnie działo się w ostatnich kilku latach w Stanach Zjednoczonych.  

Nikogo nie powinno dziwić, że trockiści w Rosji ostro przeciwstawiali się planowaniu i industrializacji. Był to główny punkt sporny w kwestiach gospodarczych między antynarodową koncepcją Trockiego i bardziej realistyczną wykładnią internacjonalizmu Stalina, który w krytycznych sytuacjach bez wahania odwoływał się do patriotyzmu i interesu narodowego Rosjan. To wymowny przykład z historii, jak skrajne ideologie komunizmu  uniemożliwiają rozwój społeczny i gospodarczy.

Historia się powtarza 

Analizując perturbacje związane ze zdobywaniem przez ugrupowanie trockistowskie  władzy politycznej i ekonomicznej w Polsce, najbardziej razi żenujący poziom argumentacji  powołanych do rządu po 1989 roku polityków, bezmyślnie forsujących dyrektywy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (wbrew elementarnym kryterium ekonomicznej racjonalności  i zdrowemu rozsądkowi).  MFW był pasem transmisyjnym pomiędzy ugrupowaniem trockistowskim w Polsce, a światową oligarchią finansową. Dla MFW  nieznajomość realiów społecznych i ekonomicznych Polski  nie była przeszkodą w forsowaniu absurdalnych i  szkodliwych dla Polski zaleceń. Natomiast stawiała układ polityczny  „wasz prezydent, nasz premier” w skrajnie idiotycznym położeniu. Ugrupowanie trockistowskie wraz juntą zostało zaprzęgnięte do realizacji najbardziej absurdalnych i szkodliwych zaleceń, przeistaczając się w zbiorowego „ekonomistę do brudnej roboty”. Ze strony trockistów  nie była to jedynie cena za zewnętrzne wsparcie, lecz również przejaw obłędnego zaangażowania ideowego.                 

                                                ***

Ale chodzi nie tylko o życie gospodarcze. Chodzi również o rozumienie elementarnych zagadnień politycznych, wśród których jedno nie zapewnia  spokoju: na dłuższą metę władza polityczna zależy od posiadanych  zasobów materialnych, finansowych, kadrowych  i intelektualnych. Lekceważenie tych zasobów w dłuższym horyzoncie czasowym prowadzi do utraty władzy politycznej. Okazało się  to równią pochyłą, po której zarówno junta wojskowa, jak i trockiści  staczali się ze szczytów władzy. To immanentna słabość każdej junty wojskowej. Zasadniczą przyczyną osłabienia jej wpływów politycznych było, moim zdaniem, zlekceważenie i „odpuszczenie” własnych powinności wojskowych, fascynacja perspektywami biznesowymi, koniunkturalne podporządkowanie czynnikom zewnętrznym, a przede wszystkim zezwolenie na degradację sektora wojskowego. Wraz z rozbrojeniem Polski znaczenie polityczne junty wojskowej zostało sprowadzone do roli nocnego stróża (odwołanie do Adama Smitha nie jest tutaj skrótem myślowym). Natomiast trockiści okazali się z kolei nieodporni na perturbacje w łonie światowej oligarchii finansowej, która pod wpływem globalnego kryzysu radykalnie zmieniła strategię globalnej ekspansji, odchodząc od idei hegemonii globalnej.  

Szczególną uwagę zwracam na wspomnianą niezdolność kierowania gospodarką narodową. To zagadnienie omówię niebawem bardziej konkretnie. Tutaj dodam jedynie, że stopniowo rozbudowano propagandową osłonę owej niezdolności, przerzucając odpowiedzialność na nieistniejący „wolny rynek”, wyszukując i wyolbrzymiając sporadyczne efekty, zalewając opinię społeczną czczymi obietnicami świetlanej przyszłości, prezentując zagraniczny biznes jako rzekomo polski, fałszując statystyki i wybory parlamentarne, etc.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Spotkanie Przewodniczącego Rady Państwa PRL, gen. Wojciecha Jaruzelskiego z młodzieżą w programie „Szczerość za szczerość” w studiu Teleexpresu Telewizji Polskiej. Trzeci od prawej stoi szczery Max Kolonko. Warszawa, listopad 1987 r. Autor zdjęcia: Jan Morek, źródło: PAP, za: archiwum.rp.pl / wybór ilustracji do artykułu wg.pco

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.12.29.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński