Ukraince należy poradzić, by pisała „na Berdyczów”


Data zmiany roku nie ma dla mnie znaczenia. Za oknem zaczyna się sylwestrowa kanonada. Spać się nie da. Nikt mnie nie zaprosił ani ja się nie wprosiłem na żadną zabawę. Dla poprawy nastroju jebnąłem większy koniaczek. Nastrój poprawił mi się na tyle, że zachciało mi się coś napisać.

Od rana chodzi za mną sprawa Ukrainki, wymachującej w Warszawie flagą na której napisała, że żąda, żeby Polacy przestali mówić „na Ukrainie” i mówili „w Ukrainie” i pewnie nie „na Ukrainę” tylko „do Ukrainy”. Na pierwszy rzut oka wydało mi się to tak głupie, że pomyślałem, iż ktoś wynajął tę kobietę.

Z drugiej strony przypomniałem sobie, że nie tylko jakaś Ukrainka ma idiotyczne pretensje do Polaków o imperializm, traktowanie z wyższością i niewolnictwo. Przecież sama Olga Tokarczuk parokrotnie powtórzyła zarzut, że w przeszłości Polacy zajmowali się niewolnictwem.

W demonstracji tej Ukrainki pewnie o wywarcie takiego wrażenia chodziło.
Szukanie w języku przejawów dyskryminacji płci, ras, narodów i nawet zwierząt, to popularny współcześnie trend w naukach społecznych i humanistycznych, które ociekają lewacką ideologią, jak wielkanocna babka lukrem. I to mi konweniuje (tu łyczek koniaczku).

Gdy zacząłem głębiej wnikać w problem, to przypomniałem sobie, że doszukiwanie się polskiego imperializmu, nacjonalizmu w określaniu nazw geograficznych nie zaczęła ta podstawiona Ukrainka.

Przed kilkunastu laty zaczął to niesławnej pamięci pisarz (czy był kandydatem do literackiego nobla?) Andrzej Szczypiorski. Chyba nawet odegrał w tej sprawie pionierską rolę. Szczypiorskiego, podobnie jak podstawioną Ukrainkę, raziły określenia „na Ukrainie” , „na Litwie”, „na Białorusi” i może inne tym podobne. Według Szczypiorskiego należało tę imperialno – nacjonalistyczną manierę wyeliminować z języka polskiego.

Sprawę wówczas wziąłem na zdrowy rozum i to, czego chciał Szczypiorski, wydało mi się zwyczajnie głupie. Mam małe pojęcie o historii języka polskiego, za to całkiem przyzwoite o historii Polski i tak sobie zacząłem analizować tę historię i wyszło mi, że to mówienie „na” nie jest oznaką żadnego imperializmu i nacjonalizmu, ale historycznie ukształtowanym traktowaniem regionów i krain z Polską związanych i traktowanych przyjaźnie oraz uznawanych za swoje w sensie swojskości, a niekoniecznie podległości.

Niby jak miały być traktowane, skoro były częścią Rzeczpospolitej. Gdy te formy określania miejsca kształtowały się, to nikomu nie śniła się niepodległa Ukraina, Białoruś, a Litwa traktowana była zupełnie inaczej niż dzisiejsze państwo litewskie.

Jeśli uznać argumenty Szczypiorskiego i wspomnianej Ukrainki, to dojdziemy do zupełnych nonsensów. Proszę zwrócić uwagę, że na przykład mówimy „na Antarktydzie”, „na Gerlandii”. Nie słyszałem, żeby Polska kiedykolwiek chciała podbijać te krainy i robić z Eskimosów pańszczyźnianych chłopów.

W świetle ostatnich „rewelacji”, głoszonych o historii Polski przez Włodzimierza Putina, pewien problem może być z Madagaskarem. Mówimy „na Madagaskarze” i to może być argument dla Putina, potwierdzający nasz antysemityzm, ponieważ faktem jest, że były w czasach II Rzeczpospolitej plany przesiedlenia Żydów z Polski na Madagaskar.

Pewnie Szczypiorski nie byłby zachwycony zestawieniem go z Putinem, ale idiotyzmy wypowiadane przez obu są porównywalnej skali.

Kontynuując rozważania na temat , czy mówienie „na Ukrainie” itd. jest przejawem imperializmu i poniżania niepodległych dzisiaj państw i narodów, trzeba zwrócić uwagę, że język polski jest tu „wewnętrznie” niekonsekwentny.

Mówimy bowiem „na Śląsku, „na Mazowszu” czy „na Pomorzu”, ale przecież coś jest „w Wielkopolsce”, a moja rodzinna Stalowa Wola „w Małopolsce” z tym, że po sąsiedzku jedzie się „na Lubelszczyznę”, która też historycznie leżała „w Małopolsce”. A żeby było ciekawiej, to Stalowa Wola leży „na” historycznej Sandomierszczyźnie, ale forma „w” Sandomierszczyźnie również jest prawidłowa.

Wniosek jest jeden; trzeba tej Ukraince we wspomnianej sprawie poradzić, by pisała „na Berdyczów”, a my podchodźmy z szacunkiem do naszych tradycji językowych i ignorujmy ideologiczne idiotyzmy, które w gruncie rzeczy niszczą naszą kulturę. I niech to będzie postulat „na Nowy Rok” (tu łyk koniaczku).

A Państwo wybieracie się „na Ukrainę” czy „do Ukrainy”?

Andrzej Szlęzak

*

Za: Andrzej Szlęzak – Facebook , 31 grudnia 2019.

Tytuł wpisu pochodzi od red. PCO.

Ilustracja tytułowa: Andrzej Szlęzak, autor felietonu. Fot. FB.

Przeczytaj więcej felietonów Andrzeja Szlęzaka na naszym portalu  >  >  >  TUTAJ.    

*

2020.01.03.
Andrzej Szlęzak

Autor: Andrzej Szlęzak