Rodzaje okupacji


Na początek ogłoszenie. Sprawa z rzekomym naruszeniem przez nas praw autorskich do pewnej fotografii zakończyła się dobrze. Niczego nie naruszyliśmy. Zamykamy to i milczymy. Wszystkich jednak uczulam na to, by uważali czyje zdjęcia publikują i w jakiej formie. Przypominam też, że mnóstwo muzeów udostępnia swoje zbiory w sieci zupełnie za darmo. Można z tego korzystać bez obaw.

Teraz do rzeczy. Od dawna myślałem o tym, by napisać tekst o rodzajach okupacji, ale to nie jest takie proste. Nie mogę jednak dłużej tylko myśleć, muszę coś zrobić, bo inaczej wszystkie spostrzeżenia dotyczące tematu gdzieś się rozejdą. Wczoraj na moim fb pojawiła się informacja, która mnie ostatecznie przekonała do tego, że nie ma co dalej się zastanawiać.

Oto w Białymstoku ma powstać meczet. To jest coś tak kuriozalnego, że aż zaniemówiłem. Jak wiemy znak znaczy. Ustawienie więc w mieście, które uchodzi za wielokulturowe, muzułmańskiej świątyni, jest podstępem wyjątkowym. Nie wiem czy ten meczet ma być duży czy mały, ale z tego co piszą Białostocczanie raczej duży. Od razu przypomniał mi się sobór na placu Saskim w Warszawie i jego szczęśliwe zburzenie po odzyskaniu niepodległości. Likwidacja soboru oznaczała bowiem usunięcie widomych znaków podległości państwa. I można oczywiście płakać, że to źle, bo piękny architektonicznie obiekt zniknął, ale to będą łzy fałszywe i trop wiodący wprost na manowce. Sobór został postawiony po to, by widać było do kogo należy Warszawa. Była to świątynia, w obrządku, który na terenie cesarstwa stanowił o porządkach oficjalnych. Na tyle jednak sprzecznych wewnętrznie, że nie dających się utrzymać wobec dziejowych wyzwań. Tak to delikatnie ujmę. Wielokulturowość w cesarstwie sprzyjała utrzymaniu państwa, składającego się z dziesiątek, jeśli nie setek konkurujących grup wyznaniowych, politycznych, ekonomicznych, załatwiających swoje interesy w ramach systemu i jednakowo nienawidzących cara, popów, kozaków i siebie nawzajem. Jeśli ktoś twierdzi, że wielokulturowość to pokojowe współistnienie, ten chyba oszalał. Bez czerkiesów szarżujących na demonstrujące tłumy, nie byłoby żadnej wielokulturowości. W pewnym momencie jednak zaczęła ona przeszkadzać i moment ten był dla państwa pułapką. Nie wytrzymało ono tej próby, bo nikt nie zrozumiał, że system jest za słaby, do tego, by otwarcie wystąpić przeciwko żydom, Polakom, Niemcom, Ukraińcom i całej reszcie. Pozostały po nim wielkie inwestycje budowlane, które były tylko wyrazem słabości. I tak jest zawsze – system odchodzi, a piramidy pozostają. O ile nie wezwie się ekipy rozbiórkowej. Ta zaś jest wzywana po to, by potwierdzić słabość systemu i jego koniec. Analogicznie – ekipy budowlane wzywa się po to, by potwierdzić moc systemu. Ta zaś domaga się próby. Stąd inwestycje okupacyjne prowadzone rozsądnie, nigdy nie rozpoczynają się od projektów bombastycznych. Najpierw jest skromnie i cicho, entuzjazm nie przekracza granic dobrego smaku i obłożony jest różnymi kokieteryjnymi warunkami. Mówi się dużo o sprawach nieistotnych, po to, by w końcu, pardon, wypierniczyć w środku jakiegoś miasta coś na kształt piramidy Majów zwieńczonej półksiężycem. Do tego dojdziemy niebawem. Sytuacja jednak nasza tym się różni od tej, za ostatnich Romanowów, że porządek, reprezentowany przez świątynie muzułmańskie jest tylko pozorem. W rzeczywistości rządzi ktoś inny. Wielokulturowość zaś gwarantowana jest dziś nie przez szarżujących Czerkiesów, ale przez aparat tajny i propagandowe media. Jeśliby ktoś to wyłączył na krótki czas, w takim na przykład Londynie, zaraz byśmy zobaczyli, czym naprawdę jest wielokulturowość i jak zachowują się nasi bracia muzułmanie, świadomi tego, że Mycroft, brat Sherlocka Holmesa już nie kieruje służbami specjalnymi imperium.

Meczet w Białymstoku to oczywista prowokacja i oczekiwanie na to, jak zachowają się mieszkańcy tego miasta, którzy staną się, od chwili ukończenia budowy, królikami doświadczalnymi w wielokulturowym laboratorium. Ciśnienia wywierane na tych ludzi będą duże, a możliwość reakcji i spektrum zachowań ograniczone. Dlatego już dziś organizacje czynne w tym mieście powinny zająć się planowaniem strategii na te trudne lata. Bo wszyscy mogą być tam pewni, że po ukończeniu tej budowy, skala prowokacji przekroczy wszystko, co do tej pory widzieliśmy. Były zaś minister Sienkiewicz już od dawna uważa, że bracia Holmes nie są godni wiązać rzemyka u jego sandałów. Co oczywiście prawdą nie jest.

I tak, w skrócie omówiliśmy sobie okupację, którą można określić jako kulturowa.

Pora na kolejną. W dostępnej w naszym sklepie książce zatytułowanej „Dzieje rywalizacji Anglii, Niemiec, Polski i Rosji” opisana jest kwestia tak zwanego sporu Gdańska z Elblągiem, czyli w istocie, opisana jest próba nałożenia kagańca przez konsorcja brytyjskie na cały handel środkowo europejski. Próba dokonania tej sztuki zakończyła się niepowodzeniem, ale jego efektem była zemsta, widoczna poprzez dwie, a raczej trzy śmierci – ścięcie Podlodowskiego w Stambule, gwałtowną śmierć Jana Kochanowskiego w Lublinie oraz zgon Stefana Batorego w Grodnie. W ten sposób Korona likwidowała ludzi, którzy ośmielili się wystąpić przeciwko jej interesom. Te zaś w owym czasie oznaczały po prostu monopol handlowy na terenie Polski i Litwy. Jeśli zrozumiemy, że pod całkowitą, ekonomiczną okupacją Anglików, była wtedy Moskwa, uderzy nas skala tego planu oraz związane z tym konsekwencje. Podporządkowanie Europy Londynowi nastąpiłoby w krótkim bardzo czasie, bo cóż by znaczył handel niderlandzki bez Gdańska, albo też cóż by znaczyły niemieckie porty na wschodzie, kiedy Dania, stałaby się – a co do tego nie należy mieć wątpliwości – najwierniejszym sojusznikiem Londynu. Oczywiście wybuchałby wojny, ale kontrola szlaków handlowych wiodących na Morze Białe i na Bałtyk, dawałaby Anglikom przewagę miażdżącą. Taką, jakiej nigdy, w całej swojej historii nie miała Wenecja.

Okupacja ekonomiczna w dawnych czasach to kontrola portów stanowiących ostatnie ogniwo szlaku handlowego prowadzącego z interioru nad morze. Czym jest taka okupacja dzisiaj, wiedzą mniej więcej wszyscy i wszyscy to opisują, nie używając jednakowoż słowa okupacja, ale innych słów, całkiem ze stanem faktycznym niekompatybilnych.

Przywykliśmy, nauczeni ciężkimi doświadczeniami dziejowymi, nie zwracać uwagi na te, miękkie rodzaje okupacji, które wcale miękkie nie są. Okupacją nazywamy wyłącznie to, co przytrafiło nam się w latach 1939-1945. Bo nawet okupację z lat 1794-1918 uznajemy za coś w istocie niegroźnego, co udało nam się przetrwać. To zaś, co dziś próbuje robić monsieur Putą, zwany prezydentem Rosji, wołając aj, waj, rurę sobie budują antysemici i faszyści, traktujemy jak żart. Nie jest to żaden żart, ale widoczny moment, że kończy się okupacja sektora gazowego przez kolegów monsieur Putą. I miejmy nadzieję, że ona się skończy, choć zapewne pojawią się głosy rozsądku wołające – on nie jest taki zły, nie drażnijcie go, bo się rozjuszy. Już wczoraj gazownia napisała, że wobec wszech ogarniającego zagrożenia, jesteśmy bezradni i pozostaje nam już tylko podnieść ręce do góry. Pozwolę sobie mieć inne zdanie na ten temat.

I tak omówiliśmy sobie pokrótce okupację fragmentaryczną, która polega na tym, że okupant opanowuje jeden lub kilka sektorów gospodarki, a państwo okupowane płaci mu haracz.

Wracajmy jednak do tego, co sami uważamy za okupację. To jest w rzeczywistości eksterminacja, która ma taki cel, by przed ostatecznym rozwiązaniem wykorzystać na skalę masową siłę roboczą zamieszkującą jakiś obszar. Uaktywnienie mechanizmów eksterminacyjnych wiąże się – w mojej ocenie – zawsze z kryzysem ekonomicznym w centrach władzy. To znaczy, że kiedy wybucha kryzys, gdzieś za chwilę dojdzie do masowej eksterminacji poprzedzonej wojną i budową obozów pracy. Chodzi o gwałtowne obniżenie kosztów i wpompowanie w globalny system dużej ilości produktów z różnych branż, których wytworzenie nic, albo prawie nic nie kosztowało. Stąd właśnie okupacje, eksterminacje i obszary zamkniętej produkcji niewolniczej istnieć będą zawsze. Bez tego nie ma gospodarki.

Tak zwana historia, rozumiana jako nauka, służy od samego początku właściwie, do ukrycia tego faktu, pod różnymi koncepcjami, których wspólną cechą jest wiara w ewolucjonizm, czy to poglądów, czy to metod produkcji, czy to czegoś jeszcze innego, na przykład gatunków.

Doświadczenia XX wieku podpowiadają nam, że mimo wysokich, w porównaniu ze stuleciem XVII, technologii, globalna gospodarka i aspirujące do władzy nad światem centra nie mogą zrezygnować z okupacji i eksterminacji, jako narzędzia obniżania kosztów produkcji. Musimy więc, mając powyższe na uwadze, bardzo pilnować powierzonego nam przez Boga kawałka ziemi i nie pozwalać na to, by różne szmondaki w typie byłego już ministra na literę S, próbowały tu coś zmieniać po swojemu.

To nie jest bynajmniej łatwe, z tego względu, że większość populacji mówiącej po polsku, nie rozumie opisanych tu kwestii, a także z tego powodu, że zgromadzenie budżetu na działalność blokującą okupację, leży jedynie w gestii państwa. Mniejsze organizacje nie mają na to szans. Państwo zaś jest konglomeratem niesłychanie kruchym i w sporej części opanowanym przez szaleńców, albo agentów promujących okupację fragmentaryczną i ją legitymujących. Że wymienię tutaj kilku ministrów finansów.

Mimo tych niewesołych myśli, chciałbym życzyć Państwu w nadchodzącym roku wszystkiego najlepszego, Bożego Błogosławieństwa, zdrowia i spokoju. Sobie zaś życzę, by wszystkie moje plany znalazły szczęśliwy finał i by triumf był udziałem nas wszystkich.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  31 grudnia 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Sobór św. Aleksandra Newskiego, Pl. Saski w Warszawie. Rozebrany, po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, w latach 20. XX wieku. Fot. Wikipedia.org. / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2020.01.08.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski