Rozpad Związku Sowieckiego (część II). Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP (5)


Jeśli Bóg pozwoli, napiszę i opublikuję  osiem tekstów pod wspólnym tytułem „Szkice krytyczne z historii politycznej i gospodarczej III RP”. Będą to następujące teksty:

1. Prymat bezkarności [ LINK ]

2. 13 grudnia 1981 [ LINK ]

3. Gierek vs Jaruzelski [ LINK ]

4. Młodzi trockiści [ LINK ]

 5. Rozpad Związku Sowieckiego [ Część 1. – LINK ]

6. Zmierzch hegemonii globalnej

7. Wojna oligarchów

8. Upadek III RP

Rozpad Związku Sowieckiego (część II). Szkic krytyczny z historii politycznej i gospodarczej III RP

Wcześniej pisałem o stosunku władz sowieckich do Polaków. Był on jednoznacznie wrogi, co wyznaczało „standardy” dla władzy okupacyjnej w Polsce, powielające wrogość oraz głęboką nieufność do Polaków, w tym nawet wspierających reżim komunistyczny. Tak zapatrują się nie tylko polscy historycy. Również w opiniach historyków rosyjskich przeważa pogląd, że w latach trzydziestych Polska była wrogiem Związku Sowieckiego nr 1, za którym stawiano dopiero Francję i Anglię.

Przy okazji udało się skorygować wizerunek komunisty pierwszej generacji („płomiennego rewolucjonisty”) ujawniając brak wszelkich hamulców ideologicznych i  prymitywne motywy jego działania. Motywy ideologiczne okazały się zasłoną dymną. Ten aspekt historii stosunków międzynarodowych jest nadal notorycznie pomijany. Konflikt „kapitalizm-komunizm”, walka ideologiczna Wschodu i Zachodu, wojna cywilizacji, to niektóre „bliskie sercu” wielu Polakom objaśnienia rzeczywistości. W ich świetle, mimo wielu trafnych spostrzeżeń i refleksji – rodzi się sympatia, wsparcie i zaangażowanie nawet dla najgorszych zbrodniarzy (jeśli są wyznawcami „szczytnych” ideologii).

Ideologie służą rozgrzeszaniu największych zbrodniarzy i budowaniu ich sfery bezkarności.  

W 1938 roku członkowie przedwojennej Komunistycznej Partii Polski zostali  zredukowaniu fizycznie do niewielkiej grupki komunistów ocalałych ze stalinowskich represji, głównie wymierzonych przeciwko trockistom. Niedługo po tym żartowano, że Józef Stalin musiał od nowa stworzyć polskich komunistów. Wyjaśniało to rozbudowę agentur złożonych z ludzi oddelegowanych do Polski przez  NKWD, głównie obcych narodowościowo, często udających Polaków, o czym pisałem wcześniej. Tu i tam fałszowano dokumenty. W związku Sowieckim wystawiano sfałszowane dokumenty tożsamości. W Polsce fałszowano przynależność do ruchu komunistycznego. Po wojnie komunistów legitymujących się fałszywymi świadectwami przynależności do KPP było zdecydowanie więcej, niż garstka ocalałych ze stalinowskiego terroru. To jest historia ludzi o mętnych życiorysach, którzy doszli do władzy w Polsce po II Wojnie Światowej.

Fałszowanie życiorysów jest nadal poważnym problemem.

Mało zwracano uwagi na pozornie nic nie znaczące  fakty. Z pewnością rozwiązanie KPP nie było podyktowane wyłącznie paranoiczną podejrzliwością wobec Polaków, chociaż często tak się je tłumaczy. Wątpliwe także są popularne w Polsce opinie, iż powodem likwidacji KPP było spenetrowanie tej organizacji przez wywiad polski. To były raczej słabe usprawiedliwienie niezrozumiałej decyzji Stalina. Z moich dociekań wynika, że prawdopodobnie było to po prostu jedno z ogniw długiego łańcucha aktów celowej likwidacji Polski. Skoro Polska miała nie istnieć, polscy komuniści stali się zbyteczni. Względy ideologiczne nie mają tutaj większego znaczenia. Jest to podejście charakterystyczne dla ambicji imperialnych.

Zbyteczni  okazali się dla Stalina dominujący w KPP aktywiści żydowscy „skażeni” trockizmem.

Trzy lata po Wielkim Terrorze  zbytecznym ciężarem okazał się korpus polskich oficerów (wcześniej likwidowano utworzone w armii carskiej polskie formacje wojskowe). Skoro Polska nie powinna istnieć, armia polska nie była potrzebna. To przedmiotowe i cyniczne traktowanie ludzi przez Stalina i jego najbliższych towarzyszy skłaniało do ludobójstwa.

Przysięga przed wejściem polskich żołnierzy do bitwy pod Lenino. Fot. FB

Rzucenie ledwie co zorganizowanej armii WP prosto na linię ognia Niemców nad Oką i późniejsze upokarzanie żołnierzy za brak ducha bojowego też nie powinno przejść niezauważone.

Fakt, że wyrachowane rozumowanie okazuje się krótkowzroczne, nie wyklucza  rzeczy przedmiotowego i cynicznego stosunku do ludzi. Krótkowzroczność i spowodowana nim utrata realizmu jest bowiem konsekwencją takiego stosunku do ludzi, a nie odwrotnie. Może jedynie wymuszać zaledwie  modyfikacje taktyczne.

Budowanie  władzy okupacyjnej w oparciu o „rdzenne” siły sowieckie było zatem naturalną konsekwencją zaciekłej wrogości do Polski. Śmiało można powiedzieć, że siły sowieckie w Polsce skupiały najgorsze i najbardziej zbrodnicze elementy; stanowiły prymitywne, lecz niezwykle agresywne narzędzie  Lawrientija Berii, inspiratora i organizatora mordu katyńskiego, a zarazem najbardziej wpływowego zausznika Stalina.    

Wrogość funkcjonariuszy sowieckich wobec Polaków, takich jak Nikołaj Jeżow lub po nim Lawrentij Beria, wykraczała poza ramy naturalnej wrogości do aspiracji niepodległościowych. Wskazówką do wytłumaczenia nikczemności i cynizmu tych „płomiennych rewolucjonistów” może być opinia Aleksandra Jakowlewa, głównego reżysera „pieriestrojki” Gorbaczowa. O sowieckich działaczach partyjnych mówił: „ byli różni: rozsądni, głupcy, zwykli durnie. Ale wszyscy byli cyniczni. Publicznie modlili się do fałszywych bożków, rytuał był święty, prawdziwe przekonania trzymali dla siebie”. Z wypowiedzi Jakowlewa wynika, że „przywiązanie” wysokich funkcjonariuszy sowieckich do komunizmu było fałszywe i czysto formalne. Dotyczy to również drugiej generacji „komunistów”. Dla nich ideologia komunistyczna była niczym innym, jak środkiem technicznym  realizacji własnych przekonań i ambicji.

 Zarazem owa wrogość miała charakter praktyczny. Zapalała „czerwone  światło” przed dążeniami niepodległościowymi, lecz również „zielone światło” dla rabunku Polski. To było wynikiem doświadczenia historycznego: bezkarny rabunek osłabia i zniewala. Ten aspekt wrogości jest dotychczas skrzętnie ukrywany, podobnie jak późniejszy o ponad pół wieku rabunek dokonywany pod hasłem „prywatyzacji”. Uważny Czytelnik zauważy, że w poprzedniej części niniejszego „Szkicu krytycznego …” wspomniano o „prywatyzacji” rosyjskiego majątku przez „płomiennych rewolucjonistów”. Nic nowego pod słońcem.   

Jest to problem złożony, którego nie można sprowadzić do bilansu strat i zysków. Na wielką skalę rabunek polskiego majątku narodowego miał miejsce w pierwszych latach okupacji sowieckiej. Szczególnie bulwersuje fakt, że jego celem był kraj zrujnowany wojną i rabunkową gospodarką niemieckiego okupanta. Nie był to rabunek spontaniczny, lecz wcześniej zaplanowany i zorganizowany. Tego złożonego tematu dotyczy ANEKS zamieszczony na końcu niniejszego Szkicu. Ponadto, o czym się raczej nie mówi, na Polskę zostały nałożone olbrzymie ciężary odszkodowań wojennych na rzecz Związku Sowieckiego … z tytułu należących przed wojną do Rzeszy Ziem Odzyskanych.

Jak powierzchowne są nadal zapatrywania na działalność sowieckiego okupanta w Polsce, świadczy brak refleksji nad przyczynami wrogości władzy sowieckiej do Polaków. Taka refleksja z pewnością byłaby pomocna również do ustalenia przyczyn współczesnych ataków na naród polski, gdyż pierwiastki wrogości są do siebie bliźniaczo podobne. Nasza odpowiedź na pytanie o przyczyny wrogiej działalności okupanta i jego lokalnych struktur będzie z pewnością niepełna, ale może skłaniać do poważniejszego podejścia do tego zagadnienia.

Jak wcześniej wspomniałem, wrogość może być naturalną reakcją okupanta na dążenia niepodległościowe, co znajduje potwierdzenie w większości historycznych przypadków utraty niepodległości. Rzadko odnotowywano  przykłady emocjonalnej, zaciekłej i ślepej agresji, skierowanej nie tylko przeciwko dążeniom niepodległościowym, lecz „profilaktycznie” przeciw wszelkim niezależnym zachowaniom i poglądom. Szczególnie uderza ślepa bezwzględność ekspozytur sowieckich w Polsce, będących praktycznie jedynym inspiratorem i organizatorem zbrodni na polskich politykach, formacjach wojskowych, ale także na ludności cywilnej (zwłaszcza na  środowiskach opiniotwórczych, a szczególnie na wybitnych Polakach. I ponadto szeregu prowokacji z międzynarodowym rezonansem.

Warto podkreślić, że nie chodziło o warunki wojenne, lecz powojenne, co wyklucza tłumaczenie wrogości względami wojennymi. Jednocześnie, biorąc pod uwagę ukazaną w poprzedniej części niniejszych Szkiców naturę władzy sowieckiej, nie warto doszukiwać się „duchowych” przyczyn wrogości.  

Z moich przemyśleń wynika, że z reguły o wrogości, osiągającej skalę rozbestwienia politycznego i gospodarczego, decydują trzy czynniki. Pierwszym z nich jest materializm, który gruntownie przeobraża stosunek do człowieka. Istota ludzka ma być odbierana jako przedmiot materialny, którym można rozporządzać w dowolny sposób. Kwintesencją tego podejścia może być powiedzenie Stalina: „człowiek to problem, nie ma człowieka – nie ma problemu”. Jest to logiczna konsekwencja przedmiotowego traktowania ludzi, który obecnie zdaje się dominować w wielu krajach (także niestety w Polsce). Drugim czynnikiem jest idealizm  (heglowski?) oparty na abstrakcyjnym pojmowaniu człowieka i ludzkości. Idealizm ten wyraża się w dążeniu do zapewnienia dobrobytu materialnego abstrakcyjnie pojmowanym ludziom lub abstrakcyjnie pojmowanemu społeczeństwu. Czyli nie chodzi o konkretnie istniejące społeczeństwo, które w oczywisty sposób nie nadaje się do realizacji tego dążenia, bowiem stwarza opór. Trzecim czynnikiem jest tradycyjny racjonalizm ekonomiczny, polegający na uznaniu, że  istniejące, konkretne społeczeństwo jest jedynie środkiem dla realizacji wspomnianych dążeń. Te trzy czynniki stanowiły podstawę ideologiczną komunizmu. Jednak upadek komunizmu nie oznacza, że charakterystyczny dla komunizmu  stosunek do człowieka i społeczeństwa został przezwyciężony. Tłumaczy to m.in., jak łatwo beneficjenci „systemu komunistycznego” przeobrazili się w beneficjentów „systemu neoliberalnego”.

Wszystkie trzy czynniki wyglądają na pozór niewinnie. Jednak są tworzywem  prymitywnego mechanizmu politycznego. To zaś odpowiada prymitywnej naturze ludzi dzierżących władzę sowiecką. Taki mechanizm nie zawiera żadnych hamulców (religijnych, kulturowych, narodowych, etc.), toteż zapewnia beneficjentom władzy nieograniczoną bezkarność,  poczynając od zboczeń  seksualnych, a na zbrodni ludobójstwa kończąc.

To jest najbliższe prawdy uzasadnienie pędu do władzy ludzi pozbawionych skrupułów. Nie ideologie (komunistyczna, neoliberalna) są wyznacznikami działalności politycznej, lecz owa specyficzna mieszanka materializmu, idealizmu i racjonalności jest ową „tajemnicą” powodzenia antyludzkich i antynarodowych „systemów politycznych”.

Nie ma co ukrywać: czy taki mechanizm nadal nie funkcjonuje w Polsce?

 Kontrowersje wokół rozpadu ZSSR

Największe przeszkody są najmniej widoczne. Okres post-stalinowski w Związku Sowieckim do dnia dzisiejszego jest przedmiotem ostrych, podyktowanych różnicami ideologicznymi, sporów historycznych i ekonomicznych. Konieczny jest chłodny dystans do istniejących w Rosji opinii o przyczynach rozpadu ZSSR, czasem nawet anegdotycznych.

Za datę ostatecznego załamania się dotychczasowych stosunków pomiędzy Polską i Związkiem Sowieckim można uznać stosunkowo późną datę  21 czerwca 1991, tj. dzień formalnego rozwiązania RWPG (Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej) lub bliską temu wydarzeniu datę rozwiązania Układu Warszawskiego. Nie można zapominać, że były to potężne i obejmujące niemal wszystkie aspekty życia gospodarczego organizacje międzynarodowe. Ich rozwiązanie z pewnością przypieczętowało ostateczny rozpad imperium i … realizację tajnych międzynarodowych porozumień.   Niezależnie od szeregu innych aspektów, daty te wskazują na niecelowość – według władz sowieckich – kontynuowania dotychczasowych porozumień gospodarczych i militarnych. To pozwala z mniejszym sceptycyzmem podchodzić do rosyjskich opinii, iż stosunki gospodarcze Związku Sowieckiego z krajami bloku komunistycznego były dla niego nadmiernym obciążeniem. W Polsce raczej bagatelizowano tę opinię, zapewne jako element istniejącego wówczas targu o wzajemne korzyści ze współpracy, których bilans przez wiele lat był dla Polski ujemny. Jednak trzeba liczyć się z tym, że w końcu lat 8o-tych mogły być one ujemne nie tylko dla Polski, lecz również dla Związku Sowieckiego. To nie była gra zero-jedynkowa. Sytuacja, w której wzajemne zobowiązania dla wszystkich stron stają się kulą u nogi, nie należy do wyjątkowych (co dzisiaj znajduje wymowne potwierdzenie w relacjach USA-Chiny).

Przekonanie o ekonomicznych przyczynach rozpadu Związku Sowieckiego budzi obecnie rozliczne wątpliwości. Jest kwestionowane jako wyolbrzymianie znaczenia trudności gospodarczych, podczas gdy rozpad imperium sowieckiego raczej wynikał ze splotu wielu okoliczności. Bywa też być odrzucany jako fałszywy, gdyż według niektórych historyków rozpad ten był wynikiem dywersji zagranicznej. Najbardziej przekonujący i dostatecznie udokumentowany jest, moim zdaniem, pogląd o celowej likwidacji Związku Sowieckiego przez jego „elity polityczne”. Jest to pogląd mające podwójne uzasadnienie. Po pierwsze, uwzględnia ono trudny do podważenia fakt, że rola władzy politycznej w „systemie komunistycznym” zawsze była pierwszoplanowa. Decyzje polityczne i gospodarcze zapadały w wąskim kręgu osób aktualnie sprawujących władzę. Po drugie, zbagatelizowanie tego faktu przekreśla problem odpowiedzialności politycznej i sprzyja przenoszeniu nieodpowiedzialności na kolejne ekipy rządzące. Brak odpowiedzialności rodzi i wzmaga bezkarność polityków, przekreślając perspektywy rozwoju społecznego, narodowego i gospodarczego.

Nieefektywność ekonomiczna komunizmu

 Przekonanie o nieefektywności ekonomicznej „systemu komunistycznego” – jako przyczynie upadku Związku Sowieckiego –  było najbardziej popularnym w pierwszych latach III RP wytłumaczeniem tego historycznego fenomenu. Idea nieefektywności „systemu…” wkrótce stała się niejako bezspornym  uzasadnieniem negatywnej oceny komunizmu i torowała drogę do „wolnorynkowych” reform gospodarczych. Dyskusyjność tego stanowiska polega na tym, że nosi piętno „pomysłu ideologicznego”, które dziś bardzo łatwo zakwestionować, wskazując na sukcesy komunistycznych Chin. Na marginesie należy dodać, że idea nieefektywności ekonomicznej komunizmu miała ona również nieoczekiwany – zarazem niezwykle negatywny – skutek propagandowy: marginalizowała znaczenie zbrodni komunistycznych. Kierowała uwagę opinii publicznej na przewagę kapitalizmu nad komunizmem, co w świetle historii gospodarczej jest prymitywną manipulacją ideologiczną. Wystarczy wspomnieć, że świat kapitalistyczny obejmuje skrajnie różne gospodarki – od silnych i nowoczesnych, do słabych i zacofanych. Kierunek „na kapitalizm” bez konkretnej polityki ekonomicznej, zdający się na bezmyślne naśladownictwo, otwierający gospodarkę na najbardziej ekspansywne i szkodliwe interesy ekonomiczne, oznacza w istocie rzeczy przystąpienie do klubu gospodarek słabych i zacofanych. W tym kierunku poszły reformy w Polsce i Rosji.           

Nie powinno nikogo  zaskakiwać, że jelcynowskie reformy z lat dziewięćdziesiątych ub. wieku są dzisiaj w Rosji ostro krytykowane. Na tym tle pojawia się zyskująca znaczną popularność orientacja neostalinowska. W Polsce może to być niezrozumiałe, gdyż spojrzenie na Polskę jako na kraj okupowany przez imperium sowieckie wyklucza nostalgiczne i nacjonalistyczne źródła popularności tej orientacji.

To nie znaczy, że problem efektywności ekonomicznej systemu komunistycznego nie istniał. Defekty gospodarki socjalistycznej w Polsce były  widoczne, ale z przyczyn ideologicznych niemożliwe do usunięcia. Były to  zarazem defekty neokolonialnego systemu gospodarczego. Ten ważny problem został mimowolnie zmarginalizowany  wskutek fałszywego nastawienia ideologicznego. Proponowane rozwiązanie problemu było połowiczne, ponieważ dotyczyło jednej strony medalu: odrzucenia ideologicznych barier rozwoju gospodarczego. Natomiast pozostała nietknięta druga strona medalu: neokolonialny system gospodarczy. Komuniści zeszli ze sceny politycznej, lecz kolonizatorzy z tej sceny nie zeszli. Czy jakiekolwiek neokolonialne systemy gospodarcze mogą być efektywne? Jest to pytanie nie tylko z historii komunizmu, lecz z historii powszechnej.

Odpowiedź jest prosta. Okupanci  nie pozwalają, aby zrobić cokolwiek, co prowadzi do politycznej i gospodarczej niezależności kraju. Ich krótkowzroczna polityka zawsze prowadzi kraj do ruiny. 

Zdaniem większości historyków rosyjskich rozpad Związku Sowieckiego miał charakter długookresowy. Był poprzedzony kryzysem ekonomicznym i wieloletnią  stagnacją, już za rządów Nikity Chruszczowa. Zdaniem wielu rosyjskich historyków fazy rozpadu Związku Sowieckiego przypadają na lata 1985-1991, tj. na lata reform zapoczątkowanych przez Michaiła Gorbaczowa. Jednak  ostatnio docierają do opinii publicznej prace i dokumenty, które uzasadniają cofnięcie początkowej daty rozpadu imperium na lata rządów Jurija Andropowa, którzy stworzył grunt pod reformy Gorbaczowa. Do dyskusji pozostało ustalenie, czy Andropow działał w dobrych, czy złych intencjach. Wyjątkowa rola Jurija Andropowa jest trudna do podważenia, lecz wiele wskazuje na to, że był on  jedynie kolejnym ogniwem w łańcuchu likwidacji Związku Sowieckiego. Zresztą byłoby naiwnością myśleć, że wielkie imperium światowe można zlikwidować z dnia na dzien.

Przedstawiający takie opinie historycy rosyjscy nie mieszczą się w ramach „teorii spiskowych”.  Zwłaszcza dokumenty o przygotowaniach  do „konwergencji” z Zachodem są dostępne i niepodważalne. Dlatego przyjmując  tę wersję upadku Związku Sowieckiego, należałoby również podważyć datę początkową tego procesu. Konieczne byłoby cofnięcie daty początkowej co najmniej do śmierci Stalina. 

Spotkanie Jurija Andropowa z Wojciechem Jaruzelskim. Kreml. Grudzień 1982 r.
[Fot. za: oocities.com]

 Zmiany w Polsce pod rządami gen. Wojciecha Jaruzelskiego dokonywały się w czasie objęcia przywództwa w Związku sowieckim przez Andropowa.

Andropow był pierwszym sekretarzem KC KPZR w okresie od listopada 1982 roku do swojej śmierci w lutym 1984 roku, zaś wcześniej przez piętnaście lat szefem KGB. Miał szerokie możliwości przygotowania planowanych zmian ustrojowych, a szereg faktów wskazuje, że potrafił z nich skorzystać . Można powiedzieć, że już pod koniec 1982 roku, czyli po niespełna roku od wojskowego zamachu stanu w Polsce, zapaliło się zielone światło dla przeobrażeń politycznych w krajach bloku komunistycznego. Czy przywódcy junty wojskowej dostrzegli w porę to światło? Niektóre, dotychczas niewyjaśnione posunięcia Jaruzelskiego i rządu Zbigniewa Messnera  wskazują, że było to wysoce prawdopodobne.     

Co najmniej od lipca 1986 roku było oczywiste, że nowa doktryna Gorbaczowa stanowi zaprzeczenie doktryny Breżniewa. Znaczenie  doktryny Gorbaczowa dla stosunków polsko-sowieckich było bez wątpienia duże. Otóż w tym zakresie doktrynę Gorbaczowa można streścić w jego następujących słowach:

Każdy naród ma prawo wyboru. To jest punkt centralny. Jeśli go nie uwzględnimy, nie można oczekiwać niczego dobrego w stosunkach międzynarodowych w przyszłości. Dlatego, jak Polacy i Węgrzy rozporządzają … to ich sprawa”.

Jest to jedno z wielu podobnie wypowiadanych oświadczeń, zarówno wobec władz w państwach  komunistycznych, jak też na forum  wewnątrzpartyjnym. Późniejsze  wydarzenia  ucinają dyskusję wokół autentyczności i determinacji zawartej w tych wypowiedziach. Zdjęte zostały nie tylko rygory doktryny komunistycznej, ale – co najważniejsze – definitywnie zakończył się okres okupacji sowieckiej. W tym świetle działanie junty Jaruzelskiego wygląda niewiarygodnie źle.

Wykorzystanie zakończenia okupacji do odzyskania niepodległości  było elementarnym obowiązkiem władz politycznych, niezależnie od osobistych przekonań.

Tymczasem junta najmocniej uderzyła w środowiska niepodległościowe, w tym również w odżywające   nastroje patriotyczne w PZPR. Do tego doszły, pod pozorem walki z antysemityzmem, czystki  w strukturach państwowych. Konkrety  rozbijają więc  pseudo-patriotyczny wizerunek junty, cofniętej do niejasnych zakulisowych rozgrywek politycznych. Trudno znaleźć określenie, które odpowiadałoby tym rozgrywkom. Przyjmując, że zdrada nie musi być wyrażana w sposób demonstracyjny, to ten termin  najlepiej oddaje sens takich zachowań. Junta nie była tworem zewnętrznym, agenturalnym, chociaż prawdopodobnie związana z sowiecką agenturą pierwszych lat powojennych nićmi kombatanctwa.

Od zdrady rozpoczyna się proces degradacji moralnej, który kończy się upodleniem. Gdyby Jaruzelski był samurajem, nie dokonałby zamachu stanu, lecz popełniłby samobójstwo.

Nie upieram się przy tym, że odzyskanie niepodległości przez Polskę byłoby w latach osiemdziesiątych ub. wieku sprawą łatwą. Może Warszawę czekałby los zniszczonego w marcu 1999 roku przez bomby NATO Belgradu?  Może wcześniej Andropow lub Gorbaczow – w imię konwergencji –  wystawili Polskę w tajnych negocjacjach swym wcześniejszym wrogom (co potwierdzało by hipotezę o planowej likwidacji Związku Sowieckiego).

Faktem jest, że w latach 1982-1986 definitywnie została zaprzepaszczona przez juntę wojskową szansa odzyskania niepodległości. Zamiast mobilizacji społeczeństwa do odrodzenia państwa narodowego, doszło do zakamuflowanej zamiany zagranicznych wpływów ideologicznych, politycznych, ekonomicznych i agenturalnych.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński


Okupacja sowiecka

Na wschodnich terenach Polski okupowanych jesienią 1939 roku przez Rosję sowiecką działania wojenne i okupacyjne przebiegały zadziwiająco podobnie jak na terenach podbijanych przez Niemcy. Również na wschodnich terenach Polski dominuje niszczenie i plądrowanie zasobów, równie silnie skojarzone z eksterminacją ludności polskiej. Podobnie jak dla Niemiec, było ono czynnikiem kluczowym dla osiągania ekonomicznych korzyści z okupowanych terenów, tym razem również trudnych do uzasadnienia potrzebami wojennymi, bowiem aż do połowy 1941 roku Rosja sowiecka nie była stroną zaangażowaną w konflikty militarne – z wyjątkiem wojny fińskiej (listopad 1939 – marzec 1940), które wymagałyby totalnej mobilizacji wojennej. Mimo takich warunków polityka okupacyjna na kresach wschodnich Polski była nadzwyczaj gwałtowna i zbrodnicza. O ile w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej dominowało wywłaszczanie Polaków z ich majątku prywatnego i oczywiście publicznego, zaś planowa eksterminacja ludności cywilnej dokonywała się niejako w ślad za pozbawieniem jej praw majątkowych, o tyle na obszarach okupowanych przez Rosję kolejność ta uległa odwróceniu: eksterminacja ludności polskiej przyjęła charakter czystki etnicznej. Wyrażała się ona w szerokim spektrum antypolskich działań  okupanta sowieckiego:  w masowych morderstwach i grabieżach dokonywanych już w trakcie zajmowania terenów polskich przez żołnierzy Armii Czerwonej i wciąganych do akcji policyjnych i rabunkowych grup z mniejszości narodowych, w planowej fizycznej likwidacji polskiej kadry oficerskiej i wyższych funkcjonariuszy państwowych, masowych aresztowaniach (obejmujących ponad 150 tys. Polaków) oraz morderstwach –  ostatnim ich akcentem stała się likwidacja kilku tysięcy więźniów podczas ewakuacji w czerwcu 1941. Osobny rozdział okupacji sowieckiej z okresu do czerwca 1941 roku obejmuje planową deportację z ziem wschodnich II Rzeczypospolitej w głąb Rosji 1,5 miliona Polaków [1].    

Eksterminacja ludności polskiej stanowiła instrument zawłaszczania jej zasobów majątkowych przez okupanta sowieckiego. Mienie ruchome i nieruchome mordowanych, aresztowanych i deportowanych Polaków było przywłaszczane przez władze okupacyjne, lecz przy okazji część dóbr ruchomych po prostu niszczono lub rozkradano. Zmusza to do rewizji ogólnie przyjmowanych zapatrywań na te bulwersujące zjawiska jako na nacjonalizację własności prywatnej. Wcześniej mianem nacjonalizacji określano analogiczne sytuacje mordowania i deportacji  rzesz ludzkich i plądrowania ich majątku – poczynając od rewolucji 1917 roku.   Wskutek owej „nacjonalizacji” przeprowadzonej na kresach wschodnich Polski do połowy 1940 roku oraz likwidacji prywatnej własności chłopskiej, polskie straty majątkowe na ziemiach okupowanych przez Rosję sowiecką objęły praktycznie biorąc wszystkie aktywa majątkowe należące do Polaków, a także wszystkie nieruchomości i urządzenia publiczne wschodnich terenów II Rzeczypospolitej.

Kilka w miarę dobrze udokumentowanych faktów pozwala ukazać charakterystyczne dla okupacji sowieckiej formy niszczenia i plądrowania zasobów kapitałowych Polski. Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na fakt, iż już w grudniu 1939 roku władze okupacyjne dokonały przymusowej wymiany polskiego złotego na ruble sowieckie, ograniczając kwotę wymiany do 250 złotych na osobę, co stanowiło oszukańczy manewr zmierzający do likwidacji praktycznie biorąc wszystkich oszczędności ludności z okupowanych terenów. Po drugie, nacjonalizacja przemysłu polskiego oraz kolektywizacja wsi przeprowadzona została bez jakichkolwiek odszkodowań, a nawet bez inwentaryzacji przejmowanego mienia. Stanowiła ona kontynuację ostrych represji okupanta wobec ludności polskiej, jedynie zaciemnionej argumentami ideologicznymi. Po trzecie, zjawisku „nacjonalizacji” towarzyszyła rabunkowa eksploracja zasobów kapitałowych: w głąb ZSSR wywożono najbardziej nowoczesne urządzenia techniczne i całe fabryki, jak również wielkie ilości bydła zarodowego, surowców, zapasów drewna, żywności, ropy oraz innych dóbr. Po czwarte, na niespotykaną do tej pory skalę niszczono nieruchomości stanowiące dobra kultury polskiej oraz obiekty religijne: podpalano kościoły, profanowano i dewastowano cmentarze – ogółem doprowadzono do zamknięcia ok. 4000 świątyń [2]. Przedmiotem tej agresji był przede wszystkim Kościół rzymsko-katolicki. Czynnikiem, który zdaje się podważać uderzające podobieństwo obydwu omawianych systemów okupacyjnych jest odmienna postawa ideologiczna, jaka towarzyszyła przejmowaniu majątku przez okupacyjne władze niemieckie z jednej strony oraz komunistyczne – z drugiej. Dlatego warto przypomnieć, iż faktyczne cele wojenne Niemiec i Rosji zostały jasno sprecyzowane w tajnym protokole do paktu niemiecko-sowieckiego z 23 sierpnia 1939 roku i to ów pakt uruchomił machinę wojenną. Obydwie strony w tym protokole synchronizowały  wspólną aneksję ziem polskich oraz ustaliły późniejszy podział „sfery wpływów” na terytorium Europy Środkowej. Na mocy tego protokołu Rosji sowieckiej przypadła większa część terytorium państwa polskiego [3]. Innymi słowy, zarówno Niemcom jak i Rosji sowieckiej chodziło o uzyskanie w drodze agresji militarnej zdobyczy terytorialnych, co oznacza w praktyce trzy rzeczy: ustanowienie władz okupacyjnych, przejmowanie majątku i płynących z niego korzyści majątkowych oraz wykorzystanie ludności dla celów imperialnych. W rozdziale pierwszym niniejszej książki nieprzypadkowo dużo miejsca poświęcono na omówienie historycznego prototypu współczesnych mechanizmów osiągania imperialnych celów ekonomicznych – historii Bengalu. Dzięki temu można łatwiej dostrzec, że zarówno Niemcy jak i  Rosja sowiecka zaprezentowały nieomal klasyczne zastosowanie tego samego mechanizmu. Minimalne różnice w podejściu Niemiec i Rosji do kwestii zdobyczy wojennych powoduje widoczny w Niemczech silny nacisk na zabór terytorium („zdobywanie przestrzeni życiowej”) i   bardziej zagmatwany w Rosji kamuflaż ideologiczny skłonności zaborczych („zaopiekowanie się życiem i mieniem mieszkańców zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy”, „ udzielenie pomocy bratnim narodom”, nieustanne nawiązywanie do idei walki klasowej, itp.).      

Polskie straty na ziemiach okupowanych przez Rosje sowiecką objęły możliwie najszerszy zasięg: praktycznie biorąc wszystkie aktywa majątkowe należące do Polaków, a także wszystkie nieruchomości i urządzenia publiczne Rzeczypospolitej. Z tego punktu widzenia rachunek ekonomiczny jest stosunkowo prosty. Straty spowodowane przez okupację sowiecką obejmują całość gromadzonych przez wiele pokoleń Polaków aktywów majątkowych na ziemiach zagrabionych przez Rosję sowiecką.

 Niszczenie i plądrowanie zasobów majątkowych nie jest jedynym źródłem strat związanych z agresją i okupacją. Powodują natomiast najbardziej bezpośrednie, najbardziej wymierne szkody majątkowe, toteż straty spowodowanie zniszczeniami i plądrowaniem stanowią podstawowe pozycje w rachunku strat wojennych i okupacyjnych. Uwaga ta nabiera szczególnego znaczenia wówczas, gdy podejmowane są starania zmierzające do zminimalizowania wysokości tego rachunku, z czym można się spotkać coraz częściej. Starania te sprowadzają się bowiem do kwestionowania kolejnej pozycji w tym rachunku, a mianowicie pośrednich strat majątkowych, wśród których straty spowodowane dewastacją zasobów majątkowych mają znaczny udział. Już intuicyjnie można wyczuć, że „wyłączenie z obiegu” niektórych składników majątku – w drodze ich zniszczenia lub splądrowania – powoduje, iż pozostałe zasoby nie mogą być równie produktywnie wykorzystywane jak uprzednio, podobnie jak scenariusz sztuki teatralnej nie może posłużyć do wystawienia dobrego spektaklu, jeżeli wyrwanych zostało z niego kilka kartek. Podobnie rzecz dzieje się z zasobami majątkowymi, jeśli zostają one zdekompletowane: pogarsza się znacznie efektywność ich wykorzystania [4]. Można szacować, że wartość dochodowa zdekompletowanych zasobów majątkowych zmniejsza ich wartość początkową do 40–60 %. Zarazem długotrwałe plądrowanie gospodarki powoduje spadek gospodarczy (tak jak to miało miejsce w ciągu pięciu lat okupacji Polski), a to oznacza, że przywrócenie równowagi ekonomicznej okazuje się w tym czasie niemożliwe

Przypisy:

[1] Na podstawie: Encyklopedia II Wojny Światowej, Wyd. Kluszczyński, Kraków 1994, s. 225 -226
[2] Tamże, s. 226)
[3] W ostatecznym rachunku, po korektach przeprowadzonych pod koniec września 1939 roku Niemcy objęły 189 tysięcy kilometrów kwadratowych (tj. 48,45% terytorium Polski przedwojennej), natomiast Rosja sowiecka 201 tysięcy (tj. 51,55%). Niemcy dokonały aneksji ziem polskich z ok. 22 milionów ludności (w ogromnej większości Polaków), zaś Rosja sowiecka – pozostałych ziem i ludności (z ponad 40 % populacją Polaków).
[4] Złożone konsekwencje dewastacji zasobów jako efektu zmniejszania zasobów majątkowych w sensie teoretyczno-ekonomicznym jest tożsame z  pogorszeniem Pareto.

(Fragment mojej książki „Życie wśród łupieżców. Historia Krysów i upadku gospodarczego Polski”, wyd. Placet)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Michaił Gorbaczow i Wojciech Jaruzelski. Foto: PAP/Jan Morek [za: wolnosc24.pl, 17.12.2017] / wybór ilustracji do artykułu wg.pco

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2020.01.15.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński