Krzysztof Klenczon [1942-1981]


Dla mojego pokolenia wystarcza samo stwierdzenie Klenczon i już wiemy wszystko, od razu możemy nucić piosenki Czerwonych Gitar. A były tak łatwo wpadające w ucho i tak głęboko chwytające serce że już na drugi dzień po radiowym debiucie nuciliśmy czy to w drodze na uczelnie, do pracy czy też w wolnych chwilach.

Tak, na okrągło maltretowaliśmy cudo ówczesnej polskiej fonografii sławetny adapter Bambino, który również znalazł swoje stosowne miejsce w piosence.

Po dziś dzień w chwilach nostalgii przygwizduję sobie niektóre z nich; dla pokrzepienia ducha.

Pułtusk, tam się Krzysztof urodził i Chicago gdzie został pożegnany. A po drodze Gdańsk, Paryska Olimpia z “Niebiesko-Czarnymi” i własne “Czerwone Gitary” i ciągle żywe melodie. Dzisiaj już śpiewane w różnych nowych aranżacjach lecz zawsze wzruszające.

Waldemar Glodek, PCO


Krzysztof Klenczon

14 stycznia upłynęła kolejna rocznica urodzin Krzysztofa Klenczona. Trochę smutno mi się zrobiło bo jego twórczość ulega stopniowemu zapomnieniu.

Krzysztof Klenczon urodził się w 1942 roku w Pułtusku. Było to w środku wojny a rodzina Klenczonów szukała spokojnego miejsca, którego od 1939 roku nie mogli znaleźć.

W 1945 roku trafili do Szczytna gdzie się osiedlili. Tam Krzysztof dorastał i uczył się.

W szkole mimo, że bardzo często był widywany z gitarą przedkładał sport nad muzykę. Do dzisiaj w liceum, do którego uczęszczał wiszą dyplomy z jego nazwiskiem, m.in. za osiągnięcia w piłce ręcznej.

clip_image001

Muzyka złapała go w sidła gdy zdał na politechnikę w Gdańsku. Nie postudiował wtedy długo. Rok później spróbował drugi raz – w Studium Nauczycielskim. Tam poznał Karola Wargina, który namówił go do startu w konkursie młodych talentów. Był to rok 1962.

Wygrali jako najlepszy duet.

Ważniejsze jednak od laurów było to, że został zauważony przez Franciszka Walickiego i Jerzego Kosselę. Byli oni wtedy podporą Niebiesko-Czarnych.

Niedługo potem zespół poszukiwał gitarzystę akompaniującego. Walicki przypomniał sobie Klenczona i wysłał do niego telegram z propozycją spotkania.

Krzysztof nie wahał się ani chwili. Spotkanie w Bydgoszczy okazało się udane i Klenczon został członkiem Niebiesko-Czarnych. Był nim przez dwa lata.

W grudniu 1963 roku Niebiesko-Czarni wystąpili w paryskiej Olimpii. Było to duże wyróżnienie dla zespołu z Polski. Zagrali wtedy w składzie: Zbigniew Bernolak – bg, Krzysztof Klenczon – g., Andrzej Nebeski – dr, Zbigniew Podgajny – p, Janusz Popławski – g. Włodzimierz Wander – ts., B. Dornowski, – voc, Michaj Burano, Helena Majdaniec, Cz. Wydrzycki – voc.

Pół roku później Klenczon odszedł z Niebiesko-Czarnych. W lipcu 1964 grał już w zespole Pięciolinie. Niezadługo jednak. W sylwestra spotkał się w gronie założycieli nowej grupy – Czerwone Gitary.

Pięć lat w tym zespole to ciągłe pasmo sukcesów Klenczona, który dał się poznać jako znakomity twórca piosenek. Druga połowa lat 60. to niewątpliwie dominacja Czerwonych Gitar w polskim big beat’cie, czy też w muzyce rozrywkowej jako takiej.

clip_image003

W 1969 roku zespół uzyskał główną nagrodę na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu za kompozycję Klenczona „Biały Krzyż.” Autorem słów był Janusz Kondratowicz.

Kondratowicz był w tamtych latach partnerem Klenczona i znał go dobrze. To od niego można było dowiedzieć się dlaczego Klenczon odszedł z Czerwonych Gitar.

Krajewski i Klenczon to były dwa odmienne żywioły w zespole. Konflikt był tylko kwestią czasu. Jeden musiał odejść. „I odbyło się głosowanie. Dwaj członkowie, bezstronni jakby uczestnicy tego spotkania: Skrzypczyk i Dornowski zadecydowali, że powinien zostać w zespole Seweryn Krajewski.” Klenczon nie spodziewał się takiego rozstrzygnięcia.

Nie zrezygnował wtedy. Powołał Trzy Korony. Zespół istniał tylko półtora roku lecz pozostawił po sobie kilka dużych przebojów i żal fanów, że tak krótko. Najbardziej znanym utworem był i pozostał przebój  „10 w Skali Beauforta”. Ciekawe, że Klenczon napisał go gdy był w Czerwonych Gitarach i to ten zespół pierwszy wykonywał tę piosenkę. Mało kto to jednak pamięta.

clip_image004

W 1972 roku wyjechało Chicago. Miał wtedy małą córkę a żona często przebywała właśnie w Chicago – miała tam ojca. Krzysztof Klenczon nie chcąc rozłąki z rodziną przeniósł się do Ameryki. Pracował w firmach teścia jako taksówkarz i introligator.

W chicagowskich klubach śpiewał przez pewien czas solo, wtórując sobie na gitarze. W końcu udało mu się założyć zespół, nie udało się jednak stworzyć brzmienia na miarę marzeń. W 1977 r. zdecydował się z nową formacją na nagranie longplaya w wytwórni płytowej Clay Pigeon International. Wspomagany przez Vyto Beleskę, współproducenta, gitarzystę, wokalistę i autora tekstów, przygotował cały muzyczny repertuar płyty. W nagraniach pomogli mu także polscy muzycy zamieszkali w USA, m. in. Włodzimierz Wander, Marek Myszko, Jerzy Jabłoński, Krzysztof Słotkowicz.

Bardzo się ucieszył powstaniem płyty. Jednak radość trwała krótko. Nie było już pieniędzy na promocję. Płyta zalegała półki sklepowych zapleczy.

W 1978 i w 1979 roku odwiedził Polskę. Bardzo dobrze go jeszcze pamiętano i był serdecznie witany gdzie tylko się pojawił. Dawał koncerty w stylu amerykańskim. Śpiewał m.in. przeboje Elvisa Presleya. Kostium estradowy miał także w stylu Elvisa. Nie podobało się to ówczesnym krytykom muzycznym, za to publiczność oklaskiwała go gorąco.

clip_image005

26 lutego 1981 wystąpił charytatywnie w klubie Milford w Chicago. W drodze do domu, doszło do zderzenia. Na jednym ze skrzyżowań pijany Portorykańczyk nie uszanował pierwszeństwa przejazdu samochodu państwa Klenczonów.

W szpitalu Krzysztof Klenczon pozostawał w śpiączce. Gdy odzyskał przytomność wszyscy byli dobrej myśli. Ale trwało to tylko 12 dni. Zmarł 7 kwietnia 1981 roku.

Wbrew temu co śpiewał, przeszedł do historii polskiej muzyki rockowej jako trochę buntownik ale też charyzmatyczny idol dla młodzieży z lat 60. i młodszych. Niekiedy nazywano go polskim Lennonem.

Myślę, że Klenczon chciał jakby szybciej wychodzić z big beatu do prawdziwego rocka niż inni, w tym pozostali muzycy Czerwonych Gitar. Sam lubił zdecydowanie bardziej Rolling Stonesów niż Beatlesów. W latach 60. to często oznaczało, że szuka się w muzyce czegoś mocniejszego, ostrzejszego.

„Krzysztof Klenczon dla całego mojego pokolenia był naprawdę kimś. Był symbolem tamtych czasów i uosobieniem młodości, może trochę wtedy surowej, trochę rosochatej ale niepokornej wobec establishmentu. Jego piosenka „Nie przejdziemy do historii” to genialna prowokacja artystyczna. Do dziś jego postać fascynuje mnóstwo osób.” – Dariusz Michalski

clip_image006

BLUESLOVER
16.01.2011

Źródło: Salon24 – Muzyka – Krzysztof Klenczon


Tajemnica „Białego krzyża”

Mogiła nieznanego partyzanta na Porytowym Wzgórzu foto: internet – zdjęcie z książki W. Tuszyńskiego „Lasy Janowskie i Puszcza Solska”. / za: powiatjanowski.pl

To było jesienią 1956 r. Wieczorem w drzwiach stanął nieogolony mężczyzna w długim, zniszczonym płaszczu – tak Krzysztof Klenczon, muzyk Czerwonych Gitar wspominał pierwsze spotkanie ze swoim ojcem.

Zaraz po wojnie, gdy Krzysztof miał trzy lata, tatę, uczestnika antykomunistycznego oporu, zabrał Urząd Bezpieczeństwa. Czesław Klenczon zdołał wymknąć się z łap bezpieki. Przez 11 lat ukrywał się na Pomorzu. Siostra gitarzysty opowiada, że ojciec po powrocie do domu zamykał się z synem w pokoju i całą noc opowiadał – jakby chciał nadrobić w ten sposób lata rozłąki.

Gdy po 1968 r. komunistyczna cenzura dopuściła do głównego nurtu wątki partyzanckie, Krzysztof komponuje „Biały krzyż”. Utwór wygrywa konkurs piosenki w Opolu i staje się wielkim przebojem.

Propagandyści PRL‑u nawet nie podejrzewają, że nie jest to bynajmniej pieśń o Armii Ludowej.

Czy Krzysztof, śpiewając „wraca dziś pamięć o tych, których nie ma”, przewidział, że pamięć o kolegach taty, o bohaterach antykomunistycznej, niezłomnej armii, mordowanych przez komunistów, powróci z taką siłą? Że po latach Krzysztof Szwagrzyk dopisze do tej pieśni finał? Bo dzięki ekshumacjom na Łączce wiemy, że biały krzyż już wie, „kto pod nim śpi!”.

Jan Pospieszalski 

Za: WZZW.WordPress.com – portal niezależny, 30 marca 2014


Posłuchaj Krzysztofa Klenczona

*

*

2011.01.16 / Akt. 2020.01.16.
  Podziel się:
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek