Phobos: Zasiewanie Idei


Ilustracja muzyczna: Arkana – Ein Sof

„Morty: W Kosmosie są węże?!
 Rick Sanchez: W Kosmosie jest dosłownie wszystko Morty!”

   „Rick & Morty”
„Tom Cruise dowiedział się, że grał w tym filmie o wampirach dopiero trzy lata później”
  „Wielka heca Bowfingera”
„Bardzo lubię sci-fi. Bo można w nim przemycić wszystko”
   Amerykanin pochodzenia kolumbijskiego, sprawiający wrażenie kolesia z tajnych służb :), którego spotkałem na Okinawie (polecił mi książkę Uspieńskiego o Gurdżijewie)

Jak już pisałem w jednym z odcinków tej serii, Panel Robertsona, czyli specjalna grupa naukowców pracujących dla CIA, postanowił w 1954 r., że wszelkie doniesienia o UFO i obcych istotach (zwłaszcza tych stanowiących zagrożenie militarne) należy przede wszystkim wyśmiewać. Robić idiotę z każdego świadka, niezależnie od tego jak byłby wiarygodny – czy był szefem wywiadu wojskowego w Rzymie w trakcie wojny, czy kanadyjskim ministrem obrony, czy legendarnym generałem sił powietrznych. Takie były oficjalne wytyczne. Mówiły one jednak również o tym, że pewne treści związane z UFO należy przemycać do popkultury. To z jednej strony umożliwiało łatwą dyskredytację każdego świadka – poprzez mówienie, że naoglądał się za dużo sci-fi. Z drugiej strony pozwalało jednak po cichu oswoić opinię publiczną z realnością istnienia obcych cywilizacji, tak by ujawnienie wiedzy o nich nie wywołało w przyszłości dużego szoku. Wytyczne te zaczęto szybko wdrażać w życie. O ile jeszcze w 1952 r., o obserwacjach UFO podczas słynnej „bitwy nad Waszyngtonem” pisała mainstreamowa prasa, to kilka lat później temat był już zepchnięty do niszowych środowisk i wspieranych przez CIA tabloidów takich jak „National Enquirer”.

Swoje zrobiły też popularne w latach 50. dziwaczne filmy o kosmitach i potworach z bagien. Wśród tych dziwacznych filmów zdarzały się jednak też zaskakująco inteligentne dzieła sprawiające wrażenie inspirowanych – np. „Invasion of the body snatchers” opowiadające o opanowaniu pewnego amerykańskiego miasteczka przez upodabniających się do ludzi Obcych, rządzonych przez coś w rodzaju sztucznej inteligencji. Uznano to wówczas za metaforę pokazującą rozprzestrzenianie się komunizmu.

W latach 60-tych, wraz z imperialnymi planami budowy baz wojskowych na Księżycu, pojawił się wielki fenomen w sci-fi: serial Star Trek. Opowieść o flocie Gwiezdnej Federacji to dzieło znanego scenarzysty Gene’a Roddenberry. Wcześniej pisał on głównie scenariusze do seriali policyjnych, a akurat przed stworzeniem Star Treka kiepsko mu szło. Hollywoodzki agent zaproponował mu więc, by napisał scenariusz do serialu sci-fi. Roddenberry zaczął się więc często pojawiać na planie serialu „The Outer Limits”, którego twórcą był Leslie Stevens IV.  Było to dziwne, gdyż Roddenberry miał wówczas kontrakt z wytwórnią konkurencyjną wobec tej, która zatrudniała Stevensa. Obaj panowie często się jednak wówczas spotykali i coś omawiali. Mieli też wspólnego asystenta. Część autorów uważa więc, że to Stevens zainspirował Roddenberry’ego do stworzenia Star Treka, który był niejako rozwinięciem The Outer Limits.

Kim był jednak Leslie Stevens IV? W trakcie drugiej wojny światowej kapitanem wywiadu lotnictwa armii USA. Jako że miał na koncie wcześniej napisanie kilku sztuk teatralnych (w bardzo młodym wieku!), to brał udział w operacjach wojny psychologicznej. Po wojnie miękko przeszedł do sektora prywatnego i stał się legendarnym hollywodzkim producentem, scenarzystą i reżyserem. (Miał na koncie m.in. horror „The Incubus” z Williamem Shatnerem w roli głównej. Horror nakręcony całkowicie w języku esperanto 🙂 Warto też wspomnieć, że jego ojcem był wiceadmirał Leslie Stevens III – człowiek, z wywiadu marynarki wojennej, który w latach 30. był przydzielony do ambasady USA w Londynie, a w czasie wojny zajmował się sprawami związanymi z technologiami lotniczymi. Po wojnie był attache morskim w Moskwie. Zachowały się też dokumenty mówiące, że pracował nad tajnymi projektami wspólnie z admirałem Rico Bottą, który już w 1942 r. mógł być zaangażowany w tajne projekty dotyczące UFO (jego współpracownikiem był William Tompkins znany z poprzednich odcinków serii Phobos). Flota Federacji ze Star Treka mogła więc być oparta na pomysłach dotyczących budowy sił kosmicznych USA…

W Star Treku pojawiło się oczywiście wiele ciekawych koncepcji. W jednym z odcinków serii z lat 60. załoga Enterprise trafia na planetę, na której toczy się wojna domowa. Partyzantka przypominająca amerykańskie ochotnicze milicje walczy przeciwko totalitarnemu społeczeństwu, w którym obowiązują ubiory na modłę koreańską. W późniejszych seriach („Nowe Pokolenie”) pojawia się rasa Borgów – totalitarna, całkowicie zunifikowana, działająca jak pszczeli ul pod rządami jednej królowej. Aż nazbyt wyraźna aluzja to koncepcji mówiącej, że obca cywilizacja (stojąca za Szarakami) została pochłonięta przez sztuczną inteligencję.

Powyżej: Jeri Ryan, grała w Star Treku postać nazywaną Siedem z Dziewięciu, czyli kobietę, która została wyzwolona spod władzy Borgów. Jej mężem był bankier inwestycyjny i zarazem republikański polityk Jack Ryan.  Ubiegał się on w 2004 r. o mandat senatora z Illinois. Ujawniono jednak dokumenty z jego sprawy rozwodowej. Okazało się, że zmuszał on swoją żonę do publicznego seksu, z odcieniem sado-maso, w różnych klubach. Ryan przegrał przez to wybory a senatorem został niejaki Barrack Hussein Obama. 

Star Trek to nie jedyna wielka kreacja specjalisty od wojny psychologicznej kapitana Lesliego Stevensa IV. Współpracował on również z Glenem Larsonem, reżyserem „Battlestar Gallactica”. Napisał nawet scenariusz do pilotowego odcinka tego serialu. Tak w skrócie, to o czym opowiada Battlestar Gallactica? O tym jak zbuntowana rasa cyborgów (Cylonów) kierowana przez sztuczną inteligencję dokonuje eksterminacji ludzi w odległym systemie gwiezdnym. Niedobitki gromadzą się na jednym statku i uciekają licząc na to, że odnajdą zaginioną kolonię swojego imperium – Ziemię. Po drodze okazuje się, że mieszkańcy kolonii Ziemia stworzyli wcześniej biorobotyczne wersje Cylonów wyglądające jak ludzie. I ci Cylonowie, też chcą eksterminacji naszego gatunku… To co chciano za pomocą tego serialu przekazać jest aż nazbyt widoczne… (Jako ciekawostkę dodam, że Larson umieścił w tym serialu też… dogmaty Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich, którego był wiernym. Mormonizm mówi, że Jezus mieszkał kiedyś wraz z Bogiem i Lucyferem na planecie Kolob oraz  dopuszcza istnienie innych, pomniejszych bogów, którzy brali udział w akcie stworzenia człowieka.)

Powyżej: Numer Sześć, czyli biorobot Cylon z remake’u serialu Battlestar Gallactica. W rolę tę wcieliła się kanadyjska aktorka Tricia Helfer. 

Motyw zbiorowej inteligencji próbującej eksterminować/wchłonąć naszą cywilizację pojawia się też w serialu „Dark Skies” („Mroczne niebo”) z lat 90. To produkcja w zimnowojennym klimacie w stylu pułkownika Corso! Jest tam zamach na JFK, gry z KGB, coś w stylu teorii konwergencji… I okazuje się, że Szaraki są kontrolowane przez pasożytniczych Obcych, którzy zdołali przejąć ich cywilizację.
„Mroczne niebo” zostało jednak przyćmione przez „X-Files”. Czyli serial opowiadający o dwójce agentów FBI walczących przeciwko wielkiemu spiskowi globalistów sprzymierzonemu z obcą rasą dążącą do eksterminacji ludzkości i skolonizowania Ziemi (walczącą z inna obcą rasą, takim  czarnym szlamem przejmującym kontrolę nad innymi gatunkami w całej galaktyce. Tutaj macie infografikę wyjaśniającą mitologię „Archiwum X”.) Ten serial zdefiniował dekadę i miał niesamowity wpływ psychologiczny na społeczeństwo. Wychowało się na nim całe pokolenie konspirologów. No, ale gimby tego chyba nie znają i ograniczają się do słuchania jakichś popierdoleńców z YouTube’a…

 Oczywiście, lata 90. przyniosły też inny hit poświęcony obcej inwazji – „Dzień niepodległości”. Tam jednak walka przeciwko Obcym toczy się klasycznymi środkami militarnymi.

Siły Powietrzne USA początkowo obiecały wielkie wsparcie dla nakręcenia „Dnia Niepodległości”. Żądały tylko jednej rzeczy – usunięcia wzmianek o Strefie 51. Reżyser na to się nie zgodził, więc ponoć wsparcie zostało cofnięte. A może to była tylko sztuczka marketingowa? Dwa lata przed „Dniem Niepodległości”, Siły Powietrzne mocno zaangażowały się w powstanie filmu „Stargate”. Udostępniły nawet na jego potrzeby jeden ze swoich ośrodków badawczych! Film zawiera silne wątki paleoastronautyczne. Amerykańscy wojskowi wyzwalają obcą planetę z rąk Obcego będącego dawnym egipskim bogiem Ra. Nie wiem czemu akurat się uwzięli na tego „Netheru”, ale być może dlatego, że w czasach przedinternetowych ludzie zupełnie nie kojarzyli imion sumeryjskich bogów Annunaki…

Moim subiektywnym zdaniem mistrzostwem propagandy jest jednak inny film z lat 90. poświęcony walce przeciwko Obcym – „Starship Troopers” Paula Verhoevena (reżysera takich klasyków jak „Total Recall” i „Showgirls” oraz świetnej „Czarnej Księgi”). Opowiada on o walce ludzkości z insektoidalnymi Obcymi (dysponującymi wspólną świadomością?). Walkę tę prowadzi coś w stylu bardzo rozwiniętych trumpowskich Sił Kosmicznych. Ziemia jest tam zjednoczona, ale przy tym mocno zmilitaryzowana i tak jakby… nazistowska. Wizerunek Obcych nawiązuje tam jakby do wojennego plakatu „Żydzi, wszy, tyfus”. „Dobry robal, to martwy robal!”. „Starship Troopers” było jedną z wyraźnych inspiracji dla „Kapitana Bomby” 🙂

„Starship Troopers” oczywiście był ekranizacją książki Roberta Heinleina z 1959 roku. A kim był Heinlein? Nie tylko wybitnym pisarzem, ale również oficerem US Navy, który w latach 30. służył na lotniskowcu USS Lexington. W 1934 r. z przyczyn zdrowotnych przeszedł w stan spoczynku, ale nadal utrzymywał bardzo dobre relację z Marynarką Wojenną. W czasie drugiej wojny światowej pracował w zakładach badawczych Marynarki Wojennej w Filadelfii – razem z innym wybitnym pisarzem sci-fi/fantasy/historical fiction L. Sprague de Campem oraz…. Isaackiem Asimovem.   Poniżej macie ich wspólną fotkę z 1944 roku.

Powyżej: Zauważyliście, że kot Roberta Heinleina wygląda dokładnie tak jak kot doktora Targalskiego flerken z Kapitan Marvel?

Jeśli już jesteśmy przy znanych pisarzach sci-fi, to warto też wspomnieć o L. Ronie Hubbardzie. Hubbard  to dowódca niszczyciela w trakcie drugiej wojny światowej, człowiek tajnych służb, założyciel organizacji wywiadowczej Kościoła Scjentologicznego, okultysta zaangażowany w różne dziwne rytuały z wywoływaniem demonów (więcej szczegółów u Spiskologa). Miał też jednak na koncie książkę „Bitwa o Ziemię„, o obcej okupacji naszej planety i jej odbiciu przez ruch oporu. (W latach 90. nakręcono na jej podstawie film ze scjentologiem Johnem Travoltą.) Hubbard uważał, że Kosmos jest zamieszkany przez liczne gatunki rozumne. Wyobraźnia czy też wiedza szefa organizacji wywiadowczej?

Ilustracja muzyczna: Predator Ending Credits

Jak widzimy w popkulturze inspirowano wizerunek Obcych jako wrogów ludzkości, z którymi przyjdzie nam się kiedyś zmierzyć. Motyw sztucznej inteligencji rządzącej Obcymi również wyraźnie pojawiał się w tych inspirowanych dziełach.

poprzednim odcinku serii Phobos, pisząc o rasie podobnych do nas „nordyckich” Obcych wyraźnie walczących z inną frakcją (Szarakami/Insektoidami/Annunakami/Sztuczną inteligencją?) wspomniałem, że z doniesień „kontaktowców” wynika, że mogą oni pochodzić z układu Liry/Lutni oraz jej kolonii. Tak się akurat składa, że Carl Sagan, w powieści „Kontakt” opisał nawiązanie łączności przez Amerykanów z cywilizacją z układu Liry. Cywilizacja ta wysłała nam ciąg liczb pierwszych oraz zapis dźwiękowy przemówienia… Hitlera. A pamiętacie film „K-PAX”? Domniemany Obcy (ludzki z wyglądu), którego grał Kevin Spacey, twierdził, że pochodzi z planety K-PAX w gwiazdozbiorze… Liry.

No i oczywiście była też seria filmów „Gatunek” ostrzegających przed wiązaniem się z lasencjami z Kosmosu. Spełniała być może podobną rolę jak plakaty z drugiej wojny światowej ostrzegające przed zbytnim gadaniem przy panienkach. „Ona nie jest taka głupia!”.

No cóż, a u nas tylko Grzegorz Braun mówi o Zakonie Jedi jako o „galaktycznej ubecji”…. i sławi Galaktyczne Imperium  na przekór jojczeniom doktora Krajskiego o „okultyzmie” w „Gwiezdnych wojnach” 🙂

***

To już ostatni odcinek serii Phobos. (No chyba, że wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na kolejne odcinki – może zostanie mi przekazany telepatycznie przez obce, nordyckie lasencje z Plejad 🙂 Seria okazała się strzałem w dziesiątkę. Jestem naprawdę miło zaskoczony wysypem bardzo merytorycznych komentarzy pod wpisami. Widzę, że temat zainteresował nawet ludzi będących sceptykami. 
Jakie będą następne serie? Myślę o cyklu poświęconym idei depopulacji Ziemi. Idea ta zakiełkowała w głowach globalistów już ćwierć tysiąclecia temu. Warto więc opisać jak jest wdrażana. Bywalcy dawnego Forum Frondy i forum ExCathedra z pewnością z zainteresowaniem się z nią zapoznają. 
Może też sięgnę po jakąś serię dotyczącą historii Polski. Wbrew pozorom jest ogromna potrzeba, by takie cykle robić. Historyczny analfabetyzm na prawicy (i lewicy) się pogłębia. Mamy posłów będących posiadaczami jedynie (śmieciowych) matur, którzy nie potrafili nawet ukończyć (śmieciowych) studiów, którzy nas przekonują, że dosłownie wszystko jest obecnie jak „w czasach sanacji” (to czemu te barany nie siedzą w Berezie?) i że rychło przegramy wojnę z Iranem. Na jednym z portali przeczytałem niedawno, że „sanacja odpowiadała za haniebny traktat ryski”. Nic nie przebije jednak artykułu na jednym z prawicowych portali w którym kilka lat temu napisano, że „Piłsudski zabił Witosa”. Zmierzamy w stronę idiokracji szybciej niż nam się mogło wydawać jeszcze kilka lat temu…

Autor: foxmulder

Źródło:    foxmulder2.blogspot.com, 18 stycznia 2020.

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

*

Przeczytaj więcej artykułów tego autora na naszym portalu  >  >  > TUTAJ.

*

Poglądy autorów publikowanych materiałów nie koniecznie muszą być zgodne ze stanowiskiem redakcji PCO.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2020.01.24.