Certyfikat na opowiadanie komunałów



Są sytuacje, których człowiek twórczy i przewidujący stara się za wszelką cenę uniknąć, a one i tak się zdarzają. Dobrym przykładem są imprezy rodzinne. Jedziemy na nie i zaklinamy siebie samych w duchu, że tym razem nie dopuścimy do tego, by wujek Zdzisiek, po raz nie wiadomo który opowiadał te same kawały. Wcześniej nawet zadzwoniliśmy w tej sprawie do szwagra i on zgodził się z nami w całej rozciągłości, a nawet podsunął plan, jak Zdziśka wyautować i nie dopuścić do głosu, żeby raz wreszcie przy tym stole było normalnie i żeby każdy mógł powiedzieć coś od siebie.

Można to określić inaczej – żeby raz na zawsze złamać konwencję i zmienić rytualny charakter spotkań, który jest udręką dla wszystkich. Niestety kapłan tego kultu – Zdzisiek, ma na wszystkich wpływ tak przemożny, jak druid Panoramix na mieszkańców wioski, w której mieszkają Obelix i Asterix. Kiedy dochodzi do spotkania, wszystko jest jak dawniej i nie ma ludzkiej siły, która mogłaby to zmienić. Każdy, od zdrajcy szwagra poczynając, na wujence Marysi kończąc, poddaje się tyranii Zdziśka i przyjmuje narzuconą przezeń konwencję. Czyni to dla świętego spokoju, bo wie, że impreza kiedyś się skończy i Zdzisiek, tak naprawdę nie jest jego problemem. Potem tylko, kiedy już nie będzie okazji do spotkań, bo Zdzisiek odwali kitę, pozostanie żal, że z tym czy z tamtym nie zamieniło się nawet pół zdania, bo wszyscy słuchali jak Zdzichu pieprzy te swoje komunały i nie ma nikogo, kto by mógł to przerwać.

Pieprzenie komunałów ma bowiem charakter rytualny, a ten jest wrośnięty w serca. Konwencję bycia przy stole utrwala się latami i ona jest wciskana bardzo podstępnie. Najpierw nie można Zdziska uciszyć, bo ma coś ciekawego do powiedzenia, a do tego jest instruktorem nauki jazdy i czasem powie coś śmiesznego ze swojej pracy. Potem nie można go uciszyć, bo może powie coś śmiesznego, ale okazało się, że jednak nie. Później Zdzisiek zachorował i nieładnie było tak mu przerywać. Na koniec nikt już nie wyobrażał sobie jaki to może wyglądać kiedy Zdzisiek milczy. Kiedy w końcu dobry Pan Bóg zabrał Zdzisława do siebie, rodzina przestała się spotykać, bo nie było po temu żadnego powodu.

Ten sam mechanizm działa w polityce i publicystyce politycznej. Żyjemy w sytuacji przymusowej imprezy rodzinnej, siedzimy przy stole, a z nami nie jeden, nie trzech Zdziśków, ale pół setki. I każdy pieprzy coś pod nosem. Pardon, że jestem takie wulgarny, ale czasem nie mogę się powstrzymać. Przypomnę teraz sytuację, o której już kiedyś pisałem. Było to na początku pierwszej kadencji Obamy, który ogłosił reset. Ledwie to zrobił, Terlikowski w salonie24 ogłosił, że będzie wojna. Puścił nawet jakiś wiersz Herberta na tę okoliczność i zachowywał się tak, jakby miał zamiar położyć się na jezdni wprost przed tymi nadjeżdżającymi ruskimi czołgami.

Inni publicyści mu wtórowali. Miało to charakter psychotyczny. Nie jest bowiem tak, jak się wydaje wielu ludziom, że Zdzisiek jest bezradny i nie umie się opanować. On nie chce się opanować i nie chce przestać mówić, bo wtedy straci jedyne co ma – dominującą pozycję przy stole. To samo jest w publicystami i nie mającymi wpływu na nic i politykami partii kanapowych. Oni muszą ogłaszać apokalipsę, albo walczyć ze smokami, które nie mają zamiaru ich nawet zauważyć, bo inaczej będzie po nich.

Nasz problem polega na tym, że w Polsce mamy nieliczną bardzo grupę polityków o realnym wpływie na rzeczywistość i ani jednego publicysty, który nie byłby wujkiem Zdziśkiem. Wczoraj na przykład, na hot spocie WP ukazał się tekst Wiktora Świetlika, zatytułowany „Putin może wywołać kolejną pożogę”. No, żesz….I tak wkoło Wojtek. Ludzie ci, nie są w stanie dokonać żadnej analizy, a jedyne co mogą zrobić to porównać tego czy tamtego do Hitlera. Nie mogą też po prostu zamilknąć, albowiem wykupili sobie dawno temu certyfikat na pieprzenie komunałów. Wydała im go wujenka Marysia, dla której imprezy rodzinne były pewną ulgą, albowiem po nich, przez krótki czas miała spokój, bo Zdzisiek czuł się dowartościowany i nie tłukł jej, ani nie wymyślał od zdefektowanych rur. Mniej też wypijał. I tak jak w rodzinie, dla źle rozumianego dobra wujenki i świętego spokoju wszyscy godzimy się na stan faktyczny. I nie jest doprawdy tak, że nie ma żadnego sposobu na ucieszenie tych durniów. Moim zdaniem jest i ja będę pracował nad jego udoskonaleniem. Uważam, bowiem, że tyranii należy się przeciwstawiać, a Zdziśka trzeba było uciszyć już dawno i wysłać na odwyk. Wujence zaś zafundować pobyt w SPA i kupić bombonierkę. Tak by się zachował człowiek twórczy, świadomy siebie i otoczenia. Niestety w realnych okolicznościach cuda takie się nie zdarzają. Czymu?

To proste. Zdzisiek daje otoczeniu komfort najważniejszy – zdejmuje z nich odpowiedzialność za słowo. Jeśli się zastanowicie nad tym głębiej, sami dojdziecie do wniosku, że to jest najważniejsza rzecz w wymiarze indywidualnym. Każdy bowiem ma jakieś swoje życie wewnętrzne i chce je za wszelką cenę ocalić, życie zaś zbiorowe de facto nie istnieje. Jest pozostawione na pastwę różnych Zdziśków, którzy biorą w swoje ręce odpowiedzialność za jego kształt. I my się na to godzimy, bo ciągle mamy gdzie uciec – to znaczy do środka. W jakiś swój świat. W pewnej chwili jednak łapiemy się na tym, że nie ma żadnej ucieczki i sami zaczynamy pieprzyć jak Wiktor Świetlik, to jest, chciałem rzec, jak wujek Zdzisiek. I orientujemy się, że to wokół nas zaczynają chodzić na palcach, że to na nasz widok przewracają oczami i silą się na uprzejmości. I nie rozumiemy dlaczego tak się dzieje, gdzie jest początek tej katastrofy? Otóż on jest tam, gdzie po raz pierwszy milcząco zgodziliśmy się na dominację Zdzisława przy stole. Katastrofa zaczęła się wtedy kiedy przyjęliśmy na wiarę, że ludzie przemawiający do nas z telewizora mają rzeczywiście coś do powiedzenia. Najgorsze jest to, że oni w to sami uwierzyli. I teraz, nie dość, że będą pierniczyć te swoje dyrdymały w programach publicystycznych, to jeszcze będą wydawać książki. Skoro ktoś osiągnął bowiem sukces nie może ustawać w wysiłkach. Daliście Zdziśkowi szansę i on ją wykorzystał, wszyscy inni ją stracili, ale on jeden zwyciężył. I nie miejcie potem pretensji do nikogo, o to, że żadna z przepowiedni politycznych się nie sprawdziła, a żaden żart Zdzisława, który słyszeliście przy stole nie ma poza gronem rodzinnym najmniejszej mocy. Kiedy zaś próbujecie te wice powtarzać, ludzie patrzą na was, jakbyście mieli rozpięte spodnie. Tak to właśnie jest, kiedy człowiek rezygnuje z wyrażania własnych opinii i godzi się na podrzędne miejsce w hierarchii, fałszywej całkiem i bardzo nędznej.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  18 stycznia 2020 r.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Mówca uniwersalny. Fot. Inter. / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2020.01.25.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski