O istotnym znaczeniu słowa naród


Istotne znaczenie słowa „naród” zawiera się w postulacie – kogo wykluczyć. Można te postulat sformułować inaczej – kogo odstawić od budżetów kreowanych w strukturach państwowych. Innego znaczenia słowo „naród” dziś w Polsce nie ma. Znaczenie to ujawnia się i demaskuje często, ale wielu ludzi żyje nieuzasadnionym złudzeniem, że jednak jest inaczej, że naród to pojęcie z pogranicza metafizyki i praktyki politycznej. To nieprawda. Służy ono wyłącznie do wykluczania z udziału w budżetach lub podpinania się pod te budżety. Przedstawię teraz kilka prostych i dających się łatwo zaobserwować mechanizmów związanych z zastosowaniem słowa naród.

Kiedy, na przykład, pracownikom resortu kultury zatrudnionym w muzeach państwowych zaczyna się, pardon, palić dupa, przestają oni demonstrować swój XIX wieczny kosmopolityzm i stają się zwartym i gotowym na wszystko narodem. Zaczynają nawet używać tego wyrazu w odniesieniu do siebie i czynią to publicznie. Przypominają sobie nawet o tym, że to muzeum co stoi przy rondzie De Gaulle’a nazywa się narodowe. Kiedy ministrem zostaje ktoś z ich punktu widzenia właściwy, okazuje się, że są oni w zasadzie jedynym narodem, jaki zamieszkuje krzaki nad Wisłą. Powiedziałbym nawet, że są bardziej narodem niż sędziowie. Ci zaś reprezentują od jakiegoś czasu najtwardsze jądro narodu, w dodatku takie, które ma gwarancje europejskie.

Najciekawiej robi się, kiedy ktoś próbuje z narodu wykluczyć żydów. Z tym jest zawsze kupa śmiechu, bo ludziska potrafią siedzieć długie godziny i opowiadać sobie, kto tam i w których sferach jest żydem. Mechanizm ten jest ciekawy, albowiem jest to mechanizm smowykluczenia. Powtórzę – pojęcie narodu dotyczy tylko wykluczenia i odcięcia od pieniędzy. Jeśli ktoś więc nie kontroluje żadnego budżetu, a opowiada o narodzie i sam siebie do tego narodu włącza, czyni w rzeczywistości coś innego – wyklucza się i wystawia na aut. I tak wszyscy, którzy demonstrują w imieniu narodu, a nie mają pieniędzy, są z narodu wykluczeni, wszyscy, którzy płaczą, że naród ginie, a nie mają pieniędzy, są z narodu wykluczeni, wszyscy którzy cieszą się na meczach piłkarskich jak idioci, bo jakiś gamoń trafił w piłką w siatkę, są z narodu wykluczeni. Nie wiedzą tego rzecz jasna, bo im się zdaje, że siła narodu polega ba tym, by podniecać się w grupie. To nieprawda, zbiorowe podniecanie się nosi nazwę seksu grupowego i może być imprezą międzynarodową.

Jasne jest, że tak rozumiane pojęcie narodu nadaje ludziom z narodem się utożsamiającym, czyli pobierającym pensje z budżetów państwowych, jakąś moc. Niestety moc ta robi wrażenie tylko na tych, którzy z narodu zostali wykluczeni. I jest to w dodatku wrażenie negatywne. To utwierdza tylko ten prawdziwy, budżetowy naród, w przekonaniu, że jest w istocie narodem, choć wykluczeni, opowiadają co innego i nazywają ich kastą.

Słowo naród przestaje mieć jakiekolwiek znaczenia poza obszarem dyskusji publicznej prowadzonej w języku polskim. W zasadzie słowo to znika. W jego miejsce pojawia się zwrot organizacja, który nie jest zbyt często używany, ale każdy wie o co chodzi. O strukturę, której ten czy inny polityk oddaje usługi rzeczywiste. W Polsce nikt, poza nami tutaj, nie używa wyrazu „organizacja” na określenie rzeczywistych mocodawców polskich polityków, nie czynią tego sami politycy z obawy, że ta wykluczona grupa, mieniąca się narodem, może to źle zinterpretować. Pozory bowiem muszą być zachowane, przynajmniej do momentu, kiedy nie zacznie się likwidowanie państw narodowych i budowanie na ich miejscu jakichś konglomeratów.

Czy za przynależność do narodu, rozumianego jak wyżej, dostaje się w Polsce jakieś nagrody? Nie. Nie ma czegoś takiego, jak Legia Honorowa, albo tytuł sir przed nazwiskiem, albowiem powyższy mechanizm wskazuje, że samo właściwe zrozumienia pojęcia naród, a także zaliczenie w poczet przedstawicieli narodu, jest już nagrodą. Potem należy już tylko pracować nad tym, by nikt owego znaczenia nie podważył, a także nad tym, by grupa rozumiana jako naród była spójna, skonsolidowana i działała przeciwko wykluczonym. Nic innego się nie liczy.

Ten sposób działania dla dobra narodu ma swoje konsekwencje. Są one widoczne wszędzie i dają się streścić w zdaniu – każdy piernik, który wręczają ci przedstawiciele narodu jest na 90 procent zrobiony z gówna. Bardzo przepraszam za dosadność, ale z czym tu się kryć. Niby są te nagrody i krzyże kawalerskie, ale co to kogo obchodzi i jakie ma znaczenie? Dopóki nie honoruje się samodzielnych działań ludzi, podnoszących znaczenie narodu na arenie międzynarodowej, wszystko to są gadżety mające takie samo znaczenie, jak urna z prochami dziadka na komodzie. Jest tylko problem z odkurzaniem.

Nie można jednak honorować nikogo spoza ściśle rozumianego narodu, bo wtedy zatraci się to, o czym napisałem wyżej – naród nie będzie już grupą wybrańców korzystających z budżetów kreowanych w strukturach państwa, wyrosną w nim uzurpatorzy, którzy będą robić różne rzeczy, całkiem poza kontrolą. W dodatku będą to rzeczy, całkowicie, z punktu widzenia narodu rozumianego jak wyżej, nieistotne.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce rodzi się ktoś taki jak Rowan Atkinson i robi karierę komika wyśmiewając się, w sposób nieoczywisty i inteligentny z Polaków. To jest nie do pomyślenia, bo z Polaków może śmiać się Czech przypisując im cechy XIX wiecznych kmiotów. Gdyby pojawił się polski Rowan Atkinson, co jest niemożliwe, uspokajam wszystkich, mógłby nakręcić serial komediowy pod tytułem „Polskie sądy”, albo inny jakiś równie zabawny. Sprawa zrobiłaby się poważa, nikomu nie byłoby do śmiechu, albowiem produkcja taka byłaby otwartym atakiem na naród. I tego naród nie mógłby polskiemu Rowanowi Atkinsonowi darować. A o tym, by go nagradzać za cokolwiek to już zapomnijcie.

Dlaczego taka sytuacja w ogóle ma miejsce i kto stoi na straży tego systemu. W mojej ocenie bronią go narodowcy, czyli ci ludzie, których wykluczono z narodu, pod to żeby utrzymywali stałą temperaturę wokół samego pojęcia oraz by demonstrowali swoje własne aspiracje. Ja wiem, że to jest skomplikowane i trudne do zrozumienia. Tak, jak dla wielu ludzi trudne do zaakceptowania jest to, że Jaś Fasola ma order Imperium i tytuł szlachecki. To przecież niepoważne, a z ludźmi niepoważnymi nikt się nie liczy. Trzeba być człowiekiem serio, bo wtedy każdy ma gwarancję, że ma do czynienia z oszukanym idiotą. Nie może być inaczej.

Na koniec, żeby potwierdzić wszystkie swoje i Wasze najczarniejsze obawy dodam tu taki link:

Polska fundacja, jak najbardziej narodowa, postanowiła serio rozprawić się z Putinem i jego kłamstwami. Wymyślili, że jak puszczą w sieci rozmowę twitterową Hitlera ze Stalinem, to Putin zemdleje, a naród, ten wykluczony, ciemny i niczego nie rozumiejący, który oni mają w tym stanie utrzymywać, będzie klaskał i wył zachwytu.

I to jest doprawdy niezwykłe. Myślicie, że to przez fakt iż w tej fundacji siedzą sami żydzi? Sam nie wiem.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  25 stycznia 2020.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa za: Polska – About na FB / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2020.02.03.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski