„RZECZPOSPOLITA PRZYJACIÓŁ” czy ŻYDOKOMUNISTYCZNA HOŁOTA?


1 września 1939 r. Polskę napadły hitlerowskie Niemcy, a 17 września sowiecka Rosja. W myśl paktu Ribbentrop-Mołotow kraje te przystąpiły do niszczenia Państwa Polskiego. Polacy bez wahania wybrali walkę z wrogiem, w imię słów:

„My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.

Wybrali samotną walkę i ponieśli straszliwe konsekwencje. Walczyli na wszystkich frontach. W Polsce nie było Quislinga. Był natomiast Hubal, Pilecki i Fieldorf. W Polsce byli też zdrajcy, ale byli to komuniści żydowskiego pochodzenia. Dlaczego ocaloną godność i honor próbuje się Polakom odebrać? Dlaczego Putin o polskim ambasadorze powiedział Drań i antysemicka świnia, a poparł go naczelny rabin Rosji, izraelskie gazety i Jad Waszem?

Dlaczego nie mówią, że z punktu widzenia pierwszej i największej ofiary II wojny nie ma różnicy pomiędzy zbrodniarzami niemieckimi, a zbrodniarzami z NKWD i nadesłanymi z sowieckiej Rosji pachołkami?

Dlaczego zbrodniarze nie ponieśli kary, zaś w Rosji i w Izraelu, ich nowej ojczyźnie otoczeni są sławą bohaterów i otrzymują polskie renty?

O całej sprawie zrobiło się głośno, gdy 9 czerwca 2014 r. „Times of Israel”, w artykule „Polski rząd zamierza oddać sprawiedliwość tym, którzy cierpieli w czasie wojny”, powołując się na sejmową ustawę, pochwalił polskie władze za to, że 50 tysięcy obywateli Izraela będzie mogło pobierać comiesięczną rentę:

rząd polski wprowadził ustawę i ci, którzy urodzili się w Polsce i mogą udowodnić, że są ofiarami nazistowskich lub sowieckich represji, otrzymają miesięczną rentę w wysokości 100 euro.

Gazeta poinformowała, że pieniądze te otrzymają wszyscy ci, którzy w czasie wojny i w okresie stalinowskim doznali szkody na terenach należących do Polski ze strony nazistów i Sowietów. Potwierdziła to Colette Avital, szefowa Światowej Organizacji Restytucji Mienia, której wtórował odpowiedzialny w polskim MSZ za kontakty z diasporą żydowską:

do miesięcznych świadczeń kwalifikuje się każdy mieszkający w Izraelu, kto urodził się jako obywatel polski, ucierpiał podczas wojny pod okupacją niemiecką bądź też ukrywał się. To samo dotyczy małżonka. To samo dotyczy kolejnej okupacji – sowieckiej – do roku 1956”.

Rozwijając temat, mówił:

„Do otrzymania świadczeń kwalifikuje się, kto ucierpiał podczas wojny w okupowanej Polsce lub w innym miejscu, był zmuszony opuścić Polskę lub też urodził się po wojnie w rodzinie, która została zmuszona do opuszczenia Polski, a więc jako dziecko miał udział w ich losach i prześladowaniach. Na przykład żołnierz Armii Czerwonej, który – podczas marszu na zachód w czasie wojny – zatrzymał się w Polsce i poślubił polską obywatelkę lub obywatela, a następnie po wojnie wyjechał z kraju do Związku Sowieckiego może ubiegać się o to świadczenie. I jeśli poza Polską w Związku Sowieckim urodziło się dziecko, i to dziecko cierpiało w Związku Sowieckim, to dzisiaj jako osoba dorosła może ubiegać się o status weterana wojennego lub osoby prześladowanej”. 

Argumentem „prawnym” uzasadniającym przyznanie rent było cytowanie Elie Wiesela: Nie wszystkie ofiary były Żydami, ale każdy Żyd był ofiarą, i konkluzja: „Dlatego ofiary żydowskie muszą być traktowane ze szczególną uwagę”. Przy okazji otwarto nowy kanał wypłaty odszkodowań za mienie pożydowskie, podjęto kolejny krok w akcji restytucji mienia żydowskiego, utworzono nową kategorię roszczeniowców, tj. tych którzy „doznali szkody na terenach należących do Polski”.

Czyli, w myśl tworzonej przez Izrael i Rosję nowej historii o tym, że Auschwitz był polskim obozem, i że wyzwoliła go Armia Czerwona dowodzona przez żydowskich generałów, polskie renty należy wypłacić także owym generałom.

Oskar Szyja Karliner, szef Zarządy Najwyższego
Sądu Wojskowego.

[Fot. Wikipedia.pl]

À propos – za ustawą głosowali posłowie PiS, w tym Jarosław Kaczyński; 1 października 2017 r. weszła w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna, na jej mocy emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zostały radykalnie obniżone, ale nie objęła pobierających polskie emerytury i renty żyjących w Izraelu. W tym kontekście należy przypomnieć, że bardzo sprawnie obywatelstwo polskie przywrócono emigrantom z marca’68, w większości wywodzącym się z aparatu Urzędu Bezpieczeństwa, że najwięcej obywatelstw przywrócił marcowym kombatantom Lech Kaczyński (bo 15 300), że w 2007 r. osobiście i ostentacyjnie wręczył akt przywrócenia obywatelstwa synom Oskara Szyji Karlinera, szefa Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były niemal wszystkie wyroki śmierci na polskich oficerach i żołnierzach oraz że na cmentarzu żydowskim w Warszawie dokonywana jest za pieniądze Ministerstwa Kultury, tj. za pieniądze rodzin ofiar zamęczonych i pomordowanych Polaków, renowacja grobu oficera NKWD, a później szefa zbrodniczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego płk. Józefa Różańskiego vel Josefa Goldberga, który w ubeckich katowniach zamordował tysiące polskich patriotów, w tym Witolda Pileckiego i Emila Fieldorfa.

Józef Różański (wcześniej Josef Goldberg) pułkownik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, grób zbrodniarza komunistycznego będzie odnowiony z pieniędzy rodzin ofiar zamęczonych i pomordowanych przez niego Polaków. [fot. wikipedia.pl]

8 czerwca 2015 r. w warszawskim hotelu Hilton odbyła się tajemnicza konferencja. Wśród jej organizatorów aż roiło się od byłych i obecnych oficerów służb specjalnych Izraela i Polski, a wśród zaproszonych gości od złodziei, w tym Andrzeja Gąsiorowskiego i Bogusława Bagsika.To oni na początku tzw. transformacji ustrojowej założyli spółkę „Art-B” i wyprowadzili z polskiego systemu bankowego za pomocą tzw. „oscylatora finansowego” 600 mln USD. W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1991 r. obaj oszuści (ostrzeżeni przez współpracownika Kaczyńskich) uciekli wraz z pieniędzmi do Izraela, gdzie szybko otrzymali obywatelstwo. Konferencja była poświęcona tajnej operacji służb specjalnych Izraela i Polski o kryptonimie „MOST”, przerzucenia do Izraela przez lotnisko Okęcie kilkuset tysięcy sowieckich Żydów. Przy czym wszystko wskazywało na to, że całą operację sfinansowano z pieniędzy ukradzionych Polakom przez obu złodziei, przy cichym przyzwoleniu ówczesnych władz Polski (podczas operacji mieli ochronę agentów Mosadu; gdy prokuratura zainteresowała się ich holdingiem grozili, że komandosi izraelscy rozprawią się z prześladowcami), a logistyka i pomysł z „oscylatorem” zostały im podsunięte przez Mosad. Sądząc po tym, że azylu aferzystom udzielił Izrael jest też jasne, kto dał pierwszy milion na rozruszanie interesu. Dorzućmy do tego obrobienie przez izraelski wywiad, za przyzwoleniem Balcerowicza, kasy FOZZ. Wśród fetujących i oddających  hołd oszustom nie zabrakło polityków PiS i doradców Komorowskiego. Na próżno czekaliśmy na jakąkolwiek reakcję PiS. Nie zająknęły się na ten temat PiS-owskie media. I milczą do dziś.

Nawiasem mówiąc – kiedy było już wiadomo, że to zwykli żydowscy hochsztaplerzy, do Izraela udał się dziennikarz TVP Jerzy Diatłowicki, znany z wybielania prominentnych Żydów z czasów Bieruta. Wyjazd zaowocował książką rozgrzeszającą obu oszustów. Padają w niej osobliwe opinie:

Polska nie dorosła do demokracji i należy wziąć Polaków za mordę; Polacy są to dzisiaj najgorsi ludzie na świecie […] do takiego skurwysyństwa nie przyjadę. Jak będę widział Polaka, a Polak będzie zdychał na ulicy, nawet mu ręki nie podam, żeby więcej pomóc. Nie przyjadę do Polski; bye, bye.

Warto przy tym wiedzieć, że Diatłowiecki to syn naczelnika wydziału w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego i że u boku Ja’ira Lapida,   który w lutym 2018 r., podczas polsko-izraelskiej „wojny” propagandowej  stwierdził, że „polskie obozy śmierci istniały i żadne prawo nigdy tego nie zmieni”, widziano Andrzeja Gąsiorowskiego.

Izraelski noblista Amos Oz w wywiadzie dla „Wprost” przyznał, że jego kraj stał się schronieniem dla co najmniej 20 tysięcy byłych oficerów KGB. Ilu z nich znalazło się zatem w Izraelu dzięki operacji MOST, a ilu wśród organizowanego przez Mosze Kantora antypolskiego Forum w Jad Waszem? Regułą stało się, że gdy prezes PiS natrafia na przedstawiciela żydowskiej mniejszości, pochodzenie aferzysty staje się okolicznością łagodzącą i usprawiedliwia największe antypolskie świństwa. Ostatni tego przykład to afera GetBack. Jej główni bohaterowie mają dziwne powiązania z Izraelem. Zamieszany w nią Piotr B., o przydomku „sztukmistrz z Lublina”, to prezes spółki Bramson Arms specjalizującej się w cyberbezpieczeństwie i antyterrorystycznych programach szkoleniowych opartych na współpracy z Ministerstwem Obrony Izraela. Tenże Piotr B. współorganizował konferencję „MOST” celebrującą akcję transferu Żydów sowieckich do Izraela przez lotnisko Okęcie. 

Strategię uzgodnili w Soczi prezydent Rosji i prezydent Izraela. Na jednej szali położyli kłamstwo oświęcimskie i kłamstwo katyńskie. Wcześniej Duma zadekretowała ściganie tych, którzy uwłaczają czci Armii Czerwonej, a w roli żyranta tej narracji wystąpił Izrael. Okazało się, że i w Polsce są entuzjaści owego politycznego zamysłu, zgodnie z którym pamięć o Katyniu to nacjonalizm, lustracja przypomina antysemicki pogrom, a dekomunizacja prowadzi do faszyzmu. Ich ulubiony i ostateczny argument to: funkcjonariusze UB byli sojusznikami w walce z faszystowskim zagrożeniem. Na czyje polecenie „Wyborcza” (i Anne Applebaum) rozpowszechnia dziś taką propagandę? Dlaczego rządzący nie walczą z nią, a wprost przeciwnie z nią się układają?

(Od lewej) Min. spraw zagranicznych Rosji Sergiej Ławrow, pochodzący z ZSRR min. obr. Izraela Avigdon Lieberman, prezydent Vladimir Putin, prezydent Shimon Peres w czasie odsłonięcia Pomnika Zwycięstwa Armii Czerwonej nad niemieckimi nazistami w II Wojnie Światowej. Netanya, Izrael, 25 czerwca 2012 [żródło zdjęcia: Pool/Getty Images Europe, ZIMBIO.com]

Relacje Rosja-Izrael to nie tylko kordialne stosunki przywódców, ale zyskowne, jawne i tajne interesy. Można nawet pokusić się o nazwanie tego politycznym i militarnym sojuszem. Jeden z pochodzących z ZSRR polityków izraelskich, minister obrony Avigdor Liberman (Эвет Львович Либерман) podsumował: „Rosjanie rozumieją nasze interesy, a my rozumiemy ich interesy”. Elementem rosyjskiej gry jest nie tylko półtora miliona sowieckich Żydów, ale też kilkadziesiąt tysięcy imigrantów z ZSRR zatrudnionych w izraelskich resortach siłowych i w dyplomacji. Sowieccy Żydzi zsowietyzowali też Kneset, a jeden z jego członek mógł wygłosić tyradę: skoro w komunizm zaangażowało się wielu Żydów, to zrównujący komunizm z nazizmem negują holokaust. Okazuje się, że jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, bo wywodząca się z b. Związku Sowieckiego żydowska diaspora jest coraz silniejsza i coraz silniej domaga się honorów. I, jak tak dalej pójdzie, antykomunizm będzie uznany za tożsamy z antysemityzmem i tym samym zabroniony.

Min. obr. Izraela Avigdor Lieberman z weteranami Armii Czerwonej celebrują 73 rocznicę zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami upamiętnioną przez Knesset, Jeruzalem, 8 maja 2018 r. [Fot. Ilia Yefimovich/Getty Images Europe, ZIMBIO.com]

Myśląc o wrogach i wrogiej nam propagandzie, warto uwzględnić i ten aspekt rzeczywistości oraz uświadomić sobie, że: doskonałe relacje Izraela i Rosji zagrożeniem dla Polski; w sporze z polską narracją historyczną Izrael stał się sojusznikiem Rosji, a Rosja sojusznikiem Izraela; nasi „izraelscy przyjaciele” mają swoje wspólne gierki z Putinem; FSB i Mosad są „towarzyszami walki” w boju z polskimi antysemitami.

Premier Benjamin Netanyahu w braterskim uścisku z prezydentem Vladimirem Putinem, Jeruzalem, 23 stycznia 2020 [Fot. Amos Ben Gershom / GPO, jewishpress.com].

Tymczasem „genialny strateg” udaje, że tego nie widzi – podtrzymuje fikcję „strategicznie istotnych, cywilizacyjnie bliskich i znakomitych” relacji z Izraelem. Pod pomnikiem synagogi w Białymstoku potępił „falę antysemityzmu koncentrującego się na atakach na Państwo Izrael”. Stwierdził, że państwo to „jest przyczółkiem naszej kultury w tamtym świecie”. Tak więc częścią tej kultury są pomniki Armii Czerwonej i nieprzerwana aktywność agend Izraela, wespół z agendami Rosji, w tropieniu antysemitów w Polsce. 

Mówią o „zdecydowanych” słowach Morawieckiego. A jak one wyglądały?

„Sprzeciwiamy się negowaniu i zniekształcaniu historii Holokaustu, jesteśmy zdeterminowani odpowiadać na próby wykorzystania 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau oraz pamięci o ofiarach obozu do celów politycznych. Zamiast sięgać po słowa politycznej rozgrywki, chcemy wsłuchać się w ciszę, którą pozostawiło po sobie 60 milionów ofiar wojny i 6 milionów ofiar Holokaustu”.

Czyli kilka poprawnych politycznie frazesów politycznego eunucha.

Nie powiedział, kto neguje, kto zniekształca, że Holokaust dotyczył także Polaków, że obozy wybudowali Niemcy dla Polaków i że pierwszymi więźniami byli Polacy. Nie powiedział o udziale Żydów w podboju i zniszczeniu Polski, kto stoi w pierwszym szeregu poniżających Polskę oraz że w Jad Waszem toczono jad żmii. Nie powiedział, że polskie Kresy stały się polem szczególnie okrutnych działań sowieckiego terroru, gwałtów, zsyłek, wysiedleń, mordów i rzezi. Nie powiedział też, że Putin mówiąc o ocaleniu Polski przez armię sowiecką był wyjątkowo bezczelny, bo Stalin wcześniej na Polskę napadł, a na koniec zainstalował marionetkowy rząd żydokomunistycznych kolaborantów.

W 2009 r. w 70 rocznicę wybuchu wojny przybył na Westerplatte Rosjanin. Lech Kaczyński przemawiając do Putina (a także Merkel i folksdojcza Tuska) nie wspomniał, że w latach 1937-38 Rosja Sowiecka dokonała ludobójstwa na 111 tysiącach Polaków. Nie powiedział, że Armia Czerwona napadając na Polskę i wspólnie z Wehrmachtem defilując w Brześciu, dokonała IV rozbioru Polski. Była to kurtuazja dyplomatyczna, czy zwykłe tchórzostwo?

Nie mamy polityków, którzy jasno, stanowczo i dobitnie przeciwstawiliby się propagandowej agresji. Buńczuczni są tylko wtedy, gdy mówią o Polakach i ich antysemityzmie. Podnoszą wówczas głos, toczą wokół groźnym wzrokiem, zadzierają głowy. Gdy Duda spotka się z propagandystami z Jad Waszem, następuje w nim jakaś dziwna przemiana, staje się cichutki, szepcze głosem przymilnym, główkę na bok przechyla, w oczy służalczo patrzy, żeby, choćby niechcący, rozmówców nie urazić.

Mówiąc, że Putin to, że Putin tamto, nie mówią, kto jerozolimski sabat zorganizował, kto sypnął rublami i kto oddał trybunę dla antypolskich tyrad. O tym, że zrobili to Żydzi przerzuceni w operacji „Most” panuje grobowa cisza. Bezpłodnie młócą słomę, biadolą o wszystkim, ale nie o tym, że owszem miała w tym sabacie swój interes Rosja Putina, mają Niemcy, znajdą się inni, ale nie ma wątpliwości, że główny i zasadniczy powód ilustrują słowa Israela Singera: „Ponad trzy miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. My nigdy na to nie pozwolimy […] Będziemy im to powtarzać dopóki Polska ponownie nie pokryje się lodem. Jeśli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”. I jeszcze jedno – w marcu 2007 r. premier Jarosław Kaczyński przyjął Izraela Singera.

Nie mówią, że ci, którzy Polskę obrabiają to, jak jeden mąż, żydokomuna, że po formalnym odzyskaniu niepodległości Polacy wielokrotnie padli ofiarą agresji z ich strony, że w Magdalence na skutek zawartego pod auspicjami Rockefellera paktu Jaruzelski-Geremek, Kiszczak powierzył żydokomunie władzę i gazetę, a Michnik przed Okrągłym Stołem pisał o „fundamentalnej zbieżności interesów kierownictwa politycznego ZSRR, kierownictwa politycznego w Polsce i polskiej demokratycznej opozycji”.

Kaczyński mówi o wojnie polsko-polskiej, a nie mówi, że Jaruzelski w Magdalence oddał władzę Żydom. Duda bredzi o „Rzeczpospolitej Przyjaciół”, a chodzi przecież o wojnę Polaków z żydokomunistyczną hołotą!

Bolesław Bierut, Hilary Minc, Jakub Berman [Fot. za: wikipekia.pl]

Po 1944 r. Stalin z pełnym cynizmem powierzył władzę w Polsce etnicznym mniejszościom, umieścił kolaborujących z nim Bermana i Minca na kluczowych stanowiskach. Jaruzelski manewr ten powtórzył z Geremkiem i Michnikiem. Okazało się, że w suwerennej RP, aby zostać ministrem trzeba było mieć dziadka w KPP lub wujka w UB. To za ich namową Kiszczak skazał na banicję 8 tysięcy działaczy „S”, tak aby nie przeszkadzali żydokomunie w „transformacji ustrojowej”. Pozbyli się etnicznej konkurencji, chociaż przyznać trzeba, że czystki etnicznej dokonali bardziej „humanitarnie”, niż po 17 września, tj. po paradzie zwycięstwa Wehrmachtu i Armii Czerwonej w Brześciu, odbieranej przez Heinza Guderiana i kombrygadiera Siemiona Kriwoszeina.

17 września 1939. Paradę zwycięstwa Wehrmachtu i Armii Czerwonej w Brześciu odbierają Heinz Guderian i kombrygadier Siemion Kriwoszein. [Fot. Wikipedia.pl]

Weźmy na ten przykład Antoniego Macierewicza i jego amerykańskie kontakty, tj. tamtejszych neokonserwatystów, czyli byłych trockistów, potomków emigrantów z sowieckiej Rosji.  „Wyborcza” obwieszcza: „Skrajna prawica to rusofile i agentura Putina”. W „Gazecie Polskiej” ukazuje się artykuł: „Nacjonaliści, główny towar eksportowy Putina”. „Forward” pisze: „ukryte wsparcie Rosji dla skrajnie prawicowych antysemickich partii politycznych w różnych krajach należy rozumieć jako strategię destabilizującą te kraje, a nie wyraz wspierania ideologii antysemityzmu”.

Pomnik zwycięstwa Armii Czerwonej w Netanya, Izrael, 26 kwietnia 2017 [Fot. E. Stein -almasdarenews.com].

Macierewicz oskarża o prorosyjskie sympatie tych, którzy pytają, jakie wspólne interesy mamy z Izraelczykami stawiającymi pomniki Armii Czerwonej; dlaczego kraj, z którym nie mamy wspólnych interesów ani wspólnych wrogów jest „naszym strategicznym partnerem”; dlaczego udostępniono Wawel na obrady Knesetu; dlaczego ważne decyzje podejmowane są na szabasowych kolacjach u agenta Mosadu.

A my pytamy: dlaczego Polakom nie udało się wyłonić nowych elit? Czy nie dlatego, że dekomunizacja lub raczej jej nieudane próby nie sięgała istoty problemu? Czy nie dlatego, że pozwoliliśmy odciągnąć uwagę od rzeczywistych zagrożeń, bezmyślnie koncentrując się na demaskowaniu „ruskich onuc” jako apokaliptycznego zagrożenia, na zajmowaniu się pomnikami ruskiego sołdata, a nie grobowcami Bermana i Bieruta na Powązkach?

I czy nie jest to pełna wykładnia paktu Putin-Peres na gruncie polskim oraz dowód, że rzucone przez Putina wyzwisko „bydlak i antysemita” dotyczy nas wszystkich, w tym Macierewicza i redaktorów „Gazety Polskiej”.  

Niepojęte, jak łatwo wmanewrowano PiS w prymitywną kombinację. Pierwsze miesiące rządzenia  upływały na roztrząsaniu tematów narzuconych przez elity „broniące demokracji” i przymilaniu się do nich. I to przy pełnej świadomości, że ich zaplecze to siły wywodzące się z KPP,  ludzie nie mający poczucia ojczyzny i polskości, którzy przy obrabianiu (w tym pozbawianiu mienia) Polaków stosują stalinowskie metody. Ten, kto wymyślił taką kombinację, uderza jednak niezwykle celnie. Wie, że piętą achillesową prezesa PiS jest filosemityzm, że prędzej potępi radykałów w swej partii, niż wymówi słowo „żydokomuna”.

Kaczyński wmanewrował Polskę w grę, z której nie sposób wyjść zwycięsko, bo każda najmniejsza próba rozliczenia starej elity, naruszenia jej interesów zostanie natychmiast okrzykniętaantysemityzmem”.

A każdy, któremu przypomni się jego korzenie będzie ofiarą „politycznych prześladowań”. Przy czym niebywała agresja i buta potomków żydokomuny bierze się stąd, że Kaczyński kilkakrotnie zapewniał – „żadnego odwetu i rozliczeń nie będzie”. 

I jeszcze jedno – u Kaczyńskiego nie brakuje nieustraszonych pogromców komunizmu, którym w pokrętnych analizach nigdy komunizm nie kojarzy się z żydokomuną. Gdy w swych antykomunistycznych zapędach natrafiają na nadesłaną przez Stalina mniejszość etniczną, ich radykalizm słabnie, a pochodzenie etniczne staje się okolicznością łagodzącą i usprawiedliwia największe antypolskie szwindle.

O co jeszcze chodzi w tej perfidnej kombinacji? Nie można się z nimi rozprawić, bo polecą ze skargą do Netanjahu lub Putina, że są ofiarami „antysemickiego pogromu”. Tymczasem – tak jak nie było haniebnej zbrodni na więźniach politycznych w dobie stalinizmu, gdzie w tle nie kryłby się cień żydowskiego kata, tak dzisiaj nie ma żadnego haniebnego antypolskiego aktu, za którymi nie kryłby się w cieniu jakiś żydokomunistyczny geszefciarz. 

Dziennikarz „Polityki”, organu KC PZPR, Marian Turski [pierwotnie Mosze Turbowicz] w czasie haniebnego wystąpienia na uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia IL Auschwitz [Fot. Inter].

W sposób obrzydliwy udowodnił to Marian Turski (pierwotnie Mosze Turbowicz) dziennikarz z „Polityki”. Dopuszczony do głosu podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, ostrzegł: jeśli nie będziemy przymilać się do Gersdorf, to prędzej czy później doprowadzimy do drugiego Auschwitz, a nawet czegoś jeszcze gorszego. „Polityka” to niegdyś organ KC PZPR, w której większość publicystów pochodzenia żydowskiego przeczekała zawirowania ustrojowe. Zresztą z okazji niedawnego jubileuszu tygodnika, redaktor naczelny wygadał się: „Polityka nigdy nie zmieniła swojej linii programowej”.

À propos – tow. Turski zakładał struktury PPR w mediach, aktywnie działał w tej zbrodniczej organizacji, działał na pierwszej linii ideologiczngo frontu w czasie największych komunistycznych zbrodni popełnianych na polskich patriotach i żołnierzach niezłomnych, odpowiadał w KC za sektor wydawniczy, a w latach 90. zachwalał publicznie Urbana.

I jeszcze jedno – tow. Turski, jako przewodniczący Stowarzyszenia Żydowskiego Instytutu Historycznego podpisał razem z Lechem Kaczyński akt erekcyjny pod budowę Muzeum Polin, które stało się symbolem sukcesu i potęgi żydokomuny, czymś w rodzaju gmachu Komitetu Centralnego Partii z czasów Bermana i Bieruta, paralelnym ministerstwem kultury, drugim IPN mającym monopol na badania historii żydokomuny, kneblującym wszelkie pytania na temat żydokomuny. To także ono ma monopol na stosunki polsko-żydowskie i określa stosunki z Jad Waszem. I mamy sytuację, kiedy znajdujący się pod żydowskim atakiem rząd wynajmuje sobie żydokomunistycznych pośredników, którzy podpowiadają, jak się Polacy mają zachować w czasie tego ataku.

Kiedyś Lech Kaczyński dał się przekonać, że droga do zbawienia prowadzi przez muzeum Polin i że bez certyfikatu koszerności nie będzie miał wstępu do Białego Domu. Dziś jego brat myli stosunki polsko-amerykańskie ze stosunkami polsko-żydowskimi. Rozumowanie tym bardziej kuriozalne, że Żydzi układają się bezpośrednio z naszymi oponentami, mają w Moskwie silne avoiry oraz wyrobiony i skuteczny nawyk układania się wyłącznie z silniejszymi. 

Już wkrótce kolejne obchody rocznicy Marca ’68. Każdego roku w kraju i na świecie, zawsze z dużym rozgłosem, obchodzona jest rocznica żydokomunistycznej rewolty. Pewni siebie, przekonani, że w „tym kraju” już wszystko należy do nich, obdzielają się przy tej okazji polskimi orderami, oskarżają, żądają odszkodowań. Twierdzą, że wszyscy byli ofiarami antysemityzmu, że pozbawiono ich majątków, że z Polski „wypędzono”. Gdy Sowieci najechali na Kresy majątki stracili wszyscy Polacy. Gdy Sowieci upychali 2 miliony Polaków w bydlęcych wagonach i gnali do łagrów  na Syberii i w Kazachstanie, to 1 milion mieszkających na Kresach Żydów, jeśli nie brało w tym czynnego udziału, to się temu przyglądało. Jeszcze inne oskarżenie: „Polska nas nie chciała”. Milionów Polaków emigrujących po ’89 za chlebem też nie chciała, ale zabroniono nam nazywać ich „wypędzonymi”, a wyczynów Balcerowicza „czystkami”. 

Kiedy przejdą do ofensywy, kiedy popiszą się determinacją i odwagą, kiedy przekonają Polaków, że Polska nie jest państwem z dykty osadzonym na kupie kamieni? Kiedy do ich zakutych łbów dotrze, że jeśli ugną się przed żydokomunistyczną ferajną, to będzie koniec Polski?

Kto wygrał: Polska czy Rosja?

Wygrała żydokomuna, a do klęski, po raz kolejny, przyczynili się rządzący.

Putin oskarżył Polskę o wybuch II wojny światowej, pomówił o kolaborację z Hitlerem, wyzwał od antysemitów. Wytoczył Polsce wojnę z historią jako polem bitwy.

Czy zatem potworne zbrodnie, jakich żydokomuna dopuściła się na Polakach, nie powinny być naszym głównym historycznym argumentem w obronie dobrego imienia Polski?

 Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Ilustracje za: dreamstime.com.
Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO

Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.02.09.
Avatar

Autor: Krzysztof Baliński