NOWOŚĆ WYDAWNICZA: „Testament Jaroszewicza. Kulisy największej zbrodni III RP” – fragment


Ukazała się nowa książka o zabójstwie premiera PRL Piotra Jaroszewicza:

„Testament Jaroszewicza. Kulisy największej zbrodni III RP”.
Autorzy: Roman Mańka, Bartosz Mazurowski, Łukasz Ziaja.
Wydawnictwo Bookowy Las – Konrad Milczewski

Fragment:

Łukasz Ziaja: Zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów miało miejsce już bez mała 30 lat temu. Proszę powiedzieć, jaki czynnik spowodował, że przez tak długi czas nie wykryto sprawców tego brutalnego przestępstwa?

Bartosz Mazurowski: Z całą pewnością jest to najciekawsza sprawa, jaką zna polska kryminalistyka. W skali Europy czy świata mało jest równych jej precedensów. Można ją porównać do innych wydarzeń, takich jak morderstwo premiera Szwecji Olofa Palmego czy przy zachowaniu wszelkich proporcji prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. W obu przypadkach również nie wykryto sprawców.

Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy wszystkie te sprawy: błodzy popełnione na początku śledztwa, zaś w dalszej kolejności swego rodzaju dogmatyczność czy aprioryczność postępowania. Istnieje stara policyjna dewiza, która mówi, ze o powodzeniu śledztwa decyduje jego pierwsze 48 godzin. Jeżeli na tym etapie zostaną popełnione jakieś błędy, później bardzo trudno jest te braki nadrobić.

Ł. Ziaja: Co można zrobić, jeśli w tych pierwszych 48 godzinach nie wykonano pracy najlepiej? Czy wówczas sprawa jest już raz na zawsze utracona?

B. Mazurowski: Wówczas należy prowadzić śledztwo w nieskończoność i nigdy nie przestawać traktować go poważnie. Trzeba pamiętać, że  czas działa na korzyść przestępców, ale tylko do pewnego momentu. Od pewnej chwili zaczyna pracować na ich niekorzyść. Po upływie lat sprawcy czują się coraz pewniej, rozwiązują im się języki, nabierają skłonności do mówienia, nierzadko mimochodem, przypadkowo zdradzają pewne fakty, na jaw wychodzą ważne okoliczności.

Z całą pewnością jest to najciekawsza
Sprawa, jaką zna polska kryminalistyka.

Cierpliwość jest cnotą nie tylko wędkarzy, lecz także dobrych policjantów. Prędzej czy później przestępcy muszą popełnić jakiś błąd.

Ł. Ziaja: Z tego, co Pan mówi, wynika, ze w przypadku zaniedbań w pierwszych 48 godzinach śledztwa wykrycie sprawców przestępstwa możliwe jest tylko w rezultacie ich dezynwoltury.

B. Mazurowski: Przestępcy nigdy nie mogą czuć się pewnie. Wartościowe ślady pojawiają się bądź w obrębie 48 godzin śledztwa, bądź po upływie 20 lat. Mówi się, że czas leczy rany. Jednak ten sam czas nie tylko osłabia czujność przestępców, lecz także zmienia znaczenie pewnych okoliczności.

Ł. Ziaja: W jaki sposób to się odbywa?

B. Mazurowski: Upływ czasu prowadzi do relatywizacji materiału dowodowego. Zmienia się interpretacja poszczególnych śladów zebranych w danej sprawie, modyfikacji ulegają wersje śledcze. Zaangażowanie do śledztwa nowych ludzi przynosi świeże spojrzenie, zwiększa dystans poznawczy do konkretnych okoliczności. Pojawiają się także nowe, duże skuteczniejsze narzędzia kryminalistyczne. Po upływie lat można zrekonstruować ślady, które w momencie popełnienia przestępstwa nie przedstawiały żadnej wartości. Skuteczne śledztwo jest więc nie tylko pochodną błędu przestępców, osiągniecia przez nich większego komfortu psychicznego, zredukowania wrażliwości. Lecz także cierpliwej, konsekwentnej, progresywnej pracy śledczych. Współczesna kryminalistyka zna przypadki  rozwikłania zagadkowych morderstw nawet po upływie trzech dekad. Na przykład dzięki zmianie zapisu fotografii z analogowego na cyfry i możliwości wielokrotnego powiększenia obrazu czy zwiększenia rozdzielności zdjęcie staje się wyraźne, czytelne. Możliwa jest również rekonstrukcja odcisków palców za pomocą metody metalizacji próżniowej, co wcześniej przy użyciu instrumentów daktyloskopijnych nie było możliwe.

Coraz więcej możliwości otwierają też takie dziedziny kryminalistyki, jak genetyka, wiktymologia czy osmologia. Wykorzystanie nauki w poczynaniach śledczych prowadzi do sytuacji, że coraz więcej śladów można odzyskać.

Ł. Ziaja: Jak dalece można zrekonstruować ślady pozostawione na miejscu zbrodni?

B. Mazurowski: Ewolucja inżynierii kryminalistycznej, postęp technik zabezpieczania pozostawionego przez sprawców materiału dowodowego pozwalają nie tylko na odtworzenie lub odzyskanie śladów, które zostały zniszczone, lecz także uzyskanie tych, których nie znaleziono w miejscu przestępstwa w chwile po jego popełnieniu.

Przestępcy ulegają myśleniu stereotypowemu. Wytarcie chustką przedmiotów, których dotykali, daje im poczucie bezkarności, gdyż jak sądzą, zniszczeniu uległy pozostawione odciski linii papilarnych. Tymczasem jest to naiwność, pozory, przestępcza rutyna, która ich gubi. Współcześnie dla policyjnych techników nie jest problemem odtworzenie materiału daktyloskopijnego uległego zniszczeniu.

Nie tak dawno polscy analitycy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji w Warszawie przeprowadzili skuteczną ekspertyzę, która pozwoliła na zidentyfikowanie śladów ust pozostawionych na torebce. O pomoc w tej sprawie zwróciła się norweska policja, badająca niebywale ponure, mroczne przestępstwo. Wcześniej z wyzwaniem ustalenia tożsamości śladów nie poradził sobie nawet słynny brytyjski Scotland Yard.

Problem dotyczył poczwórnego morderstwa. Po serii trzech tajemniczych zgonów dzieci w tajemniczych okolicznościach zmarł trzydniowy noworodek. Norwescy policjanci podejrzewali, a wręcz mieli pewność, że za śmiercią dzieci stoi matka. Jednak, jak doskonale wiedzą prawnicy, pewność nie jest dowodem; czym innym jest stawianie hipotez śledczych, zaś czym innym jest dowiedzenie ich prawdziwości w wiarygodny sposób przed sądem, gdzie każda najmniejsza wątpliwość będzie działała na korzyść oskarżonego.

Polscy eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji zdobyli dowód, ponieważ w dziedzinie odzyskiwania nietypowych, specyficznych śladów stosują najnowocześniejsze metody i zaliczają się do światowej czołówki.

Ł. Ziaja: W jaki sposób udało się im to zrobić?

B. Mazurowski: Jedynym śladem, jaki znaleźli norwescy śledczy, była torebka wyrzucona do kosza na śmieci. Podejrzewano, iż została ona wykorzystana do uduszenia noworodka. W tego rodzaju sytuacjach ważne jest jednak, aby precyzyjnie używać terminów. Ekspertyza medyczna nie potwierdziła w organizmie zmian fizjologicznych adekwatnych do uduszenia – dziecko nie zostało w klasycznej formie uduszone. Sekcja wykazała, że chłopczyk zmarł z niedotlenienia, a jak ustalili biegli lekarze sądowi,, proces ten trwał ponad 20 godzin. Norweskim policjantom trudno było uwierzyć, iżby rodzona matka mogła poddać własne dziecko takiej męczarni, obserwując przez długi czas powolną śmierć noworodka i pilnując, aby ustały ostatnie parametry życia. Jednak solidny, profesjonalny śledczy niczego nie może lekceważyć, musi sprawdzić nawet najbardziej nieprawdopodobną, najdziwniejszą wersję.

Istniało podejrzenie, iż do niedotlenienia chłopca mogło dojść na skutek naciągnięcia torebki na twarz. Pozostał na niej niezwykle istotny, choć nietypowy, oryginalny ślad: Odcisk ust. Pierwsze kroki norweska policja skierowała w stronę brytyjskiego Scotland Yardu, słynącego z błyskotliwych analiz kryminalistycznych. Zastosowano niezwykle nowoczesną metodę, skuteczną w zakresie ekspertyz daktyloskopijnych metodę metalizacji próżniowej. Polega ona na tym, ze materiał z pozostawionymi śladami ludzkiego ciała umieszcza się w komorze próżniowej, do której wprowadza się następnie opary złota, a później cynku. Ślad ulega rekonstrukcji, gdyż złoto osiada, wydobywając na pierwszy plan (czy uwypuklając) ślady wilgoci pozostawione przez ludzkie ciało, natomiast cynk kondensuje się na powierzchni już powleczonej, utkanej zlotem, tworząc kontrast pomiędzy odciskami a tłem.

Przestępcy nigdy nie mogą czuć się pewnie.
Wartościowe ślady pojawiają się
bądź w obrębie pierwszych 48 godzin
śledztwa, bądź po upływie 20 lat.

Jak skuteczna jest to technika, niech potwierdzi fakt, że w ten właśnie sposób, za pomocą metody próżniowej, nie tak dawno w Wiedniu zrekonstruowano odciski palców znalezione na łusce pocisku, które uległy zniszczeniu w rezultacie wystrzału. Niestety, w przypadku norweskiego śledztwa brytyjski Scotland Yard poniósł porażkę. Metoda metalizacji próżniowej nie zdała egzaminu.

Ł. Ziaja: Jak zatem poradzili sobie polscy eksperci z Centralnego Biura Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji?

B. Mazurowski: Jeszcze w latach osiem dziesiątych XX wieku polski naukowiec prof. Jerzy Kasprzak, pracujący w tamtym okresie w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym, opracował metodę analizy śladów czerwieni wargowej, opartą na technice cheiloskopii. Stworzył on katalog możliwych cech indywidualnych czerwieni wargowej, czyli – mówiąc precyzyjnie – rozrysował oraz zdefiniował właściwości identyfikacyjne ludzkich ust, takich jak konfiguracje linii, układy zagłębień czy wypukłości, które mogą być obecne na tej wrażliwej części ludzkiego ciała.

Metoda analizy czerwieni wargowej jest wciąż jeszcze niedoceniana w obszarze kryminalistyki. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że cheiloskopia jest po wielokroć bardziej skutecznym narzędziem niż badania daktyloskopijne. Świadczy o tym rozmiar śladów, jakie można uzyskać po zastosowaniu którejś z metod: dla porównania na opuszce palca ludzkiego występuje około stu cech indywidualnych; natomiast na odcisku ust można ich znaleźć aż tysiąc dwieście. Polscy śledczy uznają ustalenie tożsamości za kompletne, kiedy zostanie znalezionych siedem cech wspólnych, poza Polską wymaga się dziewięciu.

Kiedy w badaniu śladów pozostawionych na foliowej torebce znalezionej w koszu na śmieci porażkę poniósł Scotland Yard, wówczas norwescy śledczy zwrócili się o pomoc do polskiej policji. Eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji nie zawiedli, sprostali powierzonemu zadaniu. Za pomocą metody analizy czerwieni wargowej, przy użyciu techniki cheiloskopii, wykonali drobiazgową ekspertyzę, która pozwoliła na rozwikłanie ponurej zagadki poczwórnego morderstwa dzieci.

Okazało się, że na plastykowej torebce znajdowały się ślady ust kobiety. Prawdopodobnie pocałowała dziecko, gdy miało ono na twarz naciągnięte już narzędzie zbrodni. Później wyrodna matka kontrolowała długotrwały proces umierania aż do ostatnich chwil życia noworodka. Jak ustaliło śledztwo, kobieta cierpiała na chorobę psychiczną, tzw. zespół Münchhausena, charakteryzujący się intensywną potrzebą zogniskowania na siebie uwagi, a także wymuszenia współczucia ze strony otoczenia. Kobieta została skazana na kare pozbawienia wolności i przez wiele lat będzie przebywać w więzieniu.

Należy wspomnieć, ze przed polskim prekursorem analizy czerwieni wargowej, prof. Jerzym Kasprzakiem, nad metodą cheiloskopii pracowali dwaj japońscy uczeni: Tsuchihashi i Suzuki. Jednak to chyba Kasprzak najszerzej wprowadził ja do kryminalistyki.

Nauka się rozwija, a narzędzia kryminalistyczne są coraz skuteczniejsze. Przytoczony przykład najlepiej ilustruje twierdzenie, że ślady pozostawione na miejscu przestępstwa, które były bezwartościowe w momencie zbrodni i jeszcze kilka lat później, po upływie dwóch, trzech dekad, mogą uzyskać inny wymiar i stać się wartościowe, a nawet kluczowe.

Dlatego przestępcy, sprawcy największych morderstw muszą się całe życie liczyć z okolicznością, że któregoś dnia zapuka do drzwi ich mieszkania czy domu grupa realizacyjna złożona z antyterrorystów, bo gdzieś w zaciszu jakiegoś laboratorium błyskotliwy naukowiec dopasował jakiś ślad.

Tak naprawdę upływający czas w dłuższej perspektywie staje się sojusznikiem policji. Oznacza to, że śledztw nigdy nie należy kończyć, oczywiście jeżeli wpisują się w policyjną zasadę oportunizmu, a więc są istotne z punktu widzenia interesów państwa czy społeczeństwa.

Ł. Ziaja: W sprawie morderstwa małżeństwa Jaroszewiczów również na miejscu zbrodni zabezpieczono ślady, między innymi odciski palców. Czy w związku z tym, co powiedział Pan o rozwoju technik kryminalistycznych, możemy się spodziewać, że również w tym przypadku dojdzie do rekonstrukcji pewnych śladów?

B. Mazurowski: Nie spodziewałbym się rekonstrukcji w klasycznym rozumieniu tego terminu, ale raczej zmiany znaczenia poszczególnych śladów, na przykład nagłego zwiększenia ich wartości. Często w niewystarczającym stopniu uwypuklana jest okoliczność, iż w wili Jaroszewiczów w podwarszawskim Annie mimo chaosu, jaki tam panował w pierwszych 48 godzinach śledztwa, zebrano dość konkretny, mocny materiał dowodowy. Były to odciski palców zdjęte z góralskiej ciupagi – która, jak wiemy, posłużyła mordercom jako narzędzie zbrodni dokonanej na Piotrze Jaroszewiczu – okularów byłego premiera oraz z drzwi z szafy znajdującej się w jego gabinecie. Problem polega na tym, iż zabezpieczone parametry daktyloskopijne nie zostały do nikogo dopasowane, nie pokrywały się i nadal nie pokrywają z zasobami daktyloskopijnymi, którymi dysponuje polska policja…”.

Kup książkę i czytaj dalej.

Książkę można nabyć na Allegro, lub na stronie:
www.wydawnictwobookowylas.pl

Zamówienia można również składać u Wydawcy. Adres:

Bookowy Las – Konrad Mliczewski
Ul. Boguckiego 3A/55
01-508 Warszawa

Życzymy przyjemnej lektury!

Nadesłał:
Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: Piotr Jaroszewicz z żoną Alicją Solską-Jaroszewicz w 1992 r. To jedno z ich ostatnich zdjęć. W nocy z 31 sierpnia na 1 września zostali zamordowani w swoim domu w Aninie. (Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Gazeta) /wybór zdjęcia wg.pco


2020.02.15.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza