Refleksja nad pamięcią Polaków i Australijczyków. Tylko bezimienni


„Długi marsz przeciwko mitom” – Start

Tylko bezimienni

Epicentrum polskiej „erupcji” pamięci o tych co za Polskę oddali życie to bez wątpienia fragment Pałacu Saskiego będący Grobem Nieznanego Żołnierza. Po totalnym zniszczeniu Warszawy przez Szwabów tyle z niego odbudowano. Ten fragmencik minionego piękna i polskości naszej stolicy pełni ważną rolę w obchodach świąt państwowych państw narzucanych Polakom przez Obcych. Tak, tu nie ma żadnej pomyłki: państw. Tak ruska strefa okupacyjna zwana Polską Rzeczpospolitą Ludową jak nowotwór stalinowskiego psa, Kiszczaka Trzecia Rzeczpospolita Polska, to w przekonaniu mieszkańców polskiego terytorium – Polska! A to przecież tylko państwopodobne terytoria, żerowiska dla Obcych w których Polacy sprowadzeni zostali do roli zniewolonych podatników i żyrantów oszustw DemoKreacji.

Po drugiej wojnie światowej Stalin nie wcielił okupowanych terytoriów polskich do sowieckiej Rosji. Nie uczynił z nich kolejnej „republiki rad” tak, jak zrobił to z innymi podbitymi terenami. Jego szczwany, komunistyczny zew robotniczej krwi nakazał mu zniewolić i wystawić na rynek polityki międzynarodowej produkt państwopodobny, który będzie wspierał ekspansję bandyckiej ideologii siłą „niezależego pańtwa polskiego”.
On wiedział jak ograć kretynów, zachodnich demokracjuszy. Wiedział jak zagrać asem „większość ma rację”. Dla bełtania w „międzynarodowej społeczności” potrzebował jak najwięcej podbitych, stłamszonych i posłusznych „państw”, głosów za realizujących wytyczne Moskwy, a nie kolejnych republik swojego imperium.

Nie było zatem jego intencją narzucać nawet nazw tych okupowanych, marionetkowych państw, a wręcz przeciwnie. Dla świata i dla ich mieszkańców miały pozostać wiarygodnymi kontynuatorami wolnych i niezależnych państw, bo tylko jako takie stanowiły wartość dodaną w globalnych, „demokratycznych” rozgrywkach czerwonej zarazy. Tylko tak mógł realizować leninowski plan wieszania Zachodu na sznurku przez Zachód dla Rosji wyprodukowanym. To z jego łaski i za jego diabelskim planem państwa „rosyjskiej strefy wpływów” zachowały swe nazwy z „porządkującymi” dodatkami ideowymi oraz część tożamości tolerowanej i kształtowanej przez komunistów. Polska jest propagandą i bytem podtrzymywanym na potrzeby wybrańców i ich mocodawców, bo trudno żeby taki Donald T., Jarosław Kaczyński, czy jakiś lokator pałacu dla prezydenta Polski miał szanse w wyborach gdzie indziej poza terytorium polskim. Musi istnieć Polska, żeby mógł zaistnieć polski wybraniec, to oczywisty element DemoKreacji. Jaka Polska nie ma żadnego znaczenia, byleby „demokratyczna”. Jaka „demokracja” też nie stanowi problemu byleby dla wybrańców korzystna.

Od zamordowania przez Szwabów i Kacapów II Rzeczpospolitej nie ma Polski!

Jest zaledwie jej erzac z większą lub mniejszą ilością masek za którymi kryją się wrogie Polsce, a w najlepszym wypadku, zniewieściałe, bezwolne, wyzbyte cech polskości, padające przed „złotym cielcem” na pysk mordy usankcjonowane „świętami demokracji”.
IIIRP to stragan polskich błyskotek i podróbek na przykościelnym odpuście. To maskchałat dla Obcych rżnących Polaków w imię ich wynarodowiania.

Temu celowi służą też obiekty pamięci narodowej. Grób Nieznanego Żołnierza za komuny był miejscem pamięci ocenzurowanej. Trudno tam było znaleźć, np. wzmiankę o Żołnierzach Niezłomnych mordowanych przez ówczesnych Obcych mieniących się Polakami. To była pamięć zadekretowana przez moskiewskich wasali tylko o tych Nieznanych, którzy mieścili się w kanonie „bojowników o socjalizm”. Obecna prawda etapu nakazuje odwrócenie wektorów i oddanie czci Nieznanym Polakom pomijanym przez porzedniczkę IIIRP przy równoczesnym bardzo nieśmiałym rugowaniu z przestrzeni publicznej i pamięci narodowej ich prześladowców i morderców.  Co z kolei jest zrozumiałe w świetle deklarowanej ciągłości państwowej z PRL.

Optymalnie by było, żeby pozostać przy Nieznani i kropka, ale dla takiej „ciągłej” pamięci należaołoby na nowo określić Ten Grób jako Nieznanego Polskiego Żołnierza bez względu na to w imię jakiej ideologii i o jaką „Polskę” walczył i oddawać cześć Nieznanemu bohaterowi i bandycie, katowi i jego ofierze bez definiowania kto jest kto, bo wszyscy oni przecież dla Polski czynili. Prawda demokracjusze?

Piękny jest ten nasz szacunek dla nieznanych z imienia bohaterów chociaż jak wykazałem powyżej bardzo daleki od jednoznaczności. Tak daleki jak „współczesny patriotyzm” od patriotyzmu, a uczucia wyższe od doznań fizycznych.

Od bardzo wielu lat trapi mnie pytanie: dlaczego pięknie czcimy bezimiennych za nic mając imiennych? Wynika ono z bardzo długiego doświadczania pamięci o „imiennych”, które w Australii jest powszechne. Nazwisko poległego australijskiego żołnierza nie jest wyłącznie przypisane do jego nagrobka i rodzinnej pamięci. Jest wyeksponowane w przestrzeni publicznej. Począwszy od monumentalnych budowli „War Memorials”, gdzie w porządku przynależności służbowej, dat i miejsca śmierci wymienieni są wszyscy polegli z imienia i nazwiska, a skończywszy na skromnych, często podobnych do siebie pomnikach z żołnierzem na warcie honorowej i tablicą zawierającą te same dane w małych mieścinach. Australijczycy czczą wszystkich swoich bohaterów znanych z imienia i nazwiska, a u nas tylko niektórych. Czy krew przelana przez szeregowca jest mniej wartościowa dla ojczyzny od krwi generała? Ten drugi będzie uwieczniony na kartach historii. Dlaczego ten pierwszy nie ma swego nazwiska na tablicy w przeznaczonym do tego celu miejscu publicznym? Dlaczego w naszym kraju nie ma memoriałów wojennych, pomników z tablicami wszystkich poległych, a w Australii są?

To oczywiście pytanie na osobny, obszerny tekst oparty na analizie kulturowej i uwarunkowaniach historycznych, ale ograniczając go to potrzeb tego rozumowania spróbuję pokazać konsekwencje i przeszkody stojące na drodze upamiętniania bohaterów z imienia i nazwiska.

Państwo, Wspólnota Australijska (Commonwealth of Australia) powstało pierwszego stycznia 1901 roku na wskutek podjęcia decyzji o sfederowaniu sześciu brytyjskich kolonii. Od tamtej pory, nieprzerwanie istnieje wolne państwo zachowujące ciągłość wspólnotową z innymi krajami byłego imperium brytyjskiego. Tam, gdzie walczyli Brytyjczycy, tam też ginęli Australijczycy. Nigdy żadni Obcy na tej ziemi nie występowali przeciwko swojemu narodowi. Sytuacja jest klarowna: każdy poległy zasługuje na szacunek i wieczną pamięć następnych pokoleń.

Obejrzyj wideo pełnej symboliki, pięknej musztry warty honorowej
(kliknij na zdjęcie)

W tym samym czasie jakże inaczej przedstawiały się losy Polski. Żeby nie sięgać głębiej w historię, do zdrad i zaprzaństwa elit Rzeczpospolitej trzeba pamiętać, że w chwili narodzin Australii Polski nie było. Trwały rozbiory, Polacy wyczerpani powstaniami, zsyłkami, mordami w imię prawa zaborców i osłabieni zaborami mienia nadal podejmowali trud odzyskania Polski.

W pierwszej wojnie światowej walczyli w armiach zaborców, często strzelając do siebie. „Garść ludzi” pod wodzą Józefa Piłsudskiego czynem zbrojnym doprowadziła do odzyskania niepodległości Polski. Po dwóch latach(!) od tego wiekopomnego momentu nieukształtowane jeszcze i niescalone państwo polskie musiało dać odpór śmiertelnemu zagrożeniu jakim była agresja Rosji sowieckiej. Polska obroniła nie tylko siebie, ale i Europę przed „czerwoną zarazą”. I

IRP w ciągu 20 lat dokonała rzeczy niebywałych ustanawiając granice państwa, nadając wartość i znaczenie państwu Polska.

Pomimo agresywnych poczynań agentury komunistycznej ukształtowała pokolenie „Kolumbów”, które do dzisiaj stanowi o sile propolskich dążeń części Polaków wychowanych na fundamencie wartości wyniesionych z okresu międzywojennego.

W drugiej wojnie światowej straciliśmy inteligencję i państwo.

Szwaby unicestwiały nas fizycznie, a Kacapy oprócz tego zniszczyły polską duszę i wprowadziły totalny zamęt w pojmowanie państwa polskiego, patriotyzmu i polskości skutkujący do dzisiaj w kolejnych pokoleniach „Polaków żyjących w wolnej Polsce”.

Po wojnie w ramach ustaleń naszych sojuszników(!) oddano Polskę i Polaków w nagrodę za walkę „o naszą i waszą” w ruskie unurzane w polskiej krwi łapy.

Patrioci, którzy nie złożyli broni walcząc do końca o Polskę skończyli w bezimiennych dołach z wapnem i mieli zostać zapomniani. Ich miejsce zajęli kaci, łotry i zdrajcy. Wszystko Polacy, a jakże. To im stawiano pomniki i nazywano ich nazwiskami ulice.

Ściana Pamięci – War Memorial, Canberra, Australia.

Teraz wyobraźmy sobie „War Memorial” postawiony np. w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Jakie nazwiska, kiedy i gdzie poległych byłyby w nim wyeksponowane? Napewno Powstańcy Styczniowi, Legioniści, żołnierze Armii Błękitnej wojny z Rosją, Orlęta…
Zarówno Szwaby jak i Ruskie zniszczyliby ten obiekt w ramach mordowania polskiej pamięci.

Załóżmy, że po zainstalowaniu PRL komuniści w ramach kształtowania człowieka sowieckiego i formatowania „polskiej pamięci” odbudowaliby go. Jakie nazwiska i z jakich pół bitewnych byłyby tam wyeksponowane? Komuniści co to się „kulom nie kłaniali” walcząc o czerwoną Hiszpanię, „partyzanci” z Armii Ludowej, Ludowego Wojska, zwalczający „bandy leśne”, zdrajcy co zginęli od kul Polaków…

A potem, po „upadku komuny” (nie po zwycięstwie Polaków, po „upadku”) w ramach kontynuacji „pamięci” dodano by ich ofiary? W ten sposób powstałby polski „War Memoriał”? W zgodnej koegzystencji, obok siebie „Łupaszka” i „generał Walter”? 

Taki pomysł, Pomnik Poległych nie ma racji bytu tak długo, jak długo nie wyłoni się polska elita, która na nowo, a może raczej na staro zdefiniuje czym jest Polska, jakie w niej wartości muszą być wiodące i kto w nich się mieści, a kto musi być bezwzględnie rugowany.

Idziemy po Polskę w której wraz z Nią zaczną wzrastać Pomniki Poległych za wolność i potęgę naszej ojczyzny. Pomniki poświęcone każdemu znanemu żołnierzowi, który oddał życie za Niepodległą, a nie tylko bezimiennym Bohaterom.

Na marginesie dodam.
W stanie wojennym istniał projekt opracowany przez i dla harcerzy trójmiasta na wypadek „wejścia Ruskich”:
– w ciągu jednej nocy miały zniknąć tablice z nazwami ulic. Miasto dla wrogów miało stać się „ślepe”,
– wartościowe dla kultury i polskiej tożsamości dzieła i obiekty muzealne miały być przeniesione i ukryte we wcześniej przygotowanych i dostosowanych do tego celu miejscach.

W trzy dekady po „odzyskaniu wolnej Polski” jej terytorium nadal zaśmiecają nazwy i pomniki czerwonych bandytów, a ich kontynuatorzy i spadkobiercy dostępują zaszczytów zasiadania w parlamencie, a nawet rządzenia „ten krajem”, który ponoć jest Polską.

Po dwóch latach „polska mizeria” pokonała Rosję.
Po trzydziestu latach IIIRP, „wolna, niepodległa i odwojowana” z rządzącymi „patriotami” nie jest w stanie wyeliminować ruskich wpływów i samostanowić o sobie.

Wątpiących w te słowa i ogłupiałych demokracjuszy odsyłam do medialnej bieżączki wszystkich ścieków. Do tego czym na codzień są karmieni i czym się ekscytują.

Mirosław Rymar

Mirosław Rymar, wróg komunizmu, wszelkiej lewizny i postępactwa oraz ich wyznawców. Świadek przekrętu „upadek komuny” i faktycznego upadku demokracji w świecie „wyżej rozwiniętych”.

12.02.2020r.
RODAKpress

Ilustacja tytułowa: Ściana Pamięci – War Memorial, Canberra, Australia.

Źródło: RODAK PRESS MAGAZYN , 12.02.2020

Podkolorowanie wybranych fragmentów przez red. PCO


2020.02.20.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci