Infantylizacja żołnierzy wyklętych


Dyskusja jaka rozpoczęła się tu wczoraj, poszybowała ku rejestrom, w jakich ja, bardzo wszystkich przepraszam, nie przebywam, a jeśli się tam przypadkiem znajdę, staram się niczego nie słyszeć. Jeśli bowiem ktoś uważa, że podejmowanie tematów dotyczących żołnierzy wyklętych i mieszanie ich z popkulturą, prowadzi do jakiegoś dobrego celu, ten musi biec do lekarza. I to natychmiast. Sprawa generalnie wygląda w ten sposób, że aby mieć rację w jakimś sporze czy dyskusji, trzeba narzucić swoje zasady i zdemaskować nieuczciwość zasad przeciwnika. Dobrze jest zrobić to bez użycia siły. Tylko wtedy można mówić o sukcesie. Od wielu lat, koniec lutego i początek marca to czas coraz bardziej idiotycznych i infantylnych dyskusji na temat postaw żołnierzy wyklętych.

Sprawa ma wymiar polityczny i jest bardzo poważna. Tymczasem w ocenie żołnierzy zbrojnego antykomunistycznego podziemia i w narracjach na ich temat prowadzonych, a także sprzedawanych, dominuje pewien szczególny rodzaj chamstwa.

Ja się nie boje tego napisać, albowiem tak to właśnie wygląda. Wielu osobom zdaje się, że jeśli z postawy i śmierci tych ludzi zrobimy jakieś popkulturowe ikony, nie wspominając przy tym ani słowem o kontekstach politycznych i historycznych, to uzyskamy fantastyczny efekt. Będzie on polegał na tym, że rzesze całe młodzieży, gotować się będą na śmierć za ojczyznę. Każdy zaś, kto tych przygotowań nie podejmie zostanie okrzyknięty zdrajcą. To nie koniec.

Wielu szaleńców uważa, że jak się tragedię tych żołnierzy zmiesza z nowoczesnymi technikami komputerowymi, to osiągniemy promocyjny i komercyjny sukces międzynarodowy na rynku produktów audiowizualnych.

Nie wiem czy medycyna dysponuje już środkami, które mogą złagodzić ten obłęd, ale chyba nie. Piszę – złagodzić, albowiem o całkowitym jego uleczeniu nie może być nawet mowy. Jestem wręcz całkowicie pewien, że narracje i spory oplatające postacie dowódców oddziałów leśnych są elementem antypolskiej strategii, która prowadzi nas wprost w pułapkę. Jej istotny mechanizm polega na tym, że uniemożliwia się całkowicie inną niż entuzjastyczna komunikację.

Można być albo entuzjastą wyklętych, albo entuzjastą KBW. Nie ma nawet co marzyć o tym, żeby problem omówić w innym jakimś świetle. Do czego prowadzi takie postawienie kwestii i kłótnia, bo przecież nie dyskusja z lewicą, która uważa wyklętych za zbrodniarzy? Do uczłowieczenia komunistów. I do uczynienia ich partnerami w tym sporze. I to jest aż nadto dobrze widoczne.

Kiedy już stronom brakuje argumentów, a wiadomo, że jak się zaczną tłuc, to będzie policja i sąd, przechodzą owe strony do jakichś konsensusów, bardzo często ukrytych przed wzrokiem postronnych, których podstawowym benefitem jest wystąpienie w jakimś programie publicystycznym.

Jeśli nie wierzycie w to, co piszę, poczekajcie do 1 marca i do programu Łęskiego i Ogórkowej. Efekt tego jest jeden – powtórzę – nadanie wyższej niż rzeczywista rangi komunistom.

Stają się oni, niewygodnymi co prawda, ale jednak partnerami w dyskusji. I teraz ważna rzecz – czy komuniści dali komukolwiek, kiedykolwiek szansę na dyskusję w jakichkolwiek rejestrach? Nie. Bo oni od samego początku poinstruowani byli, że takie postawienie kwestii unieważnia przede wszystkim ich. Dyskusja z komunistami musiała za każdym razem rozpocząć się od częściowej, bądź całkowitej akceptacji komunistycznego porządku. W myśl zasady – może i chcieli dobrze, ale….

To jest pułapka i ona działa do dziś.

Dlatego właśnie nigdy, przenigdy nie można dyskutować o wyklętych, jako o przykładach do naśladowania, albowiem utknęli oni w pułapce, z której nie było wyjścia.

Naszą zaś rolą nie jest wpaść w pułapkę, ale zmienić zasady dyskusji, zakwestionować skutecznie te, które proponuje przeciwnik i unieważnić go bez użycia siły. Wyautować, jak czasem mówią sportowcy. To jest trudne, albowiem wiara idiotów w to, że Marian Bernaciak czy Zapora byli jak Robin Hood jest przemożna i nie daje się zwalczyć. Dlaczego? Spróbuję to wyjaśnić najprościej jak potrafię. Otóż dyskusja o wyklętych stała się w pewnym momencie rodzajem nobilitacji medialnej i przebiega w formułach skodyfikowanych, których dyskutanci uczą się na pamięć, żeby wywołać w widzu określony efekt. No, ale co to ma wspólnego z prawdą, z rodzinami tych ludzi, które jeszcze żyją i z tą ciężką polityczną odpowiedzialnością, jaką oni na siebie wzięli nie świadomi przecież skutków swoich decyzji? Nic. Albowiem dyskusja ta jest prowadzona przez wybranych i ma charakter prezentacji. Brednie zaś o filmach i promocji, w której wykorzystane zostaną postaci wyklętych, podawane są po to, żeby od tej prezentacji nie uciekły młodsze roczniki, które nie rozumieją jeszcze niczego. I być może nigdy nie zrozumieją. Szansa bowiem na to, że nie wpadniemy w kolejną pułapkę oczywiście jest, ale wszystkie klucze do kuferka, w którym spoczywają instrukcje jej wykorzystania są w rękach sił obcych, które póki co mają jakieś dobre zamiary wobec Polaków, ale to się może w każdej chwili zmienić. A jeśli się zmieni, jaką będziemy mieli drogę przed sobą i jakie schematy operacyjno-polityczne będziemy potrafili wcielić w życie?

No trzeba będzie znów zginąć, a jeśli komuś się uda przeżyć, pójść na współpracę, a potem dyskutować przez trzy następne pokolenia, co jest lepsze – ginąć czy iść na współpracę. Taka dyskusja toczy się ciągle i ma różną temperaturę. Jej efektem jest – powtórzę – uczłowieczenie przeciwnika i nasza degradacja. No bo czyimś kosztem to uczłowieczenie się odbywa przecież.

Ludzie domagający się filmów o wyklętych i lansu w Hollywood nigdy tego nie zrozumieją, bo oni sprzedają pierworództwo za miskę soczewicy. Wydaje im się, że jednorazowe lub seryjne pokazywanie niskobudżetowych produkcji jest już sukcesem. Nie jest i wszyscy o tym dobrze wiedzą. Tak samo jak skoki narciarskie na igielicie nie decydują o tym, kto zdobędzie zimą puchar świata.

Żeby już wszyscy wszystko dokładnie zrozumieli dopiszę dwa zdania jeszcze – sukces w promocji wyklętych musi się – według zasad proponowanych przez wielbicieli martyrologii w pop kulturze – odbywać przy udziale komunistów. To oni powinni zaakceptować postawę naszych bohaterów. No, ale oni, przez sam fakt, że zostali do tej dyskusji dopuszczeni, nie dość, że mając naszych bohaterów w dupie, naigrywają się z nich, to jeszcze sami organizują dyskusję na ich temat.

A promocji w Hollywood jak nie było tak nie ma. No, ale mogłaby być – powiedzą kanapowi zwolennicy umierania zimą w lesie i filmowania tego na żywo – mogłaby być i sama myśl o tym, jest tak ekscytująca, że warto dla niej poświęcić wszystko. I tu dochodzimy do istotnej kwestii – oni to wiedzą. Oni wiedzą, że działa ten mechanizm i zawsze mają pod ręką jakąś garść kolorowych szkiełek, w które ci biedni idioci uwierzą. Musimy to zmienić.

Gabriel Maciejewski

Wybrane komentarze:

nebraska – 26 lutego 2020 o 11:27
to tak ten problem łączenia spraw „niezłomnych” i KBW – te propozycje wspólnej dyskusji, to uzasadnienie stosowane przez KBW, te tłumaczenia że byli ideowi, że wierzyli w komunizm, wierzyli … bez refleksji do dzisiaj ????? Nie widzą po 70 latach, że komunizm to była pomyłka, że byli w błędzie (o ile założyć że byli naiwni).
Albo durnowaci albo kłamią. Z takimi rozmowa nie ma sensu.


Jakub Zaborowski → @nebraska (11:27 26.02.2020) – 26 lutego 2020 o 11:42
Cały świat jest albo durnowaty albo kłamie, łącznie z całym tym Hollywood wszyscy wierzą w dobre intencje komunistów. Kolejne generacje KBW mają świadomość że nie ma się czego wstydzić bo taka narracja obowiązuje w popkulturze. Hasta siempre komendante jak cudownie gra Grabarek na cześć Cze.


Mrc – 26 lutego 2020 o 11:55
Już Juliusz Słowacki pisał:
Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec,
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.
Bardzo mi się to kojarzy ze współczesnym kultem żołnierzy wyklętych. Później będą wkręcali młodzieży na śmierć idźcie, grzecznie, po kolei nad jakiś dół z wapnem w jakiejś bezsensownej wojnie. A my przejmiemy wasze złoża.


Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  26 lutego 2020 r.

Podkolorowania pochodzą od redakcji PCO.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Krzyż na grobie poległego partyzanta. [Fot. za: podziemiezbrojne.pl ] / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2020.02.26.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski