Najlepsi z najlepszych. Pamięci Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych w Dniu Ich Święta



Co stanowi o metodzie działania sowieckiego na podbity naród? Tę metodę można porównać do operacji chirurgicznej, polegającej na wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego. Ale wiemy, że pierwszym warunkiem jest, aby pacjent leżał spokojnie. (…) Pod tym względem bolszewicki zabieg chirurgiczny nie tylko nie różni się od normalnego, a raczej bardziej niż każdy inny uzależniony jest od mądrze stosowanej etapowości, a warunkiem jego powodzenia jest właśnie ta straszna, milcząca, zastrachana, sterroryzowana psychicznie bierność społeczeństwa. Jego bezruch. Jego fizyczne poddanie. Społeczeństwo, które strzela, nigdy się nie da zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami (…). Józef Mackiewicz fragment artykułu z londyńskich „Wiadomości” z 1947 r.

Poniższy artykuł pochodzi z 2011 roku, roku w którym po raz pierwszy obchodziliśmy Dzień Żołnierzy Wyklętych …

„Żołnierze wyklęci” – najlepsi z najlepszych

Autorzy: Kazimierz Krajewski, dr Tomasz Łabuszewski

„Żołnierze wyklęci” to żołnierze polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego walczący przez lata z reżimem komunistycznym. Ludzie skazani przez komunistów na zapomnienie, na nieistnienie w społecznej świadomości. Przez dziesięciolecia zniesławiani, opluwani – wykluczeni z narodowej pamięci. Po raz pierwszy obchodzimy dziś nowe święto państwowe – Dzień Żołnierzy Wyklętych. Warto przypomnieć, co kryje się za tym pojęciem, kto jest jego autorem, kto w istocie był inicjatorem tego święta i dlaczego przypada ono właśnie 1 marca. A także to, kim w istocie byli owi „żołnierze wyklęci”.

Ogien_Jozef_Kuras_mjr_foto-inter

Termin „żołnierze wyklęci” nie jest określeniem historycznym, nie pochodzi z epoki walki prowadzonej przez niepodległościowe podziemie. Powstał znacznie później, w początku lat dziewięćdziesiątych, w warszawskim środowisku Ligi Republikańskiej, w grupie młodych ludzi skupionych wokół mecenasa Grzegorza Wąsowskiego, odpowiedzialnego za działania mające przywrócić społecznej świadomości żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Powstała wówczas wystawa poświęcona podziemiu niepodległościowemu – pod takim właśnie tytułem „Żołnierze Wyklęci” – objechała dosłownie całą Polskę. Była to pierwsza wystawa po upadku rządów partii komunistycznej w Polsce poświęcona bohaterom podziemnej walki zbrojnej z komunizmem. Pojęcie „żołnierze wyklęci” zostało szeroko spopularyzowane następnie przez Jerzego Ślaskiego, dzięki jego książce o podziemiu, wydanej przez Oficynę Wydawniczą RYTM. Pokłosiem wystawy stworzonej przez Grzegorza Wąsowskiego i jego kolegów był też monumentalny album pod takim samym tytułem, którego drugie wydanie w 2002 roku (z przedmową premiera, prof. Jerzego Buzka) połączone było z prezentacją wystawy w Sejmie. Pamiętam, jak kolosalne wrażenie wywierały na widzach, także parlamentarzystach, wystawowe plansze. Wbrew ukutej przez propagandę komunistyczną tezie o „bandach” i „bandytach” – z setek fotografii spoglądały twarze inteligentnych, młodych ludzi, w mundurach Wojska Polskiego, z orłem w koronie na czapkach i często ryngrafem z Matką Boską Ostrobramską lub Częstochowską na piersi. Widok, który skłaniał do zastanowienia – to jednak nie byli „bandyci”…

Mecenas Grzegorz Wąsowski z grupą przyjaciół pozostał wierny sprawie, której od lat służy. Kieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, mającej za cel przywracanie dobrej pamięci o ludziach, którzy pierwsi przeciwstawili się komunistycznemu bezprawiu. Którzy oddali życie za niepodległość Polski, wolność człowieka i wiarę przodków. Którzy nie mają najczęściej własnych grobów, a przez komunistów i ich duchowych spadkobierców zostali obdarci nawet z prawa do dobrego imienia.

Jak powstańcy

„Żołnierze wyklęci” to ludzie, których porównujemy z uczestnikami powstań narodowych, którzy nie mając szans na zwycięstwo, także chwytali za broń w imię wartości najwyższych. Historycy coraz częściej nie wahają się określać zjawiska, jakim była walka zbrojnego podziemia z reżimem komunistycznym, mianem polskiego powstania antykomunistycznego. Porównajmy – przez szeregi powstańcze w latach 1863-1864 przewinęło się około 200 tysięcy uczestników, z tym że nigdy w polu nie było jednorazowo więcej niż 22-23 tysiące ludzi pod bronią (lato 1863 r.). W 1945 r. w podziemiu niepodległościowym przeciwstawiającym się komunistom było około 200 tysięcy uczestników, w tym około 20 tysięcy w oddziałach partyzanckich lub bojowych jednostkach dyspozycyjnych. Wydaje się, że oba zjawiska polskich zbrojnych wystąpień z lat 1863-1864 oraz 1944-1956 są porównywalne. Dziś nikt z nas nie nazywa Powstania Styczniowego zaburzeniami roku 1863 czy w jakiś podobny sposób. Nie mamy wątpliwości, że było to powstanie. Skąd więc wątpliwości w drugim przypadku?

zapora-dekutowski_foto-inter

Dlaczego właśnie 1 marca stał się Dniem Żołnierzy Wyklętych? Bo to data symboliczna – 1 marca 1951 r. życie stracili zamordowani „w majestacie komunistycznego prawa” członkowie IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, największej niepodległościowej struktury poakowskiej.

Inicjatorem proklamowania Dnia Żołnierzy Wyklętych i wyboru 1 marca jako jego terminu był śp. dr hab. Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, placówki, której dorobek w zakresie badań nad najnowszą historią naszego kraju, w tym dziejów oporu przeciw reżimowi komunistycznemu, jest nie do przecenienia. Prezes Kurtyka nie doczekał zrealizowania swojego postulatu, dołączając 10 kwietnia 2010 r. do grona tych, o których pamięć zawsze walczył i dbał. Nie doczekał także prezydent Lech Kaczyński, dla którego działalność „żołnierzy wyklętych” zawsze była istotnym elementem naszej historii. Dość wspomnieć, iż to właśnie on podjął przywracanie im należnej godności – honorując, niestety najczęściej pośmiertnie, wysokimi odznaczeniami państwowymi. Ustanowienie święta bohaterów polskiego powstania antykomunistycznego staje się niejako zwieńczeniem działań przez nich podjętych.

Cześć bohaterom

Gdy zastanawiamy się nad dziejami polskiego zbrojnego oporu przeciwko reżimowi komunistycznemu, nieuchronnie nasuwa nam się pytanie – kim byli organizatorzy i uczestnicy podziemia powojennego – tej najtrudniejszej i najtragiczniejszej karty walki o niepodległość.

Pochylając się nad życiorysami „żołnierzy wyklętych”, wbrew tezom głoszonym przez kilkadziesiąt lat przez komunistów, nie znajdziemy wśród nich przedstawicieli „warstw uprzywilejowanych” – tzw. kapitalistów, bogaczy czy wielkich posiadaczy ziemskich. W ogromnej większości to synowie chłopów, rzemieślników i urzędników, przedstawicieli wolnych zawodów. To z reguły mieszkańcy prowincji – małych powiatowych miasteczek, wsi – stanowiących główne zaplecze polskiej Wandei. Wrośnięci w lokalne społeczności – będący emanacją ich dążeń niepodległościowych, świadectwem sprzeciwu wobec komunistycznej rzeczywistości. To pokolenie wychowane i ukształtowane w wolnej Polsce lat międzywojennych – młodzi nauczyciele, urzędnicy, leśnicy, oficerowie i podoficerowie rezerwy, rzadziej oficerowie zawodowi, często ochotnicy – świeżo upieczeni maturzyści lub gimnazjaliści. Nie brakło wśród nich (choć rzadziej) także intelektualistów lub przedstawicieli zawodów elitarnych. Znajdziemy wśród nich uczestników walki o niepodległość Polski w latach 1914-1920, wywodzących się chyba z wszystkich formacji tej epoki. Reprezentantów wszystkich opcji politycznych istniejących w Polsce międzywojennej, od Polskiej Partii Socjalistycznej po Stronnictwo Narodowe, i apolitycznych propaństwowców, dla których podstawowym imperatywem działania były nie ambicje polityczne, ale gotowość poświęcenia i walki o wolną Polskę.

lupaszka-zygmunt-szyndzielarz-5-wbak-foto-inter

Gdy patrzymy na biografie „wyklętych”, na ich drogi życiowe, nieuchronnie nasuwa nam się też pytanie – kim byliby w Polsce w normalnych warunkach. Badając ich dzieje, uświadamiamy sobie, jak wiele Polska straciła przez ich śmierć z rąk komunistów. Nie zawahamy się nazywać ich „najlepszymi z najlepszych”. Tworzyliby z pewnością lokalne elity, których tak dziś krajowi brakuje. W życiu gospodarczym, samorządach, kulturze… Zapewne komuniści też mieli tę świadomość i tym bardziej śmierć naszych bohaterów stawała się nieuchronna.

Bohaterowie powstania antykomunistycznego, a zwłaszcza jego dowódcy, to ludzie konsekwentni w dokonywanych przez siebie wyborach. W ogromnej większości zaczynający swoją służbę dla Rzeczypospolitej w szeregach konspiracji już na początku okupacji niemieckiej. Mający za sobą, tak jak „Orlik”, „Łupaszka”, „Warszyc”, „Huzar”, „Młot”, „Ogień”, dziesiątki walk w obronie polskiego społeczeństwa – ze wszystkimi jego wrogami. Dla nich agresja sowiecka i komunistyczny przewrót mogły oznaczać tylko jedno – kontynuację walki. Postawę tę wzmacniała jeszcze inna wspólna dla owych postaci cecha – poczucie odpowiedzialności za podkomendnych, za ich rodziny i społeczności lokalne narażone na nieuzasadnione niczym represje komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. To właśnie owo poczucie odpowiedzialności skłaniało ich do formowania oddziałów partyzanckich będących miejscem schronienia dla ściganych żołnierzy „wolnej Polski”, do akcji z zakresu samoobrony – odbijania aresztowanych, zwalczania agentury komunistycznej bezpieki – stanowiącej największe zagrożenie dla członków konspiracji. To owo poczucie odpowiedzialności za życie powierzonych im istnień determinowało wreszcie ich postawę w godzinach najcięższej próby – kiedy to w sytuacjach bez wyjścia decydowali się ostatnią kulę przeznaczać dla siebie – zabierając do grobu całą wiedzę o współtowarzyszach broni i ich pomocnikach. Wiedzę tak groźną w obliczu ubeckich tortur.

Marian_Bernaciak-Orlik-foto-inter

I ostatnia chyba refleksja, należna tym, którzy mimo wszelkich trudności przechowali pamięć o naszych poległych w polskim powstaniu antykomunistycznym. To najczęściej zwykli mieszkańcy polskich wiosek i miasteczek, ludzie, którzy bezpośrednio stykając się z żołnierzami podziemia niepodległościowego lub wywodząc się z ich kręgu, wiedzieli, jak nieprawdziwy i krzywdzący ich pozostawał obraz wykreowany przez komunistyczną propagandę. Tacy ludzie, jak państwo Marian i Aniela Kiersnowscy z Kiersnowa, którzy wznieśli pierwszy pomnik majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, jak państwo Krzyżanowscy, którzy postawili pomnik partyzantów 5. Brygady Wileńskiej AK poległych w boju z NKWD w Miodusach Pokrzywnych. Jak Stanisław Świercz z Mławy, jeden z „wyklętych”, który cudem przeżywszy, nie zapomniał o swych towarzyszach broni i wielokroć upamiętniał ich na Mazowszu. Jak liczni, a nieznani mi opiekunowie partyzanckich mogił w Perlejewie, Śledzianowie, majdanie Topile, Klichach i dziesiątkach innych miejscowości.

Kazimierz Krajewski i dr Tomasz Łabuszewski są pracownikami Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

Zrodlo artykulu: NASZ DZIENNIK, 1 marca 2011, Nr 49 (3980)


DLA NIEPODLEGŁEJ.
Żołnierze Wyklęci 1944 -1963
(e-book do ściągnięcia)

1 marca 2015 r. po raz kolejny będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

W całej Polsce, a także zagranicą zorganizowane zostaną wydarzenia, których celem będzie oddanie hołdu niezłomnym bohaterom antykomunistycznego podziemia. Z tej okazji Ogólnopolski Społeczny Komitet Upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych przygotował książkę w formacie PDF, którą można za darmo pobrać, a następnie wydrukować.

Prace związane z książką Dla Niepodległej. Żołnierze Wyklęci 1944–1963 były prowadzone społecznie. Treść książki tworzy 40 artykułów, które zebrał zespół redaktorski pod przewodnictwem Dariusza Piotra Kucharskiego i Rafała Sierchuły. Wśród autorów książki znaleźli się znawcy tematyki podziemia antykomunistycznego, m. in.: Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański czy też dr Agnieszka Łuczak.

Cel książki jest jeden, promocja bohaterstwa żołnierzy walczących o wolną Polskę z drugim – sowieckim okupantem. Publikacja ma służyć jako pomoc edukacyjna w przywracaniu Niezłomnych do społecznej świadomości, którzy za swoją działalność patriotyczną byli mordowani, katowani, a przede wszystkim zostali przez komunistów wyklęci z naszej historii.

” Zachęcamy do lektury i podzielenia się tą publikacją z jak najszerszym kręgiem odbiorców poprzez rozesłanie wersji elektronicznej (plik pdf) do organizacji, instytucji i znajomych, umieszczenie na stronach internetowych, bądź – jeśli znajdą się na to fundusze – poprzez jej wydrukowanie. Zadbajmy wspólnie o to, aby wiedza o dziejach Żołnierzy Wyklętych trafiła „pod strzechy”, do szkolnych, miejskich i osobistych bibliotek!” – Autorzy o projekcie

dla_niepodleglej-zolnierze-wykleci-okladka-1

Autorzy wyrażają zgodę na jej rozpowszechnianie w dowolnym nakładzie podczas tegorocznych obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i później, zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej. 

  • Książkę można pobrać   >    >     TUTAJ . (Od red. PCO: ponieważ link do pobrania nie działał, wstawiony jest inny działający skąd indziej. wg.pco, 2017.02.27)

Dla Niepodległej. Żołnierze Wyklęci 1944-1963, pod redakcją Dariusza Piotra Kucharskiego i Rafała Sierchuły, Poznań 2015, ss. 128.

Zachęcamy do pobierania!

nowastrategia.org.pl

Źródło:  wzzw.wordpress.com , 27 stycznia 2014

Książka jest do pobrania rownież na stronie Ciechanowiec OnLine:  Dla Niepodległej – pdf , (7,2 M)


Żołnierze wyklęci w polskiej literaturze
Mariusz Solecki

Uczestnicy zbrojnego zrywu antykomunistycznego bardzo szybko trafili do literatury pięknej – i to zanim jeszcze urzędowo zadekretowano socrealizm (styczeń 1949). Oczywiście przez dekady PRL-u żaden z pisarzy nie tytułował ich żołnierzami wyklętymi, wszak termin ten powstał dopiero pod koniec 1993 roku[1]. Do transformacji ustrojowej partyzanci wierni idei niepodległości nazywani byli bandytami, faszystami, reakcją etc. Takie negatywne określenia lansowały i umacniały w społeczeństwie drukowane w masowych nakładach propagandowe powieści. Dopiero po roku 1989 rozpoczął się, trwający do dziś, proces rehabilitacji partyzantów II konspiracji. Włączyli się weń oczywiście pisarze.

Temat mało obecny w literaturoznawstwie

Badacze literatury chętnie zajmują się socrealizmem[2], beletrystyką batalistyczną XX w.[3], jednak niewielu z nich podjęło temat żołnierzy wyklętych. A bez wątpienia z wielu względów – poznawczych, etycznych, patriotycznych, artystycznych – zasługuje on na to, by stał się składnikiem dyskursu literaturoznawczego, by wzbogacił narrację polskiej humanistyki.

Hasła „żołnierze wyklęci” (czy też jego ekwiwalentu pojęciowego typu „podziemie zbrojne”, „partyzanci”) nie ujęto ani w opasłym tematycznym Słowniku literatury polskiej XX wieku[4], ani w przewodniku encyklopedycznym Literatura polska XX wieku[5]. Daremnie szukać go w opracowaniach ambitnych, choć popularnych, typu Słownik literatury polskiej XX wieku pod red. Marka Pytasza[6] czy też Leksykon dzieł i tematów literatury polskiej[7]. Nie rejestruje go również Słownik realizmu socjalistycznego[8], marginalnie traktując uczestników powstania antykomunistycznego 1944–1956 (bynajmniej nie nazywając ich tak) w artykułach zatytułowanych Wroga klasowego, szkodnika obrazTowarzyszy z Bezpieczeństwa obraz. Zapewne nie idzie tu o żadne złe intencje.

Dlaczego więc zagadnienie żołnierzy wyklętych funkcjonuje w niszy badawczej? Dlaczego – nie licząc arcyciekawych, lecz lakonicznych wzmianek Piotra Kuncewicza[9], wtrętów interpretacyjnych Stefana Chwina[10], prac Bohdana Urbankowskiego[11], niektórych szkiców Macieja Urbanowskiego[12] i sieciowych artykułów Sławomira Formelli[13] – praktycznie nie istnieje na gruncie szerokopasmowego, akademickiego literaturoznawstwa, podczas gdy w dyscyplinie siostrzanej, historiografii, przeżywa hossę[14]? W czym upatrywać  przyczyn absencji tematu podziemia antykomunistycznego? W badaniach historycznoliterackich? Postawmy kilka hipotez w miejsce oczekiwanej odpowiedzi – jest to jedyne, co możemy zrobić w drugiej dekadzie trzeciego tysiąclecia.

Po pierwsze, trudność sprawia samo wyodrębnienie motywu, ponieważ w żadnym kompendium wiedzy na temat polskiej literatury powojennej taki motyw nie występuje, jak więc zajmować się czymś, czego nie ma? Daremnie bowiem szukać w całościowych opracowaniach literatury współczesnej współrzędnych bibliograficznych utworów poświęconych podziemiu zbrojnemu po roku 1945. Nie natrafimy w nich na nic więcej poza sztampowymi powieściami Popiół i diamentRojsty oraz Kolumbowie rocznik ’20. Taki stan rzeczy doprowadzi do paradoksu. Okaże się bowiem, że w procesie wyselekcjonowania tekstów artystycznych podejmujących wątki żołnierzy wyklętych bardziej pomocny od klasycznego literaturoznawcy będzie eseista – Piotr Kuncewicz. On to w swojej barwnej, anegdotycznej historii literatury Agonia i nadzieja wykazuje dużą orientację w temacie; wskazuje pisarzy, którzy zabierali głos w sprawie polskich „band” siejących rzekomo mord i pożogę u zarania PRL-u. Dobór pozostałych tekstów to niestety żmudne przeszukiwanie zasobów internetowych i wertowanie publikacji niecyfrowych na „chybił, trafił”, a więc słowem (podwojonym) kwerenda katorżnicza.

Po drugie: lwia część tekstów, w których pojawiają się żołnierze wyklęci, zalega w lamusach bibliotek, oczekując rychłego przeistoczenia w makulaturę. Wynika to z wewnętrznych oporów o charakterze estetycznym: miażdżąca większość książek o żołnierzach wyklętych wyszła spod piór pisarzy drugo-, trzecio- i czwartorzędnych. Tylko nieliczne spośród nich aspirują do miana arcydzieł, pozostawmy na uboczu kwestię, czy nie na wyrost, jak np. Kolumbowie czy Popiół i diament. Inne z kolei/ Przyczyną tego jest również fakt, iż powstawszy po odzyskaniu niepodległości (jak np. Urodzony z wiatru Marka Lubaś-Harnego, Zwycięzcy Stanisława Murzańskiego, Przed agonią Janusza Krasińskiego czy Z cienia Sebastiana Reńcy[15]), czekają na osąd odbiorców, tych nieprofesjonalnych, generujących popyt rejestrowany na rozlicznych listach bestsellerów, a także tych uczonych, ferujących wyroki krytycznoliterackie, skazujących dzieła na piekło albo niebo recenzji w publikacjach branżowych. Tych w zasadzie nikt nie czyta oprócz konkurencji ciekawej, co piszczy w mowie-trawie, i gotowych na wszystko  autorów, nawet na zmianę dotychczasowej orientacji pisarskiej na obowiązującą w danym momencie łaski pańskiej, byle tylko ciurkać w mainstreamie.

Po trzecie, brak tematu żołnierzy wyklętych w historii literatury współczesnej można tłumaczyć awersją środowiska literackiego do rozdrapywania ran narodowych połączoną z brakiem zainteresowania przeszłością. Partyzantka antykomunistyczna to kontrowersyjna sprawa, bezpieczniej tego nie ruszać. Zresztą – kogo to obchodzi? Po co sobie aplikować tę gorzką pigułkę przypomnienia o historii w słodycz trwającej chwili, która jest tak piękna po przeprowadzonej w Polsce transformacji ustrojowej?

Po czwarte, nie ma świadomości istnienia problemu badawczego: pół wieku intensywnej propagandy komunistycznej zrobiło swoje: nawet ludzie z wyższym wykształceniem polonistycznym nie wiedzą, kim byli żołnierze wyklęci[16]. A przecież żaden przyzwoity człowiek nie chce zajmować się bandytami, którzy rozpętali „wojnę domową” i mordowali rodaków po wyparciu z Polski hitlerowskiego najeźdźcy przez wojska radzieckie – taką przecież fałszywą wiedzę o żołnierzach wyklętych wyniosła większość członków polskiego społeczeństwa ze szkolnych lekcji historii[17].

Po piąte, last but not least, badacze – pogrobowcy marksizmu – nie są zainteresowani przypomnieniem opinii publicznej wrogów Polski Ludowej w takim świetle, jakie płonie w ich czerwonych sercach (bo się zdekonspirują na przykład bądź narażą na nieprzyjemności), więc nie przedstawią ich w żadnym; tacy z założenia nie będą poruszać niewygodnego problemu w swoich artykułach i książkach. A tekstowy świat jest bezlitosny – istnieje w nim tylko to, co przyoblekło się w słowo.

Wnioski badawcze [18]

W literackim wizerunku żołnierzy wyklętych dominują ciemne barwy. Sięgali po nie dyspozycyjni pisarze od zarania „ludowej” Polski aż po jej ostatnie tchnienie na przełomie lat 1989/1990. W 1947 Jan Brzechwa w Balladzie o dwóch facetach[19] pomawiał partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych nie tylko o bandytyzm, pijaństwo, ale i o pedofilię. W 1948 Jerzy Andrzejewski prorokował, twierdząc, że jedyne, co zostanie po ludziach idących w ślady bohatera jego głośnej powieści, Maćka Chełmickiego, to popiół[20]. Wtórowali mu w tym samym roku Leon Kruczkowski i Mieczysław Jastrun: pierwszy ukazujący antykomunistycznych partyzantów jako politycznych bankrutów (Odwety[21]), drugi – jako zbrojne bandy niosące śmierć (Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej[22]). W 1952 Jacek Bocheński rozprawił się z legendą Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (Zgodnie z prawem[23]), natomiast Adam Bahdaj utożsamił NSZ-owski oddział kpt. „Rębacza” z formacją faszystowską (Skalista ubocz, Warszawa 1952). Dwa lata później do grona prozaików postponujących NSZ-owców dołączył Jerzy Putrament (Rozstaje, Warszawa 1954), a Edward Fiszer, nie wchodząc w niuanse organizacyjne, określił członków powojennego podziemia terminem „bestie”[24].

Odwilż była zbyt krótka (1955–1957), by ocieplić mrożący krew w żyłach wizerunek żołnierzy wyklętych. Niby próbował Tadeusz Konwicki w Rojstach (Warszawa 1956), ale wyszła z tego „wojna akowsko-enkawudowska”, czyli groteska i fałsz. Inni wybrańcy muz nawet nie udawali, że próbują cokolwiek zmienić w spreparowanym przez propagandę modelu antykomunistycznego partyzanta. Z zacięciem przodowników pracy fabrykowali paszkwile na nieprzejednanych dowódców II konspiracji: mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (Droga przez front Mariana Kozłowskiego, Warszawa 1956), Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” (Biała plama Janiny Broniewskiej, Warszawa 1956), kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” (Ziemia bez nieba Witolda Zalewskiego, Warszawa 1957).

Lata stabilizacji PRL-u (1958–1980) umocniły pejoratywny obraz podziemia niepodległościowego w polskim piśmiennictwie artystycznym. Ukazani przez Tadeusza Hołuja w Początku (Kraków 1960) mężczyźni przeciwstawiający się zbrojnie nowej władzy to faszyzujący bandyci i antysemici. Zbigniew Nienacki w Worku Judaszów (Warszawa 1961) odsłania rzekome zbrodnicze oblicze Konspiracyjnego Wojska Polskiego, zaś Sylwester Banaś w Ostatnim z posterunku (Warszawa 1961), gloryfikując MO, niszczy pamięć niezłomnych oficerów z Kielecczyzny: por. Stanisława Sikorskiego „Jaremy”, ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, Aleksandra Młyńskiego „Drągala”. W dobie stabilizacji na warsztat pisarski biorą biografie autentycznych żołnierzy wyklętych także Zbigniew Domino i Tadeusz Jasiński. Uzyskują taki sam efekt jak Nienacki i  Banaś – deprecjonują pierwowzory: Domino – kapitana Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” (Błędne ognie, Warszawa 1972); Jasiński (Na spalonym miłość, Lublin 1980) – członków Polskiego Związku Wojskowego „Maria”. Bohdan Drozdowski (Ostatni brat, 1961[25]) i Bogdan Bartnikowski (Nocą przychodzi śmierć, Warszawa 1969) w procederze zohydzania antykomunistycznych powstańców woleli posiłkować się fikcją.

Faza agonalna komunizmu nad Wisłą (1981–1989), z małymi wyjątkami, o których poniżej, niewiele zmienia w sposobach przedstawiania niepodległościowego ruchu oporu w beletrystyce. W powieści Ptaki lecą na zachód, wydanej w stanie wojennym (Warszawa 1982), Edward Kurowski wciąż rezerwuje dla leśnych oddziałów antyreżimowych termin „banda”. Jan Łysakowski w Echu (Rzeszów 1984) afirmuje postawy przyjmowane przez komunistów wobec przeciwników politycznych w najczarniejszej nocy stalinizmu: „Do reakcji zawsze ognia”. Ryszard Kłyś już na poziomie tytulatury utworów Znikąd donikądSpadanie (1985)[26] określa swój stosunek do akcji podejmowanych przez członków Ruchu Oporu Armii Krajowej. Zbigniew Safjan w Rozdrożach (Warszawa 1987) ukazuje fikcjonalnych „Jaszczurkę” z NSZ-u i „Rysia” z AK jako desperatów w nowym wspaniałym świecie, ale bez padania przed nim na klęczki. Jerzy Grzymkowski w Kroplach żywicy (Warszawa 1987) nie zdołał dojrzeć w partyzantach II konspiracji ani źdźbła ofiarnego patriotyzmu.

W PRL-u tylko nieliczni ludzie pióra zdobyli się na wyrażenie współczucia w stosunku do „zaplutych karłów reakcji”: na fali październikowych przemian – Roman Bratny (Kolumbowie rocznik ’20, Warszawa 1956) i Barbara Nawrocka (Powrót z więzienia[27]), w fazie agonalnej Rzeczpospolitej Ludowej – Józef Morton (czterotomowe Całopalenie[28]) i Dionizy Sidorski Wszystko nie tak (Łódź 1989).

Bratny łączył zrozumienie dla, jak sądził, tragicznej walki prowadzonej po wojnie przez przedstawicieli formacji poakowskich z potępieniem czynów żołnierzy podziemia obozu narodowego. Nawrocka zabrała głos w sprawie krzywdy dziejowej, jaka spotkała niesłusznie uwięzionych konspiratorów ze środowisk nielewicowych. Morton zbudował niedoskonały, ale pierwszy przychylny pomnik najbardziej znienawidzonym przez reżim żołnierzom wyklętym – narodowcom. Sidorski postawił pytanie o sens śmierci jednego z ostatnich leśnych – Stanisława Marchewki „Ryby” – gdy już był zupełnie niegroźny dla funkcjonowania państwa.

Niepodobna do grona tych czworga sprawiedliwych zaliczyć Czesława Miłosza jako autora Zdobycia władzy[29], w którym szkicowo opisał kordowców nie dla nich samych, ale jako nieodzowny komponent powojennej panoramy. Przy tym Miłosz pisał swoją powieść na emigracji, a więc w strefie wolnego słowa.

Dopiero po roku 1989 znaleźli się pisarze, którzy nie ulękli się podjęcia trudu przybliżenia społeczeństwu niezakłamanych sylwetek żołnierzy wyklętych, niezłomnych rycerzy Niepodległej, bohaterów. Co istotne, większość z prozaików demokratycznej Polski, tworząc powieści o fabułach osadzonych w latach powojennych, zaludnia je autentycznymi postaciami i obficie inkrustuje wiedzą czerpaną z badań historyków; ponadto ujęcia te charakteryzują się estymą wobec pierwowzorów, a więc ramą modalną – jeszcze nie tak dawno – nie do przyjęcia przez czynniki oficjalne.

W powieści Na stracenie (Białystok 1992) Janusz Krasiński oddał chwałę majorowi Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze” i jego podkomendnym zamordowanym na Mokotowie. W tym samym roku Zbigniew Herbert uczcił trenem Wilki[30] uczestników II konspiracji. Podobnie jak Krasiński o tuzach antykomunistycznego podziemia pisali: Marek Lubaś-Harny (Urodzony z wiatru, Warszawa 2003), Stanisław Murzański (Zwycięzcy, Kraków 2007), Wacław Holewiński (Lament nad Babilonem, Warszawa 2003; Nie tknął mnie nikt, Warszawa 2008), Roman Konik (Znamię na potylicy, Poznań 2013). Lubaś-Harny przybliżył złożoną sylwetkę mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, Murzański zapalił znicze majorowi Maciejowi Kalenkiewiczowi „Kotwiczowi” i płk. Łukaszowi Cieplińskiemu „Pługowi”, Holewiński stworzył zbeletryzowane historie na temat oficerów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego: ppłk. Tadeusza Danilewicza „Kuby” i kpt. Jana Morawca, natomiast Konik napisał literacką biografię rotmistrza Witolda Pileckiego. Reńca poświęcił powieść Z cienia (Warszawa 2010) losom zgrupowania oddziałów NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”, zaś Elżbieta Cherezińska uhonorowała Brygadę Świętokrzyską NSZ epickim monumentem Legion (Poznań 2013) –  książką nominowaną do Nagrody Identitas 2014.

Nocnym kajaku Przemysława Bystrzyckiego (Poznań 2005) występują epizody odnoszące się do walki prowadzonej przez lotne szwadrony majora Zygmunta Szedzielarza „Łupaszki”. Sam dowódca V Brygady Wileńskiej AK stał się inspiracją dla poety Wojciecha Wencla (utwór Łupaszko przed sądem z tomu De profundis, Kraków 2010), natomiast podkomendny Szendzielarza, ppor. Antoni Wodyński „Odyniec” – dla Przemysława Dakowicza (wiersz Lekcja anatomii ze zbioru Łączka, Kraków 2013).

Dzięki Holewińskiemu do literatury polskiej weszły „panny wyklęte”: Maria Nachtman „Agata” i Walentyna Stempkowska „Platerówka” – bohaterki powieści z 2012 roku Opowiem ci o wolności (Nagroda im. Józefa Mackiewicza 2013). Zasługą Joanny Gajewskiej i Weroniki Zaguły jest napisanie Rycerzy lasu (Warszawa 2013) – książki o antykomunistycznych powstańcach adresowanej do dzieci.

Jerzy Stefan Stawiński jako jedyny spośród wszystkich autorów podejmujących temat powojennego ruchu oporu sportretował żołnierzy wyklętych w konwencji tragikomicznej (Pułkownik Kwiatkowski albo dziura w suficie, Warszawa 1996), zaś Łukasz Orbitowski – w fantastycznej (Ogień, Warszawa 2012).

Mariusz Solecki


[1] Określenie „żołnierze wyklęci” powstało w środowisku warszawskiej Ligii Republikańskiej. Posłużono się nim na oznaczenie partyzantów antykomunistycznego podziemia zbrojnego po roku 1944. Weszło w obieg społeczny za sprawą ekspozycji przygotowanej przez Ligę, przypominającej rodakom tragiczny heroizm uczestników II konspiracji (Wystawa Żołnierze wyklęci gościła w kilkudziesięciu miastach Polski); niemało przyczynił się do popularyzacji terminu Jerzy Ślaski, umieszczając go w tytule wydanej w 1995 roku książki, pierwszej monografii antyreżimowego podziemia.

[2] Np.: W. Tomasik, Polska powieść tendencyjna 1949–1955, Wrocław 1988; Z. Jarosiński, Nadwiślański socrealizm, Warszawa 1999; M. Głowiński, Rytuał i demagogia. Trzynaście szkiców o sztuce zdegradowanej, Warszawa 1992.

[3] Np.: J. Święch, Literatura polska w latach II wojny światowej, Warszawa 1999; S. Rogala, Echa września 1939 w polskiej prozie literackiej w latach 1945–1969, Kraków 1981; Powstanie Warszawskie w historiografii i literaturze: 1944–1994, red. Z. Mańkowski, J. Święch, Lublin 1996; O. Terlecki, Udział Polski w II wojnie światowej na Zachodzie w naszej literaturze; L. M. Bartelski, Obraz walki zbrojnej czasu okupacji w literaturze polskiej. Referaty O. Terleckiego i L. M. Bartelskiego, [w:] Literatura w służbie ojczyzny. Materiały z sesji zorganizowanej przez Związek Literatów Polskich i Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego z okazji XXV-lecia Odrodzonego Wojska Polskiego, poświęconej tematyce patriotyczno-obywatelskiej w naszej literaturze, Warszawa 1969.

[4] Słownik literatury polskiej XX w., red. A. Brodzka, M. Puchalska, M. Semczuk, A. Sobolewska, E. Szary-Matywiecka, Wrocław 1992.

[5] Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, red. A. Hutnikiewicz, A. Lam, t. 1–2, Warszawa 2000.

[6] Słownik literatury polskiej XX wieku, red. M. Pytasz, Katowice 2001.

[7] T. Miłkowski, J. Termer, Leksykon dzieł i tematów literatury polskiej, Warszawa 2001.

[8] Słownik realizmu socjalistycznego, red. Z. Łapiński, W. Tomasik, Kraków 2004.

[9] P. Kuncewicz, Leksykon polskich pisarzy współczesnych, t. 1-2, Warszawa 1995, passimidemAgonia i nadzieja, t. 1-5, Warszawa 1991–1993, passim.

[10] S. Chwin, Literatura i zdrada. Od „Konrada Wallenroda” do „Małej Apokalipsy”, Kraków 1993, passim.

[11] B. Urbankowski, Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina, t. 1-2, Warszawa 1998, passimidemPolska Republika Band, „Niezależna Gazeta Polska. Nowe Państwo” 2010, nr 2, s. 56-60; idemŚlina, kula, wiersz, „Niezależna Gazeta Polska. Nowe Państwo” 2011, nr 2, s. 4-8.

[12] M. Urbanowski, Horror historicusSaga o braciach Danilewiczach„Kamieniem niemocy przywalona epopeja” („Przed agonią” Janusza Krasińskiego); wszystkie teksty w idemDezerterzy i żołnierze. Szkice o literaturze polskiej 1991-2006, Kraków 2007, s. 132-136, 147-151, 209-217.

[13] S. Formella, Dzieje KWP a „Worek Judaszów”, http://www.nienacki.art.pl/a_dzieje_kwp_a_worek_judaszow.html; idem„Worek Judaszów”, czyli „ubecka” powieść z kluczem, http://www.nienacki.art.pl/a_worek_judaszow_czyli_ubecka_powiesc_z_kluczem.html, dostęp – 12 IX 2008.

[14] Zamieszczona w Atlasie polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956 (red. nacz. R. Wnuk, Warszawa–Lublin 2007) selektywna bibliografia samych wydawnictw książkowych dotyczących problematyki żołnierzy wyklętych liczy 183 pozycje; artykuły, drukowane m. in. w periodykach: „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, „Gazeta Polska”, „Niezależna Gazeta Polska”, „Niezależna Gazeta Polska. Nowe Państwo”, „Tygodnik Solidarność”, „Rzeczpospolita”, „Karta”, „Kombatant”, „Biuletyn Informacyjny”, „Zeszyty Historyczne WiN-u” – oscylują w okolicach minimum tysiąca i wciąż powstają kolejne.

[15] Pełne opisy bibliograficzne wymienionych pozycji w dalszej części artykułu.

[16] Profesor Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, Mieczysław Dąbrowski, autor syntezy historycznoliterackiej Literatura polska 1945–1995. Główne zjawiska wydanej już w suwerennej Polsce (Warszawa 1997), chyba wyłącznie na zasadzie automatyzmu terminologicznego stosuje określenia „zbrojne grupy podziemia politycznego”, „grupy terrorystyczne” (s. 42) w odniesieniu do niepodległościowej działalności żołnierzy wyklętych.

[17] Jak nikła jest świadomość społeczna prawdy historycznej, jak mocno osadziły się w nas frazesy nowomowy komunistów, świadczy choćby wypowiedź przedstawiciela młodej polskiej inteligencji, adiunkta w Zakładzie Antropologii Literatury i Krytyki Artystycznej Uniwersytetu Gdańskiego, wartościowego poety Artura Nowaczewskiego, który, recenzując książkę o Borejszy (E. Krasucki, Międzynarodowy komunista. Jerzy Borejsza. Biografia polityczna, Warszawa 2009), posługuje się terminologią sfabrykowaną przez reżimowe łże-elity: „W czasach «łagodnej rewolucji» toczyła się przecież jeszcze wojna domowa z oddziałami niepodległościowego podziemia” (A. Nowaczewski, Jerzy Borejsza – komunista oświecony?, „Topos” 2010, nr 1, s. 179). Trudno dziwić się młodemu literaturoznawcy, że nie oparł się potędze mechanicystycznego uzusu językowego, gdy ofiarą jego pada krytyk doświadczony, skrupulatnie ważący słowa, o niekwestionowanych dokonaniach: „Krótkimi, konwulsyjnymi jak gdyby nawrotami akcja [Urodzonego z wiatru M. Lubasia-Harnego – M.S.] cofa się też wielokrotnie do okresu wojny domowej 1945–1947, której stłumiony blask dopala się w prześwitach czarnych legend”. T. Burek, Piętno legendy, http://www.harny.pl/userfiles/ojciec/html/urodzony_recenzje/rzeczpospolita_pietno_legendy_recenzje.html (13 I 2008). Jakiej „wojny domowej”? – walki z okupantem! Gdyby to faktycznie była wojna domowa, wierne prawowitym władzom na uchodźstwie podziemie uwinęłoby się w kilka dni z bojówkami komunistów. Nie uwinęło się, bo alowcy wprowadzali swoje porządki z pomocą dywizji Stalina. „Swoje” – powiedziane na wyrost – realizowali dyktat generalissimusa. Nazywanie tedy walki z okupantem fałszywie „wojną domową”, a żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego „bandytami” (i pokrewnymi oszczerczymi mianami) powinno być ścigane jak kłamstwo oświęcimskie.

[18] Ustalenia tego podrozdziału wynikają z badań przeprowadzonych przez autora, ogłoszonych w książceLiterackie portrety żołnierzy wyklętych. Esej o literaturze polskiej lat 1948–2010, Łomianki 2013. Monografia była nominowana do Nagrody Identitas 2014.

[19] J. Brzechwa, Ballada o dwóch facetach, [w:] idemPalcem w bucie. Wiersze satyryczne, Warszawa 1947.

[20] J. Andrzejewski, Popiół i diament, Warszawa 1948.

[21] L. Kruczkowski, Odwety, [w:] idemDramaty, Warszawa 1962 (pierwodruk: 1948).

[22] M. Jastrun, Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej, [w:] idemPoezje 1944–1954, Warszawa 1954.

[23] J. Bocheński, Zgodnie z prawem, [w:] idemZgodnie z prawem, Warszawa 1954 (pierwodruk: 1952).

[24] E. Fiszer, Pociski, [w:] Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom Bezpieczeństwa, Warszawa 1954.

[25] B. Drozdowski, Ostatni brat. Tragedia polska w dwóch aktach, [w:] idemUtwory dramatyczne, Kraków 1968 (pierwodruk: 1961).

[26] Oba opowiadania R. Kłysia [w:] idemBengoro, Kraków–Wrocław 1985.

[27] B. Nawrocka, Powrót z więzienia, „Życie Literackie” 1957, nr 2.

[28] J. Morton, Całopalenie, t. 1, Warszawa 1980; idemCałopalenie, t. 2, Warszawa 1982; idemCałopalenie, t. 3, Warszawa 1984; idemCałopalenie, t. 4, Warszawa 1987.

[29] Powieść powstała w lecie 1952, w 1953 ukazała się po francusku w przekładzie Jeanne Hersch (La Prise du pouvoir, Lozanna, Paryż); I wyd. pol. – 1955 (Paryż).

[30] Z. Herbert, Wilki, [w:] idemRovigo, Wrocław 1992.

Źródło:   http://www.portal.arcana.pl/Zolnierze-wykleci-w-polskiej-literaturze,4423.html , 01.03.2016


Wybór tekstów, zdjęć i video z dostępnych stron internetowych – Waldemar Glodek, PCO


2011.02.28 / Akt. 2020.02.29.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci