Jan Zbigniew Potocki, ani samozwaniec, ani uzurpator


Prof. W. Julian Korab-Karpowicz: Nieznane fakty na temat rządu emigracyjnego Nowiny-Sokolnickiego

Jedną z osób, która ogłosiła swą kandydaturę na Prezydenta RP jest Jan Zbigniew Potocki. Prawie wszystkie główne gazety w Polsce, od Rzeczpospolitej do Faktu, określiły Potockiego jako samozwańca. Jest to jednak określenie niewłaściwe. Wynika ono z braku dokładnej wiedzy na temat rządu Nowiny-Sokolnickiego i kulisów przekazywania władzy na emigracji. Aby to wykazać muszę cofnąć się wiele lat wstecz.

Rada Środkowej Europy (CEC) spotkanie 12 lutego 1990 roku w Nowym Jorku, na zdjęciu od prawej stoją: dr Cornel H. Petrassevitch, delegat Królestwa Rumunii: William K. Viekman, Sekretarz i Koordynator CEC; Król Albanii, Leka I; Abedin Mulosmanaj, Minister – Żródło: Zbiory prof. W. Julian Korab-Karpowicza. Za: tysol.pl / 01.03.2020.

Pod połowie lat osiemdziesiątych studiowałem na uniwersytecie w Waszyngtonie. Jednocześnie, jeździłem z wykładami na temat Solidarności i odwiedzałem uczelnie w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych oraz z racji tej działalności nawiązałem kontakt z rządem RP na uchodźstwie. Nie był to jednak rząd premiera, a potem prezydenta Kazimierza Sabbata, którego w 1989 roku zastąpił Ryszard Kaczorowski, ale rząd prezydenta Juliusza Nowiny-Sokolnickiego.

Bardzo aktywnym przedstawicielem rządu Nowiny-Sokolnickiego w Stanach był jego minister spraw zagranicznych dr Konstanty Hanff. Mieszkał w Nowym Jorku, gdzie go poznałem i wydawał pismo „Wolna Polska”. Dzięki inicjatywie dra Hanffa i innych członków rządu, Rząd RP Nowiny-Sokolnickiego aktywnie współpracował z podziemną Solidarnością, KPN, Solidarnością Walczącą i innymi organizacjami patriotycznymi w Polsce, o czym mogą chociażby świadczyć wysokie odznaczenia jakie od tego rządu potem otrzymali Lech Wałęsa, ks. prałat Henryk Jankowski i szereg innych zasłużonych dla opozycji demokratycznej osób (to, że za nadawanie tych odznaczeń pobierano wysokie opłaty, traktuję jako złośliwe plotki).

Jednocześnie rząd prowadził szeroko zakrojoną działalność dyplomatyczną. Utrzymywał bliskie kontakty z rządami na uchodźstwie Albanii, Bułgarii, Chorwacji, Czechosłowacji, Estonii i Rumunii, krajów podobnie jak Polska znajdujących się wówczas pod okupacją komunistyczną i był przez nie uznawany. Tworzyły one wspólnie Radę Środkowo-Europejską (Central European Council). Prezydent Nowina-Sokolnicki podróżował do Stanów Zjednoczonych i poznał wielu polityków. Otrzymał obywatelstwa honorowe szeregu amerykańskich miast (Baltimore, Minneapolis, Saint Paul, Sayereville) i kilka honorowych stanowisk (w Alabamie, Georgii, Kentucky, Nebrasce, Teksasie). Był też obywatelem honorowym miasta Londyn w Wielkiej Brytanii oraz został udekorowany najwyższymi odznaczeniami kilku państw.

Dr Konstanty Hanff, pomysłodawca i siła napędowa CEC, wielki polski patriota, choć pochodzenia niemieckiego, z rodziny szlacheckiej osiadłej w Kurlandii, wprowadził mnie do tematu rozłamu jaki powstał między rządami RP na uchodźctwie. Mówiąc krótko, toczył się między nimi spór legalizacyjny, który nigdy nie został formalnie rozstrzygnięty. Rząd RP Nowiny-Sokolnickiego wzywał Rządy RP Sabbata i Kaczorowskiego do rozstrzygnięcia sporu na drodze prawnej. Ostatni taki apel skierował do Trybunału Konstrukcyjnego w Warszawie dnia 27 sierpnia 1990 roku. Bez rezultatu. Większość organizacji polonijnych, przynajmniej w Anglii, bowiem w USA, jego aktywności nie dawała się specjalnie zauważyć, popierała Kazimierza Sabbata, a potem Ryszarda Kaczorowskiego. Dlatego, de facto, ale nie de iure, Rząd RP Kaczorowskiego uznany został za kontynuację władz II RP i po wyborze w wyborach powszechnych Lecha Wałęsy na Prezydenta RP, to właśnie Ryszard Kaczorowski przekazał jemu w grudniu 1990 roku insygnia prezydenckie II Rzeczypospolitej. Miało to wymiar jedynie symboliczny bowiem insygniom nie towarzyszył oficjalny dokument.

O wiele mniej znanym faktem jest, że w tym samym czasie, a właściwie nieco wcześniej, bo w dniu 11 listopada 1990 roku, prezydent RP na uchodźstwie Juliusz Nowina-Sokolnicki wraz z premierem gen. Janem Alfredem Łokcikowskim oraz dwunastoma członkami rządu, w tym z ministrem spraw zagranicznych dr Konstantym Hanffem, podpisali wspólnie „Akt przekazania suwerennej władzy”, który został przekazany do prof. Mieczysława Tyczki, przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego. Zamiarem tego aktu miało być podkreślenie ciągłości państwa i doprowadzenie do zgody narodowej. Akt mówił o powrocie to Konstytucji RP z dnia 23 kwietnia 1935 roku. W liście towarzyszącym była zawarta prośba o przekazanie dokumentu prezydentowi RP wybranemu w wolnych, demokratycznych wyborach.

Przyjęcie „Aktu przekazania suwerennej władzy” od prezydenta Juliusza Nowiny-Sokolnickiego, a jednocześnie insygniów prezydenckich od prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego oraz zaproszenie ich obu na wspólne przyjęcie byłoby z pewnością najbardziej dyplomatycznym wybrnięciem z sytuacji, kiedy spór między tymi pretendentami do funkcji prezydenta RP na uchodźstwie nie został nigdy formalnie rozstrzygnięty. Byłaby to prawdziwa zgoda narodowa i powód do wielkiej radości. Jednocześnie dla podkreślenia ciągłości państwa i przekreślenia jego niechlubnej PRL-owskiej przeszłości, należało wrócić do konstytucji z 1935 roku, nawet jeżeli miałaby ona potem zmieniona i dostosowana do wymogów współczesnych.

Tak się jednak nie stało. Na próżno czekał prezydent Nowina-Sokolnicki na pozytywny odzew od Trybunału Konstytucyjnego i na zaproszenie na uroczystość zaprzysiężenia od Lecha Wałęsy, który przecież rok wcześniej przyjął od niego wysokie odznaczenie – Order Orła Białego. TK odpisał, że nie jest w tej sprawie władny. A cała sprawa, dzięki przeciekowi prasowemu, została jedynie ośmieszona w tygodniku NIE. Na darmo też czekał na powrót do konstytucji RP z 1935 roku. Miast się o nią oprzeć, Lech Wałęsa został zaprzysiężony na podstawie konstytucji PRL-owskiej z 1952 roku (tzw. bierutowskiej). W 1992 roku uchwalono z kolei tzw. Małą Konstytucję, która zmieniała ustrój państwa, ale nadal utrzymała w mocy wiele zapisów z konstytucji z 1952 roku. Została ona zastąpiona konstytucją RP, uchwaloną dnia 2 kwietnia 1997, która obowiązuje do dziś. Polska nie wróciła do swej tradycji opartej o konstytucję przedwojenną. Poszła w inną stronę.

W normalnych warunkach demokratycznych o kształcie rządu i wyborze głowy państwa decydują wolne wybory i współzawodnictwo partii politycznych. Na emigracji było to niemożliwe. Dlatego przekazywanie władzy prezydenckiej odbywało się w Rządzie RP na uchodźstwie na zasadzie nominacji. Ta procedura miała obowiązywać aż do formalnego zakończenia z Niemcami wojny przez zawarcie traktatu pokojowego (zamiast niego zawarty został dnia 11 listopada 1990 roku Polsko-Niemiecki Traktat Graniczny). Ustępujący prezydent posiadał zagwarantowaną konstytucją RP z 1935 roku osobistą prerogatywę do mianowania następnego. Z uwagi jednak na różnice polityczne między lewicą z Polskiej Partii Socjalistycznej a prawicą ze Stronnictwa Narodowego oraz innych ugrupowań, musiało w końcu dojść do rozłamu. Doszło już do niego w 1954 przez ukonstytuowanie się tzw. Rady Trzech (Władysław Anders, Tomasz Arciszewski i Edward Raczyński), opartej o PPS i próbującej kontrować działania legalnego prezydenta Augusta Zaleskiego. Podobnie można uznać, że prezydent Kaczorowski i jego rząd reprezentowali emigracyjny odłam lewicowy, a prezydent Nowina-Sokolnicki konserwatywny.

Argumentem za legalnością prezydentury Juliusza Nowiny-Sokolnickiego jest to, że w dniu 22 września 1971 roku otrzymał on nominację od prezydenta Zaleskiego (w którego rządzie pełnił on wtedy funkcje Ministra Spraw Wewnętrznych i Ministra Spraw Krajowych). Zamieszanie zaś powstało dlatego ponieważ tenże sam Zaleski udzielił kilka miesięcy wcześniej nominacji Stanisławowi Ostrowskiemu, a jeszcze wcześniej kilku innym osobom. Ulegając namowom osób związanych z Radą Trzech, Ostrowski złożył w dniu 9 kwietnia 1972 roku przysięgę oraz formalnie rozpoczął urzędowanie i udzielił nominacji, wchodzącemu w skład Rady, Edwardowi Raczyńskiemu, a ten z kolei Kazimierzowi Sabbatowi, a ten z kolei Ryszardowi Kaczorowskiemu. Istotą sporu jest więc czy wcześniejsza nominacja, ogłoszona w gazecie rządowej, może być zostać zastąpiona późniejszą (była ona motywowana nieudolnością i podeszłym wiekiem Ostrowskiego) i czy jest ona autentyczna. Juliusz Nowina-Sokolnicki próbował rozwiązać polubownie spór dotyczący przekazania władzy. Kiedy negocjacje spełzły na niczym, złożył w dniu 17 listopada 1972 roku przysięgę konstytucyjną jako prezydent RP. Z uwagi na nominację jaką uzyskał, nie można go więc określać jako uzurpatora albo samozwańca, a takie informacje i przemilczanie faktów można znaleźć często w prasie, na Wikipedia i w innych źródłach. To samo dotyczy Jana Zbigniewa Potockiego. W dniu 15 sierpnia 2009 roku otrzymał on bowiem nominację od Nowiny-Sokolnickiego.

To, że Polska nie wróciła do konstytucji RP z 1935 roku, na jakiej opierał swą działalność Rząd RP na uchodźstwie, a także nie skorzystała z propozycji „przekazania suwerennej władzy”, było prawdopodobnie powodem, dlaczego stojący w obliczu śmierci Juliusz Nowina-Sokolnicki zdecydował się na nominację Jana Zbigniewa Potockiego na kolejnego prezydenta RP na uchodźstwie. Można by więc zapytać czy dokument jaki posiada Potocki i którego skan można znaleźć na stronach www Partii II RP, jest autentyczny.  

Z tym pytaniem zwróciła się do mnie ostatnio Eliza Wajch, profesor Uniwersytetu w Siedlcach. Postanowiliśmy to sprawdzić. O pomoc poprosiliśmy zamieszkałego w Colchester znanego matematyka z Uniwersytetu w Essex, profesora Davida Fremlin. Odszukał on notariusza, przed którym sporządzony został dokument. Notariusz, David James Cammack, potwierdził autentyczność dokumentu. Pamiętał, że kiedy zjawił u niego Nowina-Sokolnicki był on już bardzo chory, ale w pełni władz umysłowych. Umarł dwa dni potem. Po rozmowie z notariuszem prof. Fremlin udał się pod adres, gdzie mieszkał Juliusz Nowina-Sokolnicki. W jego domu przy Irving Road 8, z drzwiami wejściowymi świeżo pomalowanymi na niebiesko, mieszkają już inne osoby. Zapewne nawet nie wiedzą, że tu była ostatnia siedziba polskiego prezydenta na uchodźstwie, który jednak nie był uznawany przez znaczną część Polonii i nie jest w Polsce uznawany do dziś. W każdym razie, zakładając, że jego nominacja przez prezydenta Augusta Zaleskiego była autentyczna, Jan Potocki jest jego prawowitym następcą.

Pomimo wielu sporów politycznych jakie trapią nas obecnie, należy się cieszyć, że żyjemy w państwie na tyle demokratycznym i tolerancyjnym, iż obecny prezydent na uchodźstwie nie musi już mieszkać poza granicami kraju, ale w Polsce i może nawet kandydować w zbliżających się powszechnych wyborach prezydenckich. Moim celem nie była ocena programu i poglądów Jana Zbigniewa Potockiego, a jedynie dowiedzenie, że nie jest on ani samozwańcem, ani uzurpatorem. Myślę, że czytelników przekonałem, a także skłoniłem do refleksji nad kolejami polskich losów i nad wartością naszych tradycji.  

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz

Autor jest filozofem i myślicielem politycznym, doktorem Uniwersytetu Oksfordzkiego, profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, autorem „Harmonii społecznej” i innych książek przetłumaczonych na kilka języków.

Źródło: TySol.pl, 1 marca 2020.

Zewnętrzny tytuł artykułu pochodzi od red. PCO.

Ilustracja tytułowa: Jan Zbigniew hrabia Potocki na pogrzebie Juliusza Nowiny-Sokolnickiego. Fot: Marek Henzler, Polityka. Za: polityka.pl / wybór wg.pco


2020.03.02.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci