Smog – kolejny krok w pakcie Ribbentrop-Mołotow do uzależnienia energetycznego Polski


Od pewnego czasu jesteśmy straszeni przez media problemem smogu tak jak by zjawisko to powstało nagle i właśnie teraz stało się szczególnie niebezpieczne. W licznych audycjach finansowanych przez zagraniczny kapitał dowiadujemy się, że bijemy rekordy skażenia powietrza nawet nie w Europie, a na świecie. Trzeba sobie zadać pytanie dlaczego akurat teraz ktoś postanowił walczyć w Polsce ze smogiem, skoro problem smogu był w Polsce znacznie poważniejszy jeszcze 20 lat temu, kiedy cały przemysł kopcił bez żadnych norm i ograniczeń, a w domach królowały starego typu piece węglowe popularnie zwane śmieciuchami.

Obecnie można powiedzieć, że problem smogu w Polsce jest zjawiskiem przemijającym i to nie dzięki heroicznej postawie zdeterminowanych urzędników, ale dzięki zwykłemu postępowi, na który urzędnicy ani aktywiści, aż takiego wpływu nie mają. Wprowadzenie restrykcyjnych norm ochrony środowiska wspomogło wyeliminowanie uciążliwych dla środowiska technologii z przemysłu, ale również rosnące koszty energii i surowców zmusiły przedsiębiorców do poszukiwania nowocześniejszych i wydajniejszy procesów, a co za tym idzie tańszych, bo nie zapominajmy, że wyprodukowanie odpadów również kosztuje.

Z kolei popularne kopciuchy zostały wyparte z domów jednorodzinnych przez nowoczesne piece węglowe na ekogroszek, gazowe, czy olejowe, które dzięki automatycznemu sterowaniu stały się wygodne i praktycznie bezobsługowe. A powiedzmy sobie szczerze, kto w dzisiejszych czasach ma ochotę spędzać połowę dnia w kotłowni dokładając, co chwilę do pieca i wybierając popiół, oraz znosić niedogodności w postaci kurzu z unoszącego się popiołu i dymu.

Ze względu na dążenie ludzi do komfortu i wygody, kto miał możliwość już dawno wymienił piec na nowoczesny z podajnikiem i kontrolą procesu spalania, podłączył się do gazu lub ogrzewania miejskiego. Proces ten przebiegał na bieżąco bez żadnego przymusu ustawowego. Natomiast piece starych generacji zostały w większości w starych domach, u emerytów lub ludzi biedniejszych dla których wydatek ok 20 – 30 tyś zł na modernizację ogrzewania to abstrakcja. Zwłaszcza, że często są to osoby, których nawet na opał nie stać, a grzeją się np. paździerzami zbieranymi na śmietnikach. Ludzie w takich domach zazwyczaj palą tym na co ich stać i straszenie ich wysokimi karami w sytuacji gdy ledwo ich stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb egzystencjalnych jest delikatnie mówiąc nie na miejscu. Chyba, że ma to na celu konfiskaty nieruchomości przez gminno-deweloperskie grupy układów.

Za to dla zagranicznych korporacji to ostatni dzwonek, aby na tym zjawisku zarobić i dlatego obrały sobie na cel Polskę. Dzięki zastraszeniu społeczeństwa można sprzedawać przeciw smogowe kremy, maseczki, krople do oczu i inne gadżety mające zapewnić podobno długowieczne i zdrowe życie. Namawia się ludzi do zakupu niemieckich oczyszczaczy powietrza, nie otwierania okien i zamknięcia się w własnych domach jak w szpitalu wariatów.

Zagrożenie smogiem często jest wyolbrzymiane, aby zastraszyć ludzi i zmusić ich do podporządkowania się polityce korporacji. Wówczas władze mogą przedstawiać się w roli wybawców niczym komisarze ludowi.

Dodatkowo prowadzi się kampanię tworzenia napięć społecznych, która ma skłócać mieszkańców domów jednorodzinnych z mieszkańcami bloków. Napuszczanie na siebie grup społecznych i rozbijanie solidarności społecznej jest znanym elementem wspomagającym utrzymanie władzy nie tylko w Polsce ale i w innych częściach świata.

Jednak najważniejszym celem jest uzależnienie energetyczne naszego kraju od surowców, których zasobów nie posiadamy jak np. gaz ziemny, co jest kolejnym krokiem paktu Ribentrop-Mołotow w polityce uzależnienia energetycznego Polski.

Państwu, które zlikwiduje swoje kopalnie można dowolnie dyktować ceny węgla, dlatego wiele Państw decyduje się na utrzymywanie nierentownych elementów gospodarki, jak kopalnie, czy huty, aby zapewnić sobie niezależność w negocjacjach cenowych.

Można się domyśleć, że gdy zamkniemy ostatnią kopalnię to i skończy się tani węgiel z Rosji. Przykład tego mieliśmy już z gazem, który kupowaliśmy drożej niż inne kraje Europy.

Państwo, które nie posiada własnej gospodarki lub utraciło nad nią kontrolę na rzecz innych mocarstw traci suwerenność i nie jest zdolne do samodzielnego istnienia.  Nie posiada żadnych możliwości nacisku politycznego i samo staje się ofiarą nacisków politycznych i szantaży gospodarczych, nawet za strony państw dużo mniejszych. Nie liczy się na arenie międzynarodowej jako partner lecz jako Państwo podbite, bądź kolonialne, któremu wydaje się polecenia.

To tak jakbyśmy oddali klucze do własnej łazienki naszemu wrogowi, który wedle uznania zamyka nam drzwi, zakręca wodę lub wydziela mydło i papier toaletowy.

Dlatego o ile zrozumiały i logiczny jest nakaz montażu ekologicznych instalacji grzewczych jako głównych źródeł ciepła w nowo stawianych budynkach, czy dofinansowania na modernizację ogrzewania, to zakaz sprzedaży i montażu prostych pieców jako alternatywnego źródła ciepła w przypadku awarii tego pierwszego służy jedynie uzależnieniu energetycznemu mieszkańców naszego kraju od zagranicznych mocarstw.

Już dzisiaj nie trudno przewidzieć, że w przypadku awarii sieci, kryzysu, wojny lub innych awantur politycznych dostawy i ceny paliw bądź energii będą zależeć od dobrego humoru Putina, Sorosa, czy innych spekulantów giełdowych, którzy mogą wedle życzenia żąglować notowaniami paliw na giełdzie, czy zakręcać kurki wedle uznania. A człowiek pozbawiony prawa do własnego pieca nie będzie mógł niezależnie ogrzać własnego domu, a jak to jakimś sposobem zrobi, to narazi się na represje ze strony straży gminnej, która bezwzględnie będzie bronić mafijnych interesów gminno-korporacyjnych.

Do totalnego barbarzyństwa administracyjnego doszło w Krakowie, które zabroniło mieszkańcom palenia w zimie drewnem nawet w popularnych piecach typu koza, czy kominkach w celu ogrzewania budynków gospodarczych, jak altany, garaże, czy domki na działkach. Budynki takie zazwyczaj ogrzewa się okazjonalnie i montaż profesjonalnych instalacji grzewczych, po to aby ogrzać takie budynki kilka razy w roku nie jest opłacalny. Trudno, więc dostrzec jakąkolwiek logikę w działaniu ustawodawcy zabraniającemu sprzedaży zwykłych pieców i palenia drewnem w celu sporadycznego lub awaryjnego ogrzewania budynków, ponieważ wiadomo, że nikt nie wyda kilkunastu tysięcy na instalację grzewczą w budynku gospodarczym, który potrzebuje sporadycznie ogrzewać.

Nie trudno przewidzieć, że ludzie żeby nie marznąć i nie narazić się na konflikt z prawem zaczną korzystać z najtańszych dostępnych na rynku ogrzewaczy, czyli nagrzewnic gazowych i olejowych, nie wyposażonych w kanały odprowadzające spaliny, co w niedługim czasie najprawdopodobniej zaowocuje seriami zaczadzeń.

Poza tym odkąd ludzkość istnieje jeszcze nie było przypadku, żeby komuś zaszkodził dym ze spalanego drewna, podobnie jak wędzona żywność, którą swego czasu Unia Europejska pod naciskiem koncernów spożywczych chciała uznać za produkt wysoce niebezpieczny.

Urzędnicy i naftowi aktywiści często zaznaczali, że piece starych generacji nadal sprzedają się w tysiącach sztuk rocznie. Oczywiście, ale zauważyć trzeba, że ich sprzedaż gwałtownie z roku na rok spadała. Kupowali je głównie ludzie biedniejsi do starych domów, których nie stać na zakup nowoczesnych pieców niejednokrotnie wymagających w celu sprawnego działania przebudowy całej instalacji grzewczej w budynku.

Natomiast nikt o zdrowych zmysłach nie montuje popularnie zwanego kopciucha jako głównego źródła ogrzewania w nowym domu z powodu zwykłej wygody.

Czasami jako awaryjne źródło ciepła w przypadku awarii pierwszego tego głównego, ale człowiek, który ma na głowie obowiązki zawodowe, rodzinne i jeszcze chciałby znaleźć trochę czasu na rozrywkę nie ma ochoty pomieszkiwać w kotłowni. Dlatego zadymione dzielnice to głównie dzielnice starych domów zamieszkiwanych przez emerytów, natomiast zjawisko smogu praktycznie nie występuje na nowych osiedlach mieszkaniowych, co świadczy o stopniowym zaniku tego problemu. Ktoś mógłby zarzucić, że jeśli ludzim pozostawi się możliwość posiadania zwykłych kopciuchów, to problem spalania śmieci pozostanie. Jednak można przypuszczać, że zjawisko takie będzie marginalne, ponieważ ludzie są wygodni. Jeśli ktoś ma ciepło w domu, to nie będzie miał motywacji, aby wstawać wcześnie rano palić w piecu, wyrzucać popiół i jeszcze się brudzić.

Gdzie w tej polityce ekologia skoro namawiamy społeczeństwo do korzystania z energii pochodzącej z importowanych paliw jak gaz ziemny, a nie wykorzystujemy potencjału energetycznego własnego kraju.

Gorąca woda w elektrowniach kierowana jest na chłodnie, a ciepło wypuszczane w atmosferę, koksownie spalają gaz koksowniczy w pochodniach mimo bliskiego sąsiedztwa elektrowni, które mogłyby go spalić, a na wysypiskach śmieci zalegają bogate w surowce miliony ton odpadów, zanieczyszczając atmosferę, glebę i wody gruntowe, podczas gdy mogą one stanowić po odzysku cennych surowców paliwo dla elektrowni, zmniejszając tym samym zapotrzebowanie na węgiel, gaz, czy ropę.

Spalanie gazu koksowniczego w koksowni.

Składowanie śmieci na łąkach i w lasach to rzekoma ekologia XXI wieku. Wysypisko śmieci w Balinie istnieje, mimo że w Jaworznie od kilkudziesięciu lat istnieje kompleks elektrociepłowniczy.

Kompleks elektrociepłowni w Jaworznie

Gminy chwalą się budową kolejnych nowoczesnych sortowni śmieci, tylko co z tego, skoro na zagospodarowanie posortowanych śmieci nikt pomysłu nie ma. Najczęściej po posortowaniu śmieci lądują i tak na wysypisku śmieci tylko, że posortowane lub za pośrednictwem fikcyjnych firm zarejestrowanych na bezdomnych trafiają do starych kamieniołomów, lasów, na hałdy, czy do starych żwirowni. Czasami są spalane w “przypadkowych” pożarach. Koszty tej całej patologii oczywiście ponosi podatnik.

Nielegalnie wysypane na hałdzie w Jaworznie odpady pochodzące z sortowni.
Pożar „legalnego” składowiska odpadów w Trzebini.

Niezapominajmy, że ekologia to przede wszystkim oszczędność, a nie wdrażanie energochłonnych, materiałochłonnych i odpadotwórczych technologii. Jeśli popatrzeć by na oszczędność obywateli w poszczególnych krajach i ekologię liczyć nie w tonach emisji dwutlenku węgla, a zużyciu energii i produkcji śmieci na jednego obywatela, to kraje wysoko rozwinięte wcale by tak różowo nie wypadały w rankingach. Co to za ekologia jeśli na wysokość podatku śmieciowego nie ma wpływu ilość produkowanych śmieci i nie opłaca się w tym momencie produkować mniej śmieci?

Zaznaczyć warto, że za zjawisko smogu w dużej mierze odpowiedzialne są gminno-deweloperskie grupy interesów oraz ich chciwość.

Doprowadziło to do masowej sprzedaży gruntów i wydawania pozwoleń na ciasne i zwarte zabudowy, co zakłóca naturalną wentylację miast. Znane, są sytuacje, w których sprzedawano i zabudowywano grunty ujęte w planach zagospodarowania przestrzennego jako korytarze wentylacyjne, przez które w naturalny sposób wywiewane były nie tylko spaliny i dym, ale i kurz miejski. Tworzenie zwartej zabudowy w miastach pozbawionej terenów zielonych na pewno nie sprzyja poprawie jakości powietrza.

Sytuację poprawić by mogło wprowadzenie dla dużych miast jak np. Kraków, czy Warszawa ustawowo minimalnego procentu terenów zielonych na kilometr kwadratowy zabudowy, a na miasta, które nie chcą się do tego stosować nakładać sankcje, których koszty przekroczą zyski ze sprzedaży terenów deweloperom jak np. obowiązkowa darmowa komunikacja miejska dla wszystkich mieszkańców przez cały rok, aby pohamować chciwość władz miejsko-deweloperskich.

Rozluźnieniu miejskiej zabudowy sprzyjać mogą inwestycje w szybkie koleje miejskie, co  pozwoliłoby nie tylko na lepsze skomunikowanie dzielnic, ale i na skomunikowanie z aglomeracjami gmin odleglejszych. Ty samym gminy te ze względu na dobrą komunikację z metropoliami stały by się również atrakcyjne dla budownictwa mieszkaniowego co sprzyjałoby rozluźnianiu zabudowy w samym mieście. Skończyłaby się rywalizacja deweloperów o każdy metr gruntu w samym mieście, “bo przecież każdy chce mieszkać blisko centrum”. Rozluźnienie zabudowy poprawiłoby również atrakcyjność mieszkaniową nowych osiedli. Niestety zamiast inwestycji w szybką kolej podmiejską jesteśmy świadkami pośpiesznej destrukcji infrastruktury kolejowej, co najlepiej widać na Śląsku.

Edukacja ekologiczna niestety bardzo często prowadzona jest w sposób wybiórczy i interesowny. Powszechnie się mówi o zakazie palenia tworzyw sztucznych w domowych kotłach, ale mówi się głównie o butelkach PET, choć to nie one odpowiadają za emisję najbardziej toksycznych substancji. Politereftalan etylu (PET)  prawidłowo spalany nie wydziela żadnych bardziej toksycznych substancji poza dwutlenkiem węgla i wodą, podobnie jak spalanie PE, czy PP. Inną sprawą jest, że w zwykłych domowych kotłach uzyskanie takich warunków do spalania dodatkowo bez fachowej wiedzy palacza jest praktycznie nie możliwe. Politereftalan etylu (PET) jest bardzo przyjazny do recyklingu i dlatego w skupach za niego płacą. Czyżby dlatego gminom zależało szczególnie na zbieraniu tego tworzywa, że można na nim zarobić? Za to nie wspomina się nic o zagrożeniach związanych ze spalaniem takich tworzyw jak PVC, ABS, pochodne akrylonitrylu, czy poliuretany, a skład dymu z ich spalania można porównać do składu gazu z komór gazowych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Czyżby dlatego, że nikt nie płaci za stary zderzak z samochodu, starą wykładzinę z PVC, plastikowe ramy okienne, czy gąbkę z fotela? Co więcej często występują problemy z odbiorem takich odpadów mimo wprowadzenia parę lat temu podatku śmieciowego i tego typu odpady nadal spotyka się w lasach.

W Polsce brakuje również edukacji dotyczącej umiejętność palenia. Powszechne jest ładowanie pieców po brzegi, często śmieciami, a następnie zamykanie dopływu powietrza. W efekcie nie mamy do czynienia ze spalaniem, a ze smażeniem niczym na patelni.

W piecach w skutek braku tlenu i zbyt niskiej temperatury zamiast spalania zachodzą skomplikowane procesy pirolizy, krakingu, izomeryzacji i mnóstwo innych reakcji chemicznych, a do atmosfery zamiast dwutlenku węgla i wody parują toksyczne substancje chemiczne. Dlatego zdecydowanie brakuje w Polsce akcji informacyjnych o prawidłowym paleniu w piecach, których skuteczność byłaby większa aniżeli akcji straszenia smogiem.

Niestety społeczeństwo bardzo często nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji prowadzenia takiej polityki, która w dalszym etapie prowadzić będzie do zwiększania obciążeń podatkowych, rozbudowy administracji i wzrostu kosztów życia, których nie będzie można w żaden sposób zminimalizować z powodu uzależnienia.

Ludzie nie dostrzegają groźnej wojny hybrydowej prowadzonej przez światowe mocarstwa z polską gospodarką o jej uzależnienie  energetyczne.

Często też wielu urzędników lub polityków nie chce jej widzieć bo są powiązani interesami z klanami monopolizującymi dostawy energii i ciepła, co czasami przypomina ciąg dalszy polityki poklepywania się po plecach ze światowymi przywódcami mocarstw energetycznych tylko że poza kamerami.

Dariusz Kozakiewicz
15 marca 2020.

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Autor jest dr. inż. chemii, prowadzi własną działalność gospodarczą, naukowiec w branży chemii medycznej, interesuje się przemysłem, historią i wydarzeniami współczesnymi. 

Wszystkie ilustracje do artykułu pochodzą ze zbiorów Autora.

Podkolorowanie i wytłuszczenie fragmentów tekstu pochodzi od red. PCO

Więcej artykułów Dariusza Kozakiewicza na naszym portalu > > > TUTAJ.

2020.03.15. / Akt. 2020.03.16.
Dariusz Kozakiewicz

Autor: Dariusz Kozakiewicz