Do Polin z komunizmem. (Część III.)


Przeczytaj: Część I. ; Część II.

Globalny biznes w Polsce

Co z polskim rolnictwem? Jaki los czeka polskie rolnictwo można wykazać na przykładzie spustoszeń, degradacji środowiska, jakie czynią globalne koncerny w niektórych państwach. Polskie rolnictwo jest w słabej kondycji, dlatego może zostać pochłonięte przez obce koncerny. I już dzisiaj trzeba bić na alarm!

Cargill, bliźniak Monsanto, rozpoczął działalność w Polsce w 1991 roku, kiedy to, po wielu latach handlu zbożem, soją, śrutą sojową i sokiem jabłkowym, firma otworzyła biuro w Warszawie w celu zbadania dalszych możliwości handlowych i inwestycyjnych. Dziś Cargill zatrudnia w Polsce ok. 1650 osób w Białymstoku, Bieganowie, Brzozowie, Dobrzelinie, Jarosławiu, Kaliszu, Kiszkowie, Krzemieniewie, Krzepicach, Osnowie, Pruszczu Gdańskim, Ropczycach, Siedlcach, Sierpcu, Skokowej, Świeciu, Tworogu, Ujeździe, Warszawie i Wrocławiu. Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill Animal Nutrition nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche. W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill.

Monsanto Polska Sp. z o.o. to lokalny oddział amerykańskiego lidera w dziedzinie nowoczesnego rolnictwa i biotechnologii. Czerpiąc z ponad 100-letniego doświadczenia firmy obecnej na kontynentach całego świata, z powodzeniem funkcjonuje na polskim rynku od 1995 roku. Od lat siedemdziesiątych firma działała w Polsce w ramach Monsanto Company. Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN.

Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane.

Dowiedziono już, że Monsanto Polska ma w garści Polską Federacją Biotechnologii, Komisję ds. GMO oraz wielu nieuczciwych „naukowców”. Dostarcza rzekomo niezależne artykuły do prasy oraz wpływa na wyniki badań. Już teraz strach pomyśleć, ile rzeczy jeszcze nie ujrzało światła dziennego. Motto Monsanto to: Jeśli produkt nie spełnia norm, zmieńmy normy! Polski oddział, Monsanto Polska Sp. z o.o. od wielu lat prowadzi intensywne działania w Polsce, wpływając na naukowców, polityków, osoby decyzyjne, media. Mają nawet kontrolę nad publicznie dostępną informacją odnośnie GMO, łącznie z nieobiektywnymi i zafałszowanymi wynikami badań. To sprawia, że przeciętny Polak, albo nie ma wiedzy odnośnie GMO, albo ma wiedzę narzuconą przez w swej istocie sektę biznesową Monsanto
[ „Monsanto i inne koncerny GMO jako lucyferyczne sekty biznesowe” – himavanti.org .].

Grupa Bunge jest jednym z największych na świecie przetwórców nasion oleistych i wiodącym producentem konfekcjonowanych olejów roślinnych. Funkcjonuje na pięciu kontynentach (w ponad 30 krajach), prowadząc działalność w 450 zakładach produkcyjnych i zatrudniając ponad 25 tys. pracowników. W Polsce Grupa Bunge jest właścicielem firmy Bunge Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Karczewie, koło Warszawy (dawne Raisio Foods Polska). Na czele Grupy stoi Bunge Limited – spółka notowana na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych (NYSE-BG) z centralą w White Plains, w stanie Nowy Jork, w Stanach Zjednoczonych.

W Polsce firma Archer Daniels Midland (ADM/Topfer) zajmują się obrotem, składowaniem, wytłaczaniem oraz rafinowaniem nasion oleistych, zapewniając w ten sposób podstawowe połączenie plonów z gospodarstwami domowymi.

Firma ADM prowadzi zakład w Szamotułach, który zajmuje się tłoczeniem nasion oleistych i rafinowaniem oleju oraz zakład w Czerninie, zajmujący się tłoczeniem rzepaku i rafinowaniem oleju, a także pakowaniem tłuszczów stałych i butelkowaniem oleju. Działalność tę uzupełniają elewatory zbożowe wyposażone w urządzenia do suszenia i napowietrzania, zlokalizowane w Sławie Wielkopolskiej i Chróścinie.

W roku 2010 firma ADM i koncern Princes Ltd., należący do czołowych producentów żywności i napojów, utworzyły spółkę z kapitałem mieszanym w celu poszerzenia działalności związanej z dystrybucją butelkowanych olejów jadalnych. Spółka ta łączy doświadczenie Princes w zakresie sprzedaży i marketingu z łańcuchem dostaw ADM, zapewniając odpowiedni poziom dostaw i wsparcie produktów dla głównych europejskich klientów detalicznych i hurtowych.

W Gdyni ADM współprowadzi z firmą Cefetra B.V. terminal eksportowo-importowy, w którym składuje zboża i pasze zwierzęce. Przyszłe plany dotyczące tego terminalu obejmują budowę nowego składu mączki sojowej.

Importowana do Polski śruta soi GMO skutecznie wypiera polskich rolników z krajowego rynku pasz.

W Polsce używana jako pasza dla świń i drobiu soja GMO jest sprowadzana z Argentyny i Brazylii. Połacie dziewiczej Puszczy Amazońskiej wypala się i karczuje, by zrobić miejsce pod uprawianą na eksport soję. Globalne koncerny, takie jak Cargill, ADM i Bunge kontrolują dwie trzecie produkcji soi w Brazylii. To właśnie od nich pochodzą modyfikowane genetycznie nasiona, nawozy i silnie toksyczne dla środowiska środki ochrony roślin.

Dziś Polska sprowadza rocznie już prawie 2 mln ton takiej śruty, czyli ten import podwoił się w ciągu dekady. Używanie soi GMO pociąga za sobą także likwidację tradycyjnej hodowli zwierząt w Polsce.

W tradycyjnym żywieniu świń stosuje się zboża i ziemniaki, wtedy na cały cykl do osiągnięcia wagi ubojowej potrzeba 6 miesięcy. Fermy przemysłowe, ograniczając możliwość ruchu zwierząt i stosując pasze ze śrutą sojową i innymi „promotorami wzrostu”, osiągają taką wagę zwierząt nawet w ciągu 3 miesięcy. Jak pisze F. Lawrence z Guardiana: „Drób jest szczególnie spektakularnym przykładem: potrzeba tylko 3 kg białka sojowego, by wyprodukować pół kilo białka drobiowego.

Używanie pasz genetycznie zmodyfikowanych dla zwierząt oznacza, że prawie wszystkie wyroby mięsne oraz nabiał skażone są genetycznie i chemicznie.

Ku przypomnieniu:

import genetycznie modyfikowanej soi sprzyja wypieraniu przez należące do zagranicznego kapitału wielkie fermy z rynku polskich rolników, którzy są w tych warunkach zmuszeni nie tylko do likwidacji tradycyjnych hodowli świń, ale także do zaprzestania produkcji pasz [ „Pasze GMO – kto zarabia, kto traci”, ZieloneWiadomości.pl , 12.08.2012. ]

– importowana do Polski śruta soi GMO skutecznie wypiera polskich rolników z krajowego rynku pasz.

– używanie soi GMO pociąga za sobą także likwidację tradycyjnej hodowli zwierząt w Polsce.

Polska importując ogromne ilości śruty soi GMO przyczynia się do niszczenia Puszczy Amazońskiej, do wyrzucania ze ziemi Indian, autochtonicznej ludność, oraz do wykorzystania tej ludności do pracy niewolniczej.

Globalny biznes

4 czerwca 2016 r. w TVN24 BiS wyemitowano reportaż Ewy Ewart „Obfitość czy głód”. Reportaż jest wstrząsający, bowiem ujawnia skandaliczne praktyki stosowane przez koncern Cargill, który jest amerykańskim gigantem handlu towarami spożywczymi. Po jakimś okresie działalności Cargill zostawia zdegradowane środowisko i przenosi się w inne miejsce, itd.

Kapitalizm nie wie, co to etyka, dla niego liczy się tylko zysk (Ojciec Edilberto Sena, Brazylia). Cargill przejmuje skup, obrót i dystrybucję wszystkich podstawowych składników w Stanach Zjednoczonych – od mięsa poprzez oliwki, po zboża. Dzisiaj ten gigant jest w centrum uwagi, ze względu na kontrowersje dotyczące niszczenia upraw, lokalnych miejsc pracy, zanieczyszczenia środowiska i wylesiania. We Francji, Stanach Zjednoczonych i Ameryce Łacińskiej, rolnicy i mieszkańcy biją na alarm, mówiąc o negatywnych skutkach globalnego agrobiznesu. Cargill jest światowym koncernem zajmujący się dostawą produktów i usług dla przemysłu rolno-spożywczego, prowadzi bardzo szeroką działalność produkcyjno-handlową, (m.in. handel zbożem i roślinami oleistymi; przetwarzanie: roślin oleistych, wieprzowiny, wołowiny i drobiu; handel: bawełną, cukrem, koncentratami soków owocowych; produkcja: pasz, syropów glukozowych, a także produkcja: wyrobów stalowych, powłok chemicznych, nawozów azotowych; wydobyciem soli oraz usługi finansowe).

Międzynarodowe giganty, takie jak Cargill, ADM i Bunge kontrolują dwie trzecie produkcji soi w Brazylii.

Oblicza się, że na terenie Amazonii żyje ok. 80 tys. Indian skazanych na zagładę. Takie bezwzględne i ahumanistyczne stanowisko prezentuje m.in. pułkownik Carlos Aloisio Weber, który powiedział: „Kiedy chce się coś zrobić w Amazonii, to nie pyta się nikogo o pozwolenie. Po prostu się robi  – dodając – bez względu na to, czy zasiane ziarno przemieni kiedyś tę ziemię w pustynię, czy tubylcy pozbawieni jakiejkolwiek opieki lekarskiej wymrą jak muchy. Postęp musi się dokonać” [ republika.pl ].

W Puszczy Amazońskiej, która jest największą puszczą równikową Ziemi, żyje ponad 600 gatunków ptaków, setki tysięcy gatunków owadów i ponad 40 tys. gatunków roślin kwitnących. Amazonia spełnia szczególną rolę: reguluje klimat naszej planety, „pompując” wilgotne, gorące powietrze z tropików do półkuli północnej. Specjaliści uważają, że największą katastrofą ekologiczną, jaka rozpoczyna się na naszej planecie, jest postępująca zagłada lasów tropikalnych. Niszczenie puszcz tropikalnych skutkuje ogromną emisją gazów cieplarnianych do atmosfery, przyczyniając się do zmian klimatycznych. W ciągu ostatnich 40 lat wykarczowano 700 tys. km kw. Amazonii. Zazwyczaj wycinka Puszczy Amazońskiej odbywa się według tego samego schematu: Najpierw wycina się i pali lasy, w 80% przypadków nielegalnie. Następnie pojawia się hodowla bydła, a na koniec plantacje soi GMO opryskiwane groźnym środkiem chemicznym – glifosatem.

Największą rolę w globalnym biznesie odgrywają następujące korporacje: wspomniany Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością.

Rolnicy, którzy kupują ziarno GMO, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne. Człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, a z powodu wyniszczenia gleby musi kupować ziarno wraz z nawozem od Monsanto i jego pestycydami. Jest to obłąkany zaklęty krąg [ „Monsanto i inne koncerny GMO jako lucyferyczne sekty biznesowe” – himavanti.org ].

Innym groźnym problemem dla Puszczy Amazońskiej jest produkcja biopaliw. Jest to ten sam scenariusz pozyskiwania ziemi pod uprawę trzciny cukrowej, co pod uprawę soi GMO. Oficjalny blog Ibero American Unviversity Foundation (FUNIBER) sygnalizuje, że: „Jeśli zamiarem było uzyskanie czystszego paliwa, to w takim razie popełniamy błędy w którymś momencie procesu produkcji, ponieważ wycina się i pali lasy, aby uzyskać ziemię pod uprawę różnych monokultur, które mogą być wykorzystane przez przemysł biopaliwowy. Wycinanie i palenie powoduje wzrost emisji dwutlenku węgla, nawet większą ilość niż ta wytwarzana przez samochody”.

Autochtoniczna ludność plemienia Guarani Kaoiwa z Laranjeira Nhanderu została wyrzucona ze swoich ziem, aby utorować drogę pod plantacje trzciny cukrowej. Badania NGO Reporter Brasil dokonane w 2011 r. przedstawiają raport na temat nieprawidłowości i nierówności socjalno-środowiskowych występujących u takich eksporterów etanolu, jak Cosan (spółka joint venture z firmą Shell), Greenergy International, São Martinho, Louis Dreyfus Commodities, Carlos Lyra, Copertrading, Moema/Bunge e Noble. Zanotowano przypadki niewolnictwa, nadmiernych godzin pracy, niezarejestrowanych pracowników, nielegalne wypuszczanie ścieków, nielegalne wypalanie oraz użytkowanie ziemi, należącej do ludności autochtonicznej, pod uprawę trzciny cukrowej [Brazylijski raport ujawnia nieczyste praktyki przemysłu biopaliwowego – pl.globalvoices.org ].

Indianie żyją niemal wyłącznie na obszarze Amazonii i regionu Centralno-Zachodniego, jakkolwiek pojedyncze plemiona spotyka się nawet w tak zagospodarowanych stanach jak Parana czy Bahia. Na początku XXI wieku prawdopodobnie nie pozostało nawet połowy tych plemion. Wzmożona kolonizacja rolnicza po 1970 roku stała się przyczyną konfliktów z Indianami i wyniszczania poszczególnych plemion.

Sowchozy

Największą rolę w globalnym biznesie odgrywają następujące koncerny: Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan). Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością. Globalne koncerny działają w zasadzie na wzór sowieckich sowchozów, z tą jedną różnicą, że sowchozy były państwowe, a wielkie koncerny są prywatne, ale głównie amerykańskie. To właśnie Amerykanie koncernami kolonizują świat. Ich działalność polega głównie na tym, że wywłaszczają, zawłaszczają lub kradną (grabież) rolnikom ziemię. Niszczą rolnictwo indywidualne. A to jest właśnie komunizm. Sowchozy również były tworzone z ziemi zarekwirowanej od dawnych wielkich właścicieli ziemskich w ramach reformy rolnej. Cały majątek sowchozów należał zatem od początku tylko do państwa, zaś status zatrudnionych w nich ludzi miał charakter pracowników najemnych.

W ostatnich latach doszło do przejęcia kontroli nad olbrzymimi połaciami ziemi, głównie w Afryce, Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Łacińskiej, poprzez zakup gotówkowy albo długoterminowe umowy najmu/dzierżawy i usuwanie rolników z ich ziemi. Ponadto w kilku krajach, takich jak Kolumbia czy Brazylia, lokalny kapitał jest w dużej mierze inwestowany w zakup ziemi i rozwój wielkich przedsiębiorstw rolnych. Najbardziej wyczerpujące dane dostępne są w Land Matrix, organizacji monitorującej światowy rynek handlu ziemią i dysponującej informacjami z poszczególnych krajów o gruntach wykupionych przez zagraniczne podmioty, wpływie tych przejęć na lokalną społeczność, plonach oraz kraju pochodzenia „grabieżców”. Według tych danych prawie wszystkie państwa w największym stopniu padające ofiarą grabieży mierzonej w milionach hektarów znajdują się w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej. Z kolei w pierwszej dziesiątce krajów, które inwestują w ziemię, znajdziemy – poza zwyczajowymi podejrzanymi – Malezję i Południowy Sudan, będące same celami grabieży gruntów. Ale kapitał z Północy zwykle asystuje – lub dominuje – w tego typu operacjach. Na przykład w przedsięwzięcie malezyjskiego Sime Darby, mające na celu produkcję oleju palmowego na bazie plonów z plantacji w Liberii, zaangażowany jest kapitał z Wielkiej Brytanii, Finlandii i Holandii
[ „Grabież ziemi w XXI wieku – akumulacja poprzez wywłaszczenia, nowyobywatel.pl , 31.07.2014. ].

Wiosną 2009 r. wielkie demonstracje wstrząsnęły Madagaskarem. Setki ludzi straciły życie w walkach ulicznych, w wyniku których upadł rząd, a prezydent trafił za kratki. Na czołówkach serwisów informacyjnych przez chwilę pojawiło się hasło zawłaszczenia ziemi. Obywatele Madagaskaru protestowali bowiem przeciw podjętej przez władze próbie sprzedaży koreańskiemu koncernowi Daewoo 1,3 mln ha ziemi uprawnej. Wyspa zamieszkana przez 21 mln ludzi miała stracić najlepsze grunty orne. W wyniku krwawego powstania ludności Daewoo musiało zrezygnować [„Zawłaszczanie ziemi”, 08.2014. – igo.org.pl ].

Przesiedlenia

Tak jak w ZSRR, tak również w Afryce następują ogromne przesiedlenia ludności. Decyzja o rozpoczęciu tzw. zsyłki kułackiej, tj. masowych wysiedleń chłopstwa została podjęta przez Biuro Polityczne KC WKP(b) 30 stycznia 1930 r. w formie uchwały „O przedsięwzięciach mających na celu likwidację gospodarstw kułackich w rejonach powszechnej kolektywizacji”.

Kryzys żywnościowy z 2008 r., który w krajach rozwijających się przyniósł gwałtowne zamieszki rozniecane głodem, zapoczątkował erę kupowania ziem uprawnych: potęgi agrobiznesu i finansowi giganci odebrali 60-80 mln najżyźniejszych hektarów rolnikom mającym niewielkie gospodarstwa. Przykładem niech będzie Etiopia. Kraj, który obfituje w grunty rolne, przymiera głodem. Zgodnie z dokładnym badaniem zrealizowanym w 2011 r. przez The Oakland Institute co najmniej 3,6 mln hektarów ziemi zostało przekazanych inwestorom. Liczba, którą potwierdza organizacja Human Rights Watch (HRW), dodając, że dodatkowe 2,1 mln hektarów ziemi oddano za pośrednictwem Etiopskiego Banku Inwestycji Rolnych na niezwykle korzystnych warunkach: śmieszną cenę dzierżawy za tereny z łatwym dostępem do wód. Dynamika przejmowania ziemi niesie za sobą istotne programy przesiedleń autochtonów: dotyczą 1,5 mln osób, z czego 500 tys. w regionie Afar, 500 tys. w Somalii, 225 tys. w Benszangul-Gumuz i 225 tys. w Regionie Ludów Gambeli. W tym ostatnim regionie, gdzie skonfiskowano 42 proc. ziemi, mieszkańcy zostali zmuszeni wypasać swoje bydło gdzie indziej. Pierwsza fala przymusowego tworzenia wiosek („villagisation”) rozłożona w czasie na trzy lata ruszyła w 2010 r. Jej celem było przesiedlenie 45 tys. rodzin anuaków i nuerów. Operacja polegała na przeniesieniu całych społeczności do nowocześniejszych wiosek o lepszej infrastrukturze (szkoły, ośrodki zdrowia, drogi, sklepy) i przyznaniu każdemu domostwu 3 lub 4 hektarów ziem dających się zirygować. To, co na papierze wyglądało obiecująco, przyniosło katastrofalne skutki. Projekt nie brał pod uwagę najbardziej elementarnych potrzeb ludności: na przykład picia. Ponadto administracja nie powzięła żadnych kroków, by dopasować moment porzucenia pól, które przynosiły jeszcze plony, z chwilą, kiedy nowe użytki mające dostarczać żywności, wykarczowane, zasiane, nawodnione i uprawione, wydadzą owoce. W 2011 r. HRW donosiła, że mieszkańców, którzy przeciwstawili się planowi zagospodarowania przedstawionemu przez rząd regionu, zmuszono do opuszczenia swoich domostw przy pomocy policji i wojska. W wyniku represji śmierć poniosło 300 osób; wielu chłopów zostało uwięzionych, a wiele kobiet zgwałcono [„Zawłaszczanie ziemi”, 08.2014. – igo.org.pl ].

Wielkie koncerny prowadzą głównie uprawy monokulturowe, czyli uprawiają rośliny tego samego gatunku przez wiele kolejnych lat na tym samym obszarze, jak np. uprawa soi w Argentynie i Brazylii, zboża na Ukrainie. Stopień utraty różnorodności w rolnictwie jest zatrważający. W Chinach, w 1949 r. istniało 10 tys. odmian pszenicy. W 1970 r. pozostał tylko tysiąc. W USA zostało zniszczonych 95% odmian kapusty, 91% kukurydzy, 94% grochu i 81% pomidorów. W sumie, według Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ (FAO), w ciągu ostatniego wieku utraciliśmy 75% światowej różnorodności w uprawach rolnych.

„Strukturalne dostosowania”

W lipcu 2013 r. ambasador Kolumbii w USA ustąpił ze stanowiska wskutek nagłośnienia jego zaangażowania w nie do końca legalną próbę wsparcia amerykańskiej korporacji Cargill w przejęciu – za pomocą podstawionych spółek – 52 000 ha ziemi. Na tym obszarze miała akurat odbywać się produkcja rolna, ale zagrabiona ziemia służy także do innych celów – wykorzystuje się ją pod budowę kopalń, dróg, budynków i zapór wodnych. Mówiąc wprost, grabież gruntów oznacza wywłaszczenie wielu ludzi i rodzin. Pozbawia się ich nie tylko podstaw egzystencji, ale także społecznego zakorzenienia i źródeł tożsamości.

W ramach działań międzynarodowego kapitału na rzecz otwierania rynków państw Południa na łatwiejszą eksploatację, w krajach, które albo dobrowolnie podpisały umowy (np. Meksyk przystąpił do NAFTA, Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu), albo zostały zmuszone do zaakceptowania programów „strukturalnego dostosowania” Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego (Jamajka i Haiti), narzucono rolnikom niekorzystne warunki. Umowy te obniżyły cła na żywność importowaną. W rezultacie miliony małych producentów kukurydzy w Meksyku, w zasadzie wszyscy rolnicy na Jamajce oraz większość haitańskich producentów ryżu – zbankrutowali, nie będąc w stanie konkurować z niskimi cenami importowanej żywności. Destrukcja jamajskiego rolnictwa została przedstawiona w filmie dokumentalnym z 2001 r. pod tytułem „Życie i dług” [„Grabież ziemi w XXI wieku. Akumulacja poprzez wywłaszczania, nowyobywatel.pl , 31.07.2014. ].

Zamieszki na Haiti w swojej intensywności przypominały rozruchy przeciwko Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu w Wenezueli – tak zwane Carazco – które zmieniły kształt polityki tego kraju prawie dwie dekady wcześniej. W skali globalnej około 70 proc. krajów biednych, których ekonomia opiera się na rolnictwie, nie jest już zdolnych wyżywić się same, stały się one importerami żywności netto kupując ją w krajach zamożnych. Przykładem może być tu Argentyna, gdzie po wprowadzeniu dwadzieścia lat temu za radą krajów Północy zmechanizowanej, bezorkowej uprawy monokultury soi, zapotrzebowanie na pracę spadło do tego stopnia, że setki tysięcy robotników rolnych musiało odejść z rolnictwa. Wszystko to przyniosło wielką plajtę rolników argentyńskich – tylko w latach 1988 – 2002 upadło ponad 100 tys. farm stanowiących ¼ wszystkich małych gospodarstw w tym kraju, a liczba farm mlecznych w kraju spadła o połowę. Ziemia bankrutujących rolników trafiła w ręce właścicieli latyfundiów. Podobny proces odbył się także w sąsiadującym z Argentyną Paragwaju, gdzie „sojowa rewolucja” doprowadziła do niewiarygodnej koncentracji ziemi: 1 proc. ludności tego kraju posiada obecnie aż 77 proc. ziem rolnych. Również w tym kraju w ciągu ostatnich 20 lat 100 tys. rolników zostało wypartych ze wsi i trafiło do rozrastających się slumsów wielkich miast [ „Bogata Północ podważa egzystencję rolników Południa”, ekologia.pl , 18.01.2012. ].

Taki sam los może spotkać polskich rolników po zawarciu kompleksowej umowy CETA pomiędzy Unią Europejską a Kanadą. CETA jest podobna do Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA).

6 października 2016 r. Sejm RP przyjął uchwałę ws. umowy handlowej z Kanadą (CETA). Posłowie zaakceptowali wpisanie do uchwały zapisu, że Sejm będzie ratyfikował CETA większością 2/3 głosów. Za uchwałą było 326 posłów, przeciw 90, wstrzymało się 11. Odrzucono też poprawkę klubu Kukiz‘15, że ratyfikacja musi się odbyć w referendum.

GMO

Dnia 25. listopada 2016 r. (PiS rządzi od 2015) Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych oraz niektórych innych ustaw. Organem odpowiedzialnym za opracowanie projektu jest Ministerstwo Środowiska.

W projekcie ustawy wspomnianej wyżej są m. in. zapisy:

Art. 49a. 1. Ustanawia się terytorium Rzeczypospolitej Polskiej strefą wolną od GMO, z zastrzeżeniem ust. 2.

2. Uprawę GMO prowadzi się (!) wyłącznie w strefie wskazanej do jej prowadzenia na określonym obszarze położonym na terenie gminy, zwanej dalej „strefą wskazaną do prowadzenia upraw GMO…”.

Podkreślić trzeba, że tym razem już nie mówi się zupełnie o uprawach eksperymentalnych, nie ma takiego pojęcia – są uprawy, a więc wszystkie uprawy łącznie, na czele z uprawami komercyjnymi!

Łatwowierni i naiwni

Na koniec uwaga. Jesteśmy łatwowierni i naiwni, co wykorzystują nasi wrogowie. W latach 90. XX w. wiązaliśmy duże nadzieje z Solidarnością, potem z AWS sprawujące władzę w Polsce w latach 1997–2001, następnie w latach 2005–2007 z PiS i obecnie od 2015 r. ponownie z PiS. W 1995 r. i w 2000 r., po tzw. obaleniu komuny, wybraliśmy na prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego, komunistę. Kupił nas hasłami: „Wybierzmy przyszłość” i „Wspólna Polska”. Niestety, jak do tej pory, wszelkie nasze nadzieje były tłumione w zalążku. Dawano je nam, a następne brutalnie deptano.

Wprowadzony po 1989 r. system, niezależnie czy rządzi tzw. prawica czy lewica, wyrzuca na margines życia wielką liczbę Polaków. Żadna z partii nie przerwała procesu rozpoczętego przez Balcerowicza w 1989 r. Przepędza się nas z deszczu pod rynnę i z powrotem. W konsekwencji jesteśmy coraz słabsi. Na naszych oczach od 1989 r. niszczy się Państwo Polskie.

Stworzono pojęcie „polskie piekło”, do którego może odnosić się napis widniejący nad bramą piekielną z „Boskiej komedii” Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

Na początku lat 90. XX w. kolega namówił mnie, aby pójść na spotkanie mieszkańców Wałbrzycha z poseł Barbarą Labudą z UD. W 1989 została posłanką na Sejm kontraktowy z poparciem Komitetu Obywatelskiego. W 1991 i 1993 uzyskiwała ponownie mandat poselski w okręgach wrocławskich z ramienia Unii Demokratycznej. Spotkanie odbyło się w Magistracie, i nie z mieszkańcami, ale z działaczami UD z okręgu wałbrzyskiego. Sprytnie, bo p. poseł nie musiała płacić za wynajęcie sali. Przyjechało ponad 100 agresywnych członków UD. Rozdzieliliśmy się, kolega usiadł po jednej stronie sali, a ja po drugiej. Była dolnośląska prasa. I zaczęło się. Pani poseł nie wiedząc o nas, powiedziała, że my z Polakami możemy robić wszystko, bo są łatwowierni i naiwni. Na to zareagował kolega. Od razu został zakrzyczany. Natychmiast wstałem. Niestety, nie dopuszczono mnie do głosu. Obecni na sali zaczęli buczeć. Zrobiło się b. głośno. Wyleciał z sali jeden z członków UD, po chwili wrócił z gaśnicą, wskoczył na stół na wprost mnie, i chciał mi dać pianą po oczach, ale w ostatniej chwili sie opamiętał. Labuda zakończyła zebranie. Trwało kilkanaście minut. Sala była na drugim piętrze. Na schodach zrobili szpaler, przez który schodziliśmy w dół. Na ich twarzach była nienawiść tak wielka, że jakby mogli, to rozerwali by nas na części. Nigdy tego nie zapomnę. Na drugi dzień w „Gazecie Wrocławskiej” ukazał się artykuł pt „Dwóch narodowców tak podgrzało spotkanie z poseł Labudą, że gaszono je gaśnicą”. Oni w swych dążeniach są bezwzględni.

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: Sala BHP Stoczni Gdanskiej, 08.07.1990; n/z Lech Wałęsa, Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Foto: Tomasz Wierzejski. Źródło: Fotonova, za: nowahistoria.interia.pl / Wybór wg.pco.

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

Stanisław Bulza na FB ….

, 2020.04.14.

Avatar

Autor: Stanisław Bulza