Nie słuchajcie kretynów, oszustów i przebierańców


Postanowiłem odpocząć trochę w święta, poczytać, pospać, etc., tak więc zamiast normalnego tekstu będzie tu dziś coś innego. Najpierw jednak krótki wstęp. Nie ma dnia, żebym nie dostał linka, po otwarciu którego widać, jak jacyś durnie palą kartki i wygłaszają patetyczne mowy nie wiadomo do kogo. Wśród nich zaś – jak baba dziwo, statua falliczna czy coś „w podobie” – siedzi były szef UOP, Niemczyk. Nie ma dnia, żeby ksiądz Lemański nie powiedział, że wybory nas zabiją, po czym, negując logikę i swoje słowa, nie polazł do supermarketu po flaszkę. Nie ma dnia, żeby uwielbiany ostatnio przez „prawicę” Twardoch nie zasugerował, że Kaczyński, tak naprawdę, chce wymordować naród. Pomyślałem więc, że zamiast opatrywać to i tak niesłyszalnym przez nikogo poza naszą tutaj grupą, komentarzem, wrzucę kilka fragmentów książki Hipolita Milewskiego, pod tytułem „Śmiertelne niebezpieczeństwa rewolucji rosyjskiej”. One są pozornie nie związane z tym co się dzieje wokół. Pozornie, powiadam, albowiem w rzeczywistości są. Dotyczą bowiem sposobów kształtowania opinii publicznej i doskonalenia propagandy za pomocą słów, wydarzeń i postaci.

Oto one:

Na pierwszy rzut oka jest coś co najmniej paradoksalnego w fakcie, że kwestię rolną, rzekomo wynikającą z głodu ziemi, przestawia się jako palącą właśnie w tym kraju Europy, który jest najbardziej zasobny w ziemię i w którym zagęszczenie populacji jest najmniejsze. Europejska część Rosji (w części azjatyckiej, gdzie własność ziemska jest całkowicie nieobecna, brakuje raczej ludzi niż ziemi), zajmuje, jak podają książki, powierzchnię 5 390 000 kilometrów kwadratowych przy populacji liczącej 107 milionów, co daje 20 mieszkańców na kilometr kwadratowy. Nawet jeśli odejmie się trzy zlodowaciałe i bagniste gubernie północne: archangielską, ołoniecką i wołogodską – o łącznej powierzchni 1 283 000 kilometrów kwadratowych i niespełna dwóch mieszkańcach a kilometr kwadratowy – to w należącej do rolniczej Europy Rosji obszar 4 107 000 kilometrów kwadratowych przypada 104 600 000 mieszkańców, co daje 25 mieszkańców na kilometr kwadratowy. Tymczasem kwestia rolna, oparta na głodzie ziemi prezentowana jest tu z taką ostrością, że nie można jej było zaradzić inaczej, jak poprzez powszechną konfiskatę i rewolucję agrarną; tymczasem nie mówi się o tym w Belgii, gdzie 29 456 kilometrów wystarcza 7 517 000 mieszkańcom, co daje 255 mieszkańców na kilometr kwadratowy. To pozwoliłoby sformułować następujący aksjomat: „Obszar gruntu wystarczający dla 10 ludzi jest niewystarczający dla jednego człowieka.

Nie będę dodawał do nich słowa komentarza. Niech wszyscy zobaczą, jak można klarownie i jasno można pisać i jak ładnie można to przetłumaczyć na polski, bo pamiętajmy, że Hipolit pisał po francusku. Gdyby publikował w języku polskim nie dożyłby tych lat, które dlań Pan Bóg obliczył.

Finowie mają wiele zalet: są poważni, pracowici, pilni, uporządkowani i systematyczni, wytrwali i niezwykle praworządni i pełni szacunku dla innych, potrafią do tego stopnia nad sobą zapanować, że zostali – będąc skończonymi pijakami – najtrzeźwiejszymi z Europejczyków; jednocześnie są hardzi, chowający urazę i mściwi, a ich uporu nie da się przełamać. Mając do czynienia z typowym Rosjaninem – tylokrotnie już opisywanym, cechującym się nieuleczalną niestałością poglądów, która nabrała w rosyjskim rządzie formy nieuleczalnej złej woli – Fin był oczywiście predysponowany, by przestać znosić sąsiada i pana, którego dała mu historia, gdy tylko przestał doświadczać od niego wyłącznie dobrodziejstw, a tak właśnie było od aneksji aż do ostatnich lat XIX wieku.

(…)

Finlandia została przekształcona w autonomiczne Wielkie Księstwo, obdarzona własnym parlamentem, narodową administracją, osobnym ustawodawstwem, budżetem, własnym systemem monetarnym i celnym; była związana z Rosją wyłącznie osobą imperatora-wielkiego księcia. Jeszcze lepiej: jej krajowcy cieszyli się w Rosji – bez specjalnej naturalizacji – pełnią praw cywilnych i politycznych, tymczasem Rosjanin nie miał nawet prawa otworzyć na terytorium fińskim warsztatu łatacza bez zgody senatu w Helsigforst, a władza imperium tolerowała taką sytuację. Za rządów Aleksandra III Finlandia została zwolniona – i wciąż podczas obecnej krwawej wojny jest zwolniona – z najstraszliwszego z podatków: obowiązkowej służby wojskowej, którą zastąpiono subsydium o wartości ledwie jej udziału, proporcjonalnego do liczby ludności, w budżecie wojska i marynarki.

W wyborach miejskich, w ostatniej chwili ucieczono się do następującego uproszczenia; spostrzeżono, że wielu niepiśmiennych potrafi jednak rozpoznawać numery, przynajmniej od jednego do dziesięciu; wręcza się im więc nie listy, ale cyfry odpowiadające listom, które oni składają potem do urn; do nich należy zapoznać się z tymi listami – w magistracie, albo poprzez prasę, która ostatecznie po jednokrotnym opublikowaniu list ogranicza się do zalecania swoim zwolennikom „Głosujcie na numer X”. Oczywiście olbrzymia większość wyborców, nie mając żadnego pojęcia o zawartości tych list – trzeba by ich poszukać, a do tego umieć czytać – ufnie zagłosuje na wskazaną cyfrę, której znaczenia osobiście nie zna. To będzie triumf tych partii, które dzięki liczebności, zorganizowaniu i energii terenowych agitatorów przekonają wyborców, że „dla nas” najlepiej głosować właśnie na nie.

Heliodor od 1908 roku utrzymywał Carycyn w stanie nieustannego wrzenia. Ten cudownie utalentowany w dziedzinie gminnej elokwencji – patetyczny i szyderczy, wieszczy i zabawny na przemian – mnich, zgromadził wokół swojego monasteru coś w rodzaju „stałego dyżuru”; bez przerwy przewijali się tam mężczyźni i kobiety, a on wielokrotnie w ciągu dnia serwował im homilie, których treść można odgadnąć: zepsucie naszych czasów, powrót do pierwotnego chrześcijaństwa, grzmoty z nieba, prawosławie i samowładztwo, mateczka Rosja, bieda maluczkich, zuchwałość wielkich etc., etc. A wszystko to kończyło się anatemami, wciąż jeszcze bardzo popularnymi w prawosławiu, wciąż tymi samymi, jak „delenda est”: „Niech będą przeklęci Żydzi, ruscy kretyni (to znaczy liberałowie)…i ludzie zamożni. Cały ten tłum, obfitujący w zbójców, poderwany z ciężkiej stepowej nudy i wstrząsany czymś z pogranicza szlochu i czkawki szaleńczego śmiechu, karmiony wiktuałami dobrze uposażonego klasztoru, bawił się niesłychanie. Dałby się pokroić za swego „ojczulka”.

Świadomy gubernator nie mógł tolerować podobnej fabryki demagogii, nawet religijnej. Był nim wówczas młody, szlachetny człowiek, hrabia Siergiej Tatiszczew, przyjaciel, uczeń, ulubieniec i następca na czele guberni samego Stołypina. Jego próby utemperowania zajadłego mnicha z Carycyna poprzez interwencję u JE Hermogena rozbiły się o ewidentny sojusz (duchownych). Wezwał pomocy w Sankt-Petersburgu przeciwko samemu biskupowi. Zyskał na tym…własne usunięcie ze stanowiska. Heliodor mógł triumfalnie ogłosić swoim wiernym, że „wysłał ich gubernatora paść krowy”.

(…)

Co by tu jeszcze wymyślić, by uczcić swój triumf? Heliodor podejmuje – było to zeszłego lata – pielgrzymkę wzdłuż Wołgi, od Carycyna do Niżnego Nowogrodu. Podąża za nim – a to lądem, a to wodą -wielki tłum, który chwilami topnieje, chwilami znów wzbiera. Szturmem zdobywa się statki, obraża podróżnych, dokonuje rekwizycji wiosek, wydziera się, pije, śpi pod gwiazdami – mężczyźni i kobiety w podłym przemieszaniu. Gubernatorzy i policja siedzą cicho. Los Tatiszczewa pouczył ich z kim mają do czynienia. Owe bachanalia stają się w Dumie przedmiotem interpelacji w sprawie bezczynności władz; początkowo zamieciona pod dywan, zostanie ona poddana pod obrady -a to dzięki rozwiązaniu tej tragikomedii, które pozostaje nam opowiedzieć.

Na dziś to tyle, idę odpoczywać. A tu link do książki


Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  13 kwietnia 2020 r.

Ilustracja tytułowa za: Podlasie24.pl , 11.10.2019 / wybór wg.pco

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.04.14.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski