Wirus terroru [cz.1]


„Nadchodzi czas, kiedy wszyscy będą chcieli dowiedzieć się rzeczy, o których przedtem nie myśleli, które zaniedbywali”
Michael Phillips


To tej pory nie byłem przekonany o celowości publicznego wyjaśnienia kilku ważnych zagadnień. W atmosferze emocji, które od kilku tygodni zdecydowanie górują nad beznadziejnymi wysiłkami zrozumienia tego, co się naprawdę dzieje, nie warto było tracić energii. Powszechny brak chłodnego dystansu uniemożliwia analizę sytuacji, a tym bardziej nadchodzących wydarzeń. Ogólnie biorąc, wszystko – z wyjątkiem ukrytych źródeł pandemii koronowirusa – jest od dawna widoczne i klarowne. Wiemy wszystko, tylko nikomu nie chce się dowiedzieć. Ukrycie źródeł pandemii nie jest jednak czymś nadzwyczajnym, ponieważ dzięki temu pozuje ona na siłę wyższą, za której działanie nikt nie musi ponosić odpowiedzialności.

Dwa zagadnienia nie gwarantują spokoju. Są to zagadnienia lekceważone i słabo widoczne, dlatego nad nimi zamierzam się tutaj zatrzymać.
Pierwszym słabo widocznym zagadnieniem jest ostateczne załamanie się dotychczasowego, publicznego obiegu informacji w świecie, wcześniej jedynie skorodowanego przez nadużywanie przez główne centra polityczne łatwowierności opinii publicznej i zdeformowanego przez zastosowanie nowoczesnych metod inżynierii społecznej oraz zanieczyszczonego, szeroko rozlewającą się dezinformacją. Na temat nadużywania systemu informacji publicznej powiedziano już dostatecznie dużo, aby nie zauważyć, że wszelkie ostrzeżenia idą na marne. Fakt zanieczyszczenia świadomości społecznej i jego konsekwencje nie budzą większych emocji. Niewielu tym się przejmuje. Tutaj chodzi o coś innego, o możliwe do przewidzenia załamanie się tego systemu, czyli mówiąc brutalnie – powstanie totalnego chaosu myślowego. Koronowirus rozwija się w atmosferze totalnego chaosu medialnego, bez którego nie zyskałby statusu światowej pandemii.

Jeśli dzisiaj podkreśla się wszechwładnie panujący CHAOS, to warto wyraźnie zaznaczyć, że jest to chaos dezorganizowanej świadomości społecznej. Tyle tylko, że wyrwanej z uśpienia szokującym „przypadkiem” światowej pandemii koronowirusa. To jest ważne zagadnienie, ponieważ uśpienie świadomości społecznej było wcześniejszą swoistą pandemią dotykającą wszystkie kraje, do których później wdarła się pandemia koronowirusa. „Porządek światowy” był oparty m.in. na tymże uśpieniu, stwarzającym szerokie i bezpieczne pole dla realizacji interesów i chorych ambicji światowej oligarchii finansowej. Chwilowo posługuję się określeniem „światowa oligarchia finansowa”, które nie oddaje istoty rzeczy.

Drugim zagadnieniem, nadal lekceważonym (zwłaszcza w Polsce) i celowo zaciemnianym, jest globalny kryzys ekonomiczny. Dla mnie (przykro to pisać) testem głupoty jest puszczanie w niepamięć kryzysu globalnego i rozsiewanie iluzji wzrostu ekonomicznego, czyli tego, z czym obcujemy w Polsce od ponad dziesięciu lat. Przytłaczająca większość polityków w Polsce ten test przechodzi z wynikiem dodatnim, co nie wróży nic dobrego. Politycy latają jak ćmy wokół płonącego knota. Nie zamierzam się o nich martwić.

Ostatnio jest trochę spekulacji na temat związku pandemii z kryzysem ekonomicznym. Jedni sądzą, że pandemia może być zasłoną dymną dla kolejnej fazy globalnego kryzysu. Drudzy sadzą, że pandemia może okazać się źródłem kolejnego kryzysu ekonomicznego. Nie brakuje też wypowiedzi o próbach wykorzystania pandemii jako środka agresji wojennej (elementu wojny hybrydowej). Jest to niewystarczające, aby wydobyć się z obecnej „terapii szokowej”.

Poza tymi dwoma zagadnieniami pozostaje do omówienia dalszy przebieg zdarzeń, co bez rozpatrzenia tych zagadnień jest praktycznie niemożliwe.

Kryzys publicznego obiegu informacji

Żadne społeczeństwo, żaden naród, żadne państwo, nie może stabilnie funkcjonować bez publicznego obiegu informacji. Pogarszanie się tego obiegu ma swoją cenę, którą przyjdzie zapłacić wszystkim, zarówno społeczeństwu, jak i krajowym podwykonawcom zaleceń światowej oligarchii finansowej.

W tym zakresie warto odróżnić dwie diametralnie różne sytuacje. Pierwsza, gdy obieg informacji jest słabej jakości, co oznacza ograniczoną wiarygodność docierających do ludzi przekazów. Jest to sytuacja zmuszająca ludzi do krytycyzmu, umożliwiającego swoistą detekcję (wyławianie rzetelnej informacji z pojawiających się wokół niej zakłóceń). Tylko na rzetelnej informacji jest zbudowana wiedza teoretyczna i praktyczna, które umożliwiają racjonalne działanie.

Zgoła odmienną sytuacją jest przejęcie (zmonopolizowanie) informacji na użytek ideologii, polityki i biznesu. Jest to zupełnie inny, selektywny obieg informacji. Niektóre są kasowane z przestrzeni publicznej, zaś inne odkrywane i upowszechniane. Pieprzu dosypują informacje fałszywe. Przyjrzyjmy się więc informacjom na temat koronowirusa. Są to informacje z obszarów, które nigdy nie były w centrum uwagi opinii publicznej, tym niemniej odkryte i upowszechnione. Kogo naprawdę na świecie mogło zainteresować kilkadziesiąt zgonów w nieznanym mieście położonym z dala od Europy i Stanów Zjednoczonych? Nie żyjemy przecież w epoce odkrywców nieznanych lądów, lecz w realiach kontrolowanego obiegu informacji. W kontrolowanym obiegu informacji dochodzi do ich instrumentalizacji, a zatem do bezwzględnego podważenia ich użyteczności społecznej. Instrumentalizacja ma swój własny cykl rozwojowy: od marketingu do zarządzania tłumem; od technik sprzedaży do zaawansowanych technologii kontroli tłumu. Informacja zostaje zafałszowana.

Efektem końcowym jest uniemożliwienie ludziom racjonalnego działania, a przede wszystkim zniszczenie więzi społecznych. Destrukcji ulegają wówczas zarówno jednostki, jak i całe społeczeństwa. Ludzie i narody zostają uprzedmiotowieni.

Nie ma to nic wspólnego z obecną pandemią, lecz, jak wcześniej pisałem, pandemia wyrwała świadomość społeczną ze stanu uśpienia. Jest to powszechna świadomość znalezienia się w ślepym zaułku, bezradności i trwogi.

To jest bodajże jedyny pozytywny efekt obecnej pandemii. Ale wcześniej, czy później do przebudzenia świadomości społecznej dojść musiało (nie wiadomo, czy aby nie z jeszcze większymi kosztami społecznymi). Na czym jednak to przebudzenie polega i czym się skończy?

Podstawowym produktem zdeformowanego i szkodliwego społecznie obiegu informacji jest KONSUMENT, czyli jednostka przystosowana do odbioru zafałszowanej informacji. Społeczeństwa przeistoczyły się w społeczeństwa konsumpcyjne, karmione iluzją powszechnego dobrobytu. Pandemiczna „terapia szokowa” polega na tragedii: pozbawieniu społeczności konsumenckich iluzji powszechnego dobrobytu, wypartej przez widmo niepewności jutra. Konsumenci całkiem słusznie obawiają się, że będą głodni (jeśli przeżyją). Może to jest przyczyną wielkich emocji?

W tym krótkim tekście mogę jedynie zasygnalizować problemy, które mają żywotne znaczenie dla uzdrowienia (jeśli to jest możliwe) świadomości społecznej. Ten proces uzdrowienia nie jest pewny. Nie wiadomo, jaki będzie końcowy rezultat. Lekarzem nie będzie żadna władza lub instytucja, lecz globalny kryzys ekonomiczny. Najwięcej uwagi przypisuję szkodliwości „odwróconej prezentacji”. Polega ona na prezentowaniu bezspornie zbrodniczych planów i czynów jako niewinnych, dopuszczalnych, uzasadnionych i nie stanowiących zagrożenia. W tym zakresie wyróżnić należy zbrodnie wojenne, ludobójstwo, nieokiełznana grabież.

Zdrowa świadomość społeczna nie może bazować na tolerowaniu zbrodni. To nie wystarczy, gdyż nie wolno przede wszystkim tolerować zbrodniarzy. Wyłom, który powstał w świadomości społecznej, o czym można wiele powiedzieć, to przyzwolenie na działalność zbrodniarzy. Wówczas nie da się ukryć, że nie chodzi o enigmatyczną świadomość społeczną, lecz o ogłupione społeczności usprawiedliwiające i wspierające zbrodniarzy.

Społeczności takie tworzą przestrzeń dla najbardziej zbrodniczych projektów, takich jak wytwarzanie broni biologicznej, zabójczych szczepionek, zatrutej żywności etc. Tylko zahamowanie tej niezdrowej sympatii, a w ślad za tym pozbycie się zbrodniarzy, jest jedyną rozsądną perspektywą uzdrowienia sytuacji.

O to toczy się dzisiaj walka.

Warto zatem bardziej wnikliwie przyglądać się bezkarnie popełnianym zbrodniom wojennym, w świetle których pozostałe zbrodnie, przestępstwa i nadużycia mogą już uchodzić za całkowicie dopuszczalne. Jest to problem kluczowy, ponieważ zbrodnie wojenne popychają zbrodnicze rządy do wszelkich niegodziwości. Stają się głównym sposobem rządzenia i ekspansji. Wspieranie takich rządów jest współudziałem w zbrodniach. Jest to problem kluczowy także dlatego, że jego lekceważenie uniemożliwia identyfikację i przeciwdziałanie pojawiającym się, w tym śmiertelnym, zagrożeniom.

Na tym tle można umieścić ideologie kamuflujące zbrodnie. Tutaj również nastąpiła charakterystyczna przemiana: od jednoznacznego potępienia ideologii (komunistycznej, faszystowskiej) do bezkrytycznej aprobaty następnych zbrodniczych ideologii. W zachodnim obiegu informacyjnym dominują trzy zbrodnicze ideologie „neo”: neoliberalna, neomaltuzjańska i neomarksistowska. Wszystkie źródła tego „neo” mają zbrodniczy, wręcz satanistyczny charakter.

Po 2009 roku, wskutek globalnego kryzysu ekonomicznego, ideologia neoliberalna utraciła siłę ekspresji i pozory wiarygodności, co mocno zachwiało dotychczasowym publicznym obiegiem informacji. Ideologia neoliberalna stanowiła główne narzędzie manipulacji i presji politycznej światowej oligarchii światowej. Wedle niej kochać pieniądze oznaczało szanować właścicieli pieniądza.

Oprócz „zasad demokratycznych”, ideologia neoliberalna była najważniejszym uzasadnieniem ekspansji politycznej, ekonomicznej i kulturowej Stanów Zjednoczonych (ściśle biorąc: zdominowanych przez interesy światowej oligarchii finansowej). Wreszcie, ideologia neoliberalna wprowadziła do obiegu publicznego „odwróconą duchowość”, tj. nadanie religijnego charakteru zbrodniczej działalności, do satanizmu włącznie.
Upadek ideologii neoliberalnej już przyniósł poważne konsekwencje geopolityczne, z których nie wszystkie wydobyły się na światło dzienne. Jedną z tych konsekwencji było, że jej miejsce zajęła zdecydowanie mniej spopularyzowana i akceptowana przez opinię publiczną ideologia neomaltuzjańska, uzupełniana zbieżnymi z nią elementami ideologii marksistowskiej. Nieprzypadkowo przez centra neomaltuzjańskie pandemia koronowirusa jest postrzegana co najmniej jako szansa dalszej realizacji, mocno osłabionych sprzeciwem społecznym, założeń ideologii neomaltuzjańskiej, chociaż z drugiej strony pandemia może być wykorzystana przeciwko jej zwolennikom (Chiny zaczęły działać w tym kierunku).

Neomaltuzjanizm znajduje się, niestety, poza zasięgiem zainteresowania opinii publicznej, a jego „złagodzone” wersje są przyjmowane z zaskakującym zaangażowaniem polityków (jak np. koncepcja zrównoważonego rozwoju). Istota neomaltuzjanizmu sprowadza się do wzbogacenia „tradycyjnych” praktyk redukcji populacji ludzkiej z wykorzystaniem inżynierii społecznej i biotechnologii. Wywołanie pandemii, podobnie jak zastosowanie zabójczych szczepionek, należy do najczęściej rozpatrywanych obecnie metod redukcji populacji ludzkiej.

Usunięcie tego faktu z pola widzenia uniemożliwia silne przeciwdziałanie podobnym przypadkom. Neomaltuzjanizm legalizuje bowiem zarówno obecną pandemię, jak też następne. Niezależnie od tego, jakie było faktycznie źródło dzisiejszej pandemii, nie daje się podważyć fakt, że są opracowywane biotechnologie na użytek broni biologicznej, w tym generowania i rozpowszechniania pandemii, co samo w sobie jest działalnością zbrodniczą.

Trzeba przede wszystkim twardo postawić sprawę: określenie „redukcja ludności”, to synonim określenia „ludobójstwo”.

Hegemonia globalna

Hegemonia globalna jest wytworem konkretnych ludzi, zorganizowanych w celu realizacji tego obłędnego dążenia. Dążenie do panowania nad światem jest satanizmem czystej wody. Nie jest ideą z księżyca, ani plagą społeczną, lecz celowym, zorganizowanym działaniem. Dlatego powierzchowna krytyka współczesnych dążeń hegemonistycznych jest bezwartościowa, jeżeli w ślad za krytyką nie idzie rozpoznanie i ocena ludzi, którzy kierują się tymi dążeniami, a także tych podległych im organizacji i podwykonawców, którzy są wprzęgnięci do realizacji tych dążeń. Tak wygląda każdy zbrodniczy system oparty na dążeniach hegemonistycznych. Z pewnością są miliony ludzi, którzy stoją pod względem intelektualnym i moralnym znacznie wyżej od współczesnych fanów hegemonii globalnej. Wyznawcy hegemonii globalnej nie stoją ponad innymi ludźmi pod względem duchowym; raczej pod tym względem pozostają daleko w tyle. Jeszcze gorzej jest pod względem moralnym.

Jakie więc jest możliwe do zaprezentowania ogółowi uzasadnienie prawa do panowania nad światem? Nawet w najbardziej skrajnej postaci dążeń hegemonistycznych, jakim jest ludobójczy neomaltuzjanizm. Wszystko wskazuje na to, że są to przede wszystkim uzasadnienia religijne. Ale nie są to ludzie i organizacje bazujące na autentycznej wierze w Boga, lecz zazwyczaj na synkretyzmie, herezjach, masonerii, wyznające satanizm. Nie jest możliwe przypisywanie sobie nadzwyczajnych praw w ramach ortodoksji chrześcijańskiej; niezbędne jest wyłamanie się z tych ram i narzucenie innym „własnej metafizyki”.

Olbrzymi świat nie jest martwym ani biernym obiektem, który można wziąć w posiadanie. Dotychczas jedyną i wysoce ryzykowną drogą zniewolenia świata była droga militarnego podboju. Nie chodzi o rezygnację z militarnego podboju, który jest praktykowany współcześnie bardziej niż się o tym mówi. Chodzi o szczególną formę ubezwłasnowolnienia za pomocą globalnych organizacji sieciowych. Guliwer nie został ogłuszony i powalony jednym ciosem. Został oplątany tysiącami nici.

Zbrodniczy charakter hegemonii globalnej jest niejako zakodowany w jej celach. Podstawowym celem panowania nad światem jest ustanowienie nowego „porządku światowego”, który ma z konieczności charakter totalitarny. Wymaga nie tylko zniszczenia tradycyjnych stosunków społecznych i wspomagających je instytucji, lecz także zniszczenie świata duchowego.

Dążenia hegemonistyczne (panowania nad światem) napotykają na barierę przestrzenną (problem działania w wielu odległych od siebie miejscach). Jednak barierę te można pokonać tworząc sieci globalne. Hegemonistyczna ekspansja przestrzenna dotyczy wszystkich aspektów życia ludzkiego. Dlatego sieci globalne nie ograniczają się do sieci finansowych, surowcowo-energetycznych, handlowych i przemysłowych (pierwszy poziom), lecz obejmują również sieci komunikacji i kontroli politycznej, sieci masowej informacji oraz tzw. kultury popularnej (drugi poziom).

FININTERN

Każdy zgodzi się z tym, że wielkie zbrodnie są zazwyczaj opakowane ideologicznie w celu stłumienia krytycyzmu. W Polsce doświadczenie historyczne wyklucza jakiekolwiek wątpliwości. Ideologie służą do oszukiwania ludzi. Siła ideologii musi być wystarczająca, aby przytłumić zdrowy krytycyzm, sceptycyzm wobec iluzorycznych wizji dobrobytu, a także – co najważniejsze – poradzić sobie ze świadomością społeczną, zakorzenioną w historii, kulturze i wychowaniu. Im głupsze społeczeństwo, tym bardziej ideologie padają na podatny grunt. Są one zarówno narzędziem ideologicznej ekspansji, jak też zasłoną dymną zakrywającą ekspansywne, z natury agresywne ośrodki. I o czym się najmniej mówi i pisze: prymitywne i zachłanne.

Słabą stroną większości podobnych dociekań jest unikanie konkretyzacji, gdy trzeba wyjaśnić, z czym mamy do czynienia. Z ośrodkami? Ze światową oligarchią finansową? To nie są wyczerpujące odpowiedzi. Podobnie jak w przypadku koronowirusa, chodzi o dotarcie do rzeczywistych sprawców szerokiego spektrum współczesnych problemów społecznych, politycznych i gospodarczych, które zaowocowały wszechogarniającym kryzysem globalnym. Ale w wąskich granicach dominującego w świecie liberalizmu ekonomicznego takie pytania wydają się niestosowne lub niedopuszczalne, ponieważ ad hoc uznaje on rzekomo spontaniczny charakter zachodzących procesów i wydarzeń.

Z przykrywką spontanicznego rozwoju mieliśmy w Polsce do czynienia przez ponad trzydzieści lat, będących nieprzerwanym pasmem rabunku zasobów narodowych. Winni tego rabunku skryli się w cieniu „wolnego rynku”.

Jest to dobry przykład na to, jak myślenie ideologiczne wyłącza logiczne rozumowanie. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest niemożność identyfikacji, a nawet choćby nadania nazw ośrodkom i mechanizmom, które realizują zabójcze dla społeczeństw projekty ideologiczne, depopulacyjne, finansowe czy militarne. Jedno tylko nie budzi wątpliwości: są one rzeczywiste i wpływowe.

Po 2009 roku z trudem przebiło się do opinii publicznej określenie „światowa oligarchia finansowa”. Wkrótce rozpoczęło się bezwzględne zwalczanie zainteresowania tym fenomenem, głównie przez insynuacje, jakoby zainteresowanie elitą finansową było przejawem schizofrenii (wyznawania „teorii spiskowej”). Jednak stopniowo kontury światowej oligarchii finansowej nabierały wyrazistości.

Opublikowano szereg badań naukowych, które ujawniały potężne dysproporcje majątkowe pomiędzy oligarchią finansową i populacją światową (symbolem jest 1 %), rozległe powiązania zewnętrzne, a także silny wpływ na skład i działalność rządów. Poza tym ujawnione zostały technologie finansowe powiększania bogactwa (kontrola emisji pieniądza i przepływów finansowych), informacyjne (wykorzystanie sieci informacyjnych), polityczne (wywoływanie „kolorowych rewolucji”, zarządzanie chaosem, etc.)

Byłoby oczywiście błędem przypisywanie „wszystkich nieszczęść” globalnej oligarchii finansowej, co równa się jej demonizacji. Zresztą jedną z istotnych kwestii jest wewnętrzny rozłam w oligarchii światowej, który daje o sobie znać niemal przy wszelkich perturbacjach politycznych.

Określenie „globalna oligarchia finansowa” nie jest dostatecznie pojemne i przeto pozwalające zrozumieć rzeczywiste problemy. Bardziej trafna jest nazwa FININTERN (w analogii do Kominternu). Ukazuje ona istnienie działalności celowej, zorganizowanej oraz rozciągającej się na różne sfery życia społecznego i gospodarczego świata.

W ogólnym zarysie FININTERN obejmuje złożoną strukturę hierarchiczną, na szczycie której usadowiona jest ciągle słabo rozpoznana światowa oligarchia finansowa, zaś niżej widoczne są bardziej aktywne organizacje międzynarodowe (agendy ONZ, MFW, UE, WTO itd.). Są one wplecione w globalne sieci finansowe, informacyjne, biznesowe, „społecznościowe”, które stanowią pasy transmisyjne oligarchii światowej i kontrolowanych przez nią organizacji międzynarodowych do poszczególnych krajów. Na najniższym poziomie znajdują się opanowane przez nie rządy i instytucje krajowe, tworzące systemy mafijne typu „głębokie państwo”.

Błędem jest zatem skupienie uwagi wyłącznie na kilkunastu rzekomo wszechmocnych osobach, lecz nie na specyficznej infrastrukturze globalizacji. Już kiedyś ten błąd diagnostyczny został popełniony, gdy przypisywano przemiany polityczne w 1989 roku w Polsce towarzyskiemu spotkaniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem (w 1985 roku). Naprawdę projekt „przemian ustrojowych” w Polsce i w pozostałych krajach obozu sowieckiego był przygotowywany, rozwijany i uzupełniany przez dobrze zgrany organizacyjnie układ wielu wpływowych instytucji finansowych, wywiadowczych, naukowych i propagandowych, już od 1980 roku. Miejsca na spontaniczność nie było, podobnie jak nie ma dzisiaj.

Przeczytaj Część 2.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor, 2020-04-11.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Prof. dr hab. Artur Śliwiński. Fot. za: radiomaryja.pl / wybór ilustracji wg.pco

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2020.04.14.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński