Wirus terroru [cz.2]


Przeczytaj Część 1.

„W życiu nie chodzi o to, aby otrzymać dobre karty, ale by zagrać złą kartą”
Robert Louis Stevenson

W pierwszej części niniejszej publikacji posłużyłem się określeniem, które raczej nie budzi większych sprzeciwów: „destrukcja świadomości społecznej”. Z pewnością znajdą się osoby przekonane, że świadomość społeczna nie istnieje, ale mniejsza z tym. Jednak nie jest wcale jasne, na czym polega dzisiejsza destrukcja świadomości społecznej, a bez wyjaśnienia tej niejasności będziemy się dalej topić w ogólnych dywagacjach. Wcześniej wspominałem o konieczności zwracania uwagi na działalność zbrodniczą, a także na zbrodniarzy. Destrukcja świadomości społecznej jest działalnością zbrodniczą, o czym cały czas należy pamiętać. To zabójcza trucizna w sreberku.

Rzecz nie została należycie zbadana. Tym niemniej warto przedstawić kilka uwag.

Najważniejsze wydaje się mało oryginalne spostrzeżenie, że wyrazem tej destrukcji jest przeświadczenie (czasem sprowadzane do powinności), że każdy powinien dbać o własną d…, czyli prymitywny indywidualizm praktyczny.

Ów prymitywny indywidualizm jest wsparty „naukowym” indywidualizmem metodologicznym i zbudowanymi na jego podstawie ideologiami. Koronowirus nie tylko jest widziany z pozycji praktycznego indywidualizmu; widać go w zachowaniach polityków oraz w ich medialnym zapleczu, ale niestety, również w zachowaniach publiczności. Zamykanie się w domu jest reakcją skrajnie indywidualistyczną. To spostrzeżenie nie wykracza poza powierzchowne konstatacje, ale bardziej konkretnych spostrzeżeń brakuje.

Tutaj mogę dorzucić jedynie niewielkie uzupełnienie. Jednym z elementów destrukcji świadomości społecznej jest krótkowzroczność. Polega ona na tym, że zamiast wzorem poprzednich pokoleń Polaków, ostrożnie (z troską) podchodzić do przyszłości, aby nie rozpaczać ex post, większość społeczeństwa ugrzęzła w obłędnym przeświadczeniu, że każdego czeka powszechny dobrobyt. Podobno optymizm jest zdrowy, wszystko się samo ułoży. Idiotyzm tego przekonania rzuca się w oczy. Jest ono sprzeczne z historycznym doświadczeniem, a co gorsze – zabójcze.

Emocjonalne reakcje na obecną pandemię są spotęgowane przez niemożność zrezygnowania z tego idiotyzmu. Należało bacznie uważać na hochsztaplerów, którzy jechali i dalej jadą na tym wózku. Nie muszę tłumaczyć, że oni przewodzą w polityce, mediach i biznesie.

Zgodnie z doświadczeniem historycznym i poniekąd elementarzem zdrowych reakcji, podstawowym zagadnieniem dotyczącym bliższej i dalszej przyszłości jest jej przewidywanie. Aby uniknąć naiwnego optymizmu z jednej strony, zaś fatalizmu z drugiej. Bezwarunkowo wymaga to analizy ryzyka (raczej wielu ryzyk; tyle że zabrakło w naszym języku liczby mnogiej), w tym szczególnie wysokiego poziomu ryzyka (czyli zagrożeń). Nie chodzi o to, czy zachowania tych lub innych osób, środowisk czy organizacji są naganne i wymagają sprzeciwu, lecz o identyfikację i oszacowanie skali ryzyka związanego z ich działalnością.

Dobrą ilustracją są dzisiejsze spory wokół imigrantów. Nie chodzi o to, czy napływający z Bliskiego Wschodu lub Ukrainy imigranci są na ogół dobrzy i potrzebni, lecz o to, czy ich napływ stwarza wysoki, czyli niedopuszczalny poziom ryzyka, na które wystawione jest społeczeństwo, państwo, tożsamość narodowa etc.

Ryzyko jest problemem, którego nie można się pozbyć chowając głowę w piasek. Dlatego, gdy przestaje być analizowane i kontrolowane, „czarne łabędzie” nadlatują stadami.

Innymi słowy, kumulują się wyjątkowo trudne, nieprzewidziane problemy. Nie wiem, czy warto dalej wykładać te oczywiste kwestie.

Jedni myślą o przyszłości w kategoriach ryzyka, inni w kategoriach oczekiwanych przyjemności i korzyści. Współczesna destrukcja świadomości społecznej polega na myśleniu w tych drugich kategoriach.

Analiza ryzyka nie jest po to, aby dostarczać przyjemności lub korzyści, lecz po to, aby uniknąć nieprzyjemnych wydarzeń i strat. Również takich, jak pandemia

Koniec powszechnej iluzji

Rysuje się możliwość, że świat i Polska zostaną bezpowrotnie obudzone ze snu o powszechnym dobrobycie, czyli zauroczenia konsumpcją, materializmem i indywidualizmem. Budziliśmy się w ruinach wspaniałego świata, który istniał jedynie w naszej wyobraźni. Sytuacja była alarmująca od wielu lat. Rządy przeistaczały się w bezwolne sługi satanistycznej oligarchii światowej, usprawiedliwiając, akceptując i wspierając największe zbrodnie i największe niegodziwości. Od dawna w powietrzu wisi pytanie zadawane w czasach kryzysu; dlaczego Bóg pozwolił na tak wielką próbę. Dzisiaj dowiadujemy się, że w niektórych krajach – także w Polsce – przed wiernymi są zamykane kościoły.

Walka z chrześcijanami przybrała nowy wymiar, bardziej podstępny niż w czasach komunizmu.

Ideologia została zastąpiona koronowirusem, ale czy aby na pewno? Nie można odrzucić tego, że koronowirus jest cennym nabytkiem ideologicznym. Przy dokładniejszej analizie licznych wypowiedzi i decyzji politycznych wychodzą na wierzch zachowania tendencyjne. Zamykanie kościołów jest takim tendencyjnym zachowaniem, a nie przypadkiem lub roztargnieniem. Wielkie manewry wojskowe w czasach zarazy, czym chwalą się politycy w Polsce, to również zachowanie tendencyjne.

Pandemia jest przede wszystkim bezpośrednim uderzeniem w zubożałą sferę życia duchowego i siły fizyczne społeczeństwa. Jest niewidzialnym wrogiem, za którym kryją się widzialni wrogowie. Dlatego przede wszystkim należy odrzucić beztroskie („liberalne”) podejście do projektantów i inżynierów niszczenia społeczeństw i narodów. Trzeba otwarcie przyznać, że są apologetami i twórcami zła, które rozsiewają na całym świecie.

Bez tego „założenia” wszelkie rozważania i dociekania są pozbawione sensu. Pandemia jest dla nich wymarzoną okazją do kontynuacji dzieła zniszczenia, a może też deską ratunku?

Tej rafy ominąć się nie da. Chodzi o to, że pandemia koronowirusa jest zaledwie jednym z wielu fragmentów procesów niszczenia społeczeństw i narodów. Dla tych, którzy dotychczas nie zamykali oczu na liczne przejawy kryzysu duchowego, społecznego i gospodarczego, pandemia nie była zaskoczeniem. Była zaskoczeniem dla tych, którzy polegali na propagandzie medialnej i nie widzieli potrzeby zrozumienia tego, co się dzieje na świecie (i w Polsce). Ludzi zanurzających się w kłopoty materialne, polityczne, zawodowe i duchowe raczej przytrzymywali przed wypłynięciem, aniżeli szli im na ratunek.

Materializm i indywidualizm górował nad solidarnością, miłością bliźniego w potrzebie, troską o spójność narodową. Krótkowzroczność górowała nad dalekowzrocznością. Widać, że wyrwanie się z uśpienia będzie bolesne i długotrwałe.

***

Dlaczego jednak postanowiłem, pomimo powszechnej wrzawy, zabrać głoś? Nasza ojczyzna zostanie zniszczona. Z naszym biernym udziałem, Z uporem nie chcemy przyjmować do wiadomości zagrożeń, które się właśnie realizują. Z naszym biernym udziałem.

Uderza niepoważne i powierzchowne traktowanie dzisiejszych problemów przez dominujące media, przedstawicieli rządów, a także „ekspertów”. Głównym mankamentem jest pomijanie zasadniczej kwestii źródeł i mechanizmu rozprzestrzeniania się pandemii, pomijanie faktu wyjątkowości w tego zjawiska we współczesnej historii, projektów depopulacyjnych z uwzględniających zastosowanie infekcji wirusowej oraz równoległych prac nad szczepionkami także o charakterze depopulacyjnym. Wszystkie te kwestie są spychane na margines tylko po to, aby ukryć rzeczywistych twórców pandemii. Cała konstrukcja opiera się na przekonaniu, że siła mediów jest nadal dostatecznie duża, aby zapewnić wykonalność tych projektów, natomiast rzeczywiste znaczenie tych projektów, tajników ich realizacji, a przede wszystkim uczestniczących w nich ludzi i organizacji zostawić w sferze niepewności i niedopowiedzeń. Konstrukcja ta niebawem okaże się „domkiem z kart” (kredytowych?).

Chodzi o wyjątkowy czas. Wyjątkowość polega na tym, że zapowiadany przełom („nic nie będzie już takie same”) ma sfinalizować zniszczenie istniejących struktur społecznych i ekonomicznych, usankcjonowanie ludobójstwa i zarazem wprowadzenie totalnego terroru.

Dopiero po tych ogólnych uwagach można przystąpić do omówienia nadchodzącego wielkiego kryzysu ekonomicznego. Najpierw bowiem należy dobrze przyjrzeć się kontekstowi, w którym rozwija się kryzys ekonomiczny. Kryzysy ekonomiczne są rezultatem, a nie przyczyną ludzkich nieszczęść.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor, 2020-04-11.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Ilustracja tytułowa: Prof. dr hab. Artur Śliwiński. Fot. za: YT-CEP-cda.pl 
/ wybór ilustracji wg.pco

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2020.04.15.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński