O katedrach, katarach i czerwonym smoku


Anagramy i wiek katedr gotyckich

Przestawienie poszczególnych liter danego wyrazu lub zdania tak, że powstaje nowe zdanie lub wyrażenie jak na przykład palma – plama – lampa, nazywa się anagramem. Był on znany już w starożytnej Grecji, stosowany był często na wschodzie i w Europie przez średniowiecznych pisarzy. Anagram używano chętnie do tworzenia pseudonimów, stosowano do celów politycznych, mistycznych, a nawet przy zaklęciach. Zdanie „Lutni, ujaw mi!” jest anagramem imienia i nazwiska Juliana Tuwima. Powszechnie znanym przykładem stosowania anagramu jako pseudonimu, jest Voltaire – z Arovet l. j. – Arouet Młodszy. Jednak najsławniejszym jest anagram pytania Piłata i odpowiedzi Jezusa z Ewangelii św. Jana, 18, 38, według Wulgaty: „Quid Est Veritas?” („Co to jest prawda?”) – Vir Est qui adest („Człowiek, który jest przed tobą”). Francuscy królowie epoki renesansu byli do tego stopnia przekonani, że w anagramach jest zawarta moc magiczna, że mianowali na swoim dworze królewskich anagramatyków, by wspomagać się przy podejmowaniu decyzji analizą słów w ważnych dokumentach. Leonardo da Vinci jeden ze swoich obrazów nazwał „Mona Liza”. Imię jest anagramem egipskiego boga płodności Amona i Izydy (Demeter). Templariusze, którzy w średniowieczu budowali katedry, nazywali je przeważnie Notre Dame („Nasza Pani”). Był to anagram od Demeter z dodaniem liter „n” i „o”, by utworzyć wyraz „Notre”.

Katedry „Notre Dame” były wyłącznie domeną templariuszy i cystersów. Słowo „gotycki” używane w odniesieniu do stylu architektonicznego nie ma żadnego związku z Gotami, ale pochodzi od greckiego „goetik” (magiczne działanie), co być może jest pokrewne staroceltyckiemu „goatic” (wiedza botaniczna). Templariusze, jako główni, a często jedyni, „inwestorzy” w europejskich ośrodkach kultury zakładali cechy budowniczych, w tym także kamieniarzy, którzy stali się świeckimi członkami zakonu i korzystali z wszelkich przywilejów, takich jak zwolnienia z podatków. Templariusze zakładając cechy rzemieślnicze kierowali się zasadą rzymskiego architekta Marka Witruwiusza, który żył w I wieku p.n.e. (poniżej). Ogłosił on zasady, które stały się podstawą fachu budowniczych. Zalecił, żeby organizowali się oni we wspólnoty czy też collegia. Podniósł on status architekta ponad pozycję zwykłego technika. Głosił, że architekt „powinien opanować sztukę pisania, być dobrym rysownikiem, znać geometrię, mieć dużo wiadomości historycznych. Powinien on pilnie słuchać filozofów, znać muzykę; nie powinny mu być obce medycyna i orzeczenia prawnicze; powinien znać astronomię i prawa ciał niebieskich”. Według Witruwiusza, architekt miał być kimś w rodzaju maga, człowiekiem w pełni zaznajomionym z myślowym dorobkiem ludzkości i wtajemniczonym w zasady leżące u podstaw stworzenia. Poczesne miejsce wśród dyscyplin, których zgłębienie obowiązywało architekta, zajmowała geometria. Z jej osiągnięć zobowiązany był korzystać we wznoszeniu świątyń, których „kompozycja polega na symetrii”. Alberti Leon Baptysta (1404-1472) we Florencji, uczony, architekt, malarz i rzeźbiarz, w swoim traktacie „O budownictwie” wzorował się na Witruwiuszu. Był też filozofem, prawnikiem, matematykiem, przyrodnikiem, geografem i historykiem (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2005, z angielskiego przełożył Jerzy Żebrowski).

W ciągu stuleci specjaliści z różnych dziedzin zastanawiali się nad dziwną symboliką kształtów i wystroju wielkich katedr. Dopiero ostatnio dostrzeżono jej niewątpliwy sens, a mianowicie templariusze kodowali w ten sposób swa tajną wiedzę. Katedry projektowano w taki sposób, by uwzględniały określone zasady sakralnej geometrii, a właściwie stanowiły ich wzorzec. Chodziło o to, że pewne proporcje geometryczne odpowiadają bardziej niż inne wzorcom boskiej harmonii, co współbrzmiało z lakonicznym stwierdzeniem Pitagorasa, że „liczba jest wszystkim”, i koncepcją hermetyków, iż matematyka stanowi kod, za pomocą którego bogowie porozumiewają się z ludźmi.

Najwcześniejsza gotycka fasada dwuwieżowa powstała w przebudowanym w 1132 roku kościele opactwa Saint-Denis z bazyliki karolińskiej. Kościół został konsekrowany w 1144 roku. W portalowych ościeżach umieszczono dwudziestu wyniosłych, szczupłych, przypominających kolumny postaci. Tradycja dopatrywała się w nich wizerunków królów francuskich, stąd nazwanie podobnych portali „królewskimi”. W rzeczywistości wyobrażać one miały starotestamentowych przodków Merowingów.

Do jednych z pierwszych budowli gotyckich zbudowanych we Francji zaliczana jest katedra Notre Dame w Senlis w Pikardii w południowo zachodniej Francji. Jej budowę rozpoczęto w 2 połowie XII wieku. Katedra Notre Dame w Paryżu została wybudowana w 2 połowie XIII wieku. W Rouen w departamencie Seine-Maritime, w Normandii, na miejscu budowli wczesno romańskiej spalonej w 1200 roku, w XIII wieku została zbudowana katedra Notre Dame. W mieście tym Anglicy w 1431 roku spalili na stosie Joannę d’Arc. W Reims w Szampanii została zbudowana gotycka katedra Notre Dame w latach 1163-1245. Do 1825 roku było to miejsce koronacji królów francuskich. W Strasburgu, na miejscu budowli romańskiej, w XII wieku rozpoczęto budowę katedry Notre Dame. Mimo, że budowa trwała dwa wieki, bo zakończyła się dopiero w XIV wieku, to katedra sprawia wrażenie całkowitej jednolitości. Za najwspanialszą budowlę dojrzałego gotyku francuskiego uchodzi katedra Notre Dame w Amiens. Została zbudowana przez Roberta de Luzarches i Renauda de Cormont w latach 1220-1270.

Natomiast za najsławniejszą z gotyckich kościołów Francji uchodzi katedra Notre Dame w Chartres, 96 km na południowy zachód od Paryża. W okresie celtycko-rzymskim miasto było miejscem wielkich zgromadzeń druidów. W latach 1194-1260 katedra została zbudowana na miejscu spalonego w 1194 roku kościoła romańskiego. W katedrze tej w 1146 roku św. Bernard z Clairvaux wzywał do drugiej wyprawy krzyżowej, a w 1594 roku Henryk IV koronował się na króla Francji. Przy północnych drzwiach Notre Dame w Chartres (Bramie Nowicjuszy) na drobnej kolumnie wyrzeźbiono obraz podróżującej Arki Przymierza. Napis głosi: „Hic amititur Archa Cedros” („Tu sprawy biorą bieg – masz pracować, jak stanowi Arka”).

W katedrze znajduje się witraż przedstawiający scenę przybycia Marii Magdaleny do Francji na pokładzie łodzi. W tym czasie, kiedy budowano katedrę w Chartres, podjęto budowę katedry w Beauvais, która wysokością przęseł, wysmukłością filarów, szerokością ich rozstawienia przewyższyć miała wszystko, na co do tej pory się ważono. Runięcie gotowych już sklepień prezbiterium w 1284 roku, a nieco później także i wieży nad transeptem, położyło kres temu zuchwałemu, przedsięwzięciu. Budowli nigdy nie ukończono. Tak zakończył się wiek wielkich katedr.

Jedną z największych tajemnic cysterskiej architektury gotyckiej jest barwione szkło okien katedr. Pojawiło się na początku XII wieki i równie nagle zniknęło w połowie XIII. Nie widziano czegoś takiego nigdy przedtem i potem. Gotyckie szkło barwione nie tylko jest bardziej świetliste niż wszelkie inne, ale ma nieporównywalną zdolność wzmocnienia blasku. Bez względu na to, czy światło na dworze jest mocne czy przygaszone, efekt wewnątrz jest ten sam; takich możliwości nie daje barwione szkło pochodzące z innych szkół architektonicznych. Nawet o zmierzchu gotyckie szkło zachowuje swój blask.

Gotyckie szkło barwione ma wyjątkową moc. Zmienia szkodliwe promienie ultrafioletowe na światło dobroczynne. Nigdy nie odkryto tajemnic jego wyrobu. Wiadomo tylko, że jest produktem hermetycznej alchemii, i nie poddało się nowoczesnym badaniom naukowym ani analizie chemicznej. Idealne szkło gotyckie wykorzystywali m.in. perscy filozofowie – matematycy, tacy jak Omar Khayyam. Utrzymywali, że ich metoda barwienia szkła wykorzystuje Spiritus Mundi – kosmiczny oddech wszechświata. W nowoczesnym języku odpowiada to promieniowaniu radioaktywnemu o wysokiej energii (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2005, z angielskiego przełożył Jerzy Żebrowski).

Witruwiusz

Marcus Vitruvius Pollio był rzymskim konstruktorem machin wojennych za panowania Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta. Twórca tzw. człowieka witruwiańskiego, czyli wizerunku nagiego mężczyzny wpisanego w okrąg i kwadrat, symbolizujące ruch (wizerunek ten upowszechnił później Leonardo da Vinci).

Witruwiusz zasłynął jako autor traktatu „O architekturze ksiąg dziesięć”, który powstał pomiędzy rokiem 20 r. a 10 r. przed ur. Chrystusa, a został odnaleziony dopiero w 1415 r. w bibliotece klasztoru St. Gallen w Szwajcarii, przez humanistę florenckiego Poggia. Dzieło to jest dzisiaj bezcennym źródłem wiedzy o architekturze i sztuce budowlanej starożytnych Greków i Rzymian. Witruwiusz opisuje w nim szczegółowo zarówno greckie porządki klasyczne, jak i ich rzymskie odmiany. Opisy były uzupełnione odpowiednimi ilustracjami – rysunki oryginalne nie zachowały się jednak. Omówione zostały również szeroko zasady stosowane przez Rzymian przy planowaniu miast i wznoszeniu budowli. W okresie nowożytnym wielu sławnych autorów wykonywało ilustracje do tego dzieła, próbując odtworzyć zaginione rysunki. Witruwiusz jest autorem następujących myśli: „Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza” i „Architektura polega na zachowaniu trzech zasad: trwałości, użyteczności i piękna”.

Witruwiusz nakazał „by ołtarz był zwrócony na wschód”, i tak jest do dziś w chrześcijańskich kościołach. Orientowanie kościołów polega na ustawieniu osi kościoła na linii tzw. świętej od wschodu na zachód, prezbiterium znajduje się od wschodu. Zwyczaj ten datuje się od początków V wieku po ur. Chrystusa i przestrzegany był bardzo dokładnie w epoce gotyku, ale obowiązuje też zasadniczo do dziś. Stefan Żeromski w „Popiołach” pisze, że „podczas zebrań średniowiecznego niemieckiego Bractwa Budowniczych mistrz zasiadał tyłem do wschodzącego słońca, naprzeciwko niego na zachodzie były drzwi wejściowe, miejsce czeladników było na południu, a uczniów na północy. Prawdopodobnie pod wpływem masonerii symbolika ta częściowo została wprowadzono do Kościoła katolickiego. W posoborowej Mszy Świętej kapłan stoi tyłem do ołtarza, czyli tyłem do wschodzącego słońca, naprzeciwko niego na zachodzie sądrzwi wejściowe.

Czciciele szatana

W III w. na Bliskim Wschodzie pojawiła się sekta, która odegrała znaczną rolę w historii bliskowschodnich wierzeń ale również w Europie. Założyciel tej sekty Manes urodził się w 216 r. po ur. Chrystusa w bogatej rodzinie w Babilonie, gdzie był wychowywany na wierzeniach mandejczyków. Była to sekta gnostyczna, która wobec chrześcijaństwa zajmowała wrogie stanowisko. Abrahama, Mojżesza i Chrystusa uważali za fałszywych proroków. Manes ogłosił się prawdziwym prorokiem. Odrzucał on zupełnie Pismo Św. Starego Testamentu a do Nowego napisał własny komentarz. Na manicheizm złożyły się pierwiastki babilońskiego gnostycyzmu, mazdaizmu i buddyzmu, okultyzmu, w połączeniu z pojęciami żydowskimi i chrześcijańskimi. Wyznawców manicheizmu uważano za czcicieli szatana i przypisywano im różne praktyki magiczne. Zostali oni uznani za wrogów rodzaju ludzkiego i zostali skazani kodeksem cesarzy rzymskich na wytępienie. Mimo prześladowań ze strony cesarza rzymskiego Dioklecjana (230–313) manicheizm rozszerzył się w Persji, Syrii, Palestynie, Hiszpanii, Włoszech i Afryce północnej. Od początku V w. zaczął stopniowo zanikać, by w XI w. pojawić się w Orleanie i w następnych wiekach w sektach neomanichejskich takich jak: patareni, massalinowie, katarzy, bogumiłowie, albigenesi, waldensi.

Bardzo wcześnie, bo już w III w. pojawiła się sekta massalianów, czyli euchetów, która była jedną z pierwszych sekt wschodniego Kościoła. Wierzyli i nauczali oni, że Bóg ojciec miał dwóch synów. Wszyscy trzej: ojciec z synami są pryncipi. Bóg ojciec władał tym, co jest ponad światem, młodszy syn tym, co jest w niebie, a starszy syn, tym, co jest na ziemi. Zgodnie z tym, jedni massalianie oddawali cześć dwu synom naraz, jako braciom rodzonym, którzy chociaż poróżnili się, znowu kiedyś się pogodzą. Z kolei drudzy czcili tylko młodszego, nie wyrzekając się jednak starszego. Natomiast inni przyznając starszemu pierworództwo, jego tylko uznają i jemu oddają cześć.

Wyznawcy tej sekty nie posiadali żadnej własności, a pracę uważali za niepotrzebną. Był to najgłówniejszy warunek uzyskiwania doskonałości. Jedynym ich dachem było otwarte sklepienie niebios. Dzień i noc żyli swobodnie pod nim, mężczyźni, kobiety i dzieci razem. Massalianie czcili szatana, o którym mówili: Szatan jest potężny i mocny, może na ludzi wiele nasyłać złego, dlaczego nie mielibyśmy czci mu oddawać i chwały, i prosić go, żeby tą czcią pochlebiony, przestał nas prześladować ale i owszem ochraniał nas od złego, jako wierne sługi swoje. Dlatego nazywali się oni również satańczykami. Właśnie ten najstarszy syn był przez nich nazywany Satanaela, który uchodził za stwórcę wszechrzeczy na ziemi: zwierząt i roślin. Niebieskiemu, czyli młodszemu, złorzeczyli i mówili, że on przez zazdrość, chcąc się starszemu sprzeciwić, sprawia częste trzęsienia ziemi, burze, nawałnice i spuszcza mory, pochodzące z powietrza, którym włada.

Wyznawcy Satanaela odprawiali bezwstydne orgie, które zwali boskimi objawieniami. Brały w nich udział demony, które przewodziły tym orgiom. Wyznawcy kalali się wszelką nieczystością. Spożywali m.in. świeże i zasuszone odchody ludzkie i zwierzęce, aby się tym sposobem przypodobać demonom, które się z tego cieszą, gdy człowiek na podobieństwo i obraz Boga stworzony, poniża się i podli, gorzej od zwierzęcia. Po uczcie gasili pochodnie i popełniali z kobietami grzech nieczystości, według ślepego trafu, nie wykluczając przy tym swoich sióstr i córek. Spłodzone w takim spółkowaniu dzieci mordowali trzeciego dnia po urodzeniu. Krew z nich wypuszczoną ugniatali z popiołem spalonych ciałek tych dzieci. Następnie spożywali takie wygniotki, aby przez to wygnać z siebie wszystko, co było w duszy boskiego, i tym wolniejszy dać przystęp szatanowi. Taka to operacja nadawała im ponoć moc robienia czarów. Sekta ta istniała jeszcze w XII wieku.

Przeciwko sektom oraz praktykowanej przez nich magii powstawały uchwały różnych konsyliów, synodów i soborów: w Adge w 506 r., w Arles w 314 r., w Orleanie w 511 r., w Braga w 572 r., w Norbonie w 589 r., w Reims w 630r. (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

Era ducha i rzeź katarów

Joachim z Fiore (1130-1202) prorokował nadejście ery ducha. Był cystersem, a później opatem Corazzi w Kalabrii. W 1190 r. opuścił ten klasztor i założył nowy zakon monastyczny w San Giovanni we Fiore, wzorując się na pustelni w egipskich Tebach. Był mistykiem i pewnego czasu będąc w transie zobaczył nadejście ery ducha. Twierdził, że historia świata składa się z trzech części: okres Boga Ojca i Prawa, okres Ewangelii i Syna oraz okres wiecznej Ewangelii i Ducha Świętego. Ten ostatni okres, do którego przygotowywanie miało rozpocząć się około 1200 r. i trwać do czasu jego nastania w 1260 r., miał przynieść nowe, duchowe zrozumienie Ewangelii, a nowy zakon duchowych ludzi, kierowany przez przywódcę, miał zająć miejsce biskupów. Królestwo Ducha Świętego miało być tylko udziałem ludzi wolnych. Miała to być to era prawdziwej wolności od wszystkiego. Miała to być era adoracji ziemi i rzeczy, kontemplacji, miłosierdzia i ogólnoświatowej miłości uwieńczonej braterstwem ludów. Ziemia sama ma zadbać o pożywienie dla ludzi, więc będzie obfitość plonów i owoców. Taką wizję przedstawił Joachim z Fiore. Tym samym sam zaprzeczał rzeczywistej jedności Boga w Trójcy Przenajświętszej. Został on obłożony klątwą przez Sobór Laterański IV, a jego teorie zostały w 1212 r. potępione przez papieża Innocentego III. Wykonawcami tej fałszywej wizji zostali katarzy, którzy ulokowali się głównie we Francji.

Francuska wersja legendy o Graalu głosiła, że Józef z Arymatei przybył do Francji, gdzie ze swoimi uczniami wybudował zamek, w którym miał umieścić relikwie. Zamek stanął na zboczach Góry Zbawienia. Poszukiwacze skarbów i Graala, ale również historycy spierali się o to, gdzie znajduje się to miejsce. Większość z nich zgodziła się, że była to twierdza heretyckiego ruchu katarów, Montsegur w Langwedocji, w południowej Francji. Była to wspólna nazwa różnych sekt, pochodząca od miana kacerzy, czyli heretyków.

Pierwsza sekta powstała w XI w. w Bułgarii, i wywodziła się z dualistycznej i gnostycznej nauki manicheizmu sekty Bogumiłów, na którą składali się w większości Bułgarowie, a więc ludzie pochodzenia azjatyckiego, którzy się jednak wcześnie zeslawizowali i język słowiański przyjęli. Bogumiłowie byli odnogą lub dalszym ciągiem sekty Massalianów, którzy sami nazywali siebie magami i czarnoksiężnikami. Bogumiłowie zgadzali się z Massalinami w nauce o trzech pryncipiach, o stworzeniu świata i nauczali, że tylko w bezżeństwie można dostąpić świętości. Pogardzali Kościołem, krytykowali sakrament chrztu i komunii, szczególnie zaś mieli w nienawiści obrazy świętych i krzyż. W ich mniemaniu , skoro krzyż był narzędziem śmierci Chrystusa, więc powinien być raczej w pogardzie, gdyż nikt mówili, nie będzie czcił i całował szubienicy, na której syn jego skonał. Na sektę Bogumiłów składali się po największej części Bułgarowie, a więc ludzie z pochodzenia Azjaci, którzy przyjęli język słowiański. Część Bogumiłów na wskutek prześladowań przeniosła się na Zachód, gdzie połączyli się z Waldensami i Albingesami, i występowali pod wspólną nazwą jako katarzy. Sekta ta szybko rozszerzyła się na terytorium Bułgarii i Bośni i stopniowo przenikała do ludnych okręgów zachodniej i północnej Europy.

O Bułgarach w roku 986 roku Nestor pisał, że gdy do Włodzimierza przychodzili z różnych stron mędrcy, a każdy z nich zachwalał mu swoją religię i przyjąć doradzał; przysłali też i Grecy dla niego pewnego filozofa, który mu rzekł: „Słyszeliśmy, że byli u ciebie Bułgarowie i „namawiali” cię do przyjęcia ich wiary: ale wiara ta jest wobec nieba i ziemi bezecna; przeklęci oni są więcej od innych ludzi, gdyż naśladują owych z Sodomy Gomory, na których ogniste kamienie z nieba padały i pogrzebały ich w ziemi. Tak samo czeka i tych sąd straszliwy, skoro Pan Bóg przyjdzie z nieba na ziemię, ażeby wytępić wszystkich, którzy tak są bezecni i szkaradni. Ci bowiem robią, co jest najszkaradniejsze!” (Za: R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

Część bogumiłów na wskutek prześladowań przeniosła się na Zachód, gdzie połączyli się z waldensami i albingesami, i występowali pod wspólną nazwą jako katarzy.

W 1140 r. liczba zwolenników manicheizmu uległa wszędzie zwielokrotnieniu: w Nadrenii, gdzie herezja ta miała swoje centrum w Kolonii, w Perigord, w Reims, w Lombardii i środkowej Italii. Pod koniec XII w. pojawili się w południowej Francji w prowincji Albigois, a miasto Albi stało się ich główną siedzibą oraz w Carcassonne w Langwedocji. Stąd nazwano ich powszechnie albigensami. W Italii członkowie tej sekty byli głównie kupcami i rzemieślnikami, natomiast w Langwedocji wielu zwolenników pochodziło z czołowych rodów feudalnych, jak na przykład Rajmund VI, książę Tuluzy.

Katarzy odrzucali Trójcę Świętą, Św. Sakramenty, zmartwychwstanie ciał, kult świętych, małżeństwo oraz organizację państwową i kościelną. Krzyż w ich mniemaniu, skoro był narzędziem śmierci Chrystusa, powinien być pogardzony, bo nikt nie będzie czcił i całował szubienicy. Dzielili się na „wiernych”, którzy prowadzili życie rozpasane i „doskonałych”, którzy przez „pocieszenie”, rodzaj chrztu duchowego, mieli zapewnić sobie szczęście. Żeby je osiągnąć, wielu z nich obierało śmierć głodową. Wierzyli w reinkarnację. W posiadaniu katarów miał się znajdować tajemniczy „kielich bogactwa”. Używali oni Graala w mistycznych obrzędach, zwanych manisola. W związku, że ruch katarów się szerzył, a terytorium albigenesów było ich terytorium, papież Lucjusz III wydał przeciwko nim dekret, który następnie został potwierdzony przez Sobór Laterański. Król Ludwik VIII w 1226 r. uznał biskupi obowiązek wykrywania i sądzenia heretyków, a także zobowiązanie władzy świeckiej do wymierzenia odpowiedniej kary (Sobór Laterański). Rodzaj tej kary, spalenie na stosie, określił w 1224 r. cesarz Fryderyk II.

Rajmund IV został ekskomunikowany jako zwolennik herezji i katarów. Jeden z jego oficerów w styczniu 1208 r. zamordował legata papieskiego Pierre de Castelnaua. Papież Innocenty III był wstrząśnięty tym wydarzeniem, i obwiniał Rajmunda IV o współudział w morderstwie. Papież apelował do króla Francji, Filipa II Augusta (1165-1223), o zorganizowanie krucjaty.

Król się ociągał, ale wielu baronów podjęło się tego zadania, i 21 lipca 1209 r. trzydziestotysięczna armia krzyżowców najechała południową Francję. Straszliwie zmasakrowano ludność Beziers. Było to 22 lipca, w święto Marii Magdaleny. Wymordowano około 15 tys. mieszkańców, a miasto zostało spalone. W Beziers związki między kultem Marii Magdaleny i katarami nie były bynajmniej przypadkowe. O zdobyciu Beziers napisał Pierre des Vaux-deCernat następująco: „Beziers zdobyto w święto Marii Magdaleny. O, sprawiedliwa Opatrzności! (…) Heretycy uważali Marię Magdalenę za Konkubinę Chrystusa (…) i dlatego dobrze się stało, że te parszywe psy wytępiono w dniu znieważanej przez nich świętej” (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2005, z angielskiego przełożył Jerzy Żebrowski).

Później papież udzielił formalnej zgody na objęcie władzy w hrabstwie Tuluzy przez Szymona de Montfort. Na Soborze Laterańskim sprawę albigenesów załatwiono kompromisowo, a mianowicie Szymon de Montfort mógł zatrzymać Tuluzę i Montauban, a Prowansja miała przypaść Rajmudowi IV.

Za pontyfikatu Honoriusza III jednak wybuchła wojna między stronnikami rodzimej dynastii z Tuluzy a Szymonem de Montfort, i w 1221 r. zorganizowano drugą krucjatę, do której po długim ociąganiu, dołączył się w 1226 r. osobiście król Ludwik VIII. Atakowano kolejno: Perpignam, Narbonne, Carassonne i Tuluzę.

W 1244 r. krzyżowcy oblegali przez dziesięć miesięcy twierdzę Montsegur, która była położona na szczycie wapiennej góry. Broniło jej 400 katarów, którym pomagali templariusze, a sympatycy katarów z okolicznych miast i wsi, narażając się krzyżowcom, dostarczali żywność i wodę. W końcu twierdza upadła. Ostatecznie ruch ten o nastawieniu antychrześcijańskim wygasł w XIII w. Templariusze byli bardziej lojalni wobec sprawy katarskiej niż wobec Kościoła rzymskiego. Udzielali katarom pomocy. W Langwedocji było największe w Europie skupisko templariuszy.

Alanus ab Insulis (1114-1202), początkowo mnich z zakonu Cystersów, a później biskup pisał o nich, że w nocnych obrzędach czcili szatana. Ich obrzędy były parodią obrządku katolickiego. Nauczali i wierzyli, że Bóg miał dwóch synów: Jezusa i Szatana. Cześć oddawali Szatanowi, o którym mówili: „Szatan jest potężny i mocny; może na ludzi wiele nasyłać złego, dlaczego nie mielibyśmy uciekać się do niego; dlaczego nie mielibyśmy czci mu wyrządzać i chwały, i prosić go, żeby tą czcią pochlebiony, przestał nas prześladować, ale i owszem ochraniał nas od złego, jako wierne sługi jego”. Ich nauka opierała się na dualistycznej teorii dobra i zła, ducha i materii. Jezusowi przeciwstawiali buntowniczego syna, upadłego anioła. Głosili, że doktryny Kościoła są fałszywe, a jego sakramenty nie prawdziwe.

Niedługo przed tym, jak w 1244 r. katarowie skapitulowali przed krzyżowcami, wśród skarbów przechowywanych w twierdzy Montsegur miał się znajdować Graal. Tuż przed odcięciem Montsegur od reszty świata przez krzyżowców czterech katarów, nie bacząc na niebezpieczeństwo, zeszło pod osłoną nocy z najbardziej stromego zbocza góry. Zabrali ze sobą skarby, również i kielich, które ukryli w niedostępnym miejscu. Ponoć ich zadaniem było ukrycie skarbu w grotach Sabarthes, ale go tam nie odnaleziono.

W Tuluzie i Carcassonne odbyły się w latach trzydziestych i czterdziestych XIV wieku procesy osób podejrzanych o udział w tzw. sabatach czarownic. W 1335 roku sześćdziesięciu trzem mieszkańcom Tuluzy zarzucono uprawianie czarów. Przywódczynią grupy była młoda kobieta, Anne-Marie de Georgel, która zeznała, że świat jest dla nich polem bitwy, na którym walczą dwaj bogowie, Władca Nieba i Władca Ziemi. Inna kobieta zeznała, że uczestniczyła w sabacie, aby „usługiwać katarom podczas wieczerzy”.

Papież przeprasza za historyczne grzechy Kościoła

„Przepraszamy za historyczne grzechy, których dopuścili się katolicy” – powiedział papież na placu Świętego Piotra w Watykanie 1 września 1999 r. w 60. W Rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Jan Paweł II wskazał przede wszystkim na nieczułość wielu katolików na antysemityzm, ale także na przypadki przelewania krwi muzułmanów czy wrogiego nastawienia do innych kościołów chrześcijańskich. Przypomniał także wcześniejsze ciemne karty w historii kościoła katolickiego: krucjaty, inkwizycję, rozłam w XI wieku, krwawe wojny z reformacją i wreszcie postawę części kleru w czasie drugiej wojny światowej.

Papież poprosił wszystkich, którzy doznali krzywd od katolików o wybaczenie. Zaznaczył, że kościół nie odrzuca swojej historii, mającej już dwa tysiące lat. Chce jedynie czerpać z niej to, co dobre, i unikać błędów na przyszłość (https://www.rmf24.pl/fakty/news-papiez-przeprasza-za-historyczne-grzechy-koscila,nId,128463).

Lilith

W tradycji talmudycznej i folklorze żydowskim Lilith była demonem, pochodzenia babilońskiego, mającym nawiedzać w czasie burzy odludne miejsca, zagrażając zwłaszcza dzieciom i kobietom w ciąży. Najstarsze relacje o Lilith (zwanej też Liii, Lilin, Lillake, Lilutu lub Lillette) pochodzą ze starożytnego Sumeru, a terakotowe reliefy z 2000 roku p.n.e. ukazują ją jako uskrzydloną, nagą istotę, która zamiast stóp ma szpony sowy wpijające się w grzbiety dwóch lwów. Na głowie ma kołpak ozdobiony wieloma rogami, oznakę wysokiej rangi Anunnaki, a w dłoniach trzyma rózgę i pierścień – symbole boskiego wymiaru sprawiedliwości. Rózga (czyli władza), która oznacza „władcę”, oraz Pierścień zjednoczenia były ważnymi symbolami boskich opiekunów. Z tej przyczyny wybitny semitysta dr Raphael Patai tak określa Lilith: „Widać z tego, że nie była ona niższego rzędu demonem (jak ją później przedstawiali Hebrajczycy), lecz boginią poskramiającą dzikie bestie”. W istocie Lilith to księżniczka Świata Podziemnego i wraz z manną (Anat) została opisana w eposie o Gilgameszu. We fragmencie Tabliczki XII napisano, że Lilit zamieszkała w „drzewie huluppu” (w tłumaczeniu stwierdzono, że „prawdopodobnie jest to wierzba”). Lilith urządziła sobie dom na tym drzewie, które było ulubionym sumeryjskiej bogini Inany, której odpowiednikiem była semicka Isztar. Kiedy Gilgamesz wyrwał drzewo z korzeniami, wtedy Lilith zburzyła swój dom wśród konarów i uciekła na pustkowia. W Starym Testamencie wspomniana jest przelotnie (zależnie od tłumaczenia) „jędza”, „upiór nocny” czy też „sowa błotna”, „strzyga” (Izajasz 34, 14). Według legendy hebrajskiej była pierwszą żoną Adama, ale tak samowolną i złośliwą, że Adam nie mógł z nią wytrzymać, a ona opuściła Raj i błąka się do dziś w wyższych regionach powietrznych. Według legend arabskich poślubiła diabła i stała się matką złych duchów. Pojawia się w „Fauście” (cz. I, „Noc Walpurgi) Goethego.

W Langwedocji znajdowało się największe w Europie skupisko templariuszy, dopóki nie wytępiono ich na początku XIV wieku. Pamiątką tamtych czasów są liczne ruiny zamków i komandorii. Przetrwało tam też wiele śladów pogańskich wierzeń pomieszanych z chrześcijaństwem. Na przykład rzeźby Zielonego Człowieka, boga wegetacji, czczonego większości rolniczych regionów Europy, znajdują się w licznych kościołach chrześcijańskich, chociażby w katedrze w Norwich. Pogańska Lilith również trafiła do kościoła. W katedrze St-Bertrand-de-Comminges w Pirenejach znajduje się rzeźba przedstawiającą uskrzydloną kobietę z nogami ptaka, która wydaje na świat dionizyjską postać, Zielonego Człowieka (Lynn Picknett i Clive Prince, „Templariusze tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2005). W tym miasteczku znajduje się rzekomo miejsce pochówku Heroda Antypasa. Według Józefa Flawiusza, żydowskiego historyka, Heroda, jego żonę Herodiadę i pasierbicę Salome Rzymianie zesłali do rzymskiego miasta Lugdunum Convenarum w Galii, czyli dzisiejszego St-Bertrand-de-Comminges. Herod zginął bez śladu, Salome zginęła w górskim potoku, a Herodiada przetrwała w miejscowej legendzie jako czarownica, która przewodziła sabatowi czarownic.

Inna barwna legenda dotyczy Królowej Południa („Reine du Midi”), który to tytuł przysługiwał hrabinom Tuluzy. Według ludowej tradycji patronką miasta jest Królowa o Gęsich Nóżkach („La Reine Pedaugue”). Francuscy badacze identyfikują owa postać z syryjską boginią Anath, która z kolei ma bliskie związki z egipską Izydą. Nasuwa się również oczywiste skojarzenie z Lilith, kobieta o ptasich nogach.

Kolejną legendarną postacią jest Meridiana, której imię wiąże się z południem, zarówno w sensie pory dnia, jak i strony świata (po francusku w obu przypadkach „midi”). Amerykańska pisarka i badaczka Barbara G. Walker wywodzi imię Meridiana od Mary-Diana, łącząc w ten sposób wieloznaczną postać pogańskiej bogini z legendami o pobycie Marii Magdaleny na południu Francji (Lynn Picknett i Clive Prince, „Templariusze tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”).

Meluzyna

Była najsłynniejszą z czarodziejek folkloru starofrancuskiego, rusałka wodna o postaci węża, zamieszkała w źródle Lusignan w Poitou. Według starofrancuskiego podania, jeden z hrabiów Andegawenii powrócił z Ziemi Świętej z kobietą, którą poznał podczas pielgrzymki. Była księżniczką, a na imię miała Meluzyna i była cudnej urody kobietą, ale w każdą sobotę zmieniała się od pasa w dół w węża albo smoka.

Poślubiła Rajmonda, hrabiego Lusignan, pod warunkiem, ze nie będzie jej oglądał w soboty. Meluzyna praktykowała czarną magię i była znana jako Diabelska Córa. Jej nogi pokrywały łuski, jak u jaszczurki. Dla męża wybudowała z pomocą czarów zamek Lusignan, który został zbudowany na wąskim cyplu otoczonym po obu stronach głębokim dolinami. Zamek był największym we Francji. Miejscowość Lusignan jest położona 25 km na południowy zachód od Poitiers stolicy departamentu Vienne, nad rzeką Clain. Dawniej Poitiers było stolicą prowincji Poitou w południowo-zachodniej Francji, które od 774 roku było osobnym hrabstwem, w latach 1154-1204 należało do Anglii, a od 1416 roku do korony francuskiej. Herbem Lusignan jest stojący czerwony smok w koronie na tle poziomych pasów na przemian niebieskich i szarych. Lusignan jest zamkiem i nazwą francuskiego szlacheckiego rodu z Poitou, który występuje od IX wieku. Zamek został zbudowany za Hugona II Lusignan, który zmarł w 967 roku. Męscy przedstawiciele rodu nosili przeważnie imię Hugo. Rodzina występuje w kronice opactwa St-Maixent. Od Hugona VIII wywodzą się królowie Jerozolimy, Cypru i Małej Armenii.

Meluzyna dała mężowi bogactwo, szczęście i dziesięciu synów, z których każdy, z wyjątkiem jednego, miał jakąś niesamowitą, nie całkiem ludzką cechę. Na koniec mąż podglądnął ją w czasie sobotniej kąpieli, ale ona zniknęła. Później jednak przeraźliwym głosem ostrzegała, ilekroć któremuś z członków rodu grozi niebezpieczeństwo.

Meluzyna jest legendarną protoplastką rodów Lusignan, Rohan, Luksemburg i Sassenaye. Jej potomkiem był Henryk II, król Anglii. Jego synem był Jan Bez Ziemi (1167-1216), król Anglii. Spiskował przeciw bratu Ryszardowi Lwie Serce, gdy ten brał udział w wyprawie krzyżowej i zagarnął władze w swe ręce. Kazał zamordować swoich siostrzeńców w rocznicę pogańskiego święta. Był psychopata nakazującym poprzez dekrety mordowanie setek ludzi. W maju 1194 roku kazał ściąć trzysta jeńców. W 1212 roku osobiście nadzorował powieszenie 28 młodych chłopców w Walii. Po powrocie Ryszarda upokorzył się, a brat w 1199 roku oddał mu koronę. Rządził tyrańsko, czym wywołał przeciwdziałanie szlachty angielskiej, która wymusiła na Janie podpisanie aktu przywilejów, znanego pod „Magna Charta”. Później Jan próbował je odwołać, lecz szlachta podniosła otwarty bunt i przywołała na pomoc wojska francuskie. W czasie walk Jan umarł. Potomkiem też był Ryszard III (1452-1485), król Anglii, który popełnił jedno z najbardziej odrażających podwójnych morderstw na młodych książętach Edwardzie i Ryszardzie, którzy zostali zamordowani w 1483 roku.

Zamek Lusignan został zburzony podczas wojen religijnych. W XIV wieku Jean d’Arras, zapewne na zamówienie kogoś z rodu Lusignan, napisał „Opowieść o Meluzynie”. Romans przetłumaczył w 1456 roku na prozę niemiecki pisarz Thuring von Ringoltingen. W 1569 roku tłumaczenie polskie Marcina Siennika: „Historia wdzięczna o szlachetnej i pięknej Meluzynie teraz nowo z języka niemieckiego na polski przełożona”, miało liczne wydania aż do XIX wieku.

Najstarsza pieczęć Warszawy przedstawiała jej godło jako skrzydlatego potwora o ciele mężczyzny, nogach byka i lwim ogonie, uzbrojonego w miecz i tarczę. W połowie XVI wieku godło Warszawy nabrało cech wyraźnie kobiecych, ale był to nadal potwór o smoczych skrzydłach, szponach i ogonie, o udach pokrytych łuską. Dopiero w połowie XVIII wieku wpływy klasycystyczne spowodowały zerwanie z barbarzyńskim, średniowiecznym monstrum i zastąpienie go kształtną postacią kobiety półnagiej, z bułatem i tarcza, ze zwiniętym ogonem rybim zamiast nóg, zgodnie z wyobrażeniem Meluzyny. W obecnym kształcie godło stolicy zostało zatwierdzone oficjalnie w 1938 roku.

Smok został zaakceptowany w Polsce tylko przez książąt czerskich. Najpierw jako herb osobisty Trojdena I, później jako herb księstwa Czerskiego, następnie pojawia się na pieczęciach Siemowita III, Kazimierza I, jak i ostatniego z Piastów mazowieckich Janusza III. Smok pojawia się także na monetach bitych przez książąt czerskich.

Zwolennicy czerwonego smoka

Smok, zwierz mityczny, niesłychanie wielki, przedstawiany jako uskrzydlony, ziejący ogniem, wielogłowy, o strasznym wzroku, występuje często w legendach i baśniach jako strażnik skarbów, dziewic, względnie jako uosobienie zła (Babilon, Persja).

W mitologicznej literaturze babilońsko-asyryskiej w jednym z utworów jest legenda o smoku Labbu. Tiamat, rodzicielka bogów, została pokonana przez Marduka, który z jej ciała uczynił świat, była wyobrażana pod postacią smoka. Zachowany tekst klinowy pozwala nam zrozumieć jedynie niektóre jej fragmenty. Otóż na ziemi szaleje smok Labbu, niweczy wszystko wokół siebie: niszczy miasta, zabija ludzi. Bóg Enlil rysuje na niebie przerażonym bogom wyobrażenie tego potwora. Bogowie zwracają się do Sina, aby polecił Tiszpakowi zabić potwora (w tym fragmencie tekst jest nieczytelny). Tiszpak powołuje do istnienia chmury, z których wyrzuca (?) pieczęć i zabija Labbu. Na pieczęci z Tell Asmar, 2 połowa III tysiąclecia przed ur. Chrystusa jest przedstawiony smok ognisty o siedmiu głowach, atakujący bóstwa (Krystyna Łyczkowska i Krystyna Szarzyńska. „Mitologia Mezopotamii”, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986).

Smok był symbolem grzechu, a w szczególności pogaństwa. Metaforę tę zaczerpnięto z Apokalipsy: „I powstała (wielka) walka w niebie. Michał i aniołowie jego walczyli ze smokiem; i smok walczył oraz aniołowie jego. Lecz nie dotrzymali pola i nie było już dla nich miejsca w niebie. Tak został powalony ów wielki smok; ów dawny wąż, zwany Diabłem i Szatanem, który zwodzi wszystek świat. Strącony został na ziemię, a wraz z nim zostali strąceni aniołowie jego” (Apok. 12, 7-9).

Jego popularność w średniowieczu utrwalona przez poetów i najgłośniejszych malarzy, wynikała stąd, że kumulował w sobie wszelkie zło, a jego głównym celem było zostać zabitym przez św. Jerzego. W mitologii i folklorze ludów Bliskiego Wschodu i Grecji smok był zapewne czymś w rodzaju olbrzymiego węża, pierwotnie węża morskiego. W Starym Testamencie król babiloński wzywa proroka Daniela, aby czcił wielkiego smoka uważanego za boga. Daniel podejmuje się zabić smoka bez miecza i kija. Uzyskawszy na tę próbę pozwolenie od króla, dał smokowi kołacz ze smoły, sadła i sierści, od czego smok pękł, dowodząc tym, że nie jest bogiem. Smoka często spotyka się w różnej postaci w herbach miast, jak na przykład miasto Lusignan, i państw, jak na przykład herb państwowy Chin czy Walii.

Dla celtyckich ludów Europy smok był niezaprzeczalnym symbolem władzy najwyższej (ich władcy nosili miano pendragonów, czyli przywódców smoków – królów nad królami).

Walijski czerwony smok wywodzi się najprawdopodobniej jeszcze z czasów rzymskich legionów, który z nimi przywędrował do Brytanii, gdzie został zaadoptowany przez miejscowe ludy jako symbol władzy. Smoczy symbol miał być używany już przez legendarnego króla Artura, a na pewno był znakiem władców Wessexu w VII wieku. Smok był znakiem walijskich łuczników w słynnej bitwie pod Crecy, gdzie odegrali decydującą rolę w pokonaniu francuskich wojsk. W bitwie pod Bossworth Henryk VII Tudor stanął pod czerwonym smokiem VII wiecznego walijskiego bohatera Cadwalladera, którego uważał za swego przodka. Do czasu unii angielsko-szkockiej walijski smok wraz z lwem podtrzymywał królewską tarczę herbową, potem został zastąpiony szkockim jednorożcem. Przez kilka lat herb posiadał jeszcze poniżej sylwetki smoka wstęgę otaczającą królewską koronę. Napis na banerze głosił: „Y ddraig goch ddyry cychwyn!”, co można luźno przetłumaczyć jako „Czerwony Smok jest natchnieniem do działania”. Słowa te wzięte są z XV wiecznego walijskiego poematu.

Cesarz niemiecki Zygmunt (Sigismund) Luksemburczyk, którego ród pochodził od Meluzyny, w 1408 roku wskrzesił starożytny egipski Zakon Smoka (niem. Drachenorden, łac. Societas Draconistrarum). Zakon wzorowany był na serbskim zakonie rycerskim św. Jerzego i był zakonem rycerskim. Zgodnie ze swoją ustawą, która przetrwała w kopii z roku 1707, zakon miał bronić Krzyża Pańskiego i walczyć z niewiernymi.

Początkowo Zakon liczył sobie 24 osoby, z czasem liczba jego członków znacznie wzrosła, kiedy w 1411 r. jego założyciel wybrany został na cesarza tj. króla niemieckiego i rzymskiego (cesarz Niemiec 1411 -1437 r.). Do organizacji tej należeli m.in. despota np. władca Serbii Stefan Lazarević, możnowładca Górnych Węgier Ścibor ze Ściborzyc, Nicholas II Garay. Później zostali nimi także niektórzy władcy europejscy, m.in.: Henryk V, król Anglii; Władysław Jagiełło, król Polski; Alfonso V Aragoński, król Neapolu; Krzysztof III, książę Bawarii i król Danii; Ernest Żelazny, władca Austrii; Witold, wielki książę Litewski; Wład II Diabeł, nazywany także z rum. Vład Dracul, hospodar wołoski i jego syn Wład III Palownik, zwany „Vład Dracula” (z rum.Vład Drăculea), również późniejszy hospodar wołoski; Ludwik II książę legnicko-brzeski; przy czym nie wszyscy spośród nich składali przysięgę wierności królowi Zygmuntowi.

Jan Długosz tak opisuje godło tego Zakonu – Order Smoka:

„Symbolem (…) był smok zwinięty w kłębek, dotykający głową ogona, z otwartą paszczą ziejącą ogniem, skropiony krwią na grzbiecie na kształt krzyża. Nad nim znajdował się znak krzyża wypuszczający promienie i w środku taki napis; O, jak miłosierny jest Bóg sprawiedliwy i łagodny!”.

Cesarz niemiecki Zygmunt Luksemburczyk planował rozbiór Polski, za pośrednictwem księcia opolskiego Władysława Opolczyka. Dołączył on do paktu, gdyż w wyniku rozbioru Polski miał otrzymać wraz z bratem Bernardem ziemię sieradzką i część Wielkopolski. Plan rozbioru, przedstawiony został wielkiemu mistrzowi zakonu krzyżackiego, Konradowi Wallenrodowi w 1392 roku. Przewidywał on rozbiór Polski pomiędzy cesarza niemieckiego, Węgry, zakon krzyżacki i margrabiego Moraw. Układ nie wszedł w życie na skutek porozumienia jeszcze w tym samym roku w Kieżmarku zawartym między Jagiełłą a Zygmuntem.

W 1410 roku wojska Zygmunta pod dowództwem Ścibora ze Ściborzyc najechały ziemię sądecką, lecz zostały później rozbite w bitwie pod Bardiowem. 8 listopada 1412 roku Zygmunt Luksemburski przekazał Polsce część Spisza w tzw. zastaw spiski.

Wład Palownik, zwany Drakulą, swoje panowanie w kraju zainaugurował krwawą zemstą na nielojalnych bojarach winnych śmierci jego ojca i brata Mirczy. W dzień Wielkanocy schwytał winnych bojarów wraz z ich rodzinami. Część z nich kazał wbić na pale, pozostałym nakazał iść bez odpoczynku z Targoviste do Poenari (ok. 200 km przez góry). Ci, którym udało się przeżyć ten marsz, zostali zmuszeni do budowy twierdzy Poenari. Drakula urządził też Turkom pod Targoviste makabryczne widowisko, które do historii przeszło pod nazwą „Lasu Pali”. Jak podaje grecki historyk Chalkondyles, Turcy w swym marszu napotkali przerażającą „dekorację” przydrożną, składającą się z jeńców tureckich nabitych na pale i ustawionych w szpaler szeroki na kilometr i długi na trzy. Samych pali miało być dwadzieścia tysięcy (tę liczbę należy jednak potraktować jako mocno zawyżoną). Sułtan, widząc swoją armię głodną, spragnioną, wyczerpaną i podupadłą na duchu, zarządził odwrót.

Plantageneci byli młodszym odgałęzieniem rodu Andegaweńskiego, którego starszą linią był ród Vere. W roku 1861 znany królewski historyk, baron Thomas Babington Macaulay opisał ród Vere jako „najdłuższą i najznakomitszą linię szlachecką, jaką Anglia kiedykolwiek oglądała”. Wywodzili się oni zarówno od Piktów, jak i Merowingów. W XII wieku potomek Meluzyny, Robert de Vere, trzeci hrabia Oxfordu i prawowity pretendent do tytułu hrabiego Huntingdonu, został zarządcą lasów Fitzooth króla Ryszarda I. Jako Pan na Greenwood był popularnym wśród ludzi przedstawicielem linii Sidhe. Ostatecznie został banitą za zbrojne wystąpienie przeciwko królowi Janowi. To właśnie on, późniejszy Robin Fitzooth, stał się pierwowzorem bohatera popularnych legend o Robin Hoodzie (Laurence Gardner, „Potomkowie Dawida i Jezusa – rodowód królów Świętego Graala”, przekład Grażyna Gasparska, Wydawnictwo Amber, Warszawa, 1999).

Lordem szambelanem królowej Elżbiety I był Edward de Vere Loxley, XVII hrabia Oxfordu. W czasach studenckich Edward de Vere z Oksfordu był przyjacielem różokrzyżańskiego alchemika i agenta tajnych służb Johna Dee oraz bliskim współpracownikiem męża stanu i filozofa Francisa Bacona (późniejszego wicehrabiego St Albans). Utworzyli oni (wraz z innymi) elżbietański Syndykat Dworu Poezji i Magii, który dostarczał ich koledze, dramatopisarzowi Williamowi Szekspirowi, materiałów do jego sztuk.

W roku 1408, przodek Edwarda de Vere, Richard (XI baron Oksfordu), został mianowany w zamku Windsor przez króla Henryka IV Kawalerem Orderu Podwiązki. W Zakonie Smoka Richard de Vere dzierżył dziedziczny tytuł Lorda Draconisa (Pana Smoków).

Na przełomie XX i XXI w. pojawiała się w prawicowych środowiskach węgierskich oraz rumuńskich Węgrów idea odnowienia orderu. Ostatecznie stało się to w 2001, kiedy z inicjatywy Jacqueline de Rákóczi odbyła się w Oradei uroczystość mianowania wielkiego kanclerza. Został nim György Lehr, który przyznał order inicjatorce odnowienia i biskupowi wielkowaradyńskiemu, Józsefowi Tempfliemu.

Smok nazywany też jest wężem. W alchemii występuje Uroboros, staroegipski i grecki symbol przedstawiający węża zwiniętego w koło z ogonem w pysku, który bez przerwy pożera samego siebie i odradza się z siebie. Godło Zakonu Smoka przedstawia również zwiniętego w koło smoka. Urobor jest symbolem gnostyków i wyraża jedność duchową i fizyczną wszechrzeczy, która nigdy nie zaniknie i będzie trwać w nieskończoność w formie ciągłej destrukcji i odradzania się. Urobor pierwotnie był symbolem rzeki, jaka miała opływać Ziemię, nie mającej źródeł, ani ujścia, do której wlewały się wody wszystkich rzek i mórz na świecie.

Jest to symbol nieskończoności, wiecznego powrotu i zjednoczenia przeciwieństw (coincidentia oppositorum). Gryzący własny ogon wąż wskazuje, że koniec w procesie wiecznego powtarzania odpowiada początkowi. Mamy tu do czynienia z symboliką cyklicznego powtarzania – obiegu czasu, odnawiania się świata i światów, śmierci i odrodzenia, wieczności po prostu. W symbolice alchemicznej urobor to symbol zamkniętego, stale się powtarzającego procesu przemiany materii – procesu, który w formie faz podgrzewania, parowania, chłodzenia i kondensacji cieczy ma prowadzić do sublimacji substancji. Urobor to odpowiednik kamienia filozoficznego.

Jest pieczęcią Towarzystwa Teozoficznego, w tym jako elementów: Ouroboros, Gwiazda Dawida, Ankh, czasami Aum (Om) i forma hinduskiego / buddyjskiego symbolu swastyki.

Wąż trzymający w pysku swój własny ogon i oplatający heksagram jest symbolem wysokiego wtajemniczenia okultystycznego. Wyobraża on uniwersalność wiedzy tajemnej i potęgę magów panującą nad światem. W „Protokółach Mędrców Syjonu” jeden z punktów brzmi następująco: „Dziś mogę wam zakomunikować, że cel nasz jest już o kilka kroków od nas. Pozostaje niewielka przestrzeń, by cała droga, którą odbyliśmy, zwarła się w krąg Żmii symbolicznej, wyobrażającej naród nasz. Kiedy ów krąg się zamknie, wszystkie państwa europejskie będą ujęte, jak gdyby w potężne obcęgi”.

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: za BlackWitchCoven.com , 18.07.2016 / Wybór zdjęć wg.pco.

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

Stanisław Bulza na FB ….

, 2020.04.18.

Avatar

Autor: Stanisław Bulza