BUDAPESZT w WARSZAWIE, czyli mniej Morawieckiego a więcej Orbána.


„Wirus autorytaryzmu do cna niszczy demokrację na Węgrzech. Cała Europa wprowadza ograniczenia swobód obywatelskich, ale to, co zrobił Viktor Orbán jest wprowadzeniem dyktatury”. Wśród najostrzejszych krytyków znalazł się b. eurokomunistyczny premier Włoch Matteo Renzi, który wprost wezwał do usunięcia Węgier z Unii. Europosłanki paradowały z kartką papieru z napisem „#NoQuarantineForDemocracy”. Węgierskie „gazety wyborcze” porównały przedstawioną 23 marca w węgierskim parlamencie ustawę do tej przyjętej 23 marcu 1933 w nazistowskich Niemczech, w odpowiedzi na „kryzys” związany z pożarem w Reichstagu. Słowacki premier Igor Matovič potępił rozporządzenie wymagające od osób poddanych kwarantannie umieszczenia na drzwiach ostrzegającego znaku, że w środku może znajdować się ktoś chory, i porównał do domów z żółtą gwiazdą, tj. miejsc zamieszkania dla Żydów w Budapeszcie w czasie II wojny.

Viktor Orbán wykorzystuje epidemię koronawirusa do przejęcia dyktatorskiej władzy – tak w tekście „Ku koronadyktaturze” biadoli Michał Broniatowski. Cytuje przy tym porady węgierskiego ziomka, jak bronić się w Polsce przed takim rozwojem wydarzeń: „Wielką szansą dla Polski jest to, że większość samorządów należy do opozycji. Macie wreszcie zapisany w konstytucji proporcjonalny system wyborczy. Tego wszystkiego na Węgrzech już nie ma”.

Broniatowski to modelowy przykład podmiany elit w Polsce. Jego ojciec, funk KPP, był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, a następnie szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie. Matka szefował Domem Propagandy PPR w Łodzi i Wydziałem Propagandy KC PZPR. Ostatnio zasłynął jako autor „małej instrukcji” dla demonstrantów KOD, pouczającej jak w Polsce przeprowadzić krwawy Majdan. Tymczasem, zamiast korzystać z tych porad, oczywiście „na wspak”, „genialny strateg” Kaczyński wykorzystuje #QuarantineForDemocracy na prymitywne gierki z opozycją, których zakładnikami są Polacy. A jego tuby propagandowe zamiast gnębić Broniatowskich, grillują „antysemitów”.

Redaktor naczelny publikuje instrukcję: ,co musi się stać, żeby ...
Redaktor naczelny magazynu Forbes Michał Broniatowski opublikował na swoim profilu Facebook ,,MAŁĄ INSTRUKCJĘ, co musi się stać, żeby powstał Majdan”. [ niezlomni.com , 17.12.2016 ]

Węgry, podobnie jak Polska, podlegają procedurze z art. 7 Traktatu UE, stosowanej wobec państw naruszających podstawowe wartości wspólnoty. Tymczasem Bruksela bardzo delikatnie obchodzi się z Orbánem. W pisemnej reakcji na ustawy parlamentu węgierskiego przewodnicząca KE ominęła nawet słowo „Węgry”. To dobrze przećwiczona strategia. Taką samą zastosował podczas najazdu uchodźców – ogłosił stan nadzwyczajny i oskarżył finansowane przez Sorosa organizacje pozarządowe o „wspieranie nielegalnej migracji”. Dziś podkreśla, że koronawirus odwraca uwagę od prawdziwych problemów Europy, a dziennikarzy nazywa „propagandystami Sorosa”. „Epidemia jest dobrą okazją dla Orbána, który liczy na to, że UE zajęta kryzysem nie zatrzyma go w oczyszczeniu sądownictwa, opodatkowaniu finansowanych przez zagranicę organizacji pozarządowych i wyrzuceniu uniwersytetu Sorosa z Budapesztu” – tak uważa Daniel Kelemen, profesor Rutgers University. Orbánowi sprzyja też prezydentura Trumpa – ambasador amerykański w Budapeszcie wyraża się o nim w samych superlatywach, a nawet publicznie stwierdził, że „Trump chciałby mieć władzę taką jak Orbán”.

Sporo czasu zajęło znalezienie terminu, który miał pokazać Polakom (i „obywatelom”), że władza radzi sobie z kryzysem. Zamiast słowa „miecz”, czyli atak wybrali słowo „tarcza”, czyli obrona. I po raz kolejny, czyli jak zwykle, na sytuację kryzysową zareagowali nie w sposób męski i waleczny, lecz zniewieściały i ciapowaty.

Nie wiedzą, jak wykorzystać koniunkturę w wyłaniającym się po pandemii nowym świecie. Nie mają na Polskę żadnego pomysłu, żadnego planu, żadnej strategii, poza przeczekaniem. Niepowtarzalną szansę konstytucyjnej kwarantanny wykorzystują tylko do ataków na „ruskie onuce”. Naprawę państwa zaczęli od nadania specjalnych uprawnień policjantom, podwyżki ich uposażeń (700 zł od łebka), zasilenia policyjnych oddziałów prewencyjnych 5 potężnymi armatkami wodnymi przeznaczonymi do tłumienia zamieszek, 124 furgonami do przewożenia aresztantów i 30 mln sztuk amunicji, a także ukarania ojca wyprowadzającego do piaskownicy dzieci po 2-tygodniowej kwarantannie. À propos policjantów – do dziś szokuje strajk, czyli tzw. „psia” grypa, która zapanowała w tej formacji we wrześniu 2018, polegająca na masowym symulowaniu choroby. Nikt nie nazwał tego po imieniu. Mało tego – ówczesny szef MSW złożył zapewnienie, że nie wyciąganie wobec strajkujących żadnych konsekwencji. Tak zbiorowego przestępstwa ściganego przez prawo z urzędu, polegającego na wyłudzeniu nienależnego zasiłku chorobowego przez osoby stojące na straży przestrzegania prawa, nie znamy z żadnego innego państwa. W dodatku w oszustwie brały udział setki lekarzy.

Żenujący spektakl tchórzostwa władz uzmysłowił naocznie, jak ciężki przypadek raka władze te trawi. Po rejteradzie w sprawie ustawy IPN i w sprawie sądów pozostał nam w pamięci, być może na zawsze, obraz wystraszonego Jarka i jego ministra Joachima.

Na opozycję, po przegranych w 2015 wyborach, padł blady strach. W Sejmie ministrowie nowego rządu bombardowali Polaków o przestępstwach ministrów Tuska. Zapowiadali ukaranie winnych. A my, naiwnie jak dzieci, liczyliśmy, że w ruch pójdą żelazne miotły i pozamiatają polską stajnię Augiasza. Po tamtym strachu nie ma ani śladu. Są za to pogróżki wobec PiS i… nas wszystkich. Łotry, które przez lata niszczyły Polskę mają coraz lepsze samopoczucie. Żadna z afer nie została rozliczona, ani jeden z polityków PO nie trafił za kratki. Za to represje dotknęły organizatorów Marszu Niepodległości. To był prawdziwy chichot historii – tropiciele afer siedzieli w areszcie, wolnością cieszyli się bohaterowie największych przekrętów, a taki Waldemar Kuczyński mógł napisać: Kaczyński powinien przeprosić PO za oskarżenia, że złodzieje z PO ukradli miliardy. Doszły do tego apele Tuska, by ocalić Europę, Polskę i Gdańsk przed „nienawiścią i pogardą”. Dlaczego Tusk, Kopacz, Sikorski nie zostali ukarani? Gdzie są winni afery hazardowej, stadionowej, Amber Gold, defraudacji oszczędności OFE, umowy gazowej z Rosją, prowokacji z podpaleniem budki pod rosyjska ambasadą? Dlaczego Bronek nie odpowiedział za szaber Pałacu Prezydenckiego?

Po 1989 r. cała klasa polityczna i wspierające je media dokładały cegiełkę po cegiełce do budowy Polski zdemoralizowanej bezkarnością zdrajców i złodziei.

Po 2015 r. do tej budowy kolejną cegiełkę dołożył Kaczyński.

Przed laty zapowiedział „Budapeszt w Warszawie”. Od tamtej pory sporo wody upłynęło w Wiśle i Dunaju. Z wielu nadarzających się okazji wprowadzenia zapowiedzi w życie nie skorzystał. Wykręcił się nawet ze spotkania z Orbánem pod pretekstem – „Orbán rozbija jedność europejską”. Była to ewidentna manifestacja, że Polska pod jego władzą – wbrew najgorszym obawom „Wyborczej” – do suwerenności w polityce zagranicznej aspirować nie zamierza. Gdy salony (te rządowe i te opozycyjne) zgodnie wyrządzały afront Węgrom, Orbán dokonywał kolejnych milowych kroków, przyprawiających o zazdrość każdego Polaka. Wynegocjował kontrakt na tani ruski gaz, dostał tani kredyt na elektrownię atomową; uzgodnił z Chińczykami budowę super kolei z Budapesztu do Belgradu; podziękował Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu za współpracę i – mimo usilnych zachęt – więcej od banksterów nie pożycza.

Czym w tym czasie zajmował się rząd w Warszawie? Zamiast, tak jak Węgrzy, popijać szampana po podpisaniu kontraktów z Ruskimi i Chińczykami, przeżuwał koszerne dania na szabasowych kolacjach wydanych przez sierżanta armii izraelskiej. Gdy Węgrzy pozbywali się ze stanowisk państwowych ludzi z KGB-owskim rodowodem, działacze PiS rozbierali pomnik sowieckiego sołdata i wznosili równie pokraczny pomnik „Brata”. Gdy Orbán mówił: „Nie będziemy kolonią”, Morawiecki raczył Polaków mądrością: Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy „krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”. Gdy Orbán mówił Węgrom: „Dla zagranicznych firm na Węgrzech era kolonizacji się skończyła”, Kaczyński przenikliwie diagnozował: „dowodem na to, że jesteśmy traktowani jako Europa drugiego rzędu jest jakość proszków sprzedawanych w Polsce, które są gorsze niż te w Niemczech”.

Premier Mateusz Morawiecki spotykał się w Davos z szefową YouTube Susan Wojcicki [ Fot. za: dzienniknarodowy.pl ]

Gdy premier Węgier obłożył zagraniczne banki i koncerny specjalnym podatkiem, premier Polin dał J.P.Morgan 20 milionów dotacji. Gdy premier Węgier zapowiedział obłożenie podatkiem od usług cyfrowych (tj. od sprzedaży reklam) Facebook, Google i You Tube, Morawiecki spotykał się w Davos z szefową YouTube Susan Wojcicki, i zdradził, że jest ona jego… kuzynką. Gdy Orbán mówił o Koronie Św. Stefana, Kaczyński piał pochwalne hymny o Izraelu – cudzie naszych czasów. Gdy Orbán nadał obywatelstwo wszystkim Węgrom żyjącym na oderwanych od macierzy ziemiach, Kaczyński nadał obywatelstwo dziesiątkom tysięcy Żydów, a zamiast Polaków wygnanych na nieludzką ziemię traktatem Ribbentrop-Mołotow sprowadził do Ojczyzny 1,5 miliona Ukraińców. Gdy Orbán walczył jak lew w obronie węgierskich szkół na Zakarpaciu, Kaczyński tchórzliwie milczał, gdy potomkowie morderców Polaków zawieszali na frontonie polskiej szkoły we Lwowie popiersie Bandery.

Tym, co budzi największy niepokój w wypowiedziach polityków PiS jest niezmienne uzależnienie pozycji Polski od wsparcia nowojorskich Żydów, od którego zależeć ma zarówno nasza pozycja względem Rosji, jak i względem Chińczyków.

Obowiązujący w polskiej dyplomacji kanon dobrze ilustruje Witold Waszczykowski. W jednym z wywiadów powiedział: „To nie my zepsuliśmy stosunki z Rosją. My się zachowujemy poprawnie, jesteśmy poprawnym członkiem Unii”. W ten sposób, jeszcze zanim na dobre usiadł do gry, pozbył się najlepszej karty – Rosjanie z góry wiedzieli, jak będzie postępować, i ogranie takiego przeciwnika nie było zbyt trudne.

Dzisiaj nasi oponenci borykają się z wielkimi problemami, Węgry to wykorzystują, a „my się zachowujemy poprawnie, jesteśmy poprawnym członkiem Unii”. Małe państwo Orbána robi duże interesy z dużymi Chinami. A duże państwo, z dużym potencjałem, o jakim Węgry mogą tylko marzyć, robi małe geszefty z małym Izraelem. Na prawdziwego „Orbána w Warszawie” przyjdzie nam więc jeszcze trochę poczekać, bo do tego trzeba mieć męża stanu, a nie drobnego dyplomatycznego cwaniaczka. Trzeba też mieć MSZ, a nie jego atrapę.

Orban powiedział, że rząd zna nazwiska około 2000 członków „armii najemników Sorosa”, „opłaconych” za „pracę na rzecz obalenia rządu”
[Źródło: irishsun.com, 13.04.2018 ]

W programie TVP Info „O co chodzi” Morawiecki, cytując Bloomberga, powiedział: „Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”. Na pytanie, skąd się to wzięło wskazał: dominację paradygmatu liberalnego w gospodarce – „Sprzedawajcie wszystko co macie” oraz perfidny plan realizowany przez komunistów, którzy stali się pierwszymi kapitalistami wycinającymi wszelką konkurencję. Czego w rozmowie zabrakło? Wpuszczenia do Polski banksterów. Morawiecki przemilczał również brak suwerenności politycznej i monetarnej. „Rządy państw Europy Środkowo-Wschodniej nie mogą zrobić wiele, by ograniczyć wielkie zyski zagranicznych firm. Uderzenia podatkowe, takie jak dokonane przez Warszawę i Budapeszt, muszą pozostać ograniczone. Polska musi zmierzyć się z odkręcaniem 20 lat błędów” – wyjaśnił. No i zabrał się za „odkręcanie” – sprowadził do Warszawy bank J.P.Morgan.

W styczniu 1936 Ignacy Mościcki wydał dekret „o ochronie interesów Państwa Polskiego i jego obywateli w stosunkach międzynarodowych”, który przeciwdziałał sytuacji, kiedy państwo traktuje obywateli polskich gorzej niż obywateli innych państw. Ten dekret trzeba przypomnieć (zająłby pół strony w Dzienniku Ustaw).

Dzisiaj państwo polskie nie zachowuje się jak państwo niepodległe. Godzi się z tym, że zagraniczni obywatele cieszą się nadzwyczajnymi przywilejami, a swoi traktowani gorzej niż obcy. Przywołajmy tu ustawę z grudnia 1989, w myśl której cudzoziemscy przedsiębiorcy byli przez 3 lata zwolnieni od płacenia podatków w Polsce, po 3 latach pozorowali bankructwo i pod nowym szyldem z przywileju korzystali przez kolejne trzy lata. Dziś zagraniczne przedsiębiorstwa z tytułu podatku CIT wpłacają do budżetu państwa 1 procent łącznych wpływów z tego podatku (360 mln z ok. 29 mld zł.).

Tymczasem głównym celem Orbána jest budowa narodowej klasy średniej, a w ślad za tym wzmacnianie biznesu krajowego kosztem zagranicznego. Zdarza się nawet, że obce firmy wywłaszcza i przekazuje w ręce podmiotów rodzimych. Na naszych oczach zmienia się struktura właścicielska świata. „Ktoś” wykupuje aktywa upadających przedsiębiorstw. Aby chronić węgierski biznes, osłabiony w wyniku kryzysu, rząd Orbána zadekretował zaostrzenie regulacji dotyczących przejmowania węgierskich spółek przez firmy zagraniczne. To samo zrobiła Angela Merkel. Tymczasem „nasi”, po gwałtownym przybraniu fali bezrobocia, zadekretowali kolejne ułatwienia w zatrudnianiu obcokrajowców.

Nadzwyczajna sytuacja zachęca do sporządzenia pełnego bilansu utraconych dochodów, które wyprowadziły z Polski obce koncerny i banki. Pozwala też sporządzić uczciwy bilans naszych stosunków z UE, bez ukrywania, gdzie i w jaki sposób jesteśmy nabierani. Unia znajduje się w okresie schyłkowym, a rządzących nią trockistów łatwo w kryzysowych uwarunkowaniach oderwać od unijnego koryta, trzymając się przy tym zasady: Jeńców nie bierzemy! A dlaczego, właśnie dziś, nie wykazać, że sprowokowana przez Merkel „wędrówka ludów” była dla Europy zabójcza i że stare poczciwe granice państw narodowych są potrzebne jak nigdy?

Mamy szczegółową wiedzę, jak walka z kryzysami i klęskami żywiołowymi wykorzystywana jest do zastraszania i terroryzowania społeczeństw i rządów, do wprowadzania rozwiązań, na jakie w normalnych okolicznościach ludzie nigdy nie wyraziliby zgody. Przy czym, dziwnym trafem, metody takie są idealnie zbieżne z interesami banksterów. Przykładem może być tzw. „luzowanie ilościowe”, tj. zadłużanie państwa poprzez dodruk pieniądza, a dowodem wygłoszone w Parlamencie Europejskim słowa Sorosa zadłużanie się państw jest podstawą funkcjonowania rynków finansowych.

À propos Sorosa – Artykuł 13 Konstytucji RP mówi: zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową […] albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa. Wszystkie te kryteria spełnia B’nai B’rith. Ale także Fundacja Batorego!

Dlaczego Kaczyński nie wykorzystuje sytuacji do rozprawienia się z pół-Polakami? Dlaczego polskie służby, niczym Mosad, nie tropią ich bez wytchnienia, nieustannie i nie karają przykładnie?

Aleksander Gleichgewicht i Jarosław Kaczyński. „Niech się Kaczor powiesi razem z bandą kolesi. (…) – na Fecebook’u napisał Gleichgewicht [Źródło: wPrawo.pl , 23.XI.2017. ]

Na przykład wyjątkowo grubiańskiego i podburzającego Polaków do trockistowskiego zamachu stanu, syna funka Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, przewodniczącego Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu Aleksandra Gleichgewichta?

Kaczyński, jeśli chce zmienić Polskę, musi zacząć od siebie. Musi zrozumieć przyczyny swych porażek. Musi pojąć, że świat się zmienia w przyspieszonym tempie, a Polską nie jest już PO i PiS. Musi zebrać wokół siebie wszystkich, którzy chcą Polskę pozamiatać.  A ci z Brukseli, jak się tylko zorientują, tak jak w przypadku Orbána, że mają do czynienia z fajterem, zaczną Polskę traktować poważnie.

Orbán dokonał geopolitycznego wyboru, biorąc pod uwagę tylko jedną rzecz – dobro własnego kraju. W ślad za tym dokonał czegoś, co Kaczyńskiemu się nie udało – rozmontował relikty komunizmu, oczyścił wymiar sprawiedliwości, uniwersytety i dyplomację, uniezależnił się od lichwiarzy z Wall Street, skończył z bezkarnym lżeniem narodu węgierskiego. Nie idąc przy tym na żadne polityczne koncesje wobec Kremla czy Pekinu.

Dziś nie ma i nie będzie lepszej okazji, by rzucić rękawice Brukseli, sędziom z TSUE i roszczeniowcom podłączonym pod ustawę 447, by wznowić ekshumację w Jedwabnem, by wstrzymać wypłatę milionów na cmentarz żydowski, a receptą na polskie bolączki zrobić hasło „Mniej Morawieckiego, więcej Orbána”.

Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.


Ilustracje tytułowa: Premier Węgier Victor Orban. Fot. za: pestisracok.hu , 2020.01.07..

Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO


Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.04.18.

Avatar

Autor: Krzysztof Baliński