Gospodarka głupcze czyli czego nie rozumie nowy minister fajansów



Wszyscy tutaj dobrze powinni wiedzieć, że nie warto zadzierać z ludźmi, którzy zaangażowani są w misję premiera Mateusza Morawieckiego. To było jasne już wcześniej, kiedy Mateusz Morawiecki premierem nie był. Ja może przypomnę dwie kwestie. Pierwszą omawialiśmy tu kilka razy, ale nie każdy pamięta, a druga zapadła wszystkim w pamięć bardzo dobrze. Kiedy napisałem I tom Baśni polskich, podszedł do mnie na targach katolickich młody bardzo człowiek i zaproponował spotkanie. Powiedział, że jego szef zastanawia się czy nie sponsorować moich wydawnictw, I tom Baśni bowiem podobał mu się bardzo. Ja byłem wtedy na fali i pisałem tom II, ze szczerym zamiarem nie wracania już do gawęd, które znajdowały się w tomie pierwszym. Na spotkanie przyszedłem cały podekscytowany, odbywało się ono w siedzibie WBK w Warszawie. Siedzieliśmy w oszklonym pomieszczeniu, ja, ten młodzieniec i jakaś pani. No i jak opowiedziałem im z grubsza o czym będzie II tom Baśni. Oni mnie grzecznie wysłuchali, po czym dali adres strony, z której pobrać należało dokumenty służące temu całemu sponsoringowi. Ucieszyłem się i wróciłem do domu. Wpisałem adres strony, żeby te dokumenty ściągnąć, ale pojawił się błąd, czy też może jakiś remont witryny, już teraz dokładnie nie pamiętam. Zadzwoniłem do mojego opiekuna i się pożaliłem. On zaś odparł, że wszystko będzie dobrze, bo zaraz stronę naprawią. Klikałem w nią od wiosny 2012, mniej więcej do wakacji, a w czerwcu wydałem sam II tom Baśni. Strona się nie otworzyła ani razu. Wiele miesięcy później dowiedziałem się, że owym mitycznym szefem, który chciał mi pomóc był Mateusz Morawiecki. Nikt nie miał wówczas pojęcia, że może on zostać premierem.

Sprawa późniejsza jest znana. Igor Janke napisał całkiem idiotyczną książkę, przeznaczoną dla nie wiadomo kogo, dla ludzi, takich jakich sobie prawicowe dziennikarstwo wyobraziło. Książka ta nosiła tytuł „Twierdza” opowiadała o Solidarności Walczącej, w taki sposób, jakby ta organizacja była czymś w rodzaju assasynów, ale nie mordujących ludzi, tylko dających im nadzieję. Opublikowałem w salonie24 tekst krytyczny i na pół roku „zniknięto” mi bloga. Całe szczęście nie miało to wpływu na sprzedaż.

Po co to piszę? Otóż mamy teraz kolejną, w mojej subiektywnej ocenie, odsłonę pewnego przedstawienia. Można go nazwać roboczo tytułem „Dopasowywanie ludzi do teorii”. Pomysł ten realizowany będzie – jak to zwykle bywa w socjalizmie – za pomocą ideologów, którzy nie znają nikogo osobiście, z nikim się nie przyjaźnią i z nikim niczego nie wymieniają. Ich świat zaś składa się z pojęć kluczy wyprodukowanych przez propagandystów. Bynajmniej nie ekonomicznych, bo na tych kwestiach ludzie premiera się wykładają, ale politycznych i kulturowych. Albo nawet gorzej – pojęcia, którymi się posługują ci ludzie zostały stworzone przez bardzo przeciętnych dziennikarzy. Poznać to mogliśmy wczoraj, w czasie przemowy nowego wiceministra dotyczącej klasy średniej. Ja myślałem, że tego wytrychu nie używa się od czasu kiedy padło niesławnej pamięci pismo „Cash” , którego naczelnym był Ziomecki. Stało się to, jak pamiętamy, gdzieś w okolicach dnia narodzin nowego wiceministra.

Ponieważ, jak to wczoraj napisałem, mam na koncie najwięcej realizacji w całym prawicowym internecie, postanowiłem przypomnieć niektóre z nich. Konkretnie te, które dotyczą ekonomii i historii. To się może nawet przydać nowemu wiceministrowi fajansów, pardon, finansów.

Wydałem na przykład, nie korzystając ze sponsoringu żadnego banku, ani żadnej fundacji, ani żadnego ministerstwa, książkę wybitnego polskiego ekonomisty Adama Szelągowskiego. Nosi ona tytuł „Pieniądz i przewrót cen w XVI i XVII wieku w Polsce”. Już przeczytanie wstępu do tego dzieła, sprawia, że człowiek czuje się bezpieczniej, kiedy ma ową publikację pod ręką. Może wtedy, słuchając wypowiedzi nowego wiceministra, a także innych urzędników, zajrzeć do niej i za każdym razem, kiedy tamci zburzą jego spokój, odzyskać go, czytając parę akapitów.

Dziś zajmiemy się wstępem.

Adam Szelągowski pisze tak:

Istnieją w nauce ekonomii politycznej dwa kierunki: jeden – czysto abstrakcyjny, teoretyczny, drugi – rzeczowy, historyczny. Na przykład: teoria Adama Smitha opierała się jedynie na pewnych założeniach, wypływających z natury ludzkiej i uznanych jako pewniki niewzruszone, – dajmy na to chęci zysku, dążeniu do wzbogacenia się itp. Ze stanowiska tej metody, czysto abstrakcyjnej, każde twierdzenie ma wartość stałą, niezmienną dla wszystkich ludzi i w każdym czasie. Oczywista, że twierdzenie przeciwne uchodzi za błąd, a mniemania poprzedników ekonomii klasycznej, jak: fizjokratów, merkantylistów, kanonistów, przedstawiają się jako szereg nieudanych prób rozwiązania pewnego zagadnienia.

Widzimy, że wybitny polski badacz zagadnień ekonomicznych, miał jednak pewne deficyty. Nie przewidział bowiem sytuacji, w której zagadnieniami ekonomicznymi zajmować się będą urzędnicy, nie mający zasadniczo pojęcia o tych dwóch kierunkach.

Niestety, leży to w naturze ludzkiej, a ponoć przebija się w dociekaniach naukowych, że twierdzeniom ostatnim, najnowszym przypisuje się jakąś pewność bezwzględną, gdy raczej trzeba by liczyć się ze stałym niedomaganiem rozumu ludzkiego, że może on zdobyć tylko prawdę względną, warunkową, że prawda nie jest jedna i ta sama dla wszystkich i że każdy wysiłek ducha ludzkiego, częstokroć nawet dzisiaj zwany błędem, dla innych warunków miejsca, czasu, otoczenia, był posunięciem się o krok naprzód, był w przybliżeniu określeniem wiernym danego stosunku między człowiekiem a światem.

I znowu łapiemy Adama Szelągowskiego na tej słabości. Jak można się liczyć ze stałym niedomaganiem rozumu ludzkiego? To są teorie wsteczne i reakcyjne. Rozum ludzki nie może niedomagać, a my się wkrótce o tym przekonamy. O tym zaś, że prawda jest taka sama dla wszystkich, przekonamy się najdokładniej.

W ostatnich przeto czasach rozwinął się inny kierunek w nauce ekonomii politycznej – kierunek historyczny. Kierunek ten, zapoczątkowany przez Roschera, świetnie podtrzymywany przez Schmollera i jego szkołę, bada teorie ekonomiczne, jak też objawy życia gospodarczego, ze stanowiska ewolucji, pyta, czy i o ile dana teoria ekonomiczna odpowiada istniejącym warunkom rozwoju gospodarczego, a nie, jaką ma wartość sama w sobie; nie szuka prawdy ekonomicznej bezwzględnej, powszechnej, ale warunkowej, zależnej od właściwości miejscowych i prądów dziejowych – ducha czasu.

Teraz to już nie są deficyty, ale czysta naiwność wielkiego uczonego. Szukanie prawdy bezwzględnej, której podlegają wszyscy ma bowiem najważniejsze uzasadnienie ekonomiczne, które wymyślił zapewne jakiś kacyk w górnym neolicie – chodzi o to, by wszyscy bulili równo i nikt się nie ociągał. Dlatego właśnie nie może być mowy o żadnych kontekstach historycznych w dyskusji na temat ekonomii, albowiem to przeszkadza. Ludzie, zaś którzy takie tematy podejmują, z dziwacznej nadziei, że ktoś ich zrozumie i doceni, sami są sobie winni.

Co jest niezmiernie ważnym i pożytecznym w tym badaniu, to wyświetlenie podstaw rzeczowych i materialnych, których odbiciem są pewne idee ekonomiczne, i na odwrót odkrycie, iż nie każda teoria ekonomiczna, którą odrzucamy ze stanowiska dzisiejszego, jest błędem, gdyż mogła streszczać w sobie i formułować objawy życia pewnej fazy ewolucji gospodarczej, pewnej „kategorii historycznej” danego rozwoju. Słowem, okazuje się pewna współmierność między postępem ducha ludzkiego a rozwojem warunków rzeczowych, materialnych, gospodarczych.

Mogę się tylko uśmiechnąć czytając słowa – mogła streszczać i obrazować. No mogła, ale dziś o tym mówić nie wolno, bo ekonomia to cep do walenia po łbach, a historia to hagada, obydwie zaś nie powinny, w głowie przeciętnego konsumenta treści mieć ani jednego punktu stycznego. W głowie tej bowiem jest miejsce jedynie na publikacje takie, jak „Twierdza” Igora Janke.

Dla przykładu weźmy pojęcie ekonomiki średniowiecznej kanonistycznej o odsetce. Odsetki uważano w nauce prawa jako lichwę i, z tego stanowiska, pobierających je ścigano i wyklinano. Kościół szedł tutaj ręka w rękę z państwem. Stąd też całkiem niesłusznie przypisuje się wyłączny wpływ poglądom teologicznym na naukę o odsetkach. Doktryna religijna oddziaływała tutaj tylko w części. Poza wierzeniami religijnymi ukrywał się jeszcze wpływ warunków istotnych, rzeczowych, materialnych. Protestancki badacz ekonomiki średniowiecznej czyni jej zarzut, jakoby nie doszła do pojęcia o produkcyjności kapitału (pw. Endemanna „Studien in der romanisch-kanonist. Wirtschafts- und Rechtslehre”). Na to odpowiada mu katolicki uczony, Funke („Zins und Wucher”): jakim sposobem ekonomika średniowieczna mogła dojść do tego pojęcia, kiedy kapitału w znaczeniu gospodarczego czynnika produkcyjnego w wiekach średnich nie było jeszcze wcale? Istniał tylko pieniądz, ale zarówno w swym rzeczowym charakterze, jak i w pojęciu ogółu, był tylko środkiem obiegowym; zresztą i my dzisiaj nie utożsamiamy go w tym znaczeniu z kapitałem. A że istnieje ten stosunek między zapatrywaniami na odsetki a formą społecznego rozwoju – gospodarką naturalną, widzimy stąd, że z chwilą, gdy kapitał jako nowa kategoria historyczna, zaczyna nabierać większego znaczenia, co nastąpiło pod koniec XV wieku, siła poglądów kanonistycznych słabnie, co więcej – pieniądzowi zaczyna się przypisywać charakter głównego źródła bogactw. Do walki z ekonomiką kanonistyczną występuje merkantylizm.

Tu chciałbym zwrócić uwagę na zdanie – doktryna religijna oddziałuje tylko w części. Dlaczego akurat na nie? Ponieważ doszliśmy do takiego momentu, kiedy abstrakcyjne teorie ekonomiczne nabrały charakteru religijnego.

Z tego drobnego przykładu widzimy, iż niezrozumiałymi muszą być dla nas poglądy ekonomiczne danego wieku, jeżeli nie włożymy się w dane stosunki rzeczowe, i na odwrót – pewne rysy danej polityki handlowej ekonomicznej i finansowej tłumaczą się najlepiej kierunkami i zapatrywaniami, jakie przeważały w danej chwili wśród danych warunków w pewnym społeczeństwie.

Z tego to stanowiska historycznego zamierzam poddać rozbiorowi kwestię pieniądza, a w związku z nią – kwestię cen od początku XVI aż do schyłku XVII wieku w Polsce. Oba te bowiem zagadnienia mają znaczenie pierwszorzędne, zarówno w rozwoju teorii ekonomicznych, jak i polityki ekonomicznej oraz handlu, nie tylko u nas, ale w całej Europie zachodniej. Przy tym będę usiłował wyjaśnić dany kierunek polityki ekonomicznej przy pomocy prądów współczesnej literatury, ich zaś powstanie wprowadzić do danych warunków życia politycznego i gospodarczego. Przeciwieństwa między dawnymi zapatrywaniami ekonomicznymi a dzisiejszymi okażą się mniejszymi, jeśli się je sprowadzi do różnic samych faz rozwoju, jakie przechodzi każde społeczeństwo w danym okresie czasu. Pewne pojęcia ekonomiczne, którym dzisiaj przypisujemy znaczenie pierwszorzędne, poczynają na siebie dopiero zwracać uwagę, jak również i pewne stany życia ekonomicznego, które się rozwinęły szybko dopiero później, znajdują się dopiero w zaczątku. I na odwrót pewnym zagadnieniom przypisywano przed trzema, czterema wiekami taką doniosłość, jakiej się my w nich nie dopatrujemy dzisiaj wcale – tylko dlatego, że nowe sprężyny życia ekonomicznego w ostatnich czasach zastąpiły miejsce dawnych. Nie zaprzeczając ekonomistom prawa do dociekania istoty zasadniczej pojęć ekonomicznych i do budowania na nich ogólnych i powszechnych teorii ekonomicznych, posługuję się nimi w tym wypadku raczej jako kluczem do rozwiązania zagadnień natury czysto historycznej, dotyczących polityki, warunków życia ekonomicznego tudzież stanu kulturowego i cywilizacyjnego naszego narodu.

I to koniec wstępu do tej fantastycznej książki. Trzeba by teraz zapytać czy – skoro Adam Szelągowski posługuje się pojęciami ekonomicznymi jako kluczem – ekonomiści potrafią posługiwać się pojęciami historycznymi jako kluczami? Odpowiedź brzmi – tak – oni się posługują pojęciami historycznymi jak lud roboczy posługiwał się kluczami francuskimi zastosowanymi do rozpraw pomiędzy sobą i wyjątkowo irytującymi majstrami w fabryce.

Ujmując rzecz poważniej, odpowiedzi udzieliłem już na samym początku – szef banku, dzisiejszy premier, gotów był wspomagać autora piszącego rzewne historie o bohaterach. Kiedy tenże autor zwrócił się ku tematom związanym z gospodarką i ekonomią oraz ich historycznym kontekstom, okazało się, że strona z dokumentami do sponsorowania się nie otwiera.

Ja oczywiście życzę premierowi i jego nowemu wiceministrowi jak najlepiej. Nam wszystkim także życzę jak najlepiej. Chcę jednak podkreślić, że nie mam zamiaru traktować serio wszystkich wyprodukowanych przez ministerstwo propagandowych idiotyzmów. Mam też głęboką pewność, że nie jestem w tym zamiarze odosobniony.

A tutaj link do książki „Pieniądz i przewrót cen”. Ekonomia bowiem obejmuje także transakcje kupna-sprzedaży:

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  18 kwietnia 2020 r.

Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.04.21.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski