Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese. Kompleks Książ. Program Haunebu i Dzwon. Część XX.


Szanowni Państwo,
Niżej zamieszczony artykuł jest 300. tekstem opublikowanym przez Pana Stanisława Bulzę na POLISH CLUB ONLINE. Pan Stanisław należy do niewielkiego grona publicystów nieprzerwanie od lat z nami społecznie współpracujących.


Drogi Panie Stanisławie,

prosimy tą drogą przyjąć serdeczne życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności.
W imieniu Czytelników i własnym dziękujemy Panu za interesujące artykuły i liczne cykle tematyczne, do których należy najdłuższy: „SZLAKIEM ŚMIERCI. KONIEC TAJEMNY RIESES”, składający się już z XX odcinków.

Z wyrazami szacunku i uznania


Redakcja POLISH CLUB ONLINE
30 kwietnia 2020 r.


„Niemcy pracowali nad wieloma bardzo nietypowymi projektami lotniczymi”

Niemcy opracowali już takie innowacje technologiczne, jak rakiety V-1 i V-2, pierwsze operacyjne odrzutowe myśliwce Me 262, oraz wydaje się, że większość ognistych myśliwców Foo Fighter wyrządziła szkody samolotom sojuszniczym. W marcu 1945 r. magazyn „Times” donosił:

„Jeśli nie mamy do czynienia z mistyfikacją lub złudzeniem optycznym, to nasi piloci z pewnością mieli do czynienia z najdziwniejszą tajną bronią wroga, jaką kiedykolwiek napotkali. W ubiegłym tygodniu stacjonujący we Francji piloci dywizjonu nocnych myśliwców złożyli relację z całego ciągu dziwnych spotkań z kulami ognia, które od miesiąca towarzyszą im w lotach nad Niemcami. Nikt z nich nie był w stanie powiedzieć czego – jego zdaniem – owe kule ognia chciały dokonać. Piloci są zdania, że to nowa broń psychologiczna Niemców. Zgodnie z ich relacjami światła trzymały się bardzo blisko ich maszyn i towarzyszyły im na odcinku wielu mil, by w końcu przyspieszyć i zniknąć”.

Wszystkie doniesienia były drobiazgowo badane przez wywiady wojskowe i w większości zostały utajniane. Lotnikom (którzy byli świadkami największej ilości spotkań) wręcz zakazano rozpowiadania o tym poza własnym gronem.

Podobne sentymenty dotyczące niemieckiej technologii pojawiły się ponownie w 1947 r. Wraz z pierwszą falą latających spodków po szeroko opisanym bliskim spotkaniu Kennetha Arnolda z dziewięcioma obiektami w kształcie półksiężyca poruszającymi się z dużą prędkością. Personel zespołu Project Sign (poniżej), pierwszej grupy badawczej UFO sił powietrznych USA, zauważył, że zaawansowane projekty lotnictwa latającego z skrzydłami niemieckich braci Horten były podobne do niektórych raportów UFO. W 1959 r. Kapitan Edward J. Ruppelt, pierwszy szef Projektu Blue Book (śledztwo w sprawie Project Sign) napisał:

Przed zakończeniu II wojny światowej Niemcy opracowali kilka radykalnych typów samolotów i pocisków kierowanych. Większość znajdowała się w najbardziej wstępnych stadiach, ale były to jedyne znane statki, które potrafiły nawet zbliżyć się do działania obiektów zgłoszonych przez obserwatorów UFO.

Podczas gdy te wczesne spekulacje i raporty ograniczały się głównie do personelu wojskowego, najwcześniejsze stwierdzenie niemieckich latających spodków w środkach masowego przekazu wydaje się być artykułem, który ukazał się we włoskiej gazecie Il Giornale d’Italia na początku 1950 r. napisany przez profesora Giuseppe Belluzzo, włoski naukowiec i były włoski minister gospodarki narodowej pod rządami Mussoliniego, twierdził, że „typy latających dysków były projektowane i badane w Niemczech i we Włoszech już w 1942 roku”. Belluzzo wyraził również opinię, że „pewna wielka moc uruchamia dyski w celu ich przestudiowania” (Der Spiegel, 30 marca 1950 r.).

Bell UFO był jednym z pierwszych obiektów latających związanych z nazistami. Najwyraźniej miał na nim okultystyczne oznaczenia i podobno był bardzo podobny do dokumentu Wehrmachtu dotyczącego pionowego startu samolotu. Jest to bezpośrednio związane z rzekomą katastrofą obiektu w kształcie dzwonu, który miał miejsce w Kecksburgu w Pensylwanii w USA 9 grudnia 1965 r. W tym samym miesiącu niemiecki inżynier Rudolf Schriever udzielił wywiadu niemieckiemu magazynowi Der Spiegel, w którym twierdził, że zaprojektował jednostkę napędzaną przez kołową płaszczyznę wirujących łopat turbiny o średnicy 15 stóp (49 stóp). Powiedział, że projekt został opracowany przez niego i jego zespół w pracowni BMW w Pradze do kwietnia 1945 r., kiedy uciekł z Czechosłowacji. W osobnym wywiadzie dla Der Spiegel w marcu 1950 r. powiedział, że plany zostały skradzione z farmy, w której ukrywał się w pobliżu Regen w dniu 14 maja 1945 r. Jednak wielu sceptyków ma wątpliwości, czy taki UFO Bell zostało faktycznie zaprojektowane lub zbudowane (Der Spiegel, 30 marca 1950 r.).

W 1953 roku, kiedy Avro Canada ogłosiło, że opracowuje VZ-9-AV Avrocar, kołowy samolot odrzutowy o szacowanej prędkości 1500 mil na godzinę (2400 km/h), niemiecki inżynier Georg Klein twierdził, że takie projekty zostały opracowane przez nazistów. Klein zidentyfikował dwa typy rzekomych niemieckich dysków latających:

Nieobrotowy dysk został opracowany we Wrocławiu przez inżyniera rakiety V-2 Richarda Miethe. Dysk opracowany przez Rudolfa Schrievera i Klausa Habermohla w Pradze, który składał się z pierścienia ruchomych łopat turbiny wokół nieruchomego kokpitu. Klein twierdził, że był świadkiem pierwszego załogowego lotu tego statku 14 lutego 1945 r., kiedy to udało mu się wspiąć na 12 tys. 400 m (40 700 stóp) w ciągu 3 minut i osiągnął prędkość 2200 km/h (1400 mil/h) w locie poziomym (http://discaircraft.greyfalcon.us/Rudolf%20Schriever.htm).

Inżynier lotniczy Roy Fedden zauważył, że jedynym statkiem, który mógł zbliżyć się do możliwości przypisywanych latającym spodkom, były te, które Niemcy zaprojektowali pod koniec wojny. Fedden (który był także szefem misji technicznej do Niemiec w Ministerstwie Produkcji Lotniczej) stwierdził w 1945 r.:

„Widziałem już wystarczająco dużo ich projektów i planów produkcyjnych, aby zdać sobie sprawę, że gdyby (Niemcy) zdołali przedłużyć wojnę o kilka miesięcy dłużej, mielibyśmy do czynienia z zestawem zupełnie nowych i śmiertelnych wydarzeń w wojnie powietrznej”.

Fedden dodał również, że Niemcy pracują nad wieloma bardzo nietypowymi projektami lotniczymi, chociaż nie rozwinął swojego oświadczenia.

W ufologii, teorii spiskowej, science fiction i komiksach, roszczeniach lub opowiadaniach krążyły łączące UFO z nazistowskimi Niemcami. Niemieckie teorie UFO opisują rzekomo udane próby opracowania zaawansowanych samolotów lub statków kosmicznych przed II wojną światową i podczas niej, a ponadto potwierdzają powojenne przetrwanie tych statków w tajnych podziemnych bazach na Antarktydzie, w Ameryce Południowej lub w Stanach Zjednoczonych, a także ich twórcy. Zgodnie z tymi teoriami i fikcyjnymi opowieściami, różne potencjalne kryptonimy lub subklasyfikacje nazistowskich statków UFO, takie jak Rundflugzeug, Feuerball, Diskus, Haunebu, Hauneburg-Gerät, V7, Vril, Kugelblitz (niezwiązane z samobieżnymi środkami anty- broń lotnicza o tej samej nazwie), Andromeda-Gerät, Flugkreisel, Kugelwaffe i Reichsflugscheibe.

Relacje pojawiają się już od 1950 roku, prawdopodobnie zainspirowane historycznym niemieckim rozwojem wyspecjalizowanych silników, takich jak „Repulsine” Viktora Schaubergera w czasie II wojny światowej. Elementy tych twierdzeń zostały szeroko włączone do różnych dzieł fikcyjnych i rzekomo niefikcyjnych mediów, w tym gier wideo i filmów dokumentalnych, często pomieszanych z bardziej uzasadnionymi informacjami.

Haunebu

Ludwik P. podejrzewał majora Rudolfa Lusara o sprzedanie informacji technicznych tzw. brakującego skrzydła Amerykanom: „Jakieś informacje techniczne podobno sprzedał armii USA? Były takie wersje. Nikt nie wie czy to prawda, czy plotka”.

To nie mjr Lusar sprzedał informacje techniczne pojazdu latającego armii USA, lecz dr Richard Miethe, który po zakończeniu wojny, za rekomendacją von Brauna, znalazł się w wiodącym centrum naukowo-badawczym USAF we Wright Field AFB (OH) w USA.

1. Rysunek Ludwika P. dwóch pojazdów latających ukrytych pod zamkiem Książ.
[Foto: gazetawroclawska.pl]

Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że w latach 1930-45 w Niemczech prowadzono intensywne próby nad obiektami latającymi, w tym również tymi o formie dyskoidalnej, wykorzystywano je do tworzenia niekonwencjonalnych źródeł energii.

W sierpniu 1939 r. SS zbudowało swój własny RFC-5. Był to pierwszy długodystansowy statek o długości 25 metrów nazwany Haunebu I, gdzie na tajnym poligonie doświadczalnym odbył swój pierwszy lot (http://ripsonar.pl/tag/haunebu/) (poniżej).

W 1959 r., były major Wehrmachtu, Rudolf Lusar wydał książkę pt. „Niemiecka broń i tajna broń drugiej wojny światowej i ich dalszy rozwój”, w której twierdzi, że grupa niemieckich inżynierów z SS-Sonderbüro-13: Otto Habermohl, Rudolf Schriever, Giuseppe Beluzzo i Richard Miethe od 1941 roku stworzyła pierwsze prototypy dyskoplanów w laboratoriach w okolicy miast Breslau/Wrocławia, Drezna i w Pradze. Książka miała kilka wydań.

W 1962 r. ukazało się 4 wydanie: Lusar Rudolf „Niemiecka broń i tajna broń drugiej wojny światowej i ich dalszy rozwój”, J.F. Lehmanns Verlag, Monachium, 4. wydanie, 1962, s. 189/91 (ten sam tekst w 1. wydaniu, 1956).

W 1958 r. w „The New Age” nr 9. ukazał się artykuł Rudolfa Lusara „Latające spodki, niemiecki wynalazek – wypróbowany i przetestowany przez Niemców – dalej rozwijany na Zachodzie i Wschodzie.”, The New Age, nr 9, 1958, s. 3.

Rudolf Lusar w  książce mówił o co najmniej dwóch konstrukcjach latających dysków. Według niego, prototyp jednego z nich osiągał prędkość 2000 km/h, a napęd stanowiły turbiny gazowe. Jednak takie rozwiązanie jest niczym, jeśli porównamy go z napędem antygrawitacyjnym (wykorzystującym własne pole siłowe, działające przeciwnie niż przyciąganie ziemskie).

Rudol Lusar pisząc książkę musiał posiadać dużą wiedzę na temat tajemniczych latających pojazdów. Prawdopodobnie mógł brać udział w budowie tych pojazdów w Książu. Według relacji Ludwika P., więźnia obozu w Książu, Rudolf Lusar był w Książu, i znał „tzw. plany brakującego skrzydła”. Ludwik P. do listu do Elżbiety R. zamieścił bibułkę ze szkicem pojazdu, twierdząc, że pojazd jest ukryty w Książu. Jeżeli pojazd był ukończony, to przynajmniej jeden z wyżej wymienionych inżynierów, obok Rudolfa Lusara, musiał być w Książu.

Haunebu– określenie statków latających w kształcie dysku wyposażonych w napęd antygrawitacyjny skonstruowanych podczas II wojny światowej przez niemieckich inżynierów dla sił powietrznych III Rzeszy, mające być jednym z projektów Wunderwaffe. Statki rzekomo produkowano w fabrykach Skody w Pradze i w Górach Sowich. Projekty latających dysków zaczęto opracowywać w latach dwudziestych w Niemczech. Pierwszy statek latający Haunebu miał wznieść się w powietrze latem 1939 roku, pod koniec wojny opracowano Haunebu III, który rzekomo mógł wzbić się do stratosfery. Przed samym końcem wojny statki rzekomo przetransportowano U-Bootami na Antarktydę [HAUNEBU, pl.wikipedia.org]. Było kilka rozwiniętych wersji tego typu statków latających.

Haunebu I pierwszy poleciał w 1939 roku i oba prototypy wykonały 52 testowych lotów. W 1942 r. Powiększony Haunebu II Do-Stra (Dornier STRAtospharen Flugzeug/Stratospheric Aircraft) o średnicy 26 metrów był gotowy do testów w locie. Ten dysk miał dziewięcioosobową załogę i mógł również osiągnąć lot naddźwiękowy od 6000 do 21 000 km/h przy wytrzymałości lotu 55 godzin. Zbudowano dwa prototypy. Te ogromne maszyny o wysokości kilku pięter obsadzone były przez 20 mężczyzn. Były także zdolne do prędkości naddźwiękowych przekraczających 21 000 km/h. SS zamierzało produkować maszyny z przetargami zarówno dla Junkersa, jak i Dorniera, ale na przełomie 1944 i 1945 r. Dornier został wybrany. Zakończenie wojny uniemożliwiło jednak Dornierowi zbudowanie jakichkolwiek modeli produkcyjnych. Jeszcze większy był Haunebu III o średnicy 71 metrów. Samotny prototyp zbudowano przed końcem wojny. Załoga liczyła 32 osoby i mogła osiągać prędkości od 7 000 do 40 000 km/h. Miał potrójny kadłub Victalen. Mówi się, że miał lot w locie od 7 do 8 tygodni. Statek wykonał 19 lotów testowych. Statek ten miał być wykorzystany do prac ewakuacyjnych dla Thule i Vril w marcu 1945 r. Dalsze plany dotyczące Haunebu IV o średnicy 120 metrów były w trakcie realizacji, ale nie wiadomo, że taki statek został zbudowany przed końcem wojny [ HAUNEBU, Series: I, II, III. ].

Teoria spiskowa na temat latających dysków rozpoczęła się, kiedy opublikowano wywiady z twórcami pojazdów. W wywiadzie udzielonym 25 marca 1950 roku dla gazety „Il Giornale d’Italia” Giuseppe Belluzzo stwierdził, że raporty na temat UFO mogą dotyczyć wojskowych latających dysków opartych na jego projekcie 1942 roku. 30 marca 1950 r. niemieckie czasopismo „Der Spiegel” opublikowało wywiad z Rudolfem Schrieverem przedstawionym jako niemiecki inżynier lotnictwa, który twierdził, że opracował wirnikopłat o kolistym kształcie. Francuski dziennik „France-Soir” 7 czerwca 1952 roku opublikował wywiad z Richardem Miethem, domniemanym budowniczym niemieckich dysków, który przypisywał sobie nadzorowanie związanych z nimi prac. Jednak żaden z nich nie twierdził, że prototypy dysków zostały w trakcie II wojny światowej oblatane. 6 września 1952 roku na łamach gazety „Tempo” zamieszczono artykuł autorstwa włoskiego dziennikarza Luigiego Romersy, który przedstawiał, że jakoby 17 kwietnia 1944 roku latający dysk odbył pierwszy lot testowy nad brzegami Bałtyku (poniżej) ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Haunebu).

26 kwietnia 1953 roku w niemieckim czasopiśmie „Welt am Sonntag” opublikowano wywiad dr Wernera Kellera z naczelnym inżynierem Georgem Kleinem, który był rzekomym świadkiem pierwszego startu niemieckiego załogowego dysku, który miał miejsce 14 lutego 1945 roku w Pradze. W książce Rudolfa Lusara zatytułowanej „Niemieckie bronie i tajne bronie II wojny światowej oraz ich dalszy rozwój” stwierdził, że Schriever i Habermohl pilotowali prototyp dysku w Pradze. Książka ta została uznana w wielu późniejszych opracowaniach za pierwszą publikację na temat niemieckiego programu budowy dysków. W późniejszych latach publikowano coraz bardziej sensacyjne materiały dowodzące rzekomej prawdziwości pogłosek o niemieckich dyskach. Jedynym w rzeczywistości wyprodukowanym niemieckim samolotem w kształcie dysku był samolot AS-6 skonstruowany przez Arthura Sacka w 1944 roku, jednak nie był eksploatowany przez niemieckie lotnictwo [„HAUNEBU. Najtajniejsza broń nazistowskich Niemiec?, 7.11.2018.].

Losy konstruktorów

„Pomysł narodził się w 1942 roku. W tym czasie byłem głównym pilotem w Egerze” – informuje Schriever w „Der Spiegel” 30 marca 1950 r. Gdy obserwował bawiące się dzieci, obracające się poziomo śmigła wyskakujące w powietrze ze spiralnie skręconego płaskiego drutu, wpadł na pomysł. „Podobnie jak śmigła tych dzieci, okrągły dysk, jeśli jest odpowiednio skonstruowany, może pęknąć”.

Eger był jednym z zakładów Arado, która w końcu 1944 roku zatrudniała 15786 pracowników (obok fabryk macierzystych w Warnemünde i Brandenburg-Neuendorf wytwórnie samolotów mieściły się też w Babelsberg, Eger, Rathenow, Wittenberg, Tutow, Anklam i Neubrandenburg.

Schriever zastanawiał się nad pierwszymi szkicami. Po roku powierzył czeskim inżynierom w Pradze obliczenia statyczne i szczegółowe rysunki. „Wtedy ludzie nie wiedzieli, o co chodzi” –  powiedział.

Latający żyroskop z lekkiego metalu składał się z trzech części: górnej części gondoli (która przypominała spłaszczoną kulę) ze stanowiskiem dowodzenia i urządzeniami sterującymi, dolnej części gondoli i obracającego się płata, który, podobnie jak helikopter, powinien zapewniać pływalność urządzenia.

Schriever Rudolf, opis „Projektu Flugkreisel” i jego rysunki, bez daty, powstały w okresie Bremerhaven.

Schriever pracował nad swoimi planami do 15 kwietnia 1945 r. Rysunki zostały ukończone. Schriever chciał złożyć swoje dokumenty w RLM Hermanna Goeringa. Rosjanie przybyli wcześniej. Schriever spakował się i wyjechał. Założył warsztat w ogrodzie domu swoich teściów w Bremerhaven-Lehe. Wkrótce dom został splądrowany przez złodziei. Nie można było już znaleźć planów żyroskopu Schrievera i jego modelu latającego skrzydła. Odpowiedni akt policji kryminalnej Bremerhaven kończy się notatką: „Postępowanie umorzono ze względu ucieczką nieznanych sprawców”. Od tego czasu Rudolf Schriever rozmawiał już o obcych krajach i pięknych planach z niektórymi przedstawicielami obcych mocarstw. Bremerhaven CIC (Counter Intelligence Corps) zwraca jeszcze większą uwagę na kierowcę Rudolfa Schrievera, zatrudnionego w US Motor Motor Pool.

Jeśli chodzi o innych specjalistów „Projekt Flugkreisel”, ich losy są znane. Otto Habermohl został schwytany przez Rosjan i zmuszony do wyprodukowania tajnego projektu dysku dla ZSRR, który wciąż pozostaje nieznany. Dr Giuseppe Belluzzo, wloski naukowiec i były minister gospodarki pod rządami Mussoliniego pozostał we Włoszech, a jego okrągła bomba Turbo Proietti została zapomniana.

Richard Miethe w 1942 r. rozpoczął pracę nad napędzanym turbinowo lekkim statkiem dyskoidalnym REC 17 w Penemunde. Dołączył do niego włoski naukowiec Giuseppe Beluzzo. Powstaje program budowy latających talerzy Richarda Miethego tzw. Projekt Haunebu. Inne nazwy to Kugenlblitz, czy Vril. Nazwa Haunebu nawiązuje do germańskiego „łańcucha wcieleń” oraz ariozoficznej koncepcji polarnego pochodzenia rasy aryjskiej. W lecie 1944 r. Rudolf Schriever i Richard Miethe przenosza się do Pragi w Czechach, aby od nowa rozpocząć Projekt Haunebu, ponieważ linia frontu zmienia położenie i nadchodzą Rosjanie. Prace zostały zawieszone a prototypy zniszczone. Przeniesiono projekt do podziemnej fabryki w Górach Harcu, gdzie znajdują się tam zakłady Mittelwerke w Nordhausen [ „UFO produkcji III Rzeszy”, Ripsonar News, 23.03.2017. ].

14 lutego 1945 r. Haunebu V wykonał pierwszy przelot testowy, posiadający cztery silniki, oraz mniejsze gabaryty kosztem zwrotności. Potwierdza to świadek tego lotu w szwajcarskiej gazecie, gdzie opisał, ze działo się to w fabryce Kahla w Turyngii. Poniżej 3 minut wznoszenia pojazd wzniósł się na wysokość 12 tys. metrów.

17 kwietnia 1945 r. Miethe zgłosił Hitlerowi: „Dziś pod moim kierunkiem i w obecności 3 oficerów Lutwaffe V7 został przetestowany na niebie nad Bałtykiem” [ „UFO produkcji III Rzeszy”, Ripsonar News, 23.03.2017. ].

Richard Miethe był dyrektorem programu pojazdów grawitacyjnych w dwóch ośrodkach poza Pragą. Prawdopodobnie również w Książu.

Po zakończeniu wojny, za rekomendacją von Brauna, dr Richard Miethe znalazł się w wiodącym centrum naukowo-badawczym USAF we Wright Field AFB (OH), a potem wyprawiono go do Kanady, gdzie uczestniczył w pracach firmy AVRO Canada. Do 1955 roku Miethe zakończył budowę dyskoplanu, prototyp który powstał w 1944 roku w III Rzeszy. Pierwsze próby miały miejsce w Malton a następne w Edwards.

Dr Richard Miethe otrzymał stanowisko lidera zespołu programów rozwoju płyt AVRO Canada, które zaakceptował.

AVRO Canada próbowało przekonać Viktora Schaubergera do dołączenia do Miethe przy produkcji samolotu z dyskiem, ale odmówił i pozostał w Leonstein w Austrii. Rosjanie i Amerykanie zabrali wszystkie jego Repulsy i dokumenty, USA w końcu zmusiły go do podpisania wszystkiego w 1958 roku. Wkrótce potem zmarł.

Richard Miethe w Kanadzie współpracował nad konstrukcją owego AVRO-Car i postarał się o to, że ten latający obiekt pozostał nieudaną konstrukcją. Można o tym myśleć co się chce, dzisiaj jednak sytuacja wygląda inaczej, te dokonane przez wrogów Niemiec zbrodnie zostały przede wszystkim w międzyczasie z powodzeniem usunięte ze świadomości wiekszości beerdowskich obywateli, szczególnie u powojennych pokoleń. Niemieckim teamem badawczym kierował dr Richard Miethe, pracujący w wydziale silników rakietowych BMW w Berlinie. Pierwsze próby nad nowym typem pojazdu miały miejsce w 1944 roku.

Wydawałoby się, że Richard Miethe sam nie był w stanie odtworzyć układu napędowego Schaubergera, więc zamiast tego postanowił zaprojektować kanadyjskie dyski napędzane odrzutowcami w oparciu o konstrukcję soczewkową Henri Coandy. Dr Miethe opuścił AVRO Canada i udał się do USA, gdzie wyprodukował pierwszy amerykański samolot dyskowy inny niż VTOL, który był kiedyś przechowywany w MacDill AB.

Podobnie jak Viktor Schauberger, Rudolf Schriever nigdy nie miał żadnej rzeczywistej kontroli nad swoim projektem. Oboje zginęli, podczas gdy inni uznali to za swoje pomysły i pracę [„Rudolf Schriever Flugkreisel”, Rob Arndt ].

Niemieckie technologie w USA

Zwycięskie mocarstwa nie tylko rywalizowały o posiadanie systemów broni i materiałów badawczych, ale także o przejęcie zaangażowanych naukowców, projektantów i techników, a nawet robotników pracujących przy tajnych projektach. Moralne skrupuły zostały szybko pokonane zarówno przez zachodnich aliantów, jak i Sowietów. Przykładem tego jest kariera SS-Sturmbannführer prof. dr Wernhera von Brauna i inni niemieccy fizycy i badacze rakiet, którzy zostali przywiezieni do USA w ramach kampanii „Spinacz”. „Ojciec” V2 ukoronował swoją powojenną karierę w 1969 roku udanym lądowaniem na księżycu amerykańskich astronautów. Linia rozwojowa prowadzi zatem z Peenemünde i obozu koncentracyjnego Mittelbau-Dora nad udanym rozwojem rakiet dla wyścigu zbrojeń po obu stronach w zimnej wojnie do podróży kosmicznych współczesności.

Inne z niemieckich technologii zaczęli opracowywać Amerykanie, którzy większość naukowców umieścili w ośrodkach na terytorium USA; przykładem jest nawiązujący do niemieckiego Horten Ho 229 typu latające skrzydło braci Horten, amerykański bombowiec strategiczny Northrop B-2 Spirit, zbudowany w układzie latającego skrzydła.

Amerykanie przejęli siedem tuneli aerodynamicznych Völkenrode kolo Braunschweig, które pozwoliły Luftwaffe zbadać, w jaki sposób zmienione skrzydło zachowa się z prędkością, przy której samolot złamie barierę dźwiękową. To miejsce przejścia między Machem 0,8 a 1,2 Macha było nadal nieznane lotnikom amerykańskim. Kiedy płk Putt dowiedział się od dyrektora Völkenrode, Adolfa Busemanna, że bariera dźwięku została już przekroczona przez niemieckich naukowców w tych tunelach wiatrowych, był zdumiony. Placówka miała najlepsze na świecie instrumenty i sprzęt testowy. Obiekt ten został w skrócie nazwany Völkenrode, i działał od dziesięciu lat, czyli od 1935

W ramach „Operacji Lusty” z okresu II wojny światowej Amerykanie pozyskali 86 niemieckich samolotów, i skierowano je do Wright Field na badania, np. myśliwca odrzutowego Messerchmitt 262, a powojenna „Operacja Paperclip” przyciągnęła niemieckich naukowców i techników do Wright Field, jak na przykład dr Richarda Miethe (większość naukowców ostatecznie poszła do pracy w różnych laboratoriach Wright Field). Jeden z odrzutowców Messerschmitt Me 262 został nazwany przez mechaników „Marge”; piloci przemianowali go później na „Lady Jess IV”. „Operacja Lusty” zaowocowała przetrwaniem jedynych istniejących przykładów odrzutowca/bombowca Arado Ar 234 (WkNr.140 312), dwusilnikowego ciężkiego myśliwca Dornier Do 335 (WkNr.240 102) i jedynym łatwym do odtworzenia przykładem w Stany Zjednoczone niemieckiego nocnego myśliwca Heinkel He 219 (WkNr. 290 202), a także jedyny zachowany Junkers Ju 388, model rozpoznawczy Ju 388L-1 z oznaczeniem WkNr.560 049.

Armia USA przejęła również niemieckie rakiety V2, które zostały wykorzystane w USA jako rakiety sondujące do przenoszenia instrumentów naukowych do górnej atmosfery ziemskiej. Założono w 1946 r. Upper Atmosphere panel badawczy, znany również jako V-2 Panel, aby nadzorować eksperymenty przeprowadzone za pomocą rakiet V2 przywiezione do Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej. Eksperymenty polegały na tym, że badano górną atmosferę, promieniowanie słoneczne i astronomię rengenowską, a także technologię rakiet V2. Wystrzelono około 60 rakiet V2.

Dr Richard Miethe, przy pomocy Wernhera von Brauna, w ramach „Operacja Paperclip” wyjechał do USA. Prawdopodobnie przekazał Amerykanom informacje techniczne pojazdu latającego. Stąd już w 1947 r. pojazdy latające pojawiły się nad USA i Meksykiem. Były to testy.

Amerykanie przejęli również dokumentację Riese. Powojenne amerykańskie projekty jądrowe są zadziwiająco podobne do projektu Riese, jak na przykład Camp Century, [13.04.2019. Bartosz Mazurowski, „Warsztaty eksploracyjne Projekt „Riese”. Michałkowa k. Walimia].

Amerykański „Projekt Sign”

Projekt Sign (Projekt Grudge w 1949 r., Projekt Blue Book w marcu 1952 r.) to badania WPAFB T-2 Intelligence dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), które rozpoczęły się w lipcu 1947 r. W 1951 r. Air Technical Intelligence Center (ATIC ) rozpoczął analizę rozbitych sowieckich samolotów z wojny koreańskiej. W marcu 1952 r. ATIC założyło Aerial Phenomena Group w celu zbadania doniesień o obserwacjach UFO, w tym w Waszyngtonie w 1952 r. Do 1969 r. Wydział Technologii Zagranicznej (FTD) i jego poprzednie organizacje zbadały 12 618 zgłoszonych obserwacji: 701 pozostało niewyjaśnione, kiedy Siły Powietrzne zamknęły swoje śledztwo w sprawie UFO, a raport z 1968 r. stwierdził, że „wydaje się, że nie ma powodu przypisywać [niewyjaśnionych obserwacji] źródłu pozaziemskiemu bez znacznie bardziej przekonujących dowodów”. FTD wysłało wszystkie swoje akta spraw do USAF Historical Research Center, które przekazało je w 1976 r. o National Archives and Records Service w Waszyngtonie, który stał się stałym repozytorium dokumentacji projektu Sign / Grudge / Blue Book. W wywiadzie z 1988 roku senator Barry Goldwaterr stwierdził, że poprosił gen. Curtisa LeMaya o dostęp do tajnego pokoju UFO w WPAFB, a zły LeMay powiedział: „Nie tylko nie możesz się w to dostać, ale nigdy nie wspominaj o tym [ „Wright-Patterson Air Force Base” – en.wikipedoa.org ].

„Projekt Sign” („Projekt Znak”) był oficjalnym badaniem rządu USA niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO przeprowadzonym przez Siły Powietrzne USA. Raport końcowy „Projektu Sign”, opublikowany na początku 1949 r., stwierdził, że chociaż niektóre UFO wydają się reprezentować rzeczywiste samoloty, nie ma wystarczających danych, aby ustalić ich pochodzenie. Pomimo wiarygodnych świadków zgłoszono niezadowalające cechy. „Projekt Sign” działał od 1947 do 1949 roku. Część personelu Sign, w tym dyrektor Robert Sneider, faworyzowała hipotezę pozaziemską jako najlepsze wyjaśnienie raportów UFO. Hipoteza ta została ostatecznie odrzucona przez wysokich rangą oficerów, a projekt został rozwiązany. Po tym projekcie pojawił się „Projekt Grudge” po tym, jak doszło do wniosku, że oceny UFO były koniecznością wywiadu wojskowego w powojennym klimacie.

Project Sign został po raz pierwszy ujawniony publicznie w 1956 roku za pośrednictwem książki „The Report on Niezidentyfikowane obiekty latające” autorstwa emerytowanego kapitana sił powietrznych Edwarda J. Ruppelt’a. Pełne pliki dla Sign zostały odtajnione w 1961 r. [„Project Blue Book” – en.wikipedia.org ].

Strefa 51 (ang. Area 51, Dreamland bądź Groom Lake, oficjalna nazwa: Air Force Flight Test Center, Detachment 3) –amerykańska baza wojskowa służąca do testów nowych rozwiązań technicznych, zbudowana w roku 1955. Znajduje się w zachodniej części hrabstwa Lincol na południu stanu Nevada, w Strefie Sił Powietrznych Nallis.

Gdzie są podziemia, które drążyli górnicy z Donbasu i Włoch?

Wiadomo, że prace prowadzono zarówno w samym zamku jak i pod zamkiem, na zboczach wzgórza, na których stoi. Wiadomo też, że wykonywali je więźniowie z KL Fürstenstein pod nadzorem OT, a obóz mieścił się w okolicy dzisiejszego parkingu.

Niewiele natomiast wiadomo o tym, że w dolinie rzeki Pełcznicy istniał drugi obóz Ausenkommando Furstenstein”. Przebywali tam pracownicy i więźniowie OT oraz górnicy z Donbasu, zajmujący się drożeniem tuneli. Co ciekawe, górnicy nie pracowali w znanych podziemiach. Stwierdza to jednoznacznie Żyd o nazwisku Jan Weiss, który tam pracował. Jak mówi, nigdy nie spotkał żadnego z tych górników, słyszał natomiast o istnieniu ich obozu.

Obóz na obrzeżach Pełcznicy był jednym z nielicznych w całym kompleksie Riese, gdzie w początkach 1945 r. dwoje więźniów – Aleksander Friedmann i Mor Neuman – podjęło próbę ucieczki. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Uciekinierów złapano i kilka dni później publicznie powieszono na oczach wszystkich współwięźniów (24 I 1945).

Kolejny obóz istniał w Świebodzicach w okolicach dzisiejszej ulicy Kasztanowej (nieopodal siedziby wodociągów miejskich, naprzeciwko Szkoły Podstawowej nr 4). Był to obóz dla górników włoskich, którzy zatrudnieni byli przy pracach budowlanych nieopodal zamku Książ [Rafał Wietrzyński, „ Świebodzice. Miasto w cieniu swastyki. Wojenne losy Świebodzic 1939-1945”, Świebodzice 2012].

Co ciekawe, górnicy nie pracowali w znanych podziemiach. Stwierdza to jednoznacznie wspomniany w cześć XIX Żyd o nazwisku Jan Weiss, który tam pracował.

Jak mówi, nigdy nie spotkał żadnego z tych górników, słyszał natomiast o istnieniu ich obozu. Gdzie zatem zatrudniano tych kilkuset fachowców, których (jak wszystko na to wskazuje) zlikwidowano pod koniec wojny w nieznanych okolicznościach. Kiedy sprowadzono pana Jana Weissa do podziemi stwierdził, że obok jednego z bocznych korytarzy znajdowało się duże pomieszczenie. Dziś jest tam gruba ściana. Weiss twierdzi ponadto, że kiedy 26 lutego 1945 roku opuszczał podziemia, żaden z chodników nie był obetonowany. Na to samo miejsce wskazał także niejaki Semeniuk – Rumun z OT – który wkrótce po złożeniu zeznań zginął w Świebodzicach w tajemniczych okolicznościach. Mówił, że wielokrotnie przechodził obok pomieszczenia, które obecnie… nie istnieje. Dodał również, że wszystkich Żydów pracujących przy betonowaniu chodników zlikwidowano [Mariusz Aniszewski, Piotr Zagórski, „Podziemny świat Gór Sowich”, Wydawnictwo Technol, 2002”].

Gdzie zatem zatrudniano tych kilkuset fachowców, których (jak wszystko na to wskazuje) zlikwidowano pod koniec wojny w nieznanych okolicznościach.

Podziemia nieznane

2. Góra Czeska z oddali. [Foto: Stanisław Bulza]
3. Góra Czeska od szamba. [Foto: Stanisław Bulza]

Według nielicznych świadków, którzy jako więźniowie pracowali na terenie Książa i przeżyli wojenną zawieruchę, dzisiejsze podziemia to tylko część znanych im pomieszczeń. Świadkowie wspominają o większej ilości hal i innym ukształtowaniem obiektu. Przeprowadzone były z ich udziałem wizje lokalne na terenie podziemi, jednakże z uwagi na umiejscowienie tam stacji sejsmograficznej, prowadzenie jakichkolwiek praz inwazyjnych, pozwalających na wyjaśnienie wątpliwości i rozwiązanie tajemnicy jest niemożliwe (Mapa Cery „Książ i okolice”) (poniżej).

4. Wycinek mapy Świebodzic z 1931 r. Czarna linia pokazuje opisany języczek Góry Wilk 330 m n.p.m. Na tej mapie grzbiet języczka w zasadzie jest wąski i równy.

Mieczysław Mołdawa w filmie „Książ” mówi, że były dwa szyby, drugi ma znajdować się w odległości około 300 m skośnie od szybu głównego pod zamkiem Książ. Szyb ten został zakorkowany i z wierzchu zasypany ziemią. Trudno go rozpoznać.

5. Wycinek mapa Cery. Książ i okolice. Czeska Góra 366,2 m n.p.m. Podstawa góry o długości ponad 100 m dochodzi aż do rzeki Pełcznicy.

Śp. Stanisław Michalik w artykule „Zacznijmy od Wilka” pisał o kolejnym szybie:

„Jadąc samochodem do Książa bocznym odgałęzieniem głównej drogi z Wałbrzycha do Świebodzic, w pobliżu hipodromu, po prawej stronie dostrzegamy bez trudu rozległe zbocza Wilka. Nie budzą one szczególnego zainteresowania i takimi pozostawałyby nadal, gdyby nie te właśnie intrygujące pozostałości z czasów wojennych. Komu zależało i dlaczego, by wydrążyć tu, w miejscu odludnym, głęboki szyb wentylacyjny? Jaką funkcję miały do spełnienia postawione obok betonowe obiekty? Co się kryje na dnie tego właśnie szybu wentylacyjnego?” [„Zacznijmy od Wilka”, Stanisław Michalik, 22 września 2015.].

Na mapie Cery „Książ i okolice” jest zaznaczona linia kolejki wąskotorowej, która od zamku Książ prowadziła drogą w dół do Pełcznicy, niżej przechodziła obok obozu Ausenkommando Furstenstein, i dalej nad rzeką Pełcznicą, prowadziła północnym zboczem Góry Wilk, i wychodziła  po drugiej stronie góry, nieopodal Domku Myśliwskiego. Jaką rolę linia kolejki miała spełniać?

Właśnie po stronie północnej Góry Wilk znajdują się dwa zawalone wyrobiska górnicze, oddalone od siebie kilkadziesiąt metrów, ukierunkowane na zamek. Nawet poziom jest podobny. Nad większym wyrobiskiem na zboczu znajduje się zawalony szyb. Wyrobiska znajdują się przy dość rozległym placu. Obok mniejszego wyrobiska, po prawej stronie, na zboczu góry znajduje się hałda z urobku.

Na mapie Cery „Książ i okolice” jest naniesiona Czeska Góra (niem. Bohmios Berg) o wysokości 366,2 m n.p.m. Nazwa zapewne nadana po wojnie od „obozu czeskiego” przy Klimatorze. Więźniami lub dobrowolnymi robotnikami byli głównie obywatele czescy (stąd w literaturze przedmiotu można czasem zetknąć się z pojęciem „obóz czeski” na terenie Pełcznicy, dzielnicy Świebodzic). Zapewne nazwa wzgórza została nadana po wojnie. Na mapie Świebodzice z 1931 r. wzgórze miało 330 m i w zasadzie było takim wysuniętym języczkiem Góry Wilk. W kierunku rzeki Pełcznica po lewej stronie na tej mapie jest zaznaczona WHS, karczma lub Stara Szwajcarka (Alte Schweizerei), a w prawo skos zbiornik ze ściekami (szambo). Obecne wzgórze ma podstawę zbliżoną do kwadratu o bokach ponad 100 m, i podchodzi aż do rzeki Pełcznicy. Wysokość w stosunku do mapy z 1931 r. wzgórza wzrosła o 36,2 m. Prawdopodobnie z małego wzgórza zrobiono hałdę urobku z drążonych chodników i komór.

Obok wyrobisk nie ma żadnych śladów prowadzenia w tym miejscu działalności górniczej: brak fundamentów pod kompresory i innych urządzeń, brak fundamentów pod magazyny, itp. Natomiast, co ciekawe, wyrobiska są położone w niedalekiej odległości od obozu Ausenkommando Furstenstein przy Pełcznicy, gdzie przebywali między innymi górnicy z Donbasu. Jan Weiss mówił, „nigdy nie spotkał żadnego z tych górników, słyszał natomiast o istnieniu ich obozu”. Z tej wypowiedzi można wnioskować, że ci górnicy nie pracowali w znanych sztolniach. Czy te wyrobiska są częścią chodników pod zamkiem, gdzie obok jednego z bocznych korytarzy znajdowało się duże pomieszczenie. Dziś jest tam gruba ściana (Jan Weiss). Czy ta gruba betonowa ściana dzieli Kompleks Książ na dwie części? Znaną i nieznaną. O tej obecnie nieznanej Ludwik P. w liście pisał: „Hale, w których stoją „pojazdy” są bardzo wysokie – 3 lub 4 kondygnacje. Stropy specjalnie konstruowane, wyliczone, aby nie groziły zawaleniem do których dostęp zabezpieczono płytami pancernymi”.

Już najwyższy czas odnaleźć nieznaną część Kompleksu Książ, gdyż część Góry Wilk pod zamkiem osiada, prawdopodobnie z przyczyny prowadzonej pod górą działalności górniczej przez Niemców w czasie II wojny światowej. To te podziemia mogą stanowić zagrożenie dla zamku.

Część Góry Wilk pod zamkiem osiada

Autor artykułu „Tajemnice Dolnego Śląska – Zamek Książ” (brak nazwiska) cytuje informację otrzymaną od J.B. Pisze: Muszę jeszcze wspomnieć o informacji, która do mnie dotarła (informacja otrzymana od J.B), cytuję ją jedynie z drobnymi korektami:

„Gdzieś chyba na początku lat 80-tych wykonywałem z kolegą zlecenie polegające na dokumentowaniu odkształceń w murach obiektów towarzyszących zamkowi – od strony skarpy nad doliną Pełcznicy. Zastanowiło mnie wówczas, że największe chyba uszkodzenia murów występowały nie w części zewnętrznej (nad stromym zboczem doliny) – a właśnie w partiach dalej położonych. Świadczyło to o procesach nierównomiernego osiadania podłoża – raczej w pionie, aniżeli w kierunku doliny. Nawet w ogólności nie znam historii poszczególnych obiektów zamkowych. Nie wiem zatem, czy tu wspominane są z okresu późniejszego, czy wcześniejszego. Generalnie mury tego rodzaju, pełniące funkcje oporowe, w górach posadawia się w miarę możności na skale litej. W przeciwnym bowiem razie w krótkim czasie po ich wybudowaniu powinny ulec uszkodzeniom. A Niemcy budowali wyjątkowo solidnie i fuszerki w tym przypadku raczej bym nie podejrzewał. Zatem wniosek z tego, że najprawdopodobniej osiada część góry zamkowej w obrębie głębszych fragmentów skały litej, a nie osadów przypowierzchniowych. Liczne uszkodzenia w obrębie murów zamku Książ już od lat były zmartwieniem zarządzających nim. Wynika z tego, że nierównomierne osiadanie dotyczy większego obszaru, niż wówczas przez nas dokumentowany….” [ „Tajemnice Dolnego Śląska – Zamek Książ” ].

6. Zamek Książ. archiwalne zdjęcia. [Foto: wyborcza.pl]

3 kwietnia 2018 r. Agnieszka Dobkiewicz w „Gazecie Wyborczej” zamieściła artykuł i zdjęcia z uszkodzonymi murami zamku Książ pt. „Zamek Książ w stanie upadku”.

Autorka w artykule między innymi napisała: „W 1989 r. na zlecenie spółki zarządzającej obiektem AGH z Krakowa wykonała dokumentację techniczną. Naukowcy kompleksowo ocenili stan techniczny całości murów okalających Zamek Książ oraz zbiorników wodnych. Przygotowano też projekt techniczny pod przyszłe remonty. Z szacunków wyszło, że potrzeba na ich realizację ok. 280 milionów złotych. Z archiwalnych dokumentów wynika, że XIX-wieczny mur oporowy, leżący wzdłuż Oślej Drogi, był w bardzo złym stanie. Ratowanie konstrukcji polegało na wprowadzeniu w specjalnie nawiercone otwory cementu.

„Gazeta Wyborcza” opublikowała też zdjęcia pochodzące z Archiwum Państwowego we Wrocławiu: „Niepublikowane do tej pory zdjęcia pokazujemy dzięki uprzejmości Archiwum Państwowego we Wrocławiu. Są z okresu zmian właścicielskich w Zamku Książ, gdy zlikwidowane zostało zarządzające nim przedsiębiorstwo państwowe, a właścicielem (w 1991 r.) stawało się miasto Wałbrzych” [„Zamek Książ w stanie upadku [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]”, 3.04.2018.].

Grupa młodych Niemców w podziemiach Zamku Książ

7. Grupa Niemców z Team Delta w podziemiach zamku. [Foto: Grupa Delta]

W 1971 r. Zamek Książ przejął Powiatowy Ośrodek Sportu, Turystyki i Wypoczynku w Wałbrzychu. Prowadzono prace porządkowe i renowacyjne na tarasach, w budynku bramnym powstała kawiarnia, oficyny i budynki gospodarcze podzamcza przekształcono w hotele, plastycy z Gdańska przystosowywali komnaty zamkowe do zwiedzania. Wówczas w podziemiach zamku Książ powstał Instytut Geofizyki PAN (30.09.1971). Podziemia do 2018 r. były niedostępne. Wejście znajduje się z drugiej strony zamku, od strony Pełcznicy. Kierownikiem jest Leopold Stempowski, wnuk stajennego Hochbergów.

8. Grupa Niemców z Team Delta w podziemiach zamku. [Foto: Grupa Delta]
9. Grupa Niemców z Team Delta w podziemiach zamku. [Foto: Grupa Delta]

Do tej pory podziemia zamku był dostępne dla turystów w bardzo ograniczonym zakresie, ponieważ znajduje się tam siedziba obserwatorium geofizycznego PAN. Odbywa się tam m.in. rejestracja i interpretacja wstrząsów sejsmicznych. Dyrektor ds. technicznych Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk Krzysztof Otto podkreślił, że dla naukowców podziemia Zamku Książ to miejsce unikatowe. „Nie ma w Polsce drugiego takiego miejsca, gdzie można ustawić urządzenia na litej skale. Przez wiele lat nie tyle broniliśmy dostępu do tych tuneli, co chcieliśmy uchronić aparaturę pomiarową przed zakłóceniami. Teraz przeniesiemy aparaturę w inne miejsca w podziemiach i odpowiednio ją zabezpieczymy” – zapowiedział Otto. [„Tunele pod Zamkiem Książ będą dostępne dla turystów”, dzieje.pl, 14.07.2016. ].

10. Grupa Niemców z Team Delta w podziemiach zamku. [Foto: Grupa Delta]
11. Grupa Niemców z Team Delta w podziemiach zamku. [Foto: Grupa Delta]

Drugie drzwi wejściowe do podziemi są poprzedzone kratą, nad którą umieszczono czerwoną tablicę „OBCYM WSTĘP SUROWO WZBRONIONY”. Wstęp był zabroniony Polakom, ale nie Niemcom.

W 2011 r. w Internecie na stronach niemieckiej grupy Team Delta znalazłem zdjęcia przedstawiające grupę młodych Niemców wchodzących w nocy przez wejście Instytutu Geofizycznego PAN do podziemi. Na zdjęciach twarze mają przykryte czarnym prostokątem. Dlaczego bali się ujawnić twarze? Kto ich wpuścił? Co wywieźli? Tego już nigdy się nie dowiemy. Zdjęcia znalazłem na stronie niemieckiej w 2011 r., ale wykonane zostały w 2002 r.

Zdjęcia znajdują się na stronie grupy Team Delta.

Miałem zdjęcia, ale zaginął mi link do nich. Za powyższy link serdecznie dziękuję Koledze Tomkowi.

Rolf Engel

O polowaniu na niemieckich uczonych przez Amerykanów i Brytyjczyków w ramach Operacji Epsilon, Operacji Paperclip” („spinacz”), i innych, pisałem w części X. W tej części o uczonych niemieckich przejętych przez Francję.

Kiedy armie alianckie zacieśniły kontrolę nad Trzecią Rzeszą, oddziały 1. Armii Francuskiej generała de Lattre wkraczają na południowe Niemcy. Wśród jednostek rozpoznawczych, które je poprzedzają, są członkowie „sekcji T”. Ci eksperci wywiadu technicznego są odpowiedzialni za identyfikację niemieckich instalacji wojskowych i naukowych. Jeśli to możliwe przed innymi zwycięzcami.

W latach 1945–1950 władze francuskie „zatrudniły” ponad 1000 niemieckich naukowców, w tym niektórych nazistów, którzy mieli bardzo tajny wkład w odbudowę przemysłu wojskowego i lotniczego w kraju. L’Express ujawnia ten niesamowity epos. Nazwiska tych liderów są nieznane ogółowi społeczeństwa: Jauernick, Müller, Bringer, Habermann dla rakiet (LRBA i SEP); Oestrich dla silników odrzutowych Snecma; Sänger dla pojazdów specjalnych w arsenale Châtillon (obecnie Aerospatiale); Schardin i Schall za materiały wybuchowe w Saint-Louis Institute (Ministerstwo Obrony). Do tych liderów należy dodać wkład doświadczonych niemieckich naukowców pracujących w zespołach rozmieszczonych w całym kraju – w dziedzinie śmigłowców, łodzi podwodnych, torped, radarów, silników czołgów, pociski, powietrzne tunele aerodynamiczne.

Rolf Engel (1912-1993) był jednym z nich, wcześniej był zaangażowany w rozwój rakiet w Republice Weimarskiej. Wraz z von Braunem i innymi pionierami rakiet opracował podstawy technologii rakietowej na lotnisku rakietowym założonym przez Rudolfa Nebla w Berlinie-Reinickendorf w 1930 r. Następnie pracował dla inżyniera rakietowego Johannesa Winklera, który opracował pierwszą europejską rakietę płynną i uruchomił ją w Dessau-Großkühnau w lutym 1931 r. W grudniu 1932 r. Wraz z H. Springerem i przy udziale Hugo Junkersa założył instytut badań rakiet w Dessau, który jednak musiał zaprzestać działalności w sierpniu 1933 r. Z powodu braku możliwości finansowych. W latach 1930–1932 był członkiem Stowarzyszenia Statków Kosmicznych (VfR). Niektórzy członkowie VfR zwrócili się do Armii Czerwonej w ramach niemiecko-sowieckiej współpracy wojskowej. Rolf Engel zaproponował sprowadzenie zespołu twórców rakiet do Związku Radzieckiego.

Wstąpił do SS i został SS Hauptsturmführer. Jako członek SD stacjonował w Strasburgu podczas II wojny światowej.

Następnie został przeniesiony do Instytutu Badawczego Armii Peenemünde. Engel kierował ośrodkiem badań rakietowych SS do napędu odrzutowego w Großendorf koło Gdańska. Był członkiem Rady Badań Rzeszy.

W 1945 roku został zabrany z obozu jenieckiego przez francuski urząd okupacyjny do Laboratoire de recherches balistiques et aéro-dynamiques, centrum rozwoju pocisków balistycznych pod Paryżem, gdzie według Gerharda Baucha (1962 Kair) był zaangażowany w rozwój pocisku Gabriel.

Z jednej strony: był między innymi odpowiedzialny za sprawdzenie, który projekt zasługiwał na wysiłek pracowników i alokację materiałów – szczególnie ważne w latach 1944-1945; z drugiej strony, kierował specjalnym biurem U-13 „Operacja Uran”. W obu tych funkcjach miał także do czynienia z najbardziej tajnymi wydarzeniami – w tym „UFO”.

Pierwszą niezwykłą rzeczą tego rodzaju była uwaga, że budowniczowie „latających spodków” nie byli traktowani poważnie przez większość innych techników i że przychodzili oni tylko od czasu do czasu, szczególnie jeśli chodzi o dodatkowe zadania materiałowe. Nie ujawniono, skąd pochodzą ci ludzie, przynajmniej ich głównym miejscem pracy nie był Peenemünde.

Ci w Peenemünde, którzy znali co najwyżej niejasno wspomnianych ludzi, nauczyli się przynajmniej tyle, że pracowali nad napędami tachyon (tego terminu używał Rolf Engel). Dlatego sporadyczni goście byli wyśmiewani przez swoich kolegów jako „jasnowidzów”. Może to być również spowodowane gniewem i szczerym brakiem zrozumienia, że „jasnowidzom” za każdym razem przydzielano pożądane zadania materialne, za zgodą generała Dornberga! Już sam ten fakt może zwrócić uwagę.

Na przykład żartował, że zbudował SS 20 – jeden z najniebezpieczniejszych ówczesnych pocisków radzieckich – który nie stanowiłby najmniejszego problemu, stałby się również bardzo szybko. I o tym nie tylko mówiono, z pewnością byłoby to możliwe, z MBB przez cały czas. Ale Rolf Engel we Francji musiał milczeć. Nikt nie powinien wiedzieć, kto był odpowiedzialny za sukces rakiety Europa i Ariane.

Rolf Engel, były „Peenemünder”, pracował we Francji do 1976 r. – nie do końca dobrowolnie – i to on zbudował tam technologię rakietową, bez której osiągnięć nic z tego, co jest obecnie europejską rakietą Ariane, nie byłoby możliwe.

Rolf Engel podczas krótkiego pobytu w Niemczech został zatrudniony na czele egipskiego programu rakietowego w latach 50. XX wieku.

Otto Skorzeny, komandos Hitlera, pracował jako doradca armii egipskiej, i pracował także dla izraelskiego „Mossadu”.

W 1962 r. został rozpoznany przez dwóch agentów „Mossadu”, którzy podeszli do niego i jego żony Ilse von Finckenstein, siostrzenicy Hjalmara Schachta (poniżej) w hiszpańskim barze. Rozpoznając ich jako agentów izraelskich, Skorzeny zaprosił ich do swojego domu. Jednak agenci stwierdzili, że chociaż byli agentami „Mossadu”, postanowili go zrekrutować, ponieważ Izrael chciał zatrzymać program rakietowy Egiptu. Skorzeny zgodził się pod warunkiem, że „Mossad” powinien usunąć jego nazwisko z izraelskiej listy nazistów.

„Mossad” nie przekonał łowcy „nazistów” Wiesenthala do usunięcia jego nazwiska z listy poszukiwanych nazistów. Pokazali jednak fałszywe papiery Skorzenyemu, a on się zgodził. Zamordował Heinza Kruga, jednego z głównych „nazistowskich” naukowców (w czasie wojny był członkiem zespołu niemieckich naukowców, którzy stworzyli pociski balistyczne V1 i V2), który odegrał rolę w egipskim projekcie rakietowym. Skorzeny wysłał również pocztą bombę w paczce, która zabiła pięciu Egipcjan w miejscu pracy naukowców. Po tych incydentach reszta niemieckich naukowców opuściła projekt. Powód, dla którego Skorzeny zgodził się pracować dla Izraela, nie jest jasny [„Otto Skorzeny. Biography”, The Famous People, 18.01.2019.].

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: Zamek Książ. Fot. Stanisław Bulza.

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

2020.04.30.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza