Benesz


Spośród wszystkich politycznych idei fixe, jakim hołdy oddawali politycy polscy, idea unii polsko-czechosłowackiej była chyba najgłupsza i najmniej rokująca. Nie powstrzymywało to jednak ludzi bliskich Władysławowi Sikorskiemu przed ględzeniem o bratnich narodach, które sama natura pcha ku połączeniu się w jedną całość. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale to Polacy zwykle łapią się na takie plewy, a nie Czesi. Oni tylko z ochotą kolportują te idee i ciągną z tego korzyści. Robią to także po to, by wprowadzić Polaków w pułapkę i zyskać lepszą pozycję negocjacyjną wobec mocarstw.

Najpierw może krótki zarys stosunków polsko-czeskich, naznaczonych brutalnym fałszem od samego początku i dziwną nadzieją, że jak dwa narody mówią podobnym językiem, to muszą się porozumieć. To jest głupota, albowiem do porozumień, nie jest potrzebny język, ale wspólne tematy do rozmów i sprzyjające okoliczności, które omawiać można w dowolnym języku, a w ostateczności na migi.

No, ale nie mówmy może o kwestiach naprawdę przykrych, takich jak wykastrowanie Mieszka II, bo w końcu było to dawno i mało kto o tym pamięta. Przypomnijmy, szeroko omówioną w III tomie Baśni polskiej, sprawę porozumienia Jana Zamoyskiego z Wilhelmem z Rożemberka. Rzecz dotyczyła połączenia korony polskiej z koroną świętego Wacława i wykolegowania z tego mariażu Habsburgów. Pomysł był śmiały i moment dobry, bo Rzeczpospolita dysponowała stosowną siłą na jego realizację.

Wilhelm jednak nie zgodził się, a jego rola jako pretendenta do tronu polskiego jest dziś określana wyrazem „dwuznaczna”. A to znaczy, że są poszlaki wskazujące na to, iż był kandydatem wysuniętym przez dwór cesarski, mającym wybadać nastroje szlachty. Do porozumienia polsko-czeskiego nie doszło, ale złudzenia na temat płynących z niego korzyści zaczęły robić wielką karierę, której ukoronowaniem był kontredans między Sikorskim a Beneszem i ich akolitami w Londynie, na emigracji w latach czterdziestych.

Co jest w tym wszystkim najdziwniejsze to Czesi stawiali warunki. Ja nie mogę się nadziwić naiwnej wierze, takiego choćby Edwarda Raczyńskiego, który w swoich wspomnieniach zatytułowanych „W sojuszniczym Londynie”, pisze, że warunkiem podjęcia negocjacji o tak zwanej unii naddunajskiej, było całkowite zrzeczenie się przez Polaków pretensji do Kresów. Polakom miałby tak bardzo zależeć na nigdy nie istniejącej w historii unii z Czechami, a w zasadzie z Czechosłowacją, bo unia naddunajska nie może być połączeniem dwóch państw, przez które Dunaj nie przepływa, że na samym wstępie mieliby przekreślić całe swoje nowożytne dzieje i cały swój dorobek polityczny i kulturalny. W imię czego?

Pisałem już o tym, ale jeszcze przypomnę – unia polsko czechosłowacka była efemerycznym projektem, mającym przygotować Polaków na utratę terenów wschodnich. Politycy polscy, trudno orzec jak głęboko zinfiltrowani przez sowietów, Brytyjczyków, przez zwykłych oszustów wreszcie, mieli się ekscytować tą unią do momentu, kiedy stałoby się jasne, że Stalin nie zamierza jednak dawać forów Hitlerowi i będzie parł nadal na zachód aż do ostatecznego zwycięstwa. To zaś przypieczętuje zagarnięcie Europy wschodniej. Innego sensu projekt ten nie miał, a wszystkie wahania i hamletyzacje Czechów służyły tylko temu, by Polaków zmylić.

O jakże zawiedziony jest wyprawą Benesza do USA Edward Raczyński, o jakże nie potrafi zrozumieć, że został jednak oszukany. A ileż przy tym uprzejmości wymieniono. Amerykanie obiecali Beneszowi, że los Polski, Węgier, Rumunii, będzie może przesądzony, ale z Czechosłowacją sprawa może być inna. Na ile Benesz w to uwierzył, nie wiem. Może nie uwierzył i dlatego poleciał do Moskwy, żeby dowiedzieć się jakie instrukcje wobec niego mają towarzysze radzieccy. Jedno jest pewne – jego intencje wobec Polski nigdy nie były szczere.

Ciekawe jest, że kiedy anulowano postanowienia traktatu monachijskiego likwidujące granice Czechosłowacji i podporządkowujące ten kraj Niemcom, granica „polskiej okupacji” dokonanej w roku 1938 pozostała niezmieniona i Benesz nawet nie pisnął. Londyn nie zmienił tej granicy i Czesi się na to zgodzili, zapewne rozumiejąc, że zmienią ją na ich korzyść sowieci. Być może był to jeden z problemów omawianych przez Benesza w Moskwie.

Kiedy więc dziś słyszymy, jak pan Putin mówi iż Polska dokonała rozbioru Czechosłowacji na spółkę z Hitlerem, to wiemy, że używa on argumentów spoza praktyki i tradycji politycznej. Mają one, póki w grę nie wchodzi akcja bezpośrednia dla udowodnienia swoich racji, charakter wodewilowy. I tylko zidioceniu mediów zawdzięczamy to, że podnosi się je i omawia z minami bardzo poważnymi.

Edward Benesz miał opinię liska chytruska i nawet tak wyglądał. Czy mu to w czymś pomogło? Trudno orzec, bo po otrzymaniu przez sowietów różnych gwarancji i złożeniu urzędu prezydenta zmarł.

Podobnie jak syn Masaryka, który nie miał tego szczęścia i nie umierał w łóżku, ale wypadł oknem, które, wylatując wprost na podwórze kamienicy, zamknął za sobą.

Sowieci czyścili przedpole i przygotowywali grunt pod nową Europę. Jasne było i jest nadal, że czynili to w porozumieniu z aliantami zachodnimi, których los Benesza i Czechosłowacji obchodził o tyle, o ile.

Złudzenia, którymi karmili się politycy czescy wyglądały co prawda bardzo apetycznie i ciekawie, ale okazały się większą trucizną niż złudzenia polityków polskich. Ci bowiem nie mieli od samego początku wątpliwości co do losu kraju, i żaden z nich, poza Mikołajczykiem, nie wpadł na pomysł, by wracać i tu wchodzić w jakieś dogowory z czerwonymi.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Benesz został otruty. Miał 64 lata i niełatwe życie za sobą. Był bardzo zapracowanym człowiekiem, poddanym wielkim przecież stresom. Jedno jest pewne – na łożu śmierci poprosił o katolicką spowiedź i komunię. Absolucji udzielono mu warunkowo, albowiem kardynał Josef Beran, którego o to poprosił przybył za późno. Prezydent Edward Benesz był już w agonii, stracił wcześniej przytomność.

Unia polsko-czechosłowacka, co chciałbym podkreślić, nigdy nie mogła i nadal nie może wejść w życie, choć Polacy już dawno wyrzekli się Kresów. To jest projekt oszukany, którego istotnym celem jest przejęcie Śląska przez Pragę. I na to musimy przede wszystkim zwracać uwagę, jeśli kiedykolwiek ktoś do pomysłów takiej unii powróci.

Napisałem ten tekst po to, by przypomnieć wszystkim, że zostało już bardzo niewiele egzemplarzy czeskiego nawigatora i III tomu Baśni jak niedźwiedź. Tomu najbardziej chyba niezwykłego, albowiem rozpoczyna się on w Pradze właśnie, a kończy hen, na północnowschodnich kresach I Rzeczpospolitej. Jeśli ktoś nie rozumie w jaki sposób można połączyć sprawy tak odległe, niech sobie najpierw przypomni Wilhelma z Rożemberka, a także jego związki z Italią i rodziną Orsini, a potem prezydenta republiki Edwarda Benesza.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  5 maja 2020 r.

Ilustracja tytułowa: Dr Edward Benesz, prezydent Czech [ fot. livingprague.com ].

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Podkolorowanie wybranych akapitów – wg/pco

*

, 2020.05.10.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski