O kreowaniu polityków w Polsce


Przypomniałem sobie ostatnio prezydenta Mitteranda. Starego łobuza, który miał tyle za pazurami, że hej i zacząłem się zastanawiać dlaczego do niedawna w sumie, bo cóż to jest te trzydzieści parę lat, można było kreować takich polityków jak on, a dziś to już nie wchodzi w grę. Pan Mitterand, kiedy umarł, stał się symbolem na tyle wyrazistym, że wielu wspomina go z łezką w oku do dziś, a Francuzi wręcz uznali, że był on największym prezydentem w dziejach republiki. Ja z całej jego prezydentury zapamiętałem jedno – taki zarys sylwetki, w kapeluszu, płaszczu, z charakterystycznym szalikiem, zawiązanym w węzeł pod szyją. Grafika ta nawiązywała wprost do podobnej, która była eksploatowana wcześniej i wyobrażała zarys sylwetki Napoleona Bonaparte, w bicornie, z ręką wsuniętą pomiędzy rozpięte guziki munduru. Zrobiono to oczywiście specjalnie, żeby pokazać wielkość Mitteranda i wyznaczyć kierunek skojarzeń, za jakimi ludzie mają podążać myśląc o nim i jego misji. Dziś nic już z tego nie zostało, bo urząd prezydenta republiki to po prostu seria kompromitacji, która doprowadzi albo do podzielenia Francji, albo do zdefasonowania całej idei państwa niepodległego.

Kiedy przestałem myśleć o Mitterandzie, zacząłem zastanawiać się dlaczego politycy w Polsce są kreowani w tak nędzny i beznadziejny sposób? Dlaczego ludzie ci są tak boleśnie nieprawdziwi i tak mało przekonujący? Koncepcję mam taką – struktura, która stoi za każdą taką kreacją, nieważne, wojskowa czy cywilna, jest wewnętrznie skonfliktowana i pozbawiona energii. Mam na myśli energię służącą do realizacji celów doktrynalnych. Nie ma jej, albowiem celem jest tylko wykreowanie polityka, a reszta ma się zrobić sama.

To zaś wiąże się z zaakceptowaniem pewnych ograniczeń. Jasne jest, że nie można stworzyć polityka z niczego. Nie można ulepić go, pardon, z gówna i trocin, choć wielu się taka technologia marzy i pewnie można by ją było nawet opatentować. Trzeba wziąć żywego człowieka, który wcześniej też podlegał jakiejś obróbce i jakoś go tak ugrdulić, żeby wyglądał jak polityk. No, a jeśli zabiera się za to zhierarchizowana struktura, bez jasno wytyczonego celu, to sprawy muszą wyglądać tak.

– Gówno się znasz Heniek, on nie może tak wyglądać. Jest za mało wyrazisty. Pokażesz go, to powiedzą, że facet nie zna życia i nie wie nawet jak babę wymacać…

– To co mam mu ku…wa kutasa dorysować? Wąsy i broda nie wystarczą?!

– Wiesz, Czesiu, że to nie jest zły pomysł… Pchnijcie jakiegoś kota do seks szopu, niech kupi kawałek sylikonu. Tylko nie za mały.

– Tak jest!

– I niech nie zapomni o fakturze, nie będziemy marnować pieniędzy bez sensu.

– Nie boisz się Heniu, że za grubo będzie?

– Tam, za grubo, ludzie uwielbiają takie rzeczy, a powodzenie zależy od chwilowych nastrojów, tych no….społecznych….

I w ten sposób powstał Palikot. Jego kariera okazała się jednak efemeryczna, choć dobrze rokowała. Stało się tak po części z przyczyn, które wskazałem wyżej, a także dlatego, że ludzie dorastają i każde pokolenie z czasem traci zainteresowanie dla zachowań ekscentrycznych. Poza tym próba zestawienia filozofii, jaką rzekomo Palikot skończył z dildo wcale się nie przyjęła.

Doświadczenie to niczego nie nauczyło ludzi zajmujących się kreowaniem polityków w Polsce. To znaczy nie nauczyło o tyle, że oni dowiedzieli się czego nie wolno robić, ale jeśli idzie o jakiś plan, z którego wyłonić ma się coś poza kolejną pacynką naciągniętą na dłoń pozbawionego trzech palców drwala, to sprawy stoją w miejscu. Wiedzą, że nie można dorysowywać kutasa. Tyle. Poza tą granicą ciągle panują egipskie ciemności.

– Ale jesteś pewien Heniu, że on się tak zachowuje naprawdę? Nie udaje, nie ściemnia…?

– No, kur…a, ile mogę ci powtarzać. On taki po prostu jest.

– Dobra. Niech będzie. I to ludzi bierze?

– Mamy 300 troli w sieci, którzy robią popularność i piszą o jego wrażliwości.

– O czym?

– O wrażliwości, do kurwy nędzy, przecież mówię wyraźnie!

– Co się ciskasz, niedosłyszałem, mam bezpłatny aparat z ubezpieczalni…może też chcesz…?

– Odpieprz się, dobra, patrz lepiej, co dziś wymyśli.

– To nie daliście mu dokładnych instrukcji? No weź Heniek….

– Z instrukcjami skończyliśmy przy Palikocie, teraz jest inny trend

– Co inne?

– Gówno! Siadaj i słuchaj.

Na ekranie ukazała się twarz kandydata, który mimo lat wyglądał ciągle młodzieńczo. Tylko włosy miał tak dziwnie przystrzyżone, że wydawało się iż ktoś wcisnął mu na głowę za małą czapkę z foczego futra.

Najpierw jego oczy rozbłysły dziwnym blaskiem. Niczym oczy zabawki Furby popularnej wśród dzieci przed kilku laty. Potem na twarzy kandydata pojawił się bardzo ekspresyjny grymas, a na koniec w jego oczach stanęły łzy. Nie powiedział jeszcze ani słowa.

– Dobry jest, co nie? – Heniek nawet nie spojrzał na Cześka. Ten jednak choć głuchawy i niższy stopniem, poczuł się nagle pewniej niż zwierzchnik.

– Ja pierd….ę – pomyślał – ten Heniek, jak coś wymyśli….

Chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie kandydat rozbeczał się jak dziecko, a potem wytarł twarz jakimiś papierami. Druk był słabej jakości, bo Heniek znów oszczędzał na ksero i kupił podrobiony toner.

– To konstytucja! – wrzasnął do widzów, a Heniek z Cześkiem aż odskoczyli od monitora – konstytucja na którą plujecie!!!

– Ale on…Heniek…ale jemu się ta farba do gęby przylepiła i wygląda teraz jak dalmatyńczyk. Taki pies w kropki…

Twarz Heńka stężała

– Wiem, kur…wa co to jest dalmatyńczyk! Nie tłumacz mi! Gdzie telefon! Dzwoń mi zaraz do tego pie….olonego majora, co nowe kserówki zamawiał!

Czesiek nic nie mówiąc podał Heńkowi telefon

– Sam se dzwoń. Ja umywam ręce. Nie będę popierał psa dalmatyńczyka.

I tak powstał Hołownia. Dziwić się należy tylko, że są jeszcze duchowni, którzy mają w związku z nim jakieś złudzenia.

Proszę Państwa, wskutek opisanych tu błędów i nieporozumień, mamy do czynienia ze zjawiskiem szalenie niebezpiecznym. Kreatorzy polityków działający na skalę większą niż opisani tu menedżerowie, myślą, że wyczyny tych lokalnych mają cokolwiek wspólnego z jakąś analizą, jeśli nie sytuacji, to przynajmniej nastrojów w narodzie. Tymczasem tak nie jest. One nie mają bowiem związku z niczym. Może tylko ze znanym w niektórych koszarach powiedzeniem – każdy ch…uj na swój strój. I tyle. Tak więc, jeśli czegoś nie zrobimy, nie wykażemy się jakąś aktywnością, może się okazać, że w następnych wyborach wystartuje nie tylko dalmatyńczyk, nie tylko małpka kapucynka, ale wręcz czarny królik. Nie wiem tylko czy rząd da nam szansę, byśmy mogli wyrazić swoją opinię, albowiem to co się dzieje wokół wyborów wygląda jak próba regulowania odbiornika telewizyjnego Topaz za pomocą pilota Samsung. No, ale może to tylko mnie się tak zdaje i tak naprawdę, wszystko jest w najlepszym porządku.

Zapytacie – a co dziś będziesz reklamował bracie? Jaką książkę?

Proszę bardzo – o taką.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  6 maja 2020 r.

Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski. Fot. Inter.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.05.12.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski