Pogranicze


Po deszczowej sobocie pojawiła się prognoza na słoneczna pierwsza polowe niedzieli. Ma być ciepło, bezwietrznie do wczesnego popołudnia. Po 15-stej pochmurnie i deszczowo. To są warunki, które kocham bo ja jestem cloud catcher – łowcą chmur. Dla mnie piękna pogoda jest z chmurami będącymi piękną forma wzbogacenia krajobrazu. Mieszkałem w części Kalifornii gdzie od marca do października nie pojawiały się żadne. Brakowało mi tego urozmaicenia i tęskniłem za niebem źródłem wody i życia.

Niedzielnym kierunkiem był Międzybórz, małe miasteczko w drodze do Ostrowa Wielkopolskiego. Przez stulecia był otoczony trudnymi do przebrnięcia lasami. „Miedzy borami” – takie imię nadała mu polska ludność we wczesnym średniowieczu. Polacy za czasów niemieckich przed rokiem 1939 stanowili spory procent mieszkańców.

Międzybórz położony w zachodniej części Rzeczpospolitej był ostatnim bastionem polskiej reformacji. Protestantyzm był tutaj bardzo żywy i miasteczko było przez stulecia jego ważnym centrum. Obok rynku stoi wielki kościół ewangelicki, zamknięty na cztery spusty, bo z polskich wiernych wszyscy wyjechali do Niemiec. Kościół zapewne spotkałby ten sam los co setki innych na Dolnym Śląsku, będących w ruinie, gdyby nie historia polskich pastorów ewangelickich w szczególności Jerzego Badury (1845-1911). Jego następca po I wojnie udał się do Wersalu na konferencje pokojową by walczyć o włączenie mieszkancow do Polski. Nie powiodło się. Granice wytyczono 3 kilometry dalej.

Celem mojej wycieczki jest wlasnie ta granica, na wschód od miasteczka za Niwkami Kraszowskimi. Od lat fascynuje mnie zjawisko polsko-niemieckiego pogranicza na Dolnym Slasku. Teoretycznie ludność żyjąca po stronie polskiej na terenie Wielkopolski powinna była pozostać po roku 1945 tam gdzie mieszkała. Inaczej po stronie niemieckiej, gdzie lokowano osadników przybyłych ze wschodu pośród innych rdzennych Polaków żyjących tu od stuleci. W tym mikrokosmosie działo się wiele. Mieszkańcy do dzisiaj pamiętają o swoich sąsiadach. Żyli w zgodzie i współpracowali. Wielka polityka ich nie dotyczyła. Ingerencja polityczna z zewnątrz była znikoma. Az do roku 1945.

Nie ma wielkich różnic między „częścią polska i niemiecka” bo większość gospodarstw powstała w XIX stuleciu, gdy tereny znajdowały się w obrębie państwa pruskiego. Nie ma tu zwartych wsi. Domy są rozrzucone po zalesionym płaskowyżu. Pola biegną po horyzont. Nie są rozdrobnione.

Przejście graniczne było na żelbetowym moście wzniesionym w latach 30-tych. Po obu stronach strumienia zachowały się słupki, na których widniały flagi obu państw. Przejście nie miało dużego znaczenia. Było jednym z setek między krajami. Funkcjonowało dla ułatwienia ruchu lokalnego.

Krajobraz jest urzekający. No i rzecz jasna świetne miejsce dla podziwiania zachmurzonego nieba. Czy mnie dopadł deszcz? Tak parę razy, ale dopiero zgodnie z zapowiedzią po godzinie 15-stej.

Zbigniew Stańczyk
Stanford University

Źródło: artykuł i zdjęcia –  Zbigniew Stańczyk na FB, 25 maja 2020.

*

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

*

2020.05.25.
Avatar

Autor: Zbigniew Stanczyk