POMNIK KOŚCIUSZKI, czyli strzelać do bydła



Gdy w nocy z niedzieli na poniedziałek, szalejąca po ulicach Waszyngtonu tłuszcza zdewastowała stojący przed Białym Domem pomnik Tadeusza Kościuszki, głos zabrali polscy dyplomaci. Gdy ten sam tłum oprychów, sterowany przez komunę i amerykańskie gazety wyborcze dewastował na Narodowych Błoniach pomnik II Wojny, podpalał stojący nieopodal Białego Domu kościół św. Jana, demolował urzędy, a nawet próbował wtargnąć do Białego Domu, polscy dyplomaci milczeli.

Ambasador RP w Waszyngtonie zwrócił się do Białego Domu, by „szybko przywrócono pomnik do pierwotnego stanu”. Jestem zniesmaczony i zbulwersowany wandalizmem wobec pomnika Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie, bohatera, który walczył o niepodległość zarówno USA jak i Polski – dodał na Twitterze. Ale nie dodał, kto za wandalizmem stał.

Jako Warszawa deklarujemy pomoc w odnowieniu pomnika. Rozmawiałem o tym dziś z Ambasador Mosbacher – napisał (też na Twitterze), inny, pożal się Boże, dyplomata. Bo wiedzieć trzeba, że Rafał Trzaskowski to wychowanek Bronisława Geremka i b. sekretarz stanu w ministerstwie kierowanym przez Radka Sikorskiego.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta RP. fot. wolność24.pl .

Niejako przy okazji dał popis swoich kompetencji dyplomatycznych. Zapytany o Antifę i czy potępiłby ten ruch tak, jak Donald Trump, odpowiedział: Ja się nie zajmuję Stanami Zjednoczonymi. Zajmuję się powiązaniami Warszawy z Nadarzynem. Przy czym słowa te wypowiedział kandydat na najwyższy urząd, może przyszły (kto wie?) prezydent Rzeczypospolitej, i tym samym konstytucyjny „Pierwszy Dyplomata”.

Wpis ambasadora był niepotrzebny i nie na czasie. Był skierowany do Trumpa, który ma ważniejsze (od bohomazów na pomniku) sprawy na głowie. Mógł raczej potępić wandali. Chociaż i w tym powinien być ostrożny, bo ambasador, zgodnie z dyplomatycznymi konwenansami, nie wypowiada się w sprawach wewnętrznych państwa goszczącego i nie naśladuje Mosbacher w jej komentarzach na temat wybitej szyby w synagodze. Zasadne było oburzenie internautów. Ale czy zasadna forma: „Co na to ambasador Mosbacher”? Wiedzieć przecież trzeba, że chodzi o pomnik bohatera amerykańskiego, wzniesiony przez Amerykanów i dla Amerykanów.

Oferta Trzaskowskiego była durna z innego powodu – pochodziła od prezydenta – jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – „małego żydowskiego miasteczka na niemieckim pograniczu”, zdewastowanego przecinającą go rzeką, do której przez tydzień wypływało gówno z oczyszczalni ścieków. Durna także dlatego, bo nie zobowiązał się wobec Mosbacher, że z kasy Ratusza nie da więcej pieniądze na finansowanie warszawskiej odnogi Antify, tak pięknie dewastującej pomnik Kościuszki w Warszawie. Trzaskowski przypomniał Urbana, który w maju 1986 r. zapowiedział wysłanie 5 tysięcy koców i śpiworów, by pomóc bezdomnym w Nowym Jorku. Miała to być złośliwa riposta na paczki z żywnością i lekami, którymi Amerykanie wspierali rodziny działaczy „S”, a tymczasem na ścianach wielu bloków pojawił się napis: „Zamienię M-5 w Warszawie na śpiwór w Nowym Jorku”. Biały Dom poradzi sobie bez śpiworów Trzaskowskiego. W Waszyngtonie trwa wielkie sprzątanie. Służby miejskie starannie czyszczą pomnik z bohomazów. A może Trzaskowski myślał, że Waszyngton potrzebuje pomocy, bo, tak jak do Wisły, do Potomaku wylało się gówno?

À propos pomników: Czy nie czas najwyższy skończyć z szaleństwem wznoszenia pomników tych, co ratowali Żydów i żądać, aby stawiali je Żydzi, jako wotum wdzięczności dla Polaków? Czy nie trzeba wyrzucać na zbity pysk dziennikarkę, która relacjonując wizytę wiceprezydenta USA pisze: uda się pod pomnik powstania w Getcie Warszawskim, „gdzie Żydzi walczyli z polskim i nazistowskim reżimem”? A co z pomnikiem Bitwy Warszawskiej, a raczej jego masońską karykaturą?

Dlaczego Duda nie protestuje przeciwko pomnikom Armii Czerwonej w Izraelu, a Kaczyński pieprzy o Izraelu – przyczółku naszej kultury w tamtym świecie? Dlaczego nie wypowiadają się na temat pomnika Karola Marksa w Niemczech? Dlaczego nie protestują przeciwko pomnikowi Bandery we Lwowie? Dlaczego nie chcą wyznaczyć lokalizacji pomnika „Rzeź Wołyńska”, dłuta Andrzeja Pityńskiego, podarowanego przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, i to mimo słów Kaczyńskiego: „Ukraińcy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa i to takiego, że choć trudno było przebić w okrucieństwie Niemców, to oni ich przebili”. I wreszcie – gdyby Kaczyński rozliczył złodziejskie afery i przeprowadził porządną lustrację, to stawialibyśmy mu pomniki na Krakowskim Przedmieściu!

Na temat pomnika w Waszyngtonie wypowiadali się ochoczo. Milczeli natomiast o innym – w maju 2018 burmistrz Jersey City Steven Fulop podejmuje decyzję o likwidacji stojącego od blisko sześćdziesięciu lat w prestiżowym miejscu, na tle Manhattanu, Pomnika Katyńskiego. Po krótkich „negocjacjach” z nowojorskim konsulem generalnym zgadza się przenieść pomnik w inne miejsce, w pobliże miejskich ścieków, co oznaczało de facto jego likwidację. Decyzję Fulopa konsul uznaje za porozumienie. Wspiera go Jacek Czaputowicz – propozycję Fulopa nazywa „zadowalającym rozstrzygnięciem”. Nie zadowala to mieszkających tam Polaków – tworzą Komitet Ochrony Pomnika, protestują, stanowisko polskiego MSZ ignorują i, po 8 miesiącach intensywnych starań, wbrew „mocarnym” wysiłkom polskiej dyplomacji, wygrywają. Przy okazji pokazują, że Polonia istnieje, że ma siłę i liderów. Docierają do członków Rady Miasta (niezbyt zachwyconych panoszeniem się lobby żydowskiego), którzy opowiadają się za utrzymaniem dotychczasowej lokalizacji. Jeden z nich mówi: „Po prostu chcę, aby wszyscy Polacy i inni wiedzieli, że zostaliście sprzedani. To wstyd…”. Do kogo skierował te słowa, czy aby nie do dyplomatów, którzy o sprawach Polonii rozmawiają z Żydem bez Polonii, w dodatku za zamkniętymi drzwiami? W sprawie milczał prezydent Warszawy. Milczał prezydent RP. Z obecnych pretendentów do najwyższego urzędu Rzeczypospolitej głos zabrał jedynie prof. Mirosław Piotrowski.

Pomnik Katyń 1940 na Exchange Pl. w Jersey City, NJ. Uroczysta Msza św. za pomordowanych w Katyniu, sierpien 2007. Fot. W. Glodek/PCO

Dlaczego uwzięli się na Pomnik Katyński? Bo symbolizuje zbrodnię na Polakach. Bo mówi, że ofiarami wojny nie byli tylko Żydzi. Bo przypomina, że sprawcami była żydokomuna.

Akcja Fulopa nie była spontaniczna, bo wylane na Polaków bluzgi powtarza na co dzień Izrael i diaspora żydowska. Jakby przy okazji Fulop pogardliwie potraktował marszałka Senatu, nazywając go „antysemitą”. „białym nacjonalistą” i „negacjonistą Holocaustu”.

I w tym przypadku nie było riposty polskiego konsula. Milczał ambasador. Nie reagował minister spraw zagranicznych. Nie wymusili na burmistrzu przeprosin.

Co więcej, z Fulopem spotkał się Duda, a prorządowe media lansowały go na fantastycznego faceta i przyjaciela Polski.

W sprawie nie chodziło o samopoczucie marszałka, ale o naruszenie powagi Rzeczypospolitej. Bo marszałek występuje nie tylko w swoim imieniu, lecz Rzeczypospolitej i pogardliwe słowa żydowskiego pętaka godziły w każdego z nas.

Podobny modus operandi zastosowali, gdy Polonia zmobilizowała się po raz pierwszy od wielu lat w celu zapobieżenia ustawie JUST 447. MSZ wydelegowało do Waszyngtonu Marka Magierowskiego (dziś ambasadora w Tel Awiwie, wcześniej dziennikarza „Gazety Wyborczej”) tylko po to, by starania Polonii spacyfikować i storpedować.

Weźmy inne przykłady: Wszystkie rządzące po ’89 ekipy nigdy w stosunkach z USA nie nawiązują do kilkunastomilionowej Polonii, do historycznych, kulturowych i etnicznych związków Ameryki z Polską. Nie nawiązują do bohaterów narodu amerykańskiego: Tadeusza Kościuszki, którego pomnik stoi naprzeciw Białego Domu, i Kazimierza Pułaskiego, o którym wszyscy Amerykanie uczą się w szkołach. Utrwalają formułę stosunków, w których Polonia nie istnieje.

Mało tego – Polonię z tych stosunków eliminują, zamiast budować polskie lobby wzmacniają lobby żydowskie, a kluczem do stosunków z Waszyngtonem robią nie amerykańskich Polaków, ale żydowskich pośredników. I nic tu się nie zmienia.

Adrian Kubicki, konsul generalny w Nowym Jorku oświadcza w Senacie: diasporę żydowską w nowojorskim okręgu konsularnym, należy włączyć w szeroką definicję Polonii, dlatego że znakomita większość Żydów, którzy zamieszkują dzisiaj nowojorski okręg konsularny, to są Żydzi pochodzenia polskiego.

Innymi słowy – Polonia to Fulop.

À propos Kościuszki – gdy w 2019 r. Warszawa gościła konferencję antyirańską, świat dowiedział się z ust jednego z uczestników, że polskim I amerykańskim bohaterem narodowym jest Frank Blajchman, herszt komunistycznej bandy rabunkowej, oficer stalinowskiej bezpieki, nadzorca stalinowskich łagrów, który w swych wspomnieniach pisał, że AK i NSZ „były antysemickie i wykonywały rozkazy Niemców”.

Innymi słowy, przy milczeniu Czaputowicza, na bohatera obu narodów, w miejsce Tadeusza Kościuszki wylansowano żydowskiego zbrodniarza.

Dlaczego polska dyplomacja potępia bohomazy na pomniku, a nie potępia tych, którzy chcą obalić Trumpa?

Za Trumpem przemawia skuteczna walka w obronie interesów Ameryki, zerwanie porozumień klimatycznych, zwalczanie nielegalnej imigracji, wymiana kadry sądów (gdzie lewactwo robiło paskudną rewolucję).

Trump to rewolta przeciwko sitwie bankiersko-lichwiarskiej, kulturowemu bolszewizmowi, tyranii politycznej poprawności. To wypowiedzenie wojny marksizmowi kulturowemu i uznanie interesów własnego narodu za najważniejsze.

À propos nielegalnej imigracji – oponenci Trumpa jedyny ratunek widzą w imporcie „uchodźców”, szczególnie tych nielegalnych. Zwalczają budowę muru z Meksykiem, bo imigranci to przyszli wyborcy Partii Demokratycznej, która rutynowo, w każdej elekcji bierze 90 procent głosów wyborców mających przodków w Azji, Afryce i amazońskiej puszczy.

To, co Trump powiedział przed Pomnikiem Powstańców Warszawy, było dla Polski (i Polonii) historyczne i przełomowe. Pierwszy raz od lat zabrzmiał z Ameryki głos inny niż pedagogika wstydu. W przemówieniu było wszystko, czego Polska potrzebowała. Wystarczyło 7 minut, by pokazać światu, że było powstanie warszawskie, a nie powstanie w getcie. Jego wizyta dała więcej niż wszystkie, w ciągu ostatnich 30 lat, wizyty prezydentów Izraela.

„Powstańcy warszawscy, którzy do ostatnich dni powstania bronili własną krwią przejścia przez Aleje Jerozolimskie, przypominają nam o tym, że Zachód uratowano dzięki krwi patriotów, że każde pokolenie musi powstać i odegrać swą rolę w jego obronie… W tych ciemnych czasach utraciliście swą ziemię, ale przenigdy nie utraciliście dumy”- powiedział prezydent USA Donald Trump przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich w Warszawie, 6 lipca 2017 r.. Fot. PAP/P. Supernak za: dzieje.pl .

Ujawniły to żydowskie media: „Donald Trump podczas swej wizyty w Warszawie dał przyzwolenie na polski nacjonalizm […] Po raz pierwszy polski nacjonalizm czuje, że ma przyjaciela w przywódcy wolnego świata […] Trump poparł prawicową narrację, według której Polacy byli ofiarami nazistów i nie odgrywali czynnej roli w mordowaniu Żydów […] jako pierwszy prezydent USA od kilkudziesięciu lat nie pojawił się przy pomniku Bohaterów Getta”.

Dlaczego na polityków w Polsce (tych z PiS i tych z PO) Trump działa jak czerwona płachta na byka? Dlaczego ich niezmienną sympatią cieszą się ci, za którymi ciągnie się smród bolszewizmu kulturowego, skrajnie zaangażowani w popieranie żydowskich roszczeń? Dlaczego po zwycięstwie Trumpa nie wykorzystali wspaniałej koniunktury w stosunkach? Dlaczego nie skopiowali hasła „osuszyć waszyngtońskie bagno”, by osuszyć bagno warszawskie?

Może dlatego, bo czuli, że gdy Trumpowi uda się konserwatywna kontrrewolucja, to stracą rację bytu? A może przekonała ich Anne Applebaum, która tuż po wyborczym zwycięstwie Trumpa lamentowała: „Putin właśnie instaluje za oceanem swojego prezydenta […] to katastrofa również dla Polski?”

Mitem jest, że Trump został prezydentem dzięki Żydom – bo został nim wbrew Żydom.

Mitem jest, że to najbardziej prożydowski prezydent w historii. Że tak nie jest świadczy poparcie lobby żydowskiego dla Hillary Clinton i Joe Bidena, głosy żydowskich mediów, i to, że za procedurą impeachmentu stali wyłącznie Żydzi, a wśród autorów najbardziej jadowitych wypowiedzi pod adresem Trumpa są tylko żydowskie nazwiska.

I wreszcie – Trumpowi zarzucają „antysemityzm” (bo oskarża Sorosa o sprowadzanie imigrantów dla „wymazania białego i chrześcijańskiego oblicza Ameryki”, bo w szeregach swych zwolenników ma białych nacjonalistów „obawiających się, aby ich wnukowie nie stali się we własnym kraju znienawidzoną mniejszością”, bo swych oponentów nazywa „globalistami” i obwinia o likwidację 60 tysięcy fabryk, 5 milionów miejsc pracy, monstrualne zadłużenie państwa i wojny na Bliskim Wschodzie. A także dlatego, że powiedział: „dla prezydenta najważniejszy powinien być interes własnego narodu” .

To prawda, że Trump próbuje zneutralizować (a nawet przekupić) żydowskie lobby. To prawda, że demonstruje filosemityzm i ustępuje w niektórych sprawach. Ale czy nie wychodzi ze słusznego założenia, że nie można walczyć ze wszystkimi?

Trzeba też pamiętać, że żydokomuna w dalszym ciągu dominuje w Departamencie Stanu, think tankach i w CIA.

Czy Trump poświęci Polskę na rzecz przemysłu holokaustu, czy nie sprzeda nas Ruskim? Przyjaźń z USA jest udawana, nic nie warta. Trump to cynik prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie, a podpisem pod ustawą 447 przekreślił wszystko, co powiedział pod pomnikiem Powstania Warszawskiego – dywagują. Rzecz ciekawa, a nawet intrygująca – podszepty takie powielają organa prasowe PiS.

Przypomnijmy pewne perypetie.

W kontekście ustawy o IPN obowiązuje narracja, że odstąpienie od niej wymusił Trump. Tymczasem Trump naciski wywierał, ale na… Izrael. Przekazywał, że zależy mu na szybkim zażeganiu sporu. Osobiście kontaktował się z Netanjahu, a wiceprezydent Pence spotkał z liderem izraelskiej opozycji, próbując złagodzić konflikt i wymóc zmianę agresywnego tonu izraelskich polityków.

Dlaczego?

Bo pamiętał o poparciu Polonii, o tym że 80 procent polskich Amerykanów oddało głos na niego, a większość żydowskich Amerykanów poparło Clinton.

Spotkanie z żydowską Polonią w ambasadzie polskiej w USA, na podium stoją ambasador Ryszard Schnepf i prezydent Andrzej Duda. Fot. Jacek Turczyk/PAP

Sygnałów takich MSZ nie uwzględnił. Uwzględnił natomiast słowa trzeciorzędnego urzędniczyny Departamentu Stanu. MSZ wziął sobie także „do serca” plotki rozsiewane przez Schnepfa o zawieszeniu dwustronnych kontaktów na najwyższym szczeblu i uznaniu przez Biały Dom polityków PiS za persona non grata.

W dodatku sprawę relacjonowali urzędnicy MSZ, nie bez powodu podejrzewani w podejściu do stosunków z Żydami o brak obiektywizmu, jeśli nie o coś gorszego.

Kto sporządził notatkę z rozmowy z wysłannikiem ds. Holokaustu? Dlaczego izraelscy politycy dalej grillowali „naszych” dyplomatów? Bo z góry wiedzieli, że „konflikt złagodzi”, to jest zrejteruje strona polska.

Podobną machinację zastosowali przy ustawie 447. Zapytany, dlaczego nie poruszył tego tematu podczas spotkania z Trumpem, Duda odpowiedział: „bo strona amerykańska tego nie zaproponowała”. Nie zapytał też Trumpa, dlaczego z Waszyngtonu przysyłają nam jakiegoś pętaka „od holokaustu”, a nie ministra od handlu i inwestycji.

Im bliżej wyborów, im rebelia gwałtowniejsza, tym bardziej będzie ustępować, a Fulopy podbijać cenę. Przy ciaputowatości polskiej dyplomacji (i niemocy w pokazaniu wagi polonijnych głosów), nie będzie to Trumpa dużo kosztować. I jeszcze jedno – Trump, skupiając się na wewnętrznych przepychankach z żydokomuną, zaniedbuje resztę świata, a sprawę dodatkowo komplikuje to, że Trump z żydokomuną walczy, a Kaczyński się z nią układa. Szkopuł także w tym, że w rozmowach z Amerykanami po stronie czystopolskiej (licencja ks. prof. Czesława Bartnika) do rozmów powinni zasiąść zdeklarowani obrońcy interesu narodowego, a nie obrońcy „Izraela-przyczółka naszej kultury w tamtym świecie” (licencja dr. Jarosława Kaczyńskiego).

Dla totalnej opozycji w Polsce to, co się dzieje w USA to wymarzona sytuacja, i na komunistyczną rebelię patrzą z zazdrością.

Są i inne podobieństwa: I u nas w rządzie są ludzie Sorosa; i u nas w dyplomacji dominuje żydokomuna; i u nas w policji jest V kolumna.

I to, kto popiera, a kto zwalcza Trumpa to nasza narodowa sprawa, bo linie podziałów politycznych są podobne i też mają etniczny charakter.

Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.


Ilustracje tytułowa: Amerykańska pocztówka z 1933 roku. Pomnik gen. Tadeusza Kościuszki na Placu Lafayette obok Białego Domu w Waszyngtonie. Fotograf: B. Anthony Steward, za: periodpaper.com .

Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO


Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.06.07.
Avatar

Autor: Krzysztof Baliński