SPOKOJNIE, TO TYLKO MOSAD


Pierwsze głosy mediów przed powołaniem nowego rządu mówiły o potrzebie zmian w służbach. Bo po 8 latach rządów PO zapaść na tym polu była katastrofalna, a potrzeba reformy oczywista. Mariusz Kamiński mówił: „na jesieni posprzątamy ten syf”. Premier pocieszała: „Polacy mogą się czuć bezpiecznie”, a szef MSW zapewniał: „polskie służby są przygotowane do tego, by sprostać wyzwaniom i zapewnić bezpieczeństwo Polakom”.

Mariusz Kamiński

Tymczasem wyborcy pytali: Jak to możliwe, że w ciągu kilku dni dokonano cudownego uzdrowienia służb, a ich nieudolni funkcjonariusze stali się z dnia na dzień strażnikami bezpieczeństwa Polski?

Naiwność rządzących potwierdziła seria wydarzeń: tajemnicze odwołanie komendanta głównego policji, uszkodzona opona w samochodzie prezydenta, alarmy bombowe, próba terrorystycznego zamachu, cyberataki na urzędy państwowe. Konkluzja „Gazety Polskiej”, że stoi za tym Putin, problemu nie wyjaśniła. Wytworzona atmosfera mówiła wyraźnie, że ktoś ma interes w prowokowaniu paniki.

Upłynęło kilka lat, o zapowiadanej „wielkiej reformie” zapanowała cisza, a zamiast tego władza wysłała sygnał, że zbyt szybkie zmiany mogłyby zagrozić bezpieczeństwu szczytu NATO w Warszawie (i że jego bezpieczeństwa powinien chronić izraelski dron). 

W czasach PRL służby nieprzerwanie udowadniały władzom swą przydatność w obronie granicy na Odrze i Nysie. Popisywały się oddaniem i ciężką służbą dla Partii.

Po ’89 wmawiają: Jedynie my możemy obronić kraj. Przykładem sprawa Brunona K., „osoby motywowanej względami narodowościowymi, nacjonalistycznymi i ksenofobicznymi”, którego do terroryzmu namawiali agenci ABW, a którego jedynym terrorystycznym czynem było nazwanie Tuska „rudym bandytą”.

Na dobry początek, w Białymstoku antyterroryści zatrzymali kibiców terroryzujących tamtejszą ludność zawołaniem – „Polska dla Polaków”. Wtargnęli też do mieszkań uczniaków protestujących przeciw islamizacji Polski.

Słuchając wypowiedzi ludzi, którzy przejęli odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa, można było odnieść wrażenie, że jedynym i największym zagrożeniem dla Polski antysemici.

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, otrzymał medal od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. 11.11.2014.

W dodatku narrację narzucał pismak z „Wyborczej” o proweniencji klasycznej agentury wpływu i redaktor „Gazety Polskiej”, który przyjął medal od szefa ukraińskiej bezpieki, tj. służby – jak wiadomo nawet naszym służbom – przesiąkniętej rosyjską agenturą. I czy w tej narracji nie „pomagał” Putin? 

Polska jest umiejętnie rozgrywana przez Rosję – państwo kierowane przez funkcjonariusza KGB i rządzone przez służby szkolone do manipulowania przeciwnikiem. Rosja korzysta przy tym nie z klasycznej agentury, ale z potomków skierowanych tu przez Stalina agentów.

Przypomnieć trzeba, że w latach 50. kilkunastu tysiącom obywateli ZSRR, służącym w wojsku i MSW wydano polskie dowody osobiste. Wiedza o nich i tym samym ich potomkach jest zamknięta w sejfach na Łubiance i tylko ktoś naiwny może sądzić, że nie jest wykorzystywana.

Kiedy przejrzano ankiety osobowe funkcjonariuszy kontrwywiadu pracujących na kierunku rosyjskim, ponad 80 procent z nich miało krewnych w SB, czyli było spokrewnionych ze Stalinem.

Dzisiejsi włodarze służb nie zaglądają głęboko w metryki, nie pytają o nazwiska rodziców. Mało tego – główny doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa, pisząc o potrzebie reformowania służb, rzuca taką oto mądrość: „Izraelski Mosad dlatego jest jedną z najlepszych tajnych służb, gdyż w swoich międzynarodowych akcjach może liczyć na współpracę osób pochodzenia żydowskiego na całym świecie”. 

„Wiedzy i umiejętności z zakresu pozyskiwania i prowadzenia najcenniejszej agentury wraz z całym arsenałem psycho- i socjotechniki należy się uczyć na kursach w Moskwie i Tel Awiwie” – to cytat z opracowania dot. reform służb specjalnych.

Opracowanie odradza także przyjmowanie do pracy osób identyfikujących się z „jakąkolwiek grupą wyznaniową”. I czy dlatego adeptów do pracy w służbach nie szuka się dziś w środowiskach patriotycznych, ale wśród rodzin z żydokomunistyczną tradycją rodzinną?

Kandydat wywodzący się z takiego środowiska spokojnie przechodzi procedurę naboru, natomiast ten, który działał w organizacji o profilu narodowym jest postrzegany jako polityczny ekstremista. Odpowiedź na pytanie, jak się do tego ma to, iż koordynator służb i wiceprezes PiS szczyci się tym, że jest ateistą, pozostawiamy czytelnikom.

25 maja policja rozpędziła Łowicką Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę. Część pątników wpadła w panikę, uciekała przed funkcjonariuszami. Jedni przez pola, inni w las. Ksiądz-przewodnik pielgrzymki wyraził zdziwienie, że rząd zdecydował się na otwarcie galerii handlowych, a pątnicy są szykanowani. „Dziwne jest to, że ani zaborcy, ani okupanci nie zatrzymali nigdy pielgrzymki” – mówił „Naszemu Dziennikowi” emerytowany biskup pomocniczy diecezji łowickiej.

W pielgrzymce uczestniczyć można od 1656 roku. Szła do Częstochowy w czasach rozbiorów, niemieckiej okupacji i Bermana. Koordynator służb, zamiast przeprosić pątników, wystosował pochwalny list do policjantów, czyli do ludzi, którzy pielgrzymkę rozpędzili. Ta sprawa musi być wyjaśniona i rozliczona. Tak jak musi być wyjaśnione, czy prawdą jest, że 40 procent funkcjonariuszy Policji to Ukraińcy. 

Przysłani przez Stalina agenci mieli dusze obce. W ich nawykach było donoszenie do ambasady ZSRR. Tradycje kultywują do dziś. Przypomnijmy jak to ludzie Palikota poleźli do ambasadora Rosji z petycją o „grupie bandytów inspirowanych przez środowisko związane z Radiem Maryja”.

Niewiele od tych donosów różniła się, wykonana w równie kominternowskim stylu, napaść Mariusza Kamińskiego na organizatorów Marszu Niepodległości. Rozczulając się nad  podpaloną przed ambasadą Rosji budką, przepraszając i solidaryzując się z ambasadorem Rosji, marsz określił jako: „manifestację elementów skrajnych i faszystowskich”. I nie pamiętał przy tym jak wcześniej po taki sam argument sięgał Kiszczak, dla którego happeningi Ligi Republikańskiej miały „znamiona faszystowskich wybryków”.

Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, że „Gazeta Polska” (razem z „Gazetą Wyborczą”) utrzymywała, że Radio Maryja ma anteny na wschodzie, i zamartwiała się, że zakłóca to systemy łączności samolotów Luftwaffe. Dziś  wyżywa się w epitetach „ruskie onuce”.

Anna Applebaum i Radosław Sikorski

Takie „kompleksy” wylazły z Kamińskiego, gdy przyłączył się do nagonki na Orbána, po tym gdy Anne Applebaum uznała, że Węgry stosują nienawistną ideologię rodem z lat 30. Gdy wszystkie nasze interesy dyktowały wsparcie Węgier, wrzeszczał: Orbán musi poczuć dystans ze strony polskich polityków. On zrobił coś, co jest niewybaczalne.

A Orbán zrobił coś, co nie udało się Kamińskiemu: rozmontował relikty komunizmu w służbach, kierując się tylko jedną rzeczą – bezpieczeństwem Węgier.

To prawda, że zablokował spotkanie NATO-Ukraina, ale miało to związek z ukraińską ustawą oświatową, godzącą w prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, a przy okazji, w miejsce żałosnego pisku Kamińskiego, usłyszeliśmy doniosły głos ministra Szijjarto: „Węgry nie porzucą węgierskiej społeczności na Zakarpaciu na rzecz geopolityki”. 

Negocjacje dot. członkostwa Polski w UE prowadzili agenci PRL-owskich służb, ale czy tylko „PRL-owskich”, a nie na przykład „niemieckich”? Wszyscy dostali później intratne posady w Brukseli.

A skąd w Polsce front obrony niemieckich interesów? Weźmy na ten przykład Kazimierza W., stypendysty Fundacji Adenauera; autora publikacji na tematy polsko-niemiecko-żydowskie; dyplomaty z poręki Geremka. Rzecz ciekawa – po obalenie rządu Olszewskiego, na pierwszej stronie „Życia Warszawy” ukazał się jego artykuł, w którym zarzucił Macierewiczowi pucz i używanie archiwów do celów politycznych. Tuż po tym mianowano go dyrektorem IPN w Szczecinie i nikogo nie dziwiło, że szefował placówce na terenach intensywnie penetrowanych niegdyś przez Stasi.

Wystarczy też przyjrzeć się „naszym” ambasadorom w Berlinie. Wszyscy rekrutowali się z wyselekcjonowanej przez Geremka i Bartoszewskiego ekipy „stypendystów-niemcoznawców”, o bardzo niejasnych powiązaniach pozazawodowych z okresu, gdy w RFN przebywali na emigracji. 

Bartłomiej Sienkiewicz

W podsłuchanej knajpianej rozmowie Bartłomieja Sienkiewicza pojawia się zdanie: Czy jest to moment na uruchomienie tego rodzaju rozwiązania. Bo ja mam poczucie, że jest to wariant OK, World Trade scenario. Czyli montował coś na kształt podpalenia Reichstagu, jako pretekst do spacyfikowania „ekstremistów”? ABW nie poszła tym tropem, chociaż dla każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o pracy wywiadów, śmierdziało to na kilometr prowokacją.

À propos, dlaczego ABW nie widziało potrzeby wyjaśnienia, kto zadaniował Tuska, każąc mu z sejmowej trybuny mówić, że scenariusz afery podsłuchowej pisany jest cyrylicą? Mądrzy ludzie w służbach (bo są i tacy) mówią, że groźniejszym agentem jest ten, który wnosi tajemnice (czyli inspiruje pewne działania), a nie ten, który je wynosi.

Ponieważ w Polsce tajemnic praktycznie nie ma (poza tym, ile drinków dziennie wypija koordynator), to czy także w sprawie reportażu o nazistach w krzakach pod Wodzisławiem,  nie chodziło przypadkiem o dezinformację? 

Dezinformacja była jedną z ulubionych broni w arsenale Jakuba Bermana. Przykład: oskarżanie NSZ o kolaborację z nazistami. Celem nie było tylko zohydzenie przeciwnika, ale ukrycie własnej kolaboracji z Sowietami. To był propagandowy majstersztyk. Dziś stosują podobne metody – wystarczy nazwać kogoś „ruską onucą”. Im głośniej krzyczą o zdradzie Polaków, tym bardziej ukrywają swoje zaprzaństwo.

Zdrajcy i ich potomkowie bez żenady oskarżają potomków katowanych, żądają delegalizacji polskiej partii (jeśli nie mają w niej swego prezesa) i zamknięcia patriotycznej gazety (jeśli nie mają w niej swego redaktora naczelnego). Pobierają tłuste emerytury; mieszkają w pięknych apartamentach, epatują profesorskimi tytułami zdobytymi na wieczorowych kursach marksizmu-leninizmu.

Władysław Bartoszewski
w objęciach Adama Michnika.

Dlaczego wyzwiskiem „homo sovieticus” miota gazeta Michnika? Dlaczego syn sowieckiego agenta i stalinowskiej propagandystki tak lubi oskarżać o komunizm?

Pamiętamy „noc teczek” i obrzucanie rządu Jana Olszewskiego epitetem „bolszewicy”. To była modelowa operacja dezinformacyjna – oskarżyli antykomunistów o bycie komunistami. Satysfakcję mieli przy tym podwójną. Bo nie chodziło tylko o tryumf ich narracji, ale o zwalenie odium za własną zdradę na innych.

À propos, za szpiegowsko-terrorystyczną działalność II RP skazała na więzienie wielu sowieckich agentów, w tym ojca Adama Michnika.

Przeważająca narracja wskazuje na Rosję jako państwo, które nie ma skrupułów w posługiwaniu się kłamstwem. Tymczasem, gdy Polska w 2018 r. padła ofiarą informacyjnego blitzkriegu okazało się, że sprawcami nie byli Rosjanie.

Po rozegraniu polskiej dyplomacji przez Mosad i jego speców od dezinformacji, redaktor „Gazety Polskiej” nie dał się zbić z tropu. Wyjaśnił: „chcieliśmy bronić swojego dobrego imienia, ale Rosjanie byli bliscy ogrania nas w tej sprawie i skłócenia z USA. W tej chwili ogromny hałas propagandowy organizują wokół tego rosyjskie służby, które są największymi przegranymi porozumienia między Polską a Izraelem”. Innymi słowy – ograł nas premier Rosji Netanjahu. Nie podparł przy tym swej tezy obrazami Netanjahu obściskującego się z Putinem. Innymi słowy – Putin uchwalił ustawę o IPN i poprzez rosyjskich agentów zatrudnionych w izraelskich mediach rozpętał antypolską kampanię. 

Moskwa z oczywistych względów nie sięga do wypróbowanych przyjaciół z czasów PRL. Sięga do nowych kadr, zwerbowanych w Magdalence. Pozyskani wtedy ludzie są uaktywniani i dyscyplinowani. 

Przed ’89 odbywało się intensywne przygotowanie grupy wybrańców do pełnienia ról politycznych w Polsce po zaplanowanym rozpadzie systemu. Po ’89 ludzie ci stali się elitą po wszystkich stronach sceny politycznej i, po przeniesieniu się do partii Geremka (i do gazety Michnika), nadal – jak sami twierdzą – „strzegą polskich interesów”.

W wykuwaniu tych autorytetów udział Rosji i jej służb specjalnych był zasadniczy. Równie głęboko Niemcy sięgają do akt Stasi. I czy nie stąd katastrofa z Rurociągiem Północnym i podejrzane kontrakty gazowe? Wystarczy spojrzeć na życiorysy ludzi za to odpowiedzialnych.

À propos akt Stasi, czy służby „suwerennej” RP dokonały kwerendy akt Gaucka, gdy było to jeszcze możliwe? 

Warszawa, 21.05.2015. Byli szefowie MSZ (od lewej): Radosław Sikorski, Daniel Rotfeld, Włodzimierz Cimoszewicz, Dariusz Rosati, Andrzej Olechowski, podczas spotkania dotyczącego podpisania listu otwartego nt. polityki zagranicznej państwa, 21 bm. w Sejmie. (zuz) PAP/Tomasz Gzell ***Zdjęcie do depeszy PAP pt. B. szefowie MSZ: Komorowski gwarantuje wiarygodność na arenie międzynarodowej***

Gdy 13 grudnia 2017 r. do Sejmu wpłynęła nowelizacja ustawy o służbie zagranicznej, oświadczenie piętnujące zamiar poddania „naszej dyplomacji czystce, tj. sławnemu sowieckiemu narzędziu do usuwania osób uznanych za niepewnych”, wydali byli ministrowie spraw zagranicznych: Cimoszewicz zarejestrowany przez SB jako „Carex”, Olechowski zarejestrowany przez SB jako „Must”, Rotfeld zarejestrowany przez SB jako „Raul”, Rosati zarejestrowany przez SB jako „Buyer”, Sikorski zarejestrowany przez WSI jako „Szpak” oraz Schetyna zarejestrowany przez Stasi i Schnepf zarejestrowany przez B’nai B’rith. Wśród sygnatariuszy listu znalazło się czterech potomków funkcjonariuszy NKWD. Najbardziej zabolała ich „kłamliwa teza o niedostatecznie silnych więzach łączących polskich dyplomatów z Państwem Polskim”.

Tymczasem dużo wcześniej, nie kto inny jak „Wyborcza” pisała, że bez względu na to, kto formalnie stoi na czele MSZ, jest ono kierowane „przez zespół skompletowany przez profesora Bronisława Geremka” (też zarejestrowanego przez SB).

Gen. Czesław Kiszczak dobija interesu z prof. Bronisławem Geremkiem

Efekt komiczny oświadczenia ministrów wzmocniła data – rocznica wejścia w życie uzgodnień Kiszczak-Geremek. 

Tomasz Turowski wstąpił do zakonu jezuitów, by przekazywać informacje od środka Kościoła. Fot. R. Sobkowicz / NDz

Wszyscy podpisani pod listem przejawiali zadziwiająco dużą słabość do ludzi obcych służb. Skąd wiedzieli, że ludzi takich „się nie rusza”? Sekret zdradził Bartoszewski, gdy na stanowisko ambasadora na Kubie rekomendował Tomasza Turowskiego: Był wysoko oceniany przez naszych rosyjskich partnerów, o czym wiem drogą nieoficjalną. Wiedział także gen. Maciej Hunia, który przywrócił agenta do pracy w Agencji Wywiadu i Radek Sikorski, który przywrócił agenta do pracy w MSZ. Jakby tego było mało, sam Turowski twierdził, że proponowano mu stanowisko zastępcy Sikorskiego, że Sikorski rozważał jego kandydaturę na stanowisko ambasadora RP w Moskwie oraz że pomagał Annie Applebaum zbierać w Moskwie materiały do książki „Gułag”. 

À propos Radka – nie od rzeczy będzie przypomnieć, że jego promotorem w Londynie (na równi z wujkiem z KBW) był agent NKWD mjr Zygmunt Bauman.

Nie od rzeczy będzie też zapytać: Jakim sposobem szczery antykomunista Kaczyński zrobił Radka-zdradka ministrem obrony narodowej, a później ministrem spraw zagranicznych?

Dodajmy, że z poręki Sikorskiego współprzewodniczącym strony polskiej w tzw. Polsko-Rosyjskiej Grupie do Spraw Trudnych został profesor o służbowym kryptonimie „Rotfeld (IPN BU 002086/758)”, wcześniej, też z poręki Sikorskiego, bywający często w Moskwie w składzie „Grupy Mędrców” NATO, pracującej nad nową strategią Sojuszu.  

Ocena Putina nie jest trudna. Kłopot w tym, że w PiS dominuje zasada „kto przeciw Putinowi, to przyjaciel Polski”, komu się nie podoba hasło „Przemyśl jest ukraiński” to „ruski agent”, a kto nieśmiało napomina, by nie angażować się w gry, których zasad nie znamy, „bierze ruble z Moskwy”. I czy nie dlatego wszystko, co było do spartaczenia w polityce wschodniej, spartaczono?

Taki prosty (żeby nie powiedzieć prostacki) pogląd na świat widać w próbach obarczenia Rosjan winą za wołyńskie ludobójstwo. Kropkę nad „i” postawił Macierewicz: „wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni była Rosja”. A może zadaniebij Moskalana Ukrainie postawił nam Soros, czyli inny wywiad? Pytanie tym bardziej zasadne, że geostratedzy PiS już wielokrotnie wykazali, że są niezwykle podatne na machinacje obcych wywiadów.

I strach pomyśleć, jakie jeszcze triki i myki zastosuje FSB, BND czy Mosad.

Złowrogi Putin przesłania wszystko. Dla PiS gdzie nie spojrzeć wszędzie ruski agent. W związku z tym chciałoby się postawić pytanie – jak to jest, że całe życie polityczne Polski po ’89 kontroluje powiązane z Rosją WSI, a PiS ostał się jako jedyny obszar wolności? 

Moskwie zależy, by inni żyli w strachu. Wysyła zdezelowany lotniskowiec na M. Śródziemne, zapowiada instalację mitycznych Iskanderów w Kaliningradzie, lansuje wizję nowej Jałty. Problem w tym, że euforii takiej nie podzielają eksperci wojskowi. Główną bronią Putina jest sianie medialnego zamętu, a propaganda czyli bluff to filar jego siły. Problem w tym, że pomagają mu w tym nasi politycy – zachowując się jak małpy w klatce, w którą Putin wali kijem. Przy okazji pomagają także innym.

Takie, dla przykładu, Niemcy – sprawnie zbudowały w Polsce siatkę agentów. I to bynajmniej nie poprzez przedstawicieli mniejszości niemieckiej, ale … żydowskiej.

Tu odnotowali sukces równy sukcesowi Rosjan. Chociaż ci ostatni zadanie mieli łatwiejsze – przejęli schedę po ZSRR. Przy czym lobby niemieckie nie działa w Polsce w opozycji do rosyjskiego, lecz ściśle z nim współdziała.

Do kogo należy ręka pociągająca za sznurki? Gdzie jest instancja wyższa wydająca polecenia i podgrzewająca sztandarowe slogany antypolskiej propagandy Kominternu? Skąd wzięły się wypowiedzi o członkostwie Rosji w NATO? Skąd tyrady Michnika o potomkach polskich faszystów sprzed II wojny? Czy centrum dezinformacji, w którym pracują macherzy od „strzeżenia polskich interesów” nie jest pod kontrolą jakiegoś wywiadu? Sprawa to tak w swym łajdactwie rozległa i skomplikowana, że wymaga odrębnego omówienia.  

Sytuacja Polski jest coraz trudniejsza, a jedyną siłą, która może jej zapewnić ochronę są Oni (no i wspólne posiedzenia rządów RP i Izraela oraz powierzenie Mosadowi bezpieczeństwa Polskich Sieci Energetycznych). Według b. prezydenta Bronka jest nim współpraca z FSB, a według Tuska sojusz z Berlinem.

Wydarzenia ostatnich lat pokazały jednak, że wszystkie opcje nie mają związku z polskimi interesami, a nawet są z nimi sprzeczne. Czy nie czas zatem uświadomić sobie, że misją państwa nie jest realizacja obcych, ale własnych interesów?

Czy nie czas przestać być zakładnikiem relacji Netnajahu-Putin?

I na koniec cytat, który mógłby być mottem tego tekstu – słowa Romana Dmowskiego wygłoszone na zjeździe Młodzieży Wszechpolskiej w Poznaniu: wystrzegajcie się talmudyzmu, trzymania się tego, co kiedyś zostało napisane

Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.


Ilustracje tytułowa: Vladimir Putin w przyjacielskim uścisku dłoni z Bibi Netanjahu. Fot. Inter.

Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO


Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.06.15.

Avatar

Autor: Krzysztof Baliński