Oszustwo „rodzimowierstwa”/ Sposób „na żonę”


Oszustwo „rodzimowierstwa”

Wystarczy, jak powiemy, że słownik podręczny nawet najlepszego edytora tekstowego tego dziwacznego słowa nie zna. Nie mamy nic przeciwko neologizmom, ale nie nazywajmy czegoś tradycją, co jest współczesnym wymysłem. Wtedy to nie jest neologizm a antylogizm.

Słowo odwołujące się do tradycji, rzekomo utrzymujące tę tradycję, powinno być tradycyjne, tradycją uświęcone i przeniesione z głębi wieków. Dodam do słownika to słowo, bo prawidłowo je zanotowałem, jako prawidłowo nazwany teraźniejszy wymysł.

I weźmy na początek wiarę tego „rodzimowierstwa”. Jak ją nazwać? „Rodzimowiara”? A czym to się różni po prostu od wiary? Dodam i to, jako mój wymysł. Typowy wymysł. Nie było słowa i nagle jest. I mam teraz zacząć bredzić, że się do czegoś podłączyłem, aby doznać „rodzimowierczego” natchnienia? I też to dodam do słownika. I co to zmienia?

A, bardzo dużo, bo dziś wilk przebrał się w owczą skórę i udaje baranka. Mówię oczywiście o Niemcach. Ukryli swoje kły i pazury, i udają takich potulnych przyjaciół.

Już autor „Kroniki Wielkopolskiej” dał się na to nabrać, jacy to Niemcy są pokojowi. Wszędzie tam, gdzie zaczyna ktoś pleść o „rodzimowiercach”, wyziera ta napastliwa frazeologia Niemców, którzy po prostu chcą ponownie wtargnąć na polskie terytoria i wydrzeć je nam, jak to im się udało niegdyś z Pomorzem, które ukradli już Bolesławowi Chrobremu.

Opluwa się dziś pamięć tego wielce chrześcijańskiego Króla, aby zaprzeczyć jego roli w jednoczeniu Słowian i Bałtów (nazywanych często po łacinie Gotami) przeciwko napastliwej polityce ówczesnych Niemców.

A dzisiejsi Niemcy to jacy są? Mili i przyjaźni? Dają nam dotacje, donacje i subwencje bezinteresownie i z dobroci serca? Płacą nam tym sposobem za straszliwe zbrodnie, mordy, gwałty i grabieże popełnione w Polsce od wieków?

Jest staropolskie słowo „palantować”. I to dopiszmy do słownika, bo słownik tego słowa w polszczyźnie zapomniał. Występuje w polszczyźnie najmniej od XVI wieku. To rzecz udowodniona.

Zatem kogo chcą tu spalantować?

Tak, drogi Czytelniku, jeśliś jest Polakiem, Ciebie. To Ty masz być tym, którego Niemiec łapami swoich pożytecznych idiotów chce spalantować. Cokolwiek to znaczy.

Zabierze Polską Ziemię, bo przekupił w tym celu wszystkich niezbędnych mu notabli w Polsce. A Naród Polski śpi. A tak zwani działacze udają, że nie wiedzą, o co chodzi.

I gdy widzę te „rodzimowiercze” wymysły, te pseudogenealogie bogów, te mity wymyślone przy kawie i komputerze, te ewidentne fikcje literackie i to miernie napisane, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie eufemizujmy – po prostu – zwykłe zmyślenia uchodzące za jakąś (natchnioną) prawdę.

Ciekawe, co by powiedzieli nasi przodkowie, gdyby zobaczyli te brednie? Zapoznaliby się z mitologią nieuków i co tu robić? Śmiać się czy płakać?

Wmawianie nam, że zdrajcą był Król, który był chrześcijaninem i walczył o to, by zachować w rękach możliwie najwięcej ziem plemion zjednoczonych pod swoim berłem, to ahistoryczne banialuki. A gdzie się podziali owi Wieleci, Redar(z)y czy Obodr(z)yci? Gdzie są ich państwa, tych wiernych starej pogańszczyźnie? Pokonali ich, mordowali ich i zgermanizowali (albo lepiej zniemczyli) Niemcy.

Dziś mamy kod genetyczny DNA.

W chromosomie Y czyli po tacie, w Niemczech w Meklemburgii, Brandenburgii, Saksonii – ogólnie dawne enerdowo – odsetek występowania haplogrupy R1a1 – nazywanej słowiańską czy aryjską – genotypu ludzkiego stanowi od 30% do 40%. Tam są ci pogańscy Słowianie, całkowicie zasymilowani w najbardziej skrajnie antypolskich regionach Niemiec. Dziś to po prostu Niemcy, którzy nawet nie pomyślą, że są słowiańskiego pochodzenia. Tam szukajcie zdrajców Słowiańszczyzny i Słowian, bo tam są. A genotyp nie kłamie.

Jedynie Łużyczanom trzeba oddać, że zachowali swoją słowiańską mowę i tradycję, ale jako chrześcijanie. I tam u nich haplogrupa R1a1 występuje częściej niż u nas w Polsce i przekracza 60% populacji.

A gdyby Bolesław Chrobry i jego następcy nie zjednoczyli Polski pod wiarą chrześcijańską, Polska skończyłaby jak Wieleci. I to się marzy – czyli rozpad Polski – owym „rodzimowiercom”, skoro tych Wieletów tak stawiają za wzór, jakby ich stawiali na ołtarze.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 12 czerwca 2020.


Sposób „na żonę”

Szukacie tu metody, jak pozyskać coś do swego gospodarstwa? Tylko to interesuje chłopa, aby mieć i posiadać. Tu może ktoś rozwiąże odwieczne problemy takich, którzy nie radzą sobie w zwykłej sprawie. I będziecie szczęśliwi, bo będziecie mieli kolejną oślicę do zaprzęgu. Juki będzie
komu nosić. Czy o to chodzi?

Nie liczcie na to. Sposób „na żonę” to jeden z najbardziej parszywych wykrętów, jakie zna Świat. Nie uświadamiałem sobie tego rodzaju wykręcania się, dopóki pewien krzywonogi prawnik nie uświadomił o tym pewnej osoby. Dla mnie to było niezrozumiałe zachowanie, bo nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wykręcał się tym sposobem.

Czyli, gdy ktoś czegoś od kogoś oczekuje, ten, na którego wywierają nacisk, mówi: „Żona mnie woła.” I każdy zrozumie, bo każdy ma z tym problem, co będzie, gdy nie posłucha swej żony. Do mnie to nie dociera. Nie rozumiem tej metody.

Ona na mnie w ogóle nie działa. Więcej powiem, facet, który użyje metody „na żonę” w stosunku do mnie, traci w moich oczach prawie wszystko. Jest jak troki od kaleson [1]. Dla mnie taki ktoś, to bubel,
człowiek bez twarzy, całkowicie zamazane indywiduum. Bezwolna kukła.

Co nie zmienia faktu, że w powszechnym użytku jest właśnie metoda: „Żona dzwoni.”, „Żona prosiła, żebym…” a „Żona woła na obiad.” to wymówka najsilniejsza. Potrzeby kałduna i potrzeba uspokojenia żoninej furii to dwa cele imperatywne, a w istocie totalne niewolnicze podporządkowanie. Nie chce taki czegoś zrobić, o co go prosisz i błagasz, to przypałętuje się natychmiast sposób „na żonę” i sprawa rozwiązana. Jak petent stoisz z rozwartą gębą i milczysz, a tamten tymczasem czmych w długą i ma kłopot z głowy. Z tym że przy tym wychodzi na zająca, którego uszy długo
powiewają na wietrze za chmurą kurzu, który wzbił. I co? Nie troki od kaleson?

Gdy jednak ktoś nie nadużywa tej metody, to pal go sześć. Przykładowo dziennikarz prowincjonalnej gazeciny, chce się poczuć jak gwiazda. I wiadomo, telefon do ucha i gada jakby gadał z papieżem lub cesarzem, a do ludzi, od których ucieka, mówi pokazując palcem na swój telefon przy
uchu „Żona.”. I wszystko jasne. Chciał być na topie, świecznik wzywał jego małe wnętrze na wielki świat. I wyszło szydło z worka pokutnego. Biedny mnich żebrzący, niemalże biczownik, żonkoś koślawy, wyplątał się z niezręcznej sytuacji. Nikt go nie napada i nie goni. Nikt mu nie wypomni miernego poziomu prasy lokalnej w jego dennej osobie.

Albo innym razem akwizytor, ledwo wejdzie do szefa do biura a już telefon się urywa i ważny kontrakt i ważne umowy zawiera? Nie, a może tak, bo kontrakt małżeński i umowa małżeńska to ważny cyrograf. A w istocie: „Żona dzwoni, by jej śmietanę kupił, bo zapomniał.”. I takiego szefa takiego akwizytora trafia szlak na miejscu.

Dlaczego zatem ja sam nie używam tej metody, skoro taka skuteczna?

Prakseologia zna może lepsze, ale nie tak uniwersalne. Działa w każdej niemal sytuacji. Wyplątać się można od każdej odpowiedzialności. Albo prawie każdej.

Otóż przez ostatnie cztery lata nasłuchałem się od chłopów tego wykrętu stale. Po kilka razy dziennie przez cztery lata ich nieróbstwa.

Tu Niemcy chcą zagarnąć Polską Ziemię, bo zdradliwe władze uchwaliły zamiast całkowitego zakazu sprzedaży ziemi obcym, ledwo pięcioletni termin, który upływa już zaraz, bo 1-go maja 2021 roku, a tu taki chłopek roztropek plecie: „Wiesz, nie mogę, bo żona woła.” albo „Mam żonę i muszę się teraz żoną zająć.”. A przedtem nie miał i działał. Prawie
chciał samospalenie zrobić w imię sprawy – a teraz żona mu nie pozwala nawet porozmawiać.

Wiadomo, na wsi wesele przytrafia się ostatnio rzadko, bo na wsi deficyt wieśniaczek, które rzuciłyby się na chłopa. Na wsi deficyt materiału na żonę. To są fakty a z nimi lepiej nie dyskutować. Ale kto temu zawinił? Co kobieta ma atrakcyjnego w mieście, czego nie ma na wsi w zagrodzie
chłopa? Dzisiejszy chłop to często przedsiębiorca. I to bardzo majętny. I wybaczyłbym to, gdyby chłop skąpił jej miłości, bo tak kocha Polską Ziemię, że dla żony zabrakło.

[1] W powiedzeniu tym pada nieprawidłowa forma „kaleson” zamiast „kalesonów”, może dla skrótu.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 15 czerwca 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa: Bolesław Chrobry, fot. za wikipedia.pl . / wybór wg.pco


2020.06.30.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel