Techniczni vs humaniści


Konflikt zasygnalizowany w tytule jest zawsze rozstrzygany na korzyść tych drugich. Jest to tak głęboko wrośnięta w serca manipulacja, że wierzy w nią nawet pan Wojtek, który ostrzy w Grodzisku narzędzia i jest absolutnym mistrzem w swoim zawodzie. Tłumaczył mi kiedyś, że dawniej było lepiej, bo jak ktoś był wybitnie zdolnym uczniem to szedł do liceum. Taki trochę słabszy szedł do technikum, a całkiem słabo radzący sobie w szkole szli do zawodówek.

Nie znałem i nie znam żadnego absolwenta liceum, który obdarzony byłby taką wyobraźnią jak pan Wojtek, wyobraźnią pozwalającą mu nadać odpowiednią jakość powierzchniom i krawędziom wyprofilowanym w najbardziej wymyślny sposób. Pan Wojtek jednak, podobnie jak wielu innych ludzi z wykształceniem technicznym, nie rozumie jak i dlaczego ich oszukano.

Różnica pomiędzy technicznymi a humanistami oczywiście istnieje, ale nie polega ona na tym, że jedni są zdolni, a ci drudzy mniej. To jest fałszywy opis predyspozycji. Ja chciałbym tutaj zaproponować inny. Być może mało precyzyjny, ale moim zdaniem istotny. Oto techniczni to ludzie szkoleni do obsługi urządzeń działających w czasie i przestrzeni rzeczywistej. Humaniści zaś to ludzie predysponowani i szkoleni do obsługi komunikacji masowej i indywidualnej, zwanej też czasem propagandą. Ta ostatnia ma kluczowe znaczenie dla władzy i dlatego władza, mrugając porozumiewawczo do technicznych, będzie zawsze stawiać na piedestale humanistów. Bo ci są – o ile nie mają narowów – gwarantami trwałości narracji, które władzę utrzymują. Rodzi się oczywiście pytanie: co to jest władza i czy humaniści rozumieją powyższy mechanizm? Na pytanie pierwsze odpowiem tak: władza to organizacje o zasięgu globalnym porządkujące lokalnie swoje interesy za pomocą podstawionych ludzi i lokalnych organizacji. Humaniści zaś ni cholery nie rozumieją, albowiem zanurzeni są w treść i pojęcia nie mające nic wspólnego ze sprawowaniem władzy realnej. Oni mają tylko wytłumaczyć maluczkim dlaczego jest tak, jak jest i co zrobić, żeby było lepiej. To jest rzecz jasna pułapka, albowiem humaniści z definicji dążą do dziadostwa. Na tym polega ich rola. To zawodowi dewastatorzy albo piewcy ruin i gruzów. Politycznych, gospodarczych, moralnych, w zasadzie każdych. Ludzie, którzy opiewając miejskie wysypisko mową wiązaną upierają się, że to szczyty Alp. Techniczni, którzy w przeciwieństwie do humanistów są przeważnie dobroduszni i naiwni, dostają od władzy komunikat następujący – widzicie co tamci robią? No, ale to są humaniści, nie możecie się tak zachowywać, musicie wziąć odpowiedzialność. No i techniczni ją biorą. Najważniejszym oszustwem, które trzyma technicznych w stuporze jest postulat iż nie mają oni wyobraźni. To jest nieprawda. Wyobraźnię mają wyłącznie techniczni. Spróbujcie coś wytłumaczyć humaniście, albo poprosić go by wskazał drogę w jakieś miejsce. To jest wstęp do katastrofy, albo serii katastrof. Humaniści mają jedynie zdolność do zestawiania komunikatów propagandowych, przygotowanych wcześniej i budowania całkowicie absurdalnych konglomeratów pojęć, które służą tylko i wyłącznie zabezpieczaniu interesów organizacji globalnych. Dobrze to widać po zachowaniu i pismach Adama Michnika. Choćby w takim tytule jak „Kościół, lewica, dialog”.

Techniczni stają wobec wyzwań, które uruchamiają w ich umysłach procesy niezwykłe. Humaniści potrafią jedynie skleić gumą arabską gutaperkę z folią i nadać temu jakąś malowniczą nazwę. To wszystko. Niczego więcej zresztą się od nich nie wymaga. Pozostawieni sami sobie, bez ochrony władzy, umarliby z głodu, wycieńczenia, albo popełniliby samobójstwo. Humaniści są grupą spośród której werbuje się agentów udzielając im dodatkowych jakichś wtajemniczeń, które – wobec wszędzie obecnych struktur władzy niejawnej – dają im przewagę nad technicznymi. Techniczni są blokowani i wyszydzani także przez to iż wmawia im się, że są nieatrakcyjni towarzysko. To jest jawne kłamstwo. To humaniści są nieatrakcyjni towarzysko, przeważnie nie są w stanie opowiedzieć jednego zabawnego żartu, ani przywołać żadnej sytuacji, która miałaby choćby pozory autentyczności. Humaniści żyją wśród stworzonych przez akademię w ciągu ostatnich 150 lat memów i kłamstw. Nie mogą się od nich uwolnić, bo to z miejsca zamieni ich w rechoczącą żabę, którą każdy może rozgnieść obcasem. Nie będą już książętami z bajki. Żeby sprawy te dostrzec i stanąć przed nimi bez lęku, niepotrzebnych kompleksów i zahamowań, trzeba przeczytać książkę Hermana Zdzisława Scheuringa zatytułowaną „Czy królobójstwo. Krytyczne studium o śmierci króla Stefana Wielkiego Batorego”. Gdybym miał jednym zdaniem powiedzieć o czym jest tak książka napisałbym, że jest to jedna wielka polemika zbuntowanego technicznego z całą gromadą wściekłych humanistów.

Herman Zdzisław Scheuring, polski lekarz mieszkający w Londynie, uzbrojony w swoją fachową wiedzę i przyrodzoną spostrzegawczość, analizuje w tej pracy opracowania historyków i teksty źródłowe dotyczące panowania i okoliczności śmierci króla Stefana. Biedny Scheuring, który skutecznie leczył ludzi, także poranionych przez kule i odłamki, nie może się nadziwić, jak to jest, że historycy, ludzie oczytani i ponoć oświecenie, posługują się w swoich ocenach panowania Batorego, takimi wytrychami, jak „tradycyjny pacyfizm szlachty”. Chodzi o to, że Batory parł do wojny z Moskwą, a senatorowie i wybierający ich hreczkosieje nie chcieli tej wojny, albowiem marzyli o życiu w pokoju. Nie może się Herman Zdzisław Scheuring nadziwić, jak to jest możliwe, że ludzie z tytułami naukowymi, nie potrafią zrozumieć, jak istotne dla państwa jest wyniesienie wojny poza jego granice. Wojny, która przecież nie wybuchła wczoraj i której nie zaczął król Stefan. Wojna ta była stanem chronicznym i nieuleczalnym. Nie można jej było zakończyć pokojem, albowiem przyczyny konfliktu były inne niż się zdawało i zdaje humanistom. Nie istnieje żadna formuła w XVI wieku, która pozwoliłaby zawrzeć trwały pokój pomiędzy Moskwą a Rzeczpospolitą i wynika to wprost z faktu iż doktryna moskiewska zakłada przejęcie całej „ziemi ruskiej”, a to oznacza po prostu przejęcie Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rusi Białej i Czerwonej. Ta sztuka udała się dopiero komunistom, bo nawet Katarzyna Wielka nie opanowała Lwowa, choć opanowała Alaskę.

Moskwa jest więc uzbrojona w nowoczesną doktrynę, na co wskazuje Scheuring, podkreślając wagę tego faktu. Rzeczpospolita zaś realizuje procedury demokratyczne, które zostały jej narzucone poprzez humanistów właśnie. Najważniejszym zaś wśród nich postulatem jest zagwarantowanie wolności sumienia, dla dysydenckiej szlachty. To znaczy zaś wprost dla tych ludzi, którzy mają niwelować skutki wojennych przygotować króla i dewastować oraz zaniżać potencjał wojenny kraju. Sumienie zdrajców i jego spokój jest ważniejsze niż walka ze zbrodniczą, szykującą krajowi zgubę doktryną. Tak to ujmuje Scheuring. O istotnych różnicach wpływających na ocenę polityki przez technicznych i humanistów opowiem jutro. Dziś chcę jedynie wskazać na fakt, że można być gwarantem zła, lansując dobro. Tak się wydawało historykom, takim jak Konopczyński, którzy uważali, iż wojna z Moskwą, była niepotrzebna i należało ją zakończyć dla dobra kraju. Był tylko jeden wymiar „dobra kraju” w owym czasie – likwidacja księstwa moskiewskiego i jego doktryny, albowiem ta zakładała likwidację Rzeczpospolitej. Rozwój wypadków pokazał, jak wielu ludzi w Moskwie potrafiło tę zasadę rozumieć i było gotowych do współpracy z Rzeczpospolitą, byle uniknąć przeciągającej się wojny.

Można śmiało rzec, że czasy króla Stefana to pierwszy moment, w którym humaniści gromadnie pojawiają się na scenie politycznej i dewastują ją w sposób trwały, zaburzając całkowicie komunikację pomiędzy organami państwa, przesuwając akcenty w tej komunikacji na kwestie nieistniejące wręcz, albo, w najlepszym razie błahe. Jak wspomniana tu już wolność sumienia agentów państw obcych i organizacji o zasięgu ponadpaństwowym. To jest ten moment, od którego humaniści zaczynają gardłować za „unowocześnieniem kraju” i „dogonieniem zachodu”. Są to formuły fałszywe, nie mające nic wspólnego z próbą nawet realnego opisu sytuacji politycznej i gospodarczej za panowania króla Stefana. Ich praktyczna zaleta polega na tym jedynie, że dają się zastosować w każdych czasach. I my to widzimy. Scheuring, który jest technicznym pasjonatem historii, od razu dostrzega skalę dewastacji, jakie czyni zaproponowana przez humanistów komunikacja i dokonuje śmiałych porównań czasów, które opisuje z tymi, w których przyszło mu żyć. Niestety jest autorem całkiem zapomnianym, a poza tym nie posiadał jedynego, liczącego się dla zmanipulowanego odbiorcy certyfikatu, który by go mógł uwiarygodnić – nie był humanistą tylko lekarzem. Był techniczny, a techniczni wiadomo, nie mają wyobraźni, są nieatrakcyjni towarzysko, a ich horyzont jest bardzo wąski. Tak się te sprawy załatwia i tak się zakleja ludziom usta, by nie mogli powiedzieć prawdy. Jutro będę kontynuował ten wątek, bo doznałem kilku olśnień wczoraj pisząc tę upiorną recenzję. A na razie polecam

A tu jeszcze jedna książka dla technicznych

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 23 czerwca 2020 r.

Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski. Fot. Inter.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.06.30..

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski