Ofiara i kaci (Część V.) Inspirator zamordowania ks. Popiełuszki


Przeczytaj          Część I,        Część II,       Część III. Część IV.

Anastazja Milewska

Anastazja Milewska urodziła się 7 listopada 1895 r. w miejscowości Inwałd w gminie Andrychów, powiat Wadowice, woj. krakowskie. Kiedy skończyła 18 lat, podjęła naukę w Seminarium Nauczycielskim w Bielsku Białej.

Po ukończeniu seminarium została skierowana do pracy w Jaziewie, gmina Janiny, obecnie gmina Sztabin, gdyż było tu największe zapotrzebowanie na nauczycieli. Na początku lat dwudziestych powstały tutaj dwie szkoły powszechne, do jednej chodziło 50 uczniów, do drugiej 48 uczniów. Rok później szkoły połączono w jedna szkołę dwuklasową, z liczbą ponad 100 uczniów. W latach 1923-1924 była to już szkoła trzyklasowa, jednak od 1925 r. znowu była to jednostka dwuklasowa. Uczyły tutaj Anastazja Milewska i J. Neiserowa (www.sztabin.ug.gov.pl).

Po kilku latach pracy w Jaziewie w 1924 r. została przeniesiona do pracy w Lipsku, gdzie pracowała do 1934 r. Oprócz pracy w szkole zajmowała się działalnością społeczną. Inicjatywami i staraniami przyczyniła się do wybudowania w Lipsku nowego budynku szkolnego i podniesienia stopnia nauczania do zakresu pełnej szkoły podstawowej. Za swoją działalność i ze względu na swoje przekonania musiała zmienić miejsce pracy i zamieszkania. Przeniesiono ją do Wasiliszek, gdzie uczyła matematyki i fizyki w szkole podstawowej. Mieszkała tam z synem Mirosławem i córką Lusią, która uczyła się w gimnazjum w Szczuczynie Nowogrodzkim.

Po kilku latach przeniesiono Anastazję Milewską do Szczuczyna Nowogrodzkiego, i tam uczyła w szkole ćwiczeń. W 1940 r. zwróciła się do władz o przeniesienie do Lipska i od stycznia 1940 r. zamieszkała z rodziną w Lipsku. Miała kłopoty z nauczaniem w szkole, bo słabo znała język rosyjski, który wówczas był językiem wykładowym. Mimo tego uczyła w szkole do 21 czerwca 1941 r., to jest wybuchu wojny Niemców z ZSRR. Lata okupacji spędziła w Lipsku. Przyszło lato 1943 r. W lipcu 1943 roku aresztowana ją wraz z mężem i córką, podobnie jak 47 innych mieszkańców miasta, została rozstrzelana na fortach w Naumowiczach kołu Grodna (Echo Lipska, nr 15, październik 1994). Gdzie w tym czasie znajdował się jej syn Mirosław?

Mirosław nie został aresztowany, gdzie więc w tym czasie przebywał? W 1939 r. Lipsk został zajęty przez Armię Czerwoną. Augustów w przeciwieństwie do Suwałk, pozostał pod władzą sowiecką aż do 1941 r. Niemcy napadli na ZSRR 22 czerwca 1941 r. Wówczas Sowieci wycofali się z Lipska. Czy z nimi poszedł Mirosław Milewski? Miał wówczas 13 lat (ur. 1928 r.). A może przez Sowietów został porwany?

Matrioszka

Matrioszka to drewniana rosyjska zabawka, składająca się z lalek wydrążonych w środku i włożonych jedna w drugą. Jest też symbolem Rosji. Tak powszechnie zrozumiałym, że w ten sposób zaczęto nazywać rosyjskich nielegałów, czy też jak kto woli, śpiochów. To doskonale wykształceni oficerowie sowieckiego, a później rosyjskiego wywiadu, którzy prowadzą podwójne życie, udając lojalnych obywateli kraju, w którym żyją.

W ośrodkach władzy PRL znajdowali się rosyjscy agenci o polskich nazwiskach, ulokowani jeszcze w latach stalinowskich przez NKWD. Kierowali się rosyjską rewolucyjną zasadą: im gorzej, tym lepiej. Jedną z najbardziej wpływowych osób w PRL był gen. Mirosław Milewski, który był człowiekiem Moskwy i był powiązany wcześniej z NKWD. Istnieje podejrzenie, że posługiwał się fałszywym życiorysem.

Przed drugą wojną światową w miasteczku Lipsk na Suwalszczyźnie mieszkała rodzina Milewskich. Anastazja Milewska była nauczycielką. W 1943 r. została wraz z mężem i córką aresztowana, a następnie w dniu 13 lipca 1943 r. z 47 mieszkańcami Lipska rozstrzelana. W 1945 r. na Suwalszczyźnie i w Lipsku pojawiło się NKWD. Ich dowódca twierdził, że tu mieszkał i nazywa się Mirosław Milewski. Jednak ludzie, którzy znali i pamiętali rodzinę Milewskich twierdzili, że oficer NKWD nie był Mirosławem, synem Milewskich (audycja w PR program I w 1991 r.). Jakim więc sposobem dokumenty rodziny Milewskich zamordowanych przez Niemców trafiły do NKWD. Wcześniej były w posiadaniu gestapo. Oficer ten po wojnie pozostał w Polsce i pełnił wiele różnych odpowiedzialnych funkcji państwowych. Założył nawet towarzystwo przyjaciół Lipska. Wybudowaną w miasteczku szkołę nazwano imieniem Anastazji Milewskiej, rzekomo jego matki.

Na zdjęciu, siedemnastoletni wówczas Milewski pozował razem z najbardziej zaangażowanymi w obławę: sowieckim doradcą PUBP w Augustowie majorem Wasilenką, szefem augustowskiej bezpieki Aleksandrem Kuczyńskim oraz jego zastępcą Ryszardem Cabanem. fot. za 3obieg.pl

Milewski o rzekomej matce: „Każdy człowiek w życiu ma coś, co uważa za najdroższe. Dla mnie najświętsza jest pamięć mojej Matki”; „Znała wiele wierszy Słowackiego, Mickiewicza. Znała większość książek klasyków i bardzo często opowiadała i czytała to mnie. W czasie wakacji, jak był wolny wieczór, chętnie czytała polską poezję, np. wiersze Marii Konopnickiej. Była osobą o dużych zainteresowaniach humanistycznych”; „Nie pamiętam, żeby ktoś odnosił się do Niej źle. Wszyscy Ją lubili i wszędzie darzona była wielkim szacunkiem. Nie znam człowieka, któremu wyrządziła jakąś krzywdę. Była bardzo szlachetną osobą”; „Jako nauczycielka była bardzo lubiana przez uczniów. Była dość wymagająca, ale rodzice chcieli, aby Mama uczyła ich dzieci. Jedynym uczniem, który nie bardzo lubił, aby go uczyła, byłem ja, bo wydawało mi się, że Mama stawia mi za niskie stopnie, niż na to zasługuję. Starała się być i była sprawiedliwa” („Echo Lipska”, nr 15, październik 1994 r.).

10.10.1980 roku szkoła w Lipsku otrzymała zaszczytne imię bohaterskiej nauczycielki Anastazji Milewskiej, a nauczyciele czynni i tajnego nauczania zostali uczczeni tablicą pamiątkową: „W hołdzie nauczycielom Szkoły w Lipsku n/Biebrzą zamordowanym przez hitlerowskich oprawców w dniu 13 lipca 1943 roku Piotra Kwiatkowskiego, Anastazji Milewskiej, Jarosława Olchowskiego, Konstantego Pawłowskiego, Franciszka Żelazowskiego.

Jeden z doradców Czesława Kiszczaka twierdził, że miał w rękach teczkę gen. Mirosława Milewskiego założoną przez NKWD (Witold Bereś i Jerzy Skoczylas, „Generał Kiszczak mówi…”, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1991).

Według otrzymanych dokumentów po zamordowanej polskiej rodzinie, Mirosław Milewski twierdził, że urodził się 1 maja 1928 w Lipsku na Suwalszczyźnie. Prawdą natomiast jest fakt, że od lipca 1945 r. (miał 17 lat) był funkcjonariuszem stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa. Przeszedł wszystkie szczeble kariery. Zaczynał w Urzędzie Bezpieczeństwa w Augustowie, gdzie związany był z obławą augustowską. Brał czynny udział w zatrzymaniu zamordowanych później Polaków (Obława augustowska (inaczej: obława lipcowa) – operacja przeprowadzona w lipcu 1945 roku przez oddziały 50 Armii radzieckiej i wojska NKWD oraz wydzielone oddziały LWP i UB).

Od początku lat 60. XX w. pracował w Wojewódzkim Urzędzie MSW w Białymstoku. W latach 70. XX w. był dyrektorem I Departamentu MSW, wiceministrem i ministrem MSW do 25 lipca 1981 r. W latach 1971–1980 zastępca członka, a od 1980 członek Komitetu Centralnego PZPR. Od lipca 1981 był członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC PZPR. Od 1981 był także przewodniczącym Komisji Prawa i Praworządności KC PZPR.

Gen. Mirosław Milewski. Fot. za IPN.

Gen. Mirosław Milewski w czasie porwania i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki był członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC, miał nadzór polityczny nad wojskiem i MSW. Na te stanowiska został powołany w czasie IX zjazdu PZPR. W czasach komunistycznych rząd był marionetką, a rzeczywistą władzę sprawował Komitet Centralny PZPR. Czesław Kiszczak, w tamtym czasie minister MSW, wykonywał polecenia sekretarza KC. Nie musiał też wiedzieć o innych działaniach podjętych przez sekretarza KC. Poza tym w MSW istniały nieformalne powiązania, układy, które najważniejsze były na szczeblu dyrektorów departamentów. Za Kowalczyka, a potem za Kiszczaka wiceministrem MSW był gen. Stachura. Ściągnął on z terenu Konrada Straszewskiego, który został dyrektorem IV Departamentu. On z kolei ściągnął do siebie Płatka, a potem Piotrowskiego, który był naczelnikiem w Łodzi. Wyróżniał się tam w bardzo prowokacyjnych akcjach. Potem Straszewski został wiceministrem, a dyrektorem departamentu IV został Płatek. Formalnie nadzorował departament IV Ciastoń, też wiceminister, ale Straszewski miał tam duże wpływy.

Stanisław Kania w grudniu 1980 r. został po Gierku I sekretarzem PZPR. Premierem został Wojciech Jaruzelski, a Czesław Kiszczak został ministrem MSW. Dla Stanisława Kani Milewski był geniuszem wywiadu i kontrwywiadu. Łączyły ich bliskie kontakty. Potem Milewski chciał rozegrać sprawy zgodnie z wytycznymi Moskwy i w czerwcu 1981 r. na plenum KC miał obalić Kanię i Jaruzelskiego. Po tym zdarzeniu stosunki Kani i Milewskiego się ochłodziły. Przed tym słynnym plenum KC PZPR z Moskwy przyszedł list. Nie do Kani, nie do Jaruzelskiego, ale do Komitetu Centralnego PZPR, czyli ponad ich głowami. Był to list bez precedensu, z bardzo surową krytyką tego, co się w Polsce wówczas działo, a mianowicie, że dopuszcza się do głosu opozycję, że grozi utrata władzy, że toleruje się wrogą działalność Kościoła. Cały szereg tego typu uwag. W liście były wymienione tylko nazwisko Jaruzelskiego i Kani. Na tym plenum przeciw Jaruzelskiemu i Kani między innymi wystąpiło dwóch generałów, a mianowicie gen. broni Włodzimierz Sawczuk, członek KC PZPR, wcześniej szef Głównego Zarządu Politycznego WP i gen. broni Eugeniusz Molczyk, zastępca naczelnego dowódcy Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego. Obaj zaatakowali ich z ogromną wściekłością. Na sali nastroje im sprzyjały. W czasie przerwy Tadeusz Grabski chcąc przechylić szalę na stronę partyjnego betonu, powołał się na towarzyszy radzieckich. Później jednak zwolennicy Jaruzelskiego i Kani zaczęli bronić ich polityki. Nie doszło do wystąpienia gen. Milewskiego i agenci sowieccy przegrali. Milewski był kandydatem niektórych sił w Moskwie na I sekretarza PZPR.

Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Fot. Inter.

Czesław Kiszczak, szef MSW, w maju 1984 roku, a więc na pięć miesięcy przed porwaniem księdza Jerzego Popiełuszki, wyciągnął na wierzch aferę „Żelazo”, tajnej akcji z lat 70. XX w. I Departamentu MSW, którego szefem był wówczas generał Mirosław Milewski. Objęła swym zasięgiem czasowym czterech byłych ministrów spraw wewnętrznych, kilku wiceministrów i kilkudziesięciu kierowniczych funkcjonariuszy MSW, i tym sposobem usiłował zniszczyć Milewskiego. Akcja „Żelazo” prowadzona była w latach 70. XX wieku w Zachodniej Europie. Polegała na przeniknięciu do przestępczych struktur i poprzez przestępczą działalność (napady rabunkowe, kradzieże, a nawet morderstwa – w jednej z takich „akcji” zginął francuski policjant) zdobywanie pieniędzy, złota (stąd kryptonim akcji), dzieł sztuki, a także samochodów. Z akcją „Żelazo” związani byli trzej bracia Janosze: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy prowadzili przestępczą działalność w zamian za zapewnienie bezkarności w PRL oraz udział w zrabowanych łupach. Osoby związane z aferą „Żelazo” miały kontynuować działalność przestępczą w tzw. gangu młotkarzy.

Skazani w procesie toruńskim: od lewej – kpt. Grzegorz Piotrowski, płk Adam Pietruszka, por. Leszek Pękala, por. Waldemar Chmielewski, funkcjonariusze Departamentu IV MSW. Fot. PAP / Andrzej Rybczyński.

Milewski od początku miał świadomość, że musi odejść ze wszystkich stanowisk: członka Biura Politycznego, sekretarza KC nadzorującego MSW i stosunki państwo-Kościół. Zagrożeni się poczuli jego bliscy przyjaciele w MSW, w tym płk Pietruszka, który należał do towarzystwa przyjaciół Lipska założonego przez Milewskiego. Prawdopodobnie towarzystwo przyjaciół Lipska był zasłoną dymną, za którą prowadzono całkowicie inną działalność.

Był powiązany z aferą „Żelazo” i zabójstwem księdza Jerzego Popiełuszki. W 2004 r. prof. Andrzej Paszkowski ujawnił dokument ze swego prywatnego archiwum, który obłożony był zastrzeżeniem, że może zostać ujawniony dopiero w 2010. Dokument będący notatką z narady, która odbyła się przed południem 25 października 1984 w Urzędzie Rady Ministrów, został spisany przez Wiesława Górnickiego, doradcę premiera. Uczestniczyli w niej premier gen. Wojciech Jaruzelski, szef URM gen. Michał Janiszewski oraz płk Bogusław Kołodziejczak.

Morderca księdza, Grzegorz Piotrowski, zeznał, że miał poparcie w aparacie władzy, a konkretnie sekretarza KC PZPR, gen. Mirosława Milewskiego:

„Politycznym inspiratorem porwania – niezależnie od indywidualnego fanatyzmu sprawcy – mógł być wyłącznie towarzysz Mirosław Milewski […] Towarzysz premier, podzielając dezaprobatę zebranych dla działalności tow. Milewskiego i nie podając w wątpliwość politycznej, a może i osobistej odpowiedzialności za uprowadzenie, a być może i za morderstwo na osobie ks. Popiełuszki, sprzeciwił się jednocześnie podejmowaniu decyzji personalnych na XVII Plenum KC PZPR, które miało się wkrótce rozpocząć”.

Kilka dni po porwaniu księdza Jerzego Popiełuszki, Milewski został odwołany przez Jaruzelskiego, który wówczas był I sekretarzem PZPR. W 1990 został na krótko aresztowany. Zmarł 23 lutego 2008 r. w Warszawie.

Co Milewski chciał uzyskać inspirując morderstwo ks. Popiełuszki?

Była to ostatnia prowokacja Milewskiego. Agenci NKWD a następnie KGB kierowali się rosyjską rewolucyjną zasadą: im gorzej, tym lepiej. Celem było wyprowadzenie Polaków na ulicę, i doprowadzenie do wojny domowej. Popiełuszko i jego Msze za Ojczyznę były znane w całej Polsce, a sam Popiełuszko był na ustach wielu Polaków. W filmie A. Holland „Zabić księdza” z 13 października 1989 r., jest ukazany taki moment: do ks. Boguckiego, po ucieczce, przychodzi Chrostowski, kierowca, i mówi: proszę księdza, porwano ks. Jerzego, trzeba ludzi wyprowadzić na ulicę! Ks. Bogucki odpowiada: nie na ulicę, ale do kościoła! Usiłowano doprowadzić do wojny domowej, wówczas ZSRR mógłby interweniować, ale nie tyko, gdyż również NRD i Czechosłowacja.

Radzieckie władze, uwikłane w kłopoty w Afganistanie oraz na trudną do przewidzenia postawę Chin, zrezygnowały w końcu z interwencji w Polsce. Naciskał na nią jeszcze tylko Erich Honecker, I sekretarz KC w NRD. Na pewno nie kierowały nim motywy tzw. socjalistycznego internacjonalizmu. Bądź, co bądź niemieckie wojsko mogło za przyzwoleniem ZSRR wkroczyć na polskie ziemie zachodnie (Janusz Dobrosz, „Zniewalanie Polski”, Wydawnictwo „NORTOM”, Wrocław 2006). O takim scenariuszu wówczas się mówiło.

Maciej Giertych w biuletynie „Opoka w Kraju” napisał: „To, że w Polsce poleje się krew, oraz to, że obiecywano NRD za udział w opanowaniu Polski, obszar na zachód od linii Szczecin-Katowice. O ustaleniach między ZSRR a NRD pisały gazety RFN: „Die Bunte” 25 lutego 1982 i „National-Zaitung 2 kwietnia 1982” (Maciej Giertych, „Opoka w Kraju”, nr 72(93) kwiecień 2010).

Związki z KGB i Stasi

Związki Milewskiego z Moskwą potwierdzają dokumenty znajdujące się w tzw. archiwum Wasilija Mitrochina, byłego oficera KGB. Wynika z nich, że na początku lat 80. XX w. Milewski regularnie raportował KGB o sytuacji w Polsce. W listopadzie 1980 r. przedstawił szefowi KGB Jurijowi Andropowowi (późniejszemu generalnemu sekretarzowi KPZR) listę 1200 „działaczy kontrrewolucyjnych”, którzy mieli zostać aresztowani po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce.

Moskiewskie archiwa mogą pomóc w postawieniu przed sądem żyjących sprawców obławy augustowskiej, ale także dać odpowiedź na pytanie, jaką rolę w PRL odgrywali ludzie Moskwy tacy jak Mirosław Milewski. I czy jedynie tzw. beton partyjny współpracował z Moskwą (https://www.wprost.pl/tygodnik/78497/W-sluzbie-Moskwy.html). Stefan Olszowski z Grabskim i Milewskim zaliczani byli do grupy partyjnej promoskiewskiej, czyli do „betonu partyjnego”.

Dnia 19 września 1995 r. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, obradująca pod przewodnictwem posła Jerzego Wiatra (SLD), rozpatrzyła:

– wniosek wstępny o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej i odpowiedzialności karnej przed Trybunałem Stanu osób związanych z wprowadzeniem i realizacją stanu wojennego.

Posiedzenie poświęcone przesłuchaniu świadka Mirosława Milewskiego.

Poseł Jacek Taylor (UW): Czy, a jeśli tak, to w jakim czasie, utrzymywał pan kontakty z J. Andropowem? Jak były one częste i kiedy ustały?

Gen. Mirosław Milewski: Utrzymywałem kontakty nie tylko z J. Andropowem, lecz także z przedstawicielami innych krajów wspólnoty socjalistycznej, z którymi zawierane były umowy. Oczywiście kontakty te nie dotyczyły wszystkich ministrów. Z. J. Andropowem odbyłem kilka spotkań oficjalnych, z tym że jako minister zostałem przez niego przyjęty tylko raz, dwu- lub też trzykrotnie uczestniczyłem w spotkaniach ministrów, gdy pełniłem funkcję wiceministra spraw wewnętrznych. W Moskwie bywałem na spotkaniach z szefem służb, których odpowiednikiem w Polsce byłem w randze wiceministra – konkretnie mam na myśli wywiad.

Poseł Jacek Taylor (UW): Proszę o informację, czy jest prawdą, że spotkał się pan z Jurijem Andropowem na lotnisku polowym w Mińsku Mazowieckim w październiku lub listopadzie 1981 r.?

Gen. Mirosław Milewski: Wiem, że wiadomość taka zwarta jest we wspomnieniach któregoś z oficerów – nie pamiętam w tej chwili, o jaką to książkę chodzi – który podobno widział moje przybycie na to lotnisko, a następnie spacer, jaki odbyłem w towarzystwie J. Andropowa po terenie lotniska. Uważam, że gdyby nawet J. Andropow miał ochotę na odbycie podobnej eskapady na teren lotniska obcego państwa, to nie pozwoliłyby mu na to zalecenia, którymi zobowiązany był się kierować. Tym bardziej, że chodziłoby o ewentualne spotkanie z osobą podrzędnego w gruncie rzeczy szczebla.

Poseł Jacek Taylor (UW): Czyli zaprzecza pan, że fakt taki się zdarzył?

Gen. Mirosław Milewski: Zaprzeczam.

Poseł Jacek Taylor (UW): Proszę w takim razie o podanie, kiedy miał pan ostatni kontakt z J. Andropowem.

Gen. Mirosław Milewski: Dokładnej daty nie pamiętam, ale wiem, że było to mniej więcej na miesiąc przed moim odejściem ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych, czyli zapewne w czerwcu 1981 r.

Poseł Jacek Taylor (UW): W dokumentach przekazanych nam z Niemiec znajdują się informacje o meldunkach napływających do Berlina z Komitetu Centralnego PZPR, nadsyłanych przez osobę podpisującą się „Atłas”. Czy wie pan, o kogo to chodzi?

Gen. Mirosław Milewski: Sądzę, że o Michała Atłasa, byłego kierownika Wydziału Administracyjnego Komitetu Centralnego.

Poseł Jacek Taylor (UW): W dokumentach tych jest również informacja o treści: „Generał Milewski powiedział mi przed kilkoma dniami: do czerwca – mowa o 1981 r. – wierzyłem w to, że sowieccy towarzysze wesprą nas militarnie przy rozwiązywaniu wewnętrznych problemów; teraz wiem, że do tego nie dojdzie”. Czy potwierdza pan tę swoją wypowiedź?

Gen. Mirosław Milewski: Prowadziłem wprawdzie wiele rozmów, ale przytoczonej zupełnie nie pamiętam. Nie rozumiem również, w jakim celu miałbym czynić „zwierzenia” tego typu. Mogę prosić o wyjaśnienie, kiedy rzekomo tak się wypowiedziałem?

Poseł Jacek Taylor (UW): Notatka podpisana „Ulman” pochodzi z 13 października 1981 r.

Gen. Mirosław Milewski: Przykro mi, lecz podane nazwisko nic mi nie mówi, nie kojarzę człowieka tak podpisanego z żadną funkcją. Nie wiem ani o kogo chodzi, ani z jakiej okazji i w jakim celu miałbym cytowane słowa wygłaszać. Nie był to na pewno żaden dostojnik NRD, nie mogę jednak wykluczyć z całą pewnością, czy nie było u mnie z jakąś sprawą służbową człowieka o tym nazwisku, czy też ewentualnie nie zetknąłem się z nim w jakichś innych okolicznościach. Z całą pewnością natomiast nie wiem, o kogo to chodzi, podobnie, jak nie przypominam sobie tych rzekomo moich słów.

Stasi w Polsce

Grupa Operacyjna Warszawa Stasi (Operativgruppe Warschau, Operativgruppe des MfS in der VR Polen, w skrócie OG Warschau) – działająca w latach 1980-1990 w Polsce, a więc w okresie stanu wojennego i bezpośrednio po nim, jednostka operacyjna Ministerstwa Bezpioeczeństwa Państwowego NRD – Stasi (Ministerium für Staatssicherheit – MfS).

Grupa powstała 8 września 1980, na mocy porozumienia z władzami polskimi. Organizacyjnie była komórką kontrwywiadu (Spionageabwehr) Stasi, formalnie II Głównego Wydziału (Hauptabteilung II – HA II). Jej członkami byli też przedstawiciele innych służb Stasi. W połowie lat 80. składała się łącznie z 14 etatów, w tym z głównego pełnomocnika do spraw bezpieczeństwa ambasady NRD. Utrzymywała też w Polsce sieć własnych agentów, określaną na ok. 150-500 osób.

Grupa mieściła się w budynku ambasady NRD w Warszawie, przy ówczesnej al. I Armii Wojska Polskiego 2-4 (obecnie Al. Szucha), zajmując 10 pokoi. Do 1984, praktycznie w okresie stanu wojennego, OG W utrzymywała też przedstawicielstwa terenowe:

  • w Gdańsku (na terenie Konsulatu Generalnego w Al. Zwycięstwa 23);
  • Katowicach (na terenie przedstawicielstwa handlowego NRD, formalnie Oddziału w Katowicach Wydziału Polityczno-Handlowego Ambasady NRD, mieszczącego się przy ówczesnej ul. Liebknechta 15;
  • Szczecinie (na terenie Konsulatu Generalnego przy ul. Królowej Korony Polskiej 31);
  • we Wrocławiu (na terenie Konsulatu Generalnego przy ul. Podwale 76).

Konsulat NRD mieścił się w Katowicach przy ulicy Liebknechta (obecna Opolska) do końca 1989 roku. Dzisiaj już jest wiadomo, że była to jedna z najbardziej aktywnych w Europie Środkowej placówek tajnej policji politycznej NRD – osławionego Stasi. Grupa ta miała w naszym regionie dużą agenturę; szczególnie była ona aktywna w 1980 i 81 roku, kiedy każdego dnia wysyłała do swojej berlińskiej centrali tasiemcowe meldunki na temat nastrojów politycznych i społecznych na Górnym Śląsku.

W 2007 r. ekipy remontujące siedzibę Regionalnej Izby Gospodarczej przy ulicy Opolskiej w Katowicach znalazły w drzwiach i pod starą boazerią cały talerz pluskiew, mininadajników służących do podsłuchiwania. W ścianach odkryto natomiast grube kable, prowadzące kiedyś do centralki podsłuchowej.

– To „znalezisko” nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Śląsk był bowiem pod szczególnym nadzorem enerdowskich służb specjalnych – mówi Jadwiga Chmielowska, która we współpracy z Instytutem Gaucka oraz IPN-em realizuje program badawczy na temat działalności Stasi w Polsce. – W Katowicach, zarówno pod przykrywką konsulatu, jak i Ośrodka Kultury Niemieckiej, w najlepsze funkcjonowali tajni agenci NRD (https://katowice.naszemiasto.pl/pluskwy-do-podsluchow-w-katowickiej-siedzibie-rig/ar/c1-6788213).

Towarzystwo Przyjaciół Lipska

Gmina Lipsk położona jest w rejonie przygranicznym północno – wschodniej części kraju w województwie podlaskim. Na północy sąsiaduje z gminą Płaska, od zachodu z gminą Sztabin, od południa z gminami Dąbrowa Białostocka i Nowy Dwór, na wschodzie graniczy z Białorusią. Z Puszczy Augustowskiej koło Lipska wyruszył do walki legendarny mjr Hubal. Pobyt oddziału „Hubala” w Lipsku upamiętnia obelisk i pamiątkowa tablica przy ul. Batorego. W dniu 13 lipca 1943 r. 50 mieszkańców Lipska zostało rozstrzelanych przez hitlerowców w odwet za akcje partyzancką przeciwko posterunkowi żandarmerii, przeprowadzoną przez oddział partyzancki „Dęba” złożony z mieszkańców Lipska. 9 maja 1973 r. odznaczono Lipsk n/Biebrzą Orderem Krzyża Grunwaldu III klasy.

Lipsk odzyskał prawa miejskie w 1983 r. Ważną rolę w tym fakcie przypisuje się pochodzącemu z Lipska gen. Mirosławowi Milewskiemu, a także Towarzystwu Przyjaciół Lipska – organizacji zrzeszającej byłych i obecnych mieszkańców, ale nie tylko. W latach 80. XX w. w Lipsku rozwija się przemysł lekki (produkcja podzespołów indukcyjnych oraz maszyn rolniczych). Towarzystwo powstało w 1973 r. Gmina Lipsk położona jest w rejonie przygranicznym północno – wschodniej części kraju w województwie podlaskim. Na północy sąsiaduje z gminą Płaska, od zachodu z gminą Sztabin, od południa z gminami Dąbrowa Białostocka i Nowy Dwór, na wschodzie graniczy z Białorusią. Jak powstało Towarzystwo Przyjaciół Lipska?

W 1972 r. powstał Społeczny Komitet „Zginęli za Polskę”. Zawiązał się tylko po to, żeby wybudować właśnie ten pomnik. Ale władze powiatowe, które miały siedzibę w Dąbrowie Białostockiej, nie bardzo się na to zgadzały. Wtedy mieszkańcy Lipska przypomnieli sobie o generale z rodzinnej miejscowości i pojechali prosić go o wsparcie. Odnotowała to nawet prasa regionalna: „Starzy chłopi zebrali się i pojechali”. Ówczesny wiceminister przyjął ich po swojsku i serdecznie. Wiadomo „lipszczanie”. Milewski szybko znalazł pieniądze i wystarał się o pozwolenie na budowę pomnika. Kilka miesięcy później, całe miasto fetowało jego odsłonięcie. I tak oto gen. Milewski rozpoczął wielkie budowanie rodzinnego miasteczka, a właściwie rozbudowę wioseczki. Społeczny Komitet „Zginęli za Polskę” szybko przekształcił się w Towarzystwo Przyjaciół Lipska, którego filie powstały w całej Polsce. Do TPL należał gen. Milewski i wiele innych wpływowych w tamtym czasie lipszczan (https://poranny.pl/kiedy-umiera-miasto/ar/5068346).

Towarzystwo Przyjaciół Lipska powstało na bazie Komitetu Budowy Pomnika „Zginęli za Polskę”. 19 stycznia 1973 r. odbyło się zebranie założycielskie Towarzystwa Przyjaciół Lipska, na którym wybrano 13-osobowy zarząd.

W 1975 r. w Lipsku z inicjatywy członków Towarzystwa Przyjaciół Lipska powstało Muzeum Regionalne, w którym wszystkie zgromadzone eksponaty są darowiznami mieszkańców i przyjaciół Lipska. Opiekę nad Muzeum przejęło Towarzystwo, a patronem został Honorowy Obywatel Lipska gen. Mirosław Milewski. Można w nim obejrzeć dawny sprzęt rybacki i łowiecki, ptactwo i zwierzynę nadbiebrzańskich łąk i pobliskiej Puszczy Augustowskiej. Znajdują się w nim również narzędzia rolnicze i gospodarskie. Muzeum jest miejscem, w którym zgromadzono dawne dokumenty, rękopisy np. Jana Bartoszewicza, maszynopisy – Bronisława Jermakowicza, uczestnika bitwy pod Monte Casino. W sali poświęconej dziejom Lipska można zobaczyć kopie przywilejów Lipska, oryginały i kopie historycznych pieczęci oraz oznak byłych miejskich władz Lipska, monety, medaliki, odznaczenia państwowe i regionalne.

Do Towarzystwa Przyjaciół Lipska należeli między innymi: płk Adam Pietruszka i gen Zenon Płatek (Tadeusz Fredro-Boniecki, „Zwycięstwo księdza Jerzego”). To, że płk Adam Pietruszka należał do Towarzystwa Przyjaciół Lipska wcześniej pisali autorzy książki „Generał Kiszczak mówi…” Witold Bereś i Jerzy Skoczylas.

IPN udostępnił kolejne dokumenty z domu Kiszczaka. W zabezpieczonych dokumentach jest notatka Mirosława Milewskiego – poprzednika Kiszczaka na stanowisku szefa MSW, a potem sekretarza KC PZPR – z akcji w obronie krzyży w szkole w Miętnem w 1984 r. Milewski stwierdza, że „władze nie dysponowały żadnymi dokumentami uzasadniającymi odwołanie nauczycieli, choć może nie bez powodów uważały, że wina leży również w ich postawie”. Jak pisze, w rozmowie z jednym z działaczy partyjnych podkreślał, „że żadna ustawa nie da podstaw do zmiany nauczycieli bez odpowiednich dowodów o ich destrukcyjnym działaniu”.

Gdzie indziej Milewski jest obiektem kierowanego do wiceministrów spraw wewnętrznych anonimu z Lipska nad Biebrzą, którego autor oburza się wystawieniem obelisku upamiętniającego powstałe „pod patronatem” Milewskiego obiekty – m.in. zbiorczej szkoły gminnej, ośrodków zdrowia i kultury, pawilonów handlowych i zakładów podzespołów indukcyjnych.

„Pisząc o tym i patrząc codziennie na ten pomnik, którego zdjęcia Wam załączam abyście mi uwierzyli, jestem pełen uznania dla Tow. Gen. Dyw. inż. Mirosława Milewskiego, niewątpliwie zasłużonego dla nas rodaka” – zapewnia „członek Towarzystwa Przyjaciół Lipska nad Biebrzą”. „Ale czy w istniejącej sytuacji w kraju Towarzysz Milewski nie zapomina się czasem i nie wykazuje tym braku skromności choć na takiego pozuje?” – pyta autor, dodając, że „przeciwnicy Partii” gotowi posądzić ją całą o próżność (https://dzieje.pl/aktualnosci/ipn-udostepnil-kolejne-dokumenty-z-domu-kiszczaka).

Prowokacja w Bydgoszczy

W Polsce od 16 marca 1981 r. trwały manewry „Sojuz ‘81”, już następnego dnia, 17 marca, marszałek Kulikow spotkał się z Kanią i gen. Jaruzelskim. 12 marca zarząd wojewódzki rolniczej „Solidarności” w Bydgoszczy ogłosił pogotowie strajkowe. 16 marca w Bydgoszczy do zajętego przez strajkujących budynku przybyli przedstawiciele zjednoczonego (na zjeździe poznańskim 8-9 marca) NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” z przewodniczącym Kułajem na czele. Utworzono Ogólnopolski Komitet Strajkowy. Najważniejsze z żądań dotyczyło uznania przez rząd wiejskiej „Solidarności” za „społeczno-zawodowego reprezentanta rolników indywidualnych” (Jerzy Holzer, Solidarność 1980-1981, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984). Trzy dni po rozpoczęcia manewrów „Sojuz ‘81”, 19 marca 1981 r. wystąpiła tzw. prowokacja bydgoska. Milicja interweniowała brutalnie. W rezultacie trzy osoby doznały obrażeń i znalazły się w szpitalu.

W oświadczeniu Krajowej Komisji Porozumiewawczej (KKP) zawarta była interpretacja wydarzeń bydgoskich: „Akcja, jaka miała miejsce 19 marca 1981 r. jest oczywistą prowokacją wymierzoną w rząd premiera Jaruzelskiego” (Jerzy Holzer, Solidarność 1980-1981, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984). MKZ w Bydgoszczy ogłosił , aby 20 marca odbył się dwugodzinny strajk protestacyjny. KKP akceptowała decyzję o strajku. Do protestu dołączył region toruński. 22 marca odbyły się rozmowy przedstawicieli rządu z przywódcami Solidarności i doradcami. Nie doszło do uzgodnień, natomiast ustalono, że ponowne spotkanie odbędzie się 25 marca. 23 marca w Bydgoszczy zebrała się KKP. Posiedzenie odbywało się w dużym napięciu. Wałęsa nie krył swego niezadowolenia z błędów popełnionych przez bydgoską „Solidarność”. Mówił, że „akcja rolników z Bydgoszczy była zaskoczeniem dla KKP, na sesję WRN zaproszenie dostało 6 osób, a przyszło dużo więcej, chyba niepotrzebnie” (Jerzy Holzer, Solidarność 1980-1981, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984).

Lech Wałęsa przemawia w Bydgoszczy 20 marca 1981 r., dzień po pobiciu Jana Rulewskiego przez milicję (fot. PAP / Jerzy Kośnik)

Wystąpienie Wałęsy otworzyło najważniejszą część obrad, podczas których rozważono plany dalszego działania. Wielu członków KKP parło do ustalenia bliskiego i nie poprzedzonego krótkim strajkiem ostrzegawczym terminu strajku generalnego. W końcu ustalono, że w razie niepowodzenia rozmów z rządem przeprowadzić czterogodzinny strajk ostrzegawczy 27 marca, a ile nie wpłynie on na zmianę stanowiska rządu, 31 marca rozpocząć okupacyjny strajk generalny. Na spotkaniu z rządem jednak nie doszło do porozumienia. 27 marca odbył się czterogodzinny strajk ostrzegawczy. Wieczorem wznowiono w Warszawie rozmowy między rządem a „Solidarnością”. Rezultat spotkania był niewielki. 29 marca rozpoczęło się plenum KC PZPR. Obrady były burzliwe.

W nocy z 29 na 30 marca Krajowy Komitet Strajkowy uznał, że sytuacja ulega zasadniczej zmianie i pojawia się możliwość szybkiego porozumienia. 30 marca w Warszawie doszło do nieoficjalnych negocjacji. Powołany wcześniej „zespół dobrych usług” Gieysztora, Szaniawskiego i Święcickiego, spotkał się z przedstawicielami rządu i „Solidarności”.

Tego dnia przywódcy „Solidarności” spotkali się też z Prymasem kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Według streszczenia zapisu magnetofonowego przedstawionego później na posiedzeniu KKP, prymas „widzi, że sytuacja się komplikuje, nie tylko w wymiarze krajowym”, zadaje sam sobie pytanie, „czy lepiej z narażaniem naszej wolności i życia już dziś osiągnąć postulaty, jak najsłuszniejsze, czy też tylko niektóre, inne – nie rezygnując – odłożyć na później”. Kardynał Wyszyński sądził w szczególności, że należy odłożyć żądania personalne, na razie za najważniejsze uznać żądania instytucjonalne – takie jak gwarancje bezpieczeństwa i dostęp do środków masowego przekazu, zwłaszcza zaś legalizacja rolniczej „Solidarności”. Prymas przestrzegał: „Strajk generalny łatwo zacząć, lecz trudno skończyć” (Jerzy Holzer, Solidarność 1980-1981, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984).

Wreszcie strona rządowa i „Solidarność” doszli do porozumienia. Gwiazda ogłosił w telewizji komunikat o zawieszeniu strajku generalnego, który miał się rozpocząć następnego dnia. Cała Polska odetchnęła.

W kwietniu i maju władze poszły na wiele ustępstw, zwłaszcza w skali lokalnej, ale też w skali krajowej. 12 maja 1981 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Skończył się ostatecznie wielomiesięczny okres starć i napięcia wokół tej sprawy.

Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej

Dnia 19 września 1995 r. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, obradująca pod przewodnictwem posła Jerzego Wiatra (SLD), rozpatrzyła:

– wniosek wstępny o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej i odpowiedzialności karnej przed Trybunałem Stanu osób związanych z wprowadzeniem i realizacją stanu wojennego.

Posiedzenie poświęcone przesłuchaniu świadka Mirosława Milewskiego.

Poseł Bogdan Borusewicz (UW): Dlaczego więc już po podpisaniu tzw. porozumień warszawskich, legalizujących „Solidarność wiejską” wystąpił pan 31 marca na plenum z propozycją odrzucenia świeżo podpisanych porozumień i przyjęcia dymisji ministra spraw wewnętrznych? Dlaczego wystąpił pan wówczas z prośbą o zwolnienie z tej funkcji?

Gen. Mirosław Milewski: Nie zrozumiałem, co poseł B. Borusewicz zamierza ustalić.

Poseł Bogdan Borusewicz (UW): W protokołach Biura Politycznego z posiedzenia odbytego 31 marca 1981 r. znajduje się następujący zapis: „Towarzysz Milewski proponuje odrzucić oświadczenie – mowa o oświadczeniu popierającym porozumienie warszawskie – oraz przyjąć dymisję ministra spraw wewnętrznych”. Oczywiste jest więc, że składał pan wówczas dymisję.

Gen. Mirosław Milewski: Byłem wtedy oczywiście ministrem, ale sądzę, że mamy do czynienia z błędem w druku. Nie miałem bowiem ze wspomnianą sprawą do czynienia.

Poseł Bogdan Borusewicz (UW): Proszę tylko o wyjaśnienie, dlaczego 31 marca, po podpisaniu porozumienia, które zażegnało groźbę strajku generalnego, chciał się pan podać do dymisji.

Gen. Mirosław Milewski: Nie jestem w stanie pamiętać wszystkich dat, ale wiem na pewno, że moja dymisja nie była związana z podpisaniem czy też nie, porozumienia na temat „Solidarności wiejskiej”. Sądzę, iż wiązało się to raczej ze sprawą Narożniaka, która wywołała aferę w prokuraturze.

Grzegorz Piotrowski agentem KGB

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba cofnąć się do pamiętnego lata 1982 r. kiedy kapitan SB wyjechał na wakacje do Bułgarii. Jak wynika z zachowanych w IPN notatek (sporządzonych przez Trafalskiego i Piątka na podstawie relacji świadków i SB-ków znających Piotrowskiego) na granicy rumuńsko – bułgarskiej spotkał się na krótko z oficerem KGB, który przedstawił się pseudonimem Stanisław i nawiązał z nim współpracę.

W trakcie „procesu toruńskiego” opowiadał o tym Adam Pietruszka, lecz sąd nie uwierzył w jego zeznania. W IPN zachował się dokument „Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971 – 1989 pracowników IV Departamentu”. Wynika z nich, że urzędnicy IV Departamentu MSW regularnie wyjeżdżali na spotkania z przedstawicielami V Zarządu Głównego KGB (zarząd ten odpowiedzialny był za zwalczanie dywersji i walkę ideologiczną). Spotkania te odbywały się w Moskwie i Czechosłowacji.

Udział w nich brał m.in. Piotrowski. Potwierdzają to szczegółowe raporty z przebiegu tych spotkań. Co istotne – nie zachowały się żadne notatki Piotrowskiego z innych jego spotkań z KGB – nawet z feralnego spotkania w 1982 roku.

Jeżeli ustalenia Trafalskiego i Piątka są prawdziwe – oznacza to, że Piotrowski kontaktował się z KGB bez wiedzy swoich zwierzchników, co z kolei znaczy, że rosyjskie służby specjalne miały swojego agenta w najbliższym otoczeniu Kiszczaka. W tej sytuacji Kiszczak, który zdecydował, że zabójcy księdza trafią na długie lata do więzienia, wyznaczając do realizacji zbrodni Piotrowskiego, eliminował w swoim otoczeniu wtyczkę obcego wywiadu.

Adam Pietruszka był służbowo delegowany do Włoch (1978), ZSRR (1982 i 1984) i NRD (1983). Oskarżony o nakłanianie podwładnych: kpt. Grzegorza Piotrowskiego, por. Leszka Pękali i por. Waldemara Chmielewskiego do uprowadzenia i zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki w 1984, a także o udzielenie im pomocy i utrudnianie wykrycia sprawców.

24-27 kwietnia 1984 r. w Moskwie – w ramach spotkania przedstawicieli krajów socjalistycznych – przebywali Adam Pietruszka, zastępca Dyrektora Departamentu IV i Zbigniew Twerd, zastępca Dyrektora Departamentu I MSW. Tematem spotkania było zwalczanie dywersyjnej działalności Watykanu.

Sprawa priorytetowa

Zbliżał się październik 1984 r. Realizująca pierwszoplanowe zadania operacyjne grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego była coraz bardziej zdeterminowana. Hart ducha i odwaga ks. Jerzego zadziwiły esbeków. Nie potrafili zrozumieć źródła jego nadprzyrodzonej siły.

Zbliżały się urodziny ministra Kiszczaka (19 października) i kpt. Piotrowski wiedział doskonale, że sfinalizowanie werbunku kapłana byłoby znakomitym prezentem dla szefa MSW. Jego przełożony gen. Płatek, zapisał wówczas w swoim służbowym kalendarzu (odnalezionym później przez prokuratora Witkowskiego): „nadchodzi 19, a oni chcą”. Sprawa ks. Popiełuszki była priorytetowa.

Przy tym Piotrowski i jego ludzie nie zdawali sobie sprawy, że szef MSW nakazał już kilka tygodni wcześniej inwigilowanie całego zespołu przez grupy operacyjne Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW). Gen. Kiszczak już od dawna bowiem nie ufał kpt. Piotrowskiemu, podejrzewając go o konsultowanie działań operacyjnych z KGB. Piotrowski spotykał się z przedstawicielami KGB w Bułgarii i we Lwowie. Dla gen. Kiszczaka szczególnie podejrzane były kontakty kapitana z gen. Michajłowem, rezydentem KGB w Warszawie, odpowiedzialnym za sowieckie działania w Polsce. Piotrowski co prawda wiedział od swojego kolegi Kościuka z Biura Techniki MSW, że jest śledzony, jednak nie bardzo chciał dać wiarę tym informacjom (notabene Kościuka niebawem aresztowano i skazano za ujawnienie tajemnicy państwowej).

Na procesie w Toruniu wielokrotnie przewijała się też sprawa „gwarancji bezkarności” dla sprawców. Czy istotnie udzielał ich tylko Adam Pietruszka? Znamienny był też stosunek Grzegorza Piotrowskiego do jego zwierzchnika ministra gen. Czesława Kiszczaka. Jeszcze na rozprawie w Sądzie Wojewódzkim w Toruniu wyrażał w stosunku do niego dezaprobatę. Uzasadniając swoją „zawodową frustrację”, wskazywał między innymi na to, że powodowało ja także stanowisko ministra Kiszczaka. Nie wyraził on zgody na propozycje Piotrowskiego dotyczące działań przeciwko ks. Popiełuszce. Na piśmie Piotrowskiego zamieścił „parafę” wskazująca na brak akceptacji. Piotrowski okłamywał też swego zwierzchnika już po morderstwie ks. Popiełuszki. Czy to jest w ogóle możliwe, aby ambitny Grzegorz Piotrowski, zatroskany o swą karierę, o awanse, o wysoka pozycję w zawodzie mógł zajmować takie stanowisko wobec zwierzchnika, gdyby nie był pewien innego, wysokiego oparcia, nie mógł liczyć na akceptację i pomoc innych wysoko postawionych osób (Krystyna Daszkiewicz, „Uprowadzenie i morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki”, Kantor Wydawniczy SAWW, Poznań. 1990).

Gryps

Rzecz działa się w ostatnim tygodniu października 1984 r. Piotrowski wrócił do celi po wielogodzinnym przesłuchaniu, podczas którego po raz pierwszy powiedział, że inspiratorami zabójstwa księdza Popiełuszki byli oficerowie sowieckich służb specjalnych.

„Zdesperowany i wprowadzony w błąd, wziąłem udział w wymierzonej przeciwko wam prowokacji. Ewentualnie wykorzystane zeznania o waszym udziale w sprawie są zmyślone” – pisał Grzegorz Piotrowski w grypsie wysłanym z toruńskiego aresztu.

Adresatem cytowanego grypsu był pułkownik KGB Siergiej Michajłow. To właśnie on jako zastępca oficjalnego rezydenta KGB w Warszawie – płk Witalija Pawłowa – oddelegowany był do konsultacji najważniejszych działań IV Departamentu MSW (odpowiedzialnego za walkę z Kościołem). Ze strzępów notatek zachowanych w IPN wynika, że przez dwa lata do momentu zamordowania kapłana, to właśnie z nim utrzymywał bliskie kontakty kapitan Piotrowski. Skończyły się one, kiedy morderca trafił do aresztu, a rezydentura KGB oficjalnie poparła działania MSW zmierzające do wykrycia zabójców.

W odtajnionych dokumentach wywiadowczych NATO. Czytamy w nich, że ukrytymi zleceniodawcami mordu na Popiełuszce byli spiskujący dygnitarze partii komunistycznej, którym Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak blokowali drogę na szczyt władzy. Spiskowcy-prowokatorzy wyznawali komunizm bardziej ortodoksyjny niż Jaruzelski i Kiszczak. Znacznie bliżej współpracowali z Kremlem. Wiele sobie obiecywali po stanie wojennym, ten jednak zawiódł ich nadzieje: „Solidarność” nie została zniszczona, przetrwała w podziemiu. Dlatego członkowie spisku chcieli wywołać antykomunistyczne rozruchy, aby obnażyć rzekomą słabość rządów Jaruzelskiego. Liczyli na to, że komunistyczna elita w obawie przed buntem swych poddanych odrzuci „miękkiego generała”. Następnie zaś posadzi na tronie kogoś twardszego – kogoś, kto zmiażdży „Solidarność” do reszty. Z innych źródeł wiemy, że tym kimś miał być towarzysz Mirosław Milewski. Najprawdopodobniejszy przywódca spisku, zaufany człowiek Moskwy („Zabójstwo ks. Popiełuszki przeciwko Jaruzelskiemu”, Polskie Radio, 22 lipca 2017 r. /polskieradio.pl/5/3Artykul/406118, Zabojstwo-ks-Popieluszki-przeciwko-Jaruzelskiemu/).

(Za:https://arbinfo.pl/dlaczego-zginal-ks-popieluszko-publikujemy-fragment-ksiazki-macierewicz-jak-to-sie-stalo/).

Ile odsiedzieli zabójcy ks. Popiełuszki ?

Leszek Pękala odsiedział aż 6 lat, wyszedł w 1990. Pękala jako Paweł Nowak pracował m.in. w biurze reklamy „Przeglądu Sportowego”, a następnie w biurze reklamy „Życia Warszawy”. W październiku 2004 roku po ujawnieniu tych faktów przez dziennik „Życie”, wydawca „Życia Warszawy” – Dom Prasowy Sp. z o.o. zakończył współpracę z firmą PANO Paweł Nowak.

Waldemar Marek Chmielewski odsiedział 4,5 roku. Opuścił więzienie jeszcze za komuny w lutym 1989, w 1993 wrócił na pół roku. Zmienił nazwisko.

Grzegorz Piotrowski ma dzisiaj 57 lat, odsiedział w więzieniu 15 lat, wyszedł w sierpniu 2001 roku. Po wyjściu z więzienia Piotrowski m.in. współpracował z tygodnikiem Fakty i Mity, publikując pod pseudonimem Sławomir Janisz, nie będąc jednak etatowym pracownikiem tego pisma. W 2005 występując pod tym nazwiskiem został rozpoznany przez brata Krzysztofa Gotowskiego, zamordowanego w 2003.

Artykuły prasowe

Kim naprawdę był Waldemar Chrostowski, kierowca ks. Popiełuszki?

Bohater, czy człowiek, który wystawił ks. Jerzego katom z SB? Sąd orzekł, że nie da się tego rozstrzygnąć, a kierowcę kapelana “Solidarności” osądzi historia. Czy na pewno?

Zanim jednak kierowcę ks. Popiełuszki osądzi historia, sąd chce, aby za sugestie na jego temat przeprosił go dziennikarz Wojciech Sumliński. W październiku 2005 roku na łamach tygodnika “Wprost” napisał, że Waldemar Chrostowski “był związany z SB”.

Wyrok jest nielogiczny. Na pewno będę się odwoływał – powiedział portalowi Fronda.pl Sumliński. Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził, że nie jest w stanie ocenić, jaka jest prawda na temat Chrostowskiego, ale za wcześnie na sugerowanie, że miał związku z SB. Ocenić go może, zdaniem sądu, historia. Jednocześnie nakazał Sumlińskiemu oraz tygodnikowi “Wprost” przeproszenie Chrostowskiego. Z drugiej strony, sąd nie nałożył na Sumlińskiego kary pieniężnej, czego domagali się pełnomocnicy głównego świadka w procesie toruńskim.

„Desperat” i tajna ugoda

To właśnie na zeznaniach Chrostowskiego, kierowcy i przyjaciela ks. Popiełuszki, oparł się w znacznej mierze proces toruński. Według historyków został przez komunistów zafałszowany. Jego ustalenia zostały podane opinii publicznej jako oficjalna wersja porwania i zabicia ks. Jerzego Popiełuszki. Jednak w III RP, choć z wielkim trudem, na jaw zaczęły wychodzić nowe fakty i poszlaki. Także te, podważające wersję wydarzeń z 19 października 1984 r, którą przedstawił Chrostowski.

Materiały IPN, które po raz pierwszy przedstawił w mediach Sumliński w 2005 roku wskazują, że Chrostowski został zarejestrowany jako zabezpieczenie operacyjne do akcji „Popiel”. Jej celem było osaczenie przez SB kapelana „Solidarności” i ostateczne rozwiązanie problemu niepokornego kapłana. Później ZO Waldemar Chrostowski otrzymał pseudonim „Desperat”.

Zabezpieczenie operacyjne było taką konspiracją w ramach SB. Chodziło o to, by jeden funkcjonariusz nie wchodził w drogę drugiemu przy rozpracowywaniu kogoś – wyjaśnia w rozmowie z portalem Fronda.pl politolog i historyk z UJ Antoni Dudek.

Zabezpieczeniem operacyjnym mogła być osoba inwigilowana, jak i tajny współpracownik. – Tajni współpracownicy również byli inwigilowani. Samo zarejestrowanie jako zabezpieczenie operacyjne nie oznaczało jeszcze świadomej współpracy, ale nie można też tego wykluczyć – tłumaczy Dudek. I tak np. zabezpieczeniem operacyjnym był najpierw Aleksander Kwaśniewski. Dopiero później, co ujawnił we wtorkowej publikacji IPN, został on zarejestrowany jako TW „Alek”

Sama teczka pracy „Desperata” została zniszczona. Jednak prezes IPN Janusz Kurtyka dość jednoznacznie określił kontakty kierowcy kapłana-męczennika. – W świetle materiałów, jakie znajdują się w IPN można powiedzieć, że Waldemar Chrostowski był TW SB – powiedział w 2006 r. w TVN rozmawiając z Bogdanem Rymanowskim.

Sumliński w książce „Kto naprawdę go zabił?” ujawnił też, że mecenas Edward Wende w imieniu Chrostowskiego zawarł tajną ugodę z MSW. W jej wyniku kierowca księdza otrzymał 1,8 mln zł odszkodowania za straty poniesione w wyniku działań funkcjonariuszy SB. W zamian za milczenie i nienagłaśnianie sprawy.

Kaskader Chrostowski?

Ale rola Chrostowskiego w uprowadzeniu księdza od początku wzbudzała podejrzenia. Opowiadając o swojej ucieczce z rąk SB zeznał, że wyskoczył z samochodu pędzącego 80-100 km/h. W locie miały mu się jeszcze rozpiąć kajdanki. W czasie wizji lokalnej w opisanych przez Chrostowskiego warunkach z samochodu wyskoczył kaskader. Złamał rękę i doznał ciężkich obrażeń.

W najnowszej książce „Ks. Jerzy Popiełuszko. Dni, które wstrząsnęły Polską” Piotr Litka przytacza relację prokuratora Andrzeja Misiaka, który 25 lat temu wszczął dochodzenie w sprawie porwania księdza. Opowiada on, jak Chrostowskiego po skoku badał jak na komendzie chirurg płk Skalski.

Stwierdził, że obrażenia są nieadekwatne do relacji kierowcy. Przy tak dużej prędkości byłyby o wiele większe, a właściwie to Chrostowski po takim skoku powinien nie żyć – powiedział Misiak. Podobną opinię eksperci powtórzyli jeszcze kilkakrotnie, np. w ramach dochodzenia prowadzonego przez IPN.

Jednak Chrostowski milczał i unikał rozmów z dziennikarzami, którzy chcieli, by wyjaśnił wątpliwości. Zamiast tego, w kwietniu 2006 r. pozwał Sumlińskiego do sądu. Pozew wyglądał jednak jak wybieg. – Przedmiotem pozwu był artykuł w tygodniku „Wprost”, który zapowiadał moją książkę „Kto naprawdę go zabił?”. Za samą książkę nigdy nie zostałem przez Chrostowskiego pozwany, chociaż zawierała więcej materiałów, także tych bezpośrednio dotyczących Chrostowskiego – mówi Sumliński w rozmowie z portalem Fronda.pl.

W artykule cytowałem opinię biegłego IPN dra Leszka Pietrzaka na temat Chrostowskiego. Później, obok innych dokumentów umieściłem ją w książce – relacjonuje dziennikarz. Sąd pierwszej instancji zażądał od Sumlińskiego dokumentów pokazujących „związki Chrostowskiego z SB”. Pytał też, dlaczego nie umieścił ich w artykule. – Ciekaw jestem, który tygodnik umieści w tekście opinię liczącą sześć stron – zastanawia się głośno Sumliński.

Jak z powieści Kafki

W maju 2008 r. powołałem na świadka Leszka Pietrzaka, którego opinię cytowałem w artykule. Historyk zeznał, że Chrostowski był tajnym współpracownikiem (TW) SB o ps. „Desperat”. To samo zeznał inny świadek Sumlińskiego, prokurator Andrzej Witkowski, który dwukrotnie prowadził śledztwo w sprawie funkcjonowania związku przestępczego wewnątrz MSW. Kluczem w tej sprawie jest zamach na kapelana „Solidarności”.

Wszystko, co dziennikarz napisał o kierowcy ks. Jerzego jest prawdą – stwierdził Witkowski. Zeznał też, że jako prokurator, w sprawie zamachu na ks. Popiełuszkę miał postawić zarzuty Chrostowskiemu oraz gen. Czesławowi Kiszczakowi. Sąd miał wziąć pod uwagę te zeznania. – Nie mogłem przewidzieć tego co się później wydarzy – wspomina Sumliński.

Dwa tygodnie wcześniej do mieszkania dziennikarza na warszawskich Bielanach weszła ABW. Powodem było oskarżenie go o to, że za pieniądze miał oferować aneks do raportu WSI spółce Agora, wydawcy „Gazety Wyborczej”, a także miał proponować funkcjonariuszom WSI pozytywną weryfikację przed komisją ds. likwidacji WSI w zamian za łapówkę. W trakcie rewizji ABW skonfiskowała Sumlińskiemu dokumenty z jego dziennikarskiej pracy. Również te ze śledztwa w sprawie zamachu na ks. Popiełuszkę.

W październiku 2008 r. sąd odrzucił zeznania Pietrzaka. Jako powód podano jego trzy artykuły w dzienniku „Polska”. Ich bohaterem był Chrostowski. Zarzucono mu więc stronniczość. – Ode mnie natomiast żądano dokumentów. Ale jak mogłem je pokazać skoro zabrało je w maju ABW – mówi Sumliński. – Miałem tylko pokwitowanie z prokuratury z wykazem tego co mi zabrano – dodaje.

Ostatecznie sąd pierwszej instancji orzekł, że dziennikarz Wojciech Sumliński musi przeprosić Waldemara Chrostowskiego, bo nie udowodnił jego związków z SB, chociaż swoje śledztwo przeprowadził rzetelnie. – Miałem też dowody na istnienie dokumentów potwierdzających te związki. Np. pokwitowanie z wyszczególnionymi dokumentami zabranymi mi przez ABW, czy skany tych dokumentów, które umieściłem w książce „Kto naprawdę go zabił?”. Sąd jednak stwierdził, że rozpatruje artykuł, który zapowiadał książkę, a nie samą książkę.

Czy Sumliński może powoływać świadków?

Sumliński odwołał się od tej decyzji. Powołał na świadków kilkanaście kolejnych osób, złożył też wniosek, o to, by sąd zapoznał się z materiałami IPN na temat Chrostowskiego. IPN nie chciał jednak wydać teraz dokumentów, bo prowadzi w tej sprawie śledztwo. Sąd zdecydował, że z kilkunastu świadków przesłucha tylko jednego, oficera Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie Jana Samborskiego, który wchodził w skład grupy śledczej zajmującej się zamachem na ks. Jerzego. – Ale i tak nie został on zwolniony z tajemnicy służbowej. A co można zeznać, kiedy jest się zobowiązanym tajemnicą – pyta dziennikarz.

O opinię w tej sprawie poprosiliśmy kilku prawników. Wszyscy oni zgodnie stwierdzili, że jeśli sąd chce być w jakiś sposób stronniczy to najlepszym sposobem na to jest dopuszczanie bądź odrzucanie świadków. Niektórzy z dziennikarzy sprawę Sumlińskiego nazywają terroryzowaniem środowiska przez służby. – Polskie prawo zbyt łatwo ciąga dziennikarzy, zwłaszcza śledczych do sądu. Jest ono korzystne dla tych, którzy chcą pognębić dziennikarzy – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl dziennikarz śledczy Jerzy Jachowicz.

Ochroniarz i strażak

Chrostowski przez większość z ostatnich 25 lat żył otoczony nimbem jedynego wiarygodnego świadka śmierci ks. Jerzego. Choć rodzina i niektórzy przyjaciele ks. Popiełuszki od dawna mieli co do niego wątpliwości, to generalnie w oczach opinii publicznej funkcjonował jako jeden z bohaterów “Solidarności”. Ale o jego życiu zawodowym i prywatnym niewiele wiadomo do dziś.

Przy okazji 20. rocznicy zabójstwa księdza Jerzego tygodnik „Przekrój” napisał, że w latach 80. Chrostowski pracował w Wyższej Szkole Oficerów Pożarnictwa. Na przełomie lat 80. i 90. był ochroniarzem Barbary Piaseckiej-Johnson, dziś już nieco zapomnianej milionerki amerykańskiej polskiego pochodzenia, która chciała ratować Stocznię Gdańską i w tym celu przyjechała do Polski. W 2001 roku miesięcznik „Powściągliwość i praca” przyznał Chrostowskiemu nagrodę Bóg Zapłać za „niezłomną postawę i odwagę, dzięki której prawda o zabójstwie księdza Jerzego ujrzała światło dzienne”.

Wiadomo również, że w 2003 r. gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, Waldemar Chrostowski został wicedyrektorem Biura Ochrony w Pałacu Kultury i Nauki. Później awansował na stanowisko dyrektora. Obecnie przebywa na emeryturze (Mariusz Majewski, https://www.fronda.pl/a/kim-naprawde-byl-waldemar-chrostowski-kierowca-ks-popieluszki,4355.html).

Chrostowski Waldemar (ur. 1942). Strażak, kierowca ks. Jerzego Popiełuszki. Wg zachowanych zapisów ewidencyjnych SB, zgodnie z kartą EO-4/77 z kartoteki odtworzeniowej b. Biura „C” MSW, Chrostowski Waldemar, s. Stefana, ur. 28 IV 1942 r., został zarejestrowany 2 II 1984 r. przez Sekcję I Wydziału IV SUSW w kategorii „zabezpieczenie operacyjne” (nr rej. 39785) do SOR krypt. „Popiel”, nr rej. 36514. W rubryce „nr ewidencyjny sprawy (teczki)” wpisano: 36514. Materiały przesłano 24 XI 1984 r. do SGO-II [MSW]. Wg karty Mkr-3, wystawionej przez SUSW, Chrostowski Waldemar, s. Stefana, ur. 28 IV 1942 r., został zarejestrowany pod nr 39785, w rubryce „pseudonim” wpisano: „Desperat”. Materiały zniszczono 14 XII 1989 r. „z powodu braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej”. Wg zapisów dziennika rejestracyjnego SUSW, pod numerem 39785 w dniu 2 II 1984 r. Wydział IV SUSW zarejestrował „op[eracyjne] rozpr[acowanie]”, jako numer ewidencyjny sprawy, do której osobę zarejestrowano, wskazano 36514, sprawę przekazano 24 XI 1984 r. do SGO-II [MSW], 18 XII 1989 r. materiały zniszczono. W rubryce „uwagi” wpisano datę: 26 XI 1984 r. Wg dziennika rejestracyjnego SUSW, SOR krypt. „Popiel” została zarejestrowana przez Wydział IV SUSW 2 IX 1982 r. pod numerem 36514. Materiały zarchiwizowano 23 VIII 1989 r. pod numerem II-10194. Wg zapisow dziennika archiwalnego SUSW o numerze II-10194, materiały o numerze rej. 36514 zostały zarchiwizowane pod nazwiskiem: Popiełuszko Jerzy Alfons. W rubryce „ilość tomów” wpisano: 1, powyżej nadpisano: „wypożyczone”.

Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981 r.

„Potrzebujemy pomocy. Trzeba strzelać, bo nas wytłuką. Czy możemy strzelać? Odbiór.”

„Nie, czekajcie na rozkaz” (zapis rozmowy radiotelefonicznej na kanale milicyjnym).

W tym czasie w Urzędzie Rady Ministrów w Warszawie trwało posiedzenie władz państwowych. Około godz. 11-12 do telefonu wywołano gen. Czesława Kiszczaka. Połączenie wywołał komendant wojewódzki MO w Katowicach, płk Jerzy Gruba. Zameldował on o: napiętej i groźnej sytuacji w rejonie kopalni „Wujek”, rannych milicjantach, zagrożeniu zdrowia i życia milicjantów, prośbie dowódców pododdziałów o zgodę na użycie broni. Czesław Kiszczak zdecydowanie odmówił i nie wyraził zgody na użycie broni. Polecił wszystkie pododdziały MO i WP wycofać z terenu kopalni, dokonać głębokiej oceny przyczyn i przedstawić propozycje dalszego działania. Gen. Wojciech Jaruzelski ocenił decyzję gen. Czesława Kiszczaka jako słuszną i kontynuował posiedzenie.

Akcji jednak nie przerwano. Na teren kopalni wprowadzono pluton specjalny ZOMO dowodzony przez chor. Romualda Cieślaka. Pluton nie był wyposażony w tarcze ani pałki, a jedynie w pistolety maszynowe PM-63 Rak. W skład plutonu wchodziły ok. 2 drużyny, tj. 20 funkcjonariuszy. W tym czasie z terenu kopalni nieustannie dochodziły odgłosy walki. Decyzję o strzelaniu podjął dowódca plutonu specjalnego, chor. Romuald Cieślak, w ocenie którego sytuacja była dramatyczna i tragiczna, a strzały wystrzelone w powietrze nie odniosły rezultatu. Strzały zostały oddane w kierunku górników znajdujących się pomiędzy ścianą kotłowni a wagą. Zginęło na miejscu 5 górników. Pierwszym zabitym był Zbigniew Wilk, którego już martwego jako pierwszego doniesiono do punktu opatrunkowego. Szósty górnik zmarł po przeniesieniu do punktu opatrunkowego, a trzech kolejnych później w szpitalu na Ochojcu. W ocenie przewodniczącego strajku Stanisława Płatka bardzo wielkim sukcesem było to, że po padnięciu ofiar nie doszło do publicznego linczu trzech milicjantów, którzy uprzednio dostali się w ręce górników.

Do głównego uderzenia przeznaczono: 5 kompanii ZOMO, 2 kompanie ORMO, 1 kompanię NOMO, 7 armatek wodnych, a ponadto 3 kompanie po 10 bojowych wozów piechoty i 1 kompanię czołgów. Dodatkowo do dyspozycji dowódcy zostawiono pluton specjalny ZOMO. Każdy z żołnierzy biorący udział w pacyfikacji otrzymał 60 szt. amunicji ostrej i 60 szt. amunicji ślepej, tj. po 2 magazynki każdego rodzaju amunicji.

W pacyfikacji zginęło 9 górników, a 23 zostało rannych. Rannych zostało 41 milicjantów i żołnierzy, w tym 11 ciężko.

Górnicy zabici przez ZOMO w kopalni Wujek, 16 grudnia 1981 r. Fot. PAP/niezalezna.pl

Gen. Mirosław Milewski był członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC, miał nadzór polityczny nad wojskiem i MSW. Na te stanowiska został powołany w czasie IX zjazdu PZPR. W czasach komunistycznych rząd był marionetką, a rzeczywistą władzę sprawował Komitet Centralny PZPR. Czesław Kiszczak, w tamtym czasie minister MSW, wykonywał polecenia sekretarza KC. Nie musiał też wiedzieć o innych działaniach podjętych przez sekretarza KC. Jeżeli Czesław Kiszczak nie wyraził zgody na użycie broni, i polecił wszystkie pododdziały MO i WP wycofać z terenu kopalni. To kto wprowadził ZOMO i ORMO na teren kopalni i rozkazał strzelać do górników? Taki rozkaz mógł wydać gen. Milewski.

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: Jerzy Popiełuszko. Foto: wikimedia commons.

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .


2020.07.05.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza