Protest społeczny władzy / A tu blisko… składowisko


Protest społeczny władzy

Władzą zwierzchnią w Rzeczypospolitej Polskiej jest według Konstytucji Naród. Nie napisali Naród Polski, ale Naród.

Jednakże to ten Naród ma (rzekomo) rządzić. Jakie ma instrumenty do tego? W zasadzie żadnych, bo referendum ogólnokrajowe może zarządzić władza przedstawicielska.

Nigdy nie było referendum z woli Narodu Polskiego.

Stąd właściwie w Polsce rządzą przedstawiciele Narodu. Oni są władzą i to nie tylko w mniemaniu prawnym ale w mniemaniu powszechnym. Naród, który nie umie rządzić, nie rządzi a oddaje wszystko w ręce swoich przedstawicieli. I to często przedstawicieli z nadania, których nawet nie można nazwać przedstawicielami w znaczeniu „pełnomocnik, wysłannik”. Są jedynie przedstawicielami, bo mają obywatelstwo polskie. Na przykład ministrowie nie muszą być z wyboru. Wojewodowie i tak dalej.

Przeciek ministerialny donosi nam, że teraz Rząd nie tknie bez protestu społecznego ustawy o zakazie sprzedaży Polskiej Ziemi, której termin obowiązywania mija 1-go maja 2021 roku, bo są naciski z ambasad.

Czyli ministrowie obecnego Rządu chcieliby, by ktoś zorganizował antypisiorski protest społeczny. Nie zalatuje z lekka paranoją? Oczywiście, że to paranoja totalna. Bo kto przekupował chłopów z Protestu Rolników, który ciągnął się od grudnia 2012 roku do kwietnia 2015 roku? Kto ponadawał im w nagrodę ziemię, dał dopłaty, subwencje i dotacje? Kto im wszystkim gęby zamknął?

Teraz są cichymi wspólnikami tego Rządu, bo pomogli pisiorstwu uzyskać władzę w Polsce. Kto zatem zrobi im ten protest?

Swego czasu esbecja tworzyła swoje plany, by zorganizować protesty robotnicze, na czele których miał stanąć generał Wojciech Jaruzelski. Ten sam fenomen obudził się i tym razem w umysłach pisiorskiej władzy. Niech zatem ich prezes im zrobi te protesty.

Wyjdą na ulice, aby mieć alibi przed Unią, zachodnimi rządami, ich ambasadami i ich kolonistami. „Nie mogliśmy inaczej, bo Naród nam zabronił, musieliśmy zakazać sprzedaży Polskiej Ziemi.” – powiedzą wtedy na salonach Europy.

I, oczywiście, tamci jak durnie dadzą się na to nabrać. Więcej takich pisiorskich pomysłów. To nawet lepsze od rodzimowierstwa. Ten sam typ postkomunistycznego blagierstwa i umysłowej tandety.
I już widzę, te tabuny propisiorskich chłopków lecące teraz protestować przeciw ich pisiorskiemu Rządowi.

I kto jest władzą? Naród? I jaki Naród?

Złapali się we własne sidła. Niby oni tak chcą tę ustawę ruszyć, ale nie mogą, bo im (obce) ambasady zabraniają i teraz prawdziwy pisiorski protest Narodu spowoduje, że będą mogli. Przedstawicieli tego protest pozamykają do pierdli, bo kozła ofiarnego zawsze trzeba mieć, ale oni sami
będą teraz piać pod niebiosa, jak to oni uratowali Polską Ziemię i całą Polskę przed zagarnięciem jej przez obcych. „Koń by się uśmiał…” – jak mawiają w szerokich kręgach Narodu Polskiego. A osioł
by się osmarkał… – dodajmy z własnej inicjatywy.

Czyli protesty są jedynie wyimaginowane. Unoszą się jak widma pomordowanych Polaków za to, by była Polska. Obecne pokolenia śmieją się, że tamci to byli głupi, że ginęli tu za nich. Wygoda,
konsumizm a przedtem komunizm wyprały im nie tylko mózgi, ale zabiły sumienia. Rząd ma z głowy, bo zadym na ulicy nie będzie, bo propisiorskie chłopstwo siedzi sobie zadowolone i wystraszone pod miedzą. Zjadacze – czyli konsumenci – piją podrabiane piwo z proszku rozcieńczone nagazowaną kranówą i cieszą się jak stado baranów. A niemieccy koloniści zacierają rączki, bo wpadnie im w łapy taki łasy kąsek Polski.

I co tu dodać? Nawypisywać apeli do Narodu Polskiego? Apelować do sumienia Polaków? A kogo to zainteresuje? Ktoś czknie, zaklnie siarczyście i pójdzie dalej. Rzuci kiepa na chodnik albo sąsiadowi za płot. Popatrzy się dokoła i powie: „A bo to moje.”. Oto retoryka Polaka. Ministrowie odetchną, bo nikt im kija na grzbiecie nie będzie łamał. Wszystko wróci do równowagi. A Naród Polski jak był biedny i … (tu sobie sam dodaj, co chcesz) tak będzie biedny i …(tu też sobie sam dośpiewaj).

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 3 lipca 2020.


A tu blisko… składowisko

Wyobraźmy sobie gminę. Nazwijmy ją jakimś szacownym imieniem. Niech to będzie gmina Niepoznaczki. Wiadomo to gmina z okolic Koszalina. Z regionu snopków na misia. Jak to mówią: „Zły to ptak, który we własne gniazdo sra.”. Ale jak wali na słomę, to jakoś jest tak swojsko, jak w
oborze. I takie są Niepoznaczki.

Dodajmy tylko, że nasza okolica to okolica doświadczona debilizmem.

Chcieli tu stawiać elektrownię jądrową w Kopaniu pod Darłowem. Potem w Gąskach koło Koszalina. A wcześniej to wymyślili nawet, że tu będzie elektrownia atomowa Koszalin. Dosłownie owczy pęd w przepaść. A
może świński? Któż to wie? W każdym razie pęd w nieznane, we wspaniałą przyszłość przy której przyszłość wisielca jawi się jak zabawna dykteryjka.

A i jeszcze wymyślili drzwi do morza w Unieściu, najgłupszą inwestycję w Polsce. Coś, co nie ma sobie równych w głupocie od lat. Obrona przed
cofką ze strony Bałtyku, cofką, której tu nigdy nie było. Cóż za przezorność.
Ale lokalne firmy budowlane i pseudobudowlane wzięły swoje frycowe.

Kleciły tego potworka jak chcieli klecić elektrownie jądrowe z piachu, którego tu w okolicy właśnie zabrakło. Ledwo jedną drogę dociągnęli do miasta i stanęło, bo żaden baran nie sprawdził starych map, gdzie obszar,
po którym miała iść, zwany był w Średniowieczu „Krainą tysiąca jezior”. Jeziora te zarosły w XVII wieku. Ale tam pod spodem ciągle są. Nikt nie zrobił badań geologicznych i teraz zasypią chyba te jeziora piachem, którego tu brakuje, bo wyeksploatowali już wszystkie kopalnie kruszyw mineralnych w okolicy. To jest dopiero gospodarka.

Co się zatem dziwić, że wójt gminy Niepoznaczki chce budować u siebie składowisko odpadów radioaktywnych. Powiedzą potem: „A tu blisko składowisko, to dawaj, budować nie jedną a dwie elektrownie jądrowe.” – a może nawet trzy, bo z elektrownią jądrową Koszalin, to tak jakoś im
wypadną te ich rachuby. I dziwić się, że chłopy nie chcą walczyć o to, by wypędzić z Polski kolonistów, którzy 1-go maja 2021 roku zagarną Polską Ziemię, bo nie będzie już ustawy, która im tego broni.

Pochowali się w swe nory, rodziny i domu pilnują – i siedzą za swoim płotkiem i opłotkiem. Czy nie idealna sytuacja dla takich wójtów z Niepoznaczek, których pisownia powinna być przez „u”,
bo co oni mają wspólnego z wojami i wojowaniem? Ujmijmy to w taką oto bajkę:

Chór niezmieszany

Snopek to chłopek nie lada
w kółko o sobie gada.
Jak to dziś źle jest chłopkowi.
Jak to się troi i mrowi.
Jak to dziś znosi patyki.
Jak rąk nie ma do motyki.
I ciągle jęczy i stęka.
Niech go weźmie boska ręka.
To, że kraj dokoła ginie,
on nie słyszy na maszynie.
To, że kradną wokół ziemię…
on nie bity przecież w ciemię.
To mu lata i powiewa.
Piosnkę zaraz ci zaśpiewa.
Że on nie jest przecież kozą
i że ziemi nie wywiozą.
Podparł sobą drzwi w chałupie,
tak jak wszystkie snopki głupie.

Bajka aż z soboty. I ma tę ciekawą cechę, że słowa „chłopek/snopek” można sobie w nią podstawić w dowolnej konfiguracji. A co dopiero „chłopice/snopice” – to by było podstawienie. Ale na to musiałbym wziąć głębszy oddech.

I teraz takie zakłamane snopki, które nie raczyły nikogo powiadomić, że u nich składowisko odpadów radioaktywnych zamierza budować ich wójt, myślą chyba, że im od tego promieniowania lepsze plony wyrosną na polu.

Nie będzie grzyba i Amerykanie im stonki na ich głowy nie zrzucą. A
czyje to będą śmieci radioaktywne przechowywać na tym składowisku? Skąd je wezmą? Przywiozą im je ich kochani koloniści z Niemiec w swych legendarnych kontenerach? Tu ich działacze antyatomowi nie będą przeszkadzać, bo jak do Polski wysyłać będą te kukułcze jaja, to przecież dobrze dla Niemca.

Chyba, że Niemiec jak to Niemiec, zaplanował, że, i owszem, ziemi nie wywiezie, ale przywiezie tu swoje Niemcy. O, wtedy to składowisko nieco im zacznie zawadzać, że najpierw sąsiadowi zrobili podrzutka a teraz go będą musieli znosić. To może – zgodnie z rozumowaniem snopków –
trzeba się cieszyć, że nam tu podrzucili tę świnię?

Składowisko odpadów radioaktywnych (samo) im obroni Polskę. I to wszystko w promieniu niecałych pięćdziesięciu kilometrów wokół Koszalina. Nie okolica snopków?

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 6 lipca 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa:
Fragment okładki książki „Za żelazną kurtyną” Tadeusza Wolszy,
Instytut Historii PAN – 2005 / wybór wg.pco


2020.07.07.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel