1-go maja / Smorgońska akademia


1-go maja

„A co ty nie wiesz, jak się pisze nazwę tego święta?” – zawoła ktoś poruszony do żywego, że jeszcze maja nie ma i ja tu jakieś nowinki wprowadzam. Wyznanie pierwszomajowe całe się zatrzęsie w posadach. Oni, którzy wiodą spór, kto im to święto ustanowił w tej Ameryce. Czy feministki
czy związkowcy. Ale, ale… piszemy to od pokoleń – „1-szy maja”. Tak mnie przynajmniej (nieco tylko kijem bo bardziej linijką) uczyli tej wytrwałości chłoporobotniczej, choć ulice 1-go maja przetrwały.

A tu nagle nie o to idzie, tylko o refren i to nie koniecznie w piosence. Po co wyjmować takie stare teksty? Może one dla mnie są stare, ale nie koniecznie dla tych, którzy pierwszy raz będą je spotykać.

Powtarzam to jak refren – 1-go maja 2021 roku, zniknie działanie ustawy o zakazie sprzedaży Polskiej Ziemi w obce łapy? Pomyślcie o tym, czasem między jednym bąkiem a drugim. Czy to dużo? Kto ma tę ziemię obronić? Chłopy? Wierzycie w to?

To może być nawet czasem nudne, ale dobry szlagier, to dobry szlagier. Śpiewa się go jak malowanie. Sam płynie. Trzeba go tylko lansować, by dotarł do ludzi. Czy to pachnie propagandą? A czym jest propagowanie czegoś? Powoli się coś przesuwa z ostatniego miejsca na pierwsze. Czemu?
Tylko dlatego, że ludziom się to wtłacza w mózg na chama? Nie koniecznie. To jest jak woda: Nie przyniesiesz jej w naczyniu, to Ci między paluchami przecieknie. I tyle będziesz miał z tego. Możesz sobie sprawić rurę i pompy. To też niestety tylko naczynia. Nie Twoje paluchy, nieco tylko od biedy
udające kubek.

Masz do wyboru walczyć albo – stracić tę ziemię, bo jesteś opieszały, nie chce Ci się myśleć, masz swoje (ważne według Ciebie) sprawy… I tak dalej i w ten deseń. A w istocie zostawiłeś sprawy własnemu tokowi.

A czym jest ten tok? To kłamliwa gadanina raz jednej ekipki tak zwanych rządzących raz drugiej. Wszyscy oni frymarczą Polską a ci najnowsi nawet pod polską flagą. Idzie im to jak ta lala, bo nie chce Ci się zastanowić nad tym, że trzeba przeciwdziałać złu a nie mu się biernie przyglądać.
Nie wyzywać, na chłopa jadącego ciągnikiem w proteście na ulicy, że Ci się śpieszy, ale odrobinę się zastanowić, czemu ten chłop wyjechał tym traktorem. Co? Nie miał nic do roboty, tylko opony zużywać na jeździe po asfalcie? I będą mieli dzięki Tobie koloniści nowe święto 1-go maja.

Ale dziś chłop siedzi cicho, przekupiony przez tych nowych, którzy już padliną zalatują. Tych cudownych zbawców Ojczyzny, którzy tak skrzętnie czekają na to, by ją spylić obcym. A jaką mają przy tym gadkę pełną zapewnień i obietnic.

Czy nie przypomina Ci się, jeśli jesteś nieco starszej daty, tok tych przemów 1-szo majowych? Tego pustosłowia, gdzie zza każdego słowa wyzierała pustka znaczeń i pojęć, gdzie każda sylaba była jak odgłos pękniętej skorupy, a każda zgłoska to było wycie pod niebiosa krzywdzonych przemocą ludzi, którzy cierpliwie znosili tę nędzę. Nie pamiętasz
już tego? Tej maszynki do mięsa.

Ktoś powie: „Ale oni wtedy bronili tej ziemi.”. I tu mnie masz. Wpadłem jak śliwka w kompot. Bronili, bo to było nawet nie ich tylko hegemona ze Wschodu, który swoją nowomodną nahajką wtłoczył w mózg ludziom to posłuszeństwo. Sługus ma naturę sługusa do końca. Ci którzy byli sługusami Moskwy, teraz są sługusami Berlina i Paryża, czasem Londynu a na pewno Waszyngtonu.

Sługus umie tylko jedno – być sługusem. Nie ma tu żadnego partnerstwa, ani bodaj jakiegoś udawanego zrównoważenia. My mamy służyć a oni mają nami rządzić. I na to pozwalamy.

A gdzie nasza wielowiekowa tradycja wolności? Co zrobiliśmy z naszą władzą u siebie? Komu ją oddaliśmy? Komu teraz w istocie służymy? I idzie ten pierwszomajowy tłum wyznawców, choć pochody zniknęły z ulic naszych miast i osiedli, i klaszcze głupocie sługusów, którzy udają naszych
przywódców. I udają, że to jedyna droga, bo słaby musi płacić za to, że go silniejsi nie zdeptali. A ziemia, tup tup tup, idzie sobie w obce łapy, bo nie było chętnego do tego, by zaprotestować. W Sejmie nie ma już nawet takiego Rejtana, bo jego postawa wydaje się dzisiaj totalnym anachronizmem.

„My dzisiaj żyjemy wśród narodów europejskich, które przecież takich numerów nie robią i nam nie zrobią krzywdy.” – słyszymy stale. A wtedy wśród jakich narodów żyliśmy?

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 8 lipca 2020.


Smorgońska akademia

Kto dzisiaj pamięta o tej sławnej uczelni, gdzie tresowano dzikie zwierzęta? Kto wspomina ten wielki wkład Polski i Polaków w rozwój ruchu akademickiego? Smorgoń pożarty został przez Rusków i nie kształci już w tych wyzwolonych kierunkach naukowych swoich najwybitniejszych
uczniów. Wielkie targowiska i place publiczne tracą tak wiele z braku świeżej akademickiej latorośli.

Gdzież odzywa się ryk zwierząt, przez tę niepowetowaną stratę?
Gdy ktoś zachowywał się jak słoń w sklepie z porcelaną albo jak niedźwiedź przy beczce z powidłami, to mówiło się dawniej prosto: „O, pewno po smorgońskiej akademii.” albo „Ten to po smorgońskiej akademii.”. I wszystko było wiadome. Gbur bez ogłady, rubaszny prostak dostawał łatkę akademika smorgońskiego i było po kłopocie. Dziś nikt nawet nie wie, że takie powiedzenie było i że była ta sławetna placówka, ostatnia stanica niezgrabności i grubiaństwa. Cóż za strata dla historii Polski. Cóż za strata dla Polaków.

Jednakże, czy aby na pewno?

Polskę owładnęło tak bezprzykładne zezwierzęcenie, że wydawać by się mogło, że wszyscy tu są akademikami smorgońskimi i to nawet bez studiowania w tej chwałą i sławą otoczonej instytucji. Gdzie nie spojrzysz, to zaraz zalatuje smorgońskim stylem bycia.

Idziesz do kogoś w gości, a tu serwują oglądanie telewizora. I to z tej mniej atrakcyjnej strony – od strony włączonego ekranu. Zamiast rozmowy, nawet o pogodzie albo o dupie Maryni, patrzą się w ekran jak zahipnotyzowani i milczą. Albo coś burkną czasem i nogi na stół. Ameryka, panie, że hej.

Idziesz trawnikiem, bo ponoć wolno i zaraz w coś wdepniesz, bo piesek może robić kupkę w miejscu publicznym. Szczęście, że ten jego pan, absolwent nieistniejącej smorgońskiej uczelni sam nie robi w
przykucu zaraz razem z nim. A wyobraź sobie, że miałbyś ochotę położyć się na trawniczku i poczytać. To ci dopiero zaleci smorgońskimi wykładami.
Czy nie pięknie?

Albo na wsi, chłop nie orze i nie sieje, tylko za niego sieją i orzą spółki. Dobrze, może to jakaś smorgońska moda, bo jeden wielki ciągnik ma pewne predyspozycje do smorgońskich zachowań, ale co tam u chłopa robią te burżujskie trawniczki? Ci, którzy jeszcze kilka lat temu wyśmiewali trawniczki w mieście, dziś mają to u siebie zamiast warzyw, kwiatów i owoców.

Wszędzie zapanowała smorgońska obyczajowość, żeby kicia miała gdzie kupkę zrobić. Pies je z talerza na stole, łażąc między talerzami jak po trotuarze. Nie wspomnę już innej gadziny.
A jak zaczną w Sejmie czy w Senacie popisy smorgońskości, to człowiek nie wie, czy na pewno wstał właściwą nogą i czy to nie była noga od stołu. Ogólne schodzenie na czworaki.

A z drugiej strony wypatrz, człowieku, krowę na pastwisku a tym bardziej kozę czy barana. Baranów za to pełno debatujących, który osioł bardziej nadaje się na prezydenta. Czy ten z klasy „A” czy ten z klasy
„B” – wiadomo – już wiesz – smorgońskiej akademii.

Czy ta wiedza nie powinna być powszechna, że gdy ktoś syry wpycha w obiektyw, to może i nie nasmrodzi oglądającemu, ale smorgoniością zaleci.
I potem zastanawiać się,

czemu niedouczony chłop i chłopka nie chcą walczyć o to, by 1-go maja 2021 roku Polska Ziemia nie wpadła w łapy obcych.

Wszędzie pełno wizerunków smorgońskich. Każdy plakat, każde niemal zdjęcie jest w istocie swej natury typowym smorgonizmem. Tańczy taki miś na stole, dobrze, że stół solidny, dębowy, i wyczynia sztuczki z piłką. Czy nie naukowe podejście?

Dawne władze tępiły pamięć tego instytutu, by nie było złych skojarzeń odnośnie ich naukowego światopoglądu. Nie wiem, co to jest światopogląd. Ciągle tego się nie nauczyłem, ale wolę zwykłe bydło ze smorgońskimi papierami i dyplomami, niż tłumaczenie mi, że mam się cieszyć z powszechnego zezwierzęcenia. Co ja mówię? Z zesmorgonienia.

Dyrygent w operze wymachuje swym rogatym łbem i oblizuje pysk swym gigantycznym ozorem. Ogon mu lata oganiając muchy. Już tam od razu wielka afera, że sobie popuści pod siebie.

A od czego są służby specjalne i dyżurna szufla? Po co miauczycie i szczekacie? Czy nie piękny, bajkowy obrazek Polski? Istna bajka zwierzęce i to nie do rymu.

Smorgoń powraca w zbiorowej świadomości… I kto tu wygoni przewagi Smorgoni? Zwierzyna płowa i rogata.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 10 lipca 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa za centrumbiznesowe.info / wybór wg.pco


2020.07.10.

Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel