O istotnych celach okupacji


Wydarzenia, niestety, pędzą tak szybko, że nie miałem jeszcze czasu, by zajrzeć do biografii Ludwika Świętego. Pomyślałem więc, że wrócę do tematu okupacyjnego banku emisyjnego prowadzonego przez Feliksa Młynarskiego. Podeprę się tym razem nie tylko jego biografią, ale także wspomnieniami innego ekonomisty, Ludwika Landaua, rozstrzelanego przez Niemców w roku 1944. Wspomnienia te są dostępne na allegro, w cenie bardzo przystępnej. To są trzy opasłe tomy, bardzo szczegółowych zapisków dotyczących przede wszystkim gospodarczych aspektów życia okupacyjnego.

Landau był człowiekiem niemożliwie drobiazgowym, a do tego przemawia do nas językiem ekonomistów, nawet wtedy, gdy opisuje trupy końskie leżące na ulicach Warszawy. Trzeba się naprawdę uważnie wczytać, żeby wyłowić z tej informacyjnej powodzi szczegółów rzeczy najważniejsze. Nie wiem czy mi się to udało. Zająłem się bowiem tylko jednym aspektem okupacyjnego życia w pierwszych tygodniach po wkroczeniu Niemców, a mianowicie problemem wymiany grubych banknotów i spekulacjami na opale i chlebie.

Zacznę od tak zwanego niemieckiego porządku. Z tego co sam zapamiętałem z komuny i co mogłem przeczytać na temat polityki komunistów, na rynku żywności i opału, porównując to następnie z zapiskami Landaua o okupacji niemieckiej, wyłania się obraz następujący:

nie było żadnego niemieckiego porządku. Był totalny burdel, codziennie pudrowany propagandą prasową. Chaos pogłębiał się w miarę jak do GG i terenów przyłączonych do Rzeszy przyjeżdżali Niemcy z krajów bałtyckich i z Ukrainy, szczególnie z tych części, które znalazły się po 17 września w granicach ZSRR. Ludzi tych osadzano najczęściej w Wielkopolsce i w okolicach Łodzi. W ogóle pomysł był taki, żeby z Wielkopolski czyli Warthegau uczynić najbardziej chłopską dzielnicę Niemiec. Goebbels zaś wymyślił, że nie posiadająca stałego zatrudnienia i łazikująca ludność miejska z Niemiec, zostanie przemieniona siłą i dobrym słowem w chłopów, właśnie w Wielkopolsce. Komuniści po wojnie wprowadzili porządek wojenny. Niemcy nie potrafili nawet tego.

To był jeden z istotnych celów okupacji Polski. Kolejnym była likwidacja lokalnej elity. Ta zaś nie dokonywała się najpierw poprzez fizyczną eksterminację, a także nie dotyczyła Żydów. W pierwszych miesiącach okupacji jednym prostym posunięciem zlikwidowano możliwość tworzenia miejsc pracy przez lokalnych, polskich kapitalistów. Osiągnięto to w sposób niezwykle prosty, poprzez wycofanie z obiegu banknotów 100 i 500 złotowych. Tym samym wszystkie zgromadzone w tych banknotach kapitały stały się nieważne. Wszyscy zaś potencjalni pracownicy zostali bez środków do życia i widoków na pracę. Radzili sobie jak mogli, co kończyło się w wielu wypadkach aresztowaniami i rozstrzeliwaniami, które wynikały z oskarżeń o spekulację.

Można rzec, że Niemcy w pierwszych dniach okupacji wprowadzili w Polsce realny socjalizm. Można też ten wniosek rozszerzyć i stwierdzić, że każdy socjalizm to po prostu okupacja.

Landau mógł tego nie dostrzegać, podobnie jak Młynarski, bo obaj łudzili się, że stan, w którym przyszło im żyć w drugiej połowie roku 1939 i latach późniejszych jest przejściowy. Okazał się on jednak trwały, z tym jedynie wyjątkiem, że hitlerowców zastąpili sowieci.

Co chcieli osiągnąć Niemcy likwidując elitę finansową w Polsce?

Przede wszystkim chcieli, by ich państwo stanęło w miejscu tej elity, a potem pragnęli takiego spauperyzowania lokalnej społeczności, by wyjazd na roboty do Rzeszy wydawał się ludziom wybawieniem.

Kłopot z Niemcami zawsze był taki, że oni uporczywie nie rozumieli i nadal nie rozumieją konsekwencji sytuacji, które sami tworzą. Tak był za okupacji i tak samo jest teraz. Im więcej chaosu wywoływały niemieckie zarządzenia tym gwałtowniej reagowała niemiecka administracja, pogrążona w programie realizacji niemożliwych do spełnienia postulatów. Mnożyły się represje i rozstrzeliwania.

Kłopot polegał na tym, że nie było w kraju nikogo, kto mógłby podjąć jakąkolwiek dyskusję z okupantem z odpowiednio wysokiej pozycji.

Prerogatyw do tego nie miał Młynarski, na którego w zasadzie spadła cała odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu finansowego GG. Tak więc nie było po polskiej stronie żadnej siły, która – ryzykując wiele, ale od czego w końcu jest władza, od tego by chronić obywateli – mogła mocą swego autorytetu powstrzymać chaos generowany przez Niemców. Zarówno Młynarski w swoich wspomnieniach, jak i Landau w swoich zapiskach codziennych, a także biograf Młynarskiego, stawiają kwestię obecności władzy na terenie okupowanym bardzo jasno – ktoś powinien zostać, choćby po to, by dać się zabić. I powinien być to ktoś taki jak Petain. I wszyscy trzej zgadzają się, że nie mógł to być Stefan Starzyński, bo z nim, nikt nie miał zamiaru się liczyć.

No, ale rząd uciekł, podobnie jak naczelny wódz. To jednak nie irytuje tak mocno Landaua i Młynarskiego, jak fakt, że ewakuowano Bank Polski wraz z aktywami, depozytami i administracją. Pozostawiono kraj w ekonomicznej pustce, którą zapełnić musieli okupanci swoimi agresywnymi, rabunkowymi posunięciami. Kiedy zaś okazało się, że nie można kraść bez przerwy, odpowiedzialnością za sytuację ekonomiczną strefy okupowanej, obarczyli Młynarskiego. On zaś zgodził się na to, za aprobatą rządu we Francji.

Taka pogłoska krążyła po Warszawie, ale Landau twierdzi, że nie musiała być ona do końca prawdziwa. Być może zgodę rządu uzyskano post factum. W biografii Feliksa Młynarskiego możemy przeczytać wprost, że ekscytowanie się epopeją wywozu polskiego złota i jego rzekomym uratowaniem przed Niemcami, co było też w dawnych czasach moim udziałem, nie ma sensu wobec katastrofy jaką było zlikwidowanie Banku i zostawienie ludzi bez możliwości dokonywania transakcji, a także z kredytami, wobec okupanta, który miał tylko jeden problem – na kogo zwalić odpowiedzialność za to wszystko.

Niemieckie gazety pisały codziennie o polnische Wirtschaft i wychwalały niemiecki porządek, który jednakowoż jakoś nie potrafił na stałe zagościć na terenach objętych okupacją.

No, ale wracajmy do tych stuzłotówek i pięćsetek. Ludzie nie wierzyli, że tak po prostu można wyeliminować z obiegu duże nominały i szczególnie wieś, zajęła się ich gromadzeniem, z nadzieją, że uda się je potem korzystnie wymienić.

Być może wiara ludzi w to, że stówki i pięćsetki są wartością nienaruszalną uratowała sytuację. Spekulanci także nie wierzyli, że pieniądz te nie zostaną wymienione i sami je wymieniali po różnym kursie, wahającym się od 50 do 75 złotych drobnymi za setkę. Stan ten trwał do chwili aż zaczął działać okupacyjny Bank Emisyjny w Polsce i Młynarski wypuścił swoje setki i swoje „górale”.

Wskażmy jeszcze raz na moment najważniejszy – mimo represji, mimo rozdźwięku między deklaracjami Młynarskiego, który obiecuje wymianę bez strat, a polityką Niemców, która generuje same straty – ludzie trzymają swoje pieniądze bo wierzą, że one będą kiedyś jeszcze ważne.

Możemy oczywiście powiedzieć, że Feliks Młynarski był postacią dwuznaczną i wrócić do ekscytacji postacią Ignacego Matuszewskigo, który uratował polskie złoto, ale ja już tego nie zrobię. Wyrosłem z takich ekscytacji. Poza tym Ignacy Matuszewski, był człowiekiem uwikłanym i to go degraduje jako polityka poważnego.

Uważam też, że okoliczności funkcjonowania instytucji finansowych w warunkach wojny i okupacji, to kwestie stokroć ciekawsze, nawet jeśli zrobimy – fuj – bo ktoś nam powie, że Młynarski to mason.

Przejdźmy teraz do kwestii opału w czasie okupacji.

Sprawa, w mojej ocenie niezwykła – Niemcy zagarnęli Śląsk, kopalnie czeskie, mieli swoje kopalnie, także węgla brunatnego i nie potrafili w taki sposób rozkręcić wydobycia, ani przestawić kopalń na pracę w warunkach wojny, żeby można było kupić wszędzie węgiel.

Armia i policja rozpoczęła zimą roku 1939/1940 rekwizycję węgla w Warszawie, żeby tym zabranym ludziom opałem ogrzewać urzędy. Jakby tego było mało zdewastowano także transport kolejowy i publiczny. Okay, nie było benzyny, ale tabor towarowy na torach? W Niemczech zabrakło węglarek? To jest coś nadzwyczaj dziwnego. Takich momentów jest zapewne więcej, ale na razie wskazuję ten jeden.

Nawet jeśli przyjmiemy, że polityka niemiecka wobec ludności Warszawy była polityką zemsty, to przecież nie wyjaśnia wszystkiego. Na pewno zaś nie wyjaśnia kryzysu transportowego. Komuniści po wojnie mieli masę pociągów i tymi pociągami wydobyty na Śląsku węgiel jechał do ZSRR. W drugą stronę się nie dało, a jeśli tak, to wskazuje to na jakiś kryzys decyzyjny, albo wręcz sabotaż, który Niemcy – jak to oni – zauważyli, ale udali, że nie widzą. I zwalili odpowiedzialność na polische Wirtschaft.

Kolejna kwestia to regulacja cen.

Żeby uniemożliwić spekulację na cenach chleba, władze okupacyjne wprowadziły stałą cenę bochenka – 85 groszy. Niestety cena chleba zależy od ceny opału i żaden piekarz, nawet jeśli mu się przystawi lufę do głowy, nie upiecze niczego, jeśli tego opału nie ma. No, a jeśli ma go mało, to najpierw upiecze go dla siebie. Jeśli zaś idzie o sprzedaż, to cenę ustali sam i może ona sięgnąć nawet wyżyn tych wycofanych z obiegu stu złotych.

Wnioski z opisów pierwszych miesięcy okupacji płyną następujące: okupacja to przerzucanie kosztów na ludzi, którzy przeznaczeni są do likwidacji. Niemcy najpierw, poprzez swoją politykę, wskazali, że będzie to grupa polskich posiadaczy, a potem skierowali swój wzrok na żydowskich posiadaczy i wszystkich Żydów. Z tego zapewne powodu, że zakulisowe rozmowy z Brytyjczykami dotyczące ewakuacji, za pieniądze, tych Żydów do Palestyny, nie przyniosły rezultatu.

Priorytety się zmieniły, a potwierdziła je konferencja w Wannsee. Wobec tego powołanie Banku Emisyjnego w Polsce, który wypuszczał okupacyjne banknoty, było koniecznością, która ratowała Niemców przed ich własną polityką. I teraz trzeba się zastanowić na ile świadomie wywoływano chaos w pionach urzędniczych niemieckich i na ile decyzja o zagładzie była wymuszona.

To dość istotne, bo zmienia całkowicie optykę i przesuwa odpowiedzialność za holocaust z ludności miejscowej, postawionej wobec dylematów – jedzenie albo opał, na decydentów polityki globalnej.

Zostawiam Was z tym dylematem. W sklepie jest jeszcze trochę biografii prezydenta Banku Emisyjnego w Polsce.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 12 lipca 2020 r.

Ilustracja tytułowa:
Gabriel Maciejewski Coryllus.
Fot. YouTube-wpolsce.pl.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.07.12.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski