PÓŁ-POLAK GŁOSUJE


Nie prowadził żadnej kampanii wyborczej. Nie miał żadnego plakatu. Nie zwołał żadnej konferencji prasowej. Nie przedstawił żadnego programu. W międzyczasie przejechał staruszkę na pasach, czmychnął z miejsca wypadku i zdemolował dzierżawioną od Lasów Państwowych leśniczówkę. Jakby tego było mało w TVN w programie „Kropce nad i” wygłosił swoje credo wyborcze: „Polacy brali udział w Holokauście […] Więcej Polaków mordowało niż pomagało”. Przy czym nie był to językowy lapsus, lecz świadome działanie. Wiedział, że w oczach Warszawiaków to mu nie zaszkodzi, a wręcz pomoże – dostał 200 tysięcy ich głosów.

Włodzimierz Cimoszewicz

Wołodia Cimoszewicz przez media traktowany jest jak wielki mąż stanu. Ferowane opinie spijają mu z ust jako ambrozję. Jedynie Lepper nazwał go kanalią. Ojciec Wołodii, przyszły pułkownik Informacji Wojskowej, wiernie służył Sowietom, współpracował z NKWD. Po wybuchu wojny, w kilka tygodni po wkroczeniu Armii Czerwonej i przystąpieniu do akcji eksterminacji ludności polskiej, jest poborcą dostaw obowiązkowych dla armii sowieckiej, czyli na służbie bolszewickiego zaborcy. I krew się gotuje, gdy dziś z ust potomka sowieckiego kolaboranta słyszy się w Parlamencie Europejskim zapewnienia o praworządności, przestrzeganiu konstytucji i trosce o „ten kraj”. Tak jak przygnębia, że w mieście wyjątkowo przez komunę poszkodowanym (ale i w miejscu wyjątkowej kumulacji kretynów i kosmopolitów) zwyciężył dziedzic owej komuny.

Chluby Warszawie nie przynosi jego oszałamiająca kariera. Przez murzyńskość Polaków był już posłem na Sejm, ministrem spraw zagranicznych, ministrem sprawiedliwości, marszałkiem Sejmu i premierem „wszystkich Polaków”. Jak głosował w pryncypialnych dla Polski sprawach powszechnego uwłaszczenia, sprzedaży ziemi cudzoziemcom, zakazu handlu w niedzielę, koncesji dla Radia Maryja? Dokładnie tak, jak Michnik, Geremek i Tusk.

Wielokrotnie dopuścił się zdrady stanu: przeprosił za Jedwabne; zorganizował pierwsze obchody rocznicy prowokacji kieleckiej, dając w wymarzony sposób kręgom antypolskim sposobność do wykazania, że Polacy są najpaskudniejszym narodem świata; stanął u boku Elie Wiesela, który rozmyślając o minionych dziejach, czyli o apogeum władzy żydokomuny nad Polakami, stwierdził: „Nie sposób nie zauważyć, że wszystkie ofiary były Żydami, a wszyscy kaci chrześcijanami i że niektórzy z morderców szli przed mordowaniem do spowiedzi”. Cimoszewicza promują w TVN, a Grossa w „Wyborczej”. Pierwszy mówi to samo, ale jest bardziej obrzydliwy – Gross mdli, przy Cimoszewiczu chce się rzygać.

Spotkanie prezydenta kraju z przywódcą światowego mocarstwa to wydarzenie  najwyższej wagi. Krytykować takie wydarzenie mogą jedynie wrogowie, zdrajcy lub polityczni imbecyle. Tymczasem tuż przed wizytą Andrzeja Dudy w Białym Domu, w radiu TOK FM, w charakterze „eksperta” wystąpił Wołodia. „Spotyka się dwóch politycznych nieudaczników, którzy bardzo źle służą swoim krajom. Obaj nie wiedzę, co to znaczy uczciwość w polityce, czegoś takiego się nie robi” – obwieścił. Pisanie o Cimoszewiczu męczy, ale pisać trzeba, jak i trzeba ubolewać, że taki matoł i polityczny szkodnik w dzisiejszej Polsce robi za autorytet. Trzeba też mówić: jakie radio taki ekspert.

Aleksandra Dulkiewicz

13 grudnia 2017 r., wraz z byłymi ministrami spraw zagranicznych, wydał oświadczenie piętnujące zawartą w ustawie o służbie zagranicznej tezę o „niedostatecznie silnych więzach łączących polskich dyplomatów z państwem polskim”. Były minister sprawiedliwości, po przyjęciu przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN, wprowadzającej kary za „polskie obozy śmierci”, rzekł: „To nie był i nie jest wielki problem. Po drugie, przyczyną jest cudza ignorancja, a nie zła wola. Po trzecie, przeciwdziałanie dyplomacji jest z reguły skuteczne. Po czwarte wreszcie, w walce z tym zjawiskiem od dawna korzystaliśmy ze wsparcia żydowskich organizacji na całym świecie. Insynuacje dotyczące rzekomego związku z reprywatyzacją są same w sobie świadectwem antysemityzmu ich autorów. Notabene, pomysły reprywatyzacyjne w oczywisty sposób dyskryminują żydowskich spadkobierców i są moralnie podłe. Polacy oczywiście brali udział w Holokauście. Antysemityzm był i pozostaje w naszym kraju endemiczny. Większość Żydów, którzy unikali getta lub z niego uciekli, została zamordowana przez cywilnych Polaków i Ukraińców”. A słowa te wyrzekł syn stalinowskiego bydlaka, agenta NKWD, który znęcał się nad Polakami.

Trzeba by całej strony, by wymieniać funkcje, jakie z woli ludu pracującego Warszawy pełnił spokrewniony z bandytą Jakubem Bermanem Marek Borowski. Prezydentem Gdańska, w miejsce lokalnego kacyka, który miał 8 mieszkań i 36 kont bankowych, została nikomu w mieście nieznana Aleksandra Dulkiewicz.

Jacek Jaśkowski

W Olsztynie zwyciężył, i to głosami kobiet, kandydat z zarzutem o gwałt. W Poznaniu wygrał Jacek Jaśkowiak, ostentacyjny protektor dewiantów. Prezydentem stolicy zostało zero umysłowe, dziedzic gigantycznych przekrętów na kamienicach. A jak wytłumaczyć to, że 3 miliony Polaków waliło drzwiami i oknami na film „Kler”, i dokonało transferu milionów złotych do kieszeni żydowskich reżyserów filmu i należących do nich kin? A kto kupił milion egzemplarzy książki Olgi Tokarczuk, w której autorka grozi swym admiratorom: „Za te zbrodnie Polacy jeszcze zapłacą”?

Mówi się, że Cimoszewicz (TW „Carex”), Miller (TW „Minim”) i Belka (TW „Balch”) sukces wyborczy zawdzięczają Grzegorzowi Schetynie, legendowanemu przez SB działaczowi Solidarności Walczącej z Dolnego Śląska, jakoby potomkowi Kresowiaka, przesiedleńca ze Lwowa, który tak potwornie żydłaczył, iż właściciele PRL byli w stanie powierzyć mu jedynie funkcję szefa urzędu kultury fizycznej w Opolu. Jak tam było to było, w każdym bądź razie zadanie wykonał. Dlaczego jednak w TVP Info, z jakimś dziwnym uporem legendują o AK-owskiej przeszłości rodziny Schetyny? Czy nie dlatego, że innymi, równie legendarnymi działaczami dolnośląskiej „S” byli Morawieccy, ojciec i syn? W wyborach zatrważająco mało głosów dostał prof. Mirosław Piotrowski, który w książce „Ludzie bezpieki w walce z Narodem i Kościołem”, przy każdym z 900 biogramów zamieścił informację o pochodzeniu etnicznym delikwentów? Zaszkodziły mu też inne „wady”: nigdy się nie rozwiódł i ma czworo dzieci.

TW „Balch” – TW „Minim” – TW „Carex”

Nie tylko przy Cimoszewiczu chce się westchnąć: Nie potrzeba nam było wrogów mając takich premierów! Leszek Miller rzekł w Izraelu: Polska to dziwny kraj, gdzie antysemityzm bez Żydów, nacjonalistyczna prawica wsącza jad rasizmu i szowinizmu, a ludzie zrównują swastykę z gwiazdą Dawida. W czasie referendum za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz nawoływał do wstrzymania się od głosowania i dzięki temu (lub raczej dzięki niemu) mógł trwać złodziejski proceder prywatyzacji kamienic i wyrzucanie ludzi na bruk, no i rewanż PO dla SLD w postaci wciągnięcia Millera do Parlamentu Europejskiego.

W 1995 r. Cimoszewicz wraz z Michnikiem opublikował w „Gazecie Wyborczej” odezwę, w której apelował o „zasypanie rowów nieporozumienia, niechęci i nienawiści między elitami postsolidarnościowymi i postkomunistycznymi”. 9 czerwca 2020 r. wydał (wraz z Millerem i Belką) odezwę, w której zaapelował o poparcie w wyborach Rafała Trzaskowskiego. „Tylko w ten sposób zapobiegniemy dalszej destrukcji naszego państwa i narodowej wspólnoty. Wybory przesądzą o demokratycznym i praworządnym ustroju naszego państwa oraz wolnościach i prawach, także następnych pokoleń”. Widać zatem, że stare leninowskie hasło: „Idziemy z osobna, a uderzamy razem”, jak działało tak działa. À propos, czy do realizacji postulatu scalenia postkomunistycznych formacji nie doszło dlatego, że sprawa była zbyt czytelna, nawet dla najmniej kumatych wyborców?

A może chodzi o to, że połowa Polaków uprawnionych do głosowania pozostaje w domach, bo pozbyli się nadziei na jakiekolwiek zmiany przy urnie wyborczej. A może zawinił Kościół, który po niedzielnej mszy nakazuje wiernym iść czwórkami głosować na antykościelne mendy. A może przeważył pomysł, że „głosując w państwie okupacyjnym wspieram okupację”. A może zaważyło przekonanie, że wybory nie mają sensu, bo ministrami zostają ludzie przywożeni z Londynu, bez polskiego obywatelstwa, nie mówiący po polsku. A może to, że żaden rząd po ’89 nie dokonał bilansu otwarcia i nie rozliczył poprzedników.

A może dlatego, że Kaczyński, zamiast pogonić antypolską swołocz, podzielił się z nią władzą. A ta, rozbestwiona bezkarnością, bryluje na politycznych salonach, bezczelnie poucza o demokracji i praworządności, pichci antypolskie odezwy, współdziała z wrogami Polski, pluje Polakom w gębę, a ci im jeszcze za to płacą i za to wybierają.

Dlaczego głosują na nich miliony? Partyjna dyscyplina stalinowskiej kliki, potomków wszechwładnych niegdyś dziadków i ojców? Potęga sitwy milicjantów, ormowców i zomowców? Wszechobecność żydokomuny w imperium gospodarczym, bankowym, medialnym? A może odpowiedzią będzie przypomnienie, że po 1956 r. kilkunastu tysiącom oficerów Armii Czerwonej służącym w LWP i strukturach MSW wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska Polaków zaginionych w czasie wojny? A może fenomen tłumaczy to, że w samej Warszawie żyje i głosuje kilkadziesiąt tysięcy „Mazgułów”, wśród których aż się roi od przyszłych budowniczych bram triumfalnych dla obcych wojsk? A czy w przypadku Gdańska tłumaczeniem nie jest to, że miasto zamieszkuje 1/3 Niemców, 1/3 Ukraińców i 1/3 Żydów? A tak w ogóle, czy nie miał racji Georg Orwell twierdząc:

Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów, nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami”.

Roman Dmowski

Tak, ale to wy, Polacy w kraju, oddaliście Polskę Żydom. Wybraliście i dopuściliście do rządzenia Wami te partie i ludzi, które nigdy nie były lojalne Polsce. Wybraliście prezydenta, o którego korzeniach prasa emigracyjna pisała, że naprawdę nazywa się Stolzman, a jego ojciec był funkcjonariuszem UB i współpracownikiem NKWD. Czyją jest winą, że największym dziennikiem jest „Gazeta Wyborcza”, której redaktorem naczelnym jest Adam Michnik, brat stalinowskiego kata, mordującego polskich patriotów? Czyją jest winą, że nadal może ukazywać się tygodnik „NIE”, redagowany przez wroga Polski i chrześcijaństwa? To wszystko istnieje tylko dzięki Waszemu poparciu. Jak Wam nie wstyd? Przecież w ten sposób pomagacie im niszczyć siebie! Czy już zapomnieliście, kto witał wojska niemieckie i wojska sowieckie, wkraczające w 1939 r. do Polski? – tak (z wiadomym skutkiem) rozpaczała działaczka amerykańskiej Polonii.

Uleciało z naszego słownika słowo „zaprzaniec”, ale to nie znaczy, że nie ma ludzi, do których się odnosi. Podczas wojny podziemie likwidowało folksdojczów i szmalcowników, sporządzało listy kolaborantów, dziwkom zadającym się z okupantami goliło głowy. Na pierwsze koniunktury nie ma, ale na golenie łbów i sporządzanie list hańby z nazwiskami tych, którzy przyczynili się do upodlenia Polski – jest. Czas powiedzieć bez ogródek: nie ma żadnej biało-czerwonej drużyny, są patrioci i jest Targowica, zaprzańców trzeba wykluczyć z polskiej wspólnoty narodowej, a zamiast apeli do potomków Bermana przypomnieć Romana Dmowskiego: „Istnieją Polacy i pół-Polacy, a rasa pół-Polaków musi zginąć”.

Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Ilustracje tytułowa za: radio.opole.pl .

Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO


Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.07.15.
Avatar

Autor: Krzysztof Baliński