Zginął w drodze ku wolności… / UPADEK IKARA


Dionizy Bielański zamordowany na rozkaz generała Jaruzelskiego

„UPADEK IKARA” – 45 lat temu 1975 r o 15:56 na rozkaz komunistycznego zbrodniarza gen. Jaruzelskiego zestrzelono samolot An-2 pilotowany przez Dionizego Bielańskiego. Pilot aeroklubu, były żołnierz LWP, instruktor lotniczy ur w 1939 r. na Wołyniu, próbował uciec z komunistycznej Polski na teren Austrii. Zabrakło 8 km. Ustalono w sposób bezsporny, że rozkaz wydał ówczesny szef MON towarzysz Wojciech Jaruzelski. Dionizy Bielański. został zabity, gdy miał zaledwie 36 lat. Osierocił dwie córki.

Córka Anna, próbowała wyjaśnić okoliczności śmierci ojca. Jej poszukiwania odsłaniają wielowarstwową sprawę śmierci ojca, tuszowania zestrzelenia i zastraszania rodziny. Anna dotarła do wstrząsającej teczki założonej przez SB w 1971 r na jej ojca, zatytułowanej „Ikar”. Z materiałów wynika, że Bielański nie zdecydował się na współpracę z SB.

Czechosłowackie prawo nie pozwalało zestrzelić cywilnej maszyny, jednakże na rozkaz przełożonych, w okolicach zachodnio-słowackiej miejscowości Kuty serią z karabinu maszynowego z samolotu L-29 Delfin czeski pilot kpt. Vlastimil Navrátil zestrzelił polski cywilny samolot. Pilot Dionizy Bielański zginął na miejscu. IPN w 2013 r. wszczął śledztwo a nst. wydał postanowienie o przedstawieniu generałowi zarzutu popełnienia zbrodni komunistycznej. Zbrodniarz Jaruzelski uniknął kary (jak większość jego kompanów) a nawet spotkał go zaszczyt, po śmierci został pochowany na warszawskich Powązkach. O historii mordu dokonanego na pilocie Dionizym Bielańskim opowiada film pt. „Upadek Ikara”.

Dionizy Bielański urodził się w wołyńskiej wsi Staweczki w 1939 r. Miał szczęśliwą rodzinę, był absolwentem szkoły lotniczej w Dęblinie, pilotem z zamiłowania, a w latach 70. zdobywał trofea dla Aeroklubu Opolskiego. Praca, którą wykonywał, była spełnieniem jego marzeń. Marzył o pilotowaniu samolotów rejsowych LOT-u. Ponoć dlatego pilnie uczył się angielskiego. Uczył jednak też swoje córki, gdy wspólnie słuchali zachodnich piosenek i tłumaczyli ich słowa ze słownikiem.

Jako pilot w okresie komunizmu był z góry podejrzany, bo co pewien czas jakiś polski pilot wylatywał z kraju i nie wracał. Najczęstszym celem wypraw były duńska wyspa Bornholm na Bałtyku oraz południowa Szwecja, ale próbowano uciekać także do Austrii nad Czechosłowacją. Stąd też Służba Bezpieczeństwa starała się mieć jak najwięcej współpracowników wśród osób należących do tego środowiska. W 1971 r. postanowiła zwerbować Bielańskiego na tajnego współpracownika. Próba nie powiodła się. Pilot nie tylko nie chciał współpracować z bezpieką, co więcej, miał negatywne zdanie na temat ustroju.

Sukcesy sportowe i zawodowe nie uchroniły Bielańskiego jednak od niechęci do Jego osoby władzy. W 1972 r. został zwolniony dyscyplinarnie z Aeroklubu Opolskiego. Przez długi czas nie mógł znaleźć pracy. W 1975 r. udało mu się znaleźć pracę we wrocławskim Zakładzie Usług Agrolotniczych, gdzie opryskiwał pola, co było bardzo dobrze płatne. Cały czas interesowała się nim jednak bezpieka. Skoro nie dał się zwerbować, stał się obiektem, który należy obserwować i rozpracować. W zakładzie pracy wypytywali o niego milicjanci. Wiedział, że mogą z dnia na dzień odebrać mu licencję.

PRZERWANY LOT DO WOLNOŚCI

16 lipca 1975 r. Dionizy Bielański, instruktor lotniczy z Opola, podjął nieudaną i tragiczną próbę ucieczki cywilnym samolotem AN-2 do Austrii. Do swojego ostatniego lotu Bielański wystartował z lotniska w małopolskim Gawłówku niedaleko Bochni. Osoby, które widziały go po raz ostatni, twierdzą, że do samolotu wsiadał spokojny i uśmiechnięty.

Gdy zbliżał się do granicy z Czechosłowacją, zastępca dowódcy Wojsk Ochrony Powietrznej Kraju nawiązał kontakt z ministrem obrony narodowej gen. Wojciechem Jaruzelskim. Procedura była bowiem taka: zestrzelić można było samolot, ale tylko po stronie polskiej. Po przekroczeniu granicy z innym państwem bloku wschodniego odpowiedzialność przejmowali sąsiedzi. Jednak nie podejmowali oni samodzielnej decyzji. Zgodnie z wewnętrznymi ustaleniami wojsk Układu Warszawskiego na zestrzelenie samolotu zgodę musiał wydać minister obrony narodowej państwa, z którego wyleciał samolot.

Gdy ok 15.00 Bielański przekroczył granicę z Czechosłowacją. Starał się lecieć jak najniżej, by uniknąć złapania przez radary, jednak namierzono go jeszcze nad terytorium Polski, nad granicą z Czechosłowacją. Został dostrzeżony z lotniska wojskowego w Żylinie i niebawem wystartowały ku niemu czechosłowackie samoloty wojskowe: dwa myśliwce bojowe MiG-21 i dwa samoloty szkolno-bojowe Aero L-29 Delfín. Miały za zadanie zmusić go do lądowania, sygnałami i strzałami ostrzegawczymi. Bielański jednak nie odpowiadał na nie; starał się uciec.

Pociski z pokładowego karabinu maszynowego dosięgły go nad słowacką miejscowością Kuty, zaledwie 8 km. od granicy z Austrią. Serią z karabinu zestrzelił go pilot L-29, kpt. Vlastimil Navrátil. Czechosłowacka armia nie miała prawa zestrzelić polskiego samolotu cywilnego. To dlatego Vlastimil Navratil, jak zeznał przed słowackim IPN – aż trzy razy upewniał się przez radio, czy rozkaz jest ważny !! Po wylądowaniu na lotnisku wojskowym w Brnie Navratil od razu pobiegł do dowódcy. ,,Dlaczego otrzymałem rozkaz niezgodny z przepisami ?” – ,,Zapomnij o tym ! Naciskał na to sam Jaruzelski. Mieliśmy gorącą linię z Warszawą. To Polacy chcieli zestrzelić swojego „.

Były szef Aeroklubu Opolskiego pamięta takie zdarzenie: – Pewnego dnia zadzwoniły do mnie służby operacyjne, żebym pilnie sprawdził, gdzie jest rodzina Dyzia. Ja wiedziałem, że on jest wtedy na opylaniu lasów pod Krakowem i trochę mnie ta prośba zdumiała. No ale rozkaz jest rozkaz. Zatelefonowałem do jego mieszkania i tam ktoś odebrał i powiedział, że żona z córkami jest w Jeleniej Górze. Sprawdziłem to też telefonicznie. I tak zameldowałem służbom operacyjnym.

Gdy potem Zbigniew Hoffman dowiedział się, co zaszło nad Słowacją, pomyślał, że władza, zanim podjęła decyzję o zestrzeleniu Bielańskiego, sprawdzała, czy na pokładzie AN-2 jest jego rodzina. Gdy się upewniła, że pilot leci sam, to władza kazała zabić. Redaktor Zbigniew Górniak odnalazł żonę Dionizego Bielańskiego. Nosi już inne nazwisko, po drugim mężu. 16 lipca 1975 r. ktoś przekazał jej, że właśnie usłyszał w Wolnej Europie, iż nad Czechosłowacją strącono samolot…..

WSPOMNIENIA ŻONY BIELANSKIEGO

„– Wtedy jeszcze nie skojarzyłam tych faktów, ale już mnie coś niepokojąco ukłuło. Długo nie wiedziałam, co się stało – wspomina żona opolskiego pilota. Myślałam, że mąż jest w delegacji, aż tu nagle odbieram dziwny telefon: Kiedy pogrzeb? Gdzieś tak po dwudziestym lipca dostaję telefon z Wrocławia z Agro, że mąż miał wypadek. Śmiertelny. Gdzie? W Czechosłowacji. A co on tam robił? Potem przywieźli trumnę. Metalową. Pod eskortą. Ci ludzie mieli mundury, ale nie pamiętam, jakie, na pewno nie milicyjne. Dano mi dokumenty po czesku, że mąż miał wypadek. Trumny otworzyć nie pozwolono.

Dostałam jedynie jego torbę, z którą niby leciał. Taka torba-listonoszka. Lekko nadpalona, a w środku dwie jego koszule, szczotka do włosów oraz jakieś obce klucze. Pogrzeb odbył się na cmentarzu w Opolu Półwsi. Ukradkowy, bez pompy przynależnej asom przestworzy. Grób jest skromny: bez śmigieł i tym podobnych lotniczych symboli. Do dziś nie wiem, czy tam naprawdę leży mój mąż. Czy w ogóle w tej trumnie ktoś leży….

Chciałabym przeprowadzić ekshumację, ale to może spowodować tylko decyzja prokuratora, a nie artykuły prasowe. Ekshumacja jest konieczna: mąż spłonął czy został zabity od kul? Czyje zwłoki są w tej nieotwieranej przez rodzinę, zaplombowanej trumnie, i czy one tam naprawdę są? Czy szczątki posiadają łańcuch DNA świadczący o pokrewieństwie? Dla bliskich to przecież ważna, wręcz fundamentalna informacja.

Tylko czy Dyzio naprawdę chciał uciekać? – powątpiewała żona. – Słowem nigdy nie wspomniał o tym, żebyśmy może wyjechali na Zachód. On się tu realizował, razem lataliśmy, szkolił młodzież, pisał opowiadania do „Skrzydlatej Polski”. Był patriotą, mimo nacisków nie dał się wciągnąć do partii. Tak więc ja naprawdę nie wiem, co wtedy zaszło, i bardzo bym chciała to wyjaśnić. Może go porwano, zmuszono…?”

Ja przez całe tamte lata się bałam. Potwornie bałam. Miałam 30 lat i dwie córki na wychowaniu, które chciałam chronić przed złem. Wokół mnie zapanowała zmowa milczenia. Ludzie wiedzieli, co się stało, i niektórzy bali się nawet ze mną rozmawiać na ten temat. Woda w usta. Ale przede wszystkim wrogość ze strony urzędów. Przez lata odbierałam dziwne telefony: Grozili mi, że coś się stanie mnie albo córkom, jak nie przestanę koło sprawy chodzić. Pamiętam, że ostatni telefon był jeszcze w 1984 roku !
————————————————-
Zestrzelenie samolotu zmieniło życie pilota, który wykonał rozkaz. 9 m-cy po wydarzeniu Vlastimil Navratil zrezygnował ze służby.,,To wydarzenie wpłynęło na moją psychikę i spowodowało problemy w życiu osobistym” zeznawał później. Sprawa, która miała zostać zamknięta jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku, wypłynęła bowiem po upadku komunizmu. Za jego czasów obowiązywała bowiem jedna wersja: doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Kilkanaście lat temu swoje śledztwo zaczęli prowadzić Słowacy. Także polski Instytut Pamięci Narodowej badał sprawę. W 2008 r. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu postawiła generałowi Jaruzelskiemu zarzut przekroczenia uprawnień służbowych poprzez wydanie wbrew przepisom zgody na zestrzelenie polskiego samolotu cywilnego. Prokuratura IPN rozpoczęła procedurę przygotowawczą do procesu, jednak 17 października 2011 r. prokurator Marcin Gołębiewicz z Oddziałowej Komisji wydał postanowienie o zawieszeniu śledztwa ze względu na zły stan zdrowia generała.

W 2009 r. prezes IPN, dr Łukasz Kamiński, odnalazł notatkę opolskiego milicjanta, który zapisał informację na temat śmierci Bielańskiego. „Samolot zestrzelony został na terenie Czechosłowacji w miejscowości Trnawa k. Brna w dniu dzisiejszym o godz. 15.56 na polecenie Ministra Obrony gen. W. Jaruzelskiego”. Prawdziwą wersję wydarzeń i sprawstwo Jaruzelskiego potwierdziły też dokumenty źródłowe z Czech i Słowacji.


Wojciech Jaruzelski zmarł 25 maja 2014 r. Dziś o tragicznym locie Dionizego Bielańskiego do wolności, który zaczął się pod Krakowem, mało kto pamięta. Dionizy Bielański zginął w drodze ku wolności. Ten, który wydał na niego wyrok śmierci, nie odpowie już ani za tę, ani za inną zbrodnię. W III RP towarzysza Jaruzelskiego pochowano z honorami na Powązkach, a nad jego trumną zgodnie pochylili się prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski.


Źródło tekstu i zdjęć: Basia Brzezińska na FB & Romuald Rzeszutek na FB , 15 lipca 2020.

*

*

2020.07.15.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci