Durnowo? / Kozły rozrywki


Durnowo?

To już nawet nie Koszalin a wieś totalna. Miałem nie komentować bieżących wydarzeń politycznych, ale pewien redaktor naczelny periodyku, nazwijmy go „Parchata polityka”, stwierdził, nigdy nie czytając moich tekstów, że oni tam nie komentują bieżących wydarzeń politycznych a nauczają i wychowują. Czyli, że w sugestii ja robię komentarze bieżących spraw politycznych. Lepiej już, żeby tacy mnie nie wychowywali.

To zły dzień do pisania w ogóle a już zupełnie o polityce. W Polsce grasują dwie bandy. Obie nie służące polskiemu interesowi. I Naród Polski zamiast napuścić te dwie na siebie, żeby się wzajemnie wybiły, albo przynajmniej trzymały w szachu, pozwolił po raz kolejny jednej z nich na zmonopolizowanie sceny politycznej.

W dojrzałych demokracjach, choć tak zwana demokracja przedstawicielska ma tyle wspólnego z demokracją co maca z chlebem, gdy organ ustawodawczy wpada w ręce jednej bandy, to prezydent idzie w łapy drugiej.

A u nas?

Najpierw platfusy rządziły prawie pełne dwie kadencje całą gębą, bo po zabiciu Prezydenta, mieli już swojego. Jednego dnia mieli ich nawet trzech naraz, bo każdy z nich chciał być prezydentem. I do czego doprowadzili swoją proniemiecką i serwounijną opcją?

A teraz znowu pisiory: „Dajmy im drugą szansę.” – słyszę od ludzi o logice równie twardej jak rozdeptany ślimak. Jak go wysuszyć na słońcu, to zelówka nie do zdarcia.

I jak należałoby powiedzieć o kraju, w którym dzieją się takie rzeczy?

Durnowo?

Wpadliśmy po uszy w gówno, to próbujmy się z niego wykaraskać, bo to lepsze niż, gdy spalą nas żywcem. Mielibyśmy stabilny kraj, jeden „A” a drugi „B”. I to zwierzęce odgłosy i to, ale przynajmniej nie byłoby
monopolu władzy, szczególnie dla ekipy, która udając prawicę wdraża skrajnie lewicowy, socjalistyczny program społeczny. I to pod sztandarami biało-czerwonej. Tyle mają wspólnego z polskością, co żyd z Chinami, ale nią powiewają, bo zauważyli, że Polaka można na to nabrać raz dwa. Czyli realizują w istocie program narodowo-socjalistyczny.

Nie jest to żaden faszyzm, bo do faszystów jest im daleka droga, bo nawet faszyści byli ideowcami. Oni po prostu kpią z głupiego Narodu. Nieoczytanego i może raczej niedopieszczonego, skoro taki naiwny.

Jeśli Naród Polski nabiera się na takie plewy, to najpierw musi wrócić do czytania. Musi nauczyć się od nowa czytać. Tak, tak… I musi być ktoś, kto im coś napisze. Załóżmy ja. Choć to paskudny dzień do pisania, napiszę jeszcze kilka zdań tego tekstu i spadam. Będę przy tym pilnował swojej tyłu, by mi się żaden pisior tam nie przykleił, bo kto powiedział, że pedalstwo to domena lewicy?

Zaraz, zaraz, cóż za niepolityczne wyrażenie? Zamieńcie je na sodomia, choć czytałem już opracowanie, które wmawia mi, jak ostatniemu ciemniakowi, że oni w Sodomie chcieli się tylko poznać z tymi aniołami. Poznać. Hm. Dobre sobie. I muszę uważać, żeby sobie nie nawrzucać od ciemniaków, bo to pachnie rasizmem. Może nawyzywam sobie od brauniaków? To dobre… Nieprawdaż?

I na zakończenie szmoncesik: „Co mówi żyd, gdy go przyłapią ze spuszczonymi gaciami?
Mówi: To nie mój interes. – Rozkładając przy tym szeroko ręce.”.

Skromność, to podatny grunt dla takiego zachowania. Każdy tu tak gada: „To nie mój interes.”. Każdy, gdy trzeba brać odpowiedzialność za słowa i czyny. To nasza narodowa przypadłość, robienie z siebie brauniaka. Wyżej wyjaśniłem pojęcie brauniaczenia.

A jakie wnioski? Wnioski są proste, daliśmy jako Polacy czystą kartę ekipie oszustów, którzy nas zaprowadzą prościutką drogą w łapy Niemców, bo 1-go maja 2021 roku Polska Ziemia wyląduje w kieszeniach głównie niemieckich posiadaczy.

Niemiec się ucieszy. Już szczerzy zęby, że to będzie jego. Przeczytajcie „Placówkę” Aleksandra Głowackiego zwanego Bolesławem Prusem. On wiedział, czemu sam się przezwał od Prusaków. Ślimak, ślimak wystaw rogi, to ci powyrywam nogi. Oto wizja, na którą się zgodziliśmy. Zamiast wygramolić się z fekaliów, napuszczając bandy na siebie wzajem, daliśmy jednej pełnię władzy.

To nawet nie jest naród takich Ślimaków. Ślimak przy tym brzmi dumnie. Od dumnie do durnie niewielki skok.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 13 lipca 2020.


Kozły rozrywki

Gdy przymkniemy oczy, bez trudu zobaczymy mroki teatralnego biura, gdzie siedzi ciemny ignorant, który ma na celu tylko reklamowanie swego szmirowatego przybytku. Błazeństwo nie jest niczym zdrożnym, ale biurowe myślenie takiego urzędnika teatralnego, jest jak zgaszona lampa i to wyrzucona do ustępu. Za każdą swoją myślą taki ktoś fika kozła, który nie tylko nie wnosi nic w życie teatru, ale jest jak bąk puszczony na śmietnisku.

Ale czemu o tym pisać?

Właśnie, mamy dziś ważną rocznicę, bo rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Wszyscy rzucili się fikać kozły, jakie to mamy grupy rekonstrukcyjne, jak to dziś potrafimy nawet pasować rycerzy, jak to panowie w garniturach umieją wykorzystać tę rocznicę dla celów swoich facjat. Ogólnie, ta bitwa to reflektor skierowany na nich i dla realizacji ich celów politycznych.

A cóż ci panowie zrobili?

Czy to oni musieli się borykać z Krzyżakami 610 lat temu? I co by
była warta ta bitwa bez wybitnego prawnika, o którym dziś wszyscy zapomnieli, bez Pawła Włodkowica, którego z łacińska zapisywano jako Paulus Vladimiri? Co byśmy zrobili bez tego człowieka najpierw podczas sporu przed cesarzem Zygmuntem Luksemburskim w Budzie (w 1412 roku) a potem podczas soboru w Konstancji (w latach 1414-1418), gdzie wywalczył (to bardzo dobre słowo) korzystne dla Polski rozstrzygnięcie komisji kardynalskiej powołanej przez papieża? Bitwa bitwą, ale bez
tego porozumienia byłaby tylko ciekawostką historyczną, bo nic by Polsce nie przyszło z tego, że ją wygraliśmy.

O tym wypadzie do Konstancji można by nakręcić iście sensacyjny film, bo tylu zamachów na życie i wszelkich innych ekscesów, których doznał Włodkowic, pozazdrościłby mu niejeden fikcyjny superbohater. A to był bohater prawdziwy.

A cieszymy się jak błazny z tego, że po polu przewalają się współcześni przebierańcy i walą się po łbach. Tylko co to ma wspólnego z prawdą? Nie piszę tu nudnego politycznego a tym bardziej historycznego wywodu. Nie napiszę tu także wywodu prawnego, bo na to jeszcze będzie pora, a
chcę być do tego dobrze przygotowany.

Piszę z lekko prześmiewczą nutą, że my Polacy przywiązujemy zbyt dużą wagę do spektakli a zbyt małą do tego, co z tego wynika.

Z tego punktu widzenia pozbawiony ogłady teatralny urzędas, który nie umie grzecznie się o coś do kogoś zwrócić, bo nastawił się na lansowanie rozrywki uprawianej w jego zapchlonym przybytku, wychodzi niemal na następcę świetnego prawnika z Krakowa, choć urodzonego w malutkim
Brudzewie Dużym. To byłby już zbyt prześmiewczy ton.

Ten ktoś ma tyle wspólnego z naszym bohaterem, który wywalczył dla nas korzystne skutki po Grunwaldzie, co rzucona na chodnik skórka od banana z całym bananem. Zjada go już tylko niska chęć odpędzania od siebie wszelkiej myśli, jakby muchy od siebie odganiał.

Na pobojowisku muchy to nieodłączny element pobojowiska. Wszędzie są, ale nawet najdzielniejszy rycerz, bez sprawnie zawartego układu pokojowego, dającego jakąś korzyść z nawet najlepiej przeprowadzonej bitwy, to tylko biedny odziany w zbroję straceniec.

Czasem wypada zauważyć, choćby patrząc na kancelistów teatralnych, że sztuką jest nie robienie kozłów czy koziołków na scenie, ale uchwycenie ducha nieuchwytnego zjawiska, które się wokół nas dzieje i zapisanie po nim śladu tak, by nie wyparował ze świadomości ludzkiej. A tu, co zostało z wysiłku jednego z najlepszych negocjatorów, jakich mieliśmy w historii Polski? Brak pamięci? Albo rozwlekanie pamięci o bzdurach? Bo wszak można nawet przegrać bitwę, a wygrać wojnę w trakcie układów.

Wojska przeciwnika pobite a przeciwnik tryumfuje. To jest owoc naszych późniejszych epok. I takiego się doczekamy 1-go maja 2021 roku, gdy Polska Ziemia pójdzie w niemieckie łapy i to bez wydania nam jakiejkolwiek bitwy i to po (rzekomo także przez nas) wygranej wielkiej wojnie.

Zabrakło takiego Pawła Włodkowica, bo nawet o nim nie umiemy pamiętać jak należy, żeby nie kpiły sobie z nas epoki.

Zapominając o tej postaci, zapominamy w zasadzie o sobie i stajemy się sierotami epok.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 16 lipca 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa: Tak mógł wyglądać Paweł Włodkowic. Rys. Halina Siemieniecka. Fot. Domena publiczna / wybór wg.pco

Podkolorowanie fragmentów w tekście pochodzi od red. PCO


2020.07.16.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel