Ciepła woda


Raz stróż miejski, pełniący wartę nocną w zimie, zajrzał do piekarni żydowskiej przez okno niedostatecznie zasłonięte. Widział wtedy jak żyd piekarz, rozebrał się i mył się szczotką w ciepłej wodzie, a następnie czeladnik wodę tę wlał do dzieży ciasta. I z takiego to ciasta jedli potem chleb kupujący. Stróż doniósł o tym do sądu, sprawa toczyła się w Rzeszowie. Pokazało się, że żyd, który się mył w tej ciepłej wodzie, miał parchy. Został on wtedy zasądzony, a piekarnia jego zamknięta.

Jan Słomka „Pamiętniki włościanina”

Ciepła woda jest, jak pamiętamy, ważnym elementem kampanii globalnych i lokalnych. Od ciepłej wody zaczął się powolny upadek PO, która dziś przekształciła się w KO, czy jak się tam ten gang nazywa. Z kolei u zarania tego ruchu znajduje się inna woda, ta z Wisły, która bynajmniej ciepła nie jest, ale – na oczach wszystkich została wlana do dzieży z ciastem, które mieli jeść ludzie i nikt nawet nie mrugnął. Nie było sądu, nie było strażnika miejskiego, który by cokolwiek zauważył, choć przecież wszystko odbywało się na oczach tłumów i pokazywane było w mediach. Rzeczy tak właśnie się miały, albowiem ciepła woda, obojętnie czy w kranie czy w dzieży, ma właściwości zaburzające percepcję. I cała masa ludzi, kiedy się nią nawet tylko ochlapie, przestaje widzieć, słyszeć i rozumieć cokolwiek.

Uważam, że po wyborach prezydenckich nastał dobry bardzo czas na to, by zmienić język kampanii komunikacyjnych w ogóle. To znaczy, by wyznaczyć inne priorytety w tej komunikacji i przestać pieprzyć ludziom o ciepłej wodzie. Gawęda ta oznacza bowiem tylko tyle, że nikt, ale to absolutnie nikt nie ma pojęcia, jak wygląda odbiorca tych komunikatów i czym żyje.

Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że do najbardziej zacofanych, łaknących ciepłej wody z kranu i dobrych dróg dojazdowych, które powodują, że człowiek przestaje myśleć o polityce i zostawia ją Tuskowi, należą okolice wokół Warszawy. To tutaj, (u nas jeszcze nie tak, ale na wschód od stolicy i na południe, jest naprawdę ciężko), urzędnicy są najbardziej zdeprawowani, to tutaj interesy rejonu energetycznego są ważniejsze niż interesy inwestorów, a nawet całego państwa. To tutaj nie można podciągnąć światłowodu i to tutaj nie ma dróg.

Być może podobnie jest w okolicach innych wielkich miast, ale ja znam specyfikę podwarszawską. To jest lej po bombie. I nawet jeśli ktoś się bardzo stara, jakaś władza, to przyzwoity efekt osiągnie dopiero po 20 latach intensywnej pracy. Dlaczego tak? Otóż dlatego, że bliskość stolicy powoduje iż to z tymi terenami, porównują swoje dokonania politycy szczebla wojewódzkiego, a nawet krajowego. Porównują, to znaczy wchodzą w różne interakcje biznesowe. Te zaś są złożone i na ich kształt wpływają zadawnione, pamiętające jeszcze Gierka układy rodzinno- przestępcze. Takie jakie kiedyś były w energetyce Pruszków.

Tego wszystkiego nie ma na prowincji, która nie rozumie, że jak się kładzie we wsi światłowód, to musi na tym skorzystać czterdziestu ludzi, którzy nigdy w tej wsi nie byli. Ona sama zaś – ta wieś – postrzegana jest przez nich tylko i wyłącznie jako tło dla własnych zaniechań i złodziejstwa.

Taki jest istotny sens komunikatów o ciepłej wodzie w kranie, lansowanych przez Donalda Tuska. On wierzy, że są gdzieś w Polsce miejsca, w których tej wody nie ma, a obietnica jej posiadania, to komunikat, który spowoduje, że pomiędzy władzą a wyborcą zostanie nawiązane porozumienie. Nic nie zostanie nawiązane i PiS powinien dziś tę kwestię zrozumieć. Im więcej pieprzenia o tak zwanych ludzkich sprawach, tym gorzej dla komunikacji politycznej. To właśnie był styl Gierka, całkowicie zakłamany, który dziś odstawiał będzie w nowym filmie Michał Koterski, co ma właśnie tego Gierka zagrać.

Byłem niedawno w miejscowości Krzywda, na Lubelszczyźnie. Ze względu na nazwę i położenie, mogłaby to być modelowa wieś służąca do medialnych szyderstw albo fałszywej troski okazywanej publicznie przez polityków. Mogłaby być, ale nie będzie. No chyba, że przez Krzywdę przejdzie front i wszystko tam zostanie zniszczone.

Powiem tak, gdybym mógł przenieść gdzieś swój biznes, nie wahałbym się ani sekundy. Krzywda bowiem wygląda lepiej niż osiedla strzeżone w mieście stołecznym, a o Grodzisku nie ma co nawet gadać. I ma nad nimi tę przewagę, że wszyscy się tam znają i nie kręci się po ulicy żaden stróż. Porządny dom, a zabudowa jest naprawdę gęsta i kubatury są wielkie, dostępny jest w bardzo przystępnej cenie. Wszyscy rolnicy lub byli rolnicy w samej wsi i wokół niej zajmują się logistyką, to znaczy każdy lub prawie każdy ma TiR-a i realizuje nim różne zlecenia. Internet hula tak, że w Grodzisku trzeba będzie chyba jeszcze 10 lat, by coś takiego osiągnąć, no i koniecznie potrzebne będzie przyłączenie do aglomeracji. Bez tego ani rusz. Drogi są świetne, a w samej wsi jest chyba ze dwóch fryzjerów i salon piękności do tego. I do mieszkańców tej wsi ludzie pokroju Tuska i Trzaskowskiego kierują swoje komunikaty? Mając za sobą aferę z rurą ściekową skierowaną do Wisły?

Po raz kolejny przekonałem się, że najbardziej zapyziały regionem w Polsce jest Mazowsze. Ma ono jednocześnie największe parcie na szkło, albowiem to z Mazowsza rekrutuje się większość stołecznych wyborców KO, Trzaskowskiego i Hołowni. To oni, opuszczają swoje wioski, gdzie nie ma nic, albowiem sięgające korzeniami czasów Gierka kliki udostępniają tym ludziom, a to 500 metrów wodociągu, a to kawałek kanalizacji, a to coś innego. I tak od wyborów do wyborów. Biedni ci ludkowie emigrują potem do Warszawy, albo do Londynu i tam płaczą, że w Polsce jest nędza, bo rządzi prawica.

W mojej ocenie prawica w Polsce jeszcze nie zaczęła rządzić. Być może coś się w tej sprawie zmieni za trzy lata, po wyborach parlamentarnych, ale na razie nikt nie zamierza rezygnować z komunikacji opartej na ciepłej wodzie.

PiS zaś mówi o przejęciu mediów. Przez kogo? Przez Ziemkiewicza i Janeckiego? Czy może przez Ogórkową? Ludzie ci nie wyprodukują ani jednego komunikatu, który mógłby zainteresować poważnie i na dłużej mieszkańców Krzywdy. Nie zrobią tego, bo im komunikacja polityczna potrzebna jest do podnoszenia swojej własnej samooceny i swojego własnego znaczenia.

W czyich oczach?

To chyba jasne – w oczach Tuska, Trzaskowskiego i głosujących na nich słoików. Nic innego na razie nie liczy się dla operatorów kampanii medialnych emitowanych na zlecenie Prawa i Sprawiedliwości. I to właśnie musi się zmienić. Wszyscy zapewne wiedzą, jak się dokonuje takich zmian.

Tak jak w starym dowcipie o domu publicznym zwanym też czasem burdelem. Żeby przyszli klienci nie wystarczy poprzestawiać łóżka i powiesić widoczek na ścianie, trzeba wymienić załogę, to znaczy dziewczyny. Bez tego będzie katastrofa.

I tego właśnie PiS-wi życzę, by dokonał owej zmiany przez najbliższe trzy lata, bo będzie niewesoło. Trzaskowski zaś i jego ludzie z parchami, wymyją się szczotką w ciepłej wodzie, a potem wleją ją z miski, nie do Wisły bynajmniej, co bardzo wkurzyłoby ekologów, ale wprost do dzieży z ciastem na chleb.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 18 lipca 2020 r.

Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski Coryllus.Fot. za: rozetta.pl

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

*

, 2020.07.20.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski