Sex w języku polityki czyli pośredni dowód w sprawie oczywistej



Od wczoraj przeciwnicy rządu, od gazowni poczynając na Konfederacji kończąc, trąbią o wielkiej klęsce rządu poniesionej w Brukseli. Nie będę tego oceniał, bo nie mam po temu ani narzędzi, ani chęci. Chcę zwrócić uwagę na coś innego, na sport który sam uprawiam z jakimś tam skutkiem, czyli na komunikację. Myślę, że to co napiszę poniżej powinno wyjaśnić różne nieporozumienia i wyprostować krzywizny w naszych tutaj dyskusjach.

Zadajmy najpierw takie pytanie – co to jest ideowa prawica?

To ważna kwestia, albowiem regularnie do wyborów stają ugrupowania podające się za ideową prawicę. Przypomnę, że za takową uchodziła kiedyś PO.

Ideowa prawica, w sensie istotnym to organizacja, która stawia na komunikację wewnętrzną i liczy, że ta pomoże jej wygrać wybory. Jednocześnie ludzie będący liderami ideowej prawicy krytykują te wybory, twierdząc, że gdyby miały one coś zmienić już dawno byłby zakazane. Ideowa prawica to formacja, która przede wszystkim realizuje się w komunikacji. Ta zaś, jeśli idzie o politykę, musi być złożona. Robi się kłopot, bo złożoność polityki rozumiana jest tylko do pewnego momentu.

Politykę współczesną, zainteresowani nią ludzie, postrzegają jako funkcję doktryn, o których uczyli się na studiach i – biorąc rzecz osobiście, a także emocjonalnie – próbują do owych doktryn dopasować praktykę dnia współczesnego, o której mają bardzo mgliste pojęcie. Efektem tego jest oskarżanie wszystkich o socjalizm, a także wskazywanie jak zbawienne będzie dla nas wszystkich zlikwidowanie podatku dochodowego.

Tak by oczywiście było, jednakowoż w tym tylko momencie, kiedy wszyscy należelibyśmy do bardzo zdecydowanej i dobrze uzbrojonej organizacji gotowej bronić naszego państwa i rynku, który to państwo ochrania. Ponosząc przy tym wielkie ryzyko. Tak jednak nie jest, albowiem zarówno liderzy ideowej prawicy, jak i ludzie ambitni postrzegający politykę poprzez doktryny, o których uczyli się na studiach, którzy na ideową prawicę głosują i są z nią emocjonalnie związani, charakteryzują się bardzo kokieteryjnym nastawieniem do rzeczywistości. Poznajemy to po tym, że realizowana przez nich komunikacja kierowana jest wyłącznie w kierunku wyborcy.

Dlaczego tak?

Otóż w mojej ocenie dlatego, że ludzie ci, nie mogą, z racji własnej słabości, niezrozumienia celów lub po prostu ukrycia ich przed wyborcą i wstawienia w ich miejsce celów pozorowanych, zajmować się polityką naprawdę. To znaczy mierzyć się z wyzwaniami, które narzucają silniejsi, globalni gracze, którzy zaczęli porządkować na nowo nasz region.

Sprawy związane z ich aktywnością są w języku ideowej prawicy godne potępienia, albowiem godzą one w najważniejszy, silnie przez ideową prawicę eksploatowany mem – suwerenność narodową i państwową.

Powtórzę – państwo jest po to, by chronić rynki. Do roli tej jest wyznaczane przez finansistów, a elity państwa mają stworzyć złudzenie przed ludem, że istnieje jakaś inna skala jakości i wartości niż wyżej opisana, za którą trzeba będzie umierać i dla której trzeba będzie żyć.

Prawdzie tej podporządkowani są także prominentni działacze ideowej prawicy, ale jeszcze o tym nie wiedzą. Dowiedzą się, w chwili kiedy uda im się przekonać większą grupę wyborców. Prą do tego z całych sił, nie z tego bynajmniej powodu, by wreszcie uzyskać tą mityczną suwerenność dla nas wszystkich, ale po to, by wreszcie znaleźć się w zasięgu wzroku bankierów, którzy przyjrzą im się uważnie i złożą jakieś propozycje. Mniej lub bardziej uczciwe, za które trzeba będzie czymś zapłacić. Jeszcze nie wiadomo czym, ale każdy lider ideowej prawicy łudzi się, że niczym, albo, że jest tak sprytny, przebiegły i cwany, iż łatwo się od płacenia wyłga.

Język polityki, jaką uprawia się dziś realnie, jest językiem niezrozumiałym dla wyborcy.

To jest oczywiste i nikt tego nie neguje, a na pewno nie tutaj. Pytanie czy on musi taki być? W mojej ocenie nie musi, ale jego uzdatnienie wymaga pewnego wysiłku. Przede wszystkim wiary w to, że wyborca nie jest kretynem, wybory jednak coś znaczą. Ideowa prawica zaś przede wszystkim w to nie wierzy. Podjęcie wyzwania, o którym piszę wyżej nie jest możliwe, w przypadku ideowej prawicy z kilku powodów. Nie najbardziej błahym są deficyty liderów ideowej prawicy. W niektórych przypadkach stanowią one wręcz podstawę budowy komunikacji pomiędzy liderem, członkami partii, a wyborcą.

Kolejnym jest trudność w opracowaniu metody uzdatnienia języka i pułapki jakie przy tej czynności czyhają na spragnionych łatwego sukcesu liderów ideowej prawicy. Pokusa więc, by komunikować się z wyborcą na skróty jest ogromna i w zasadzie nie daje się zwalczyć.

Do tego jeszcze dochodzi element strategii ideowej prawicy, która stawia przede wszystkim na młodych mężczyzn. Ludzie ci mają przeważnie jakieś plany kształtowane na podstawie nie swoich doświadczeń i właściwe swojemu wiekowi i dynamice sposoby porozumiewania się z otoczeniem.

I teraz ważna konstatacja – sposoby owe nie mają nic wspólnego z polityką, którą robią organizacje kreujące i chroniące rynki. Wiele za to mają wspólnego z emocjami, życiem towarzyskim i pozycją w nim zajmowaną.

Na styku tych obszarów – niezrozumianej w sposób należyty metody politycznej i młodzieńczych aspiracji powstaje – za każdym razem – antyjakość, którą określa się mianem dziecinada. Ta zaś może być mniej lub bardziej żenująca. I kolejna ważna kwestia – dziecinada nie ma nic wspólnego z wiekiem człowieka dziecinadę kreującego.

I teraz dochodzimy do seksu.

Trafiłem wczoraj na nagranie, zatytułowane „Janusz Korwin Mikke przeleciał intelektualnie młodą socjalistkę”. Jeśli ktoś uważa, że ten tytuł to przypadkowy idiotyzm, ten się myli. To jest metoda, za pomocą której ideowa prawica na polecenie swoich liderów komunikuje się z fanami i wyborcami. Nie mam zamiaru oglądać i słuchać tego, co jest w tym nagraniu. Powiem tylko tyle, że mamy tam jakieś dziecko płci żeńskiej, które przedstawia się jako Polskie Stronnictwo Ludowe, to znaczy wymienia swoje nazwisko i zaraz potem nazwę organizacji. No i mamy Mikkego, który pieprzy to co zawsze od 30 lat. Nad tym wszystkim zaś ten triumfalny tytuł, który ma sprawić, że wszyscy onaniści będący zwolennikami ideowej prawicy natychmiast w to klikną, po to by dowiedzieć jak to się robi naprawdę i po męsku. Myślę, że całe to nagranie jest ustawką, bo nie wierzę, ani w szczerość pytania tej młodej osoby, ani rzecz jasna w intencje Mikkego.

Chodzi tylko o to, by utrzymać komunikację z wyborcą we właściwym diapazonie. O to toczy się istotna walka w łonie (pardon) ideowej prawicy. To zaś wskazuje, nie wprost, ale na zasadzie poszlaki, na jakość intencji tej formacji. Ja oczywiście wiem, że są ludzie, którzy będą bronić ideowej prawicy w imię komunikacji właśnie, albo w imię wartości, których ta formacja nie kultywuje rzeczywiście, bo gdyby tak było, nikt nie sięgałby po takie tytuły.

Nie próbujcie mi tłumaczyć, że to są indywidualne przypadki szaleństwa niczego nie rozumiejących sympatyków i fanów. Dobrze wszyscy wiemy, że nie. Chodzi o zagospodarowanie emocji i ciągłe stymulowanie potrzeby dominacji w ludziach, którzy ani nie dominują, ani nie wiedzą jak to robić, a nawet gdyby im się raz czy drugi udało, nie wiedzieliby jak ten stan utrzymać.

Nagranie, o którym wspomniałem, to tylko jeden z biegunów obszaru komunikacji, jakim stale posługuje się ideowa prawica.

Drugim, nie mniej ważnym są gawędy dotyczące ortodoksji religijnej. Ta zaś, w niezrozumiały dla mnie sposób godzi język wulgarny i komunikację wulgarną z postawą – bardzo przecież wymagającą – dobrego chrześcijanina. I tu dochodzimy do istotnego mechanizmu pułapki, w który wpadają, ku swojemu nieprawdopodobnemu zadowoleniu, członkowie i sympatycy ideowej prawicy, ale nie tylko oni.

Jeśli ktoś pisze i mówi o intelektualnym przelatywaniu młodych socjalistek, a rozgrywającym w owym procederze jest ktoś taki jak Mikke, to znaczy, że za tym gadaniem stoją konkrety. I zwróćcie uwagę, że one pojawiają się zawsze. To znaczy nie można tak sobie, bezkarnie pierniczyć o, przepraszam stosunkach płciowych i moralnych bądź niemoralnych postawach, żeby się nie okazało zaraz, że coś jest na rzeczy i żeby sprawy te nie zostały od razu wyciągnięte na światło dzienne.

Jak sobie radzi z nimi ideowa prawica, wszyscy wiemy. Metody są dwie – to nie ja, to tamten – wariant pierwszy, albo – nie zazdrość już tak nie zazdrość – wariant drugi.

Jest jednak w Polsce jeszcze prawica nieideowa, która zajmuje się praktyką polityczną, zaniedbując całkowicie komunikację lub dzierżawiąc ten obszar osobom przypadkowym. Taka prawica, jak Jacek Kurski na przykład, który bierze drugi kościelny ślub in odeore sanctitatis, a za chwilę pojawia się informacja, że jego syn molestował jakąś dziewczynkę.

No i następuje reakcja, którą przewidział kłusownik zastawiający tę pułapkę – rozpoczyna się heroiczna obrona swoich. Że on mógł wziąć ten ślub, a ta pani przypomniała sobie o molestowaniu po latach.

Tak mówią idioci, którzy nie rozumieją, że ci, co tę pułapkę zastawili, mają sposób na dotarcie do umysłu i serca wyborcy. Oni dobrze wiedzą, że wyborca będzie się zastanawiał nad kwestią owego molestowania, wiedzą, że on także ma dzieci, może dorastające i wiedzą, te dzieci nie są oskarżone o molestowanie. Nawet mocno naciągane. Nie są, albowiem w domu nie było atmosfery, która by w ogóle wprowadziła do komunikacji takie pojęcie.

Jeśli zaś w domu Kurskich dochodziło do jakichś takich historii i histerii, to znaczy, że ta rodzina jest, że się tak oględnie wyrażę mocno nie halo. Obrona zaś pana Kurskiego to idiotyzm w najlepszym razie, a w najgorszym udział w mistyfikacji.

Żeby oczyścić się z zarzutów rodzina Kurskich powinna wystąpić do sądu i publicznie tę sprawę przeprowadzić, z udziałem mediów. Do tego zaś nie dojdzie. Dlaczego? Otóż dlatego między innymi, że godzimy się, by w zajętym przez nas obszarze komunikacja polityczna odbywała się za pomocą metafor dotyczących życia zwulgaryzowanego.

I wielu ludzi uważa, że to nic złego, a jeśli ktoś protestuje przeciwko takim praktykom, to zapewne impotent, albo mięczak. No więc ja protestuję i mówię – komunikacja polityczna nie może się odbywać za pomocą takich formuł, albowiem to czyni ją komunikacją niepolityczną i demaskuje ludzi, którzy się tym językiem posługują jako oszustów. Za tę łatwość zaś porozumiewania się z wyborcą płaci się cenę bardzo wysoką.

O tym na razie przekonał się Kurski. Młodzi liderzy ideowej prawicy przekonają się o tym później. Mikke nie przekona się nigdy, bo on nie jest politykiem tylko człowiekiem politykę dewastującym, który do tego celu używa wszystkich sposobów, od pretensjonalnego powtarzania akademickich formuł, których nie rozumie, do lansowania się na dupie. Ja słowo to napisałem celowo, żeby sobie nikt nie pomyślał, że nie potrafię rzucić ciężkim wyrazem, albo oderwać nogi od krzesła, jak zajdzie taka potrzeba.

Na koniec słowo o jeszcze jednym ekstremalnym punkcie wyznaczającym obszar w jakim porozumiewa się z wyborcą ideowa prawica. Jest nim alkohol.

Oto Sławomir Mentzen jeździ po Polsce i organizuje masowe spotkania przy piwie z sympatykami ideowej prawicy. I wszyscy piszczą ze szczęścia, bo wreszcie mogą zanurzyć się w tej niezwykłej atmosferze wolności i swobody.

To jest, w mojej ocenie, coś niesłychanie żenującego. To tak, jakby siedmiu samurajów poszło negocjować poddanie wioski z szefem bandytów przeciwko którym mieli walczyć. No, ale o konsekwencjach tej metody porozmawiamy gdzieś w okolicach roku 2028.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 22 lipca 2020 r.

Ilustracja tytułowa: 18.07.2020 Krakow , Wawel . Prezes TVP Jacek Kurski wraz z małżonka Joanna – bezpośrednio po zawarciu związku małżeńskiego udali się na Wawel w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczynskich w towarzystwie szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego [fot. Jakub Wlodek / AG, za wiadomośco.dziennik.pl ]. / Wybór zdj. wg.pco

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Podkolorowania w tekście pochodzą od redakcji PCO.

*

, 2020.07.22.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski