Furmanka postępu / Refrenizacja / Krajówa


Furmanka postępu

Na chwilę czas się zatrzymał a może tylko trzeba mu zmienić baterię. Dawno temu, cóż za przepaść dziejowa, ledwo sto kilkadziesiąt lat temu, wszędzie jeździły tylko wozy konne. Czy sądzisz, drogi Czytelniku, że zmyślam? Nie tylko karety i karoce, albo dyliżanse, ale zwykłe wozy konne.
Wszędzie były, bo do każdych drzwi trzeba było dowieźć różne towary niezbędne do zwykłego codziennego życia. Woźnica zatem albo inaczej furman to była persona równie codzienna jak dzisiejszy kierowca. Przesiadł się taki z furmanki na samochód i tyle jest tego postępu. A w zasadzie z fury na furę. Wypija planetę jak nałogowy alkoholik. A butelka już spadła na podłogę, potłukła się i zostają jedynie resztki w kawałkach szkła i wprost na posadzce.

Uderzmy w warszawskie klimaty, gdzie pozostałości powoźnicze są trwałe i przebiły się do naszych czasów. Żeliwne lub kamienne słupy w bramach, które broniły metalowym okuciom kół wgryzać się w narożniki budynków. A może to jednak było coś humanistycznego, bodaj tyle miłości do człowieka, że człowiek nagle zaskoczony w bramie, gdy pędzi wóz a woźnica pogania konie, miał się gdzie schować pod ścianą bramy, by go nie poczęstowano kołami. Tyle, humanitaryzmu.

Dziś wyssaliśmy planetę do cna. Najszybciej zrobi to nasz ogromy rozmiarem zajętych terenów sąsiad – Rosja. Wydobywają bardzo dużo a nie mają największych złóż. Tylko teraz. Liczy się tylko tu i teraz. A może jednak bez „tu”. Po prostu teraz. Po nas bodajby potop. Tylko że potop nie
nadejdzie tak łatwo, a żyć będzie trzeba. Może uratuje nas produkcja prądu z innych kopalin, węgla kamiennego i brunatnego a może nadzieja idiotów energetyka jądrowa? Planeta jest przecież reaktorem jądrowym, bo głęboko pod litosferą produkuje dla nas w miarę bezpieczne ciepło właśnie na
skutek reakcji jądrowych. Tylko jesteśmy przed tym chronieni grubą warstwą skał i ziemi. Zapomniałem o wodach. Aczkolwiek to wyzwanie dla tych, którzy jednak mają wodę w mózgu a w istocie wodę zamiast mózgu i wierzą, że my tu dokonamy doskonałego przeskoku i pokażemy planecie,
co my to zacz. I co wyszło?

Widzi czasem człowiek taki obrazek. Podjeżdża szara fura z trzyliterową nazwą marki. Z tyłu wygląda tak, jakby miała postrzeliny zaszpachlowane nieudolnie, bo już szpachla odpryskuje. Naklejeczka z napisem „WyznaFcy”. Dobrze czytasz, drogi Czytelniku, „F”. I wychodzi trzech wyznaFców.
Tatuaże wszędzie jak u starego jakuzy. Idą rozrzucając nogi na boki, bo ich coś w pasie uciska. Z czegoś śmichy i chichy. Zajechali na chodnik, bo jeszcze było miejsce na zaparkowanie. Są szczęśliwi i zadowoleni. „Co, bliźniemu szczęścia żałujesz?” – powie obrońca wroga Ludzkości. A jakby tak zajechał furą taki furmankowy z batem w garści. Konik nieco popuścił, bo mu ciężko tachać na pace dwu jego wypasionych kolegów. Za darmo obroku nie je, ale nieco wychudzony, jakby ten obrok leciał trzecią klasą z Nowego Jorku niemieckim sterowcem. I złażą w swych chłopskich ciuchach trzej doborowi osiłkowie (bardzo trudna forma liczby mnogiej nawet dla Polaka). Wdziewają czarne kapelusze. I idą kołysząc się na swych nożyskach.

Dalej historii nie opowiadam. Idą, to idą. Tyle z nich zostanie, co w tej wstawce. I napiszmy poprawnie: Takich wyznawców mamy wszędzie. Na każdym kroku. Czy to starym gratem czy wielkim quasisportowym autem, które robi tyle huku co dwadzieścia klamorów. Jak widać na zdjęciu, sprawdza się to i dzisiaj. Za jakiś czas może się okazać, że mieli rację ci, którzy nie usunęli słupków narożnych chroniących naroża bramy przed takim ludzkim zachowaniem. Czy to czarny scenariusz?

A czy wiedza o tym, że można stracić areał rolny większy niż 5% powierzchni kraju, to też czarnowidztwo? Nikt nie robi dosłownie nic, jak ci od zawlekania fury w wierze, że tak zawsze będzie można. „Pisałeś, że to powierzchnia Belgii a teraz tylko 5%? Co to jest 5%?” – doszczeka wyznawca mocnych trunków umysłowych. Tak, wiemy przecież, że ziemia stanowi w rejonach zachodniej Polski czasem niespełna 40% powierzchni. Reszta to lasy, jeziora, rzeki, osiedla, drogi i inne odsetki tak zwanej infrastruktury. Tracąc zatem 5% powierzchni w areałach rolnych, tracimy przeszło 11%
powierzchni kraju. Już dziś są gminy, gdzie Niemcy wykupili całą ziemię orną. Ale są i Duńczycy, Norwedzy a nawet Arabii – jednak to mniejszość. Zatem głównie niezaspokojony pęd kolonizacyjny Niemców, by tacy wyznawcy mogli rozpychać się niemiecką trzyliterową furą. Nie poruszajmy więcej problemów społecznych. Trącamy się nimi jak toastem. Nic to nie da a ziemia powolutku idzie w obce łapy, bo nikt nic nie robi. Czym była ziemia ojczysta dla naszych przodków pisałem w Ci co oyczyznę więcéy priwatę miłuią a mogą, gdzie były tylko furmanki, które są zresztą polskim wynalazkiem, bo, jak pisałem, najstarszy (na Świecie) wizerunek wozu konnego pochodzi z podkrakowskich Bronocic. Nie z Ur czy Lagasz u Sumerów. A już na pewno nie z Memfis i to nie z tego ze starożytnych Stanów Zjednoczonych, ale z tego młodziutkiego Egiptu. Przyjeżdżają i nas tu pouczają, jak my tu mamy się gospodarować. A może nawet tych trzech panów idących chodnikiem z tym ich kołysaniem się na boki wie lepiej, jak to robić, niż całe tabuny Amerykanów. Może my znamy naszą ziemię lepiej. Tylko ktoś nam podał jakieś trujące znieczulenie, byśmy stali biernie i patrzyli, jak nas w biały dzień okradają.

Ameryka daleko a Polska Ziemia tutaj… i pójdzie 1-go maja 2021 roku w obce łapy na mocy a właściwie na niemocy umierającej na naszych oczach ustawy, która przestanie ją chronić. Wywalczyliśmy tę pięcioletnią ochronę dokopując Kopaczce i innym mądrym platfusiątkom. Mamy na sumieniu, że wepchaliśmy do władzy zdrajców Ojczyzny z pisiorskim członkowstwem („w” doklepałem, żeby lepiej było widać, o co biega). A może powinienem napisać „członkoFstwem”. A teraz siedzimy i co robimy? Ziemia ojczysta woła. Nie słyszycie? Zostawiliście ją na pastwę wroga. Wzywajmy nawet tych wytatuowanych panów kołyszących się w poprzek chodnika, by pomogli. Wiecie, jaka jest siła w tych ludziach, tylko nie zagospodarowana. Kto nam tu podskoczy, gdy przekonamy także ich, że Polska Ziemia jest także dla nich.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 24 lipca 2020.


Refrenizacja

Powtarzanie do znudzenia tego samego frazesu wydaje się tylko rekolekcją zaciętej płyty. Jakby kto podskakiwał stale na tym samym wyboju i nic nie robił, by się go pozbyć. Ciągle ten sam kamień albo ta sama kłoda leży pod nogami, ale łatwiej jest tysiące razy przejść nad nią albo ją ominąć, niż pozbyć się jej raz na zawsze. Czy to nasza przypadłość narodowa?

Wielu ludzi swoje błędy zwala na Naród. Naród jest taki albo owaki. Częściej – zwłaszcza u nas w Polsce – zwala się na Rząd. „Jestem nieudacznikiem, bo Rząd zawinił.” – to stały wykwit wielu naszych Rodaków albo w innej równie refrenicznej wersji: „Rząd jest winny temu, że mi się nie udało.”. A może by tak winnego szukać w sobie. Uwarunkowania polityczne czy gospodarcze jako uniwersalny winowajca, to łatwy sposób pozbywania się przeszkody. Przeskakujemy nad nią albo omijamy, a przeszkoda jak była tak jest. To pewnego rodzaju zawody. Może to nowa konkurencja olimpijska. „Przeszkoda.” – i hop, i jesteśmy po drugiej stronie. Jak nam kondycja skoczy.

Zamiast tytułowego pojęcia można ukuć: refrenizm, refrenistykę albo potoczne refreniarstwo. Jednakże to pojęcie, które wisi tu nad nami, to pokłosie tego, czego nie umiemy w Polsce. Nie umiemy kolonizować. „Czy to źle?” – ktoś zapyta. Są różne metody kolonizacji, jednak zawsze wiążą się z
umiejętnością pokonywania wroga. Czy to metodą brutalnej siły czy argumentami z innej mańki. Jeśli jednak kłamstwo powtarzane wielokrotnie ma taką cechę, że ludzie zaczną w nie wierzyć, to ile
razy bardziej prawda powtarzana wielokrotnie powinna mieć tę cechę? Wykrętny, typowo nasz, polski mędrek powie: „Cóż, kłamstwo jest często bardziej atrakcyjne a prawda boli.”. Czyli tak naprawdę kłamstwo utrwala się w świadomości ludzkiej jako prawda nie dlatego, że jest wielekroć powtarzane, tylko dlatego, że ma w sobie coś atrakcyjnego – taki pierwiastek atrakcji – który skusi ludzi i tak, nawet bez częstego powtarzania tego kłamstwa. Czyli jedynym sloganem, który udało się utrwalić byłemu żydowskiemu ministrowi propagandy z Niemiec, jest fałszywy slogan o powtarzaniu kłamstwa, który w istocie utrwalił się jako prawda nie dlatego, że go wielekroć powtórzyli przeróżni idioci, ale dlatego, że jest atrakcyjny dla ich myślenia.

Mówię prostą prawdę: 1-go maja 2021 roku wygaśnie okres ochrony na Polską Ziemię i cała pójdzie w obce łapy kolonistów, którzy eufemistycznie nazywani są spółkami i dzierżawcami tej ziemi. To nie jest wygodna prawda, bo Naród Polski śpi snem sprawiedliwego a jawnie i to w biały dzień go okradają.

Czy to oznacza, że Naród Polski jest głupi albo, że to stado idiotów (czyli tych, którzy nie interesują się sprawami publicznymi)? Według mnie Polacy są rozsądnymi ludźmi, umieją myśleć logicznie i mądrze postępować, wystarczy, że są po temu stosowne warunki. Jednak, gdy ktoś manipuluje Narodem Polskim w swój przewrotny i podstępny sposób, zagonił ludzi do roboty jak bydło, że nie mają czasu, by spokojnie pomyśleć, skupić się nad czymś, to w takim zaszczuciu nie widzą spraw, które ich dotyczą. Nie każdy ma dar skupienia się mimo ogólnego rozgardiaszu.

Dodatkowo nie wierzę w żaden podział Narodu Polskiego ze względu na jakieś dwie bandy grasujące tu od lat. Polacy i tak mają tę swoją cechę, że czują poczucie wspólnoty narodowej wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu. I to chwilowe zapominanie się nie jest tylko efektem dezinformacji stosowanej przez obcych kolonistów, którzy z żydostwem przejęli prasę i ogólnie media. Skoro ja mogę nie czytać tych bździn i nie słuchać tych wybroczyn i nie oglądać tego cyrku, to każdy Polak
może tego nie robić. Czy czytając to, słuchając i oglądając zagłusza swoje sumienie, bo nie widzi, że przygotowują nam tu piąty rozbiór Polski? A jakby musiał dopuścić tę wiedzę do siebie, to musiałby coś zrobić, by mieć czyste sumienie… To pozostawiam bez odpowiedzi.

Moją rolą jest mówić o tym i o tym napisać. Może ciekawie a może nie. Ocenią to ludzie, ci którzy, wierzę w to z całego serca, wstaną i powiedzą: „Nie damy naszej Polskiej Ziemi nikomu, nawet gdyby nas bałamucił nie wiedzieć jakim cukierkiem, bo już tu widzieliśmy niejednego cwaniaka, który nas w konia zrobił i kolejny raz nie damy się oszukać.”. To powie mądry Naród Polski. Czy to coś wielkiego? Oczywiście, że tak, bo Naród Polski jest wielki swoją potęgą Ducha.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 27 lipca 2020.


Krajówa

Nigdy nie należy zapominać o tym, że „Ziemia jałowa” T. S. Eliota to poemat o Polskiej Ziemi, bo o Europie Środkowej. Milczą o tym Wikikwiki i inne tego rodzaju skażone głupotą ludzką źródła prawdy powszechnie rozpowszechnianej. A to jest jak spacer po Koszalinie. Idziesz i nie wiesz, czy będzie bodaj jedna osoba, do której warto się odezwać, by nie rozbić sobie głowy o mur niezrozumienia.

Czy sądzisz, drogi Czytelniku, że zacznę się rozczulać nad sobą, jak tu mnie nie rozumieją? Na tym mnie nie przyłapiesz. Od takiego jęczenia są rolnicy. Oni to umieją lepiej ode mnie. Ja się znam nieco na „e” delfickim. Tam badałeś samego siebie poprzez bełkot wypowiadany w zamroczeniu
przez pytię w oparach na trójnogu. Nie ma to nie ma, jak nie ma porządnych mediów. Wszystko to zatkana kanalizacja. Wybija i śmierdzi. Albo bardziej poetycko, wybija i zalatuje roznosząc swoje misyjne przesłanie sługusów. Taki niezbyt inteligentny i zapatrzony w siebie Anglik, jak Eliot skrobał swoje wierszydła nawet nie bardzo wiedząc, gdzie ta ziemia jest, o której pisał. Dla niego, z tą jego pretensjonalną i nadętą wyższością to obojętne, kogo i gdzie kolonizuje albo kolonizują to podobni do niego naśladowcy anglosaskiej zaborczości.

Dawno temu urządzali wojsku prasówki. Stąd wiem, że najbardziej na podcieranie zadka nie nadawał się „Kraj Rad”, bo można było sobie nim dupę pokaleczyć. Wybaczysz mi, droga Czytelniczko, nieco żołdacki styl tego zdanka. Jednakże, to fakt, że tyle wyniosłem z tych prasów.

Prasówa jest jak zasuwa albo pogardliwie kranówa. Woda niskiej jakości technicznej. Pisownia inna ale sens, ten lekko pogardliwy ton, ten sam.

W tle lecą pieśni Moniuszki w bardzo kiepskim wykonaniu. Ale, co zrobić, lepszych nie było. Nie wydali. Dobrze, że chociaż to jest. O różyczce w życie i innych tego rodzaju surogatach kochanek i kochanków. Ogólnie – Polska Ziemia. Nie widzisz, drogi bracie w Dallas? Albo Ty, który pijesz to piwo w pubie Dublina? Ta sama zołza, która Cię wykarmiła, a którą teraz sprzedajni politycy, jak o sobie mówią, czyli posłowie, senatorowie i Prezydent i mianowani ministrowie (tak zgadzam się, że to słudzy, ale czyi) w Rządzie oddadzą obcym 1-go maja 2021 roku, bo ani kiwną palcem, by bodaj ten termin ustawowy przedłużyć. Będą czekali jak Ty, puszczający tę
niszczącą Ci Twoją duszę polską paskudną muzykę Anglosasów i pijący trochę inne, bardziej kranówą zalatujące piwsko w swoim ogródku.

Kolonizacja przyjmuje różne oblicza.

Do czego służy trawniczek Anglosasom, nie wiem. U nas kosiarka służy do zagłuszania sąsiadów. Szczególnie takich, którzy nie mają nic do powiedzenia a mimo to całymi dniami pytlują w ogrodach i na balkonach swoich klitek. Gdakają jak kury, ale nie wkładając w to żadnego wysiłku umysłowego. Czy znaczy to, że powariowali? Nie wiem, może to tęsknota za wyższymi prawdami angielskiej poezji ze zmywaka. Może to wyższa potrzeba piękna bańki mydlanej z wiadra sprzątaczki, która w Polsce skończyła z wyróżnieniem studia politechniczne, albo miłość do powonienia dobywającego się z kuchni jadłodajni lotniskowej, gdzie polska młoda prawniczka robi za kierowniczkę sali. Sami oceńcie.

Idziesz ulicą, chodnik wąski, bo droga z czasów, gdy tędy jeździły tylko wozy konne. Czyli we dwoje to raczej gęsiego. Myślisz nad tym, jak tu uratować Polskę chyba już przed nią samą, bo ta się chce znowu oddać w obce łapy. Dać temu i tamtemu. Tylko po co? Siadasz potem i klepiesz w klawiaturę, nie wiedzieć po co i do kogo. Jakbyś mówił do ścian kibla. Nasmaruj swój paszkwil na ścianie, choć dzisiaj już cywilizacja (Zachodu), bo kafelki pod sam sufit i to z takiej twardej ceramiki, że
trzeba by chyba diamentu do tworzenia literatury wychodkowej.

A zewsząd przytłacza cię prasa, puszczająca całe dywany bzdur, nijakich tekstów, bałamutnych zdjęć. Jakby rozpędzony walec drogowy do prędkości, jakie uzyskują panowie w swoich bolidach Formuły 1. Wszystko śmiga, zamazane i pstrokate.

I o czym tu napisać? O tym, że te chodniki były w lepszym stanie w czasach nieboszczki komuny? To trywialne, jakby kto gadał, że wczoraj to była pogoda. Dziś ludzie mają ważniejsze problemy, ich prywata ich gniecie.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 29 lipca 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa:
Zdjęcie warszawskiego woźniczego odbojnika. Fot. Andrzej Skorski.


2020.08.08.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel