Niechciana, wymazywana pamięć … [Cz. 3]


W artykułach o „Niechcianej pamięci” Cz. 1 i 2, jak i w innych publikacjach, uzasadniałem konieczność przypominania o zbrodniczych zachowaniach hitlerowskich oprawców wobec Polaków, zaznaczając, że od września 1939 r. pierwszymi ofiarami więzień i obozów koncentracyjnych byli Polacy. Przypominać trzeba znane czy skrywane dotychczas przykłady udawadniające te fakty, by manipulatorom historią i różnego rodzaju sprzedawczykom zniekształceń historycznych, udowodnić ich haniebne manipulacje.

Nawiązując do działań hitlerowców od wkroczenia na tereny polskie, tym razem podam parę przykładów o ofiarach w drugim miejscu zbiorczego-tymczasowego aresztu w Cieszynie, zanim trafili do kolejnych miejsc katorgi i uśmiercania.

W wymienionych powyżej odcinkach (Cz. 1 i 2) mowa była o więzieniu zastępczym-przejściowym dla więźniów policyjnych – w byłej faryce tekstylnej Schöena, utworzonego w końcu marca 1940 r., gdzie osadzano mieszkańców Sosnowca, pow. będzińskiego, chrzanowskiego i olkuskiego. Obsługę obozu stanowiło Sonderkommando Sosnowitz. Zabudowania fabryczne otoczono drutem kolczastym, a straż nad obozem sprawowała jednostka SS. Komendantami obozu byli Gerhard Sommer (do kwietnia 1940 r.) i Kopeć.

Z więzienia w Sosnowcu, aresztowani w dużych grupach doprowadzani byli bezpośrednio na dworzec kolejowy, upychani w wagonach i transportowani do funkcjonującego już od 1933 r. obozu koncentracyjnego w Dachau (KL Dachau), a po kilku tygodniach do KL Mauthausen – w szczególności do uruchomionego w dniu 26.05.1940 r. podobozu Gusen. Pierwsze transporty w ramach akcji przeciwko inteligencji przybyły do KL Dachau 14.04.1940 r.

Mieszkańców powiatów cieszyńskiego, rybnickiego i bielskiego osadzano w obozie przejściowym urządzonym w fabryce mebli giętych Kohna u zbiegu ulic Frydeckiej i Jabłonkowej w Cieszynie – i to jest drugi punkt zborny dla aresztowanych przez gestapo z wymienionych powyżej miejscowości.

W lokalnych aresztach gestapo znęcało się nad aresztowanymi, byli bici pejczami, kopani, a był to początek tych sadystycznych sposobów traktowania aresztowanych – które w zwielokrotnionym stopniu kontynuowane były w obozach koncentracyjnych do których byli przekazywani. Wielu z zatrzymanych zostało poddanych tzw. wstępnym przesłuchaniom np. na okoliczność udziału w powstaniach śląskich lub obrony miasta, przynależności do harcerstwa, księży, nauczycieli, działaczy społecznych i politycznych – o których wojska hitlerowskie miały informację przed przekroczeniem granicy Polski. Już bowiem przed wybuchem wojny tj przed wrześniem 1939 r., przygotowano w Berlinie – na podstawie działających w Polsce konfidentów „piątej kolumny” – SONDERFAHNUNGSBUCH POLEN, czyli wykaz osób do eksterminacji z terenu Polski.

Fotokopie SONDERFAHNUNGSBUCH POLEN

Do informacji o gehennie jaką przechodziły osoby aresztowane w pow. bielsko-bialskim a osadzone w cieszyńskim więzieniu, trafiłem dzięki znajomośći z dr. Zbigniewem Główką – synem byłego więźnia Mariana Główki (więźnia 7-miu obozów koncentracyjnych), który udostępnił mi pamiętniki swojego ojca, dokumentujące tą drogę „przez mękę”, od punktu zbornego dla aresztowanych w Czeskim Cieszynie – w owej fabryce Kohna.

Marian Główka, więzień 7.
obozów koncentracyjnych.
[Fot. Interia.pl]

Urodzony 3.08.1908 w Gnieźnie, syn Kazimierza i Stanisławy z domu Pluta. Po ukończeniu szkoły Powszechnej – gdzie jako 12 letni chłopak rozpoczął przygodę ze skautingiem – wówczas zupełnie nowatorską formą patriotycznego wychowywania młodzieży, od 1917 r. aktywny członek Skautingu przy Komendzie Hufca Gniezno. W 1928 r. ukończył Seminarium Nauczycielskie Męskie w Rogoźnie pod Poznaniem w Wielkopolsce, zdał egzamin dojrzałości, i w tym też roku rozpoczął pracę jako nauczyciel w szkole w Rydułtowach pow. rybnicki – na Śląsku. Założyciel (jesień 1928 r.) drużynowy III MDH im. ks. Józefa Poniatowskiego przy SP nr 3 w Radoszowach.

Przyjechawszy we wrześniu 1939 r. na wakacje letnie (jak co roku) z rodziną do Bielska-Białej – dzielnicy Straconka gdzie zamieszkiwała rodzina żony, dnia 24.04.1940 r. Marian Główka został aresztowany przy akcji aresztowań polskiej inteligencji – jako aktywny przedwojenny harcerz, nauczyciel oraz podejrzany o zaangażowanie w ruchu oporu.

O godz. 3:00 nad ranem, dom w którym mieszkali, został otoczony przez funkcjonariuszy formacji SS. Zwierzchnik przybyłych wszedł do kuchni i z trzymanej w ręce książeczki, czytał dane osobowe, a następnie wypowiedział formułę „Sind Sie verhaftel” – jest pan aresztowany. W asyście dwóch SS-manów doprowadzono Mariana Główkę do restauracji w Straconce, gdzie twarzą do ściany i z rękami podniesionymi w górę, stało już 11-ście wcześniej aresztowanych mężczyzn. Szukano jeszcze syna kierownika szkoły, ale ponieważ on uciekł, przyprowadzono jako zakładnika jego ojca – Gustawa Klaję. Miał być zakładnikiem do czasu zgłoszenia się syna. Gdy jednak po 24 godzinach syn się zgłosił, zatrzymano obu i wywieziono do więzienia w Cieszynie.

Po jakimś czasie nadjechały pod restaurację samochody ciężarowe z ławkami, a na nich w tzw. „przeplatankę” siedzieli przemiennie jeden więzień i jeden żołnierz. Kazano i nam wchodzić na skrzynię załadunkową samochodu i o godzinie 11:00 wywieziono nas na podwórze więzienne w Bielsku. Tam, po „rozładunku” na podwórzu więziennym czekaliśmy do godz. 17:00. Następnie, znowu nadjechały ciężarówki, a po kolejnym załadowaniu wszystkich do owych ciężarówek, wywieziono nas do Czeskiego Cieszyna, gdzie przejęli ich tzw. „czarni” – z oznaką trupiej główki w widocznej czołowej części czapki. Od tego też czasu rozpoczęły się sadystyczne w skutkach przesłuchiwania … – z biciem, dla wymuszenia zeznań.

Wpędzono aresztowanych na podwórze starej, unieruchomionej fabryki mebli giętych „Mandus”. Żelaznymi spiralnymi schodami „trupie główki” wymusiły, by weszli do dużej sali, chyba od dawna nie użytkowanej, gdyż na posadzce leżał parocentymetrowej grubości kurz.

Padła komenda: „hein legen” – „położyć się” – twarzą do pyłu! Zaczęło się też przesłuchiwanie, a właściwie była to „zabawa” na modłę niemiecką! Uderzali delikwenta szpicrutą i żądali by ten stanął na baczność i odpowiadał na zadane pytania.

W swoim czasie (jak wspomina Marian Główka), trafiłem i ja na swoją kolejkę. Kazano mi stanąć przy słupie i dostawszy uderzenie szpicrutą – aby nie stracić równowagi, trochę opierałem się o ten słup. Potem kazano mi robić przysiady liczyć – więc i to polecenie wykonywałem. Gdy jednak zobaczyłem, że „czarny” mnie minął, to wprawdzie głośno dalej liczyłem, ale przysiadów nie wykonywałem. W ten sposób jakąś ilość przymusowej gimnastyki „urwałem” – przekłamałem na swoją korzyść ilość wykonywanych przysiadów. Przekonałem się wówczas, że trzeba „kombinować”, bo inaczej nie wytrzymam!

Był między nami także ksiądz o nazwisku Kotulecki, proboszcz parafii Stara Wieś gmina Wilamowice pow. bialski. (Ur. 8.11.1881 r. w Skawinie pow. krakowski, święcenia kapłańskie przyjął w 1906 r., aresztowany 24.04.1940 r. i więziony w Cieszynie. Od 28.04.1940 r. przesłany do KL Dachau, stamtąd od 5.06.1940 r. do KL Gusen, 8.12.1940 r. ponownie przesłany do KL Dachau i tam zarejestrowany w obozowej ewidencji jako więzień nr 21967. Zaginął 21.01.1941 r.)

Przykro było patrzeć na przesłuchiwanie tego 80 letniego staruszka. Kazali się jemu rozebrać do pasa, a wówczas zobaczyliśmy zwiotczałe – zwisające mięśnie starca. Bili go szpicrutą po obnażonym brzuchu, a za każdym uderzeniem powstawała niebieska pręga grubości palca. Zadawane pytania były natomiast bardzo ordynarne:
– „Powiedz, ile razy miałeś gosposię”? – i … padało uderzenie!
– „Nie miałem żadnego stosunku, bo to jest moja siostra” – odpowiedział ksiądz.
– „No to ile indyków zjadłeś”?
– „Nie jadałem indyków, bo parafia jest biedna” – odpowiedział ksiądz.
– „Znasz język niemiecki”?
– „Znam” ….
– „No to przetłumacz na polski” – i recytują bardzo sprośny wierszyk.
– „Nie przetłumaczę, bo to nie jest godne kapłana” … –
… i niestety, co chwile padały uderzenia szpicrutą po brzuchu księdza!

Ksiądz – starzec, mimo bicia utrzymywał się w pozycji stojącej chyba jedynie dlatego, że oparty był o słup podtrzymujący dach. Dalszych jego losów nie pamiętam.

Po tym wstępnym śledztwie, 27.04.1940 r. wywieziono wszystkich do Konzentrationslager Dachau – gdzie dotarliśmy na miejsce dnia następnego około godz. 5:00.

Ustawieni piątkami na placu apelowym, musieliśmy odczekać na zakończenie się apelu i następnie zajęto się nami. Z pierwszych obserwacji nowego miejsca pobytu – był to ogromny teren o kształtach otwartego czworoboku, z kilkunastoma barakami w części centralnej tego terenu.

Skierowani zostaliśmy do jednego z baraków, gdzie odbierano nam posiadane pakunki, jedzenie, ubrania, bieliznę, zegarki, pierścionki, brzytwy i wszystko to przekazano do tzw. depozytu. Następnie, odbywała się rejestracja nowoprzybyłych. Spisywano nasze dane personalne i przydzielano numer obozowy. Otrzymałem numer 6638 i tym numerem a nie nazwiskiem „meldowałem” się funkcyjnym tj. blokowemu i przełożonym w obozie. Dosyć przyjemnym zbiegiem okoliczności było to, że przy stole gdzie dokonywano owych zapisów, zatrudniony był kolega nauczyciel z Rydułtów – Antoni Sylwester (zwolniony z obozu po kilku tygodniach).

Kolejny etap związany z rejestracją i „przyjęciem”, to fryzjerzy. Jedni golili głowy a inni „genitalia”. To zajęcie wykonywał mój profesor robót ręcznych z Seminarium w Rogoźnie Jan Klus. Później dostaliśmy szczotkę ryżową, szare mydło i poszliśmy pod prysznic. Po umyciu się, wypędzono nas boso i bez bielizny na dwór – na leżący tam śnieg! Przez okno najbliżej znajdującego się baraku, ktoś rzucał buty, bieliznę i pasiasty mundur! Łapało się co bądź, byle się ubrać i nie stać nago na śniegu. Następnie, ustawiono nas piątkami i zaprowadzono na blok – a była wówczas godz. 17:00.

Dopiero po tak długim okresie głodowania, dostaliśmy wreszcie litr zupy grochowej. Cóż, niektórzy „gardzili” taką … zupą, a ponieważ mnie smakowała, więc gdy blokowy ogłosił możliwość otrzymania repety, ja chętnie po tę dodatkową porcję się zgłosiłem. Pamiętam, że współwięźniowie Jasiu Kopaczko i Józek Kopaczko z niejakim zgorszeniem mówili „jak ty możesz jeść taką zupę”. Ale na drugi dzień bili się o „repetę” i odtąd wszystkie takie zupy i im smakowały… Niestety, już w tych pierwszych dniach pobytu w KL Dachau zachorowałem na anginę, co bez wątpienia spowodowało wyjście goło na śnieg przy rejestracji. Za pierwszą obozową porcję chleba, dostałem od blokowego łyżkę soli kuchennej i mogłem rozpocząć płukanie gardła.

Rozpoczął się też tzw. okres „rekrucki” w obozie, a polegał na tym, że uczono nas maszerować, stawać na zbiórkach, uczono piosenek niemieckich, i szukanie wszy… – gdyż do pracy nie chodziliśmy. Owo uczenie odbywało się przeważnie poza barakiem – na polu, na ulicy obozowej, która była „wysypana” masą drobnych kamyków.

Z tego obozu, był przenoszony do innych obozów: KL Mauthausen-Gusen nr ob. 3634, ponownie do KL Dachau nr ob. 14572, następnie do KL Auschwitz nr ob. 6994, do Gross-Rosen nr ob. 74814, do KL Hersbruck nr ob. 84673 i po raz trzeci przesłany do KL Dachau nr ob. 160403.

Znalazłem się na bloku izolowanym – zwanym blokiem kwarantanny, a że przebywający tam więźniowie nie pracowali, otrzymywali zmniejszone racje żywnościowe, czyli tylko pół litra zupy i kawałek chleba.

Po jakimś czasie, gdy głód coraz bardziej zaczął nam dokuczać, wielu z nas zgłosiło się do pracy i wówczas dostaliśmy litr zupy. Zgłosiłem się zatem i ja, ale wytrzymałem tylko jeden dzień przy rąbaniu betonowej podłogi w garażu. Byłem jednak po tej pracy tak osłabiony, że musiałem się zadowolić ową zmniejszoną porcją jedzenia – pół litra zupy.

Wycieńczenie osiągnęło szczyty. Niewiele mieliśmy nadziei na przeżycie obozu, codziennie wynoszono nieboszczyków. Przygotowywałem się i ja do odejścia z tego świata …

W grudniu 1940 r. przybyła na nasz blok „komisja z Oświęcimia” i „wybierała” więźniów z Dachau do rozbudowy obozu w Auschwitz. Zakazano nam surowo rozmawiać z członkami komisji i nakazano zdjęcie jedynie koszuli. Zostałem szczęśliwym trafem i ja zakwalifikowany na wyjazd do Oświęcimia, mimo 2 przepuklin.

Wyjechaliśmy z Dachau 13 grudnia, a do Oświęcimia przyjechaliśmy w nocy 15.12.1940 r. Jechaliśmy dwa dni z głodowymi porcjami chleba – w wagonach bydlęcych. Z bocznicy kolejowej, biegiem musieliśmy pokonywać około 2 km. Odcinek drogi do obozu, a obóz ten sprawiał bardzo ponure wrażenie, tym bardziej że był w nocy słabo oświetlony. Po wejściu na teren obozu, ulokowano nas na jakimś bloku gdzie zjawiło się ubranych na czarno dwóch Lagerälterster, i wówczas jeden z nich (o nazwisku Gwóźdź) rozpoczął nas bić pałą! Byliśmy zdziwieni, że tak bez powodu biją…! Ale jakby czytając nasze myśli, Lagerälterster wyjaśnił, że po to biją abyśmy wiedzieli w jakim obozie jesteśmy – w Auschwitz.

Nazajutrz, a właściwie tego samego dnia w godzinach wczesno rannych, wydano polecenie: „arbeitskomando formieren” (komanda robocze formować!). Natychmiast też, miało miejsce niespotykane dotychczas zjawisko, nastąpił ogólny harmider – jak się to pospolicie mówi! Męzczyźni w pasiakach biegają to w jedną to w drugą stronę! Ileż było przy tym bicia ludzi! Wreszcie jako tako uformowano te komanda – stanęły gotowe do wyjścia.

Marian Główka, numer obozowy 6994 [fot. KL Auschwitz]

Nas, nowoprzybyłych obowiązywała rejestracja w tym nowym obozie. Wykonano każdemu zdjęcie w trzech pozach, a także wytatuowano na lewym przedramieniu numer obozowy – ja otrzymałem numer 6994.

Podkreślam tu fakt opisywany przez Mariana Główkę, że przybyła do KL Dachau w grudniu 1940 r. „komisja z Oświęcimia” i „wybierająca” więźniów z Dachau do przewiezienia do KL Auschwitz, miała na celu przystosowanie w Auschwitz budynków po byłych przedwojennych koszarach wojskowych, do przyjęcia transportów aresztowanych z przepełnionych więzień w okupowanej Polsce. Okupantów niepokoiły mnożące się raporty o przepełnieniu więzień na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Narastał też ruch oporu, który można było ugasić jedynie poprzez masowe aresztowania.

20.05.1940 r. esesman Gerhard Palitzsch przywiózł do Auschwitz 30 więźniów, niemieckich kryminalistów osadzonych w KL Sachsenhausen. Na rękach wytatuowano im numery od 1 do 30. Stworzyli oni zaczątek kadry funkcyjnej obozu.

Za datę uruchomienia obozu uważa się 14.06.1940 r. Tego dnia do KL Auschwitz z więzienia w Tarnowie dotarł pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych, skierowanych tu przez dowódcę policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Krakowie. Wśród aresztowanych byli żołnierze kampanii wrześniowej, którzy usiłowali przedrzeć się na Węgry, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci, a także kilku polskich Żydów. Był to pierwszy transport do obozu zagłady.

Począwszy od połowy 1942 r. liczba Polaków zrównała się z liczbą Żydów, która, wskutek rosnącej liczby transportów z okupowanej Europy, sukcesywnie rosła. Od 1943 r. Żydzi stanowili już większość więźniów.

*

Jerzy Klistała

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

*

Ilustracja tytułowa: Dachau – widok ogólny baraków w chwili wyzwolenia obozu.
Fot za: Interia.pl.

Podkolorowanie i wytłuszczenie fragmentów tekstu pochodzi od red. PCO.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2020.08.08.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała